"Dziewczyna, która wybrała swój los"- Kasie West


Oryginalny tytuł: Pivot Point
Rok polskiego wydania: 2018
Wydawnictwo: Feeria Young
Seria: Pivot Point
Ocena: 7/10


Droga Kasie West!

  To już dziewiąta Twoja książka, którą miałam okazję czytać, co stawia Cię w czołówce autorów po których historie najczęściej sięgam! Dla mnie jest to aż nieprawdopodobne, że od lipca 2016 roku kiedy zetknęłam się po raz pierwszy z stworzoną przez Ciebie historią, minęło już tyle czasu. Jednak jeśli mam być szczera- to nazwisko West już wcześniej przewijało mi się przed oczami, głównie za sprawą "Pivot Point" właśnie. Tak się złożyło że kupiłam nawet wersję w oryginale z zamiarem doskonalenia języka, ale odkładałam ją na wieczne później i Wydawnictwo Feeria Young mnie wyprzedziło z naszą polską wersją, czyli "Dziewczyną, która wybrała swój los". Tytuł jakże właściwy, świetnie obrazujący główną postać kobiecą- Addie Coleman, która żyje w świecie Paranormalnym i posiada moc Sprawdzania. Może wejrzeć w przyszłość i zobaczyć jak potoczy się jej życie, gdy podejmie taką a nie inną decyzję. Fantastyczna sprawa prawda? Otóż nie tak do końca i wydaje mi się że tutaj właśnie płynie morał z tej historii, ale o tym za chwilę.

  Rodzice Addie rozwodzą się i stawiają ją pod ścianą- może zamieszkać tylko z jednym z nich, a drugie przenosi się na stronę Normalsów, ludzi bez żadnych zdolności, czyli zwyczajnej szarej populacji jak ja czy Ty. Jednak każda z możliwości ma haczyk- w jednej wersji zetknie się ze śledztwem w sprawie morderstwa, a druga przedstawi jej obraz zbyt wyidealizowanego chłopaka, jednak najfajniejsze jest to, że te dwie rzeczywistości w pewnym momencie się połączą! Właśnie takiego rozbicia trochę obawiałam się przed rozpoczęciem lektury, ale jak widać pisarska wena pokierowała Cię zupełnie gdzie indziej. Obie wersje mają punkty wspólne, co świadczy o tym że każda decyzja w naszym życiu ma znaczenie i niesie ze sobą konsekwencje, zarówno negatywne jak i pozytywne, nie mamy jednak mocy sprawczej by odkryć kilka dróg a potem wybrać najwłaściwszą. Ale myślę że to jednak jest fajne, świadomość że możemy popełniać błędy i wyciągać z nich wnioski na bieżąco, a nie wybierać tę drogę która niesie ze sobą jak najmniej zmian czy zniszczeń- bo czasem i one są potrzebne, aby spojrzeć na swoje życie z innej, nowej perspektywy.

  Za każdym razem gdy piszę o Twoich książkach boję się powtarzalności. Wszak są one do siebie bardzo podobne i przy napisaniu opinii dla ośmiu z nich, ta dziewiąta może okazać się tą na którą braknie mi nowych słów i wpadnę w pułapkę pisania o tym samym. "Dziewczyna, która wybrała swój los" jest trochę inna od swoich poprzedniczek, ale dalej jest utrzymana w fajnym młodzieżowym klimacie i niesie ze sobą mądre przesłanie- żeby nie bać się podejmowania odważnych decyzji i liczyć się z ich konsekwencjami. Element który rozróżnia ją na tle reszty swoich sióstr to wątek paranormalny, cała reszta bardzo przypomina resztę Twojej twórczości- lekką i miłą.

