Martyna Senator- "Z otchłani"



  Oryginalny tytuł: Z otchłani
Rok polskiego wydania: 2018
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Seria: Z popiołów #2
Ocena: 8/10

  Panią Martynę Senator poznałam rok temu, gdy spontanicznie sięgnęłam po "Zanim zgasną gwiazdy". Był wtedy chyba jakiś maraton czytelniczy, a książka nie miała wielu stron więc uznałam że nadaje się idealnie. Nie byłam jednak przygotowana na to, że przeczytam ją w kilka godzin i będę nią tak oczarowana. W momencie kiedy pisałam o tamtej powieści, była ona mało znana tak samo zresztą jak autorka- nad czym ubolewałam. A dzisiaj Pani Martyna jest wydawana pod szyldem jednego z popularniejszych wydawnictw i cieszę się że jej książki nareszcie zostały zauważone i zyskały wierne grono odbiorców.

  "Z otchłani" to drugi tom serii NA, jednak spokojnie możecie czytać je w dowolnej kolejności. Ja tak zrobiłam, bo akurat ten tom dostępny był w bibliotece- książki łączą się tylko okazjonalnymi wtrąceniami poprzednich bohaterów, a każda z nich opowiada własną historię. W tym przypadku poznajemy Kaśkę i Szymona- spotykają się oni na zaimprowizowanej randce z Tindera, ale dziewczyna bardzo szybko odtrąca chłopaka. Jednak pewien artykuł sprawia że musi ponownie nawiązać z nim kontakt...i od tego momentu jakoś to się toczy.

  Książki NA w założeniu mają być przyjemne, ale fajnie jakby poruszały jakiś trudniejszy temat- myślę że nie jest problemem napisać taką powieść, jednak napisać coś co szczerze zaciekawi czytelnika i wyrwie go na kilka godzin z swojej codzienności jest już swego rodzaju wyczynem. Ja tak się czułam podczas lektury "Z otchłani". W weekend uznałam że w sumie to bym to przeczytała i bardzo szybko się wciągnęłam, wręcz ciężko było mnie oderwać. Nie jest to nic odkrywczego, ale jest przedstawione w bardzo przystępny i lekki sposób, tym bardziej że bardzo łatwo polubić bohaterów.

  Kaśka i Szymon są w wieku zbliżonym do mojego, co jest kolejnym powodem żeby bardziej utożsamiać się z nimi i z ich problemami- wszak wiele z nich dotyka także i mnie. Akcja dzieje się w Krakowie i to też zaliczam do pozytywów, ponieważ od dawna uwielbiam to polskie miasto a od października się tam przeprowadzam. Myślę że to bardzo miło czytać o miejscach które się zna, nawet jeśli ta znajomość jest raczej skromna. Pani Martyna ukończyła informatykę i ekonometrię, a bohaterka jej książki też w jakiś sposób jest związana z tymi dziedzinami. Dzięki temu czytając, miałam wrażenie że w jakiś sposób poznaję także autorkę serii i mając do porównania dwie jej książki, stwierdzam że jest to powtarzający się zabieg. Dlatego też podejrzewam że "Z popiołów" oraz najnowsze "Z nicości" odkryją kolejną rzecz, która będzie charakteryzować również Panią Senator.

  "Z otchłani" to bardzo dobra powieść NA z rodzimego podwórka, nie jest przedramatyzowana ani zbyt ckliwa a czyta się ją niesamowicie szybko, mimo iż nie doświadczymy tutaj pędzącej akcji. Z pewnością będę kontynuować przygodę z autorką, a jej książki będę polecać jako idealne na odstresowanie się po ciężkim dniu.

Inne książki autorki na blogu:
Czytaj dalej

Marie Lu- "Malfetto. Drużyna Róży"


Oryginalny tytuł: The Rose Society
Rok polskiego wydania: 2016
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Seria: Malfetto #2
Ocena: 6/10

  Odczuwam ogromną satysfakcję, że nareszcie udało mi się dokończyć drugi tom serii Mafletto. Czytałam go z przerwami przez dwa miesiące i to naprawdę świetne uczucie gdy przekręcasz ostatnią stronę i możesz powiedzieć "tak, przeczytałam". Nie jest to spowodowane faktem że powieść była zła, ja chyba po prostu wyrosłam już z takich rzeczy i czuję się zmęczona negatywnymi emocjami wypływającymi z tej historii. Ale po kolei. O czym jest ta książka?

  Adelina zrywa więź łączącą ją z Bractwem Sztyletu i wraz z siostrą rusza na poszukiwanie innych Mrocznych Piętn gotowych dołączyć do rewolucji mającej na celu zniszczenie Inkwizycji i objęcie tronu. Adelina, Violetta, Magiano i Sergio tworzą Drużynę Róży, szybko okazuje się jednak że ich dawni przyjaciele mają teraz inne plany i chcą pokrzyżować im szyki. Na domiar złego pewna osoba przywraca z Zaświatów Enzo- księcia Kenettry i pierwszą miłość Adeliny. Czy Mrok zdoła ogarnąć dziewczynę czy może jednak uda jej się wypłynąć spod jego szponów?

  Pierwszą przeczytaną przeze mnie książką Marie Lu był "Rebeliant", a po nim było "Malfetto. Mroczne piętno". Obie te książki bardzo mi się podobały, jednak pierwszą z nich czytałam cztery, a kolejną dwa lata temu. Od tego czasu dorosłam i niektóre powieści nie sprawiają mi takiej frajdy jak kiedyś. Myślę że jest to normalna kolej rzeczy i rozumiem to, a z drugiej strony jest mi smutno że drugi tom serii Malfetto nie ujął mnie tak bardzo jak jego poprzedniczka.

  Zaczęłam lekturę z podekscytowaniem, a jednocześnie obawą czy będę coś pamiętać po dwuletniej przerwie od serii. Zazwyczaj nie miałam problemów z odnalezieniem się w fabule, a jak czegoś nie wiedziałam to zerkałam do poprzedniej części i luki w wiedzy uzupełniałam. Podoba mi się że autorka dalej brnie w mrok ogarniający Adelinę i raczej nie pozwala jej na dobre dla społeczeństwa działania. Wykreowała ona postać której naprawdę ciężko kibicować, bo jej jedynym życiowym celem jest zemsta i dążenie do władzy. Spędzenie z taką lekturą tyle czasu zaowocowało tym, że sama zaczęłam być przygnębiona, dlatego odetchnęłam z ulgą mogąc przekręcić ostatnią stronę i zostawić tę opowieść za sobą.

  Myślałam że powrót Enzo będzie dla mnie powodem do radości i w sumie mogłoby tak być, gdyby nie fakt że autorka wprowadziła nowego bohatera- Magiano. Bardzo polubiłam tego chłopaka i jego relację z Adeliną, miałam wrażenie że on odrywa ją od robienia mało godnych rzeczy i przez to staje się ona lepszą wersją siebie. Violetta dalej była mi obojętna, tak samo zresztą jak Raffaele. Cała ta książka jest fajna fabularnie, ale mimo wszystko brakowało mi takiej ekscytacji z czytania. Śledziłam na bieżąco wydarzenia, ale w żaden sposób one na mnie nie oddziaływały. Myślę że po prostu takie historie nie mieszczą się w moim przedziale wiekowym, a szkoda bo naprawdę przykro mi to pisać przez wzgląd na to jak bardzo podobały mi się inne książki Marie Lu. Czy sięgnę po zamknięcie historii? Raczej nie. Interesuje mnie w zasadzie tylko postać Magiano, a to wydaje się być słabym powodem by sięgać po "Północną gwiazdę".


Inne książki autorki na blogu:
Czytaj dalej

KWARTALNY STOS KSIĄŻKOWY \\ KWIECIEŃ-CZERWIEC 2018

Nie sądziłam że to już tyle czasu minęło od ostatniego postu ze stosem moich nowych książek, ale było to w marcu i zgodnie z planem dziś nadszedł czas na pokazanie najnowszych nabytków. Jest coś zagadkowego w tym jak chętnie ogląda się książki u innych ludzi, ale sama lubię to robić i teraz mam zamiar pocieszyć trochę Wasze oczy ;)




  1. "Zabić Sarai"- J.A.Redmerski (najnowsza książka jednej z moich ulubionych autorek, nie mogło jej tutaj zabraknąć! Egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa NieZwykłe)
  2. "Miłość i inne zadania na dziś"- Kasie West (kolejny egzemplarz recenzencki, tym razem od Wydawnictwa Feeria Young i następnej ulubionej autorki)
  3. "Zła krew"- Sally Green (efekt Wymiany Przeczytaj i Podaj Dalej, naczytałam się o niej sporo dobrego)
  4. "Dzika krew"- Sally Green ( jak wyżej)
  5. "Prawdziwa krew"- Sally Green (jak wyżej)
  6. "Flat -Out Matt- Jessica Park (tak bardzo spodobało mi się "To skomplikowane.Julie", że po prostu musiałam zamówić sobie tę historię po angielsku, z punktu widzenia Matta. Powoli ją czytam i jestem zachwycona!)
  7. "Flat-Out Celeste (no bo jak zamówiłam "Flat-Out Matt, to chciałam też książkę o Celeste ;))
  8. "Gdzie indziej"- Gabrielle Zevin (kupiona u Katherine)
  9. "Sprawy do zapomnienia"- Courtney C. Stevens (również zakup u Kasi)
  10. "Dziewczyna i chłopak, wszystko na opak"- Wendelin Van Draueen (film należy do ścisłego grona moich ulubieńców i książki w sumie nie zamierzałam czytać, ale nadarzyła się okazja do wymiany to skorzystałam :))
  11. "Spętani przeznaczeniem"- Veronica Roth (egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Jaguar)
  12. "Szczęście w miłości"- Kasie West (była to jedyna książka autorki, której brakowało w mojej kolekcji i skutkiem wymiany już ją zdobyłam)
  13. "Wszyscy się czegoś bali"- Ewa Lando ( biedronkowy zakup za 5 zł, na który zdecydowałam się tak szybko jak odłożyłam go na półkę, ale brzmi ciekawie a z reportażem nie miałam nigdy do czynienia)
  14. "Zdrajca tronu"- Alwyn Hamilton (instagramowy zakup, bardzo chcę kontynuować tę serię)
  15. "Zabójczyni"- Sarah.J. Maas (jak wyżej, czytałam kiedyś dwie nowelki ale to było zanim poznałam "Szklany tron" i chcę je sobie odświeżyć)
  16. "Dziewczyna z drużyny"- Miranda Kennealy (wróżę lekkie czytadło, ale swego czasu mocno chciałam ją poznać)
  17. "Prawo przyciągania"-Simone Elkeles (uwielbiam inną książkę tej autorki i skutkiem wymiany zaopatrzyłam się w nową)

17 książek to sporo, wiem o tym. Ale dalej dzielnie walczę żeby kupować i dostawać ich mniej, bo moje miejsce na półkach powoli się kończy, o czym świadczy wyprzedaż na moim instagramie ;) Czytaliście coś i polecacie albo odradzacie? Koniecznie napiszcie mi w komentarzach czy Wy też gromadzicie takie stosy i ile książek liczą :)
Czytaj dalej

Podsumowanie miesiąca- czerwiec 2018 + losowanie par wymiankowych

Nie wiem co mogę napisać o tym czerwcu. Mam wrażenie że dużo rzeczy działo się nie w minionym miesiącu, a jeszcze wcześniej; wyjątkowo nie przeleciał mi on przez palce i w sumie bardzo mnie to cieszy. Ten mój miesiąc składał się z pracy w dni robocze i niedzielnego leniuchowania. Z odwiedzin miłych i zakręconych Panów kurierów oraz jedzenia pysznych owoców. Z pieczenia ciast i ciasteczek oraz biegania. Z podróży samochodem i podróży pociągiem. Z czytania na świeżym powietrzu i podczytywania w pracy. Z jedzenia pizzy w restauracji i kolejnych wizyt u dentystów. Udało mi się doświadczyć bliskiego spotkania z policją oraz zaspać do pracy, co nie zdarzyło mi się odkąd tam jestem. Zbierałam owoce i zbierałam kwiaty, a przed chwilą uświadomiłam sobie, że zeszłoroczne podsumowanie czerwca wyglądało bardzo podobnie-składało się z małych i cennych chwil. Lubię to.

