[ZAPOWIEDŹ] Kasie West- "Miłość i inne zadania na dziś"

Już niedługo, bo dokładnie 9 maja 2018 swoją premierę będzie mieć najnowsza książka Kasie West, jednej z moich ulubionych autorek powieści młodzieżowych! Poniżej przeczytacie czym tym razem zaskoczy nas autorka ;)


Przed 17-letnią Abby Turner całe lato. I ta perspektywa byłaby najwspanialsza na świecie, gdyby nie to, że… z paczki jej przyjaciół w mieście zostaje tylko Cooper, któremu kiedyś wyznała miłość, ale on zbył ją śmiechem, jej tata jest gdzieś daleko, a pod jego nieobecność mama już prawie nie wychodzi z domu i wszędzie szuka zagrożeń. Abby marzyła o wystawieniu swoich obrazów w miejscowym muzeum, ale jej prace zostały odrzucone – podobno brak im głębi i dojrzałości.

W tej sytuacji Abby postanawia ekspresowo dojrzeć. Tylko jak to zrobić? Pomóc może stworzenie listy zadań, których wykonanie przyniesie doroślejsze spojrzenie na świat. Abby daje sobie miesiąc na zrealizowanie wszystkich jedenastu punktów ze swojej "Listy serca". Wróć, dziesięciu, bo jedenasty punkt, "mieć złamane serce", już zaliczyła.

Ale gdy ten miesiąc nieuchronnie mija, Abby zaczyna zdawać sobie sprawę, że aby zostać prawdziwą artystką, być może trzeba nie tylko wypełnić zaplanowane zadania, ale nawet… zmienić siebie. Czy poszukując prawdziwej siebie, znajdzie jednocześnie odwzajemnione uczucie?...


"Miłość i inne zadania na dziś" to kolejna w dorobku autorki świetna powieść zarówno dla młodzieży jak i dla starszych osób, co doskonale ilustruje mój przykład ;) Powoli zbliżam się do końca i serdecznie zapraszam Was na przedpremierową opinię, która ukaże się już jutro! 
Czytaj dalej

[PREMIEROWO] Mathilde Aloha- "Story of bad boys"


Oryginalny tytuł: Another Story of Bad Boys
Rok polskiego wydania: 2018
Wydawnictwo: Feeria Young
Seria: Story of Bad Boys #1
Ocena: 8/10

  Jestem wielką fanką powieści młodzieżowych i nie sądzę by te kiedyś mi się znudziły, dlatego gdy ujrzałam piękną okładkę "Story of bad boys" i przeczytałam jej opis- wiedziałam że chcę ją poznać! Miałam obawy że tytuł okaże się mocno przeciętny i nie uraczy mnie niczym ciekawym, ale całe szczęście tak nie jest.

  Liliana Wilson potrzebuje przestrzeni i oddechu od rodzinnego Miami, dlatego decyduje się na studia dziennikarskie w odległym Los Angeles, a przypadek sprawia że zostaje przydzielona jako trzecia współlokatorka do pokoju Evana i Camerona. Jeden z nich jest niczym starszy brat, drugi budzi w niej pożądanie, ale Lili odkrywa że obaj notorycznie wracają do mieszkania poobijani. Każdy skrywa jakieś sekrety- ona ma swoje a chłopaki swoje, jednak poznanie tych drugich staje się dla niej zbyt kuszące aby się powstrzymać.

  "Story of bad boys" zapowiadało lekką i przyjemną wakacyjną opowieść, choć tutaj pomyliłam się już na starcie, bo mimo iż okładka jest iście letnia, to akcja rozgrywa się na początku roku akademickiego. Muszę jednak przyznać, że fabuła tocząca się w uczelnianych murach to jakieś 5% całej historii, reszta dzieje się poza nimi. Mamy Lilianę, młodą studentkę której przyjaciółka leży pogrążona w śpiączce i nie wiadomo czy kiedykolwiek się obudzi. Lili obwinia siebie za wydarzenia, które do tego doprowadziły, choć czytelnik do samego końca może jedynie podejrzewać co to było, autorka nie mówi nam o tym wprost. Również Evan i Cameron mają swoje sekrety i tutaj też są one owiane nutką tajemnicy, której nikt nie chce nam przedwcześnie zdradzić, mimo iż możemy przypuszczać sobie do woli. Autorka powoli szarpie za sznurki i podejrzewam, że dopiero drugi tom rozjaśni nam nieco w głowie. Podobało mi się również zakończenie, które jest spokojne i nie zawiera w sobie jakiegoś nagłego zwrotu akcji, a wygląda raczej tak jak można zamknąć jeden rozdział a nie całą książkę.

