Podsumowanie miesiąca-listopad 2018

W poprzednim podsumowaniu miesiąca pisałam że moja obecność tutaj znacznie się ograniczy i początkiem listopada uznałam że póki co pojawiać się będą na pewno podsumowania miesiąca, a jak znajdę czas i ochotę by napisać coś więcej, to to po prostu się pojawi. Jestem zmęczona ilością identycznych informacji, opinii na temat tych samych książek, w moim profilu na bloggerze szczerze interesuje mnie mniej więcej co siódmy post,co jest dość smutnym zjawiskiem i chyba będę musiała zrobić jakieś generalne porządki i usunąć się z grona obserwujących u osób, gdzie nie widzę nic dla siebie. Bo "recenzje" nowości i to zazwyczaj książek, które teraz nie mają mi do zaoferowania nic wartościowego- są mi zbędne. Tak samo męczy mnie instagram, tam również przestałam zamieszczać tyle zdjęć co dawniej i powoli usuwam się w cień, chociaż tam sytuacja wygląda jeszcze inaczej- mam sporo kont które uwielbiam i cenię, ale bardzo dużo też takich przy których trzymają mnie tylko przepiękne zdjęcia, a to chyba też nie jest dla mnie wystarczające. Co mnie bawi i denerwuje zarazem- króciutkie posty w których ludzie na siłę próbują dowiedzieć się jaka jest czyjaś ulubiona książka, pora roku czy kolor. A ja chyba należę do gatunku człowieka, który woli samemu odkrywać takie rzeczy i to wśród znajomych, a nie setki przypadkowych osób o których nie wie nic. O przepraszam, teraz już zna czyjąś ulubioną książkę, porę roku i kolor. I co to komuś daje? Dodatkowo, często takie pytania pojawiają się z tłumaczeniem na angielski i choć rozumiem że to raczej na potrzeby zagranicznych odbiorców, to jednak dalej jest to dla mnie irytujące. Z góry przepraszam za ten mój żal-post, ale jako osoba obecna od ponad pięciu lat w blogosferze, cały czas śledziłam jej zmiany i kierunek w jakim podąża. Dla "świeżaków" to pewnie świetna zabawa, a dla mnie wszystko poszło o krok za daleko i pomijając pojedynczych blogerów- nie mam tu już czego szukać. Jednocześnie chciałabym pisać i tworzyć dla siebie pamiątkę i w jakimś stopniu to robię, te podsumowania wiele mi dają, pozwalają przypomnieć sobie dobre i złe chwile mojego życia. Czasem nie piszę o wielu rzeczach wprost, bo cenię sobie moją prywatność, ale gdy patrzę z perspektywy czasu to wiem co miałam na myśli i to taka świetna rzecz.

-------------------------
Okej, więc ten pierwszy akapit pisałam pod wpływem emocji jeszcze w pierwszym tygodniu listopada i w sumie moje zdanie podtrzymuję nadal, ale jest parę rzeczy o których również chciałabym wspomnieć. Aktualnie jest 22 listopada, pierwszy od dawna dzień kiedy mam szczerą ochotę napisać coś na bloga i kiedy mam na to czas. Połączenie tych dwóch rzeczy jest dla mnie kluczowe, bo w sumie przez cały ten miesiąc występowały jedynie przebłyski wolnych chwil, bez jakiegokolwiek mojego zaangażowania w to miejsce, które stworzyłam przecież od podstaw. Nie czuję chęci do pisania o książkach i aktywnego uczestnictwa w tym książkowym świecie i przez najbliższy czas nie planuję żadnego większego powrotu. Jak mówiłam: co miesiąc będzie pojawiało się podsumowanie miesiąca, które tworzę dla siebie, na pamiątkę- jeśli jednak są osoby zainteresowane mną i tym co piszę, to serdecznie zapraszam!


Nie chcę też zrezygnować całkowicie z pisania o książkach, będę o nich wspominać właśnie w takich podsumowaniach. Tu też kolejna sprawa- często brakuje mi już słów. Ileż książek jest teraz do siebie podobnych! Czytam tak dużo, a napisać o wielu z nich mogę praktycznie to samo. A te same treści dotyczącej mojej opinii zawrę w kilku zdaniach, miejsce dla nich zawsze znajdę w podsumowaniu, jak zawsze przeplatanym muzyką, która towarzyszyła mi w minionych tygodniach.



Książki:

  • "180 sekund"- Jessica Park- po wspaniałych "To skomplikowane. Julie" oraz "Flat-out Matt" byłam przekonana, że "180 sekund" będzie równie piękna i wciągająca jak dwie poprzednie, jednak mocno się pomyliłam. Teoretycznie niczego jej nie brakuje- jest przyjemna, dotyka kilku ciężkich problemów i ma sympatycznych bohaterów. Jednak jest tak bardzo wtórna, że to aż fizycznie mnie boli. Poza ciekawym eksperymentem 180 sekund, który trwał w sumie kilkanaście stron, wszystko tutaj już było. Zalękniona dziewczyna, cud-chłopak bohater, ciężkie tematy które nijak mnie nie poruszyły i brak jakichkolwiek emocji, które chyba książka miała wywołać. Jest przyjemna i miła, ale jednym okiem ta treść wlatuje, a drugim wylatuje i to jest jej największy problem.
  • "Fight Club"- Chuck Palahniuk- to jedna z tych książek, które odkładałam na wieczne później. Pojawiła się w moim ukochanym "Lecie koloru wiśni", a ja lubię książki w książkach i tak w sumie się zainteresowałam. Mimo to opornie, ale dzielnie czytałam ją przez dwa miesiące. "Fight club" to bardzo męska i twarda książka, która ma interesujące przesłanie by nie dać się zaszufladkować i żyć po swojemu i w jakiś pokrętny sposób doceniam fakt, że autor przedstawił to w tak totalnie inny sposób, do którego nie byłam i nie jestem przyzwyczajona. Ale z drugiej strony, tej silniejszej, nie trafia do mnie wizja całkowitej anarchii i niszczenia wszystkiego co dobre, ani nawet przedstawiona w tej sposób zasada "musisz upaść na samo dno, aby wzbić się wyżej". "Fight club" jest dość specyficzną książką i nie każdemu się spodoba, mimo to w jakiś sposób czasem wracam do niej myślami.
  • "Mów własnym głosem"- Regina Brett- nieplanowany zakup, potrzebny na spotkanie z autorką. To już drugie na którym byłam i w sumie lepsze, bo autorka powiedziała więcej niż kilka zdań i pokazała jak bardzo lubi wracać do Polski i co ceni w Polakach. "Mów własnym głosem" jest właśnie poświęcone naszemu narodowi, nawiązuje do rzeczy które Regina widziała i których się dowiedziała podczas wcześniejszych pobytów u nas, a jednocześnie jest to też książka o pisaniu. To właśnie jej ukończenie dało mi jednodniowy zastrzyk weny i motywacji do naskrobania tutaj kilku słów. Na pewno jest lepsza i ciekawsza niż "Bóg nigdy nie mruga" i moja wysoka ocena wynika też po części z mojej ogromnej sympatii do samej autorki, jednakże jest tylko kilka felietonów, które szczerze mnie zainteresowały, jak na przykład ten o klubie książki. Mam wrażenie że "Mów własnym głosem" jest skierowane właśnie do ludzi, którzy się boją i nie wiedzą co robić, a ja taki stan już przeżyłam i przepracowałam.Czasem miałam wrażenie że o wiele szybciej niż autorka wprowadziłam do swojego życia korzystne dla mnie zmiany i przez to nie potrafię całkowicie jej docenić.
Filmy:
  • PODATEK OD MIŁOŚCI- Bardzo długo czaiłam się na ten film i w sumie mogę powiedzieć, że mi się podobał. Jest inny od całej rzeszy polskich komedii romantycznych, do których jestem przyzwyczajona, mam wrażenie że ktoś popatrzył świeżo na sprawę i stworzył coś innego, jednak niekoniecznie coś, do czego chciałabym wracać. Bardzo drażniła mnie różnica wieku między dwójką głównych bohaterów i w sumie nie poczułam między nimi żadnej chemii, a postać grana przez Michała Czarneckiego tylko mnie irytowała, chociaż możliwe że to akurat wina samego aktora, którego gry aktorskiej szczerze nie lubię. Luźny i przyjemny, ale nie obejrzę ponownie.
  • TEORIA WSZYSTKIEGO- Przepiękny! Nigdy bym go nie włączyła gdyby nie główna rola Eddiego Redmayne'a, którego uwielbiam. Nie mogłam się doczekać na drugą część Fantastycznych Zwierząt, dlatego postanowiłam znaleźć inny film z tym aktorem, żeby chociaż trochę zaspokoić moją niecierpliwość i to był strzał w dziesiątkę! Z fizyką mi totalnie nie po drodze, ale ten film bardzo mnie poruszył i wycisnął łzy z oczu, jednocześnie byłam pełna podziwu, że nawet choroba nie przeszkodziła Stephenowi Hawkingowi w realizacji swoich celów i marzeń. A końcowe kilka minut to po prostu majsterszyk.
  • PLANETA SINGLI 2- Bardzo lubię pierwszą część, jednakże nigdy nie byłam jej wielką fanką, natomiast dwójka okazała się filmem, do którego z pewnością jeszcze wrócę. O wiele bardziej podobały mi się tutaj dialogi i ogólnie było więcej "mojego" humoru (wyłączając Panira, akurat on był dla mnie nieudany). Żałuję tylko że twórcy nie poświęcili więcej czasu na wątek Marcela, bo czuję wielki niedosyt. Z radością zobaczę trójkę!
  • BOHEMIAN RHAPSODY- Koniecznie chciałam zobaczyć ten film i koniecznie w kinie, bo uważam że pewne produkcje należy oglądać na wielkim ekranie, a przynajmniej po raz pierwszy. Nigdy nie byłam psychofanką Queen, ale uwielbiam ich muzykę i możliwość posłuchania jej w sali kinowej była cudowna! Sam film mi się podobał, nigdy wcześniej nie interesowałam się biografią Freddiego i z tego co słyszałam, film dużo też uciął, ale mi w sumie taka wiedza wystarczy. Problem z filmami dotyczącymi zmarłych osób polega na tym, że zawsze wiem jak się skończą, ale oglądając taką żywą postać na ekranie, postać która tak dużo światu zaoferowała i mogłaby dać jeszcze więcej, zawsze liczę że jednak taka historia skończy się inaczej. A tak się nie dzieje, a ja wychodzę z sali kinowej zapłakana.
  • FANTASTYCZNE ZWIERZĘTA I JAK JE ZNALEŹĆ & FANTASTYCZNE ZWIERZĘTA: ZBRODNIE GRINDELWALDA-oglądałam w tym miesiącu kilka wspaniałych i resztę bardzo dobrych filmów, ale to te dwa, a w zasadzie ten drugi (bo jedynkę znałam już wcześniej) kończy z etykietką "najwspanialszy". Jestem bardzo nieobiektywna jeśli chodzi o Fantastyczne Zwierzęta-widzę że fabuła to jeden wielki chaos, ale tak bardzo kocham bohaterów, tak bardzo nie mogę oderwać spojrzenia od Newta, że każda wada jest mi praktycznie obojętna. Byłam w kinie dwa razy, nigdy nie zdarzyło mi się dwukrotnie pójść do kina na ten sam film, a teraz łapię się na tym, że poszłabym jeszcze raz.
  • LISTY DO JULII- Oglądałam ten film po raz drugi, albo nawet trzeci i dalej zachwyca mnie tak samo. Romantyczny, mało ckliwy i z przyjemnymi dla oka głównymi bohaterami: wspominałam już że dobrze dobrana para głównych bohaterów, to dla mnie siedemdziesiąt procent szans, że film przypadnie mi do gustu?
  • NIE KŁAM KOCHANIE- A to za to jeden z najbardziej ckliwych i przerysowanych filmów, jakie kiedykolwiek miałam okazję oglądać, dodatkowo główne role przypadły w udziale dwóm osobom, których aktualnie jako aktorów nie lubię, a mimo wszystko uwielbiam do niego wracać. Przemawia przeze mnie sentyment, bo oglądałam ten film gdy miałam jakieś 13 lat i wtedy wydawał mi się niesłychanie romantyczny i "o jeżu co za piękna miłość!", teraz śmiać mi się chce ze wszystkich zachowań i wszystkich dialogów bohaterów, nie wspominając o tym że ani trochę nie wierzę w uczucia tej dwójki, ale mimo to przywołuje same dobre wspomnienia, jak mogłabym w takim razie nie lubić do niego wracać?
  • ZAMIANA Z KSIĘŻNICZKĄ- polecała mi przyjaciółka, polecał praktycznie każdy na instagramie, a ja kręciłam nosem bo "eee Vanessa Hudgens", "eee znowu głupia komedia Netflixa", a tych drugich miałam ostatnio serdecznie dosyć, ale koniec końców uległam i czuję się oczarowana! Lubię jak filmy mnie zaskakują w tak pozytywny sposób. To bardzo bajkowa i świąteczna opowieść o miłości i o naszych pragnieniach, nawet nie poczułam się przytłoczona ani zażenowana poziomem ckliwości, więc mówię wprost- Netflixie, to Ci się udało.