Czytałam książki lepsze i gorsze, a w pewnym momencie zaniedbałam zarówno bloga jak i Instagrama. Dużo rzeczy skumulowało mi się naraz i chyba po prostu nie miałam serca wrzucać tutaj byle czego. Rozpoczęłam i zakończyłam zapisy do Wakacyjnej Wymiany Książkowej, a pary rozlosuję pod koniec tego podsumowania więc zostańcie jeszcze trochę ;)

Książki:





















♥ Katie Cotugno- "99 dni lata"
♥ Martyna Senator- "Z otchłani"
♥ Marie Lu- "Malfetto. Drużyna Róży"
♥ Julia Quinn- "Tylko ta noc"
♥ Paullina Simons- "Jeździec miedziany"

Czerwiec zaczęłam kiepsko za sprawą "99 dni lata", która dość mocno mnie rozczarowała, ale zaraz po niej zaczęłam czytać "Jeźdźca miedzianego", którego poznawałam powoli przez cały miesiąc i który podobał mi się, jednak mam kilka zastrzeżeń- przede wszystkim za dużo zbyt ckliwych scen romantycznych, które po prostu mnie przytłoczyły. W dwa popołudnia skończyłam "Z otchłani" i dalej podtrzymuję moje zdanie z zeszłego roku- Pani Martyna pisze świetne powieści! Wreszcie pochłonęłam "Drużynę Róży" z którą męczyłam się jakoś od kwietnia i wszystko byłoby fajnie, gdyby nie przedział wiekowy, który tutaj mocno rzucił mi się w oczy. Na koniec miesiąca przypada Julia Quinn i "Tylko ta noc"- zapomniałam już jak bardzo uwielbiam autorkę i tworzone przez nią opowieści <3

Filmy:
Na początku miesiąca przez przypadek znalazłam The Kissing Booth, a później dowiedziałam się że za niedługo tę samą historię w wersji książkowej wyda pewne polskie wydawnictwo. Ogólnie film nie był zły, ale poleciłabym go raczej młodszej wersji mnie bo pod koniec już zaczął mnie nudzić. Widziałam jeszcze ponownie Grease 2, jeden z moich ulubionych filmów i dalej serdecznie Wam go polecam! Dwa dni temu skusiłam się jeszcze na film Millerowie, dość długo nie byłam do niego przekonana, ale warto! To naprawdę zabawna i nie żenująca komedia na luźny wieczór.


Seriale:
Sytuacja ma się tak: ostatnimi miesiącami wracam do punktu wyjścia i żaden serial nie potrafi utrzymać mnie przy sobie na długo. Myślałam że po prostu nie mam na nie ochoty, ale ona jest. Sęk w tym że bardzo szybko mija ;) Tym sposobem obejrzałam prawie cały pierwszy odcinek Alienisty (zapowiada się obiecująco) i pięć Przyjaciół (dacie wiarę że nigdy nie oglądałam tego sławnego serialu?). Mam nadzieję że sytuacja się odmieni za sprawą drugiego sezonu Anne with an e, który już w piątek!

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu- 13,2 cm książek przeczytałam w czerwcu, więc zostało mi jedynie 73,3 cm
Wyzwanie biblioteczne- "Z otchłani" oraz "Tylko ta noc" pochodziły z biblioteki.


Inne:
Podsumowanie miesiąca
Post specjalny z okazji pięciolecia bloga
Zapisy do Wakacyjnej Wymiany Książkowej

Zapowiedzi:
Nie ma w lipcu żadnej książki na którą czekałabym równie mocno jak na pewien film, który nosi tytuł Mamma Mia: Here We Go Again i którego premiera już tak blisko! Już nie mogę się doczekać, zresztą podobnie jak na drugi sezon Anne with an e <3


Plany:
Już dzisiaj startuje 7ReadUp w którym co roku biorę udział, więc i teraz nie mogłabym odpuścić. Na ten czas przeznaczyłam sobie "Wotum nieufności"oraz "Do wszystkich chłopców, których kochałam". Na resztę miesiąca natomiast mam przygotowany "Dygot" Jakuba Małeckiego, "Flat-Out Matt" którą chciałabym wreszcie dokończyć i może jeszcze ruszę coś z własnych półek.


W lipcu postaram się dodać te kilka zaległych opinii oraz kwartalny stos książkowy, w którym pokażę jak bardzo przegięłam z nabywaniem nowych książek, albo raczej z ich czytaniem. Mam nadzieję że mieliście fajny miesiąc, a lipiec przyniesie nam same dobre chwile!

---------------------------------------------------------------------
Nie przedłużając- oto pary wymiankowe. Maile roześlę najszybciej jak będę mogła. Pamiętajcie że prezenty wysyłamy do 31.07.2018r. - tutaj jeszcze raz przypominam zasady.



Czytaj dalej

WAKACYJNA WYMIANA KSIĄŻKOWA | EDYCJA 2018 | ZAPISY


To już dziś! Dziś startuje najnowsza, tegoroczna edycja Wakacyjnej Wymiany Książkowej, do której serdecznie Was zapraszam :)


1. Zapisy do Wakacyjnej Wymiany Książkowej 2018 trwają od 17.06 do 30.06.2018 roku.

2. Wymiana przeznaczona jest tylko dla osób prowadzących blogi (niekoniecznie książkowe).

3. Przesyłka MUSI być wysłana z potwierdzeniem nadania na własny koszt.

4. Do zabawy zapraszam osoby, które ukończyły 14 rok życia.

5. Po otrzymaniu przesyłki informujemy o tym mnie, albo naszego darczyńcę- niech nikt nie martwi się o prezent!

6. Przesyłki wysyłamy do 31.07.2018 roku, więc mamy na to cały miesiąc! Jednak z doświadczenia wiem, że lepiej jest zrobić to jak najwcześniej- potem można zapomnieć :)

7. Bawimy się tylko na terenie Polski, tzn. że aby wziąć udział w zabawie musisz mieć adres korespondencyjny na terenie Polski.

8. Pamiętajmy o tym, że wymiana ma być przede wszystkim dobrą zabawą, a nie rywalizacją czy postępowaniem typu "chcę dostać, ale nie wyślę" ( takie osoby, będą miały dożywotni zakaz brania udziału w moich wymianach).

9. Bardzo proszę o rzetelne wypełnienie mailowej ankiety. Jeśli się dokładnie nie określicie, to jakie są szanse,że Wasz darczyńca będzie potrafił?

10. Fotografujcie proszę odebrane paczki. Zrobimy potem wspólną fotorelację, niech inni też wiedzą, co dostaliście :) Wysyłajcie je na mojego maila: dominika.justyna@poczta.onet.pl

11. Pary wymiankowe rozlosuję jak najwcześniej po zakończeniu zapisów. To czy będą one w formie wężyka czy nie zależy od ilości zapisanych osób :)

12. Każdą wątpliwość będę rozstrzygać na bieżąco i odpowiednio zmieniać w regulaminie, jeśli coś będzie niejasne.

13. Nie ponoszę odpowiedzialności za czyjąś nieodpowiedzialność. Jestem z Wami uczciwa i liczę na to samo z Waszej strony.

14. W paczce powinny znaleźć się:
   ■KSIĄŻKA- nie musi być nowa, ważne by nie była zniszczona. Ilość również zależy od obdarowującego- jedna musi być obowiązkowo.

   ■UMILACZE- coś na słodko, coś na słono, coś do picia, coś dla ciała- wybór dowolny ;)

   ■LIST- wystarczy sam podpis osoby, która go wysyła. Możecie się też rozpisać obszerniej. Nie narzucam :)

 15. Wakacje to czas zabawy i radości, dlatego robimy dla kogoś taki prezent, aby jak najbardziej go uszczęśliwić. Chciałabym aby wszystkie paczki były ładnie zapakowane, przygotowane z sercem i wysłane z myślą o obdarowywanej osobie. W wypełnianej ankietce każdy podaje 10 tytułów najbardziej upragnionych książek, jednak jest ona tylko pomocą- nie jest obowiązkiem szukać książek z tej listy, może być coś innego, jednak dalej w książkowych gustach danej osoby. Nie wciskajmy na siłę gatunku, którego ktoś nie lubi. Dlatego tak ważne jest opisanie punktu numer 3: Co czytam? (poniżej).

16. Podanie danych kontaktowych tj. imienia, nazwiska i adresu zamieszkania jest dobrowolne, ale konieczne aby wziąć udział w wymianie. Ja wykorzystuję je tylko wtedy, gdy przekazuję je Waszej osobie obdarowującej, a one wykorzystują je tylko do wysłania paczki na wskazany adres. Po tym czasie dane usuwam. POLITYKA PRYWATNOŚCI.

17. Osoby zainteresowane wymianą proszone są o:

        ■zostawienia pod tym postem komentarza, który jednoznacznie wskaże mi wasz udział. Może to być zwykłe "zgłaszam się"

        ■przesłanie na adres dominika.justyna@poczta.onet.pl uzupełnionego formularza, który znajduje się poniżej. W temacie maila wpisujemy:


WAKACYJNA WYMIANA KSIĄŻKOWA- [SWÓJ NICK]

Proszę Was, byście wpisywali w mailu ten sam nick, z którego się zgłosiliście.


FORMULARZ ZGŁOSZENIOWY:
1. Imię i nazwisko
2. Adres korespondencyjny
3. Co czytam? Czyli opisz jakie gatunki książkowe lubisz, a jakie nie. Co cenisz w powieści, a co napawa Cię przerażeniem? Może ulubionych autorów. Wszystko co sprawi, że darczyńca lepiej wstrzeli się w Twój gust i sprawi, że będziesz zadowolony. Piszcie przykłady. Rozpisujcie się. Dokładnie się określcie- nic na tym nie tracicie, a tylko zyskacie.
4. Adres bloga oraz link do jakiegokolwiek konta typu lubimyczytac.pl
5. 10 tytułów książek, o których aktualnie marzycie.
6. Wyrażam zgodę na przesłanie mojego adresu mojej parce wymiankowej ( ta informacja jest tylko dla mnie, tak abym nie miała żadnych wątpliwości)

Na każdego maila zgłoszeniowego odpisuję. Jeśli nie dostaniecie mojej odpowiedzi w ciągu 3 dni, napiszcie jeszcze raz. Istnieje możliwość, że wiadomość do mnie nie dotarła :) Będzie mi bardzo miło jak udostępnicie gdzieś grafikę wymianki, jednak nie jest to wymagane :)

Dla chętnych bądź niezdecydowanych: obejrzyjcie fotorelacje z poprzednich wymian książkowych:

fotorelacja nr 1 | fotorelacja nr 2 | fotorelacja nr 3 | fotorelacja nr 4 | fotorelacja nr 5 | fotorelacja nr 6 | fotorelacja nr 7

Zapisy zostały oficjalnie rozpoczęte!
Czytaj dalej

[BOOK TOUR] Anna Dąbrowska- "Nauczyciel tańca"


Oryginalny tytuł: Nauczyciel tańca
Rok polskiego wydania: 2018
Wydawnictwo: Lira
Ocena: 2/10


  Ostatnio coraz częściej daję szansę polskim autorom i czuję podekscytowanie na myśl o kolejnej historii która mogłaby mnie oczarować, albo z którą chociaż miło spędziłabym czas. "Nauczyciel tańca" miał taki być- romans z tańcem na pierwszym planie, podobno bardzo emocjonalny i porównywalny chociażby do filmu Step Up- co mogło pójść nie tak? Okazuje się że prawdziwe pytanie powinno brzmieć "Co mogło się tutaj udać?", bo dla mnie ta książka okazała się pierwszym prawdziwym rozczarowaniem książkowym 2018 roku i zastanawia mnie skąd zbiera tyle pochlebnych opinii.

