Serialowe podsumowanie 2018 roku

Podsumowanie serialowe miało pojawić się pewien czas temu, ale przeliczyłam swoje możliwości i niestety wolny czas wolałam spędzić z daleka od ekranu laptopa, wystarczy że przygotowując się na kolokwia siedziałam przy nim non stop :) Ale, ale już jest! O wiele krótsze niż filmowe, ale też seriali oglądałam mniej. Brałam pod uwagę każdą produkcję, w której widziałam co najmniej jeden odcinek i prawdą jest, że w niektórych sytuacjach na tym jednym odcinku się zakończyło.



1. THE END OF THE F***ING WORLD
Muszę przyznać, że byłam totalnie na nie gdy na początku usłyszałam o tym serialu. Ale potem kilka osób mi mówiło że ogląda i koleżanka polecała, a ja zdecydowałam się na pierwszy odcinek...po którym uznałam że nigdy więcej. Lecz potem gdy usłyszałam pytanie "i jak- oglądnęłaś?", od koleżanki która zawsze korzysta z moich poleceń i było mi głupio że odpuściłam tak szybko , więc odpaliłam odcinek numer dwa, po którym zaczęłam patrzeć na ten serial inaczej. Nie jest on dla każdego- jest dość makabryczny, sarkastyczny i totalnie odbiega od standardów...ale chyba to mnie w nim zauroczyło, na równi z dwójką głównych bohaterów. W taki niekonwencjonalny sposób pokazuje drogę przez nastoletniość, skutki naszych wyborów, czy problem niezrozumienia przez otoczenie.

2.LUCYFER
Bardzo, ale to bardzo byłam nakręcona na ten serial, ale już w zasadzie pierwszy odcinek mocno zweryfikował moje podejście. Sam serial może się podobać (o czym przekonuję się na studiach, gdzie kilka koleżanek jest nim zafascynowanych), ale jak dla mnie jest za prosty i nie zawsze wpadający w moje poczucie humoru. Pierwsze cztery odcinki które obejrzałam to pytania głównego bohatera "czemu na nią nie działam?" skierowane w główną postać kobiecą oraz zagadki kryminalne rozgrywające się na przestrzeni 40 minut. To dla mnie za szybko i za dużo, ale jakbym miała wskazać jakieś plusy- to brytyjski akcent Toma Ellisa i niektóre zabawniejsze sceny. Dla mnie to jednak za mało by kontynuować.

3. MIRACULUM: BIEDRONKA I CZARNY KOT
Moja przygoda z tym serialem zaczęła się niewinnie jakoś dwa lata temu, a skończyło się tak, że uruchomiłam fangirl mode i w nieskończoność mogę oglądać ulubione odcinki, nawet po francusku. Na początku zeszłego roku oglądnęłam połowę drugiego sezonu z francuskim lektorem i polskimi napisami, a w grudniu obejrzałam już cały po polsku. W zasadzie to nie wiem co tutaj jest takiego przyciągającego- bo w sumie to bardziej bajka dla dzieci, zagrywki dla młodszej widowni i każdy odcinek to walka ze złem, które w końcu się pokonuje, ale mimo wszystko jestem zagorzałą fanką i z niecierpliwością czekam na kolejne nowe odcinki!

4.ONCE UPON A TIME
8 odcinków piątego sezonu mnie srogo rozczarowało. Był taki czas kiedy odpalałam odcinek za odcinkiem i ciągle było mi mało, potem zrobiłam sobie przerwę i ciężko mi teraz wrócić. Z jednej strony chcę kontynuować ten serial bo mam w pamięci to jaki jest super, ale patrząc przez pryzmat tych kilku nieszczęsnych odcinków-aż szkoda patrzeć co tam się wyrabia.

5. SUPERNATURAL
Nie wiem w którym momencie utknęłam i nie wiem dlaczego, bo akurat Supernatural jest jednym z moich ulubionych seriali. Ale w 2018 roku odpaliłam jedynie 3 odcinki. Wrócę na pewno, pytanie tylko kiedy ;)



6. 13 POWODÓW
Włączyłam 13 powodów, bo byłam ciekawa jak wygląda w porównaniu z książką oraz dlatego że bardzo dużo osób go wtedy oglądało. 4 odcinki obejrzałam tak dla samego faktu oglądania i zajęcia sobie popołudnia, ale teraz niewiele z nich pamiętam poza ogólnym konceptem. Może dokończę jak najdzie mnie wena, ale póki co nie przekonał mnie on do siebie. Nawet nie tym że jest zły, tylko właśnie taki nijaki.

7.ALIENISTA
To jest w sumie ten serial z jednym obejrzanym odcinkiem i niewiele mogę na jego temat powiedzieć. Interesuje mnie, od początku poczułam ogromną sympatię do bohaterów, a klimat jest czarująco przerażający i będę chciała kontynuować.