  Bohaterów naprawdę polubiłam, żaden z nich nie wywołał u mnie natychmiastowej chęci wyrzucenia książki przez okno ani nie wzbudził we mnie irytacji. Lili była bardzo miłą i niekonfliktową osóbką, Evan rzeczywiście może kandydować na tytuł starszego brata, natomiast Cameron ostatecznie okazał się zabawnym facetem z problemami z komunikacją.

  "Story of bad boys" początkowo zapowiadało się dla mnie jako kopia DIMILY od Estelle Maskame. Inna fabuła i inne miejsce akcji, ale podskórnie czułam że te powieści będzie się czytało podobnie i miałam rację. Jednak powieść Mathilde Aloha wydaje mi się przystępniejsza i mniej przedramatyzowana, co sprawia że w moim prywatnym podium oceniam ją korzystniej niż powieści Pani Maskame. Nie jest to może drastyczna różnica, ale gdyby ktoś zapytał co podobało mi się bardziej, odpowiedziałabym "The story of bad boys". Nie zaliczam jej również do grona ulubionych, jest to przyjemna powieść dla młodzieży, taka "na raz", ale nie zmienia to faktu że z radością przekręcałam kolejne strony i połknęłam tę książkę w kilka godzin. Teraz z niecierpliwością czekam na drugi tom, który z pewnością przeczytam bo jestem bardzo ciekawa jak potoczą się losy Lili, Camerona i Evana.

Za możliwość przeczytania powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria Young!

Czytaj dalej

WIELKA WYMIANA KSIĄŻKOWA PRZECZYTAJ I PODAJ DALEJ // 5

To już piąty raz kiedy biorę udział w Wielkiej Wymianie Książkowej organizowanej przez Magdę oraz Dagmarę. Tym razem bawimy się od 15 do 22 kwietnia i mimo iż trochę się spóźniłam z publikacją posta, mam nadzieję że uda mi się coś wymienić, ponieważ tej akcji nigdy nie zdarzyło mi się zakończyć z pustymi rękami ;)


1. Laura Gallego- "Księga portali"- stan idealny, nieczytana
2. Tammara Webber- "Tak krucho"- stan bardzo dobry
3. Michelle Hodkin- "Mara Dyer. Tajemnica"- stan bardzo dobry
4. Kathrin Lange- "Serce w kawałkach"- stan bardzo dobry, egzemplarz recenzencki przed korektą
5. Lauren Kate- "Upadli"- stan dobry
6. Marianne Curley- "Straż"- stan dobry
7. John Marsden- "W objęciach chłodu" - stan bardzo dobry
8. Ally Condie- "Dobrani"- stan idealny
9. Veronica Roth"- "Niezgodna" & "Zbuntowana"- stan bardzo dobry, wolałabym wymienić w komplecie
10. Rainbow Rowell- "Załącznik"- stan bardzo dobry
11.Gabrielle Zevin- "Zapomniałam, że Cię kocham"- stan bardzo dobry
12. Joss Stirling- "Znajdę Cię Crystal"- stan bardzo dobry



