Podsumowanie miesiąca-październik 2018

Kocham październik. To mój ulubiony miesiąc w całym roku i za każdym razem powtarzam że jestem jesienną dziewczyną. Zeszłoroczny był cudowny, a ten chyba jeszcze bardziej. Dużo się pozmieniało, ale z każdą kolejną nowością czuję że to jest coś co uwielbiam, mimo iż często mnie przeraża. Najważniejszą dokonaną zmianą jest moja przeprowadzka do Krakowa na studia i po miesiącu edukacji w nowej dla mnie rzeczywistości- jestem zachwycona. Wielu ludzi z mojego otoczenia patrzy na mnie jak na inny gatunek, gdy mówię że kocham moje studia i nie żałuję wyboru, a moim zdaniem dobranie kierunku pod siebie a nie oczekiwania innych czy bliżej nieokreślony zysk jest bezcelowe.

Październik to miesiąc moich urodzin, w tym roku 21. Od kilku lat nikt nie zrobił dla mnie tortu, więc teraz upiekłam go sobie sama i doświadczyłam magii zdmuchnięcia świeczek, to chyba zawsze będzie miła chwila niezależnie od cyfry. Urządziłam małe przyjęcie, dostałam wspaniałe i trafione w mój gust prezenty, na dodatek kilka takich których się nie spodziewałam. Za to mój prezent od siebie dla siebie to był bilet na Kodaline, kupiony jeszcze w pierwszej połowie tego roku. Im bliżej było tej daty (14 października), tym bardziej nie mogłam uwierzyć że naprawdę na żywo posłucham ulubionych piosenek. Było magicznie. To nieprawdopodobne uczucie gdy spełnia się marzenia, napełniło mnie do euforią i chęcią do działania. A co więcej- jak tylko koncert się skończył, miałam ochotę wysłuchać go od początku i jeszcze raz i jeszcze. A jako że w ostatniej chwili moja towarzyszka się wykruszyła, udałam się tam sama...i poznałam zwariowaną fankę zespołu i książek. Uwielbiam takie momenty!

Październik to też miesiąc pięknej pogody, iście jesiennej. Spacerowałam i deptałam liście, spacerowałam... i jeszcze więcej spacerowałam. Tak bardzo to lubię, że ta aktywność fizyczna zdominowała całkowicie mój miesiąc. Cały miniony miesiąc był przepełniony nowościami i mam wrażenie że trwał o wiele dłużej niż te 31 dni, więc chyba naprawdę się w niego zaangażowałam. Były Krakowskie Targi Książki, a ja byłam bardzo podekscytowana moim wyjściem na nie, po raz ostatni byłam na nich cztery lata temu. Będąc akurat na miejscu nie chciałam ich opuszczać, udałam się tam w piątek i sobotę i nie mogę powiedzieć że to był błąd, ale mogłam je sobie odpuścić. Chyba takie imprezy są fajne gdy ogląda się je na zdjęciach, w rzeczywistości ileż można chodzić po stoiskach z książkami i w sumie nie mieć ochoty kupować książek? W takich sytuacjach mam przed oczami mój regał z nieprzeczytanymi tytułami, to skutecznie skraca moje zakupowe ciągotki. Więc w zasadzie kupiłam jedynie "Kontratyp" i bawełnianą torbę. Zobaczyłam Macieja Stuhra i przechodząc aż musiałam się uśmiechnąć, tylko ta kolejka do niego demotywowała. Chyba po prostu nie czuję się dobrze w takich zbiorowiskach ludzi, gdzie wszyscy idą jeden za drugim i przeciskają się między sobą- chociaż osobne wejście dla blogerów i plakietka z tego tytułu bardzo przypadły mi do gustu!