  Sama Addie na początku wkurza swoim egoistycznym i narcystycznym podejściem, ale na przestrzeni stron albo się zmieniła, albo ja przestałam zwracać na to uwagę. Duke'a polubiłam od razu, natomiast Trevora dopiero po kilku rozdziałach i zostałam bardzo miło zaskoczona zakończeniem. Podoba mi się to, jak wszystkie wątki w pewnym momencie łączą się w spójną całość, a sama intryga kryminalna też mnie delikatnie spoliczkowała, bo takiego zwrotu akcji po prostu się nie spodziewałam. I jak na początku czytałam trochę beznamiętnie, to potem akcja się zagęszczała, a na końcu osiągnęła apogeum.

  Czy mi się podobało? Trzy razy tak. "Dziewczyna, która wybrała swój los" to fajna powieść dla młodzieży- lekka, przyjemna w odbiorze i szybka w czytaniu, co doskonale charakteryzuje Twoje książki. Fani powinni po nią sięgnąć bez żadnych obaw, a nowych czytelników może akurat zachęci wątek paranormalny w młodzieżowej odsłonie. Ja cieszę się że poznałam "Pivot Point", mimo iż nie był to oryginał tak jak planowałam, ale może i ten uda się kiedyś przeczytać i porównać dwie wersje. A na razie czekam na premierę drugiej części :)

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria Young!




Czytaj dalej

[BOOK TOUR] Joanne Macgregor- "Jej wysokość P."

 
Oryginalny tytuł: The Law Of Tall Girls
Rok polskiego wydania: 2018
Wydawnictwo: Kobiece Young
Ocena: 6/10

  Bardzo lubię czytać powieści młodzieżowe, mimo iż z każdym dniem coraz bardziej oddalam się od magicznego okresu, w którym teoretycznie powinnam je poznawać. Są to historie lekkie, często zabawne, ale najbardziej lubię jak wnoszą do mojego życia coś więcej poza kolejną "odhaczoną" pozycją. Jednakże "Jej wysokość P." troszkę przegięła w złą stronę.

  Peyton ma osiemnaście lat i magiczne 180 cm wzrostu, co w jej oczach czyni ją wielkoludem. Nie jest osamotniona w takim myśleniu, na jej sylwetkę wszyscy zwracają uwagę- kasjerki w kinie, ekspedientki w sklepie czy najbardziej dotkliwe ze wszystkich stworzeń na ziemi- nastolatki. Dziewczyna zyskuje przezwisko, a chodzenie do szkoły niejednokrotnie przypomina drogę przez mękę. Dodatkowo problemy rodzinne sprawiają że Peyton jest zmuszona o wiele szybciej dorosnąć- jak w takim razie zniknąć i pozwolić sobie na chwilę nieobecności?

  Największym problemem który dręczy mnie w związku z tą książką, jest jej przerysowanie. Uwielbiam gdy fabuła jest czymś więcej niż "spodobał mi się chłopak, o jejuśku co to będzie", gdy dotyka poważniejszych problemów i tutaj tak jest! Mierzymy się z ostracyzmem społecznym, fobiami, oczekiwaniami rodziców, nieśmiałością czy przede wszystkim- kompleksami. I to byłoby całkiem fajne, gdyby autorka wiedziała kiedy przestać. W jej wizji dosłownie każdy w każdej sytuacji wytyka głównej bohaterce jej wzrost. Podchodzi do baru złożyć zamówienie: "o jaka ty jesteś wysoka!"; płaci za bilet do kina: "jak to jest mieć tyle centymetrów wzrostu?" czy na szkolnych korytarzach "ej żyrafa!". Rozumiem że każdy z nas ma w swoim ciele coś co mu nie pasuje, rozumiem że można nie akceptować jakiejś swojej wady, ale w gruncie rzeczy tylko my je widzimy. Czy naprawdę jest tak że na każdym kroku obcy ludzie wytykają nam głośno nasze przywary? To było moje pierwsze zastrzeżenie już po pierwszych kilkunastu stronach i zostało ze mną już do końca. Dobrze gdy książka otwiera ludziom oczy i uczy samoakceptacji, zwłaszcza gdy jest to powieść młodzieżowa i ta grupa docelowa bardzo często mierzy się z własnymi kompleksami, jednak nie jestem do końca przekonana do ukazania tego w tej formie jaką zastosowała autorka.