13. Alan Bradley- "Tych cieni oczy znieść nie mogą"- stan idealny
14. Rhiannon Frater- "Pierwsze dni"- stan idealny
15. Dave Eggers- "Dzikie stwory"- stan dobry
16. Robert Kilen- "Krew Illapa"- stan bardzo dobry
17. Eva Pohler- "Purgatorium"- stan bardzo dobry
18. Nicole Byrd- "Zdradzona"- stan idealny
19. Sidney Sheldon- "Czy boisz się ciemności?"- stan bardzo dobry
20. Adriana Trigani- "W stylu Valentine"- stan bardzo dobry
21. Cathy Glass- "Run, Mummy, Run"- stan dobry, wersja anglojęzyczna, pieczątka szkoły językowej w środku
22. Lee Crutchley- "Jak być szczęśliwym (albo chociaż mniej smutnym)- stan dobry, kilka początkowych stron jest wypełnionych przeze mnie
23. Robert Trojanowski- "Z życia dzieci wzięte"- stan idealny
24. Remigiusz Mróz- "Kasacja"- stan bardzo dobry, wydanie kieszonkowe



STAN IDEALNY- książka nowa, nieczytana
STAN BARDZO DOBRY- książka raz przeze mnie przeczytana, ale wygląda na nówkę sztukę
STAN DOBRY- książki pochodzące z wymian, widać lekkie zagięcia okładek, jednak nie jest to nic co utrudniałoby czytanie


Niektóre tytuły jestem w stanie wymienić w systemie dwie moje za jedną Twoją, w razie potrzeby dodatkowych zdjęć- proszę pisać :) Złapać mnie można tutaj, albo pod mailem dominika.justyna@poczta.onet.pl 


Czytaj dalej

[PRZEDPREMIEROWO] J.A.Redmerski- "Zabić Sarai"


Oryginalny tytuł: Killing Sarai
Rok polskiego wydania: 11.04.2018r. PREMIERA!
Wydawnictwo: NieZwykłe
Seria: W towarzystwie zabójców #1
Ocena: 8/10


  Chciałabym dzisiaj pogadać sobie o książce która przyciągała mnie do siebie już od pierwszej zapowiedzi, jednak nie opisem, a nazwiskiem autorki na okładce. Jessica Ann Redmerski to osoba, której zawdzięczam zmianę mojego światopoglądu i samej siebie o naprawdę sporą ilość stopni. "Na krawędzi nigdy" i "Na krawędzi zawsze" pokazały mi, że życie może wyglądać lepiej- bardziej kolorowo i bardziej prawdziwie niż kiedykolwiek śmiałabym pomyśleć. Udowodniły mi, że mam w sobie głód podróży, niezaspokojoną potrzebę słuchania dobrej muzyki oraz moje marzenia w moich rękach. Są to książki, które po części ukształtowały mój obecny charakter, albo chociaż kilka jego odłamów i już do końca życia będę wdzięczna autorce za to, że stworzyła tak potrzebną mi w tamtym okresie życia powieść. To dlatego zapałałam tak wielkim entuzjazmem do jej nowej dla mnie powieści- "Zabić Sarai".

  Gdy Sarai miała czternaście lat, razem z matką przeprowadziła się do Javiera Ruiza, znanego barona narkotykowego. Dziewczyna została niewolnicą i mimo iż przysługiwały jej specjalne względy, nigdy nie porzuciła myśli o ucieczce z tego miejsca. Taka okazja objawiła się w postaci Victora, zabójcy który pojawił się w domu Ruiza aby przedyskutować zlecone mu zadanie. Sprawy toczą się jednak inaczej niż Sarai podejrzewała i teraz wszyscy chcą ją zabić, a Victor zaplątany w niespodziewaną ucieczkę musi utrzymać ją przy życiu, tym bardziej że między tą dwójką pojawia się niecodzienne uczucie.