Mimo tylu pozytywnych słów na temat ostatniego czasu, muszę przyznać że nachodzą mnie pewne obawy dotyczące przyszłości tego miejsca, bo szczerze powiedziawszy tracę motywację i chęci do pisania czegokolwiek. Jednocześnie od pewnego czasu robię to z etykietką "na pamiątkę", bo fajnie jest wracać do napisanych wcześniej tekstów. Nie sądzę żebym opuściła Czytelnię na dobre, ale ograniczyłam tutaj swoją obecność, a dalej czuję że to za mało. Nie podejmuję pochopnej decyzji, chociaż podejrzewam że stanie na comiesięcznych podsumowaniach mojego życia i okazjonalnych wpisach raz-dwa razy w miesiącu.Może to tylko przejściowy kryzys,wszak w mojej blogowej karierze przezwyciężyłam ich już kilka i może po prostu to minie. A może teraz faktycznie jest już ten czas kiedy nadchodzi pora żeby coś zmienić albo odciąć się od pewnej wersji siebie, nic nie przesądzam, wszystko jak zawsze wyjdzie w trakcie.


Książki:

W zasadzie to ostatni tydzień października najbardziej obfitował w jakiekolwiek książki- zrobiłam sobie reread "Listów do utraconej" na którą poświęciłam trzy weekendowe godzinki, pokonałam lekturę na studia, przeczytałam oczywiście "Kontratyp" i zapoznałam się z "Jak zerwać z plastikiem", w sumie chyba pierwszym poradnikiem w moim życiu, co chyba świadczy o tym jak interesuje mnie ten temat. Oprócz tego zaczęłam "Fight Club" (nie skończyłam) i zagłębiałam się w uczelniane notatki.


Filmy:
Spędzając przy literach większą część miesiąca, wolałam w wolnym czasie polatać oczami po ekranie i też tę opcję najczęściej wybierałam. Początkowo moje typy były jednak totalnie nietrafione, większość filmów była w najlepszym wypadku przeciętna. Później było jednak coraz lepiej!

