Kathryn Perez- "Terapia"

Udostępnij ten post


Oryginalny tytuł: Therapy
Rok polskiego wydania: 2017
Wydawnictwo: NieZwykłe
Seria: Therapy #1
Ocena: 8/10


 "Miło tak czasem zwyczajnie posiedzieć obok siebie w ciszy, pośród głośnych wojen, które oboje toczymy w naszych umysłach."

  "Terapia" to taka mieszanka wybuchowa dla mojej głowy. Budzi we mnie naprawdę skrajne uczucia, ale przede wszystkim chodzi w niej o emocje. Mimo, że jest to książka specyficzna, nienadająca się dla każdego, to potrafiła wywołać u mnie uśmiech radości, łzy smutku i uczucie niedowierzania. Wszystkiego po trochu i mimo, że ma swoje wady, to jednak zalety przeważyły. "Terapia" daje nadzieję na lepsze jutro, pozwala spojrzeć na nasze problemy z innej perspektywy i uczy, że nie warto zbyt szybko się poddawać. A co ważne- jest napisana bardzo autentycznie, przez osobę która wie o czym mowa, ponieważ sama tych uczuć doświadczała.

"Ukrywam ból, nawet nie ma pojęcia w jakich ilościach. Problem polega na tym, że nie wiem jak wytłumaczyć swoje cierpienie drugiej osobie. Nawet ja sama nie potrafię tego zrozumieć."

  Pierwsze sto stron było dla mnie ciężkie. Trochę się męczyłam, zmuszałam do czytania i zastanawiałam gdzie jest ta niesamowitość, która porwała tysiące czytelniczek na całym świecie. Jednak gdy już przeczytałam te orientacyjne sto stron, zaczęło być lepiej. Wtedy jeszcze nie najlepiej, ale ciekawiej. Gdy siadałam i biegałam oczami po literach, czułam się naprawdę usatysfakcjonowana, problem pojawiał się wtedy, kiedy bez żadnego protestu mogłam ją odłożyć. Nie czułam tej presji powrotu, tego żeby jak najszybciej wrócić do bohaterów i dowiedzieć się co było dalej. Było fajnie, ale bez szału. Dopiero okolice trzechsetnej strony sprawiły, że zaczęłam tonąć w tej historii. A ostatnie pięćdziesiąt to petarda emocjonalna pod każdym względem.

"Życie nie polega wyłącznie na gromadzeniu fajnych rzeczy. Wiesz, jak czegoś jest za dużo, to też bywa uciążliwe."

  Najśmieszniejsze jest to, że gdy patrzę na tę książkę partiami, i oceniam każdy z jej elementów osobno, to prezentują się one jakoś tak marnie. Jace'a szczerze polubiłam dopiero pod koniec, Kingsley pojawił się za późno jak na mój gust, natomiast Jessica zasługuje na własny akapit, co też zaraz jej sprawię. Tak jak pisałam- książka nie wciągnęła mnie od początku i późno zaczęła wywoływać jakieś emocje, ale mimo wszystko kiedy o niej myślę, to czuję się szczęśliwa. Pomimo tego, że ona cała jest przepełniona bólem, strachem i ogólnie mało pozytywną energią.

"Rozmowa o uczuciach nie jest prostą sprawą, bo one same są niezmiernie skomplikowane. Czasami ich nie znamy, są podstępne. Zbyt dobrze chowają się za zasłoną lęku, niepewności i braku zrozumienia."