  Dominik miał trudne dzieciństwo- rodziny zastępcze, próby samobójcze i domy poprawcze były wyznacznikami jego młodości, do czasu aż odkrył krump. Dowiedział się wtedy że za pomocą tego nietypowego tańca może wyrzucić z siebie negatywne emocje i poczuć się lepiej.
Dzieciństwo Kai było cudowne- miała kochających rodziców i młodszą siostrę, której aktualnie zastępuje matkę. Sara, mimo iż ma dwanaście lat przeżyła traumę która spowodowała jej blokadę i teraz dziewczynka nie potrafi wykrztusić z siebie ani słowa. Chce tańczyć krump, przez co Kaja zapisuje ją na prywatne lekcje do Dominika i wtedy między nią a mężczyzną zaczyna iskrzyć.

  Brzmi super prawda? Trudna miłość, poruszenie ciężkich tematów, wprowadzenie motywu śmierci i straty, a na obrzeżach gdzieś majaczy ten taniec. Ale co z tego, skoro całość wypada tragicznie.

  Największy problem tej książki to bohaterowie, z którymi na początku nawet się lubiłam, ale z każdą kolejną stroną utwierdzałam się w przekonaniu że zarówno Kaja jak i Dominik nie grzeszą inteligencją. On ma problemy z dotykiem, nie lubi gdy ktoś obcy nawet niechcący otrze się o jego ramię, jednak na PIERWSZYM spotkaniu z Kają dochodzi do: złapania jej za rękę, przytulenia jej i uderzenia o którym więcej powiem za chwilę. Wszystko to z jego inicjatywy. A potem wcale nie robi się lepiej- mężczyzna który przez prawie 30 lat nie cierpiał dotyku drugiej osoby, nagle tak po prostu zaczyna kleić się do Kai, co wydawało mi się mocnym uproszczeniem ich relacji. Sam fakt uderzenia polegał na tym, że kobieta bodajże chciała złapać go za ramię, no ale wiecie- ktoś tu jeszcze w tym momencie miał problemy z dotykiem, więc odwrócił się i ją uderzył. Niechcący. Ręką w rękę. Nie w twarz. Nie w brzuch. Chodziło o delikatne uderzenie dłoni o dłoń, a ten fakt został później bardzo przerysowany pod postacią wielkich i ciemnych siniaków oraz ciągłego wyrzucania sobie "no przecież ją uderzyłem". No ludzie.

  Ale to jeszcze nie koniec, nie nie. Kolejną rzeczą która mocno drażniła mnie w ich relacji, były kłótnie. Wierzcie mi- chyba nie ma w tej książce rozdziału, w którym ani razu nie pokłóciliby się główni bohaterowie. I gdyby to jeszcze chodziło o ważne sprawy, ale nie. Zazwyczaj po kilku stronach dialogu z kłótnią ja sama nie pamiętałam o co im poszło, a oni dalej ją ciągnęli. Były one błahe i nieważne i aż żałuję że nie mam przy sobie książki, by coś zacytować.

  Początek jeszcze był okej-czasem przymykałam oko na niektóre kwestie, no bo to jest w sumie literatura obyczajowa i może być schematyczna. Bardzo pomogło mi to, że książka była z Book Touru i byłam którąś z kolei czytelniczką, skutkiem czego mogłam poczytać wcześniejsze komentarze i odpisać na nie, często śmiejąc się z nich bardziej niż z dialogów. Albo na bieżąco zwracać uwagę na głupie czy nielogiczne sytuacje. Ale nawet te komentarze nie pomogły mi kiedy została mi jeszcze jakoś 1/4 książki i wręcz zmuszałam się do czytania. Zabierałam ją ze sobą wszędzie tam, gdzie podejrzewałam że czytanie będzie moim jedynym ratunkiem od nudy, gdzie nie będę miała telefonu czy internetu. A wszystko tylko po to by skończyć powieść Pani Dąbrowskiej, bo szkoda było mi jej porzucać, podczas gdy tyle czasu już jej poświęciłam.

  Styl autorki jest bardzo lekki i książkę pochłonęłabym raz dwa, gdyby nie to że niektóre sytuacje były nielogiczne, a bohaterowie działali mi na nerwy. Jak dla mnie ta powieść jest zbyt słodka, sceny erotyczne ckliwe i żenujące, a dialogi sztuczne i nieśmieszne. Taniec który miał być tak ważny, bardzo często gubił się, gdy na pierwszy plan wychodziły uczucia głównych bohaterów, dopiero pod koniec dostałam bardziej konkretną i obszerniejszą scenę z krumpem w roli głównej. Ja nawet nie czułam że to książka o tańcu. Skupiałam się tylko na tym jak nie wyrzucić bohaterów z tej historii.

  Jedynym plusem który nie ratuje tej książki, ale minimalnie podnosi jej wartość w moich oczach- jest fakt wykorzystania kilku (a dokładnie dwóch głównych) zagrań fabularnych, które mimo iż bardzo szybko przewidziałam, to jednak sam pomysł na nie mi się spodobał.

  Najbardziej boli mnie jednak fakt, że "Nauczyciel tańca" zbiera praktycznie same pozytywne opinie. Wystarczy je poczytać chociażby na lubimy czytać, znajdziecie tam słowa takie jak: zachwycająca, zaskakująca, wspaniała- a ja się pytam w którym miejscu? Dla mnie jest to bardzo słaba opowieść o dwójce ludzi, którzy nie potrafili się ze sobą dogadać i cały czas się kłócili. Owszem- porusza ważne tematy, ale robi to bardzo niestarannie, tak żeby sobie istniały i nic więcej. Dodatkowo praktycznie każdy z bohaterów lubi zdrabniać imiona- dla mnie, osoby która tego nie cierpi było to okrutne.

  Czy polecam powieść Pani Anny Dąbrowskiej? Nie. Ale to nie znaczy że odradzam jej czytania, ponieważ sądzę że każdy ma prawo do wyrażenia własnej opinii. Chciałam dostać coś w stylu moich ulubionych filmów tanecznych, a otrzymałam nudną i przerysowaną historię miłosną, na którą po prostu straciłam czas.

---------------------------------------------
Książkę przeczytałam w ramach Book Touru, który zorganizowała Michalina :)
Czytaj dalej

Książkowe fakty na temat blogerki świętującej pięciolecie istnienia bloga!

Już dzisiaj mija pięć lat odkąd zawitałam w progi Czytelni i w każdym roku mojego pisania gdy publikuję ten specjalny post, dziwię się jak dałam radę wytrzymać tutaj tak długo i kiedy to zleciało. W ramach podziękowań startuje Wakacyjna Wymiana Książkowa, myślę że za kilka dni zacznę zbierać chętnych, a dzisiaj dodatkowo przedstawiam Wam kilka książkowych faktów na mój temat, o których najpewniej nie mieliście pojęcia. Zapraszam!

1.
Podświadomie najczęściej zwracam uwagę na okładki w różnych odcieniach koloru niebieskiego. Od lat ten kolor przoduje na palecie ulubionych i grafika w takiej barwie przyciąga mój wzrok dwa razy szybciej.
2.
7 maja 2018 roku po raz pierwszy oddałam kilkanaście książek dla mojej biblioteki i czuję się z tym wspaniale! Ja oczyściłam moje półki z tytułów do których już nie wrócę, a czytelnicy zyskali kilka nowych powieści. Uwielbiam bezinteresownie pomagać i aż nie mogę się doczekać aż tam wrócę i zobaczę je na półkach!
3.
Pierwszą rzeczą którą robię po przekręceniu ostatniej strony w książce, to zaznaczenie jej na lubimy czytać jako przeczytaną, albo wpisanie tytułu do mojego specjalnego zeszytu.

4.
Bardzo lubię wracać do swoich "starych" tekstów które pisałam na bloga. Najczęściej czytam podsumowania i moje opinie na temat przeczytanych książek, rzadziej TAGi czy inne tego typu rzeczy, ale też się zdarza. Widzę mój postęp, czasem załamuję się nad interpunkcją, ale ogólnie bardzo polecam!
5.
Często mówię że po przeczytaniu książki na pewno obejrzę jej ekranizację, prawda jest jednak taka że zawsze za długo z tym zwlekam. Gdy znam już historię papierową to momentami nie czuję chęci do przeżywania tego raz jeszcze w wersji filmowej.

6.
Najpiękniejszą rzeczą w blogowaniu są chwile, kiedy widzę że ludzie sięgają po coś co polecam i na dodatek są zadowoleni z tego wyboru. Ostatnio Agata widziała "Obdarowanych" i była zachwycona, a Kasia wypożyczyła z biblioteki "Listy do utraconej" do których ją zachęciłam. To bardzo miłe i motywujące czytać takie wiadomości i zawsze możecie do mnie pisać, że poznaliście coś co polecałam <3
7.
Bardzo nie lubię gdy ktoś zdrabnia moje imię i tego samego nie cierpię też w książkach. Irytuje mnie jak ktoś do dorosłego bohatera zwraca się Tommy a nie Tom, czy Mickey zamiast Mike czy Michael. I nie chodzi mi tutaj o okazjonalne wtrącenie, a napisanie całej książki z takimi kwiatkami.

8.
Początkowo Czytelnia miała inną nazwę i była blogiem z opowiadaniem o grupce szkolnych przyjaciół. Bardzo szybko na jaw wyszedł jednak mój słomiany zapał i chęć jak najszybszego dopisania zakończenia zamiast wolnego rozwijania historii, skutkiem czego usunęłam wszystkie rozdziały i przemalowałam nazwę.
9.
Na początku mojej działalności każdą opinię pisałam ręcznie na kartce, a potem przepisywałam na klawiaturze laptopa. Wynikało to po części z faktu że nie miałam swojego sprzętu i szybciej było zrobić wersję papierową niż poczekać na swoją kolejkę korzystania z komputera ;) Czasami chciałabym do tego powrócić, jednak szybciej piszę zdania na klawiaturze i moje myśli nie zdążą mi uciec z głowy, jak to bywa w przypadku pisania na kartce. A do dziś mam nawet kilka zachowanych rękopisów z początków mojej blogowej kariery ;)

10.
Kiedy zaczynałam tutaj pisać, to byłam zakręcona na punkcie romantycznych historii. I choć dalej kocham je z całego serca, to teraz trzeba więcej aby mnie zachwycić. Otwieram się na nowe gatunki, powoli poznaję klasykę, ostatnio zakupiłam nawet pewien reportaż i coraz bardziej ekscytuję się na myśl o twórczości polskich autorów. Gdy ktoś mnie pyta co lubię czytać, ja odpowiadam że wszystko. Wychodzę z założenia, że czasem pewne książki czekają na właściwy czas w naszym życiu. I tak jak dawniej nie wyobrażałam sobie wyjścia ze swojej strefy komfortu dotyczącej młodzieżówek i romansów, tak teraz nie wyobrażam sobie w kółko czytać tych samych gatunków.

Pięć lat tutaj spędzonych otworzyło mi oczy na pewne kwestie, pokazało mi nowe blogi- nawet te nieksiążkowe oraz zmieniło mnie na lepsze. Czytelnia to jedna z najlepszych życiowych decyzji jakie kiedykolwiek podjęłam i nawet jeśli zdarzały się momenty wyczerpania to nigdy nie doszło do ostatecznego zakończenia. Dziękuję wszystkim tym którzy byli ze mną od początku, wszystkim tym co przyszli później i wszystkim tym którzy dopiero tutaj zajrzą. Dziękuję za współprace z Wydawnictwami, za Wasze komentarze i słuchanie moich poleceń, bo to więcej niż kiedykolwiek mogłam sobie wymarzyć. I mam nadzieję że spotkamy się tutaj za rok! A czego sobie życzę na ten czas? Dobrych i jeszcze lepszych książek oraz weny do pisania, bo ta czasem znika i nie chce się pojawić ;)


Czytaj dalej

[PREMIEROWO] Katie Cotugno- "99 dni lata"


Oryginalny tytuł: 99 days
Rok polskiego wydania: 06.06.2018r.
Wydawnictwo: Feeria Young
Ocena: 3/10

  Poznajcie Molly. Molly miała kiedyś chłopaka, nazywał się Patrick. Znali się od zawsze i właściwie od etapu przyjaciół płynnie przeszli do związku co też nikogo nie dziwiło. Byli w sobie mocno zakochani, jednak coraz częściej nie potrafili ze sobą rozmawiać. Po kolejnej kłótni Patrick zrywa z Molly, a chwilę później z rozpaczy dziewczyna ląduje w łóżku z Gabem, starszym bratem Patricka. Po fakcie jest jednak bardzo sobą zniesmaczona i już następnego poranka uważa że powinna wrócić do swojego związku, a jedna noc z Gabem była pomyłką. O tym fakcie wie tylko dwójka zainteresowanych oraz matka Molly, której dziewczyna zwierzyła się nie mogąc sobie poradzić z poczuciem winy. A co robi kochająca rodzicielka? Bez wiedzy i zgody córki pisze i publikuje książkę wywlekającą na światło dzienne tajemnicę Molly, co doprowadza do tego że nastolatka staje się publiczną zdzirą numer jeden (wybaczcie wyrażenie) i jest zmuszona uciec z rodzinnego miasteczka do szkoły z internatem. Po roku nauki wraca jednak na wakacje, przed nią 99 dni lata i konfrontacji z miejscowymi plotkami na swój temat.

