Kasie West- "Szczęście w miłości"


Oryginalny tytuł: Lucky In Love
Rok polskiego wydania: 2017
Wydawnictwo: Feeria Young
Ocena: 8/10

  Czytałam ostatnio "Słuchaj swojego serca" i tak jakoś po jej skończeniu czułam że to za mało, że chciałabym dalej pochłaniać książkę która się skończyła, dlatego postawiłam na inny tytuł autorki który jako jedyny był przeze mnie nieprzeczytany. Jakoś tak ominęłam "Szczęście w miłości", ale podświadomie czułam że to będzie super i nie pomyliłam się. Słyszałam dużo negatywnych opinii skierowanych w jej stronę- "najgorsza książka Kasie West", "bohaterka doprowadzająca do rozpaczy" czy "nijaka, totalnie nie w stylu autorki", ale niestety z żadną z nich nie jestem w stanie się zgodzić, bo osobiście uważam że jest o wiele lepsza od chociażby "Miłość i inne zadania na dziś", którą wszyscy sobie chwalą.

  Co by się stało gdybyś nagle wygrała na loterii dużą sumę pieniędzy, pozwalającą na dostatnie życie do jego końca? Pytanie proste, a jednak nie. Podczas lektury bardzo często się nad tym zastanawiałam, niby nie jestem typem dziewczyny która łatwą ręką wydaje pieniądze i potrzebuje dużo rzeczy, ale w sumie nikt nie wie jak zachowa się w hipotetycznej sytuacji, dopóki nie stanie się ona dla niego realna. Maddie nagle pragnie nowego samochodu, imprezy na jachcie i ubrań od znanych projektantów, kiedy zawsze wystarczył jej wysłużony grat, domówki w gronie przyjaciółek i ciuchy z marketu, co przecież nie brzmi źle! Okazuje się że w jej życiu pojawia się masa ludzi którzy roszczą sobie prawa do jej wygranej i lepiej od niej wiedzą na co najlepiej ją wydać- czy ktoś jeszcze nie cierpi takiej arogancji? Czasem lepiej pewne rzeczy zachować w sekrecie, a życie stanie się prostsze.

  Ogólnie to lubię wszystkie książki autorki, na czele z "Chłopakiem na zastępstwo" i "P.S. I like you". Myślę że każdy ma swoje ulubione tytuły ulubionych pisarzy, mimo iż w pewien sposób wszystkie mu się spodobały. Po prostu mogą być fajne, ale kilka z nich wpływa na człowieka bardzo bezpośrednio, albo trafia po prostu na właściwy czas. Dlatego mimo iż uwielbiam książki Kasie West, to te dwie wspomniane wcześniej traktuję bardziej osobiście, a "Szczęście w miłości" bardzo zbliżyło się do tej magicznej granicy, jednak żeby stwierdzić to stuprocentowo będę chciała za jakiś czas przeczytać ją znowu, zresztą dość regularnie robię reread'y ulubionych czy dobrze wspominanych książek.

  Bardzo polubiłam główną bohaterkę- Maddie uwielbia się uczyć i nie należy do grona osób popularnych, dopiero po wygranej staje się rozpoznawalna i musi sobie z tym poradzić. Wybiera nie do końca dobre rozwiązania, ale nie umiem ocenić jej w zbyt surowy sposób- pieniądze bardziej dzielą niż łączą, a gdy się pojawiają rodzą wiele konfliktów. Maddie jest nastolatką która otrzymuje od losu ogromną szansę, ale też ogromną odpowiedzialność- uczy się postępować w taki sposób by pomagać, ale nie wyręczać, jednocześnie nie dając się stłamsić i oszołomić, co niejednokrotnie bywa trudne. Polubiłam też jej zażyłość z Sethem, to że byli przyjaciółmi i nie połączyło ich natychmiastowe uczucie, a ich relacja była spokojna i bardzo naturalna.

  Czy polecam "Szczęście w miłości"? Tak, zresztą inne książki autorki również. To doskonały wybór jeśli chodzi o powieść dla młodzieży, która jest mądra i lekka w odbiorze, ma interesujących bohaterów i ciekawe tematy przewodnie (teatr, muzykę, książki czy podcasty). Ja jak zawsze z niecierpliwością czekam na kolejną nowość, a ta już za niedługo!