8. PRZYJACIELE
Ogłaszam Przyjaciół moim serialem roku. Tyle lat żyłam pod kamieniem jeśli chodzi o przygody tej zwariowanej szóstki, widziałam pojedyncze sceny wyciągnięte z kontekstu i nic nie rozumiałam. Ale kiedyś ktoś powiedział że nie wierzy, aby na świecie ostał się ktoś kto tego nie zna i podjęłam wyzwanie. Odcinki są krótkie bo dwudziestominutowe, więc idealnie nadają się jako przerwa w nauce, ale dla mnie na początku to był maraton odcinka za odcinkiem. Zabawne, odprężające i pokazujące przyjaźń, która raczej nie miałaby miejsca w realnym życiu- ilość wolnego czasu jaki mają bohaterowie pokazuje jakby pracowali oni może kilka godzin tygodniowo, a pieniądze rosły na drzewach. Ale mimo wszystko bawię się wybornie, a do tego klimat lat 90. XX wieku i początków nowego stulecia to jest to!



9.ANNE WITH AN E
Przyznaję się bez bicia, że obejrzałam może ze dwa odcinki drugiego sezonu i tak jak pierwszy totalnie mnie porwał i ujął tym, że trochę odbiegał od oryginału, tak teraz nie potrafię się przemóc by oglądać dalej. Wprowadzenie nowego bohatera, którego ja nie cierpię a wszyscy w serialu wielbią, mało Gilberta i jakaś taka moja niemoc do kontynuowania nie pomagają. Pewnie że obejrzę, bo jednak Ania Shirley to Ania Shirley, ale na razie jestem na nie.

10. TITANS
Obejrzałam kiedyś zwiastun...i zapomniałam o nim. Później byłam bardzo zaskoczona jak włączyłam go jeszcze raz i dowiedziałam się że odcinki są już dostępne. A potem sobie przypomniałam że przecież już kiedyś go oglądałam. Teen Titans, animowana bajka dla dzieci kiedyś była jedną z moich ulubionych i to dlatego skusiłam się na aktorską serialową wersję. Podoba mi się. Obejrzałam prawie wszystkie odcinki na raz, ale na jeden ostatni musiałam czekać i od tego czekania ochota mi przeszła. Więc tak- mam dobre wrażenia i może kiedyś dokończę, ale na razie mnie do tego nie ciągnie.

11. CHYŁKA
Jeden z bardziej wyczekiwanych seriali zeszłego roku. Obejrzałam dwa pierwsze odcinki i obiecałam sobie że wykupię pakiet i obejrzę resztę na raz jak skończy mi się sesja, żeby się niepotrzebnie nie rozpraszać. Na razie mogę powiedzieć, że Zordon i Kormak to moi ulubieńcy, Kasia Warnke mnie pozytywnie zaskoczyła, a Magdalena Cielecka jako Chyłka- cóż jest dobrze, ale mogło być jeszcze lepiej. Pasuje idealnie pod kątem wyglądu, ale mam wrażenie że brakuje jej pewnej części charyzmy, którą w moich wyobrażeniach miała Chyłka. Ale na pewno będę kontynuować.

W 2018 roku obejrzałam 11 seriali, nawet jeśli w niektórych przypadkach włączyłam jedynie jeden odcinek. Muszę przyznać, że tylko z Lucyfera rezygnuję, a resztę w mniejszym bądż większym stopniu zamierzam kontynuować. Na razie na tapecie mam Teen Wolfa- może co niektórzy wytrwalsi czytelnicy wiedzą, że jestem ogromną fanką tego serialu i postanowiłam jeszcze raz obejrzeć wszystko od początku, a przynajmniej mam nadzieję że mi się uda. Kusi mnie też The Crown oraz Glee- boję się prosić o polecenia bo to mnie zrujnuje, ale co tam! Napiszcie mi  na co KONIECZNIE powinnam zwrócić uwagę :)

Czytaj dalej

Filmowe podsumowanie 2018 roku

Nigdy wcześniej nie pisałam całorocznego podsumowania dotyczącego filmów, ale w tym roku tyle ich obejrzałam że po prostu muszę się tym podzielić i utrwalić te wrażenia. Dlatego zacznę statystycznie:

Ilość filmów widzianych w 2018 roku po raz pierwszy: 71
Ilość filmów widzianych w 2018 roku po raz nie wiem który: tak z 10 wleciało na pewno

Poniżej przedstawiam kolaże z plakatami obejrzanych filmów, nie uwzględniałam tutaj tych oglądanych ponownie, ale postaram się pod koniec coś o nich wspomnieć.


Styczeń zaczął się bogato- 12 obejrzanych filmów, a wśród nich Harry Potter. Tylko jeden bubel, czyli Siódmy syn i dwa które zaliczam do ulubionych- Narzeczony na niby i Listy do Julii.


Ta grafika wygląda śmiesznie, ale w sumie wiele dziewczyn pragnie Harry'ego Pottera czyż nie?
Luty to również koniec Magicznych Piątków na TVN-ie i koniec mojego pierwszego copiątkowego maratonu z HP. To była moja mała dwumiesięczna tradycja, wracałam z pracy i zasiadałam przed telewizorem.


