Podsumowanie miesiąca-listopad 2018

Udostępnij ten post

W poprzednim podsumowaniu miesiąca pisałam że moja obecność tutaj znacznie się ograniczy i początkiem listopada uznałam że póki co pojawiać się będą na pewno podsumowania miesiąca, a jak znajdę czas i ochotę by napisać coś więcej, to to po prostu się pojawi. Jestem zmęczona ilością identycznych informacji, opinii na temat tych samych książek, w moim profilu na bloggerze szczerze interesuje mnie mniej więcej co siódmy post,co jest dość smutnym zjawiskiem i chyba będę musiała zrobić jakieś generalne porządki i usunąć się z grona obserwujących u osób, gdzie nie widzę nic dla siebie. Bo "recenzje" nowości i to zazwyczaj książek, które teraz nie mają mi do zaoferowania nic wartościowego- są mi zbędne. Tak samo męczy mnie instagram, tam również przestałam zamieszczać tyle zdjęć co dawniej i powoli usuwam się w cień, chociaż tam sytuacja wygląda jeszcze inaczej- mam sporo kont które uwielbiam i cenię, ale bardzo dużo też takich przy których trzymają mnie tylko przepiękne zdjęcia, a to chyba też nie jest dla mnie wystarczające. Co mnie bawi i denerwuje zarazem- króciutkie posty w których ludzie na siłę próbują dowiedzieć się jaka jest czyjaś ulubiona książka, pora roku czy kolor. A ja chyba należę do gatunku człowieka, który woli samemu odkrywać takie rzeczy i to wśród znajomych, a nie setki przypadkowych osób o których nie wie nic. O przepraszam, teraz już zna czyjąś ulubioną książkę, porę roku i kolor. I co to komuś daje? Dodatkowo, często takie pytania pojawiają się z tłumaczeniem na angielski i choć rozumiem że to raczej na potrzeby zagranicznych odbiorców, to jednak dalej jest to dla mnie irytujące. Z góry przepraszam za ten mój żal-post, ale jako osoba obecna od ponad pięciu lat w blogosferze, cały czas śledziłam jej zmiany i kierunek w jakim podąża. Dla "świeżaków" to pewnie świetna zabawa, a dla mnie wszystko poszło o krok za daleko i pomijając pojedynczych blogerów- nie mam tu już czego szukać. Jednocześnie chciałabym pisać i tworzyć dla siebie pamiątkę i w jakimś stopniu to robię, te podsumowania wiele mi dają, pozwalają przypomnieć sobie dobre i złe chwile mojego życia. Czasem nie piszę o wielu rzeczach wprost, bo cenię sobie moją prywatność, ale gdy patrzę z perspektywy czasu to wiem co miałam na myśli i to taka świetna rzecz.

-------------------------
Okej, więc ten pierwszy akapit pisałam pod wpływem emocji jeszcze w pierwszym tygodniu listopada i w sumie moje zdanie podtrzymuję nadal, ale jest parę rzeczy o których również chciałabym wspomnieć. Aktualnie jest 22 listopada, pierwszy od dawna dzień kiedy mam szczerą ochotę napisać coś na bloga i kiedy mam na to czas. Połączenie tych dwóch rzeczy jest dla mnie kluczowe, bo w sumie przez cały ten miesiąc występowały jedynie przebłyski wolnych chwil, bez jakiegokolwiek mojego zaangażowania w to miejsce, które stworzyłam przecież od podstaw. Nie czuję chęci do pisania o książkach i aktywnego uczestnictwa w tym książkowym świecie i przez najbliższy czas nie planuję żadnego większego powrotu. Jak mówiłam: co miesiąc będzie pojawiało się podsumowanie miesiąca, które tworzę dla siebie, na pamiątkę- jeśli jednak są osoby zainteresowane mną i tym co piszę, to serdecznie zapraszam!