Wyzwania:
Wyzwanie biblioteczne: W listopadzie nie przeczytałam niczego z biblioteki
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: w listopadzie wpadło 7,5 cm, co oznacza że zostało mi jeszcze 21,7 cm, więc musiałoby zadziać się coś nieprawdopodobnego żeby udało mi się pozytywnie ukończyć to wyzwanie :)




Kończąc to podsumowanie i kilkukrotnie je czytając, dochodzę do wniosku że ten listopad był długi.Poczułam się zmęczona, zwłaszcza ostatni tydzień dał mi nieźle w kość, kiedy to byłam (i w sumie nadal jestem) chora, spóźniałam się na zajęcia albo totalnie na nie zasypiałam i po raz pierwszy od października poczułam się na tyle przytłoczona, że w bezsilności gadałam że "rzucę te studia". Czytałam w zasadzie najwięcej wtedy, kiedy akurat dojeżdżałam tramwajem na uczelnię, do kina chodziłam często, po raz pierwszy byłam nawet na seansie 4D. Jeśli mnie pamięć nie myli to po raz pierwszy byłam również na kabarecie na żywo, przynajmniej tak mi się wydaje że to był już listopad :) Na jutuby wrócił Accantus, zrobiłam jeszcze większą selekcję z książkami na sprzedaż i kupiłam swój pierwszy w życiu kalendarz adwentowy. Posegregowałam bardzo dużą część zdjęć z prywatnych zbiorów i mimo wszystko dałam radę, chociaż grudzień zapowiada się jeszcze bardziej szaleńczo.
Czytaj dalej

Podsumowanie miesiąca-październik 2018

Kocham październik. To mój ulubiony miesiąc w całym roku i za każdym razem powtarzam że jestem jesienną dziewczyną. Zeszłoroczny był cudowny, a ten chyba jeszcze bardziej. Dużo się pozmieniało, ale z każdą kolejną nowością czuję że to jest coś co uwielbiam, mimo iż często mnie przeraża. Najważniejszą dokonaną zmianą jest moja przeprowadzka do Krakowa na studia i po miesiącu edukacji w nowej dla mnie rzeczywistości- jestem zachwycona. Wielu ludzi z mojego otoczenia patrzy na mnie jak na inny gatunek, gdy mówię że kocham moje studia i nie żałuję wyboru, a moim zdaniem dobranie kierunku pod siebie a nie oczekiwania innych czy bliżej nieokreślony zysk jest bezcelowe.

Październik to miesiąc moich urodzin, w tym roku 21. Od kilku lat nikt nie zrobił dla mnie tortu, więc teraz upiekłam go sobie sama i doświadczyłam magii zdmuchnięcia świeczek, to chyba zawsze będzie miła chwila niezależnie od cyfry. Urządziłam małe przyjęcie, dostałam wspaniałe i trafione w mój gust prezenty, na dodatek kilka takich których się nie spodziewałam. Za to mój prezent od siebie dla siebie to był bilet na Kodaline, kupiony jeszcze w pierwszej połowie tego roku. Im bliżej było tej daty (14 października), tym bardziej nie mogłam uwierzyć że naprawdę na żywo posłucham ulubionych piosenek. Było magicznie. To nieprawdopodobne uczucie gdy spełnia się marzenia, napełniło mnie do euforią i chęcią do działania. A co więcej- jak tylko koncert się skończył, miałam ochotę wysłuchać go od początku i jeszcze raz i jeszcze. A jako że w ostatniej chwili moja towarzyszka się wykruszyła, udałam się tam sama...i poznałam zwariowaną fankę zespołu i książek. Uwielbiam takie momenty!

Październik to też miesiąc pięknej pogody, iście jesiennej. Spacerowałam i deptałam liście, spacerowałam... i jeszcze więcej spacerowałam. Tak bardzo to lubię, że ta aktywność fizyczna zdominowała całkowicie mój miesiąc. Cały miniony miesiąc był przepełniony nowościami i mam wrażenie że trwał o wiele dłużej niż te 31 dni, więc chyba naprawdę się w niego zaangażowałam. Były Krakowskie Targi Książki, a ja byłam bardzo podekscytowana moim wyjściem na nie, po raz ostatni byłam na nich cztery lata temu. Będąc akurat na miejscu nie chciałam ich opuszczać, udałam się tam w piątek i sobotę i nie mogę powiedzieć że to był błąd, ale mogłam je sobie odpuścić. Chyba takie imprezy są fajne gdy ogląda się je na zdjęciach, w rzeczywistości ileż można chodzić po stoiskach z książkami i w sumie nie mieć ochoty kupować książek? W takich sytuacjach mam przed oczami mój regał z nieprzeczytanymi tytułami, to skutecznie skraca moje zakupowe ciągotki. Więc w zasadzie kupiłam jedynie "Kontratyp" i bawełnianą torbę. Zobaczyłam Macieja Stuhra i przechodząc aż musiałam się uśmiechnąć, tylko ta kolejka do niego demotywowała. Chyba po prostu nie czuję się dobrze w takich zbiorowiskach ludzi, gdzie wszyscy idą jeden za drugim i przeciskają się między sobą- chociaż osobne wejście dla blogerów i plakietka z tego tytułu bardzo przypadły mi do gustu!

Mimo tylu pozytywnych słów na temat ostatniego czasu, muszę przyznać że nachodzą mnie pewne obawy dotyczące przyszłości tego miejsca, bo szczerze powiedziawszy tracę motywację i chęci do pisania czegokolwiek. Jednocześnie od pewnego czasu robię to z etykietką "na pamiątkę", bo fajnie jest wracać do napisanych wcześniej tekstów. Nie sądzę żebym opuściła Czytelnię na dobre, ale ograniczyłam tutaj swoją obecność, a dalej czuję że to za mało. Nie podejmuję pochopnej decyzji, chociaż podejrzewam że stanie na comiesięcznych podsumowaniach mojego życia i okazjonalnych wpisach raz-dwa razy w miesiącu.Może to tylko przejściowy kryzys,wszak w mojej blogowej karierze przezwyciężyłam ich już kilka i może po prostu to minie. A może teraz faktycznie jest już ten czas kiedy nadchodzi pora żeby coś zmienić albo odciąć się od pewnej wersji siebie, nic nie przesądzam, wszystko jak zawsze wyjdzie w trakcie.


Książki:

W zasadzie to ostatni tydzień października najbardziej obfitował w jakiekolwiek książki- zrobiłam sobie reread "Listów do utraconej" na którą poświęciłam trzy weekendowe godzinki, pokonałam lekturę na studia, przeczytałam oczywiście "Kontratyp" i zapoznałam się z "Jak zerwać z plastikiem", w sumie chyba pierwszym poradnikiem w moim życiu, co chyba świadczy o tym jak interesuje mnie ten temat. Oprócz tego zaczęłam "Fight Club" (nie skończyłam) i zagłębiałam się w uczelniane notatki.


Filmy:
Spędzając przy literach większą część miesiąca, wolałam w wolnym czasie polatać oczami po ekranie i też tę opcję najczęściej wybierałam. Początkowo moje typy były jednak totalnie nietrafione, większość filmów była w najlepszym wypadku przeciętna. Później było jednak coraz lepiej!

