Podsumowanie miesiąca-grudzień 2018

Udostępnij ten post

Zaczynam pisać to podsumowanie w poniedziałek, trzeciego grudnia. Być może brzmi to dziwnie by pisać o minionym miesiącu, kiedy ten dopiero się zaczyna, ale chcę poeksperymentować i codziennie, bądź w miarę często dopisywać nowe rzeczy do tego posta. Aktualnie mam o czym pisać, bo w tym momencie przeczytałam w grudniu jedną książkę i obejrzałam dwa filmy, a to dlatego że pojechałam spontanicznie na weekend do domu, bo się pochorowałam i siedzenie samej w akademiku wyglądało mało przyjemnie. Ale już wróciłam i czekam aż załaduje mi się video z kursu efektywnej nauki od Ani- kto jeszcze nie zna najlepszego studenckiego bloga w sieci, to warto zajrzeć!

Odkąd w październiku zaczęłam studia to czytam zdecydowanie mniej. Oczywiście mam masę notatek i lektur na zajęcia czy też ich fragmentów, ale najczęściej jest tak że gdy mam czas wolny to wolę go przeznaczyć na film czy serial niż dalej siedzieć nad literami. I to w sumie widać w tym podsumowaniu :) Ale jak patrzę z perspektywy czasu, to od kilku miesięcy utrzymywała się tendencja spadkowa w moim czytelnictwie, ostatni rok nie przyniósł mi tyle wspaniałych lektur co poprzedni, ale też przeczytałam mniej. Jestem w trakcie pisania całorocznego podsumowania, więc tam rozpiszę to sobie wyraźniej, ale w 2018 roku poznałam więcej oszałamiających filmów aniżeli książek.

Jeszcze we wrześniu oglądałam film Pawła na temat studiów i padło tam stwierdzenie typu, że październik to pestka, w listopadzie zaczyna się nauka, a grudzień to miesiąc bardzo smutny i ponury. I w sumie muszę się z tym zgodzić. Bo o ile przez październik przepłynęłam z uśmiechem na ustach i stwierdzeniem "kocham moje studia", to w listopadzie zaliczyłam pierwszą załamkę pod tytułem "rzucam to wszytko". Było to jednorazowe i krótkie, ale dopiero pod koniec listopada i początkiem grudnia poczułam się niczym. Miałam taki tydzień że notorycznie zasypiałam na zajęcia i albo się spóźniałam, albo budziłam się spektakularnie o 8.10 kiedy zajęcia zaczynałam o 8. Nie miałam siły się uczyć, ratowała mnie tylko kawa a i tak najchętniej przesypiałabym całe dnie. Na domiar złego rozwinęło się u mnie przeziębienie, które spowodowało mój powrót do domu na weekend, a potem załamanie że nie chcę wracać do Krakowa, tylko zostać u siebie. Było mi bardzo ciężko, ale potem w moje ręce wpadł kurs efektywnej nauki od Ani. Uznałam że muszę coś ze sobą zrobić i ogarnąć jakoś te studia na tyle, na ile dam radę i nagle poczułam się lepiej. Przyswajam nowe dla mnie metody i je testuję i dalej się potykam, bo na przykład jestem pytana z rzeczy których nie zdążę przygotować i muszę się pojawić na dyżurze, ale lecę do przodu. I w sumie to lubię.


Grudzień to też miesiąc drobnych radości. Zapisałam się jak dawczyni szpiku do bazy DKMS, spacerowałam w śniegu, eksperymentowałam w kuchni, spotykałam się z przyjaciółmi, byłam na bożonarodzeniowym jarmarku, piekłam pierniczki, rozwiesiłam świąteczne lampki na półkach z książkami i pewnie robiłam masę innych rzeczy, których teraz już nie pamiętam. Były święta, był sylwester- wszystko wspominam niesamowicie dobrze i po raz kolejny na myśl o powrocie do Krakowa czuję się smutna. Zbliża się sesja i akurat w niej wypada mi jeden egzamin, wszystkie inne mam na ostatnich zajęciach z przedmiotu, ale jak dobrze pójdzie to będę mieć sporo wolnego i mocno tego pragnę.