  Chciałam znaleźć jakąś fajną, wartościową młodzieżówkę która nie raziłaby mnie po oczach infantylnością czy nieuzasadnionymi decyzjami bohaterów, jednak po lekturze "99 dni lata" czuję się zrozpaczona i chce mi się płakać. Jedyną rzeczą ratującą ten tytuł jest bardzo lekki styl autorki, przez co chociaż w minimalnym stopniu mogłam cieszyć się lekturą, która jednak i tak zajęła mi więcej czasu niż zazwyczaj. A na początku było nawet okej. Historia lekko mnie ciekawiła, interesowało mnie co takiego stało się w przeszłości i dlaczego rozwinęło się w takim kierunku, ponadto było mi trochę szkoda Molly i tego jak traktowano ją w jej rodzinnym miasteczku, chociaż uważałam to za lekko przesadzone zachowania. Ale potem nastąpił zwrot o 180 stopni i książka stała się potworkiem literackim.

  Raz zdarza Ci się pójść do łóżka z bratem swojego eks-chłopaka. Wtajemniczasz w to tylko matkę, a potem wracasz do swojego ukochanego. Rodzicielka jednak publikuje książkę- światowy bestseller, najciekawszą książkę ostatnich lat, która obnaża życie prywatne jej córki i sprawy które miały pozostać w ukryciu. I w taki sposób całe miasteczko (a zwłaszcza Patrick) dowiaduje się prawdy i wszystko się sypie. Już drugi raz przedstawiam tutaj te fakty, kilka razy układałam je sobie w głowie, ale dalej jednak nie potrafię uwierzyć jakie to jest głupie. Jaka ta Molly jest głupia. I wszystko było by mniej więcej w porządku, gdyby ta dziewczyna albo odpuściła, albo zdecydowała się na jedną opcję. Ale nie. Przez całą książkę jesteśmy świadkami jej wahania pod tytułem "Którego z braci Donnelly kocham bardziej?". Teoretycznie jest ona w związku z Gabem, ale potajemnie biega z Patrickiem, potajemnie się z nim całuje, a co więcej-podoba jej się to! Jest jednak też zadowolona z relacji łączącej ją z Gabem i nie widzi hipokryzji w swoim postępowaniu, ani tego że sytuacja się powtarza i nieuchronnie zmierza ku przepaści. Dodam też że jej eks-chłopak ma dziewczynę, z którą Molly się przyjaźni i notorycznie ją oszukuje. I jeszcze reakcje miasteczka- gdy na jaw wychodzi że Molly zdradziła Patricka z jego bratem, nagle CAŁE miasto zaczyna ją nienawidzić. Moje pytanie-dlaczego? Co ona zrobiła temu miastu że czuje się wykluczona? Najbliższe otoczenie jak najbardziej może używać wobec niej niecenzuralnych określeń, ale po co tak bardzo przesadzać i mieszać do tego ogół społeczeństwa? Większość ludzi zapomina o takich rzeczach już po kilku dniach, a niektórych w ogóle nie obchodzi kto z kim sypia, więc jeszcze raz pytam- po co tak wyolbrzymiać mały problem?

  Do żadnego z bohaterów nie zapałałam sympatią, ale antypatią też nie. Mimo iż są głupcami to jednak czuję wobec nich tylko chłodną obojętność. Nie wyróżniają się niczym szczególnym, poza Molly która cały czas zajada lukrecje i ogląda programy dokumentalne na Netflixie. Na plus mogę też zaliczyć zakończenie, które trochę mnie zaskoczyło i w sumie jest najlepszą opcją jaka mogła wydarzyć się tej książce. Katie Cotugno  pisze lekko i to też jest jakiś pozytyw całej tej historii, jednak cała reszta w moim odczuciu jest niewłaściwa. Bo ta historia jest szkodliwa. Jest to książka o nastolatkach i dla nastolatków, a pokazuje że matka działa na niekorzyść córki, zdrada jest w porządku dopóki nie wychodzi na jaw, a przyjaciół można traktować jak rzeczy. Nie znalazłam w niej żadnej wartości, żadnego morału, ani nic co klasyfikowałoby "99 dni lata" jako fajną książkę dla młodzieży. Niestety nie potrafię polecić jej nastolatkom, nawet jeśli wiem że ta część widowni jest na tyle mądra by wiedzieć, że te wcześniej wymienione rzeczy są nie w porządku i nie warto się nimi kierować w życiu. Jest tyle innych ciekawszych historii dla młodzieży, że na "99 dni lata" po prostu nie warto zwracać uwagi, choć pewnie część z Was i tak się na nią skusi za sprawą tej ciekawej okładki, ale jak zawsze-wybór pozostawiam Wam.


Za egzemplarz "99 dni lata" bardzo dziękuję Wydawnictwu Feeria Young!

Czytaj dalej

Elżbieta Rodzeń- "Dziewczyna o kruchym sercu"


Oryginalny tytuł: Dziewczyna o kruchym sercu
Rok polskiego wydania: 2016
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ocena: 7/10

  Błądzę po omacku wśród ogromu poleceń dotyczących polskich autorów i z przyjemnością odkrywam takie fajne historie jak "Dziewczyna o kruchym sercu" Elżbiety Rodzeń. Ostatnio odniosłam wrażenie że najnowsza książka tej Pani zalała internet, więc poczułam się zaintrygowana poznać cokolwiek, a skończyło się na tym że chcę poznać wszystko. Historia Ulki i Janka patrzyła na mnie prosząco z bibliotecznej półki i nawet się długo nad nią nie zastanawiałam tylko od razu ją wzięłam i zaczęłam czytać.

  Janek to uczeń klasy maturalnej i niekwestionowany prymus. Ulka natomiast jest opryskliwa, uparta i ciężko chora. Ma problemy ze zrozumieniem matematyki, dlatego chłopak zgłasza się na ochotnika aby jej pomóc. Im więcej czasu ze sobą spędzają, tym lepiej się rozumieją i zaczynają dostrzegać że im na sobie zależy. Są jednak rzeczy które stoją na przeszkodzie rodzącej się między nimi miłości, rzeczy które bardzo ciężko będzie im pokonać.

  "Dziewczyna o kruchym sercu" była totalnym strzałem w ciemno. Spotkałam się już wcześniej z tym tytułem, ale jakoś nigdy nie wzbudził we mnie radosnego wyczekiwania czy ekscytacji. Nie wiedziałam o czym jest ani jakie tematy porusza i muszę przyznać że chyba wyszło mi to na dobre. Określiłabym ją mianem New Adult osadzonego w polskich realiach, które niczym nie odbiega od książek pisanych przez zagranicznych autorów. Mamy tutaj wszystko: dwójkę młodych ludzi i kiełkujące między nimi uczucie, problemy na tle rodzinnym i osobistym, tragedię która w pewnym momencie wysuwa się na pierwszy plan no i oczywiście sceny erotyczne. A to wszystko jest napisane bardzo przyjemnym językiem, pojawiają się też wulgaryzmy choć na szczęście w akceptowalnej ilości.

  Janek jest odzwierciedleniem chłopaka idealnego. Inteligenty, zabawny, troskliwy, z głową na karku, a jednocześnie przytłoczony obowiązkami i oczekiwaniami jakie ma względem niego ojciec. To troszkę taki niegrzeczny typ chłopca z rozczochranymi włosami, ale jednak ma zdroworozsądkowe podejście do życia i nie gwiazdorzy. To zdecydowanie moja ulubiona postać z tej książki, narracja z jego perspektywy pokazuje że mężczyźni też borykają się z problemami i często sobie nie radzą, a mam wrażenie że literatura NA kreuje obraz potężnego i nieustraszonego macho, który zawsze jest gotów uratować swoją kobietę. Janek jest zwyczajnym chłopakiem z sąsiedztwa z którym można porozmawiać, który zawsze ma w zanadrzu jakiś żarcik, ale jednocześnie jest skupiony i ma swoje priorytety. Takie postacie lubię najbardziej- żywe, ale nie przerysowane na potrzeby historii.
Wydawać by się mogło, że Ula jest tutaj najważniejszym filarem opowieści, ja jednak nie jestem wobec niej bezkrytyczna. Dość długo nie mogłam się do niej przekonać- wiem ile przeszła i ile jeszcze przed nią, znam jej słabe i mocne strony, ale jednak nie umiałam stuprocentowo jej polubić. Była dla mnie raczej nijaka, a z Jankiem tworzyła kontrast na korzyść chłopaka. To w porządku bohaterka, ale nic poza tym.

  Książki opisujące chorobę z reguły są smutne i po ich skończeniu czuję się przytłoczona i zrezygnowana. Tak było i tym razem- to nic radosnego czytać o czymś co kogoś wykańcza, nawet jeśli to prowadzi do szczęśliwego końca. Dobrze raz na jakiś czas zanurzyć się w takiej historii- różni autorzy mają różne spojrzenia na różne choroby, ale jednak po pięciuset stronach mam dość i potrzebuję czegoś lżejszego. I być może przez grubość tej książki i tematy jakich dotyczyła, momentami wiało nudą. No bo ileż można czytać o kolejnej wizycie w szpitalu czy kolejnej scenie seksu, które nic nie wnoszą do fabuły a istnieją tylko po to by zapchać czymś czas między jednym a drugim istotnym wydarzeniem? Czasem potrzebowałam przerwy i mimo iż miałam czas na czytanie to zajęło mi to tydzień. Niby nie jest to duży okres czasu, ale musiałam ją odkładać i odpoczywać od tej fikcji, nie potrafiłam pochłonąć jej na raz. Nie jest to do końca wada- myślę że w ten sposób bardziej przyswoiłam losy Janka i Uli, a przez lekki styl autorki nie zmuszałam się do czytania, książka wręcz mnie przyciągała...tylko momentami było tego po prostu za dużo na raz.

  Dość ważnym elementem książki są mocne nawiązania do religii, wiary i Kościoła. Dla niektórych będzie to zachęta, innych odstraszy a ja osobiście nie wiem co myśleć. Bo z mojego rozumowania wynika że są ludzie, którzy po śmierci pomagają bezpiecznie "przetransportować" nasze dusze w odpowiednie miejsce, które znamy dzięki wizjom przekazanym odpowiednim osobom przez Boga. I jest to bardzo istotny punkt książki, który ja chyba nie do końca objęłam umysłem. Bo na początku to wszystko było owiane tajemnicą. Autorka zastosowała zabieg polegający na nie mówieniu niczego wprost. Chwilami ja naprawdę się zastanawiałam o co tutaj chodzi, na czym to polega i dlaczego tak jest. W dalszym ciągu nie znam odpowiedzi na kilka pytań i w ogóle zastanawia mnie jak Pani Elżbieta wpadła na coś takiego, bo naprawdę nigdy nie spotkałam się z taką ideologią. A w samej książce błądziłam po omacku i czepiałam się najdrobniejszych skrawków informacji, żeby to przyswoić, a wszystko była zasnute mgłą, która nie pozwalała mi dostrzec wielu rzeczy.