Nie chcę też zrezygnować całkowicie z pisania o książkach, będę o nich wspominać właśnie w takich podsumowaniach. Tu też kolejna sprawa- często brakuje mi już słów. Ileż książek jest teraz do siebie podobnych! Czytam tak dużo, a napisać o wielu z nich mogę praktycznie to samo. A te same treści dotyczącej mojej opinii zawrę w kilku zdaniach, miejsce dla nich zawsze znajdę w podsumowaniu, jak zawsze przeplatanym muzyką, która towarzyszyła mi w minionych tygodniach.



Książki:

  • "180 sekund"- Jessica Park- po wspaniałych "To skomplikowane. Julie" oraz "Flat-out Matt" byłam przekonana, że "180 sekund" będzie równie piękna i wciągająca jak dwie poprzednie, jednak mocno się pomyliłam. Teoretycznie niczego jej nie brakuje- jest przyjemna, dotyka kilku ciężkich problemów i ma sympatycznych bohaterów. Jednak jest tak bardzo wtórna, że to aż fizycznie mnie boli. Poza ciekawym eksperymentem 180 sekund, który trwał w sumie kilkanaście stron, wszystko tutaj już było. Zalękniona dziewczyna, cud-chłopak bohater, ciężkie tematy które nijak mnie nie poruszyły i brak jakichkolwiek emocji, które chyba książka miała wywołać. Jest przyjemna i miła, ale jednym okiem ta treść wlatuje, a drugim wylatuje i to jest jej największy problem.
  • "Fight Club"- Chuck Palahniuk- to jedna z tych książek, które odkładałam na wieczne później. Pojawiła się w moim ukochanym "Lecie koloru wiśni", a ja lubię książki w książkach i tak w sumie się zainteresowałam. Mimo to opornie, ale dzielnie czytałam ją przez dwa miesiące. "Fight club" to bardzo męska i twarda książka, która ma interesujące przesłanie by nie dać się zaszufladkować i żyć po swojemu i w jakiś pokrętny sposób doceniam fakt, że autor przedstawił to w tak totalnie inny sposób, do którego nie byłam i nie jestem przyzwyczajona. Ale z drugiej strony, tej silniejszej, nie trafia do mnie wizja całkowitej anarchii i niszczenia wszystkiego co dobre, ani nawet przedstawiona w tej sposób zasada "musisz upaść na samo dno, aby wzbić się wyżej". "Fight club" jest dość specyficzną książką i nie każdemu się spodoba, mimo to w jakiś sposób czasem wracam do niej myślami.
  • "Mów własnym głosem"- Regina Brett- nieplanowany zakup, potrzebny na spotkanie z autorką. To już drugie na którym byłam i w sumie lepsze, bo autorka powiedziała więcej niż kilka zdań i pokazała jak bardzo lubi wracać do Polski i co ceni w Polakach. "Mów własnym głosem" jest właśnie poświęcone naszemu narodowi, nawiązuje do rzeczy które Regina widziała i których się dowiedziała podczas wcześniejszych pobytów u nas, a jednocześnie jest to też książka o pisaniu. To właśnie jej ukończenie dało mi jednodniowy zastrzyk weny i motywacji do naskrobania tutaj kilku słów. Na pewno jest lepsza i ciekawsza niż "Bóg nigdy nie mruga" i moja wysoka ocena wynika też po części z mojej ogromnej sympatii do samej autorki, jednakże jest tylko kilka felietonów, które szczerze mnie zainteresowały, jak na przykład ten o klubie książki. Mam wrażenie że "Mów własnym głosem" jest skierowane właśnie do ludzi, którzy się boją i nie wiedzą co robić, a ja taki stan już przeżyłam i przepracowałam.Czasem miałam wrażenie że o wiele szybciej niż autorka wprowadziłam do swojego życia korzystne dla mnie zmiany i przez to nie potrafię całkowicie jej docenić.
Filmy:
  • PODATEK OD MIŁOŚCI- Bardzo długo czaiłam się na ten film i w sumie mogę powiedzieć, że mi się podobał. Jest inny od całej rzeszy polskich komedii romantycznych, do których jestem przyzwyczajona, mam wrażenie że ktoś popatrzył świeżo na sprawę i stworzył coś innego, jednak niekoniecznie coś, do czego chciałabym wracać. Bardzo drażniła mnie różnica wieku między dwójką głównych bohaterów i w sumie nie poczułam między nimi żadnej chemii, a postać grana przez Michała Czarneckiego tylko mnie irytowała, chociaż możliwe że to akurat wina samego aktora, którego gry aktorskiej szczerze nie lubię. Luźny i przyjemny, ale nie obejrzę ponownie.