Marzec. Jeśli się nie mylę to wtedy wystartowałam z darmowym miesiącem próbnym na Netflixie i tak się załamałam jakością tych filmów- Miłość aż po ślub czy Be somebody, że zrezygnowałam. Potem wróciłam, lecz to historia na później. Ale. Obejrzałam też ostatnią część Pitch Perfect i zaczęłam przygodę z Fantastycznymi zwierzętami, które okazały się jednym z większych odkryć minionego roku.


Kwiecień był jednym z najuboższych miesięcy, ale w sumie przemogłam się do czwartej części Alvina i Wiewiórek, która okazała się lepsza niż myślałam, wreszcie obejrzałam Bestię i Ukryte piękno.



Na tej grafice znajdują się cztery miesiące oglądania- maj, czerwiec, lipiec i sierpień oraz prawdopodobnie najlepszy film 2018 roku jak i jeden z najlepszych w moim życiu. Mowa o Obdarowanych, pisałam o nim w podsumowaniu maja więc jak ktoś jest chętny to zapraszam. Ten przedział czasowy był bogaty w fajne filmy, bo w zasadzie tylko dwa z nich (Most do Terabithii oraz The breakfast club) mnie nie zadowoliły.


Wrzesień również mnie nie rozczarował. Miałam ochotę na Czerwień Rubinu, potem ciężko było nie kontynuować Błękitu Szafiru, a na końcu okazało się że nie oglądałam wcześniej Zieleni Szmaragdu, mimo iż byłam przekonana że tak. Pozostałam w klimacie niemieckich produkcji i obejrzałam dwie części Wichra i wróciłam na Netflix. Wiązało się to z serialem, o którym opowiem później, ale rzutem na taśmę obejrzałam Swatamy swoich szefów oraz Sierra Burgess jest przegrywem- oba bardzo fajne.


Niestety potem przyszło kolejne załamanie Netflixowskie, bo poświęciłam czas na Chwyć życie za włosy oraz Miłosny algorytm, o których aż szkoda gadać i obejrzałam dwa inne które nie były złe, ale po prostu nie zapadły mi w pamięci. Serce nie sługa zraziło mnie do lubianych aktorów, Szybcy i wściekli byli spoko, ale raczej nie wyczułam ich fenomenu, byłam na Klerze, chwyciłam za film z lat osiemdziesiątych, zawiodłam się na trzeciej części jednej z uwielbianych animacji i zapoznałam się z dwiema częściami Iluzji, które również są filmami roku.



No i dwa ostatnie miesiące roku. Byłam w kinie pięć razy, w tym dwa na drugiej części Fantastycznych Zwierząt, zachwycałam się Eddiem Redmaynem, szukałam plakatu z Teorii wszystkiego bez napisów, bo jest obłędny i nadający się na powieszenie na ścianie, widziałam Bravetown które totalnie mnie powaliło i miło zaskoczyło, drugą część Planety Singli (okazała się chyba nawet lepsza od jedynki) i kilka animacji.

Najlepsze filmy 2018: Listy do Julii, Narzeczony na niby, cały Harry Potter, obie części Fantastycznych Zwierząt, Pitch Perfect 3, Millerowie, Obdarowani, Mamma Mia:Here we go again, Do wszystkich chłopców, których kochałam, Stowarzyszenie miłośników literatury i placka z kartoflanych obierek,Król rozrywki, Czerwień rubinu, Błękit szafiru, Zieleń szmaragdu, Wicher, Wicher 2, Sierra Burgess jest przegrywem, Iluzja, Iluzja 2, Teoria wszystkiego, Bravetown, Planeta Singli 2.

Gdybym miała wybrać takie TOP 3, to wybrałabym te pogrubione tytuły, ale każdy z tych filmów sprawił, że nie mogłam się oderwać i dla mnie to jest najlepsza rekomendacja.


Najgorsze filmy 2018: Siódmy syn, Miłość aż po ślub, Chwyć życie za włosy, Miłosny algorytm, Serce nie sługa i nie do końca zły film, ale bardzo duże rozczarowanie- Hotel Transylwania 3. To już nie to samo co dwie wcześniejsze, moje ulubione części. Pogrubiony tytuł to najgorszy z najgorszych, trzymajcie się od niego z daleka.

Czy 71 filmów w roku to dużo czy mało? Według mnie dość sporo. Jak to się stało że tyle oglądam? Lubię to robić i w zeszłym roku wolałam coś oglądnąć niż poczytać, przynajmniej często się to zdarzało. Poza tym staram się tak organizować czas, by znajdować go na wszystko co uwielbiam, a filmy są tak samo ważne dla mnie jak książki. Zdarzały się miesiące że oglądałam jeden film w miesiącu oraz takie gdy było ich 12. Od września zanotowałam tendencję wzrostową, a to dlatego że gdy czeka mnie w życiu jakaś zmiana bądź stresujące wydarzenie to oglądam więcej, a tą zmianą były dla mnie studia.


