Marie Lu- "Malfetto. Drużyna Róży"

Udostępnij ten post


Oryginalny tytuł: The Rose Society
Rok polskiego wydania: 2016
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Seria: Malfetto #2
Ocena: 6/10

  Odczuwam ogromną satysfakcję, że nareszcie udało mi się dokończyć drugi tom serii Mafletto. Czytałam go z przerwami przez dwa miesiące i to naprawdę świetne uczucie gdy przekręcasz ostatnią stronę i możesz powiedzieć "tak, przeczytałam". Nie jest to spowodowane faktem że powieść była zła, ja chyba po prostu wyrosłam już z takich rzeczy i czuję się zmęczona negatywnymi emocjami wypływającymi z tej historii. Ale po kolei. O czym jest ta książka?

  Adelina zrywa więź łączącą ją z Bractwem Sztyletu i wraz z siostrą rusza na poszukiwanie innych Mrocznych Piętn gotowych dołączyć do rewolucji mającej na celu zniszczenie Inkwizycji i objęcie tronu. Adelina, Violetta, Magiano i Sergio tworzą Drużynę Róży, szybko okazuje się jednak że ich dawni przyjaciele mają teraz inne plany i chcą pokrzyżować im szyki. Na domiar złego pewna osoba przywraca z Zaświatów Enzo- księcia Kenettry i pierwszą miłość Adeliny. Czy Mrok zdoła ogarnąć dziewczynę czy może jednak uda jej się wypłynąć spod jego szponów?

  Pierwszą przeczytaną przeze mnie książką Marie Lu był "Rebeliant", a po nim było "Malfetto. Mroczne piętno". Obie te książki bardzo mi się podobały, jednak pierwszą z nich czytałam cztery, a kolejną dwa lata temu. Od tego czasu dorosłam i niektóre powieści nie sprawiają mi takiej frajdy jak kiedyś. Myślę że jest to normalna kolej rzeczy i rozumiem to, a z drugiej strony jest mi smutno że drugi tom serii Malfetto nie ujął mnie tak bardzo jak jego poprzedniczka.

  Zaczęłam lekturę z podekscytowaniem, a jednocześnie obawą czy będę coś pamiętać po dwuletniej przerwie od serii. Zazwyczaj nie miałam problemów z odnalezieniem się w fabule, a jak czegoś nie wiedziałam to zerkałam do poprzedniej części i luki w wiedzy uzupełniałam. Podoba mi się że autorka dalej brnie w mrok ogarniający Adelinę i raczej nie pozwala jej na dobre dla społeczeństwa działania. Wykreowała ona postać której naprawdę ciężko kibicować, bo jej jedynym życiowym celem jest zemsta i dążenie do władzy. Spędzenie z taką lekturą tyle czasu zaowocowało tym, że sama zaczęłam być przygnębiona, dlatego odetchnęłam z ulgą mogąc przekręcić ostatnią stronę i zostawić tę opowieść za sobą.

  Myślałam że powrót Enzo będzie dla mnie powodem do radości i w sumie mogłoby tak być, gdyby nie fakt że autorka wprowadziła nowego bohatera- Magiano. Bardzo polubiłam tego chłopaka i jego relację z Adeliną, miałam wrażenie że on odrywa ją od robienia mało godnych rzeczy i przez to staje się ona lepszą wersją siebie. Violetta dalej była mi obojętna, tak samo zresztą jak Raffaele. Cała ta książka jest fajna fabularnie, ale mimo wszystko brakowało mi takiej ekscytacji z czytania. Śledziłam na bieżąco wydarzenia, ale w żaden sposób one na mnie nie oddziaływały. Myślę że po prostu takie historie nie mieszczą się w moim przedziale wiekowym, a szkoda bo naprawdę przykro mi to pisać przez wzgląd na to jak bardzo podobały mi się inne książki Marie Lu. Czy sięgnę po zamknięcie historii? Raczej nie. Interesuje mnie w zasadzie tylko postać Magiano, a to wydaje się być słabym powodem by sięgać po "Północną gwiazdę".


Inne książki autorki na blogu:

10 komentarzy :

  1. Tak to już bywa, że z niektórych rzeczy się wyrasta. Dobrze wspominam inną trylogię Marie Lu, "Legendę", ale też już raczej bym do tego nie wróciła, mimo że w swoim czasie całkiem przypadła mi do gustu. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pierwszy tom Legendy też bardzo lubię, szkoda że swego czasu nie sięgnęłam po kontynuację, bo teraz pewnie też miałabym zastrzeżenia :(

      Usuń
  2. Miło wspominam pierwszy tom, ale nigdy nie sięgnęłam po kontynuację :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawe jakie wrażenie wywarłaby na mnie... musze spróbować przy okazji...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, jak tylko będziesz mieć okazję to warto przekonać się samemu czy coś jeszcze nam się podoba :)

      Usuń
  4. Mam w planach i mam też nadzieję, że szybko z takich książek nie wyrosnę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam nadzieję że to był jednorazowy wyskok i raczej jeszcze nie wyrastam całkowicie z tego typu książek, chociaż kto tam wie ;)

      Usuń
  5. Ja jakoś obecnie unikam fantastyki i książek o podobnej tematyce. Po prostu czuję, że to obecnie zupełnie nie mój świat ;)

    Pozdrawiam
    Caroline Livre

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och czasem od wszystkiego należy odpocząć, nawet od konkretnego gatunku książek- wiem coś o tym :)

      Usuń