  1. CHWYĆ ŻYCIE ZA WŁOSY- mój kandydat na najgorszy film obejrzany w tym roku. Przewijał mi się długo na głównej stronie Netflixa, a moja współlokatorka powiedziała: "nawet niezły, możesz obejrzeć" i tak to się zaczęło. Nie ogląda się tego źle, wręcz przeciwnie- ma on  w sobie jakąś taką lekkość przez co nawet uważnie śledziłam losy Violet, ale były one po prostu do kitu. Poznajemy dorosłą kobietę, która ma kompleks dotyczący...jej włosów. Muszą być one zadbane, wyprostowane i perfekcyjnie ułożone, bo inaczej nie wyjdzie z domu. Nawet swojemu chłopakowi nie pozwala widzieć się w innym stanie, przez co ich związek zawsze jest jak pierwsza randka- bez zgrzytów, a z cudownym charakterem obojga. Violet była egoistyczną, zapatrzoną w swój wygląd kobietą, którą w dzieciństwie mocno skrzywdziła matka, wpajając jej zasadę "perfekcjonizm, albo nic". Ale chłopak z nią zrywa, a kobieta pogrąża się w rozpaczy i z tej rozpaczy pijana goli swoją głowę na łyso. To była jedyna budząca emocje scena w całym filmie i trwała około dwóch minut. Potem to przeżywa, chodzi w chustkach, nie może się z tym pogodzić- aż powoli, małymi kroczkami staje się bardziej świadoma swoich wyborów i separuje się od toksycznej matki, która chce dla córki swojej własnej wizji idealnego życia. Tworzy nowy związek (spoiler: a potem i tak zdradza swojego obecnego faceta ze swoim byłym, po czym wraca do tego zdradzonego) i ogólnie żyje sobie całkiem dobrze. Ten film ma mądre przesłanie: decyduj za siebie i nie pozwól kompleksom górować nad swoim życiem i wyglądem, ale jest przy tym tak bardzo nierealny i przerysowany że po prostu ciężko mi dobrze o nim myśleć. Uważam że byłby on bardziej wiarygodny gdyby dotyczył nastolatków- ta grupa rządzi się swoimi prawami, ale ukazanie trzydziestoparoletniej kobiety, dla której najważniejszą wartością w życiu są perfekcyjnie ułożone włosy, to dla mnie po prostu niewiarygodne w negatywnym tego słowa znaczeniu. Nawet jeśli wydźwięk miał być pozytywny.
  2. MIŁOSNY ALGORYTM- kolejna netflixowska produkcja, przy której znów żywiłam nadzieję że okaże się chociaż warta mojego czasu, ale nie. Kobieta tworzy randkową aplikację, która dobiera partnera na podstawie wcześniej udzielonych odpowiedzi, a nie np. zdjęcia profilowego, a jej szef wyczuwa w niej maszynkę do pieniędzy i razem próbują ją promować. Tak się składa że ten szef to maminsynek uzależniony od pieniędzy rodzicielki i raczej nieskory do pracy, ale postanawia odbudować swój wizerunek w jej oczach. No i dwójka głównych bohaterów na początku się nie znosi, a potem się w sobie zakochuje. Miłosny algorytm to film niskobudżetowy i to widać. Role aktorów to tak naprawdę role drewien, cała produkcja skupia się w zasadzie tylko na nich, a bohaterowie poboczni zostali dodani chyba tylko dlatego że tak się robi, nie przemyślano dla nich żadnej fabuły. Bardzo słaba komedia romantyczna i faktycznie tylko zmarnowałam na nią mój czas.
  3. SERCE NIE SŁUGA- tutaj miałam pozytywne nastawienie, ponieważ ostatnio gdy przyjaciółka wybierała film na który idziemy do kina i wybrała polską komedię romantyczną, to byłam naprawdę zadowolona i wracałam do seansu dwukrotnie (mowa o "Narzeczonym na niby"). Dlatego tym razem też zgodziłam się na jej typ... i niestety srogo się zawiodłam. Moje wrażenia idealnie ujmuje recenzja Sfilmowanych, ale w skrócie powiem tak: nierealny, ze źle rozwiniętymi wątkami pobocznymi i słodki aż do bólu. Najgorszy sort tego gatunku i mimo mojej całej sympatii do dwójki głównych aktorów, po prostu nie widzę w nim wiele dobrego- no może zakończenie które mimo wszystko trochę mnie zaskoczyło (mając na uwadze początek filmu, myślałam że skończy się inaczej).
  4. SŁODKI WYBÓR- akurat ten film ma chyba najbardziej oryginalny pomysł głównego wątku na fabułę, bowiem są nim debaty. Dwójka nastolatków z różnych stref społecznych rywalizuje między sobą o tytuł najlepszego mówcy i miejsce w wymarzonej szkole. Zawsze mają wybrany temat i osiem minut na omówienie go, przez co nawijają jak opętani; jednocześnie nie doświadczają uroków życia w liceum, ponieważ cały swój czas poświęcają na naukę i doskonalenie siebie. Fajny pod względem przesłania, że w życiu chodzi o coś więcej niż wyniki, ma uroczych bohaterów, ale mimo wszystko jest bardzo zwyczajny. Nie żałuję jednak poświęconego mu czasu, ponieważ z grona filmów od Netflixa, które widziałam w październiku-ten chyba prezentuje się najlepiej.