Ulubieni aktorzy i aktorki 2018, czyli tacy od których nie mogłam oderwać wzroku bądź czymś mnie zachwycili: Amanda Seyfried, Eddie Redmayne, Chris Evans, McKenna Grace, Lily James, Jannis Newöhner, Lucas Till oraz Lady Gaga.
Netflix, czyli ile filmów stamtąd obejrzałam: 14, a polecić mogłabym jedynie 6.
Najpiękniejszy plakat: Teoria wszystkiego
Soundtrack, czyli najlepsze piosenki filmowe: soundtrack z Króla Rozrywki, trzy utwory z Narodzin Gwiazdy, wszystkie z Pitch Perfect 3, "Looking to closely" oraz "Let's hurt tonight" z Ukrytego Piękna.
Daty premiery: Najwięcej filmów, które widziałam miało premierę w 2018 roku i było ich 21. Z lat 2016-2017 było ich 12, a cała reszta czyli 35 pochodziła z czasów przed 2016 rokiem, najstarszy pochodził z 1985 roku.
Kinowe premiery 2019, na które czekam: Forever my girl,  Jak wytresować smoka 3, Planeta Singli 3, Ciemno prawie noc, Kraina lodu 2 i pewnie kilkanaście takich, o których premierze dowiem się w trakcie trwania roku.



Czy mam jakieś filmowe postanowienia na 2019? Chciałabym nadrobić trochę starszych polskich filmów, bo mam ogromne braki. Oglądać filmy z poleceń. Oglądać filmy z mojej prywatnej 12, którą sobie stworzyłam, czyli produkcji które odkładam już długo. I to chyba takie główne pomysły, nie sprecyzowałam sobie niczego więcej.

Ogólnie to chciałam połączyć to podsumowanie z tym serialowym, ale samo filmowe wyszło dużo za długie, także w przyszły weekend spodziewajcie się też podsumowania roku 2019 w serialach, będzie krótsze obiecuję!

Napracowałam się nad tym podsumowaniem kilka godzin, dlatego będzie mi bardzo miło wejść z Wami w dialog na temat filmów- czy to tych obejrzanych czy wyczekiwanych. Pochwalcie się Waszymi hitami i kitami 2018!

PS Wszystkie plakaty wykorzystane przeze mnie do stworzenia grafik pochodzą ze strony www.filmweb.pl 
Czytaj dalej

Czytelnicze podsumowanie 2018 roku

#bestnine2018//instagram//2018


Na dzień dobry dobry wieczór kolejne podsumowanie, tym razem powspominam sobie mój 2018 rok pod kątem czytelniczym. Muszę jednak przyznać że choć książek było sporo, to jednak mniej skupiałam się na tych, które chciałam poznać od dawna, a więcej uwagi poświęciłam nowościom. Nie do końca tak sobie wyobrażałam ten 2018, ale 2019 postaram się przeorganizować dokładnie tak jak tego chcę.

W 2018 poznałam 56 nowych historii plus co najmniej trzy którym zrobiłam reread. Większość z nich czytałam tak mniej więcej do września, potem zaczęłam studia i mam mniejszą ochotę na jakiekolwiek książki, w sumie przez te trzy miesiące poznałam ich 8- w najlepszych momentach czytałam tyle w jeden miesiąc. Z tych 56 historii bardzo dużo było tych przeciętnych, takich "na raz". Smuci mnie to trochę, bo zazwyczaj wybierałam łatwe historie- najpierw podczytywałam je w pracy i musiały one być proste, żebym mogła się od nich bez problemu oderwać, a potem kontynuowałam ten nawyk.

Zaniedbałam też mojego instagrama, którego prowadzenie porzuciłam równolegle z odseparowaniem się od bloga. Nie czuję chęci stuprocentowego powrotu na żadne z tych miejsc, zrezygnowałam także z mojej ostatniej współpracy recenzenckiej, która od pewnego czasu nie przynosiła mi frajdy i jestem teraz takim czystym kontem z ponad pięcioletnim blogowym stażem. Czy coś zmieni się w 2019 roku? Nie wiem. Na tę chwilę mówię że nie, nie wracam- ale przede mną całe 12 miesięcy, kto wie co one mi przyniosą?

Wyzwania. Postąpiłam mądrze biorąc udział tylko w dwóch- Wyzwaniu Bibliotecznym i Przeczytam tyle, ile mam wzrostu. Z tego pierwszego rezygnuję, a jeśli Karolina zechce kontynuować to wzrostowe, to dalej będę dzielnie walczyć, bo w zeszłym roku niestety się nie udało. Dodatkowo dorzuciłam sobie jeszcze moje prywatne wyzwanie, roboczo nazwane "2 za 1"- pamiętacie? Polegało ono na czytaniu dwóch książek z własnej półki i na ich miejsce kupowanie jednej nowej..tu poległam. Dużo kupowałam, najczęściej były to supermarkety, tanie księgarnie no i tradycyjnie-mnóstwo wymian. Zarabiając własne pieniądze łatwo jest popaść w pułapkę "mam to sobie kupię",    i bardzo nie polecam takiego postępowania. Dużo kupiłam pod wpływem impulsu i teraz książki leżą i się kurzą, a ja nawet nie pamiętam ich opisu. Zrobiłam porządną selekcję- dużo książek oddałam do biblioteki, trochę rozdałam, trochę sprzedałam, a dalej mam ich od groma i nie mam na nie pomysłu. Ostatni trzy miesiące były korzystniejsze, kupowałam mało i nie czułam też takiej potrzeby- w 2019 czytam z własnych półek i kupuję jak najmniej i tylko to, czego jestem pewna że będę chciała zatrzymać.