  1. CHWYĆ ŻYCIE ZA WŁOSY- mój kandydat na najgorszy film obejrzany w tym roku. Przewijał mi się długo na głównej stronie Netflixa, a moja współlokatorka powiedziała: "nawet niezły, możesz obejrzeć" i tak to się zaczęło. Nie ogląda się tego źle, wręcz przeciwnie- ma on  w sobie jakąś taką lekkość przez co nawet uważnie śledziłam losy Violet, ale były one po prostu do kitu. Poznajemy dorosłą kobietę, która ma kompleks dotyczący...jej włosów. Muszą być one zadbane, wyprostowane i perfekcyjnie ułożone, bo inaczej nie wyjdzie z domu. Nawet swojemu chłopakowi nie pozwala widzieć się w innym stanie, przez co ich związek zawsze jest jak pierwsza randka- bez zgrzytów, a z cudownym charakterem obojga. Violet była egoistyczną, zapatrzoną w swój wygląd kobietą, którą w dzieciństwie mocno skrzywdziła matka, wpajając jej zasadę "perfekcjonizm, albo nic". Ale chłopak z nią zrywa, a kobieta pogrąża się w rozpaczy i z tej rozpaczy pijana goli swoją głowę na łyso. To była jedyna budząca emocje scena w całym filmie i trwała około dwóch minut. Potem to przeżywa, chodzi w chustkach, nie może się z tym pogodzić- aż powoli, małymi kroczkami staje się bardziej świadoma swoich wyborów i separuje się od toksycznej matki, która chce dla córki swojej własnej wizji idealnego życia. Tworzy nowy związek (spoiler: a potem i tak zdradza swojego obecnego faceta ze swoim byłym, po czym wraca do tego zdradzonego) i ogólnie żyje sobie całkiem dobrze. Ten film ma mądre przesłanie: decyduj za siebie i nie pozwól kompleksom górować nad swoim życiem i wyglądem, ale jest przy tym tak bardzo nierealny i przerysowany że po prostu ciężko mi dobrze o nim myśleć. Uważam że byłby on bardziej wiarygodny gdyby dotyczył nastolatków- ta grupa rządzi się swoimi prawami, ale ukazanie trzydziestoparoletniej kobiety, dla której najważniejszą wartością w życiu są perfekcyjnie ułożone włosy, to dla mnie po prostu niewiarygodne w negatywnym tego słowa znaczeniu. Nawet jeśli wydźwięk miał być pozytywny.
  2. MIŁOSNY ALGORYTM- kolejna netflixowska produkcja, przy której znów żywiłam nadzieję że okaże się chociaż warta mojego czasu, ale nie. Kobieta tworzy randkową aplikację, która dobiera partnera na podstawie wcześniej udzielonych odpowiedzi, a nie np. zdjęcia profilowego, a jej szef wyczuwa w niej maszynkę do pieniędzy i razem próbują ją promować. Tak się składa że ten szef to maminsynek uzależniony od pieniędzy rodzicielki i raczej nieskory do pracy, ale postanawia odbudować swój wizerunek w jej oczach. No i dwójka głównych bohaterów na początku się nie znosi, a potem się w sobie zakochuje. Miłosny algorytm to film niskobudżetowy i to widać. Role aktorów to tak naprawdę role drewien, cała produkcja skupia się w zasadzie tylko na nich, a bohaterowie poboczni zostali dodani chyba tylko dlatego że tak się robi, nie przemyślano dla nich żadnej fabuły. Bardzo słaba komedia romantyczna i faktycznie tylko zmarnowałam na nią mój czas.
  3. SERCE NIE SŁUGA- tutaj miałam pozytywne nastawienie, ponieważ ostatnio gdy przyjaciółka wybierała film na który idziemy do kina i wybrała polską komedię romantyczną, to byłam naprawdę zadowolona i wracałam do seansu dwukrotnie (mowa o "Narzeczonym na niby"). Dlatego tym razem też zgodziłam się na jej typ... i niestety srogo się zawiodłam. Moje wrażenia idealnie ujmuje recenzja Sfilmowanych, ale w skrócie powiem tak: nierealny, ze źle rozwiniętymi wątkami pobocznymi i słodki aż do bólu. Najgorszy sort tego gatunku i mimo mojej całej sympatii do dwójki głównych aktorów, po prostu nie widzę w nim wiele dobrego- no może zakończenie które mimo wszystko trochę mnie zaskoczyło (mając na uwadze początek filmu, myślałam że skończy się inaczej).
  4. SŁODKI WYBÓR- akurat ten film ma chyba najbardziej oryginalny pomysł głównego wątku na fabułę, bowiem są nim debaty. Dwójka nastolatków z różnych stref społecznych rywalizuje między sobą o tytuł najlepszego mówcy i miejsce w wymarzonej szkole. Zawsze mają wybrany temat i osiem minut na omówienie go, przez co nawijają jak opętani; jednocześnie nie doświadczają uroków życia w liceum, ponieważ cały swój czas poświęcają na naukę i doskonalenie siebie. Fajny pod względem przesłania, że w życiu chodzi o coś więcej niż wyniki, ma uroczych bohaterów, ale mimo wszystko jest bardzo zwyczajny. Nie żałuję jednak poświęconego mu czasu, ponieważ z grona filmów od Netflixa, które widziałam w październiku-ten chyba prezentuje się najlepiej.
  5. NAOMI AND ELY'S NO KISS LIST- bardzo długo chciałam zobaczyć ten film i korzystając (jakżeby inaczej) z Netflixa za którego płacę, dałam sobie zielone światło. Pierwsza połowa filmu jest zła. Tak zła że rozważałam wyłączenie i brak powrotu. Jednak gdzieś w trakcie sytuacja zaczęła się zmieniać i produkcja nabierała kolorów. Naomi na początku jest księżniczką, która gdzieś ma uczucia większości znanych jej ludzi i wykorzystuje najlepszego przyjaciela by spędzał z nią czas, nawet jeśli on jest aktualnie zajęty. Myśli że świat kręci się wokół niej i naprawdę przykro na to patrzeć. Ely natomiast aparycją od razu skradł moje serce, sceny z jego udziałem kończyły się bezwiednym uśmiechem na mojej twarzy, mimo iż momentami zachowywał się jak dupek. Ach zapomniałam wspomnieć- Ely jest gejem i tytułowa lista skupia się na trzymaniu się z daleka od chłopaków, którzy w założeniu mogliby spodobać się któremukolwiek z nich- wiecie, przyjaźń ponad wszystko. I nagle ta zasada się łamie, a między przyjaciółmi następuje przełom. Ta część podobała mi się najbardziej- Naomi w końcu bierze się do pracy i ujawnia jakąś część swojego charakteru, natomiast Ely pokazuje bardziej poważną twarz, a nie śmieszkowatą jak na początku. Ogólnie niegłupi ten film, ale dalej nie jest to nic oszałamiającego.
  6. ILUZJA & ILUZJA 2- moi kandydaci na filmy miesiąca jak i roku! Bardzo długo polecano mi Iluzję, ale ja zawsze podchodziłam do niej sceptycznie, aż w końcu złapałam ją w telewizji i przepadłam! To opowieść o iluzjonistach, którzy wykorzystując swoje umiejętności wymierzają swego rodzaju sprawiedliwość, a jednocześnie przygotowują się do ważnej misji którą nadzoruje niewidzialny szef. Oczu nie mogłam od ekranu oderwać i to chyba jest najlepsza rekomendacja. Jest humor, są magiczne sztuczki i grupa naprawdę fajnych aktorów, szczególnie zwróciłam uwagę na Dave'a Franco, którego swego czasu mocno ignorowałam :) Oglądajcie, bo warto!
  7. KLER- raczej nie obejrzałabym tego filmu prędko, gdybym nie wyskoczyła na niego do kina,  a strasznie mi na tym zależało, bo to chyba jeden z najczęściej wybieranych typów ostatnich tygodni. Kler jest zabawny, to nie jest jakiś porywający reportaż o określonej grupie społecznej, dla mnie bardziej podchodzi to pod komedię, ale też trochę dramat. Dużo ostatnimi czasy słyszę o pedofilii wśród księży i w tym filmie bardzo mocno mnie to uderzyło, na tyle mocno że siedziałam wkurzona (co by nie użyć niecenzuralnego słowa) wpatrując się w ekran. Więc tak- wzbudził we mnie emocje, tym jednym tematem. Reszta jest może i cięższa, ale np. kwestie pieniędzy aż tak mnie nie poruszyły. No i tak jak wspominałam- były zabawne momenty, mój ulubiony to chyba użycie słów "wiara mi nie pozwoliła" w odniesieniu do użycia antykoncepcji. Ogólnie spoko, nie czuję się ani święcie oburzona, ani święcie zaskoczona, ani święcie zakochana.
  8. SZYBCY I WŚCIEKLI- jeden z największych filmowych hitów, który obejrzałam dopiero teraz, a o którym wszyscy mi truli żebym oglądała. No i tak- całkiem spoko film. Nie porwał mnie na tyle, żebym została fanką, ale przyjemnie się oglądało i z pewnością odpalę sobie kolejne części.
  9. NIE KUPISZ MIŁOŚCI- zobaczyłam go w jakimś filmie na youtubie, w którym polecano filmy podobne do "Do wszystkich chłopców..." i wybrałam akurat ten- jest to starsza produkcja, ale ja szalenie lubię filmy romantyczne osadzone w latach 80. Podobał mi się, nie jest taki do końca oczywisty jak się tego spodziewałam, nacieszyłam oczy pięknymi strojami i dobrze się bawiłam.
  10. HOTEL TRANSYLWANIA 3-piszę to z bólem serca, ale trzecia część jednej z ulubionych animacji mnie po prostu rozczarowała. Kilka razy miałam ochotę ją wyłączyć, ale przekonywałam się że potem w ogóle do niej nie wrócę. Wątek zakochanego Draculi, wakacji na statku i znikoma ilość fajnego humoru całkowicie odebrały mi przyjemność z oglądania.



Seriale:
Po drodze wpadło kilka odcinków Przyjaciół, ale to by było tyle.

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu- 9,7 cm wpadło w październiku, do końca pozostało 29,2 cm
Wyzwanie biblioteczne- Jedynie moja lektura na studia była wypożyczona z biblioteki.

Inne:
Podsumowanie września
WWK Przeczytaj i podaj dalej
Kwartalny stos książkowy

Plany:
W listopadzie chciałabym WRESZCIE dokończyć "The revolution of Ivy" (problem polega na mojej małej motywacji do czytania w oryginale) oraz "Fight club" i "180 sekund". I jasne- chciałabym poczytać więcej, ale listopad zapowiada się szaleńczo, mam wtedy dwa projekty, a na grudzień kolejny zaliczeniowy który do prostych nie należy, także wiecie-priorytety :)


Czytaj dalej

Chyłka i Zordon, odcinek drugi subiektywnej opinii o mojej miłości do tej pary

Seria z Chyłką należy do ścisłego grona moich ulubieńców i jak pokazało doświadczenie znajdę na nią czas nawet w gorącym okresie nauki. W zeszłym roku popełniłam kilka słów na temat tomów      2-5, a z okazji przeczytania przeze mnie "Kontratypu" postanowiłam napisać moje uaktualnienie dotyczące tej serii, na podstawie części numer sześć, siedem i osiem (o matulu, to już naprawdę 8 tom!).

Czym innym jest czytać kompletną serię, albo posiadającą przynajmniej kilka tomów, a co innego być z nią w miarę na bieżąco i chwytać nowe informacje zazwyczaj wiosną i jesienią. Jakoś tak się przyjęło że co roku mogę spodziewać się dwóch nowych książek dotyczących jednej z moich ulubionych par w literaturze i dzieje się to właśnie na wiosnę i jesień. W zeszłym roku maratonowałam sobie to wszystko co miałam, teraz przeznaczam dwa dni z życia na lekturę i kolejne dwa na roztrząsanie tego co się wydarzyło. "Oskarżenie" i "Testament" wprowadziły mnie w stan euforii, "Kontratyp" jest małym słowem "niestety". Bo niestety coś mi nie do końca zagrało.

Wystarczająco pokręciłam tutaj wszystko, więc zaczynam jeszcze raz, od początku.
"Oskarżenie" przeczytałam jeszcze końcówką roku 2017. Wtedy doczytałam "Inwigilację" i zatęskniłam za bohaterami, a tom szósty mnie po prostu zmiótł. Wystawiłam mu wtedy 10 na 10 gwiazdek i dodałam serduszko sygnalizujące ulubioną powieść. Nie wiem czy teraz byłabym równie hojna, ale pewne jest że był to bardzo dobry tom i niesamowicie mnie pochłonął. Tak samo rzecz miała się z "Testamentem"- kupiłam ją po wizycie u dentysty (po leczeniu kanałowym, ale to tylko brzmi strasznie, w rzeczywistości boli tylko lekkość portfela po zabiegu) i zaczęłam czytać jak tylko dotarłam na peron i czekałam na pociąg do domu. Byłam głodna, zmęczona i przemoknięta (bo deszcz pojawia się zawsze jak wyciągnę parasolkę z torebki po kilkudniowym taszczeniu jej ze sobą), a Chyłka doskonale poprawiła mi humor. I to właśnie jest ogromna zaleta serii- mogę czekać miesiącami na nowy tom, a wystarczy pierwsze zdanie żebym poczuła się jak w domu. I z tego co wiem nie tylko mi towarzyszą takie odczucia- to coś naprawdę wspaniałego!