  Jessica. Poznajemy ją jako nękaną osiemnastolatkę która cierpi, wiedząc że musi codziennie stawiać się w szkole i wystawiać na widok dziewczyn, które z niej paskudnie drwią. Aby zminimalizować ból używa żyletek. To jest pierwszy punkt jej historii. Potem pojawia się Jace, z którym na początku łączy ją przyjaźń, którą później przekształcają w coś więcej. Samo uczucie nie ma jednak szansy się rozwinąć, przerwane paskudnym splotem okoliczności. Jessica to dziewczyna, co do której mam mieszane uczucia. Z jednej strony po części rozumiem jej problemy oraz poczucie beznadziei i zagubienia. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że w każdym człowieku drzemie nutka takiej melancholii, która dopada go w najmniej oczekiwanych momentach i wtedy nie wie jak ma postąpić. Jessica doświadczyła wielu problemów: była odpychana przez rówieśników praktycznie bez powodu, cięła się żyletkami, miała matkę alkoholiczkę i chyba naprawdę nigdy wcześniej nie doznała uczucia bezinteresownej miłości ze strony drugiego człowieka. Jednak tkwi w tej dziewczynie coś, co nie pozwala mi stuprocentowo jej pokochać, zupełnie tak jakby ona sama mnie od siebie odpychała. Kiedy o niej myślę, widzę zmęczoną kobietę, która doświadczyła wielu okrucieństw ze strony otoczenia, ale też dziewczynę która bardzo chce poczuć się szczęśliwą, chociaż nie potrafi sobie z tym poradzić.

"Czasami wystarczy coś tak prostego jak rozmowa z przyjacielem, żeby przebrnąć przez najgorsze chwile w życiu."

  Muszę przyznać, że jestem pełna szacunku dla autorki, za stworzenie trójkąta miłosnego, który w żadnym jego momencie mnie nie irytował. Chociaż tak naprawdę nie do końca był to trójkąt miłosny, ponieważ drogi bohaterów splatały się akurat wtedy, kiedy inne więzi się rozplatały. Mimo to miałam w zasięgu wzroku dwóch facetów, jednego bardzo polubiłam, drugiego mniej. Żaden z nich nie jest moim crushem, jednak podoba mi się przede wszystkim to, że widać między nimi różnice i to, że takie osoby można byłoby spotkać w codziennym życiu. Kathryn Perez zachwyciła mnie też kilkoma wydarzeniami, których bym się zupełnie nie spodziewała. Nie chcę spoilerować, myślę że osoby, które książkę czytały, będą wiedziały co mam na myśli. Gratuluję odwagi i życzę jej innym autorkom.

"Człowiek nie może być kochany, o ile wcześniej nie pokocha samego siebie."

  "Terapia" byłaby praktycznie bez wad, gdyby dialogi bohaterów zostały trochę zmienione. Jestem bardzo wyczulona na ckliwość i słodycz między dwójką ludzi i chociaż zdaję sobie sprawę z tego, iż wątku romantycznym musi być coś co będzie właśnie romantyczne, to takiego cukierkowego wydania nie kupuję. I nie chodzi mi o to, że pewne relacje były cukierkowe, tylko te dialogi właśnie. Nie jest to kicz w najgorszym możliwym wydaniu, ale brakowało mi...czegoś. A sam Jace został przedstawiony tak krystalicznie, że aż nieprawdopodobnie. Rozmowy między nim, a Jessicą niejednokrotnie sprawiały, że przewracałam oczami, ponieważ czasami były pozbawione sensu, a czasami bardzo patetyczne. To tak jakby rozmawiać o ulubionym smaku lodów, a zaraz zacząć się zastanawiać nad sensem istnienia.

"Czasami trzeba zaakceptować, że niektórych rzeczy nie da się naprawić. I czasem nie warto naprawiać, tylko pogodzić się ze stratą."

  Na okładce znajduje się między innymi rekomendacja Colleen Hoover, która zwraca uwagę na poezję przewijającą się w tej książce. Napisała ona "Pułapkę uczuć", którą czytałam i którą kocham całym sercem i też umieściła tam wiersze. Jednak poezja w wydaniu Kathryn Perez jest nie do końca w moim guście. Były linijki, które mnie usatysfakcjonowały, ale w większości przypadków nie potrafiłam się w nich odnaleźć. Nie są one tak do końca oczywiste i nie zaświeciły w moim sercu iskierki, która odpowiada za utożsamianie się z takimi słowami. Niejednokrotnie zrobiły to jednak cytaty. Na bieżąco zapisywałam te, które ujęły mnie za serce i przez całą moją opinię gdzieś się będą przewijać. Te słowa są niejednokrotnie piękne, wzruszające i bardzo prawdziwe, kilka poruszyło czułą strunę i lądują na liście ulubionych. Pod tym względem "Terapia" wymiata. Kolejnym powodem, dla którego warto dać książce szansę jest muzyka. Nie jest ona nachalna, od czasu do czasu autorka wtrąci jakiś zespół czy nazwę piosenki, jest jednak playlista. Playlista stworzona przez autorkę, z utworami które w jakiś sposób są powiązane z "Terapią". Muszę przyznać, że jestem miło  zaskoczona, ponieważ co najmniej połowę piosenek znam, inne dopiero odkrywam, ale najfajniejsze jest to, że ta muzyka jest tak bardzo w moim guście, jakbym dobrała ją sobie sama. Na samym dole posta znajdziecie do niej link- warto posłuchać albo w trakcie czytania, albo po skończeniu powieści, wtedy piosenki mają zupełnie inny wydźwięk.