  Drugą rzeczą która mi przeszkadzała był wątek miłosny. Nie wierzę że to mówię, bo na ogół uwielbiam ten zabieg w każdej książce, jednak tutaj naprawdę byłam na niego obojętna. Znowu- bohaterzy są fajnie wykreowani, mają jakieś tło, problemy z którymi się zmagają, ale przede wszystkim są dla mnie papierowi. Nie polubiłam ani Jaya, ani nawet Peyton, nie wspominając o całej reszcie. Wiem że to są fajne, mądre i ogarnięte osóbki, ale nijak nie potrafiłam wykrzesać z siebie sympatii do nich. A romans między główną dwójką był tyleż niepotrzebny co mdły.

  Dwie rzeczy które w tej książce są fajne, to styl autorki który jest naprawdę przyjemny w odbiorze oraz poruszenie tematu samoakceptacji u młodzieży. Ta druga jest co prawda z lekka przerysowana, dalej jednak twierdzę że dla ludzi stojących na schodach nastoletniości jest doskonałym wyborem. Jest mądra i skupia się na czymś więcej niż zachwyt nad nowo poznanym chłopakiem i mimo kilku wad nie uważam że zmarnowałam na nią czas. Może ja po prostu też inaczej do tego podchodzę, przez lata nauczyłam się że sami jesteśmy dla siebie najsurowszymi krytykami i tak naprawdę bardzo rzadko kogoś obchodzi nasz wygląd, a jak już tak się dzieje- to dlaczego ma to mieć na nas wpływ?


-----------------------------------------------------------------------
Książkę przeczytałam dzięki Karolinie, która zorganizowała z nią Book Tour-dziękuję!
Czytaj dalej

Jessica Park "To skomplikowane. Julie" & "Flat-Out Matt"

  

Oryginalny tytuł: Flat-Out Love & Flat-Out Matt
Rok polskiego wydania: 2016/ BRAK PL
Wydawnictwo: OMG Books/ BRAK PL
Seria: Flat-Out Love #1 / #1.5
Ocena: 10/10

  Chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć o dwóch książkach jednej autorki, które są dla siebie wzajemnym uzupełnieniem i jeśli tylko będziecie mieli okazję to warto przeczytać je w duecie. "To skomplikowane. Julie" już od dnia polskiej premiery wzbudzało moje zaciekawienie, jednak jak to często bywa zepchnęłam ją na dalszy plan i tak czekała sobie na liście "do kupienia". Chwilami nawet mój zapał opadał, ponieważ natykałam się na raczej przeciętne opinie na jej temat, ale moja intuicja podświadomie mówiła mi że to będzie coś fantastycznego i na szczęście dla mnie- miała rację. Dodatkowo bardzo zachęciła mnie do niej Paulina, co poskutkowało natychmiastowym zdjęciem z półki mojego egzemplarza i zatraceniu się w lekturze.

  Sytuacja z "Flat-Out Matt" wyglądała inaczej. Gdy skończyłam pierwszy tom, czułam potrzebę poznania dalszego ciągu, który niestety nie był dostępny w Polsce. Dlatego wyłożyłam trochę pieniędzy i za kilka dni do drzwi mojego domu zapukał listonosz z dwiema książkami autorki w języku angielskim. Moje podekscytowanie osiągnęło apogeum i od razu zabrałam się za historię Julie i Matta opowiedzianą oczami chłopaka, niestety poznawałam ją mozolnie przez trzy miesiące. To było moje pierwsze dłuższe spotkanie z książką w obcym języku i odkryłam że jest mi ciężej zmobilizować się do czytania, mimo iż fabuła mnie fascynuje. Dlatego czytałam sobie rozdział, dwa i robiłam trzy tygodnie przerwy i tak cały czas, co nie znaczy że wyniosłam z książki mniej, bo w sumie ja znałam już tę historię, teraz poznawałam jedynie drugi punkt widzenia.