"Kontratyp" kupiłam kilka dni temu na KTK i w sumie zabrałam się za nią jeszcze tego samego wieczora. Wcześniej podchwyciłam kilka opinii, które mniej więcej dotyczyły wersji że tym razem autor przedobrzył i tego faktu dotyczy wcześniejsze słowo "niestety"- bo niestety muszę się z tym zgodzić. Zazwyczaj bardzo lekko traktowałam wyolbrzymione problemy i sytuacje z którymi zmagali się bohaterowie. Nie mówię że tak nie jest, ale ilość przykrych rzeczy jakie dotykają pakiet głównych bohaterów, przez całe życie nie dotknie przeciętnego człowieka, nawet w liczbie pojedynczej- wyciągniętego z książki problemu. W "Kontratypie" Chyłka jawiła mi się jako niezniszczalna jednostka, nawet w zetknięciu z pewnymi siłami (nie chcę spoilerować!), a najśmieszniejsze było to że koniec końców ja i tak byłam pewna tego, że jakoś z tych tarapatów wybrnie. Do tego przyzwyczaił mnie autor i w sumie gdyby mojej ulubionej bohaterce stało się coś nieodwracalnego byłabym zrozpaczona, ale również zaskoczona o wiele bardziej niż jakimkolwiek z licznych tradycyjnych zakończeń. Wiem że dopóki seria będzie kontynuowana, Chyłka napotka masę przeszkód i zawsze z nich wybrnie, nieważne jak irracjonalne by one były.

W "Kontratypie" autor poruszył wątek himalaizmu i szczerze powiedziawszy zainteresował mnie tym tematem i będę chciała kiedyś poszukać jakiejś ciekawej lektury dotyczącej tego tematu. I cieszę się że Pan Remigiusz dalej ma masę nowych pomysłów, życzę mu jak najlepiej bo jestem z grupy osób które zawsze będą czytały Chyłkę, niezależnie od tego jakie dosięgną ją problemy. Tym razem jednak pozostałam bez książkowego kaca, bez zniszczeń w sercu i nawet to zakończenie jakoś specjalnie mnie nie zaskoczyło. Dwa poprzednie tomy podobały mi się o wiele bardziej i liczę na to, że kolejny powróci na znane mi tory. A jak wszystko dobrze pójdzie to za rok o tej porze będziemy świętowali okrągłą, dziesiątą już powieść z tej serii co jest wręcz niewiarygodne! Wydaje mi się że pierwszy tom czytałam tak niedawno, a jednocześnie że Chyłkę i Zordona znam od zawsze.

"Kontratyp" mi się podobał, bez dwóch zdań. Jednakże tym razem zostałam trochę rozśmieszona tematem przewodnim, a w zasadzie jego wykonaniem. Z drugiej strony uwielbiam słowne potyczki głównej pary, teraz już w znaczeniu power couple i z niecierpliwością (jak zawsze) czekam na więcej. Te dialogi silnie na mnie działają i łamią moje serce, a potem je sklejają i uśmiecham się do tych zadrukowanych stron jak głupia. To jest bezsprzecznie jedna z moich ulubionych serii w ogóle.

Pozwolę sobie jeszcze wtrącić i utrwalić dla starszej wersji mnie kilka spostrzeżeń na temat rychłego serialu, a w zasadzie odczuć na temat aktorów i zaaranżowanych miejsc. Otóż- jestem na tak. Czuję ogromne podekscytowanie, jak na razie wszystko pasuje mi wręcz perfekcyjnie. Pani Magda Cielecka jest wręcz moją idealną wersją Chyłki pod względem wyglądu, a grę ocenię oczywiście po chociażby jednym odcinku. Filip Pławiak nie do końca jawi mi się jeszcze jako Zordon, bo ten w mojej wyobraźni miał aparycję kogoś typu Remigiusz Mróz, ale jest dobrze. Nie spodziewałam się go, znam aktora jedynie z Listów do M. (które uwielbiam!), jednakże sądzę że wybór jest super. Wszystkie te pomieszczenia, nora-obora i gabinet Kormaka- dalej na plus! Sam aktor grający Kormaka mnie zaskoczył, ale to chyba dlatego że mimo wskazówek autora inaczej go sobie wyobraziłam. Jak dotąd wszystko mi się podoba i bardzo się boję żeby tego nie zepsuli; pozostaję dobrej myśli wszak sam autor sprawuje pieczę na projektem :)
Czytaj dalej

KWARTALNY STOS KSIĄŻKOWY\\ LIPIEC-WRZESIEŃ 2018

Polubiłam robić te kwartalne stosy książkowe i jestem pewna że teraz nie ogarnęłabym tego całorocznego, który robiłam ostatnio- dziwnym trafem kupuję i dostaję więcej lektur niż pamiętam, a najczęściej zaraz po zakupie wędrują one na półkę i tam sobie leżą. Dlatego mam silną prośbę do samej siebie, aby do końca roku nie kupić żadnej nowej historii (no może "Kontratyp", jestem realistką i wiem że długo i tak nie wytrzymam), a czytać to co mam. A zanim to nastąpi utrwalam kolejną porcję książek, które trafiły do mnie od lipca do września tego roku.



  1. Remigiusz Mróz- "Testament" (biedronkowy zakup jeszcze z czerwca, ale nie załapał się do wcześniejszego postu. Jestem nieobiektywna jeśli chodzi o tę serię i kocham ją całym sercem, mimo iż inne książki autora jakoś mi nie pasują)
  2. Haley Tanner- "Vaclav i Lena" (kupiona z polecenia Oli w krakowskim Tak Czytam, choć nie ukrywam że od dawna miałam ochotę na tę historię)
  3. Helen Bryan- "Oblubienice wojny" (również polecona przez Olę)
  4. Huntley Fitzpatrick- "Moje życie obok" (zakup w Dedalusie, moja opinia tutaj)
  5. Jenny Colgan- "Spotkajmy się w kawiarni" (efekt Wakacyjnej Wymiany Książkowej, prezent od Karoliny)
  6. Jessica Park- "180 sekund" (druga książka od Karoliny, do tej pory nie jestem w stanie zmusić się do zniszczenia tak pięknie zapakowanej książki ;D)
  7. Kasie West- "Słuchaj swojego serca" (egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Feeria Young, moja opinia tutaj)
  8.  Kinga Tatkowska- "Szukając tego" (bardzo długo szukałam tej książki, aż natknęłam się na nią w rzeszowskim Tak Czytam za oszałamiającą cenę 9.90- jeśli jej szukacie to polecam zajrzeć do tej księgarni ;))
  9. Kasie West- "Dziewczyna, która wybrała swój los" (egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Feeria Young, moja opinia tutaj)
  10. Atticus- "Miała dzikie serce" (przejrzałam ją kiedyś pobieżnie i gdy kilka dni później znalazłam ją za 7 zł na matras.pl nie mogłam się oprzeć!)
  11. Ann Brashares- "Wszystko razem" (trochę polecała Ola, trochę wleciał we mnie sentyment do autorki, a trochę zachęciły pochlebne recenzje- również zakup w matrasie)
  12. C.J.Daugherty-"Zbuntowani" (dawno temu utknęłam na trzecim tomie, a uwielbiam tę serię! Chcę sprawdzić czy jest w stanie dalej mi się podobać- po raz kolejny zakup matrasowy)
  13. Robyn Schneider- "Dzień ostatnich szans" (spontanicznie dodana do koszyka, ta i trzy poprzednie książki kosztowały mnie około 40 zł, więc uznałam że mogę delikatnie poszaleć ;))
  14. J.A.Redmerski- "Drugie życie Izabel (egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Niezwykłe, moja opinia tutaj)
  15. Chuck Palahniuk- "Fight Club" (z całego stosu to chyba z tej jestem najbardziej dumna. Czaiłam się na nią już ze trzy lata i wreszcie wrzuciłam do koszyka, na razie jednak jej lektura idzie mi opornie)
Czy jest coś co szczególnie mi polecacie? Nie ukrywam że ostatnio nie mam ochoty na czytanie czegokolwiek dla siebie, ale może ktoś mnie zmotywuje? :)
Czytaj dalej

"Moje życie obok"- Huntley Fitzpatrick


Oryginalny tytuł: My life next door
Rok polskiego wydania: 2016
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Seria: Moje życie obok #1
Ocena: 7/10


  "Moje życie obok" jest kolejną książką z mojej prywatnej listy książek o których polskie tłumaczenie bardzo ładnie proszę- pojawiła się nawet jako pierwsza w pierwszej edycji, co świadczy o tym jak bardzo na nią czekałam i jak nikłe szanse na wydanie jej wróżyłam. A tu proszę! Jest i to nawet nie jedna, a dwie- bo drugi tom też doczekał się miejsca na polskich półkach i na pewno chcę po niego sięgnąć.

  Samantha Reed prowadzi całkiem inne życie niż rodzina Garrettów- jest ono poukładane, ciche i sterylne. Dlatego tak bardzo lubi siadać na dachu i obserwować swoich głośnych sąsiadów u których zawsze coś się dzieje, aż pewnego razu przyłapuje ją na tym Jace Garrett i rodzi się między nimi więź. Jednak gdy w grę wchodzą uczucia, nawet najprostsza sytuacja staje się milionem skomplikowanych połączeń, zwłaszcza że są ludzie którym związek Sam i Jace'a jest nie na rękę.

  Przepiękna okładka i opis który z marszu mnie zainteresował, skrywają historię która jest interesująca, jednak nie tak angażująca jak bym się spodziewała. Dwójka głównych bohaterów, czyli Jace i Samantha z miejsca budzą sympatię- on jako jeden z licznego rodzeństwa jest bardzo zdyscyplinowany i zawsze umie pomóc, jest miły i troskliwy a jednocześnie wzbudza w głównej bohaterce poczucie bezpieczeństwa i stabilności. Samantha jest cicha i raczej nauczona słuchać poleceń, co jednak jest dla niej opcją wygodniejszą, bo pozwala unikać niepotrzebnych kłótni. Tych dwoje pięknie się dopełnia i idealnie pokazuje głębię pierwszej, szczerej miłości która spodobała mi się od pierwszy stron i to wrażenie utrzymało się aż do końca.

  Również lekkość z jaką napisana jest powieść sprawia że czyta się ją zaskakująco szybko, a momentami ciężko było mi ją odłożyć bez informacji do dalej. Od początku czuć swobodę i urok letnich dni, ale podszyte są one takim niepokojem który nasila się wraz ze wzrostem liczby stron. I prawdą jest, że pewien zwrot fabularny zaskoczył i mnie, osobę która dość szybko przewiduje takie akcje...i podobał mi się. Właśnie to charakteryzuje tę historię- wydaje się być niewinna i prosta, ale po przeczytaniu można dojrzeć że jest też mądra i między stronami przemyca stwierdzenie, że nie warto oceniać po pozorach i że rodzina jest najważniejsza. Niby proste, a tak często się o tym zapomina.

  O co mi jednak chodzi z tym niezaangażowaniem czytelnika w opowieść? Gdyby chodziło o jakąkolwiek inną książkę to nawet nie zwróciłabym na to uwagi- widziałabym wartościową i ciekawą powieść dla młodzieży. Ja jednak okropnie długo czekałam na możliwość przeczytania tej historii i w mojej głowie już widziałam ją z etykietką "wow", co niestety nie jest prawdą. "Moje życie obok" to bardzo dobra lektura dla nastolatków, ale żeby teraz totalnie zachwycić mnie młodzieżówką, to chyba po prostu trzeba jeszcze czegoś więcej. Nie zmienia to jednak faktu że mam ochotę sięgnąć po "Grę miłości", drugi tom tej opowieści tym razem przedstawiający nam parę innych bohaterów- siostrę i przyjaciela Jace'a- już nie mogę się doczekać!