  5. NAOMI AND ELY'S NO KISS LIST- bardzo długo chciałam zobaczyć ten film i korzystając (jakżeby inaczej) z Netflixa za którego płacę, dałam sobie zielone światło. Pierwsza połowa filmu jest zła. Tak zła że rozważałam wyłączenie i brak powrotu. Jednak gdzieś w trakcie sytuacja zaczęła się zmieniać i produkcja nabierała kolorów. Naomi na początku jest księżniczką, która gdzieś ma uczucia większości znanych jej ludzi i wykorzystuje najlepszego przyjaciela by spędzał z nią czas, nawet jeśli on jest aktualnie zajęty. Myśli że świat kręci się wokół niej i naprawdę przykro na to patrzeć. Ely natomiast aparycją od razu skradł moje serce, sceny z jego udziałem kończyły się bezwiednym uśmiechem na mojej twarzy, mimo iż momentami zachowywał się jak dupek. Ach zapomniałam wspomnieć- Ely jest gejem i tytułowa lista skupia się na trzymaniu się z daleka od chłopaków, którzy w założeniu mogliby spodobać się któremukolwiek z nich- wiecie, przyjaźń ponad wszystko. I nagle ta zasada się łamie, a między przyjaciółmi następuje przełom. Ta część podobała mi się najbardziej- Naomi w końcu bierze się do pracy i ujawnia jakąś część swojego charakteru, natomiast Ely pokazuje bardziej poważną twarz, a nie śmieszkowatą jak na początku. Ogólnie niegłupi ten film, ale dalej nie jest to nic oszałamiającego.
  6. ILUZJA & ILUZJA 2- moi kandydaci na filmy miesiąca jak i roku! Bardzo długo polecano mi Iluzję, ale ja zawsze podchodziłam do niej sceptycznie, aż w końcu złapałam ją w telewizji i przepadłam! To opowieść o iluzjonistach, którzy wykorzystując swoje umiejętności wymierzają swego rodzaju sprawiedliwość, a jednocześnie przygotowują się do ważnej misji którą nadzoruje niewidzialny szef. Oczu nie mogłam od ekranu oderwać i to chyba jest najlepsza rekomendacja. Jest humor, są magiczne sztuczki i grupa naprawdę fajnych aktorów, szczególnie zwróciłam uwagę na Dave'a Franco, którego swego czasu mocno ignorowałam :) Oglądajcie, bo warto!
  7. KLER- raczej nie obejrzałabym tego filmu prędko, gdybym nie wyskoczyła na niego do kina,  a strasznie mi na tym zależało, bo to chyba jeden z najczęściej wybieranych typów ostatnich tygodni. Kler jest zabawny, to nie jest jakiś porywający reportaż o określonej grupie społecznej, dla mnie bardziej podchodzi to pod komedię, ale też trochę dramat. Dużo ostatnimi czasy słyszę o pedofilii wśród księży i w tym filmie bardzo mocno mnie to uderzyło, na tyle mocno że siedziałam wkurzona (co by nie użyć niecenzuralnego słowa) wpatrując się w ekran. Więc tak- wzbudził we mnie emocje, tym jednym tematem. Reszta jest może i cięższa, ale np. kwestie pieniędzy aż tak mnie nie poruszyły. No i tak jak wspominałam- były zabawne momenty, mój ulubiony to chyba użycie słów "wiara mi nie pozwoliła" w odniesieniu do użycia antykoncepcji. Ogólnie spoko, nie czuję się ani święcie oburzona, ani święcie zaskoczona, ani święcie zakochana.
  8. SZYBCY I WŚCIEKLI- jeden z największych filmowych hitów, który obejrzałam dopiero teraz, a o którym wszyscy mi truli żebym oglądała. No i tak- całkiem spoko film. Nie porwał mnie na tyle, żebym została fanką, ale przyjemnie się oglądało i z pewnością odpalę sobie kolejne części.
  9. NIE KUPISZ MIŁOŚCI- zobaczyłam go w jakimś filmie na youtubie, w którym polecano filmy podobne do "Do wszystkich chłopców..." i wybrałam akurat ten- jest to starsza produkcja, ale ja szalenie lubię filmy romantyczne osadzone w latach 80. Podobał mi się, nie jest taki do końca oczywisty jak się tego spodziewałam, nacieszyłam oczy pięknymi strojami i dobrze się bawiłam.
  10. HOTEL TRANSYLWANIA 3-piszę to z bólem serca, ale trzecia część jednej z ulubionych animacji mnie po prostu rozczarowała. Kilka razy miałam ochotę ją wyłączyć, ale przekonywałam się że potem w ogóle do niej nie wrócę. Wątek zakochanego Draculi, wakacji na statku i znikoma ilość fajnego humoru całkowicie odebrały mi przyjemność z oglądania.



Seriale:
Po drodze wpadło kilka odcinków Przyjaciół, ale to by było tyle.

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu- 9,7 cm wpadło w październiku, do końca pozostało 29,2 cm
Wyzwanie biblioteczne- Jedynie moja lektura na studia była wypożyczona z biblioteki.

Inne:
Podsumowanie września
WWK Przeczytaj i podaj dalej
Kwartalny stos książkowy

Plany:
W listopadzie chciałabym WRESZCIE dokończyć "The revolution of Ivy" (problem polega na mojej małej motywacji do czytania w oryginale) oraz "Fight club" i "180 sekund". I jasne- chciałabym poczytać więcej, ale listopad zapowiada się szaleńczo, mam wtedy dwa projekty, a na grudzień kolejny zaliczeniowy który do prostych nie należy, także wiecie-priorytety :)


Czytaj dalej