Ale, ale. Nawet nie powiedziałam jeszcze o czym są te książki! Tak więc poznajcie Julie. Julie właśnie przyjeżdża do obcego miasta na studia i okazuje się że mieszkanie które opłaciła przez internet tak naprawdę nie istnieje. W chwili rozpaczy ratuje ją rodzina Watkinsów, która proponuje jej tymczasowe lokum w ich domu dopóki dziewczyna nie znajdzie sobie czegoś na stałe. Taki układ jej pasuje, jednak Erin, Roger, Matt, Finn oraz Celeste okazują się bardzo specyficznym typem rodziny. Ostatnia z nich ciągle nosi przy sobie papierową wersję swojego brata, co jak się dowiadujemy -jest jej sposobem na poradzenie sobie z jego wyjazdem. Radosna i bezpretensjonalna Julie wprowadzi do domu Watkinsów ciepło i rozmowę, których im brakowało od czasów pewnego dramatycznego momentu w ich życiu, a także poskleja pewne popękane serca. I ogólnie im mniej szczegółów z tej książki znacie, tym lepiej dla Was. Pewne rzeczy w założeniu mają być zaskoczeniem i tak warto je potraktować, bo przez to książka podnosi swoją wartość o kilka stopni.
"Flat-Out Matt" to natomiast uzupełnienie wcześniejszej historii o dokładnie dwie nowe sceny, których nie doświadczycie w "To skomplikowane. Julie" oraz pokazanie kilku rozdziałów z perspektywy Matta. Jest to cienka nowelka, jednak tak jak pisałam na początku- jeśli tylko macie okazję to czytajcie, bo poziom językowy nie jest trudny, tym bardziej że znacie już większość ze scen, bo są one powtórką z rozrywki.

  Czym tak bardzo zachwyciły mnie te książki? Chyba przede wszystkim tym, że są oznaczone etykietką "dla młodzieży", a niosą ze sobą o wiele więcej wartości niż niejedna powieść "dla dorosłych". Zaczynając czytanie liczyłam na coś dobrego, ale dostałam po stokroć więcej. Julie jest zabawna, radosna i chętna do pomocy- nie narzeka, a działa oraz jest odważna w każdym aspekcie swojego życia. Matt jest odpowiedzialny, kocha matematykę i swoją siostrę, a także stara się naprawiać wszystko co tylko się ta, także więzi rodzinne. Ich duet jest wspaniały, podoba mi się każda scena ich dialogu, każda minuta ich relacji- nie ma tam nic co chciałabym zmienić. Sama książka jest prosta i zabawna, ale niesie ze sobą pewien ładunek emocjonalny i autorka doskonale wie na której strunie zagrać by wywołać w czytelniku ścisk w żołądku. Już nawet niekoniecznie mam na myśli wzruszenie, choć ono też się pojawia, ale dobre momenty, radosne chwile, które są czymś więcej niż słowami na kartce papieru. Cały czas miałam wrażenie że wszyscy ci bohaterowie żyją i mogę się z nimi zobaczyć, co oczywiście nie jest prawdą, a doskonałymi umiejętnościami autorki która w naturalny sposób ożywia swoje postaci.


  Te książki mają w sobie coś takiego co sprawia, że chce się do nich wracać. Od kwietnia zdarzyło mi się to już kilka razy, ulubione fragmenty znam prawie na pamięć i jestem pewna że kiedyś będę w stanie wyrecytować je w każdej chwili. Lubię dużo książek, ale niewiele jest takich które poruszają mnie totalnie i wciągają bez reszty. "To skomplikowane. Julie" oraz "Flat-Out Matt" stawiam na podium ulubionych powieści, zaraz obok "Listów do utraconej" czy "Pułapki uczuć", a na półce czekają dwie kolejne książki autorki, mam nadzieję że równie wspaniałe.