  Mam tak duże zaufanie do autorki, że nawet przez chwilę nie pomyślałam, że ta książka mogłaby mi się nie spodobać. Byłam pewna że J.A.Redmerski sprosta moim oczekiwaniom, wszak już raz pokazała na co ją stać. Problem w tym, że kiedy poznajesz kolejną historię od autorki która jest dla Ciebie tak ważna, pojawia się pytanie czy ta okaże się równie zachwycająca jak jej poprzedniczki.Odpowiedź brzmi: i tak i nie. "Zabić Sarai" to bardzo dobra powieść- jest napakowana akcją, bohaterów polubiłam już od pierwszej strony i do samego końca nie byłam pewna jak to się skończy. Jednak nie zmieniła ona mojego życia, nie wpakowała się do niego z jakimś wartościowym cytatem, ani też nie wywołała na mojej twarzy łez. Przeczytałam ją zaskakująco szybko i nie mogłam się oderwać, jednak "Na krawędzi nigdy" z mojego prywatnego podium nie spadło. Ale w sumie tego się spodziewałam, bo wyjątkowe książki na zawsze zapisują się w naszych sercach i nic nie jest w stanie ich zepchnąć.

  Sarai to bardzo fajna i bardzo naturalna dziewczyna. Mając dwadzieścia trzy lata przeżyła tak wiele rzeczy, że częściowo zobojętniała na widok krwi i śmierci, ale zachowała swoją empatię i głos sumienia.Wie że chce uciec i robi wiele by to pragnienie się urzeczywistniło. Momentami było mi przykro z jej powodu- nie miała dostępu do tylu rzeczy, które ja osobiście uważam za codzienne, jak na przykład ciepła kąpiel czy świeże ubranie, ale mimo wszystko zachowywała jako taki optymizm, bo wiedziała że inni mają gorzej. Ta bohaterka nie dramatyzuje, nie stara się być na siłę inteligentna czy zachwycona dopiero co poznanym facetem, jest przede wszystkim realna i bardzo łatwo było mi uwierzyć, że taką Sarai można gdzieś spotkać.

  Kiedy szukałam informacji na temat tej książki, dowiedziałam się że została wydana pięć lat temu i  początkowo byłam zdziwiona, że dopiero po tak długim czasie pojawia się u nas jej tłumaczenie, skoro J.A.Redmerski już debiutowała na naszym podwórku i wyszło jej to całkiem nieźle. Dalej jestem zaskoczona tym faktem, ale też szczęśliwa że wreszcie się to udało, a kolejny tom ujrzymy już w lipcu! Z pewnością sięgnę po kontynuację, bo jak już kiedyś pisałam "przeczytam nawet listę zakupów napisaną przez tą Panią". Przyczepiłabym się może jedynie do korekty, ponieważ niejednokrotnie widywałam kwiatki w postaci powtórzeń, literówek czy zmieniania końcówek męskich na żeńskie i odwrotnie, jednak wierzę że wszystko jest do poprawienia.

  "Zabić Sarai" dumnie stoi na półce obok "Na krawędzi nigdy" i aż nie mogę się na nie napatrzeć i nacieszyć tym widokiem. Jestem szczęśliwa, że po tylu latach wreszcie mogłam przeczytać coś nowego od jednej z moich ulubionych autorek i czekam na moment, kiedy będę to mogła zrobić ponownie. A wszystkim tym, którzy nie są do końca przekonani- czytajcie! Dajcie szansę nowej autorce i nie bójcie się, że może nie dorównać innym, bo nie o to tu chodzi, a o dobrą rozrywkę.

Inne powieści autorki na blogu:

Za możliwość przedpremierowego przeczytania i napisania opinii dziękuję Wydawnictwu Niezwykłe

Czytaj dalej

[BOOK TOUR] Estelle Maskame- "Wróć, jeśli masz odwagę"


Oryginalny tytuł: Dare to fall
Rok polskiego wydania: 2017
Wydawnictwo: Feeria Young
Ocena: 6/10


  Estelle Maskame była mi już wcześniej znana z wakacyjnej trylogii DIMILY, po której mam pozytywne odczucia, mimo iż od zakończenia z nią mojej przygody minął już rok. Uważam że dziewczyna pisze dobrze, bardzo lekko i bardzo przyjemnie, co sprawia że te książki wręcz się połyka. Nie inaczej było i tym razem. Poznajemy siedemnastoletnią MacKenzie, która odsunęła się od swoich przyjaciół po tym jak zginęli ich rodzice. Miała swoje powody, jednak teraz tęskni za kontaktami z nimi i próbuje to naprawić. Czy będzie miała na tyle odwagi by to zrobić?