Inne książki autorki na blogu:
Czytaj dalej

FOTORELACJA Z WAKACYJNEJ WYMIANY KSIĄŻKOWEJ 2018

Ostatniego lipca minął czas na wysłanie paczek z tegorocznej edycji Wakacyjnej Wymiany Książkowej i chociaż raz publikuję fotorelację w bliskim odstępie czasowym, a nie jak ostatnio-w październiku :D Ten rok przyniósł mi jedną sytuację zgrozy, ale na szczęście wszystko się wyjaśniło, a ja poczułam jak fajne osoby mnie otaczają i zgłaszają się do wymianek. Razem ze mną było nas 8, więc przedstawiam Wam tyle samo zdjęć książek i dodatków które wysłałyśmy i otrzymałyśmy :)





Beata dla Gosi





Dzosefinn dla Dominiki K.


Tradycyjnie proszę Was o sprawdzenie czy nie pomyliłam się przy Waszych imionach i zapraszam za rok! <3
Czytaj dalej

Simone Elkeles- "Prawo przyciągania"

 
Oryginalny tytuł: Rules of Attraction
Rok polskiego wydania: 2015
Wydawnictwo: Amber
Seria: Idealna chemia #2
Ocena: 5/10

  Trzy lata temu zachwycałam się "Idealną chemią", świetną powieścią dla młodzieży poruszającą problem odmienności i niezrozumienia przez otoczenie oraz traktującą o miłości, która niespodziewanie dotknęła dwójkę głównych bohaterów. Do tej pory czytałam ją już dwukrotnie plus wracałam niezliczoną ilość razy do ulubionych fragmentów, cytaty na stałe wryły mi się w pamięć i ogólnie uważam ją za jedną z ważniejszych dla mnie książek. Na kontynuację czekałam dość długo, a kiedy wreszcie się ona ukazała- ja zaczęłam zwlekać i znajdować inne tytuły, dlatego dopiero teraz znalazłam w sobie motywację by po nią sięgnąć.

  Carlos przyjeżdża do Stanów, aby rozpocząć naukę w liceum. Nie jest to jego wymarzony scenariusz, ale wie że mógł trafić o wiele gorzej. Jego brat załatwia mu mieszkanie u znajomego profesora Westforda, a na miejscu Carlos poznaje Kiarę, która bardzo szybko staje się dla niego kimś więcej niż zwykłą znajomą.

  "Prawo przyciągania" liczy sobie zaledwie 304 strony, co jeśli chodzi o powieści romantyczne jest dość standardowym rozmiarem. Mam jednak wrażenie że na takiej ilości autorka mogła pokombinować trochę bardziej, bo dostałam przyjemnych bohaterów, przyjemną fabułę i przyjemną opowieść na jedno popołudnie. Tylko tyle i aż tyle. Książka jest fajna i idealna jako umilacz upalnego popołudnia, ale nie dorasta swojej poprzedniczce nawet do pięt. Jest przyzwoita i fajna w swoim gatunku, ale liczyłam na coś o wiele, wiele więcej.

  Carlos jako drugi z braci Fuentes wyróżnia się meksykańskim pochodzeniem i cierpiętniczym podejściem do życia, odnoszę wrażenie że ponad połowa książki to były jedno narzekania "nie zasługuję na nic dobrego". Nie dopuszcza do siebie nikogo, neguje wszystko i jest takim typem bad boya, w którym ja nie widzę już nic dla siebie.

 Kiara (której imię cały czas kojarzy mi się z pewną lwicą z pewnej hitowej animacji) jest pyskata, kocha naprawiać stare samochody,  na ogół unika konfrontacji i woli stać w cieniu. Polubiłam ją, ale dalej nie jest to nic tak wspaniałego jak kreacja Brittainy z tomu numer jeden. Wychodzę na czepialską i podobno niedobrze jest porównywać do siebie dwie części serii, ale cóż poradzić? Miałam cudowne wspomnienia związane z "Idealną chemią" i brałam za pewnik że "Prawo przyciągania" będzie tak samo dobre, a nie było. Jestem bardzo mocno rozczarowana i ciężko mi patrzeć na te dwie opowieści i wierzyć że wyszły spod pióra jednej kobiety.