Czytaj dalej

Podsumowanie miesiąca- sierpień 2018

Dzisiaj wyjątkowo późno przedstawiam sobie i Wam podsumowanie minionego miesiąca w moim wykonaniu- zazwyczaj starałam się je dodawać pierwszego dnia każdego miesiąca, ale ostatnio totalnie nie mogę wyrobić się w czasie. W sierpniu działo się dużo i większość rzeczy przeżywałam sama, bez obecności mediów społecznościowych, w których nawet w najlepszych momentach udzielam się rzadko.

Tegoroczny sierpień wyglądał bardzo podobnie do zeszłorocznego. Tkwiłam w rozjazdach, nie wiedziałam co ze sobą począć i na pewien czas zrezygnowałam z internetu. Byłam we Francji i wywiozłam stamtąd piękne wspomnienia, mało czytałam i w pewien sposób na nowo zdefiniowałam siebie samą. To chyba jeden z najwspanialszych miesięcy tego roku, a może nawet najwspanialszy i czuję się nim mocno otumaniona.

Bardzo łatwo odciąć się od internetu gdy jesteś za granicą i po prostu nie masz kiedy z niego korzystać. Spodobał mi się mój dwutygodniowy reset i brak kontaktu ze światem zewnętrznym (pomijając kilka prywatnych telefonów); spodobał mi się na tyle bardzo że gdy po powrocie zaczęłam sprawdzać pocztę, blogi, facebooka czy instagrama- poczułam się przytłoczona. Do Francji pojechałam pracować, ale czułam się jak na wakacjach- całkowicie wolna i szczęśliwa. Co dziwne- nie tęskniłam za Polską i ludźmi których tutaj zostawiłam, to teraz tęsknię za znajomościami nawiązanymi w obcym kraju i ciężko jest mi przestawić się na tryb domowy. Przyznano mi akademik, jednak jest z tym dużo więcej zachodu niż się spodziewałam, a poza tym muszę ogarnąć masę innych ważnych rzeczy, więc jest mi z lekka trudno. Cieszę się z wyjazdu na studia, jestem bardzo podekscytowana nowym etapem w moim życiu, ale na chwilowo moje serce zostało w innym kraju i nie potrafię się tutaj odnaleźć. Dwa tygodnie to mało, ale mam wrażenie jakby ten czas trwał dłużej i czuję się obco na własnym podwórku.

Skoro był reset od internetu to nie było mnie ani tutaj, ani na instagramie. Myślę że każdy czasem potrzebuje takiej przerwy- zamierzonej czy też nie, ja osobiście jestem z niej bardzo zadowolona. Czas kiedy żyje się chwilą obecną, a nie tym żeby dodać coś na instagramową relację jest dla mnie cenny i chwile spędzone w ten sposób stają się bardziej moje. Chciałam czytać więcej, ponieważ nie jestem pewna jak będzie wyglądał mój rok akademicki, jednak to postanowienie również poległo i w sumie książki były trzy. Filmy też trzy i kilkanaście odcinków serialu, to tak wygląda mój kulturalny bilans.


Książki:


Kasie West- "Szczęście w miłości"- Moja opinia tutaj
Tosca Lee- "Potomkowie"- Bardzo fajna powieść dla młodzieży, z ciekawością sięgnę po drugi tom, a na temat pierwszego naskrobię coś jak tylko znajdę na to chwilkę czasu i weny :)
Jessica Park- "Flat-Out Matt"- Pierwsza książka przeczytana w języku angielskim! Jestem z siebie bardzo dumna i szczęśliwa, poziom w sam raz dla mnie, ale zmobilizować się do lektury było mi trzy razy trudniej, bo wymagało to ode mnie większego skupienia. Moja opinia również pojawi się we wrześniu.

Oprócz tego przeczytałam jeszcze ponad połowę "Jej wysokość P." i właśnie dzisiaj ją dokończyłam, jednakże spodziewałam się czegoś innego. Na wyjeździe rozpoczęłam też "Legendarną posiadłość" i nie czuję się nią zbyt usatysfakcjonowana, ale przeczytam jeszcze trochę i zobaczę czy jest warta mojego czasu.