Rok 2018 to rok, w którym napisałam na bloga najmniej postów w całej mojej "karierze". Nawet pierwsze półrocze blogowania przyniosło ich wiele więcej. Bardzo ograniczyłam moją obecność tutaj, na razie dodaję jedynie podsumowania miesięcy i jak widać-podsumowania roczne. W tym roku po raz pierwszy pokusiłam się również o takie filmowe, bo oglądałam w tym roku sporo rzeczy (więcej niż książek!) i chciałabym sobie to utrwalić, pojawi się ono na dniach.

Plany na 2019 rok? Mniej kupować, rozważnie dobierać sobie książki do czytania i sięgać po nowe gatunki. W minionym roku po raz pierwszy przeczytałam książkę po angielsku i zaczęłam kolejną, mam nadzieję że teraz będzie jeszcze owocniej!

A teraz zbiorczo pokażę najlepsze książki i rozczarowania minionego roku:

ZASKOCZENIA 2018


Nieobecne na zdjęciu "Ofiara losu" i "Niemiecki bękart" to kontynuacje jednej z moich ulubionych serii i jednocześnie wspaniałe kryminały łączące przeszłość z teraźniejszością. "Dwór mgieł i furii" pochłonął mnie całkowicie, zdecydowanie lepszy niż tom pierwszy. "Listy do utraconej" oraz "To skomplikowane.Julie" to dwie najwspanialsze historie zeszłego roku, takie do których już kilkukrotnie wracałam chociażby we fragmentach i jedne z najwspanialszych opowieści dla młodzieży na świecie. "Nie mów nikomu" również mnie zachwyciło, oby rok 2019 był bogaty w Cobena. Julia Quinn jak zwykle mnie nie zawodzi, po jej opowieści sięgam w ciemno (tym razem "Tylko ta noc"), tak samo seria z Chyłką i "Testament". Jenny Han mocno mnie zaskoczyła tak słodką, ale nie za słodką młodzieżówką, a "Flat-Out Matt" to pierwsza w całości przeczytana książka po angielsku i dodatek do "To skomplikowane.Julie", którą uwielbiam-zresztą wyżej już o tym pisałam :)

ROZCZAROWANIA 2018


Dwie najgorsze przeczytane w zeszłym roku książki, których nie poleciłabym nigdy to "Nauczyciel tańca" i "99 dni lata"- straciłam na nie czas i zwątpiłam w autorki. Trzy kolejne to rozczarowania, okazało się że czegoś mi w nich zabrakło- porywającej historii, lepszego stylu pisarskiego, lekkości opowieści. A "Fight club" pod pewnym kątem podziwiam za przesłanie, jednak nie przemawia do mnie jego forma i naprawdę męczyłam się podczas lektury.


Z ciekawości rozpisałam sobie również pewne rzeczy statystycznie. Wygląda na to, że chętniej czytałam książki napisane przez kobiety (46) niż przez mężczyzn (10). Nigdy nie zwracam szczególnej uwagi na płeć autora, chociaż prawdą jest że moim pierwszym typem, niezamierzenie zawsze są opowieści wychodzące spod damskiej ręki. Poznawałam też sporo nowych dla mnie autorów (27), a trochę rzadziej sięgałam po znanych twórców (17). Zdarzało się, że poznawałam pewną książkę, a potem dwie kolejne od tej samej osoby- tak było na przykład z Sarą J.Maas. Zaczęłam sporo nowych serii (17), a już teraz wiem że kilka z nich na pewno sobie odpuszczę. Zakończyłam tylko jedną, a 12 było środkiem jakiejkolwiek serii. Najwięcej czytałam historii jednotomowych (27) i podejrzewam że tendencja ta się utrzyma.

Na moich półkach znalazły dom 53 nowe książki, co dla mnie jest liczbą sporo za dużą, biorąc pod uwagę jak wielu z nich nie przeczytałam (27). Na ten 2019 rok życzę sobie mniej kupowania, a więcej czytania tego co już mam i częstszego odwiedzania bibliotek.