  "Dziewczyna o kruchym sercu" to naprawdę dość nietypowe połączenie tematów choroby, wiary oraz młodzieńczych uniesień. Pomimo tych kilku mankamentów które jej wytknęłam, jestem zadowolona z lektury bo mimo wszystko to ciekawa książka z gatunku New Adult i na dodatek z naszego rodzimego podwórka. Z pewnością i przyjemnością poznam inne książki Pani Rodzeń i już nie mogę doczekać się następnego spotkania!
Czytaj dalej

Podsumowanie miesiąca- maj 2018

Ten maj zakończył się równie szybko co się zaczął. Wkroczył w moje życie z majówką, która w moim wykonaniu była przeplatana z pracą, a teraz patrzę na ten kalendarz i jestem szczerze zaskoczona co się tutaj stało.

Duża część miesiąca upłynęła mi na piciu kawy- mam takie dni kiedy piję jej mnóstwo przez kilkanaście dni z rzędu, oraz takie gdzie sam jej zapach mnie odpycha. Jadłam truskawki i lody i grillowałam, czyli robiłam pewnie to co większość ludzi w tym miesiącu. Przeżyłam opalanie z książką w dłoni, bo inaczej chyba umarłabym z nudów leżąc bezczynnie na kocu. Zaprzyjaźniłam się z dentystami, porzuciłam rowerowe wycieczki na rzecz kilku spacerów i niesamowicie żałuję że nie dałam rady codziennie robić zdjęcia czegoś wyjątkowego co w danym dniu się zdarzyło. Dużo czytałam. Chciałam zrobić sobie przerwę i trochę odpocząć, ale w maju książki służyły mi głównie jako zapychacze czasu wolnego, którego miałam dość sporo. Muszę jednak przyznać, że trochę się ograniczałam, bo opowiadane historie nie sprawiały mi aż tak wielkiej frajdy jak powinny. Walczyłam z dodaniem na bloga okienka informującego o plikach cookies, jednak ponoszę porażkę za porażką bo zmiana nie chce się zapisać, ale próbuję dalej!

Co w czerwcu? Jeśli czas i chęci pozwolą to chciałabym wystartować z kolejną edycją Wakacyjnej Wymiany Książkowej. Nie wiem jak Wy, ale ja co roku bardzo ekscytuję się tym wydarzeniem i mocno na niego czekam, bo to miłe przygotowywać komuś prezent i oczekiwać jego reakcji. W czerwcu przypada też pięciolecie mojego bloga, co jest dla mnie efektem WOW- no bo pięć lat to sporo czasu.


Książki:



  • "Dżozef"-Jakub Małecki
  • "Chłopak na zastępstwo"- Kasie West
  • "P.S.I like you"- Kasie West
  • "Dziewczyna o kruchym sercu"-Elżbieta Rodzeń
  • "P.S. Kocham Cię"- Cecelia Ahern
  • "Spętani przeznaczeniem"- Veronica Roth
  • "Nauczyciel tańca"- Anna Dąbrowska

"Dżozef" był niesamowicie udanym strzałem w ciemno, a "Chłopak na zastępstwo" i "P.S.I like you" to efekt weekendowego zaczytania, kiedy miałam na nie właśnie ochotę. "Dziewczyna o kruchym sercu" była piękna i na pewno chcę poznać inne książki Pani Elżbiety. "P.S.Kocham Cię" to ukłon w stronę czytania książek z własnej półki, a "Spętani przeznaczeniem" dostałam do recenzji od Wydawnictwa Jaguar. Ostatnia książka, czyli "Nauczyciel tańca" to pierwszy tegoroczny bubel książkowy, rozczarował mnie on po całości, więcej na ten temat niebawem ;)


Filmy:
Czytając powieść Cecelii Ahern, zapragnęłam poczuć klimat Irlandii i postawiłam na sprawdzone Oświadczyny po irlandzku, który jest jednym z moich ulubionych filmów romantycznych. A oprócz tego widziałam Obdarowanych. To jest tak cudowny i mądry film, że do tej pory mam ciarki gdy o nim myślę, a minął już prawie miesiąc od seansu. To opowieść o genialnej dziewczynce, którą po samobójstwie matki opiekuje się jej wujek. Chce by dziecko dorastało w gronie zwyczajnych dzieciaków, a nie tych wybitnie uzdolnionych z czym nie zgadza się babcia Mary. I od tej pory zaczyna się walka o prawa rodzicielskie, gdzie każda ze stron ma trochę racji. To seans angażujący widza, który ciągle zadaje sobie pytanie jak postąpiłby na miejscu danego bohatera i jak ta opowieść się zakończy. Jestem absolutnie oczarowana i polecam dać mu szansę, chociażby dla Chrisa Evansa i Mckenny Grace, którzy dostali role pierwszoplanowe i zagrali je rewelacyjnie. A wczoraj obejrzałam jeszcze Księżniczkę Łabędzi- bardzo długo zbierałam się do seansu, ale nie żałuję!


Seriale:
Raczej z nudów niż z ogromnego pragnienia oglądania, włączyłam sobie 13 powodów. Na tę chwilę obejrzałam cztery odcinki i nie jestem ani na tak, ani na nie. Mam wrażenie że serial bardziej pokazuje egoizm Hannah, którego nie dostrzegłam w książce ale jednocześnie bardziej mnie angażuje. Powieści nie pamiętam, tutaj jestem oczarowana głównym bohaterem i jest to nawet przyjemna produkcja, choć na razie bez szału.

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu- 17,5 cm za mną, czyli do końca pozostało jedynie 86,5 cm
Wyzwanie biblioteczne 2018- "Dziewczyna o kruchym sercu" pochodzi z biblioteki.

Inne:
Podsumowanie kwietnia

Zapowiedzi:
"99 dni lata" i "Story of bad boys 2" będę czytać, a co więcej? Okaże się w trakcie trwania miesiąca.

Plany:
W czerwcu robię drugie podejście do "Lolity" i czuję się zmotywowana faktem, że jest to lektura w klubie książkowym @czytajta. Oprócz tego mam recenzenckie "99 dni lata" i pewnie drugi tom "Story of bad boys". Tak jak w maju będę też podczytywać "Flat-out Matt" i może dokończę "Malfetto. Drużyna Róży", chociaż na razie nie czuję tej opowieści. Ogólnie to chciałabym przeczytać więcej niż jestem w stanie, a jednocześnie odpocząć od książek, więc widzę niezgodność interesów :D


Czytaj dalej

Veronica Roth- "Spętani przeznaczeniem"



Oryginalny tytuł: The Fates Divide
Rok polskiego wydania: 23.05.2018
Wydawnictwo: Jaguar
Seria: Carve The Mark #2
Ocena: 7/10


  Rok temu całkowicie przez przypadek sięgnęłam po "Naznaczonych śmiercią" i uznałam, że było to całkiem udane czytelnicze spotkanie. A dzisiaj, dzień po premierze drugiej części tej kosmicznej dylogii, zapraszam wszystkich zainteresowanych do poczytania mojej opinii na jej temat. Czy była ciekawsza od swojej poprzedniczki?

 Po zamieszaniu na Voa, Cyra wraz z Akosem lecą na Ogrę- planetę ciemności, aby znaleźć schronienie wśród banitów. Okazuje się jednak że każdego z bohaterów dręczą wyrzuty sumienia oraz niedokończone sprawy, a na dodatek na jaw wychodzi kilka interesujących faktów z życia publicznego i prywatnego, które porządnie wstrząsną planetami i być może doprowadzą do wojny.

  Cyra i Akos to para bohaterów, którą polubiłam w części pierwszej, ale jeszcze bardziej zżyłam się z nimi teraz, poznając "Spętanych przeznaczeniem" i ogromnie żałuję że autorka nie zdecydowała się na większą ilość scen z tym duetem. Obdarzyłam sympatią łagodnego Akosa i porywczą Cyrę, których charaktery w tym tomie trochę się odmieniły. Chłopak nabrał mocy, zaczął wierzyć w powodzenie zemsty i w większym stopniu interesowała do walka, Cyra natomiast stała się bardziej otwarta na innych ludzi, zaczęła ufać że otaczają ją przyjaciele i że jeszcze czeka ją w życiu wiele dobrych rzeczy. Jednocześnie każde z nich zachowało w sobie sporą część cech, które tak spodobały mi się na progu naszej znajomości. Jest w ich rozmowach coś, co sprawia że kilkukrotnie czytałam je ponownie, wracałam i robiłam to znów. Uwielbiam takie sceny i dlatego tak zabolało mnie gdy autorka zdecydowała się je ciut ograniczyć.

  Są dwie rzeczy które wytknęłam "Naznaczonym śmiercią" i które muszę wytknąć również "Spętanym przeznaczeniem". Bardzo rozwleczony i nudny początek oraz słabe wytłumaczenie świata przedstawionego. Z niecierpliwością wyczekiwałam listonosza z przesyłką, bo byłam bardzo ciekawa drugiej części tej mini-serii, ale mój entuzjazm szybko został zgaszony. Kilkanaście pierwszych stron to podróż bohaterów na inną planetę i siedzenie na tej planecie. Autorka opisuje rozgrywające się wydarzenia, ale nie są one zajmujące ani nawet potrzebne dla fabuły. Cała większa akcja dzieje się poza granicami Ogry, a my wiemy to między innymi z wiadomości które tam docierają. Walka nas nie dotyczy, jesteśmy raczej biernymi jej obserwatorami i myślimy nad tym jak temu zapobiec, ale nic konkretnego jednak nie robimy. Coś ciekawszego zaczyna się dziać dopiero w okolicach połowy książki, kiedy Veronica Roth zrzuca na mnie nowość, której się nie spodziewałam. Ten fakt bardzo mi się spodobał i od mniej więcej tego momentu wczułam się w opowiadaną historię i z niecierpliwością przewijałam kolejne kartki.

  Punkt numer dwa: kreacja świata przedstawionego. Akcja książki rozgrywa się w kosmosie, jednak już pierwszy tom niezbyt dobrze mi wytłumaczył rządzące nim reguły i miałam nadzieję że druga część będzie bardziej spójna i klarowna. Niestety nie. Autorka brnie w akcję i sama doskonale wie co powinna napisać, bo ten świat jest w jej głowie. Jednak ja jako czytelnik miałam dziury zarówno w pamięci (wszak minął rok od kiedy poznałam początek) jak i w mojej wiedzy, która nie została odpowiednio wbita do głowy. Im dalej tym lepiej- gdy poznawałam historię jednym ciągiem to całkiem nieźle się orientowałam w planetach i ich specyfice, jednak najczęściej dzieliłam powieść na raty, co wynikało z ograniczonej ilości czasu jaką posiadałam. Nie jest źle, ale mogło być o wiele lepiej.

  Muszę jednak przyznać, że książki od Wydawnictwa Jaguar czytam od dawna i każda nowa powieść podpisywana ich logiem wzbudza we mnie nutkę nostalgii. Jest w nich coś charakterystycznego, co sprawia że czytając przenoszę się znów do czasów gdy byłam nastolatką i to jest fajne! Mimo iż "Spętani przeznaczeniem" mają dwie główne wady, to czytało mi się tę książkę naprawdę dobrze. To był trochę taki powrót do lat których nikt mi już nie wróci, a jednocześnie książka którą jako dorosła osoba czytałam z radością. Kilka zwrotów akcji po części wynagrodziło mi kiepski początek i brak orientacji w terenie, ale i tak uważam że ta dylogia jest ciekawsza od poprzedniej trylogii popełnionej przez Veronicę Roth. Mój początkowy entuzjazm dotyczący "Niezgodnej", zastąpiło teraz zwątpienie i fabuła która zatarła mi się w pamięci. "Naznaczeni śmiercią" i "Spętani przeznaczeniem" bronią się jednak akcją osadzoną w kosmosie i ciekawym połączeniem powieści młodzieżowej z elementami  sci-fi. Nie jest to seria idealna, ale cieszę się że dałam jej szansę, bo mimo kilku mankamentów jest warta uwagi.