  "Prawo przyciągania" nie jest zła tylko po prostu zwyczajna. Wszystko tutaj jest poprawne, ale brakowało mi jakichś emocji czy iskrzenia między dwójką zainteresowanych. Pochłania się szybko i to jak widać się nie zmieniło, ale nie odczuwałam takiej frajdy z czytania, na jaką liczyłam. Mój egzemplarz przeznaczam na wymianę- jakby ktoś był zainteresowany zapraszam do kontaktu- może Wam podobała się bardziej, albo po prostu na własnej skórze chcecie się przekonać o czym gadam :)

Inne książki autorki na blogu:

Czytaj dalej

Kasie West- "Słuchaj swojego serca"


Oryginalny tytuł: Listen To Your Heart
Rok polskiego wydania: 2018
Wydawnictwo: Feeria Young
Ocena: 8/10

  Kate Bailey stroni od ludzi i spotkań towarzyskich, o wiele bardziej kocha swoje jezioro i to tam spędza większość wolnego czasu. Nadchodzi jednak wrzesień a wraz z nim nowy rok szkolny, który dla nastolatki oznacza wybranie przedmiotu dodatkowego. Namówiona przez swoją przyjaciółkę Alanę, stawia na zajęcia z podkastów i niespodziewanie dostaje rolę prowadzącej. Oznacza to, że od teraz będzie udzielać rad osobom ze szkoły, pytanie jednak brzmi: kto udzieli pomocy Kate, kiedy razem z przyjaciółką skierują wzrok na tego samego chłopaka?

  Książki Kasie West uwielbiam i nie jest to żadna tajemnica- zawsze poświęcam im maksimum uwagi i minimum czasu, bo te historie pochłania się błyskawicznie i nawet się tego nie zauważa. Jednak jak każda autorka przeżywa ona swoje wzloty i upadki, jedne jej opowieści podobają mi się bardziej, inne mniej. Ostatnio czytałam "Miłość i inne zadania na dziś" i w ogólnym rozrachunku uznałam, że czegoś mi tam zabrakło, dlatego mimo iż czułam podekscytowanie zbliżającą się premierą "Słuchaj swojego serca", to podchodziłam do niej raczej na spokojnie. Dopiero ostatnie godziny oczekiwania na listonosza były trudne do wytrzymania, wtedy siedziałam jak na szpilkach oczekując mojej przesyłki i tak jak przypuszczałam- ledwo rozdarłam karton i już przekręcałam pierwszą stronę.

  Rzadko czytam o czym ma opowiadać najnowsza książka Kasie West- jestem w stanie brać je w ciemno, bo zawsze gwarantują mi dobrą rozrywkę. Byłam jednak ciekawa na co teraz postawi autorka, jaki motyw przewodni zastosuje, bo była już muzyka,teatr,sport,literatura czy sztuka. A dostałam podkasty. Szczerze mówiąc nigdy nie byłam ich wielką fanką, przesłuchałam może kilka i nie stało się to moim ulubionym zajęciem, ale "Słuchaj swego serca" tak pozytywnie mówi o tej aktywności że czuję się zachęcona poszukać czegoś nowego i interesującego, macie może jakieś propozycje? Utworzenie programu z poradami dla licealistów w pewnym sensie zawsze ma wzięcie, nawet jeśli chodzi o rozwiązanie tak prostego problemu jak ten dotyczący dodatków na pizzy. Wiek nastoletni ma swoje przywileje, niektóre rzeczy mogą wydawać się wyolbrzymione, ale każdy wcześniej czy później się z nimi zmaga- pierwsze zauroczenia, zaproszenia na bal, klasówki u nielubianych nauczycieli- nawet jeśli nas już to nie dotyczy, to kiedyś pewnie musiało.

  Polubiłam każdego z bohaterów- są przyjaźni, radośni, optymistyczni i mają swoje humorki, ale cechuje ich swego rodzaju nastoletnia dojrzałość a ich problemy nie są rozdmuchane. Mogłabym się lekko przyczepić do wątku romantycznego, od pewnego momentu ten mnie nie satysfakcjonuje tak bardzo jak kiedyś, w tym przypadku mam wrażenie że przez długi czas nie było nic, a potem wszystko potoczyło się lawinowo i zabrakło mi kilku scen lekkich, nastoletnich i prostych bazujących na uczuciu Kate i Diega.