Czy są książki, na które szczególnie czekam w 2019? Pojawi się coś nowego od Camilii Lackberg i "P.S Wciąż Cię kocham" Jenny Han, ale tak szczerze? Ostatnio żyję pod kamieniem jeśli chodzi o wydawnicze nowości, więc jest pewnie kilka innych na które czekam i o tym nie wiem ;)

Koniecznie podrzućcie linki do Waszych rocznych czy grudniowych podsumowań- ostatnio częściej tu bywam i więcej komentuję, więc chętnie zajrzę i do Was, jeśli jeszcze mnie tam nie było :)
Czytaj dalej

Podsumowanie miesiąca-grudzień 2018

Zaczynam pisać to podsumowanie w poniedziałek, trzeciego grudnia. Być może brzmi to dziwnie by pisać o minionym miesiącu, kiedy ten dopiero się zaczyna, ale chcę poeksperymentować i codziennie, bądź w miarę często dopisywać nowe rzeczy do tego posta. Aktualnie mam o czym pisać, bo w tym momencie przeczytałam w grudniu jedną książkę i obejrzałam dwa filmy, a to dlatego że pojechałam spontanicznie na weekend do domu, bo się pochorowałam i siedzenie samej w akademiku wyglądało mało przyjemnie. Ale już wróciłam i czekam aż załaduje mi się video z kursu efektywnej nauki od Ani- kto jeszcze nie zna najlepszego studenckiego bloga w sieci, to warto zajrzeć!

Odkąd w październiku zaczęłam studia to czytam zdecydowanie mniej. Oczywiście mam masę notatek i lektur na zajęcia czy też ich fragmentów, ale najczęściej jest tak że gdy mam czas wolny to wolę go przeznaczyć na film czy serial niż dalej siedzieć nad literami. I to w sumie widać w tym podsumowaniu :) Ale jak patrzę z perspektywy czasu, to od kilku miesięcy utrzymywała się tendencja spadkowa w moim czytelnictwie, ostatni rok nie przyniósł mi tyle wspaniałych lektur co poprzedni, ale też przeczytałam mniej. Jestem w trakcie pisania całorocznego podsumowania, więc tam rozpiszę to sobie wyraźniej, ale w 2018 roku poznałam więcej oszałamiających filmów aniżeli książek.

Jeszcze we wrześniu oglądałam film Pawła na temat studiów i padło tam stwierdzenie typu, że październik to pestka, w listopadzie zaczyna się nauka, a grudzień to miesiąc bardzo smutny i ponury. I w sumie muszę się z tym zgodzić. Bo o ile przez październik przepłynęłam z uśmiechem na ustach i stwierdzeniem "kocham moje studia", to w listopadzie zaliczyłam pierwszą załamkę pod tytułem "rzucam to wszytko". Było to jednorazowe i krótkie, ale dopiero pod koniec listopada i początkiem grudnia poczułam się niczym. Miałam taki tydzień że notorycznie zasypiałam na zajęcia i albo się spóźniałam, albo budziłam się spektakularnie o 8.10 kiedy zajęcia zaczynałam o 8. Nie miałam siły się uczyć, ratowała mnie tylko kawa a i tak najchętniej przesypiałabym całe dnie. Na domiar złego rozwinęło się u mnie przeziębienie, które spowodowało mój powrót do domu na weekend, a potem załamanie że nie chcę wracać do Krakowa, tylko zostać u siebie. Było mi bardzo ciężko, ale potem w moje ręce wpadł kurs efektywnej nauki od Ani. Uznałam że muszę coś ze sobą zrobić i ogarnąć jakoś te studia na tyle, na ile dam radę i nagle poczułam się lepiej. Przyswajam nowe dla mnie metody i je testuję i dalej się potykam, bo na przykład jestem pytana z rzeczy których nie zdążę przygotować i muszę się pojawić na dyżurze, ale lecę do przodu. I w sumie to lubię.


Grudzień to też miesiąc drobnych radości. Zapisałam się jak dawczyni szpiku do bazy DKMS, spacerowałam w śniegu, eksperymentowałam w kuchni, spotykałam się z przyjaciółmi, byłam na bożonarodzeniowym jarmarku, piekłam pierniczki, rozwiesiłam świąteczne lampki na półkach z książkami i pewnie robiłam masę innych rzeczy, których teraz już nie pamiętam. Były święta, był sylwester- wszystko wspominam niesamowicie dobrze i po raz kolejny na myśl o powrocie do Krakowa czuję się smutna. Zbliża się sesja i akurat w niej wypada mi jeden egzamin, wszystkie inne mam na ostatnich zajęciach z przedmiotu, ale jak dobrze pójdzie to będę mieć sporo wolnego i mocno tego pragnę.

Nie udało mi się codziennie przez cały grudzień dopisywać cokolwiek do tego podsumowania, dobrze mi szło przez kilka pierwszych dni, a potem pochłonęły mnie między innymi studia. Może w styczniu spróbuję ponownie, kto wie.