Inne książki autorki na blogu:
"Zbuntowana"


Książkę miałam okazję przedpremierowo przeczytać dzięki Wydawnictwu Jaguar, za co bardzo mocno dziękuję!
Czytaj dalej

Rainbow Rowell- "Załącznik"

 
Oryginalny tytuł: Attachments
Rok polskiego wydania: 2016
Wydawnictwo: Harper Collins
Ocena: 7/10

  Moja relacja z Rainbow Rowell jest bardzo dziwna. Poznałam trzy jej książki i choć każdą czytałam z przyjemnością, to jestem pewna że mogłabym je sobie odpuścić i nic bym nie straciła. "Eleonora i Park" to mocno słodka młodzieżówka, natomiast "Fangirl"  to wyznania nastoletniej dziewczyny- stalkerki ulubionych bohaterów. "Załącznik" docelowo miał być chyba przeznaczony do starszej grupy odbiorców, jako iż główni bohaterowie są już dorośli-jednak po ich zachowaniu za nic byście tego nie zgadli!

  Praca Lincolna polega na czytaniu cudzej korespondencji. Ogólnie ma pilnować by w firmowych mailach nie przewijały się zakazane słowa i niedopuszczalne tematy, jednak gdy do jego skrzynki zaczynają napływać rozmowy Beth oraz Jennifer, ten za nic nie potrafi się zmusić by wysłać im upomnienie. Gorzej- z wytęsknieniem wyczekuje nowych wiadomości, bo dziewczyny okazują się zabawne a ich problemy szczerze go interesują. Zwłaszcza Beth staje się mu szczególnie bliska, tylko czy można tak powiedzieć o osobie którą zna się tylko z przechwytywanych wiadomości?

  Akcja powieści dzieje się na przełomie wieków, mamy tutaj schyłek lat 90. i start nowego milenium, co już od początku tworzy niesamowity klimat minionych czasów, starych komputerów, zalążków internetu i telefonów stacjonarnych. Jestem z rocznika 97, więc niedopowiedzeniem roku byłoby stwierdzenie że doskonale pamiętam tamte lata, jednak coś na ten temat wiem i miło było wrócić by poczuć tą specyficzną aurę dawnych lat.

  Niewątpliwym plusem książki jest również prędkość z jaką się ją pochłania. Rainbow Rowell pisze bardzo przyjemnie, a od "Załącznika" wręcz nie mogłam się oderwać! Poskutkowało to widokiem mnie trzymającej książkę w ręku i jednocześnie gotującej makaron i jak patrzę na siebie z boku, to podejrzewam że komicznie musiało to wyglądać.

  Sam Lincoln jest jednak ciężki do polubienia. Objawia się to w ślepym wręcz posłuszeństwie i uległości względem własnej rodzicielki, a biorąc pod uwagę że trzydziestoletni prawie facet mieszka pod jednym dachem z nadopiekuńczą matką i pozwala jej sobie gotować, prać i planować życie towarzyskie- jest po prostu żałosne. Mężczyzna nie przebolał zawodu miłosnego sprzed kilku lat, mam wrażenie że obsesyjnie wręcz o tym rozmyśla i nie pozwala sobie na krok naprzód, co nie jest jeszcze takie złe, bo to musiało być dla niego naprawdę trudne. Ale żeby z dnia na dzień byle jak egzystować, do późna wylegiwać się na kanapie i nic nie robić (poza śledzeniem prywatnej korespondencji) jest z lekka smutne. Samo czytanie maili Beth i Jennifer jest też trochę przerażające, choć rozumiem że na tym polega jego praca, a fakt że ciągnie to w nieskończoność to chwile słabości które zdarzają się przecież każdemu. Lincoln jednak wydawał mi się bardzo niesamodzielną postacią, bardziej egzystującą niż żyjącą, nawet na kartkach książki.

  Beth poznajemy głównie z maili, jest tylko kilka scen w których ona i Lincoln się spotykają i być może przez to właśnie nie potrafiłam się do niej przywiązać, ani zrozumieć kierujących nią motywów. I ogólnie nie jest to nawet nijaka bohaterka-nie miałam okazji poczytać jej dialogów, poza tymi które wymieniała z Jennifer. I kolejna rzecz: romantyczne ciągątkiLincolna do Beth są do zrozumienia. Ale żeby Beth miała słabość do faceta, który jakby nie patrzeć przez kilka miesięcy znał szczegóły z jej życia, którymi ona wcale świadomie się z nim nie dzieliła- zakrawa lekko na śmieszność.

  Ale żeby nie było tak że tylko krytykuję- "Załącznik" naprawdę mi się podobał. Te wszystkie głupie zachowania bohaterów stały się bardzo głupie dopiero gdy przekręciłam ostatnią kartkę. Podczas czytania nie mogłam się oderwać od tej opowieści i poznałam ją w zaledwie dwa popołudnia. Prawdopodobnie  zawaliłam przez to kilka obowiązków, które musiałam nadrobić w następnych dniach, ale nie żałuję czasu spędzonego przy książce. Owszem- jest to taki zapychacz czasu, który nie wniósł do mojego życia nic nowego, ale miło się to czytało.


Inne książki autorki na blogu:

Czytaj dalej

Jakub Małecki- "Dżozef"


Oryginalny tytuł: Dżozef
Rok polskiego wydania: 2011
Wydawnictwo: W.A.B
Ocena: 7/10

  Przeczytałam "Dżozefa" kilka dni temu, było to jeszcze to poprzednie wydanie z niebieską okładką i teraz bardzo ładnie proszę zrobić szum wokół tej powieści i z radością przytulić nową wersję, bo totalnie na to zasługuje! Powieść Jakuba Małeckiego trafiła do mnie przez przypadek i na chwilę i gdyby nie nazwisko autora na okładce to pewnie nawet bym do niej nie zajrzała. Bo "Dżozef" opisem mnie nie zaintrygował, a nawet lekko odpychał od siebie nawiązaniami do Josepha Conrada, za którego twórczością średnio przepadam. Ale miałam ochotę spróbować, bo Pan Jakub podobno świetnie pisze i chciałam wyrobić sobie własną opinię, a skoro los podstawił mi pod los "Dżozefa", a nie "Rdzę" tak jak planowałam, to wykorzystałam szansę i nie żałuję.

  Skutkiem nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, Grzesio Bednar traci pracę, telefon oraz ląduje w szpitalu ze złamanym nosem. Na jednej sali razem z nim leży wiecznie niezadowolony z życia Maruda, biznesmen Kurz oraz miłośnik prozy Conrada- Czwarty. Nagle ostatni z nich zaczyna gorączkować i opowiadać historię swojego życia, w której bardzo ważną rolę odkrywa pewien Kozioł. Jednak nie jest to taka zwykła opowieść- Grzegorz oraz Kurz odkrywają, że im dalej sięga ich ciekawość związana z życiem Stasia, tym bardziej kurczy się miejsce w którym przebywają...a oni nie wiedzą jak to powstrzymać.

  Ta książka to chyba jedna z najbardziej nieprawdopodobnych powieści, jakie było mi dane poznać w całym moim życiu. Momentami jest tak bardzo oderwana od rzeczywistości, tak bardzo pasuje mi do określenia jej magiczną, a jednocześnie zawiera w sobie mądre przesłanie i pokazuje jak skomplikowane potrafią być relacje między ludźmi. Akcja toczy się dwutorowo- na szpitalnych łóżkach i w zamierzchłej przeszłości jednego z pacjentów- Pana Stacha aka Dżozefa. Wyobraźcie sobie jakie to pokręcone, kiedy nie pamiętasz że opowiadasz obcym ludziom zagadkową i nieprawdopodobną historię swojego życia, a na dodatek robisz to pod nazwiskiem ulubionego pisarza i nic z tego potem nie pamiętasz. Dla mnie petarda.

  Sądzę jednak, że "Dżozef" jest przede wszystkim historią o człowieku i o tym jak łatwo może on zabłądzić. Pokazuje trudne relacje międzyludzkie, świat z perspektywy dziecka któremu nikt nie wierzy i świat z perspektywy starca, który nie umiał należycie przeżyć danego mu czasu. Dla mnie jest takim apelem o odwagę, mimo iż czasem jest to najtrudniejsza rzecz pod słońcem. Jest to pokazane na przykładzie Kozła- magicznego wytworu wyobraźni, który tworzy się w głowie dziecka i którego mimo usilnych prób, nie potrafi się ono pozbyć.

  Jestem bardzo szczęśliwa iż mimo moich uprzedzeń w stosunku do przytaczanego Josepha Conrada  (który wcale mnie nawet nie drażnił), odnalazłam w sobie odwagę by poznać tę historię, bo tym sposobem zaczęłam moją przygodę z Panem Małeckim i mam nadzieję że będzie ona długa i równie owocna jak jej początek. Autor pisze o ludziach i dla ludzi, a na dodatek robi to w świetnym stylu. Przy książce się nie nudziłam, a momentami wręcz nie mogłam się doczekać co będzie dalej. Nie jest to jednak książka dla każdego, gdyż jest po prostu specyficzna. Balansuje na granicy realności oraz wyobraźni i jak sam autor przyznaje- nie należy do jednego konkretnego gatunku. Jest dziwna i to właśnie podoba mi się w niej najbardziej- że jest niepodobna do niczego co dotąd poznałam! A wywiad z autorem  przeczytałam już chyba ze trzy razy i ciągle podoba mi się tak samo, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że Pan Jakub jest świetnym pisarzem i świetnym człowiekiem. Nie wahajcie się sięgać po "Dżozefa", ani po jakąkolwiek inną jego książkę- ja jestem przekonana że prędzej czy później przeczytam je wszystkie!
Czytaj dalej

Harry Potter widziany oczami osoby dorosłej

Moje dzieciństwo nie było zbyt książkowe. Czytałam praktycznie same lektury, z małymi przerwami na tytuły wypożyczane z biblioteki, a że szkoła była mała, to i biblioteki dużej nie miała. Sami wiecie jak to jest w małych miejscowościach- ważne są lektury, które omawiane będą na lekcji i to na ich liczbie zawsze skupia się cała uwaga i to zawsze ich może brakować. Harry Potter nigdy moją lekturą nie był i nigdy z tego powodu nie rozpaczałam. Pamiętam za to, że wtedy ludzie dzielili się na dwa obozy: tych który czytali Rowling i tych którzy zachwycali się Narnią. Nigdy nie spotkałam osoby która przeczytałaby obie serie, zawsze zdania były podzielone i zazwyczaj większe poparcie miał Potter. A ja byłam dzieckiem Pana Lewisa, to znaczy dzieckiem pierwszego tomu, bo tyle przeczytałam wtedy i ten stan jest niezmiennie taki sam. Wkurzało mnie to okropnie- wszędzie ten Harry, jakieś domy i tajemnicze zaklęcia- z jednej strony chciałam poznać to wszystko i przechodząc koło bibliotecznych półek z Potterem ( tak, tak- akurat ta seria była cała w komplecie) czasem przejechałam palcem po grzbietach, ale jak już mówiłam: moje dzieciństwo książkowe nie było. W pewnym momencie po prostu odpuściłam, albo może nawet zapomniałam i nigdy nie żałowałam.

Kiedy byłam w gimnazjum, w kinach pojawiły się Insygnia Śmierci i ktoś wpadł na genialny pomysł, żeby tam pojechać i obejrzeć. Nie chciałam odstawać czy mówić, że nie znam poprzednich filmów z serii, więc na seansie totalnie nie ogarniałam co się dzieje. Wiedziałam że Voldemort jest zły, a Zgredek kochany, ale w sumie przygody trójki czarodziejów w ogóle mnie nie ujęły. Przeszłam obok nich obojętnie i przyzwyczaiłam się mówić, że nie znam ani książek, ani filmów z Hogwartem w roli głównej. Zazwyczaj takie wyznania budziły zdziwienie i szok, no bo jak to? Wychowywać się bez Harrego Pottera? Czasem żałowałam, ale nigdy nie miałam w sobie pragnienia, by przeczytać czy choćby obejrzeć serię.