  "Słuchaj swego serca" jest lekkie, wakacyjne i idealne jako proste czytadło. Jednocześnie nie nudzi i nie sprawia że mamy ochotę uderzyć bohaterów za niekonsekwencję w działaniu. Bardzo ładnie zwraca uwagę na problem wychodzenia ze strefy komfortu z czym cały czas mierzę się ja i z czym mierzy się pewnie mnóstwo nastolatków jak i osób dorosłych. Ta książka okazała się trochę lepsza niż "Miłość i inne zadania na dziś", czytałam ją praktycznie bez przerwy i z czystym sumieniem mogę ją polecić. Nie okazała się być tak dobra jak mój ulubiony "Chłopak na zastępstwo" czy "P.S. I like you" do których wracałam już kilkukrotnie, ale myślę że i tę kiedyś przeczytam ponownie :)

Za możliwość przedpremierowego przeczytania najnowszej książki Kasie West serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria Young!


Czytaj dalej

Podsumowanie miesiąca-lipiec 2018

  Z każdym kolejnym podsumowaniem miesiąca czuję że czas leci niewyobrażalnie szybko, jednocześnie patrząc na to co wydarzyło się w lipcu, nie mogę uwierzyć że czerwiec był tak niedawno. Dzieli mnie od niego masa świetnych rzeczy których doświadczyłam w lipcu i aż nie mogę się nadziwić ile tego zmieściłam na przestrzeni jedynie 31 dni.

  Na początku miesiąca, z sercem na ramieniu wsiadłam do pociągu mając przy sobie teczkę dokumentów potrzebnych mi do rekrutacji na studia. Pojechałam do Krakowa całkiem sama, bez żadnego wsparcia, a na miejscu spotkałam się z Olą. Bloguję od pięciu lat, a jest to pierwsza internetowa znajomość którą przeniosłam do świata realnego i chyba lepiej trafić nie mogłam! Wybrałyśmy się w rajd po księgarniach, gdzie wydałam pieniądze na trzy książki i zatrzymałyśmy się w Dziórawym Kotle. Dokumenty dostarczyłam na uczelnię i spędziłam naprawdę miły dzień (mimo iż potem praktycznie całą dwugodzinną podróż spędziłam na stojąco, bo w pociągu zabrakło dla mnie miejsca :D).
WWK- Moja paczka od Dżosefinn

  Jednak to nie był mój jedyny wypad do Krakowa- gdy dowiedziałam się że zostałam studentką Uniwersytetu Pedagogicznego, pojechałam tam raz jeszcze by dostarczyć resztę wymaganych dokumentów- tym razem miałam towarzystwo od samego rana. Zjadłam pyszne pierogi, pochodziłam po rynku i zaliczyłam...bieg w deszczu. Kiedy uznałyśmy za dobry pomysł by pójść posiedzieć nad Wisłą i byłyśmy już praktycznie u celu- zaczął padać deszcz. Myślałam że siądziemy na ławce i przeczekamy, najwyżej troszkę nas zmoczy- jednak się przeliczyłam. Skończyło się na tym że biegłyśmy w niesamowitą ulewę i szukałyśmy miejsca suchego by się schować. Znalazłyśmy schronienie w pewnej kamienicy bodajże, jednak przemokłyśmy do tego stopnia, że wyciskałyśmy wodę z włosów i kurtek, a potem w drodze powrotnej dygotałyśmy z zimna. Niemniej jednak wspominam to miło, bo lubię takie niespodzianki, przynajmniej mam co wspominać ;)

  W międzyczasie zaliczyłam kolejną wizytę u dentysty, z każdą kolejną mój lęk przed tymi lekarzami jest mniejszy i to chyba jedyny plus sytuacji w jakiej się znalazłam. Jeździłam na rowerze, chociaż dalej nie jest to moja ulubiona aktywność fizyczna. Piekłam szarlotkę i rogaliki drożdżowe, spędziłam mnóstwo czasu na zbieraniu warzyw i owoców z działki, zaliczyłam dużo samochodowych wycieczek po mojej okolicy oraz wybrałam się na imprezę (co nie jest typowym punktem programu ;)). Trochę zwiedzałam, trochę czytałam, trochę oglądałam. Spędziłam ostatnie dni w mojej pracy, teraz pozwalam sobie na dwa miesiące odpoczynku, by od października z energią powitać studenckie progi. Obchodziłam imieniny i po raz pierwszy w życiu wybrałam się do plenerowego kina- to coś naprawdę świetnego!