Czytaj dalej

WYMIANA KSIĄŻKOWA PRZECZYTAJ I PODAJ DALEJ // 6

W ostatnich miesiącach systematycznie robiłam książkowe porządki i odkładałam tytuły, które po prostu chciałabym oddać. Część z nich udało mi się sprzedać, kilkanaście oddałam do mojej biblioteki, ale dalej ich liczba mnie przytłacza. Wielka Wymiana Książkowa to inicjatywa w której za każdym razem biorę udział i zawsze znajduję coś fajnego, ale teraz chciałam ją sobie odpuścić. Chcę oczyścić moje półki, a nie na miejsce jednej książki znaleźć kolejną, uznałam jednak że szkoda mi zrezygnować z takiej fajnej tradycji i postanowiłam że niektóre z niżej pokazanych książek mogę wymienić sposobem dwie lub trzy moje za Waszą jedną- to będą te obok których pojawi się gwiazdka. Mam nadzieję że i tym razem nie wyjdę z pustymi rękami i Wam życzę tego samego :)



1. "Spętani przeznaczeniem"- Veronica Roth- stan bardzo dobry, egzemplarz recenzencki przed korektą
2. "Drugie życie Izabel"- J.A.Redmerski- stan bardzo dobry
3. "Tak krucho"-Tammara Webber- stan bardzo dobry
*4. "Jak być szczęśliwym (albo chociaż mniej smutnym)"- Lee Crutchley- stan dobry, kilka początkowych stron jest wypełnionych przeze mnie
5. "Drużyna Róży"- Marie Lu- stan bardzo dobry
6. "Mroczne umysły"- Alexandra Bracken- stan dobry, mocno zagięty grzbiet
7. "W śnieżną noc"- John Green, Maureen Johnson, Lauren Myracle- stan bardzo dobry
8. "Piękny nieznajomy"- Christina Lauren-stan bardzo dobry




*9&10. "Niezgodna" i "Zbuntowana"- Veronica Roth- stan bardzo dobry, wymiana jedynie w komplecie
*11. "Z życia dzieci wzięte"-Robert Trojanowski- stan idealny
*12. "Słodkie kłopoty"-Susan Mallery- stan idealny
13. "Dobrani"- Ally Condie- stan bardzo dobry
14."Znajdę Cię Crystal"- Joss Stirling- stan bardzo dobry
15. "Księga portali"- Laura Gallego- stan idealny
*16. "W objęciach chłodu"- John Marsden- stan bardzo dobry
17. "Carrie Pilby. Nieznośnie genialna"- Karen Lissner- stan bardzo dobry
18. "Toxic"- Rachel van Dyken- stan bardzo dobry



*19. "Run, Mummy, Run"- Cathy Glass- stan dobry, pieczątka szkoły językowej w środku, wersja anglojęzyczna
20. "Upadli"- Lauren Kate- stan dobry
21. "Załącznik"-Rainbow Rowell- stan bardzo dobry
22. "Zapomniałam, że Cię kocham"- Gabrielle Zevin- stan bardzo dobry
23. "Prawo przyciągania"- Simone Elkeles- stan bardzo dobry
24."Mara Dyer. Tajemnica"- Michelle Hodkin- stan bardzo dobry
*25&26&27. "Wyspa trzech sióstr", "Czarodziejskie więzy", "Legenda"- Nora Roberts- stan idealny, wymiana tylko w komplecie
*28. "Wszystko jest możliwe"- Nora Roberts- stan idealny, wydanie kieszonkowe
*29. "Zagraj ze mną"- Nora Roberts- stan idealny, wydanie kieszonkowe
*30. "Błękitna zatoka"- Nora Roberts- stan idealny, wydanie kieszonkowe
*31. "Kasacja"-Remigiusz Mróz- stan bardzo dobry, wydanie kieszonkowe


STAN IDEALNY- książka nowa, nieczytana
STAN BARDZO DOBRY- książka raz przeze mnie przeczytana, ale wygląda na nówkę sztukę
STAN DOBRY- książki pochodzące z wymian, widać lekkie zagięcia okładek, jednak nie jest to nic co utrudniałoby czytanie

Psst! Możliwy odbiór osobisty w Krakowie ;)
Czytaj dalej

"Drugie życie Izabel"- J.A.Redmerski



Oryginalny tytuł: Reviving Izabel
Rok polskiego wydania: 2018
Wydawnictwo: NieZwykłe
Seria: W towarzystwie zabójców #2
Ocena: 6/10


  Ciężko mi pisać opinię na temat "Drugiego życia Izabel", po części przez studia które zabierają mi mój wolny czas (jednak sama chciałam), a po drugie dlatego że nie bardzo mam o czym pisać, ponieważ ta książka była dla mnie niczym więcej niż kolejną okejką w morzu przeczytanych powieści. Nawet nie mogę powiedzieć że czuję się rozczarowana, bo to byłoby za dużo; ja po prostu patrzę na okładkę, na rozgrywające się wewnątrz wydarzenia i czuję obojętność.

  Sarai dostała szansę rozpoczęcia nowego życia, czysta kartka w jej życiorysie prezentuje się nadzwyczaj dobrze- przyjaciółka, nowy związek i kobieta zastępująca jej matkę. Jednak Sarai nie potrafi się przyzwyczaić do tych realiów i planuje zemstę na pewnym okrutniku którego kiedyś poznała. Tak się jednak składa że nie wszystko toczy się zgodnie z planem i teraz to młoda kobieta jest poszukiwana, a schronienia udziela jej nie kto inny jak Victor Faust, który kiedyś pomógł jej uciec z niewoli i za którym Sarai być może tęskniła bardziej niż się do tego przyznaje.

  Dwa pierwsze tomy serii "W towarzystwie zabójców", które miałam okazję czytać są dobre i mają ciekawy motyw przewodni. Faktycznie to część numer jeden ujęła mnie bardziej niż jej następca, ale nie od dziś wiadomo że istnieje coś takiego jak "klątwa drugiego tomu" i często niechcący jakaś powieść na ten tytuł zasługuje. Ja mam wrażenie że tutaj autorce skończyły się ciekawe pomysły i przez to książka była przez większość czasu nudna i nie miała w sobie tego pazura, który jednak doceniłam u jej starszej siostry. Dużo wydarzeń było niepotrzebnych, a te ważniejsze można było upchnąć w pierwszym tomie i po prostu zakończyć go w późniejszym momencie.


  Muszę się też przyczepić do kreacji bohaterów, ponieważ o ile doceniam odwagę i upór Sarai, to dostrzegłam też jej dziecięce tuptania nóżką gdy coś szło nie po jej myśli, po to by za chwilę przyznać drugiej stronie rację i usunąć nieprzyjemne wrażenie ze swojego życiorysu. No niestety. Ta dziewczyna często najpierw coś robi, a później myśli i choć ma cel i stara się go realizować, to nie dostrzega że pewne rzeczy wymagają z jej strony czasu i zaangażowania. Victor natomiast stracił swoją tajemniczą aurę, mamy dostęp do jego myśli które sprowadzają się głównie do troski o Sarai i uczeniu Sarai nowego dla niej fachu, a na dokładkę przeplatane są marzeniami o Sarai. Scen erotycznych między tą dwójką może nie było tak dużo, jednak nie pozostawiają one miejsca dla wyobraźni, co dla mnie jest małym minusem.

  Pojawia się też Fredrik, bohater który słynie ze swoich "przesłuchań", co jest ładną nazwą na poddawanie ludzi torturom, po to by dowiedzieć się pewnych informacji. Jego postać mnie zainteresowała, przynajmniej do czasu gdy na końcu przeczytałam jeden rozdział z jego punktu widzenia. Jest to niby intrygująca postać, a tak naprawdę nie do końca mnie fascynuje. Wszystko w tej książce jest właśnie takie połowiczne i nie do końca dobrze rozegrane, przynajmniej dla mnie. Dialogi również w większości nie zdobyły mojego uznania i cały czas roztrząsam czy te 6 gwiazdek, które przyznaję książce to jednak nie za dużo, bo powieść jest właśnie taką przeciętną okejką. W sumie nie dowiedziałam się z niej niczego ciekawego, a to co mnie interesowało mogłam przewidzieć bądź zapytać kogoś kto lekturę czytał. Zabrakło mi emocji, zaangażowania z mojej strony w tę historię i dalej nie wiem czy dam szansę kolejnej części czy raczej sobie ją odpuszczę.

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu NieZwykłe!



Inne książki autorki na blogu:


Czytaj dalej

Podsumowanie miesiąca- wrzesień 2018

  Ubiegłoroczny wrzesień był ciężki i smutny, a tegoroczny w moim wykonaniu przedstawia się raczej nijako. Uwielbiam jesień, uwielbiam czas ciepłych swetrów i szalików, ale w tym roku przeskok z lata na na kolejną porę roku odbył się bardzo drastycznie, serwując mi minimalne temperatury na plusie. Dodatkowo chciałam żeby ten miesiąc się już skończył bo nie mogłam doczekać się przeprowadzki, ale też wolałabym żeby czas się zatrzymał, bo boję się tych dużych zmian. Dlatego wrzesień to czas obaw czy sobie poradzę i jak będzie wyglądać moje nowe życie i czy mi się spodoba. Skutecznie dobijały mnie też sprawy do załatwienia, zamiana akademików na którą się zdecydowałam, kupowanie potrzebnych mi rzeczy czy pod koniec- samo pakowanie. Czułam że zamykam pewien dobry etap mojego życia, ale miałam świadomość że mam szansę zacząć jeszcze lepszy. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego że zmiany przerażają, ale są ważne i potrzebne. Nie mogę wiecznie tkwić w miejscu, chcę się rozwijać i poznawać nowe rzeczy, ludzi i miejsca, tylko moja odwaga podszyta jest ogromną ilością obaw i pytań.Cały czas się boję że nie odnajdę się tutaj, co jest zabawne, bo Kraków zawsze był takim moim małym marzeniem. Dni września przelatywały mi przez palce, a nie robiłam nawet niczego specjalnego- trochę wyjść ze znajomymi, trochę czasu spędzonego przed ekranem, trochę przy książkach. Pierwszoroczni studenci- dajcie znać że tu jesteście i też dręczą Was takie obawy- przeprowadzka, studia, nowe otoczenie. Wierzę że nie jestem odosobnionym przypadkiem :)

  We wrześniu dopadł mnie czytelniczy kryzys, jednakże jestem prawie pewna co go spowodowało i już staram się to naprawić. W ostatnich miesiącach czytane przeze mnie książki sprowadzały się do słów: romans i powieść dla młodzieży. Wyjątki stanowiły bardzo mały procent ogółu i wydaje mi się że poczułam się zniechęcona do lektur właśnie przez nieodpowiedni ich dobór; męczyły mnie nastoletnie bohaterki i ich problemy, a jednocześnie były to najłatwiejsze wybory- bo nie potrzebowałam skupiać na nich całej swojej uwagi, a tę musiałam podzielić na kilka innych spraw, przez co czytanie było dla mnie czynnością wykonywaną przy okazji- w pociągu czy w kolejkach. Dodatkowo nie pomagał fakt że akurat we wrześniu za ręce ciągnęły mnie zobowiązania- jedna książka była z book touru, druga z biblioteki, a dwie inne do recenzji. Wtedy czułam że muszę nad nimi przysiąść bo jednak coś komuś obiecałam, a niewiele jest rzeczy które irytują mnie tak mocno jak łamane obietnice. No i  wpływ na moje czytelnictwo mógł mieć też pierwszy akapit- dużo zmian które zajmowały moje myśli i odciągały je od lektur. Ale nie jest źle- przeczytałam pięć nowych historii, chociaż gdyby nie były one "od kogoś", to pewnie byłaby to jedna lub dwie pozycje.