  • TEORIA WSZYSTKIEGO- Przepiękny! Nigdy bym go nie włączyła gdyby nie główna rola Eddiego Redmayne'a, którego uwielbiam. Nie mogłam się doczekać na drugą część Fantastycznych Zwierząt, dlatego postanowiłam znaleźć inny film z tym aktorem, żeby chociaż trochę zaspokoić moją niecierpliwość i to był strzał w dziesiątkę! Z fizyką mi totalnie nie po drodze, ale ten film bardzo mnie poruszył i wycisnął łzy z oczu, jednocześnie byłam pełna podziwu, że nawet choroba nie przeszkodziła Stephenowi Hawkingowi w realizacji swoich celów i marzeń. A końcowe kilka minut to po prostu majsterszyk.
  • PLANETA SINGLI 2- Bardzo lubię pierwszą część, jednakże nigdy nie byłam jej wielką fanką, natomiast dwójka okazała się filmem, do którego z pewnością jeszcze wrócę. O wiele bardziej podobały mi się tutaj dialogi i ogólnie było więcej "mojego" humoru (wyłączając Panira, akurat on był dla mnie nieudany). Żałuję tylko że twórcy nie poświęcili więcej czasu na wątek Marcela, bo czuję wielki niedosyt. Z radością zobaczę trójkę!
  • BOHEMIAN RHAPSODY- Koniecznie chciałam zobaczyć ten film i koniecznie w kinie, bo uważam że pewne produkcje należy oglądać na wielkim ekranie, a przynajmniej po raz pierwszy. Nigdy nie byłam psychofanką Queen, ale uwielbiam ich muzykę i możliwość posłuchania jej w sali kinowej była cudowna! Sam film mi się podobał, nigdy wcześniej nie interesowałam się biografią Freddiego i z tego co słyszałam, film dużo też uciął, ale mi w sumie taka wiedza wystarczy. Problem z filmami dotyczącymi zmarłych osób polega na tym, że zawsze wiem jak się skończą, ale oglądając taką żywą postać na ekranie, postać która tak dużo światu zaoferowała i mogłaby dać jeszcze więcej, zawsze liczę że jednak taka historia skończy się inaczej. A tak się nie dzieje, a ja wychodzę z sali kinowej zapłakana.
  • FANTASTYCZNE ZWIERZĘTA I JAK JE ZNALEŹĆ & FANTASTYCZNE ZWIERZĘTA: ZBRODNIE GRINDELWALDA-oglądałam w tym miesiącu kilka wspaniałych i resztę bardzo dobrych filmów, ale to te dwa, a w zasadzie ten drugi (bo jedynkę znałam już wcześniej) kończy z etykietką "najwspanialszy". Jestem bardzo nieobiektywna jeśli chodzi o Fantastyczne Zwierzęta-widzę że fabuła to jeden wielki chaos, ale tak bardzo kocham bohaterów, tak bardzo nie mogę oderwać spojrzenia od Newta, że każda wada jest mi praktycznie obojętna. Byłam w kinie dwa razy, nigdy nie zdarzyło mi się dwukrotnie pójść do kina na ten sam film, a teraz łapię się na tym, że poszłabym jeszcze raz.
  • LISTY DO JULII- Oglądałam ten film po raz drugi, albo nawet trzeci i dalej zachwyca mnie tak samo. Romantyczny, mało ckliwy i z przyjemnymi dla oka głównymi bohaterami: wspominałam już że dobrze dobrana para głównych bohaterów, to dla mnie siedemdziesiąt procent szans, że film przypadnie mi do gustu?
  • NIE KŁAM KOCHANIE- A to za to jeden z najbardziej ckliwych i przerysowanych filmów, jakie kiedykolwiek miałam okazję oglądać, dodatkowo główne role przypadły w udziale dwóm osobom, których aktualnie jako aktorów nie lubię, a mimo wszystko uwielbiam do niego wracać. Przemawia przeze mnie sentyment, bo oglądałam ten film gdy miałam jakieś 13 lat i wtedy wydawał mi się niesłychanie romantyczny i "o jeżu co za piękna miłość!", teraz śmiać mi się chce ze wszystkich zachowań i wszystkich dialogów bohaterów, nie wspominając o tym że ani trochę nie wierzę w uczucia tej dwójki, ale mimo to przywołuje same dobre wspomnienia, jak mogłabym w takim razie nie lubić do niego wracać?
  • ZAMIANA Z KSIĘŻNICZKĄ- polecała mi przyjaciółka, polecał praktycznie każdy na instagramie, a ja kręciłam nosem bo "eee Vanessa Hudgens", "eee znowu głupia komedia Netflixa", a tych drugich miałam ostatnio serdecznie dosyć, ale koniec końców uległam i czuję się oczarowana! Lubię jak filmy mnie zaskakują w tak pozytywny sposób. To bardzo bajkowa i świąteczna opowieść o miłości i o naszych pragnieniach, nawet nie poczułam się przytłoczona ani zażenowana poziomem ckliwości, więc mówię wprost- Netflixie, to Ci się udało.