Filmy:

  • MAMMA MIA: HERE WE GO AGAIN- Jedna z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie filmowych premier tego roku okazała się cudowna! Nie wiem na ile porównałabym ją do jedynki, bo mimo wszystko trochę się od siebie różnią, ta druga jest bardziej melancholijna i oparta na przeszłości, ale równie świetna. Piosenki męczyłam i męczę dalej i jestem zauroczona Lily James oraz aktorem grającym młodego Billa. Ten film niesie ze sobą atmosferę upajającej wolności i dobrej zabawy, a pod koniec nawet uroniłam kilka łez. Dodaję do ulubionych i za niedługo do niego wrócę.
  • DO WSZYSTKICH CHŁOPCÓW, KTÓRYCH KOCHAŁAM- To była akurat najbardziej wyczekiwana premiera sierpnia i znów muszę pochwalić twórców. To bardzo przyjemny i zabawny film dla młodzieży, trochę się bałam że Netflix ośmieszy książkę i na siłę zrobi jaką dramę, ale nie. Ubrania głównej bohaterki to strzał w dziesiątkę, widoki również na plus, a aktorzy zostali dobrani świetnie (tylko Josh jakiś taki nijaki). Specjalnie dla tego filmu wykupiłam nowy miesiąc na Netflixie, mimo iż zarzekałam się że tego nie zrobię.
  • STOWARZYSZENIE MIŁOŚNIKÓW LITERATURY I PLACKA Z KARTOFLANYCH OBIEREK- Gdyby ktoś zapytał mnie o najlepszy film, który obejrzałam w minionym miesiącu, pokazałabym takiej osobie tę listę i bezradnie rozłożyła ręce, bo one wszystkie mnie urzekły i z pewnością do nich wrócę. Stowarzyszenie jest piękne, po filmie dwa razy bardziej doceniłam książkę którą wcześniej uznałam za dobrą, ale bez szału. Jednak szał jest, bo ta historia jest wyjątkowa. Po prostu musicie to zobaczyć, bo to zdecydowanie jest jeden z lepszych filmów tego roku. Prosty, a chwytający za serce.



Seriale:
Sierpień spędziłam z Przyjaciółmi, wkręciłam się w zakręcone przygody szóstki znajomych i będę kontynuować. Rozpoczęłam już trzeci sezon, krótkie odcinki pomagają w oglądaniu i sprzyjają skupieniu uwagi, zresztą jest to tak odprężająca produkcja, że może nawet lecieć w tle gdy coś robię.


Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu- 6,1 cm wskoczyło, czyli przede mną jeszcze 51,8 cm
Wyzwanie biblioteczne- w tym miesiącu żadna książka nie pochodziła z biblioteki

Inne:
Podsumowanie lipca
Fotorelacja z Wakacyjnej Wymiany Książkowej 2018

Zapowiedzi:
Nie mam pojęcia jakie książki mają premiery we wrześniu, bo to październik jest dla mnie po stokroć piękniejszy pod tym względem, ale może po drodze coś wpadnie mi w oko ;)

Plany:
We wrześniu chciałabym wreszcie skończyć "The Revolution Of Ivy", którą zaczęłam jeszcze w lipcu i tak jak mówiłam- do książki po angielsku ciężej mi się zmobilizować. Oprócz tego mam zaczęte "Miłość za wszelką cenę" oraz "Legendarną posiadłość" i dotrą do mnie dwie recenzenckie- "Drugie życie Izabel" oraz "Dziewczyna, która wybrała swój los". Patrząc na to ile ostatnio czytam to może być ciężko, ale wszystko jak zawsze wyjdzie w trakcie.

Dziękuję że tak chętnie do mnie zaglądacie i komentujecie i cieszę się z nowych obserwatorów w tym gronie-witajcie! Piszcie jak minął Wam sierpień :)
Czytaj dalej