Elżbieta Rodzeń- "Dziewczyna o kruchym sercu"

Udostępnij ten post


Oryginalny tytuł: Dziewczyna o kruchym sercu
Rok polskiego wydania: 2016
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ocena: 7/10

  Błądzę po omacku wśród ogromu poleceń dotyczących polskich autorów i z przyjemnością odkrywam takie fajne historie jak "Dziewczyna o kruchym sercu" Elżbiety Rodzeń. Ostatnio odniosłam wrażenie że najnowsza książka tej Pani zalała internet, więc poczułam się zaintrygowana poznać cokolwiek, a skończyło się na tym że chcę poznać wszystko. Historia Ulki i Janka patrzyła na mnie prosząco z bibliotecznej półki i nawet się długo nad nią nie zastanawiałam tylko od razu ją wzięłam i zaczęłam czytać.

  Janek to uczeń klasy maturalnej i niekwestionowany prymus. Ulka natomiast jest opryskliwa, uparta i ciężko chora. Ma problemy ze zrozumieniem matematyki, dlatego chłopak zgłasza się na ochotnika aby jej pomóc. Im więcej czasu ze sobą spędzają, tym lepiej się rozumieją i zaczynają dostrzegać że im na sobie zależy. Są jednak rzeczy które stoją na przeszkodzie rodzącej się między nimi miłości, rzeczy które bardzo ciężko będzie im pokonać.

  "Dziewczyna o kruchym sercu" była totalnym strzałem w ciemno. Spotkałam się już wcześniej z tym tytułem, ale jakoś nigdy nie wzbudził we mnie radosnego wyczekiwania czy ekscytacji. Nie wiedziałam o czym jest ani jakie tematy porusza i muszę przyznać że chyba wyszło mi to na dobre. Określiłabym ją mianem New Adult osadzonego w polskich realiach, które niczym nie odbiega od książek pisanych przez zagranicznych autorów. Mamy tutaj wszystko: dwójkę młodych ludzi i kiełkujące między nimi uczucie, problemy na tle rodzinnym i osobistym, tragedię która w pewnym momencie wysuwa się na pierwszy plan no i oczywiście sceny erotyczne. A to wszystko jest napisane bardzo przyjemnym językiem, pojawiają się też wulgaryzmy choć na szczęście w akceptowalnej ilości.

  Janek jest odzwierciedleniem chłopaka idealnego. Inteligenty, zabawny, troskliwy, z głową na karku, a jednocześnie przytłoczony obowiązkami i oczekiwaniami jakie ma względem niego ojciec. To troszkę taki niegrzeczny typ chłopca z rozczochranymi włosami, ale jednak ma zdroworozsądkowe podejście do życia i nie gwiazdorzy. To zdecydowanie moja ulubiona postać z tej książki, narracja z jego perspektywy pokazuje że mężczyźni też borykają się z problemami i często sobie nie radzą, a mam wrażenie że literatura NA kreuje obraz potężnego i nieustraszonego macho, który zawsze jest gotów uratować swoją kobietę. Janek jest zwyczajnym chłopakiem z sąsiedztwa z którym można porozmawiać, który zawsze ma w zanadrzu jakiś żarcik, ale jednocześnie jest skupiony i ma swoje priorytety. Takie postacie lubię najbardziej- żywe, ale nie przerysowane na potrzeby historii.
Wydawać by się mogło, że Ula jest tutaj najważniejszym filarem opowieści, ja jednak nie jestem wobec niej bezkrytyczna. Dość długo nie mogłam się do niej przekonać- wiem ile przeszła i ile jeszcze przed nią, znam jej słabe i mocne strony, ale jednak nie umiałam stuprocentowo jej polubić. Była dla mnie raczej nijaka, a z Jankiem tworzyła kontrast na korzyść chłopaka. To w porządku bohaterka, ale nic poza tym.

  Książki opisujące chorobę z reguły są smutne i po ich skończeniu czuję się przytłoczona i zrezygnowana. Tak było i tym razem- to nic radosnego czytać o czymś co kogoś wykańcza, nawet jeśli to prowadzi do szczęśliwego końca. Dobrze raz na jakiś czas zanurzyć się w takiej historii- różni autorzy mają różne spojrzenia na różne choroby, ale jednak po pięciuset stronach mam dość i potrzebuję czegoś lżejszego. I być może przez grubość tej książki i tematy jakich dotyczyła, momentami wiało nudą. No bo ileż można czytać o kolejnej wizycie w szpitalu czy kolejnej scenie seksu, które nic nie wnoszą do fabuły a istnieją tylko po to by zapchać czymś czas między jednym a drugim istotnym wydarzeniem? Czasem potrzebowałam przerwy i mimo iż miałam czas na czytanie to zajęło mi to tydzień. Niby nie jest to duży okres czasu, ale musiałam ją odkładać i odpoczywać od tej fikcji, nie potrafiłam pochłonąć jej na raz. Nie jest to do końca wada- myślę że w ten sposób bardziej przyswoiłam losy Janka i Uli, a przez lekki styl autorki nie zmuszałam się do czytania, książka wręcz mnie przyciągała...tylko momentami było tego po prostu za dużo na raz.