Tego typu pragnienia zaczęły pojawiać się dopiero kilkanaście miesięcy temu. Najbardziej pamiętam ten moment, kiedy nagle zachciało mi się poznać książkową wersję- w antykwariacie upolowałam podniszczone wydanie Pottera... i odłożyłam je na półkę. Tak szybko jak chęć się pojawiła, tak szybko również zniknęła. Potem uznałam, że w sumie mogłabym obejrzeć filmy, jednak zawsze gdy leciały w telewizji ja orientowałam się zbyt późno, choćby w okolicach trzeciej części. Ale wraz z nadejściem 2018 roku pojawiła się informacja o Magicznych Piątkach z Harrym Potterem, co uznałam za znak od losu i jakoś tak te piątkowe wieczory stały się moją małą kilkutygodniową tradycją. Wracałam zmęczona po pracy, brałam kąpiel i z kolacją siadłam przed telewizorem by śledzić przygody młodego czarodzieja. Trochę się bałam że jednak są to filmy dla młodszych widzów, ale uznałam że najwyżej nie stanę się fanką i nic strasznego się nie stanie.

Pierwszym bohaterem, który od pierwszego wejrzenia skradł moje serce był Ron, a zaraz za nim cała familia Weasleyów. Harry'ego i Hermionę również polubiłam, jednak gdybym miała wskazać ulubioną postać, to byłby to Ron. Jego niezdarność, próby dopasowania się  i chęć osiągania wielkich rzeczy były jednocześnie smutne i ujmujące. Fred, George i Luna- to następna w kolejności grupa ulubieńców, a dopiero za nimi stoją Harry i Hermiona. Między nich pcha się jeszcze Malfoy, jednak tym razem raczej z miłości do aktora niż samej postaci Draco.

Jestem pewna, że jednym z najczęściej powtarzanych pytań odnośnie uniwersum stworzonego przez J.K.Rowling, jest to dotyczące przynależności do jednego z domów. Tak więc jeśli internetowe testy nie kłamią, jestem Puchonką i należę do Hufflepuffu. Niesamowicie śmieszy mnie ta nazwa i ilekroć ją słyszę, wyobrażam sobie człowieka z wypchanymi jedzeniem policzkami. Jednakże utożsamiam się z większością cech charakterystycznych dla Puchonów, więc myślę że to właśnie tam skierowałaby mnie Tiara Przydziału.

Największym szokiem, jeśli chodzi o bohaterów był dla mnie Cedrik Diggory. Harry Potter ma tyle lat co ja i zawsze mniej więcej kojarzyłam aktorów, którzy grali w filmie. Dlatego teraz wyobraźcie sobie jakie było moje zdziwienie, gdy po raz pierwszy zobaczyłam Cedrika i uznałam, że wygląda trochę jak Pattinson i że jest bardzo przystojny. No ale gdzie tam! Przecież Pattinson nie grał w Harrym Potterze, to niedorzeczne, nigdy o tym nie słyszałam. Ale był tak bardzo podobny, że dla świętego spokoju przejrzałam listę aktorów... i w tym momencie przeżyłam szok, kiedy moje podejrzenia się potwierdziły. Nie jestem pewna dlaczego mnie to tak zaskoczyło, może przez fakt że Pattinson  kojarzył mi się z rolą Edwarda ze "Zmierzchu" i chyba już zawsze tak będzie.

Nauczyciele. Największą sympatią obdarzyłam Minerwę McGonagall oraz Severusa Snape'a. Dumbledore od początku nie wzbudzał we mnie cieplejszych uczuć, Hagrida również bardzo lubię, chociaż chyba nie w takim stopniu co reszta ludzkości. Cała reszta nauczycieli to dla mnie pojedyncze twarze, które pojawiały się i znikały, więc ciężko mi się wypowiedzieć na ich temat.

Ogólnie bardzo ciężko było mi się nauczyć nowych dla mnie nazw...na praktycznie wszystko, a i tak musiałabym pewnie przeczytać wszystkie książki i jeszcze raz obejrzeć filmy by móc szczerze powiedzieć że rozumiem całość. Do tej pory widząc czyjeś imię i nazwisko nie potrafię go nigdzie dopasować i muszę się posiłkować internetem. Sądzę, że zostałam zasypana zbyt wieloma informacjami na raz i że musi minąć trochę czasu, zanim wszystkie je sobie poukładam w głowie.

Pisząc ten post, nagle zachciałam poznać coś co łączy się z Harrym Potterem ale nim nie jest i dlatego obejrzałam FANTASTYCZNE ZWIERZĘTA I JAK JE ZNALEŹĆ. Osobiście jestem oczarowana tym filmem, oczarowana rolą Eddiego Redmayne'a, oczarowana występującym tam poczuciem humoru i uważam że ten jeden seans podobał mi się o wiele bardziej niż jakikolwiek inny o Harrym Potterze. Może to zasługa tego, że już na starcie otrzymałam dorosłych bohaterów, a nie dzieci i mnie jako osobie dorosłej po prostu łatwiej jest ich zrozumieć.

Reasumując- cieszę się, że poznałam pierwszy tom przygód Harrego Pottera w wersji książkowej.Nie zostałam jakąś wielką jego fanką, ale doceniam tę opowieść i wiem że z pewnością wzbudziłaby u mnie większe zainteresowanie gdybym przeczytała ją będąc dzieckiem. A tak to była fajna, ale bez fajerwerków. Filmy obejrzałam wszystkie i te bardzo mi się spodobały, w niektórych scenach ujęły za serce i spowodowały wzruszenie- z pewnością jeszcze kiedyś do nich wrócę. Także ogólne wrażenia po poznaniu historii Harrego Pottera są pozytywne, choć ta historia nie odmieniła mojego życia ani nie wpłynęła na nie w jakikolwiek sposób. Pierwsze tomy są najlepsze dla dzieci, a kolejne dla nastolatków, które tymi dziećmi były. Ja jako osoba dorosła nie doświadczyłam wielu emocji podczas lektury i nie ekscytuję się na myśl o zaklęciach, przynależności do domów czy lataniu na miotle, jednak ta historia jest naprawdę dobra. Dla mnie jeszcze lepsza jest jednak biografia Newta Scamandera i już zacieram ręce na myśl o poznaniu książki i kolejnego z kolei filmu!
Czytaj dalej

[BOOK TOUR] Marissa Meyer- "Bez serca"



Oryginalny tytuł: Heartless
Rok polskiego wydania: 2017
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Ocena: 8/10

  Szósty kwietnia 2018 roku, piątek. Widzę młodą dziewczynę w pozycji półleżącej, przewijającą kartki książki która leży przed nią. To niebieskooka szatynka ubrana w ciemne dżinsy i szarą koszulkę, a lektura którą na dziś wybrała to "Bez serca". Chociaż może słowa "na dziś" nie do końca oddają prawdziwość sytuacji, ponieważ dziewczyna czyta ją już kilkanaście dni, a właśnie w ten piątek ma nadzieję ją skończyć. Wie jaki finał będzie mieć książka- po części wywnioskowała to z fabuły, która dotyczy młodości Królowej Kier, a po części jest to wina niezręczności, która doprowadziła do przeczytania kilku ostatnich zdań, kiedy czytelniczka była dopiero w połowie lektury. Nic nie przygotowało jej na taki przypływ żalu, smutku i bliżej nieokreślonej emocji odpowiadającej za wewnętrzną pustkę. Ta dziewczyna przewija ostatnią stronę i próbuje ułożyć sobie w głowie co ma do powiedzenia na temat tej powieści Marissy Meyer. Dwadzieścia cztery godziny później dalej tkwi w punkcie wyjścia. Siedzi przed białym ekranem i nie wie od czego zacząć, co powiedzieć by jak najdokładniej opisać tę historię.

  Poznajcie Catherine. Catherine piecze najlepsze ciasta w całym Kier i na dodatek wydaje się być ulubienicą Króla. Jej marzeniem jest jednak otworzyć własną cukiernię i zarażać pozytywnym uśmiechem wszystkich mieszkańców, nie ma ambicji by rządzić królestwem. Na pewnym balu poznaje Figla, w którym bardzo szybko się zakochuje, zresztą z wzajemnością. Na drodze do ich miłości stają jednak rodzice Cath, Król Kier, a także cała masa uprzedzeń i towarzyskich racji. Zarówno Catherine jak i Figiel są zdeterminowani by być ze sobą i wieść szczęśliwe życie, jednak czasami miłość... to po prostu za mało.

"Bez serca" to prequel "Alicji w Krainie Czarów", a właściwie gdybanie na temat przeszłości sławnej Królowej Kier, napisane przez Marissę Meyer. Jest to historia dość tragiczna- od początku wiemy, że książka nie zakończy się happy endem, a przynajmniej nie takim jaki pisany jest większości powieści młodzieżowych. Nie uświadczycie tutaj miłości do grobowej deski, szczęśliwej rodziny i zadowolonej z życia głównej bohaterki. Im bliżej końca się znajdujemy, tym mocniej odczuwamy tragedię, która dotknie główną bohaterkę i zapoczątkuje jej rządy jako bezlitosna Królowa Kier. Co zabawne- nigdy nie czytałam "Alicji w Krainie Czarów", nie oglądałam też żadnych filmów, moja cała wiedza ograniczała się do absolutnego minimum dostępnego w internecie, kilku odcinków Once Upon A Time i szczegółów które znałam, ale nie potrafię powiedzieć skąd. Może dlatego "Bez serca" nie zawojowało mną tak jak mogłoby to zrobić, gdybym miała większą wiedzę dotyczącą Kier i jego królowej.

  Bo książka napisana jest cudownie! Występuje w niej taka magia i lekkość, które sprawiają że "Bez serca" wydaje się być inne od wszystkiego, a jednocześnie dalej tkwi w kategorii powieści młodzieżowej. Nie potrafiłam przewidzieć większości wydarzeń, które doprowadziły do ostatecznego finału i wielokrotnie czytałam coś ponownie, aby sens wypowiedzi mógł do mnie dotrzeć. Im bliżej końca, tym bardziej opóźniałam przekręcanie kolejnych kartek, ponieważ serce mi się krajało, gdy widziałam zdruzgotanie Catherine i jej chęć zadowolenia wszystkich na czele z samą sobą. Ta dziewczyna do końca szukała rozwiązania, które nie naraziłoby jej miłości do Figla, lojalności wobec rodziców, szacunku względem Króla oraz marzenia o własnej cukierni. Okazuje się że nie mogła tego połączyć-wybierając jedną rzecz, traciła kolejną. Ale mimo mojej ogromnej sympatii do jej osoby, nie potrafiłam się do niej przywiązać. Tak samo zresztą miałam jeśli chodzi o Figla czy o innych bardziej ważnych bohaterów książki. Naprawdę ogromnie ich wszystkich lubię i szkoda mi, że te losy potoczyły się tak a nie inaczej, jednak mimo wszystko nie mam wrażenia że utraciłam część samej siebie. Tak się dzieje zawsze gdy zwiążę się z bohaterami, a potem przez kilka dni nie mogę się pozbierać po czymś, co w rzeczywistości jest tylko fikcją. W tym przypadku było mi przykro i odczuwałam wielki smutek, ale jednak bardzo szybko to wszystko minęło. "Bez serca" nie wywołało we mnie książkowego kaca i nie sprawiło że zaliczam tę powieść do grona ulubionych, jednak w dalszym ciągu jest bardzo dobrze napisaną i ciekawą fabularnie powieścią dla młodzieży.

  Marissa Meyer po raz kolejny pokazała na co ją stać, jednak na dwie przeczytane jak dotąd jej powieści, to "Cinder" podobała mi się trochę bardziej. Jest to kwestia tego, że tamci bohaterzy byli mi bliżsi i bardziej przeżywałam ich wzloty i upadki, ale tak naprawdę nie sądzę by Pani Meyer napisała cokolwiek co mnie nie usatysfakcjonuje. Nie zaliczam jej do grona ulubionych autorek, jednak z wielką chęcią będę czytać inne jej książki, bo są po prostu dobrze napisane i ciekawe pod kątem wydarzeń.

-------------------------------------------------
"Bez serca" przeczytałam dzięki Meredith, która zorganizowała z tą książką Book Tour! Jeśli są jacyś chętni- myślę, że śmiało możecie do niej pisać ;)



Inne książki autorki na blogu:
Czytaj dalej

Podsumowanie miesiąca- kwiecień 2018

Niedzielny wieczór. Siedzę w swoim pokoju, który rozświetla jedynie światło lampki na biurku i ekran laptopa. Próbuję sklecić sensownie brzmiące zdanie, a potem kolejne i kolejne, bo pisanie kwietniowego podsumowania wyjątkowo mi nie idzie. Zakładam słuchawki, puszczam nowo odkrytą nastrojową playlistę na Spotify gdzie akurat leci James Bay. To również odbiega od normy, bo zazwyczaj potrzebuję ciszy do pisania czegokolwiek, ale jak widać dzisiaj łamię wszystkie własne przyzwyczajenia.