Wyzwania:
Wyzwanie biblioteczne: W listopadzie nie przeczytałam niczego z biblioteki
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: w listopadzie wpadło 7,5 cm, co oznacza że zostało mi jeszcze 21,7 cm, więc musiałoby zadziać się coś nieprawdopodobnego żeby udało mi się pozytywnie ukończyć to wyzwanie :)




Kończąc to podsumowanie i kilkukrotnie je czytając, dochodzę do wniosku że ten listopad był długi.Poczułam się zmęczona, zwłaszcza ostatni tydzień dał mi nieźle w kość, kiedy to byłam (i w sumie nadal jestem) chora, spóźniałam się na zajęcia albo totalnie na nie zasypiałam i po raz pierwszy od października poczułam się na tyle przytłoczona, że w bezsilności gadałam że "rzucę te studia". Czytałam w zasadzie najwięcej wtedy, kiedy akurat dojeżdżałam tramwajem na uczelnię, do kina chodziłam często, po raz pierwszy byłam nawet na seansie 4D. Jeśli mnie pamięć nie myli to po raz pierwszy byłam również na kabarecie na żywo, przynajmniej tak mi się wydaje że to był już listopad :) Na jutuby wrócił Accantus, zrobiłam jeszcze większą selekcję z książkami na sprzedaż i kupiłam swój pierwszy w życiu kalendarz adwentowy. Posegregowałam bardzo dużą część zdjęć z prywatnych zbiorów i mimo wszystko dałam radę, chociaż grudzień zapowiada się jeszcze bardziej szaleńczo.

6 komentarzy :

  1. Doskonale rozumiem stan, w którym się znalazłaś, bo sama zwyczajnie opuszczam się w blogowaniu. Brak czasu, brak motywacji, brak nowych przemyśleń - wiele książek jest bardzo podobnych... Może z nowym rokiem coś ruszy do przodu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może tak, może nie- w każdym razie na razie nie czuję chęci stuprocentowego powrotu i nie myślę o nim :)

      Usuń
  2. Kochana, najważniejsze, to nie robić nic na siłę. 😊

    OdpowiedzUsuń
  3. Bloguję od ponad roku, ale już teraz czasem zdarzają się u mnie sytuacje, gdy po prostu brakuje czasu na częstsze udzielanie się w blogosferze, więc rozumiem. Czasem też nie ma się chęci i też jestem zdania, że nic na siłę. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dokładnie, nie należy robić nic na siłę, ale mnie też tu niestety coraz mniej - przede wszystkim brak czasu...

    OdpowiedzUsuń