 Książki:




  1.  Joanne MacGregor- "Jej wysokość P"
  2. Huntley Fitzpatrick- "Moje życie obok"- przyjemna powieść dla młodzieży, myślałam jednak że bardziej się w nią zaangażuję.
  3. Kasie West- "Dziewczyna, która wybrała swój los"
  4. Louisa Reid- "Miłość za wszelką cenę"- jest to bardzo dobra książka o podłożu psychologicznym, jednak ten gatunek chyba nie będzie moim ulubionym :)
  5. J.A.Redmerski- "Drugie życie Izabel"- gorsza od swojej poprzedniczki część, bardziej rzuciły mi się w oczy wulgaryzmy i mordercze zapędy bohaterów, chociaż dalej mam ochotę na kontynuację.
O reszcie książek niebawem coś powinno się pojawić :)

Filmy:

  • SWATAMY SWOICH SZEFÓW- Zdecydowałam się obejrzeć ten film ze względu na rolę Zoey Deutsch, której fanką od niedawna jestem i w sumie to ona jest największym atutem tej produkcji. Sama fabuła skupia się na dążeniach dwójki zapracowanych ludzi, by zeswatać swoich szefów, co w perspektywie da im więcej czasu wolnego. Lekki, prosty i niezobowiązujący, ale wydaje mi się że gdyby główną rolę dostał ktoś inny, a nie Zoey- to byłabym mocno znudzona.
  • SIERRA BURGESS JEST PRZEGRYWEM- Trochę zachęcił mnie zwiastun, trochę Noah Centineo którego ostatnio bardzo polubiłam, ale faktem jest że film jest bardzo fajny i miło spędziłam przy nim czas. Super wybór dla osób nieśmiałych, wszystkich słoneczników i ludzi z obniżonym poczuciem własnej wartości- odnajdziecie wśród bohaterów cząstkę siebie, zobaczycie :)
  • GDZIE JEST DORY- Osoba która nigdy nie oglądała Nemo, włączyła sobie drugą część. Tak to ja. Przyjemna animacja, momentami nawet zabawna oraz wzruszająca i pewnie kiedyś tam zobaczę tą pierwszą odsłonę, ale na razie mnie do niej nie ciągnie.
  • WICHER, WICHER 2- Dawno już miałam na oku te filmy, aż nagle poczułam ochotę na coś familijnego i tak oto się poznaliśmy. Piękna muzyka, ładne kadry i niesamowite uczucie wolności i radości płynące z filmów to trzy rzeczy za które je lubię. Naprawdę fajne kino dla młodzieży i ich rodziców, a może nawet i dzieci- pięknie ukazana miłość do zwierząt i walka o własne przekonania.
  • CZERWIEŃ RUBINU, BŁĘKIT SZAFIRU, ZIELEŃ SZMARAGDU- Chyba jestem w bardzo nielicznej grupie ludzi którzy lubią te filmy. Nie są może odwzorowaniem książek, ale ja nigdy wielką fanką serii nie byłam, więc jakoś nie razi mnie to po oczach. Myślałam że widziałam trzecią część, ale trochę się zaskoczyłam bo wychodzi na to że nawet drugiej nie obejrzałam do końca. Zrobiłam maraton i z pełnym przekonaniem mówię że bardzo lubię te filmy, na aktorów aż miło patrzeć pod kątem wizualnym i jakoś tak czuję się do nich emocjonalnie przywiązana :)
  • KAMERDYNER- Piękne ujęcia, wszystkie role kobiece na wielki plus, ale nie potrafiłam się w niego odpowiednio zaangażować.


Seriale:
Chyba już gdzieś tutaj o tym wspominałam, ale zawsze gdy czeka mnie w życiu jakieś stresujące wydarzenie to nagle zostaję wciągnięta przez seriale i potrafię oglądać odcinek za odcinkiem. Dlatego we wrześniu przełamałam moją złą passę i skończyłam trzeci, cały czwarty, cały piąty i kilka odcinków szóstego sezonu Przyjaciół. Nie jestem pewna jak tyle czasu mogłam żyć pod kamieniem jeśli chodzi o tę zwariowaną paczkę, ale tak było! Teraz jednak uwielbiam ich całym sercem i przysięgam- na tę chwilę jest to mój ulubiony serial na całym świecie. Zdążyłam też wykupić sobie miesiąc na Netflixie, to było w zasadzie jeszcze w sierpniu, ale przez wrzesień korzystałam i nadrabiałam. Dalej twierdzę że pod kątem filmów dużo mi w nim brakuje, ale dla oglądania seriali sprawdza się perfekcyjnie!

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu- 12,9 cm za mną, a do końca pozostało 38,9 cm
Wyzwanie biblioteczne 2018- "Miłość za wszelką cenę" pochodziła z biblioteki.

Inne:
Podsumowanie sierpnia

Zapowiedzi:
Październik to dla mnie nowy Małecki, czyli "Nikt nie idzie" oraz wyczekiwana przeze mnie premiera "Więcej niż my".

Plany:
Nie wiem jak będzie wyglądać moja organizacja czasu w roku akademickim (i czy w ogóle będzie), więc na każdy miesiąc przewiduję sobie jeden tytuł do poznania, a reszta wyniknie w trakcie. I na październik wybrałam sobie "Fight Club", książkę która męczyła mnie już dawno, pojawiła się w "Lecie koloru wiśni" oraz "Do wszystkich chłopców, których kochałam", i którą wreszcie sobie kupiłam, także nie mogę się doczekać lektury!

W tym miesiącu na blogu pojawią się zaległe opinie, kwartalny stos książkowy oraz Wymiana Książkowa Przeczytaj i Podaj Dalej- praktycznie każdy post mam już ukończony, więc chociaż tyle roboty sobie odjęłam i będę się mogła skupić na celu "jak przeżyć pierwszy studencki miesiąc".
Co ciekawego planujecie na październik?
Czytaj dalej

"Dziewczyna, która wybrała swój los"- Kasie West


Oryginalny tytuł: Pivot Point
Rok polskiego wydania: 2018
Wydawnictwo: Feeria Young
Seria: Pivot Point
Ocena: 7/10


Droga Kasie West!

  To już dziewiąta Twoja książka, którą miałam okazję czytać, co stawia Cię w czołówce autorów po których historie najczęściej sięgam! Dla mnie jest to aż nieprawdopodobne, że od lipca 2016 roku kiedy zetknęłam się po raz pierwszy z stworzoną przez Ciebie historią, minęło już tyle czasu. Jednak jeśli mam być szczera- to nazwisko West już wcześniej przewijało mi się przed oczami, głównie za sprawą "Pivot Point" właśnie. Tak się złożyło że kupiłam nawet wersję w oryginale z zamiarem doskonalenia języka, ale odkładałam ją na wieczne później i Wydawnictwo Feeria Young mnie wyprzedziło z naszą polską wersją, czyli "Dziewczyną, która wybrała swój los". Tytuł jakże właściwy, świetnie obrazujący główną postać kobiecą- Addie Coleman, która żyje w świecie Paranormalnym i posiada moc Sprawdzania. Może wejrzeć w przyszłość i zobaczyć jak potoczy się jej życie, gdy podejmie taką a nie inną decyzję. Fantastyczna sprawa prawda? Otóż nie tak do końca i wydaje mi się że tutaj właśnie płynie morał z tej historii, ale o tym za chwilę.

  Rodzice Addie rozwodzą się i stawiają ją pod ścianą- może zamieszkać tylko z jednym z nich, a drugie przenosi się na stronę Normalsów, ludzi bez żadnych zdolności, czyli zwyczajnej szarej populacji jak ja czy Ty. Jednak każda z możliwości ma haczyk- w jednej wersji zetknie się ze śledztwem w sprawie morderstwa, a druga przedstawi jej obraz zbyt wyidealizowanego chłopaka, jednak najfajniejsze jest to, że te dwie rzeczywistości w pewnym momencie się połączą! Właśnie takiego rozbicia trochę obawiałam się przed rozpoczęciem lektury, ale jak widać pisarska wena pokierowała Cię zupełnie gdzie indziej. Obie wersje mają punkty wspólne, co świadczy o tym że każda decyzja w naszym życiu ma znaczenie i niesie ze sobą konsekwencje, zarówno negatywne jak i pozytywne, nie mamy jednak mocy sprawczej by odkryć kilka dróg a potem wybrać najwłaściwszą. Ale myślę że to jednak jest fajne, świadomość że możemy popełniać błędy i wyciągać z nich wnioski na bieżąco, a nie wybierać tę drogę która niesie ze sobą jak najmniej zmian czy zniszczeń- bo czasem i one są potrzebne, aby spojrzeć na swoje życie z innej, nowej perspektywy.

  Za każdym razem gdy piszę o Twoich książkach boję się powtarzalności. Wszak są one do siebie bardzo podobne i przy napisaniu opinii dla ośmiu z nich, ta dziewiąta może okazać się tą na którą braknie mi nowych słów i wpadnę w pułapkę pisania o tym samym. "Dziewczyna, która wybrała swój los" jest trochę inna od swoich poprzedniczek, ale dalej jest utrzymana w fajnym młodzieżowym klimacie i niesie ze sobą mądre przesłanie- żeby nie bać się podejmowania odważnych decyzji i liczyć się z ich konsekwencjami. Element który rozróżnia ją na tle reszty swoich sióstr to wątek paranormalny, cała reszta bardzo przypomina resztę Twojej twórczości- lekką i miłą.

  Sama Addie na początku wkurza swoim egoistycznym i narcystycznym podejściem, ale na przestrzeni stron albo się zmieniła, albo ja przestałam zwracać na to uwagę. Duke'a polubiłam od razu, natomiast Trevora dopiero po kilku rozdziałach i zostałam bardzo miło zaskoczona zakończeniem. Podoba mi się to, jak wszystkie wątki w pewnym momencie łączą się w spójną całość, a sama intryga kryminalna też mnie delikatnie spoliczkowała, bo takiego zwrotu akcji po prostu się nie spodziewałam. I jak na początku czytałam trochę beznamiętnie, to potem akcja się zagęszczała, a na końcu osiągnęła apogeum.

  Czy mi się podobało? Trzy razy tak. "Dziewczyna, która wybrała swój los" to fajna powieść dla młodzieży- lekka, przyjemna w odbiorze i szybka w czytaniu, co doskonale charakteryzuje Twoje książki. Fani powinni po nią sięgnąć bez żadnych obaw, a nowych czytelników może akurat zachęci wątek paranormalny w młodzieżowej odsłonie. Ja cieszę się że poznałam "Pivot Point", mimo iż nie był to oryginał tak jak planowałam, ale może i ten uda się kiedyś przeczytać i porównać dwie wersje. A na razie czekam na premierę drugiej części :)

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria Young!




Czytaj dalej

[BOOK TOUR] Joanne Macgregor- "Jej wysokość P."

 
Oryginalny tytuł: The Law Of Tall Girls
Rok polskiego wydania: 2018
Wydawnictwo: Kobiece Young
Ocena: 6/10

  Bardzo lubię czytać powieści młodzieżowe, mimo iż z każdym dniem coraz bardziej oddalam się od magicznego okresu, w którym teoretycznie powinnam je poznawać. Są to historie lekkie, często zabawne, ale najbardziej lubię jak wnoszą do mojego życia coś więcej poza kolejną "odhaczoną" pozycją. Jednakże "Jej wysokość P." troszkę przegięła w złą stronę.