  Dość ważnym elementem książki są mocne nawiązania do religii, wiary i Kościoła. Dla niektórych będzie to zachęta, innych odstraszy a ja osobiście nie wiem co myśleć. Bo z mojego rozumowania wynika że są ludzie, którzy po śmierci pomagają bezpiecznie "przetransportować" nasze dusze w odpowiednie miejsce, które znamy dzięki wizjom przekazanym odpowiednim osobom przez Boga. I jest to bardzo istotny punkt książki, który ja chyba nie do końca objęłam umysłem. Bo na początku to wszystko było owiane tajemnicą. Autorka zastosowała zabieg polegający na nie mówieniu niczego wprost. Chwilami ja naprawdę się zastanawiałam o co tutaj chodzi, na czym to polega i dlaczego tak jest. W dalszym ciągu nie znam odpowiedzi na kilka pytań i w ogóle zastanawia mnie jak Pani Elżbieta wpadła na coś takiego, bo naprawdę nigdy nie spotkałam się z taką ideologią. A w samej książce błądziłam po omacku i czepiałam się najdrobniejszych skrawków informacji, żeby to przyswoić, a wszystko była zasnute mgłą, która nie pozwalała mi dostrzec wielu rzeczy.

  "Dziewczyna o kruchym sercu" to naprawdę dość nietypowe połączenie tematów choroby, wiary oraz młodzieńczych uniesień. Pomimo tych kilku mankamentów które jej wytknęłam, jestem zadowolona z lektury bo mimo wszystko to ciekawa książka z gatunku New Adult i na dodatek z naszego rodzimego podwórka. Z pewnością i przyjemnością poznam inne książki Pani Rodzeń i już nie mogę doczekać się następnego spotkania!

17 komentarzy :

  1. Myślę, że to coś dla mnie, co mogłoby mi się spodobać. Poza tym, poznałabym kolejną polską autorkę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Intuicyjnie czuję, że twórczość Pani Rodzeń by Ci się spodobała!

      Usuń
  2. Lubię New Adult, tematyka też ciekawa.Przeczytam ją,super recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Koniecznie muszę przeczytać, bo to powieść idealna dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Rzadko sięgam po powieści naszych rodzimych pisarzy bo po prostu rzadko opis jakiejś mnie szczególnie zainteresuje. Tutaj mam mieszane uczucia jest ładna pogoda słońce grzeje nie wiem czy mam ochotę czytać o ciężkiej chorobie zwłaszcza że jak mówisz temat ten w książce dominuje. Dodatkowo niepotrzebne sceny seksu - chyba nie dla mnie. Jednak muszę Ci powiedzieć że napisałaś bardzo dobra rzetelna recenzje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałam taki okres w swoim życiu że polscy pisarze nie potrafili mnie zaciekawić, ale z biegiem czasu moje podejście się zmieniło i dużą rolę odegrali też tutaj chociażby blogerzy, którzy niejednokrotnie zachęcali mnie do konkretnych książek ;) Więc może jeśli nie z "Dziewczyną o kruchym sercu" to polubisz się z jakąś inną lekturą z rodzimego podwórka, z całego serca Ci tego życzę :) I dziękuję bardzo za miłe słowa!

      Usuń
    2. polecasz coś konkretnego ? :)

      Usuń
    3. Na pewno Martyna Senator i jej "Zanim zgasną gwiazdy" czy Magdalena Witkiewicz i "Po prostu bądź". Niesamowicie lubię też Chyłkę i Zordona od Remigiusza Mroza, choć ta seria zbiera sprzeczne opinie :D

      Usuń
  5. Troszkę jestem odstraszona tym, że ciężko ci się tę książkę czytało, bo ja nienawidzę właśnie, kiedy nie mogę się wciągnąć i czytam na siłę, ale potrzebuję też przerw w czytaniu przez co czytam długo. Jednak może się do niej przekonam. :)
    potegaksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie do końca tak że czytałam na siłę czy też czytało mi się opornie, po prostu jest to typ literatury którego nie dam rady pochłonąć na raz :)

      Usuń
  6. Choroba, wiara i dojrzewanie? Ugh, bez smoków to ja tego nie przegryzę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mnie rozśmieszył Twój komentarz, że nawet nie wiem jak mam na niego odpowiedzieć :D

      Usuń
  7. Czytałam w maju "Przyszłość ma twoje imię" i też niestety uważam, że czasami wiało nudą. Książka ma z 500 stron a spokojnie można by ją zamknąć w 350 i nic by nie straciła. Mimo to podobała mi się i chętnie sięgnę po inne książki autorki. Po powyższą również, chociaż trochę zniechęciłaś mnie tymi nawiązaniami do religii. Nie ukrywam, że nie za bardzo lubię to w książkach. Jednak za jakiś czas dam jej szansę, bo pióro autorki przypadło mi do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pewnie będzie charakterystyczny punkt autorki- przeciąganie opowieści i wplatanie niepotrzebnych scen, jednak mimo wszystko dobrze się bawiłam przy "Dziewczynie o kruchym sercu" i chcę poznać inne książki Pani Eli :)

      Usuń
  8. Może kiedyś sięgne po nią i ja...

    OdpowiedzUsuń