Książki:

  • "Więcej niż my"-Jay McLean- Bardzo długo czekałam na polskie wydanie tej książki, a kiedy doszło ono do skutku i dostałam szansę by się z nią zapoznać, okazało się że czekałam zbyt długo i opowieść nie spełnia już moich oczekiwań. Jest bardzo prosto skonstruowana i większość zagrań fabularnych można łatwo odgadnąć, problemem są dotyczące ich szczegóły, które bardzo często bywały przerysowane. Dodatkowo ta historia jest słodka aż do bólu, narracja z dwóch perspektyw pokazuje nam jak jemu zależy na niej i odwrotnie, ale sami kręcą się wokół siebie i twierdzą "nic tylko przyjaźń", jednocześnie śpiąc razem w łóżku, całując się i robiąc wiele innych nietypowych dla tylko-przyjaciół rzeczy. Nie mogę jednak odmówić autorce że napisała powieść lekko, przez nią po prostu się płynie i momentami naprawdę byłam szczerze zainteresowana tym jak coś się rozwinie. Szkoda tylko że im dalej w las, tym bardziej byłam znudzona podchodami głównych bohaterów i ich relacją.
  • "Polska odwraca oczy"-Justyna Kopińska- czytałam ją dwa tygodnie, mniej więcej po jednym reportażu dziennie i zazwyczaj w komunikacji miejskiej. Ciężko mówić o smutnych reportażach że są bardzo dobre, ale tutaj w zasadzie tak jest. Ten dotyczący żony Trynkiewicza sprawił że aż przecierałam oczy ze zdziwienia, ale zbulwersowały mnie te mniej popularne. Te dotyczące zwykłych ludzi, którzy często żyją wokół nas, te najmniej głośne i najbardziej trafiające w serce. To był mój pierwszy w życiu zbiór reportaży i z pewnością będę kontynuować moją przygodę z tym gatunkiem.
  • "Niemiecki bękart"- Camilla Lackberg- uwielbiam tę autorkę, uwielbiam tę serię, uwielbiam tę książkę. Tytuł jest bardzo źle dobrany, bo czytelnik od razu wie z czym będzie miał do czynienia, ale to jak dwutorowo rozgrywa się akcja, to połączenie przeszłości i teraźniejszości- nigdy nie potrafię sobie odmówić jeszcze jednego rozdziału i kończy się na położeniu się spać o 4 nad ranem. Po raz pierwszy w życiu zarwałam noc dla książki, ale nie mogłam inaczej. Wciągająca, jak zawsze z fajną intrygą kryminalną i stopniowo odkrywanymi kartami- no cudo. Od bardzo dawna nie poznałam książki, która w takim stopniu by mnie pochłonęła i wiem że na Camillę Lackberg zawsze mogę liczyć gdy potrzebuję czegoś naprawdę dobrego.
Filmy:
  • EARL I JA I UMIERAJĄCA DZIEWCZYNA- Po części porównałabym ten film do "Gwiazd naszych wina", "Keith" czy "Szkoła uczuć", ale tylko po części, bo jedyny wątek który je łączy to motyw umierania. Tutaj zostało to przedstawione na zasadzie przyjaźni bez żadnych romantycznych ciągotek. Niegłupi był ten film, ale jednak się na nim mocno wynudziłam. Scenariusz był super, ale moim zdaniem film jest za długi.
  • BARBIE I PODWODNA TAJEMNICA 2- Zawsze lubiłam opowieści o Barbie i chociaż z wiekiem z nich wyrastam, to czasem przy sprzątaniu czy gotowaniu kątem oka zerkam na ekran telewizora i oglądam. Tak było i tym razem. Barbie jak to Barbie- różowo, szczęśliwie i z wątkiem przewodnim, tym razem syrenek :)
  • NARODZINY GWIAZDY- w październiku poznałam Shallow i od tamtej pory nie mogłam się doczekać filmu. Ogólnie Lady Gaga w tym filmie to złoto i piosenki to też złoto. Jestem w totalnym szoku jaką piękną i wyrazistą twarz ma Gaga, która zawsze ukrywa ją pod toną makijażu. Piosenki i głos głównej bohaterki trafiają prosto do serca, a ostatnia scena wycisnęła mi łzy z oczu, ale... film jest momentami nudny. Niektóre sceny są długie i spokojne i czasem naprawdę zastanawiałam się ile jeszcze czasu spędzę w tym kinie, ale choć znawcą nie jestem- to uważam to za całkiem niezły reżyserski debiut Coopera.
  • KSIĄŻĘ CZARUŚ- znalazłam gdzieś w odmętach facebooka tę oto piosenkę i zwiastun i tak mi się spodobały, że natychmiast chciałam poszybować do kina- sprawdzam sobie datę premiery i okazuje się że była ona bodajże kilka miesięcy temu. Bajka jest fajna, ale bohaterowie nie są ani powalający ani charyzmatyczni, a te teksty śmieszą chyba tylko dzieci. Jest to bajka skierowana właśnie do nich, nie jest na tyle uniwersalna by starszy odbiorca dobrze się na niej bawił.
  • BRAVETOWN- ten film to złoto i jeden z najlepszych obejrzanych w minionym roku. Nie jest specjalnie odkrywczy, ponieważ poznajemy nastoletniego didżeja, który przez problemy z prawem musi chodzić na terapię i przeprowadzić się do nigdy niewidzianego ojca. Ale dla mnie była to produkcja typu"od pierwszych minut wiesz że film się kiedyś skończy, ale bardzo chciałabyś tego uniknąć, by oglądać go w nieskończoność".
  • STRAŻNICY GALAKTYKI- kiedyś widziałam ponad połowę, w grudniu dokończyłam i jakoś Ci strażnicy średnio mi się podobają. Ogólnie to produkcje o superbohaterach są dla mnie czarną magią i znam może kilka, a już na pewno nie żongluję nazwami z którego uniwersum są, ale mimo wszystko średnio się na nim bawiłam.
  • RYBKI Z FERAJNY- Jestem trochę w tyle, jeśli chodzi o te starsze animacje dla dzieci i staram się powoli je nadrabiać- ta nie była zła i oglądało się ją całkiem przyjemnie, ale mimo wszystko nie będę do niej wracać z sentymentem.