Nie udało mi się codziennie przez cały grudzień dopisywać cokolwiek do tego podsumowania, dobrze mi szło przez kilka pierwszych dni, a potem pochłonęły mnie między innymi studia. Może w styczniu spróbuję ponownie, kto wie.


Książki:

  • "Więcej niż my"-Jay McLean- Bardzo długo czekałam na polskie wydanie tej książki, a kiedy doszło ono do skutku i dostałam szansę by się z nią zapoznać, okazało się że czekałam zbyt długo i opowieść nie spełnia już moich oczekiwań. Jest bardzo prosto skonstruowana i większość zagrań fabularnych można łatwo odgadnąć, problemem są dotyczące ich szczegóły, które bardzo często bywały przerysowane. Dodatkowo ta historia jest słodka aż do bólu, narracja z dwóch perspektyw pokazuje nam jak jemu zależy na niej i odwrotnie, ale sami kręcą się wokół siebie i twierdzą "nic tylko przyjaźń", jednocześnie śpiąc razem w łóżku, całując się i robiąc wiele innych nietypowych dla tylko-przyjaciół rzeczy. Nie mogę jednak odmówić autorce że napisała powieść lekko, przez nią po prostu się płynie i momentami naprawdę byłam szczerze zainteresowana tym jak coś się rozwinie. Szkoda tylko że im dalej w las, tym bardziej byłam znudzona podchodami głównych bohaterów i ich relacją.
  • "Polska odwraca oczy"-Justyna Kopińska- czytałam ją dwa tygodnie, mniej więcej po jednym reportażu dziennie i zazwyczaj w komunikacji miejskiej. Ciężko mówić o smutnych reportażach że są bardzo dobre, ale tutaj w zasadzie tak jest. Ten dotyczący żony Trynkiewicza sprawił że aż przecierałam oczy ze zdziwienia, ale zbulwersowały mnie te mniej popularne. Te dotyczące zwykłych ludzi, którzy często żyją wokół nas, te najmniej głośne i najbardziej trafiające w serce. To był mój pierwszy w życiu zbiór reportaży i z pewnością będę kontynuować moją przygodę z tym gatunkiem.
  • "Niemiecki bękart"- Camilla Lackberg- uwielbiam tę autorkę, uwielbiam tę serię, uwielbiam tę książkę. Tytuł jest bardzo źle dobrany, bo czytelnik od razu wie z czym będzie miał do czynienia, ale to jak dwutorowo rozgrywa się akcja, to połączenie przeszłości i teraźniejszości- nigdy nie potrafię sobie odmówić jeszcze jednego rozdziału i kończy się na położeniu się spać o 4 nad ranem. Po raz pierwszy w życiu zarwałam noc dla książki, ale nie mogłam inaczej. Wciągająca, jak zawsze z fajną intrygą kryminalną i stopniowo odkrywanymi kartami- no cudo. Od bardzo dawna nie poznałam książki, która w takim stopniu by mnie pochłonęła i wiem że na Camillę Lackberg zawsze mogę liczyć gdy potrzebuję czegoś naprawdę dobrego.
Filmy:
  • EARL I JA I UMIERAJĄCA DZIEWCZYNA- Po części porównałabym ten film do "Gwiazd naszych wina", "Keith" czy "Szkoła uczuć", ale tylko po części, bo jedyny wątek który je łączy to motyw umierania. Tutaj zostało to przedstawione na zasadzie przyjaźni bez żadnych romantycznych ciągotek. Niegłupi był ten film, ale jednak się na nim mocno wynudziłam. Scenariusz był super, ale moim zdaniem film jest za długi.
  • BARBIE I PODWODNA TAJEMNICA 2- Zawsze lubiłam opowieści o Barbie i chociaż z wiekiem z nich wyrastam, to czasem przy sprzątaniu czy gotowaniu kątem oka zerkam na ekran telewizora i oglądam. Tak było i tym razem. Barbie jak to Barbie- różowo, szczęśliwie i z wątkiem przewodnim, tym razem syrenek :)
  • NARODZINY GWIAZDY- w październiku poznałam Shallow i od tamtej pory nie mogłam się doczekać filmu. Ogólnie Lady Gaga w tym filmie to złoto i piosenki to też złoto. Jestem w totalnym szoku jaką piękną i wyrazistą twarz ma Gaga, która zawsze ukrywa ją pod toną makijażu. Piosenki i głos głównej bohaterki trafiają prosto do serca, a ostatnia scena wycisnęła mi łzy z oczu, ale... film jest momentami nudny. Niektóre sceny są długie i spokojne i czasem naprawdę zastanawiałam się ile jeszcze czasu spędzę w tym kinie, ale choć znawcą nie jestem- to uważam to za całkiem niezły reżyserski debiut Coopera.
  • KSIĄŻĘ CZARUŚ- znalazłam gdzieś w odmętach facebooka tę oto piosenkę i zwiastun i tak mi się spodobały, że natychmiast chciałam poszybować do kina- sprawdzam sobie datę premiery i okazuje się że była ona bodajże kilka miesięcy temu. Bajka jest fajna, ale bohaterowie nie są ani powalający ani charyzmatyczni, a te teksty śmieszą chyba tylko dzieci. Jest to bajka skierowana właśnie do nich, nie jest na tyle uniwersalna by starszy odbiorca dobrze się na niej bawił.
  • BRAVETOWN- ten film to złoto i jeden z najlepszych obejrzanych w minionym roku. Nie jest specjalnie odkrywczy, ponieważ poznajemy nastoletniego didżeja, który przez problemy z prawem musi chodzić na terapię i przeprowadzić się do nigdy niewidzianego ojca. Ale dla mnie była to produkcja typu"od pierwszych minut wiesz że film się kiedyś skończy, ale bardzo chciałabyś tego uniknąć, by oglądać go w nieskończoność".
  • STRAŻNICY GALAKTYKI- kiedyś widziałam ponad połowę, w grudniu dokończyłam i jakoś Ci strażnicy średnio mi się podobają. Ogólnie to produkcje o superbohaterach są dla mnie czarną magią i znam może kilka, a już na pewno nie żongluję nazwami z którego uniwersum są, ale mimo wszystko średnio się na nim bawiłam.
  • RYBKI Z FERAJNY- Jestem trochę w tyle, jeśli chodzi o te starsze animacje dla dzieci i staram się powoli je nadrabiać- ta nie była zła i oglądało się ją całkiem przyjemnie, ale mimo wszystko nie będę do niej wracać z sentymentem.