  Peyton ma osiemnaście lat i magiczne 180 cm wzrostu, co w jej oczach czyni ją wielkoludem. Nie jest osamotniona w takim myśleniu, na jej sylwetkę wszyscy zwracają uwagę- kasjerki w kinie, ekspedientki w sklepie czy najbardziej dotkliwe ze wszystkich stworzeń na ziemi- nastolatki. Dziewczyna zyskuje przezwisko, a chodzenie do szkoły niejednokrotnie przypomina drogę przez mękę. Dodatkowo problemy rodzinne sprawiają że Peyton jest zmuszona o wiele szybciej dorosnąć- jak w takim razie zniknąć i pozwolić sobie na chwilę nieobecności?

  Największym problemem który dręczy mnie w związku z tą książką, jest jej przerysowanie. Uwielbiam gdy fabuła jest czymś więcej niż "spodobał mi się chłopak, o jejuśku co to będzie", gdy dotyka poważniejszych problemów i tutaj tak jest! Mierzymy się z ostracyzmem społecznym, fobiami, oczekiwaniami rodziców, nieśmiałością czy przede wszystkim- kompleksami. I to byłoby całkiem fajne, gdyby autorka wiedziała kiedy przestać. W jej wizji dosłownie każdy w każdej sytuacji wytyka głównej bohaterce jej wzrost. Podchodzi do baru złożyć zamówienie: "o jaka ty jesteś wysoka!"; płaci za bilet do kina: "jak to jest mieć tyle centymetrów wzrostu?" czy na szkolnych korytarzach "ej żyrafa!". Rozumiem że każdy z nas ma w swoim ciele coś co mu nie pasuje, rozumiem że można nie akceptować jakiejś swojej wady, ale w gruncie rzeczy tylko my je widzimy. Czy naprawdę jest tak że na każdym kroku obcy ludzie wytykają nam głośno nasze przywary? To było moje pierwsze zastrzeżenie już po pierwszych kilkunastu stronach i zostało ze mną już do końca. Dobrze gdy książka otwiera ludziom oczy i uczy samoakceptacji, zwłaszcza gdy jest to powieść młodzieżowa i ta grupa docelowa bardzo często mierzy się z własnymi kompleksami, jednak nie jestem do końca przekonana do ukazania tego w tej formie jaką zastosowała autorka.

  Drugą rzeczą która mi przeszkadzała był wątek miłosny. Nie wierzę że to mówię, bo na ogół uwielbiam ten zabieg w każdej książce, jednak tutaj naprawdę byłam na niego obojętna. Znowu- bohaterzy są fajnie wykreowani, mają jakieś tło, problemy z którymi się zmagają, ale przede wszystkim są dla mnie papierowi. Nie polubiłam ani Jaya, ani nawet Peyton, nie wspominając o całej reszcie. Wiem że to są fajne, mądre i ogarnięte osóbki, ale nijak nie potrafiłam wykrzesać z siebie sympatii do nich. A romans między główną dwójką był tyleż niepotrzebny co mdły.

  Dwie rzeczy które w tej książce są fajne, to styl autorki który jest naprawdę przyjemny w odbiorze oraz poruszenie tematu samoakceptacji u młodzieży. Ta druga jest co prawda z lekka przerysowana, dalej jednak twierdzę że dla ludzi stojących na schodach nastoletniości jest doskonałym wyborem. Jest mądra i skupia się na czymś więcej niż zachwyt nad nowo poznanym chłopakiem i mimo kilku wad nie uważam że zmarnowałam na nią czas. Może ja po prostu też inaczej do tego podchodzę, przez lata nauczyłam się że sami jesteśmy dla siebie najsurowszymi krytykami i tak naprawdę bardzo rzadko kogoś obchodzi nasz wygląd, a jak już tak się dzieje- to dlaczego ma to mieć na nas wpływ?


-----------------------------------------------------------------------
Książkę przeczytałam dzięki Karolinie, która zorganizowała z nią Book Tour-dziękuję!
Czytaj dalej

Jessica Park "To skomplikowane. Julie" & "Flat-Out Matt"

  

Oryginalny tytuł: Flat-Out Love & Flat-Out Matt
Rok polskiego wydania: 2016/ BRAK PL
Wydawnictwo: OMG Books/ BRAK PL
Seria: Flat-Out Love #1 / #1.5
Ocena: 10/10

  Chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć o dwóch książkach jednej autorki, które są dla siebie wzajemnym uzupełnieniem i jeśli tylko będziecie mieli okazję to warto przeczytać je w duecie. "To skomplikowane. Julie" już od dnia polskiej premiery wzbudzało moje zaciekawienie, jednak jak to często bywa zepchnęłam ją na dalszy plan i tak czekała sobie na liście "do kupienia". Chwilami nawet mój zapał opadał, ponieważ natykałam się na raczej przeciętne opinie na jej temat, ale moja intuicja podświadomie mówiła mi że to będzie coś fantastycznego i na szczęście dla mnie- miała rację. Dodatkowo bardzo zachęciła mnie do niej Paulina, co poskutkowało natychmiastowym zdjęciem z półki mojego egzemplarza i zatraceniu się w lekturze.

  Sytuacja z "Flat-Out Matt" wyglądała inaczej. Gdy skończyłam pierwszy tom, czułam potrzebę poznania dalszego ciągu, który niestety nie był dostępny w Polsce. Dlatego wyłożyłam trochę pieniędzy i za kilka dni do drzwi mojego domu zapukał listonosz z dwiema książkami autorki w języku angielskim. Moje podekscytowanie osiągnęło apogeum i od razu zabrałam się za historię Julie i Matta opowiedzianą oczami chłopaka, niestety poznawałam ją mozolnie przez trzy miesiące. To było moje pierwsze dłuższe spotkanie z książką w obcym języku i odkryłam że jest mi ciężej zmobilizować się do czytania, mimo iż fabuła mnie fascynuje. Dlatego czytałam sobie rozdział, dwa i robiłam trzy tygodnie przerwy i tak cały czas, co nie znaczy że wyniosłam z książki mniej, bo w sumie ja znałam już tę historię, teraz poznawałam jedynie drugi punkt widzenia.


Ale, ale. Nawet nie powiedziałam jeszcze o czym są te książki! Tak więc poznajcie Julie. Julie właśnie przyjeżdża do obcego miasta na studia i okazuje się że mieszkanie które opłaciła przez internet tak naprawdę nie istnieje. W chwili rozpaczy ratuje ją rodzina Watkinsów, która proponuje jej tymczasowe lokum w ich domu dopóki dziewczyna nie znajdzie sobie czegoś na stałe. Taki układ jej pasuje, jednak Erin, Roger, Matt, Finn oraz Celeste okazują się bardzo specyficznym typem rodziny. Ostatnia z nich ciągle nosi przy sobie papierową wersję swojego brata, co jak się dowiadujemy -jest jej sposobem na poradzenie sobie z jego wyjazdem. Radosna i bezpretensjonalna Julie wprowadzi do domu Watkinsów ciepło i rozmowę, których im brakowało od czasów pewnego dramatycznego momentu w ich życiu, a także poskleja pewne popękane serca. I ogólnie im mniej szczegółów z tej książki znacie, tym lepiej dla Was. Pewne rzeczy w założeniu mają być zaskoczeniem i tak warto je potraktować, bo przez to książka podnosi swoją wartość o kilka stopni.
"Flat-Out Matt" to natomiast uzupełnienie wcześniejszej historii o dokładnie dwie nowe sceny, których nie doświadczycie w "To skomplikowane. Julie" oraz pokazanie kilku rozdziałów z perspektywy Matta. Jest to cienka nowelka, jednak tak jak pisałam na początku- jeśli tylko macie okazję to czytajcie, bo poziom językowy nie jest trudny, tym bardziej że znacie już większość ze scen, bo są one powtórką z rozrywki.

  Czym tak bardzo zachwyciły mnie te książki? Chyba przede wszystkim tym, że są oznaczone etykietką "dla młodzieży", a niosą ze sobą o wiele więcej wartości niż niejedna powieść "dla dorosłych". Zaczynając czytanie liczyłam na coś dobrego, ale dostałam po stokroć więcej. Julie jest zabawna, radosna i chętna do pomocy- nie narzeka, a działa oraz jest odważna w każdym aspekcie swojego życia. Matt jest odpowiedzialny, kocha matematykę i swoją siostrę, a także stara się naprawiać wszystko co tylko się ta, także więzi rodzinne. Ich duet jest wspaniały, podoba mi się każda scena ich dialogu, każda minuta ich relacji- nie ma tam nic co chciałabym zmienić. Sama książka jest prosta i zabawna, ale niesie ze sobą pewien ładunek emocjonalny i autorka doskonale wie na której strunie zagrać by wywołać w czytelniku ścisk w żołądku. Już nawet niekoniecznie mam na myśli wzruszenie, choć ono też się pojawia, ale dobre momenty, radosne chwile, które są czymś więcej niż słowami na kartce papieru. Cały czas miałam wrażenie że wszyscy ci bohaterowie żyją i mogę się z nimi zobaczyć, co oczywiście nie jest prawdą, a doskonałymi umiejętnościami autorki która w naturalny sposób ożywia swoje postaci.


  Te książki mają w sobie coś takiego co sprawia, że chce się do nich wracać. Od kwietnia zdarzyło mi się to już kilka razy, ulubione fragmenty znam prawie na pamięć i jestem pewna że kiedyś będę w stanie wyrecytować je w każdej chwili. Lubię dużo książek, ale niewiele jest takich które poruszają mnie totalnie i wciągają bez reszty. "To skomplikowane. Julie" oraz "Flat-Out Matt" stawiam na podium ulubionych powieści, zaraz obok "Listów do utraconej" czy "Pułapki uczuć", a na półce czekają dwie kolejne książki autorki, mam nadzieję że równie wspaniałe.


Czytaj dalej

Podsumowanie miesiąca- sierpień 2018

Dzisiaj wyjątkowo późno przedstawiam sobie i Wam podsumowanie minionego miesiąca w moim wykonaniu- zazwyczaj starałam się je dodawać pierwszego dnia każdego miesiąca, ale ostatnio totalnie nie mogę wyrobić się w czasie. W sierpniu działo się dużo i większość rzeczy przeżywałam sama, bez obecności mediów społecznościowych, w których nawet w najlepszych momentach udzielam się rzadko.

Tegoroczny sierpień wyglądał bardzo podobnie do zeszłorocznego. Tkwiłam w rozjazdach, nie wiedziałam co ze sobą począć i na pewien czas zrezygnowałam z internetu. Byłam we Francji i wywiozłam stamtąd piękne wspomnienia, mało czytałam i w pewien sposób na nowo zdefiniowałam siebie samą. To chyba jeden z najwspanialszych miesięcy tego roku, a może nawet najwspanialszy i czuję się nim mocno otumaniona.