Książki:



  • Julia Quinn- "Wszystkie nasze pocałunki"
  • Jenny Han- "Do wszystkich chłopców, których kochałam"
  • Remigiusz Mróz- "Testament"
  • Simone Elkeles- "Prawo przyciągania"
  • Jakub Małecki- "Dygot"
  • Kasie West- "Słuchaj swego serca"
Początek miesiąca sponsorowała Julia Quinn- "Wszystkie nasze pocałunki" zaczęłam jeszcze w czerwcu, na lipiec przypadło mi kilka ostatnich rozdziałów i mimo iż tytuł w ogóle nie współgra z treścią, to sama książka okazała się cudowna! Jeśli macie ochotę na jakiś romans historyczny, bez obszernego tła historycznego, a za to z dużą dawką humoru, to śmiało celujcie w tą Panią. Później zabrałam się "Za wszystkich chłopców, których kochałam"- moja opinia tutaj. "Testament" to odpowiedź na "Wotum nieufności", którą po stu stronach porzuciłam, za to Chyłka i Zordon są jak zawsze niezawodni. "Prawo przyciągania" okazało się bardzo przeciętną kontynuacją, więcej na jej temat jeszcze napiszę. "Dygot" podniósł poprzeczkę i tak już wcześniej ustawioną wysoko, nie mogę się doczekać następnego spotkania z Autorem. Na sam koniec lipca przypada "Słuchaj swojego serca", lekka i przyjemna opowieść dla młodzieży.

Czytanie "Testamentu", zdjęcie z mojego instagrama

W ubiegłym miesiącu zaczęłam jeszcze cztery książki, których z różnych powodów nie skończyłam. "Wotum nieufności" przytłoczył mnie nadmiarem politycznych informacji i bohaterami z którymi nijak nie potrafię się polubić, mimo iż przekręciłam około stu stron. Nie mam pojęcia jak mogłam pomyśleć, że książka dotycząca polityki będzie dobra dla osoby, która tej tematyki unika jak ognia ;)
 Na "Miłość za wszelką cenę" po prostu zabrakło mi miesiąca, zresztą tak samo jak na dwie pozostałe. Czyta się fajnie, książka ma taki zagadkowy klimat i lekko mroczną otoczkę- jestem bardzo ciekawa dalszego ciągu! "The revolution of Ivy" to moje kolejne podejście do czytania po angielsku i poza tym że zajmuje mi ona więcej czasu, to moje wrażenia są jak najbardziej pozytywne. I na koniec zostawiłam "Szczęście w miłości"- najnowsza książka autorki wyzwoliła we mnie chęć poznania innej jej historii, a ta jest jedyną jakiej jeszcze nie czytałam. Nie chcę zapeszać, ale ten konkretny tytuł jest silną konkurencją dla moich dwóch faworytek ;)


Filmy:

  • KRÓL ROZRYWKI- Bardzo fajna produkcja, która pokazuje że warto wierzyć w swoje marzenia, ale nie dać się im przytłoczyć gdy już się spełnią. Świetni aktorzy, moją faworytką została Michelle Williams, mimo iż całą resztę obsady też polubiłam. Najlepszym co się przydarzyło temu filmowi są jednak piosenki, skomponowane przez duet który odpowiada za Dear Evan Hansen <3 Bardzo długo męczyłam soundtrack, razem z nim jeździłam, do niego śpiewałam i gotowałam, teraz moja obsesja trochę opadła, ale dalej lubię sobie włączyć losowo wybrany utwór. Polecam!
  • KLUB WINOWAJCÓW- Dość długo się za niego zabierałam, ten film pokazywał mi się zawsze w kategoriach "kultowy", "warto znać", "lata osiemdziesiąte dla młodzieży" i przede wszystkim odegrał ważną rolę w pierwszej części Pitch Perfect, czarując pewną piosenką. Ale uważam że całościowo wypada raczej przeciętnie. Ciężko stworzyć prawie dwie godziny seansu mając do dyspozycji jedynie scenerię klasy i szkolnego korytarza. Dorzucamy do tego pięcioro różnych nastolatków z różnymi problemami i kilka śmiesznych scen i to tyle. Rozumiem tragedie jakie przeżywała młodzież- brak wsparcia, nadmierne oczekiwania, nadgorliwi rodzice, nieudane związki czy pojęcie odrzucenia, ale może przez to że nie jestem grupą docelową to też mnie to już tak bardzo nie porusza. Gdy patrzę na "Klub winowajców" przez pryzmat kilku scen to jest okej, ale całość mnie nie przekonała.
  • DO ZAKOCHANIA JEDEN KROK- Propozycja w kinie plenerowym, historia dwóch sióstr które rozdzieliły lata i które na nowo uczą się ze sobą rozmawiać. Podoba mi się to, jak bardzo motywujący i skłaniający do życia "tu i teraz" jest to film i jak pięknie pokazuje że łatwo czasem zgubić siebie w oczekiwaniach innych osób. Dotyczy on ludzi starszych, a mnie takie filmy wzruszają dwa razy bardziej. Jeśli chodzi o przesłanie to porównałabym go do "Choć goni nas czas", również niesamowitej produkcji.
  • MOST DO TERABITHII- Bardzo długo się za niego zabierałam i gdy już to zrobiłam, odkryłam że pewne filmy oglądać powinnam wcześniej niż później. Zrozumiałam przesłanie, spodobała mi się końcówka (akurat ona mocno podniosła go w moich oczach), ale przez większość seansu po prostu się nudziłam. Poleciłabym go młodszej widowni, ja oglądając go po raz pierwszy w wieku 21 lat nie czuję tej wolności i upojenia płynących z dzieciństwa bohaterów, ale w pewnym sensie je rozumiem.
  • NARZECZONY MIMO WOLI & MAMMA MIA- Powtórki z rozrywki, bardzo lubię te filmy!

Ta piosenka to efekt zaczytania w "Testamencie" <3


Seriale:
Byłam bardzo podekscytowana premierą drugiego sezonu Anne With An E, ale ostatecznie zobaczyłam tylko dwa odcinki- nie miałam czasu by poświęcić tej produkcji więcej serca, ale nadrobię! W międzyczasie wpadł też jakiś odcinek Przyjaciół i to chyba tyle.

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu- w lipcu wpadło 15,4 cm czyli zostało mi jeszcze 57,9 cm
Wyzwanie biblioteczne- jedynie "Dygot" pochodził z biblioteki

Inne:
Podsumowanie czerwca
KWARTALNY STOS KSIĄŻKOWY


<3

Zapowiedzi:

Czekałam na "Słuchaj swojego serca", która ma premierę dzisiaj, no ale już zdążyłam przeczytać :) Nie mogę się doczekać "Do wszystkich chłopców, których kochałam" w wersji filmowej i na chwilę obecną to tyle. Pewnie znajdę coś w trakcie trwania miesiąca, jak zawsze :)

Plany:
W sierpniu chciałabym wreszcie przysiąść nad "Flat-Out Matt", bo stanowczo za długo z nią zwlekam oraz dokończyć "The revolution of Ivy", "Miłość za wszelką cenę" oraz "Szczęście w miłości". Na razie więcej nie planuję, bo to i tak sporo :)


W sierpniu chcę opublikować fotorelację z Wakacyjnej Wymiany Książkowej 2018 i jak zawsze zaległe opinie. Wystawiłam również kilkadziesiąt książek na sprzedaż- jeśli byłby ktoś zainteresowany, poproszę o komentarz czy maila- podeślę listę :)

Uwielbiam odkrywać piosenki przez przypadek, a zwłaszcza gdy są tak cudowne jak ta!

Napiszcie mi jaka JEDNA książka lipca najbardziej przypadła Wam do gustu ;) Może akurat czytaliśmy to samo ;) I dajcie znać czy ktokolwiek przebrnął przez całość tego długiego podsumowania miesiąca :D
Czytaj dalej