Seriale:
  • TITANS- Jako dziecko byłam ogromną fanką animacji Teen Titans, a kilka miesięcy temu zobaczyłam zwiastun serialu... i o nim zapomniałam. Byłam w ciężkim szoku jak zobaczyłam go w grudniu i znów leciałam szukać daty premiery, a okazało się że było już dostępnych bodajże 7 polskich odcinków.Gdy oglądałam je jeden za drugim to ciągle miałam niedosyt, ale czekanie na dwa ostatnie jakoś tak osłabiło mój zapał. Rola Robina jest super i pozostałe postacie też lubię, podoba mi się Starfire- mimo iż wyglądowo ciągle mam do niej kilka zastrzeżeń bo nie tak wyglądała ona w wspomnianej wcześniej animacji. Na dobrą sprawę nikt nie wygląda tak samo, ale Cory odbiega najbardziej. Podoba mi się też powolne odkrywanie kart z przeszłości bohaterów i liczę na więcej!
  •  MIRACULOUS: BIEDRONKA I CZARNY KOT- Wspominałam już gdzieś tutaj, że jestem ogromną fanką tego serialu, mimo iż skierowany jest raczej do młodszej grupy wiekowej. Bywa naiwny i przesłodzony, a odcinki są zdecydowanie za krótkie i jest ich zdecydowanie za mało, ale jest w nim coś co sprawia że go uwielbiam. Zaczęło się od świątecznego odcinka, a potem poleciał cały drugi sezon, skutkiem czego nie przygotowałam się na jedne zajęcia i po prostu na nie nie poszłam. Drugi sezon to złoto. Już dzisiaj chyba trzeci raz używam tego słowa, ale przed ekranem spędziłam sporo godzin i wynalazłam trochę perełek. Zawsze mnie boli czekanie na nowy sezon, tak jest i tym razem, ale nareszcie coś ruszyło i nie mogę się doczekać jak to wszystko się rozwinie!
  • CHYŁKA: ZAGINIĘCIE- Nie mogę powiedzieć że był to najbardziej wyczekiwany przeze mnie serial ostatnich miesięcy, bo w tym wypadku zawsze pozostanę wierna książkom, ale naprawdę spodobał mi się dobór aktorów i byłam nim podekscytowana. Tak bardzo że przebudziłam się o czwartej nad ranem i uznałam że w sumie już nie usnę, to mogę obejrzeć te dwa odcinki. Niestety nie chciały mi się one załadować i odpuściłam, a nawet zasnęłam znowu. Włączyłam je kilka godzin później i cóż- podoba mi się. Niewiele już pamiętam z "Zaginięcia", które bardzo mi się wtedy podobało, lubię Pani Magdę jako Chyłkę, Filip Pławiak jako Zordon cały czas wywołuje uśmiech na mojej twarzy, kiedy jest taką trochę ciamajdą w pozytywnym tego słowa znaczeniu, a Kormak- ach Kormak! Zdecydowanie ukradł wszystkie sceny w których się pojawił. Miło zaskoczyła mnie również Pani Kasia Warnke, którą jakoś średnio lubię, a tutaj postać jaką kreuje i to jak moduluje głos, ma w sobie coś przyciągającego. Muzyka bardzo mi się podoba, a te krajobrazy to złoto- za mną na razie dwa odcinki, pakiet wykupię za jakiś czas gdy będzie więcej do oglądania, bo jednak nie lubię tak czekać tydzień na 40 minut seansu. Na razie serial na plus, chociaż książki to jednak książki- mam większe pole do popisu dla wyobraźni i jakoś tak jest to bliższe spotkanie niż wodzenie oczami po ekranie.
Tak wyglądał mój grudzień. Jeśli miałabym z tego podsumowania wybrać trzy rzeczy, które koniecznie chciałabym Wam polecić, to proszę: "Niemiecki bękart", "Bravetown" oraz "Miraculous". A Ty styczniu bądź dla mnie łaskawy i daj mi odpowiedzi na pierwszej czekającej mnie w życiu mitycznej sesji.