Bardzo łatwo odciąć się od internetu gdy jesteś za granicą i po prostu nie masz kiedy z niego korzystać. Spodobał mi się mój dwutygodniowy reset i brak kontaktu ze światem zewnętrznym (pomijając kilka prywatnych telefonów); spodobał mi się na tyle bardzo że gdy po powrocie zaczęłam sprawdzać pocztę, blogi, facebooka czy instagrama- poczułam się przytłoczona. Do Francji pojechałam pracować, ale czułam się jak na wakacjach- całkowicie wolna i szczęśliwa. Co dziwne- nie tęskniłam za Polską i ludźmi których tutaj zostawiłam, to teraz tęsknię za znajomościami nawiązanymi w obcym kraju i ciężko jest mi przestawić się na tryb domowy. Przyznano mi akademik, jednak jest z tym dużo więcej zachodu niż się spodziewałam, a poza tym muszę ogarnąć masę innych ważnych rzeczy, więc jest mi z lekka trudno. Cieszę się z wyjazdu na studia, jestem bardzo podekscytowana nowym etapem w moim życiu, ale na chwilowo moje serce zostało w innym kraju i nie potrafię się tutaj odnaleźć. Dwa tygodnie to mało, ale mam wrażenie jakby ten czas trwał dłużej i czuję się obco na własnym podwórku.

Skoro był reset od internetu to nie było mnie ani tutaj, ani na instagramie. Myślę że każdy czasem potrzebuje takiej przerwy- zamierzonej czy też nie, ja osobiście jestem z niej bardzo zadowolona. Czas kiedy żyje się chwilą obecną, a nie tym żeby dodać coś na instagramową relację jest dla mnie cenny i chwile spędzone w ten sposób stają się bardziej moje. Chciałam czytać więcej, ponieważ nie jestem pewna jak będzie wyglądał mój rok akademicki, jednak to postanowienie również poległo i w sumie książki były trzy. Filmy też trzy i kilkanaście odcinków serialu, to tak wygląda mój kulturalny bilans.


Książki:


Kasie West- "Szczęście w miłości"- Moja opinia tutaj
Tosca Lee- "Potomkowie"- Bardzo fajna powieść dla młodzieży, z ciekawością sięgnę po drugi tom, a na temat pierwszego naskrobię coś jak tylko znajdę na to chwilkę czasu i weny :)
Jessica Park- "Flat-Out Matt"- Pierwsza książka przeczytana w języku angielskim! Jestem z siebie bardzo dumna i szczęśliwa, poziom w sam raz dla mnie, ale zmobilizować się do lektury było mi trzy razy trudniej, bo wymagało to ode mnie większego skupienia. Moja opinia również pojawi się we wrześniu.

Oprócz tego przeczytałam jeszcze ponad połowę "Jej wysokość P." i właśnie dzisiaj ją dokończyłam, jednakże spodziewałam się czegoś innego. Na wyjeździe rozpoczęłam też "Legendarną posiadłość" i nie czuję się nią zbyt usatysfakcjonowana, ale przeczytam jeszcze trochę i zobaczę czy jest warta mojego czasu.


Filmy:

  • MAMMA MIA: HERE WE GO AGAIN- Jedna z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie filmowych premier tego roku okazała się cudowna! Nie wiem na ile porównałabym ją do jedynki, bo mimo wszystko trochę się od siebie różnią, ta druga jest bardziej melancholijna i oparta na przeszłości, ale równie świetna. Piosenki męczyłam i męczę dalej i jestem zauroczona Lily James oraz aktorem grającym młodego Billa. Ten film niesie ze sobą atmosferę upajającej wolności i dobrej zabawy, a pod koniec nawet uroniłam kilka łez. Dodaję do ulubionych i za niedługo do niego wrócę.
  • DO WSZYSTKICH CHŁOPCÓW, KTÓRYCH KOCHAŁAM- To była akurat najbardziej wyczekiwana premiera sierpnia i znów muszę pochwalić twórców. To bardzo przyjemny i zabawny film dla młodzieży, trochę się bałam że Netflix ośmieszy książkę i na siłę zrobi jaką dramę, ale nie. Ubrania głównej bohaterki to strzał w dziesiątkę, widoki również na plus, a aktorzy zostali dobrani świetnie (tylko Josh jakiś taki nijaki). Specjalnie dla tego filmu wykupiłam nowy miesiąc na Netflixie, mimo iż zarzekałam się że tego nie zrobię.
  • STOWARZYSZENIE MIŁOŚNIKÓW LITERATURY I PLACKA Z KARTOFLANYCH OBIEREK- Gdyby ktoś zapytał mnie o najlepszy film, który obejrzałam w minionym miesiącu, pokazałabym takiej osobie tę listę i bezradnie rozłożyła ręce, bo one wszystkie mnie urzekły i z pewnością do nich wrócę. Stowarzyszenie jest piękne, po filmie dwa razy bardziej doceniłam książkę którą wcześniej uznałam za dobrą, ale bez szału. Jednak szał jest, bo ta historia jest wyjątkowa. Po prostu musicie to zobaczyć, bo to zdecydowanie jest jeden z lepszych filmów tego roku. Prosty, a chwytający za serce.



Seriale:
Sierpień spędziłam z Przyjaciółmi, wkręciłam się w zakręcone przygody szóstki znajomych i będę kontynuować. Rozpoczęłam już trzeci sezon, krótkie odcinki pomagają w oglądaniu i sprzyjają skupieniu uwagi, zresztą jest to tak odprężająca produkcja, że może nawet lecieć w tle gdy coś robię.


Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu- 6,1 cm wskoczyło, czyli przede mną jeszcze 51,8 cm
Wyzwanie biblioteczne- w tym miesiącu żadna książka nie pochodziła z biblioteki

Inne:
Podsumowanie lipca
Fotorelacja z Wakacyjnej Wymiany Książkowej 2018

Zapowiedzi:
Nie mam pojęcia jakie książki mają premiery we wrześniu, bo to październik jest dla mnie po stokroć piękniejszy pod tym względem, ale może po drodze coś wpadnie mi w oko ;)

Plany:
We wrześniu chciałabym wreszcie skończyć "The Revolution Of Ivy", którą zaczęłam jeszcze w lipcu i tak jak mówiłam- do książki po angielsku ciężej mi się zmobilizować. Oprócz tego mam zaczęte "Miłość za wszelką cenę" oraz "Legendarną posiadłość" i dotrą do mnie dwie recenzenckie- "Drugie życie Izabel" oraz "Dziewczyna, która wybrała swój los". Patrząc na to ile ostatnio czytam to może być ciężko, ale wszystko jak zawsze wyjdzie w trakcie.

Dziękuję że tak chętnie do mnie zaglądacie i komentujecie i cieszę się z nowych obserwatorów w tym gronie-witajcie! Piszcie jak minął Wam sierpień :)
Czytaj dalej

Kasie West- "Szczęście w miłości"


Oryginalny tytuł: Lucky In Love
Rok polskiego wydania: 2017
Wydawnictwo: Feeria Young
Ocena: 8/10

  Czytałam ostatnio "Słuchaj swojego serca" i tak jakoś po jej skończeniu czułam że to za mało, że chciałabym dalej pochłaniać książkę która się skończyła, dlatego postawiłam na inny tytuł autorki który jako jedyny był przeze mnie nieprzeczytany. Jakoś tak ominęłam "Szczęście w miłości", ale podświadomie czułam że to będzie super i nie pomyliłam się. Słyszałam dużo negatywnych opinii skierowanych w jej stronę- "najgorsza książka Kasie West", "bohaterka doprowadzająca do rozpaczy" czy "nijaka, totalnie nie w stylu autorki", ale niestety z żadną z nich nie jestem w stanie się zgodzić, bo osobiście uważam że jest o wiele lepsza od chociażby "Miłość i inne zadania na dziś", którą wszyscy sobie chwalą.

  Co by się stało gdybyś nagle wygrała na loterii dużą sumę pieniędzy, pozwalającą na dostatnie życie do jego końca? Pytanie proste, a jednak nie. Podczas lektury bardzo często się nad tym zastanawiałam, niby nie jestem typem dziewczyny która łatwą ręką wydaje pieniądze i potrzebuje dużo rzeczy, ale w sumie nikt nie wie jak zachowa się w hipotetycznej sytuacji, dopóki nie stanie się ona dla niego realna. Maddie nagle pragnie nowego samochodu, imprezy na jachcie i ubrań od znanych projektantów, kiedy zawsze wystarczył jej wysłużony grat, domówki w gronie przyjaciółek i ciuchy z marketu, co przecież nie brzmi źle! Okazuje się że w jej życiu pojawia się masa ludzi którzy roszczą sobie prawa do jej wygranej i lepiej od niej wiedzą na co najlepiej ją wydać- czy ktoś jeszcze nie cierpi takiej arogancji? Czasem lepiej pewne rzeczy zachować w sekrecie, a życie stanie się prostsze.

  Ogólnie to lubię wszystkie książki autorki, na czele z "Chłopakiem na zastępstwo" i "P.S. I like you". Myślę że każdy ma swoje ulubione tytuły ulubionych pisarzy, mimo iż w pewien sposób wszystkie mu się spodobały. Po prostu mogą być fajne, ale kilka z nich wpływa na człowieka bardzo bezpośrednio, albo trafia po prostu na właściwy czas. Dlatego mimo iż uwielbiam książki Kasie West, to te dwie wspomniane wcześniej traktuję bardziej osobiście, a "Szczęście w miłości" bardzo zbliżyło się do tej magicznej granicy, jednak żeby stwierdzić to stuprocentowo będę chciała za jakiś czas przeczytać ją znowu, zresztą dość regularnie robię reread'y ulubionych czy dobrze wspominanych książek.

  Bardzo polubiłam główną bohaterkę- Maddie uwielbia się uczyć i nie należy do grona osób popularnych, dopiero po wygranej staje się rozpoznawalna i musi sobie z tym poradzić. Wybiera nie do końca dobre rozwiązania, ale nie umiem ocenić jej w zbyt surowy sposób- pieniądze bardziej dzielą niż łączą, a gdy się pojawiają rodzą wiele konfliktów. Maddie jest nastolatką która otrzymuje od losu ogromną szansę, ale też ogromną odpowiedzialność- uczy się postępować w taki sposób by pomagać, ale nie wyręczać, jednocześnie nie dając się stłamsić i oszołomić, co niejednokrotnie bywa trudne. Polubiłam też jej zażyłość z Sethem, to że byli przyjaciółmi i nie połączyło ich natychmiastowe uczucie, a ich relacja była spokojna i bardzo naturalna.

  Czy polecam "Szczęście w miłości"? Tak, zresztą inne książki autorki również. To doskonały wybór jeśli chodzi o powieść dla młodzieży, która jest mądra i lekka w odbiorze, ma interesujących bohaterów i ciekawe tematy przewodnie (teatr, muzykę, książki czy podcasty). Ja jak zawsze z niecierpliwością czekam na kolejną nowość, a ta już za niedługo!

Inne książki autorki na blogu:
Czytaj dalej

FOTORELACJA Z WAKACYJNEJ WYMIANY KSIĄŻKOWEJ 2018

Ostatniego lipca minął czas na wysłanie paczek z tegorocznej edycji Wakacyjnej Wymiany Książkowej i chociaż raz publikuję fotorelację w bliskim odstępie czasowym, a nie jak ostatnio-w październiku :D Ten rok przyniósł mi jedną sytuację zgrozy, ale na szczęście wszystko się wyjaśniło, a ja poczułam jak fajne osoby mnie otaczają i zgłaszają się do wymianek. Razem ze mną było nas 8, więc przedstawiam Wam tyle samo zdjęć książek i dodatków które wysłałyśmy i otrzymałyśmy :)





Beata dla Gosi





Dzosefinn dla Dominiki K.


Tradycyjnie proszę Was o sprawdzenie czy nie pomyliłam się przy Waszych imionach i zapraszam za rok! <3
Czytaj dalej