Kwiecień wyjątkowo kojarzy mi się z jazdą na rowerze i śledzeniu swoich wyników na Endomondo. Nigdy nie sądziłam, że z własnej woli będę prawie codziennie pokonywać choćby kilka kilometrów, ale raz potrzebowałam zgubić gdzieś moją złość i padła propozycja roweru właśnie. Od tego czasu w miarę systematycznie jeżdżę i odkrywam przepiękne zakątki mojego miejsca zamieszkania, o których nawet nie miałam pojęcia. Dlatego kwiecień to taki zachwyt nad przyrodą, kwitnącym bzem i jego zapachem oraz lody jedzone na postojach.

W minionym miesiącu odkryłam trochę nowej muzyki, nawet takiej której zazwyczaj nie słucham, ale koniec końców zawsze wracam do moich ulubionych gatunków. Jadłam pyszne ciasta, grillowałam, spacerowałam i starałam się najlepiej jak umiałam przeżyć ten kwiecień, a nie tylko go odhaczyć. Nie chciałam znów pisać "kiedy to minęło?", starałam się szukać sobie zajęcia i myślę że poszło mi nad wyraz dobrze.

W międzyczasie oczywiście czytałam (i to całkiem sporo, ale o tym poniżej), oglądałam filmy i seriale, a właściwie jeden. Jestem z siebie niesamowicie zadowolona, bo złapałam jakiegoś czytelniczego powera, który sprawiał że najchętniej pochłaniałabym coś cały czas. Aktualnie czuję trochę przesyt i wrzuciłam na luz, chociaż nie wiem na jak długo ;)

Książki:


♥ "Bez serca"- Marissa Meyer
♥ "Weronika postanawia umrzeć"- Paulo Coelho
♥ "Dla Ciebie księżyc"- M.P.Rawinis
♥ "Zabić Sarai"- J.A.Redmerski
♥ "Miłość i inne zadania na dziś"- Kasie West
♥ "Story of bad boys"- Mathilde Aloha
♥ "To skomplikowane. Julie"- Jessica Park

Jak widać przeczytałam aż 7 książek, choć jedna z nich jest właściwie tak cieniutka, że nazwałabym ją opowiadaniem. Paulo Coelho trochę mnie zaskoczył i oczarował, a trochę zasmucił takim pisaniem o rzeczach oczywistych i nie potrafię jednoznacznie jej ocenić. "Dla Ciebie księżyc" kupiłam z sentymentu do innej książki z tej serii, która swego czasu bardzo mi się podobała, ale choć czyta się to bardzo dobrze, to jest to tak infantylne że momentami bolało. Trzy następne książki to egzemplarze recenzenckie, wyjątkowo w takiej dość sporej jak na mnie ilości, każdą z nich opisałam już na blogu. Natomiast Jessica Park i jej historia to moje odkrycie tego miesiąca! Tak bardzo jestem zaskoczona, że zamówiłam sobie dwa następne tomy w oryginale.

Filmy:

  1. Alvin i Wiewiórki: Wielka wyprawa- do poprzednich części mam ogromny sentyment i trochę się bałam jak odbiorę tą najnowszą oglądając ją jako dorosła osoba. Nie odczuwałam już takiej ekscytacji jak kiedyś ale dalej bardzo mi się podobało, choć zabrakło większej ilości damskich wiewiórek ;)
  2. Bestia- chciałam obejrzeć ten film odkąd przeczytałam jego pierwowzór i podobało mi się, chociaż momentami było nudnawo. Nie jest to nic szałowego, ale ma mądre przesłanie i ogląda się całkiem okej.
  3. Ukryte piękno- zdecydowanie najpiękniejszy film kwietnia. Podoba mi się przesłanie, sposób ukazania radzenia sobie z problemami oraz przede wszystkim ścieżka dźwiękowa! Pomijając już moje ulubione One Republic, to doświadczyłam jeszcze Kaleo czy poznałam piękną piosenkę "Looking too closely", którą ostatnio męczę.
  4. Zwierzogród, Shrek Trzeci, Alvin i Wiewiórki 3- ponowne obejrzane gdy leciały w telewizji ;)


Seriale:
Tak bardzo poszalałam w minionym miesiącu z serialami, że obejrzałam aż 3...odcinki. Co prawda pochodziły one z Supernatural, który jest świetny, ale tak jakoś nie miałam ochoty na nic więcej.

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu- 14,5 cm za mną, więc zostało jeszcze 104 cm.
Wyzwanie biblioteczne- z biblioteki przeczytałam jedynie "Weronika postanawia umrzeć".

Inne:
Podsumowanie marca
WWK Przeczytaj i podaj dalej
Zapowiedź najnowszej książki Kasie West

Zapowiedzi:
W maju wychodzi najnowsza Kasie West, którą jednak mam już za sobą i serdecznie polecam! Co więcej?  Pewnie "Spętani przeznaczeniem", która na dniach ma do mnie przylecieć. W kwietniu okazało się, że znalazłam jeszcze kilka interesujących pozycji, ale dopiero w trakcie trwania miesiąca, dlatego jestem ciekawa czym zainteresują mnie blogerzy w maju ;)


Plany:
W kwietniu przeczytałam dość sporo i szczerze powiedziawszy chcę trochę odpocząć. Aktualnie czytam "Dżozef" Jakuba Małeckiego oraz "P.S. Kocham Cię" Cecelii Ahern. Na dokończenie czeka drugi tom Malfetto ale szczerze powiedziawszy trochę mnie on nudzi. Do recenzji ma dotrzeć przedpremierowy egzemplarz "Spętanych przeznaczeniem", a do biblioteki powinnam oddać za niedługo "Anioły i demony", więc i one wskakują na listę.



Czytaj dalej

[PRZEDPREMIEROWO] Kasie West- "Miłość i inne zadania na dziś"


Oryginalny tytuł: Love, Life and The List
Rok polskiego wydania: PREMIERA 9 MAJA 2018!
Wydawnictwo: Feeria Young
Ocena: 8/10


  Kasie West jest jedną z moich najulubieńszych autorek powieści dla młodzieży i naprawdę długo czekałam na jej pierwsze pojawienie się w Polsce, a kiedy ono nastąpiło za sprawą "Chłopaka na zastępstwo"- byłam więcej niż oczarowana. Dlatego tak trudno jest mi uwierzyć, że od tamtego momentu minęły już dwa lata, a ja właśnie trzymam w rękach kolejną, siódmą już historię spod pióra tej Pani i szykuję się by co nieco Wam o niej opowiedzieć. Robię to już drugi raz, bo moją poprzednią pracę z której byłam niesamowicie zadowolona- jakimś cudem usunęłam i nie mogę przywrócić. Tak czy inaczej- zapraszam!

  Abby Turner ma siedemnaście lat i ogromny talent malarski. Tak mówiła jej mama, tata, dziadek i wszyscy inni, dumni z niej członkowie rodziny. Dlatego  dziewczyna czuje się bardzo zawiedziona, gdy jej prace zostają mocno skrytykowane przez dyrektora miejscowego muzeum, osobę która zna się na tej dziedzinie sztuki jak mało kto. Chcąc polepszyć swój warsztat i dostać się na organizowaną wystawę, dziewczyna tworzy listę serca- zbiór jedenastu zadań, mających na celu pomoc w odnalezieniu jej głębi. Jednak czas mija, a Abby powoli uświadamia sobie, że może trzeba czegoś więcej niż na szybko odhaczonych punktów aby na nowo odnaleźć radość z malowania oraz sprawić, że jej prace będą stuprocentowo jej.

  Każda z książek Kasie West zawiera w sobie element rozpoznawczy- mieliśmy już teatr, literaturę czy muzykę, tym razem dotykamy tematu malarstwa. Podoba mi się takie nadanie książce myśli przewodniej, staje się ona bardziej rozpoznawalna w dorobku autorki, nie sposób ich ze sobą pomylić. Do tej pory potrafię do każdej przeczytanej książki autorki dopasować tą pasję, która wyróżnia bohaterów. Abby od zawsze uważała że jej obrazy są niezłe, a tak naprawdę dopiero gdy ktoś otworzył jej oczy, zaczęła zauważać ich mankamenty. Widzi że są one proste i brakuje im emocji twórcy, nie czuje się do nich w żaden sposób przywiązana i do tego właśnie ma jej posłużyć lista serca. Wykonanie zadań ma przybliżyć jej słabe i mocne strony, pokazać nowe miejsca, nowe smaki czy nowych ludzi. Osobiście jestem fanką takich rzeczy, lubię mieć wszystko spisane- daje mi to poczucie organizacji i świadomość skuteczniejszego dążenia do celu. Pomysł z taką listą pojawił się również w "Odkąd Cię nie ma", chociaż miała tam trochę inne korzenie i dążyła do innych rezultatów, to jednak jest to tytuł równie godny zapamiętania.

  Jeśli jesteśmy już przy Abby, to muszę przyznać że ta bohaterka jest naprawdę miłą i sarkastyczną osóbką. Humor wylewający się z kartek, słowne przekomarzania między nastolatką a jej dziadkiem, czy nastolatką a przyjaciółmi niejednokrotnie wywoływały uśmiech na mojej twarzy. Abby momentami wzbudzała we mnie wątpliwości- jej motywacje do wypełniania listy były czasem bardzo płytkie i wtedy wychodziła z niej ta nastolatka którą rozumiałam, a jednak tak sporo czasu minęło odkąd ja byłam w tym wieku, że nie do końca mi się to podobało. Bo to smutne myśleć, że można się zmienić wypełniając kilka zadań, które chcesz po prostu jak najszybciej odhaczyć na zielono. Myślę że ten efekt można osiągnąć gdy naprawdę się do czegoś przyłożymy, co w końcu zauważa też nasza bohaterka. Cooper jako nasz obiekt westchnień numer jeden wypadł jednak słabo, o wiele gorzej niż reszta familii Pani West. Przez znaczną część książki wymienia z Abby sarkastyczne uwagi i jest po prostu przyjacielem, nic nie wskazuje na romantyczne zaangażowanie z jego strony, aż dopiero na końcu dociera do niego co ma i co może stracić. Nie pasował mi do tego pomysłu- o wiele bardziej kupiłabym skrycie podkochującego się w najlepszej przyjaciółce faceta, ale w sumie moje wizje romantyczności są często naprawdę nieprawdopodobne i wyidealizowane. Przyzwyczaiłam się jednak do naprawdę fajnych męskich roli w twórczości Kasie West i na ich tle Cooper wypada po prostu blado, bardzo papierowo. Samo zakończenie wynagrodziło mi jednak co nieco i na tym polu nie składam reklamacji.

  Książki Kasie West polecają się do czytania na plaży, w ogrodzie, pod kocem i w lesie. Można je poznawać wszędzie przez to, że są bardzo lekko i przyjemnie napisane i nie trzeba za bardzo skupiać się na tekście by i tak wiedzieć o co chodzi. Są to opowieści o młodzieży dla młodzieży i starszych osób gustujących w gatunku. Bywają naiwne i przewidywalne, ale autorka zawsze przemyca do nich trudniejszy temat jak na przykład: odrzucenie, presja społeczna czy trudności z komunikacją. Te rzeczy trafiają do młodzieży, obrazują z jakimi problemami sobie radzą i pokazują że nie są jedyni. "Miłość i inne zadania na dziś" nie przebiła wspaniałością mojego ukochanego "Chłopaka na zastępstwo" czy "P.S.I like you", które mocno wryły mi się w serce, ale dalej jest książką którą podrzuciłabym trzynastoletniej sąsiadce czy siedemnastoletniej kuzynce.


Za możliwość przedpremierowego przeczytania najnowszej książki autorki, serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria Young!


Inne książki autorki na blogu:
Czytaj dalej