Seriale:
  • TITANS- Jako dziecko byłam ogromną fanką animacji Teen Titans, a kilka miesięcy temu zobaczyłam zwiastun serialu... i o nim zapomniałam. Byłam w ciężkim szoku jak zobaczyłam go w grudniu i znów leciałam szukać daty premiery, a okazało się że było już dostępnych bodajże 7 polskich odcinków.Gdy oglądałam je jeden za drugim to ciągle miałam niedosyt, ale czekanie na dwa ostatnie jakoś tak osłabiło mój zapał. Rola Robina jest super i pozostałe postacie też lubię, podoba mi się Starfire- mimo iż wyglądowo ciągle mam do niej kilka zastrzeżeń bo nie tak wyglądała ona w wspomnianej wcześniej animacji. Na dobrą sprawę nikt nie wygląda tak samo, ale Cory odbiega najbardziej. Podoba mi się też powolne odkrywanie kart z przeszłości bohaterów i liczę na więcej!
  •  MIRACULOUS: BIEDRONKA I CZARNY KOT- Wspominałam już gdzieś tutaj, że jestem ogromną fanką tego serialu, mimo iż skierowany jest raczej do młodszej grupy wiekowej. Bywa naiwny i przesłodzony, a odcinki są zdecydowanie za krótkie i jest ich zdecydowanie za mało, ale jest w nim coś co sprawia że go uwielbiam. Zaczęło się od świątecznego odcinka, a potem poleciał cały drugi sezon, skutkiem czego nie przygotowałam się na jedne zajęcia i po prostu na nie nie poszłam. Drugi sezon to złoto. Już dzisiaj chyba trzeci raz używam tego słowa, ale przed ekranem spędziłam sporo godzin i wynalazłam trochę perełek. Zawsze mnie boli czekanie na nowy sezon, tak jest i tym razem, ale nareszcie coś ruszyło i nie mogę się doczekać jak to wszystko się rozwinie!
  • CHYŁKA: ZAGINIĘCIE- Nie mogę powiedzieć że był to najbardziej wyczekiwany przeze mnie serial ostatnich miesięcy, bo w tym wypadku zawsze pozostanę wierna książkom, ale naprawdę spodobał mi się dobór aktorów i byłam nim podekscytowana. Tak bardzo że przebudziłam się o czwartej nad ranem i uznałam że w sumie już nie usnę, to mogę obejrzeć te dwa odcinki. Niestety nie chciały mi się one załadować i odpuściłam, a nawet zasnęłam znowu. Włączyłam je kilka godzin później i cóż- podoba mi się. Niewiele już pamiętam z "Zaginięcia", które bardzo mi się wtedy podobało, lubię Pani Magdę jako Chyłkę, Filip Pławiak jako Zordon cały czas wywołuje uśmiech na mojej twarzy, kiedy jest taką trochę ciamajdą w pozytywnym tego słowa znaczeniu, a Kormak- ach Kormak! Zdecydowanie ukradł wszystkie sceny w których się pojawił. Miło zaskoczyła mnie również Pani Kasia Warnke, którą jakoś średnio lubię, a tutaj postać jaką kreuje i to jak moduluje głos, ma w sobie coś przyciągającego. Muzyka bardzo mi się podoba, a te krajobrazy to złoto- za mną na razie dwa odcinki, pakiet wykupię za jakiś czas gdy będzie więcej do oglądania, bo jednak nie lubię tak czekać tydzień na 40 minut seansu. Na razie serial na plus, chociaż książki to jednak książki- mam większe pole do popisu dla wyobraźni i jakoś tak jest to bliższe spotkanie niż wodzenie oczami po ekranie.
Tak wyglądał mój grudzień. Jeśli miałabym z tego podsumowania wybrać trzy rzeczy, które koniecznie chciałabym Wam polecić, to proszę: "Niemiecki bękart", "Bravetown" oraz "Miraculous". A Ty styczniu bądź dla mnie łaskawy i daj mi odpowiedzi na pierwszej czekającej mnie w życiu mitycznej sesji.
Czytaj dalej