11 komentarzy :

  1. Niemieckiego bankarta również mam ochotę przeczytać. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Grunt to się nie załamywać i iść do przodu. Każdy ma gorsze chwile w życiu dlatego cię rozumiem. Powodzenia na sesji i mniej stresu!
    Co do książek, to za mną tylko "Więcej niż my", a właściwie mało z niej pamiętam, bo czytałam ją dawno, dano temu. Pamiętam natomiast, że po przeczytaniu czterech pierwszych tomów, ten pierwszy jest najgorszy, dlatego koniecznie daj jeszcze szansę kolejnym częściom :)
    A filmy - w tym roku mam zamiar nadrobić wiele, wiele produkcji i mam nadzieję, że mi się uda :)
    "Bravetown" oglądałam i nawet nie pamiętam czy mi się podobał czy nie :D Kojarzę gościa i dziewczynę, ale w sumie nic po za tym :D
    "Rybki z ferajny" bardzo lubiłam jako dziecko, ale jak ostatnio leciał w TV to nawet nie chciało mi się sięgać po pilot, więc chyba mi przeszło. Wciąż jednak jestem wierna bajkom :D
    "Narodziny gwiazdy" mam zamiar obejrzeć, bo kocham ścieżkę dźwiękową. A z seriali natomiast, może skuszę się na Chyłkę, chociaż ja Mroza nie czytałam i raczej nie zamierzam. Mimo to na ekranie zobaczę o co tyle szumu wokół niego.
    Życzę samych sukcesów w nowym roku, dużo uśmiechu i wartych zapamiętania chwil, oraz mniej załamek! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za życzenia powodzenia nie dziękuję, żeby niechcący nie zapeszyć ;)
      Teraz to mnie zaciekawiłaś- mówisz że pierwszy jest najgorszy? Hmm, to może faktycznie skuszę się na choćby drugi.
      Aaaa, ja tak uwielbiam "Bravetown"! Ale w sumie rozumiem, sama też mam kilka filmów które wiem że oglądałam i nic więcej nie umiem na ich temat powiedzieć :D
      "Narodziny gwiazdy" mają przepiękny soundtrack, jeden z moich ulubionych <3
      Chyłkę warto zobaczyć, chociaż moim zdaniem serialowi do książki trochę brakuje- polecam, ale to jednak nie to samo co wersja papierowa :) Dziękuję!

      Usuń
  3. Co prawda studia mam już ponad 9 lat za sobą, ale nie przejmuj się początki u mnie też były ciężkie. Z pierwszego roku pamiętam, że jak byłam w mieście studenckim to tęskniłam za domem, a jak wracałam do domu, to chciałam na studia. Nie mogłam znaleźć miejsca, a jeszcze cała zmiana sytemu nauki były trudne. Dla mnie dopiero drugi rok okazał się łaskawy, zaczęłam się oswajać i tak mi się spodobało, że cudownie wspominam te szalone czasy :D Daj sobie czas na zmiany - tego Ci życzę w Nowym Roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, inny system nauki i mi trochę jeszcze ciąży, ale jak można się przyzwyczaić to dobrze rokuje :) Dziękuję!

      Usuń
  4. O reportażu pani Kopińskiej słyszałam już tyle, że wypadałoby w końcu go przeczytać!
    Nie chcę robić chamskiej reklamy, ale wróciłam po bardzo długiej przerwie do blogowania i wstawiłam istotny dla mnie post. Gdyby ktoś miał ochotę zobaczyć, zapraszam na isabelczyta.blogspot.com
    I buziaki!
    Iza :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mroza na razie nie czytam, bo mam pełno innych serii pozaczynanych, ale możliwe, że niedługo nastanie ten dzień i się za niego wezmę. Barbie również uwielbiam, ale najbardziej te starsze produkcje, bo nowe to jednak nie to samo. Lackberg niezmiennie kocham i muszę w końcu odświeżyć sobie jej kryminały, tym bardziej, że wspominam je naprawdę dobrze.
    Powodzenia w 2019 roku :)

    https://oddychajaca-ksiazkami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, starsze produkcje Barbie są lepsze, ale mimo wszystko jako taki przerywnik przy pracy są spoko :) Aktualnie czytam szósty tom kryminalnej serii Lackberg i już myślę o tym kiedy zrobię reread od początku, to się chyba nazywa uwielbienie <3 A w tym roku podobno ma być nowa książka autorki, chociaż rozpoczynająca coś nowego :)

      Usuń
  6. Chcę tylko szybko poradzić każdemu, kto ma trudności w jego związku z kontaktem z Dr.Agbazara, ponieważ jest on jedyną osobą zdolną do przywrócenia zerwanych związków lub zerwanych małżeństw w terminie 48 godzin. ze swoimi duchowymi mocami. Możesz skontaktować się z Dr.Agbazara, pisząc go przez e-mail na adres ( agbazara@gmail.com ) LUB zadzwoń / WhatsApp mu na +2348104102662, w każdej sytuacji życia znajdziesz siebie.

    OdpowiedzUsuń