"W życiu nigdy nie spotykamy ludzi przez przypadek. Nasze ścieżki krzyżują się z jakiegoś powodu."

  Nie spodziewałam się, że "Terapia" będzie taką dobrą książką. Skłoniły mnie bardzo pozytywne recenzje, jednak ja jestem dość wybredna w stosunku do NA, a tak na początku zaszufladkowałam ten tytuł. Trochę niesłusznie, ponieważ nie jest to do końca zwyczajna opowieść o młodych dorosłych. Porusza naprawdę poważne tematy i to nie w sposób, że jedynie je "gryzie", ale cała składa się właśnie z takich trudnych chwil. Doskonale ukazuje, że każda decyzja jaką podejmujemy, kształtuje nas na przyszłość, a nasza teraźniejszość to właśnie doświadczenia z poprzednich lat. Nie da się od nich uciec, ale warto zaakceptować. To taki trochę dramat, a jednocześnie przestroga, że nigdy nie wiemy co ktoś przeżywa i nie warto oceniać po pozorach. Ta książka to taka ręka wyciągnięta w stronę ludzi cierpiących na depresję i słowa mówiące "wiem co czujesz".

"Życie zaczyna się tuż za naszą strefą komfortu."


Za książkę bardzo serdecznie dziękuję Wydawnictwu NieZwykłe. To piękny start! <3

14 komentarzy :

  1. Trochę już o tej książce słyszałam i mam ją w planach. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest na lisvie zakupowej, mam nadzieje ze w tym miesiacu uda sie zakupic :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby się udało...a jak nie to następnym razem ;)

      Usuń
  3. Hm, chociaż tak fajnie piszesz o tej książce, to tym razem nie mam na nią ochoty :D
    Ale lubię playlisty dołączone do książek, albo ogólnie tytuły piosenek wplecione gdzieś w treść. Lubię wtedy je sobie wyszukiwać i słuchać przy czytaniu, taka fajna atmosfera się robi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przy czytaniu to rzadko, ponieważ bardzo łatwo mnie rozproszyć i na przykład łapię się na tym, że czytam już piąty raz to samo zdanie,a pod nosem nucę :D I moje skupienie idzie do lasu :D

      Usuń
  4. Piękna powieść, chwytająca za serce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie kolejna zadowolona czytelniczka ;)

      Usuń
  5. Będę mieć tą książkę na uwadze...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja uwielbiam tę książkę <3 Zresztą nie bez powodu znalazła się u mnie na liście najlepszych 2017 :) Rzeczywiście Jace był za bardzo wyidealizowany, ale też nijaki. Był bo był. Co do dialogów też się zgodzę. Ponadto często ich rozmowy były sztuczne. Jednak w innej książce to by mi bardzo przeszkadzało, tutaj natomiast absolutnie nie. Porwała mnie całkowicie wycisnęła ze mnie każdą emocje i zostawiła samą. A jeśli kiedyś będziesz miała ochotę na coś całkiem podobnego do "Terapii", to polecam "Dziewczynę w rozsypce" - też trudna, bolesna i "brzydka" (w sensie smutna i okrutna).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Dziewczynę w rozsypce" chętnie sprawdzę, aczkolwiek chyba nie w najbliższym czasie, ponieważ tego typu książki są przytłaczające :)

      Usuń
  7. Nieirytujący trójkąt miłosny? A to możliwe zestawienie słów obok siebie? :D
    Wiesz, nie moje klimaty, ale tym mnie zaintrygowałaś :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, bo to w sumie nie do końca jest trójkąt miłosny i dlatego :D

      Usuń