  MacKenzie jest jedynym punktem powieści, z którym zdecydowanie miałam problem. Raz za razem podejmuje irracjonalne decyzje, których nijak nie potrafię zrozumieć. Głupio się zachowuje, a powody jej milczenia i obojętności w stosunku do rodzeństwa Hunterów również budziły moje zdziwienie. Jest nastolatką i ma ode mnie taryfę ulgową właśnie przez wzgląd na ten wiek, zresztą bohaterkom powieści młodzieżowych wiele jestem w stanie wybaczyć. Każdy z nas popełnia błędy i najważniejsze jest to, by wyciągać z nich wnioski. Kenzie stara się godzić ze sobą pracę, naukę i spotkania towarzyskie, a na dodatek radzi sobie z problemami domowego zacisza. Tak w sumie jest dość bystrą i ogarniętą osóbką, rzecz w tym że totalnie nie wychodzi jej rozwiązywanie jakichkolwiek problemów w sposób nieinwazyjny. Przykład z książki: musisz podjąć decyzję dotyczącą Twojego obecnego chłopaka, jednak nie możesz tego skonsultować ani z nim, ani z żadnym swoim przyjacielem. Co robisz? Udajesz się do swojego byłego faceta i prosisz go o radę. Logiczne. Mam zresztą wrażenie, że Kenzie jest dość podobna do Eden- bohaterki DIMILY, choć to chyba zasługa tego że obie dziewczyny wytworzyły się w wyobraźni tej samej kobiety.

  Cała reszta bohaterów pozostała dla mnie obojętna- polubiłam Jadena, starałam się zrozumieć Dani, śmiałam się razem z Willem i smuciłam z Holdenem, jednak żadne z nich nie wyróżnia się niczym na tle całej gamy powieści młodzieżowych i jestem pewna, że tak szybko jak ich poznałam, tak szybko też o nich zapomnę. Sensacja dotycząca jednego z nich, pod koniec naprawdę mnie zaskoczyła, ponieważ czytałam tę książkę dość obojętnie i w sumie nie zastanawiałam się nad nią głębiej. Bardzo mi miło że w młodzieżówkach są rzeczy, które w dalszym ciągu są w stanie mnie zaskoczyć.

  "Wróć, jeśli masz odwagę" nie wzbudziło we mnie żadnych emocji, czytałam tę książkę dla samego faktu czytania, po to aby urozmaicić sobie wolny czas i obyło się bez fajerwerków. To fajna historia napisana w bardzo lekki sposób dzięki czemu nie nuży, a kartki przewija się błyskawicznie. Jednak to tytuł "na raz", szybko zapomnę o większości wydarzeń i nie wrócę ponownie. Jednak książki Estelle mają w sobie coś takiego, co sprawia że z każdą nowo publikowaną historią mam ochotę się w nią zagłębić, mimo iż wiem że będzie raczej przeciętna. I nie wiem czy to tylko mój wymysł, ale bardzo chętnie przeczytałabym tom drugi, który opowiadałby historię Dani i Holdena- ta dwójka idealnie pasuje mi na główną parę kolejnej części, o ile taka powstanie.

-----------------------------------
Książkę poznałam w ramach Book Touru organizowanego przez Michalinę i serdecznie dziękuję za to, że mogłam wziąć udział!

Inne książki Estelle Maskame na blogu:

Czytaj dalej

Podsumowanie miesiąca- marzec 2018

W marcu nie zanotowałam jakichś wielkich wydarzeń, jednak stwierdzam że ten miesiąc wyjątkowo nie przeleciał mi przez palce, jak to było chociażby w lutym. Nie robiłam nic specjalnego, ponieważ większą część tego okresu zajmowała mi praca, a jednak mam wrażenie że dobrze spożytkowałam czas. Kiedy już myślałam że popadnę w jakąś zimową depresję, na niebie pojawiły się pierwsze promienie słońca i wygoniły mnie z domu na spacer. Potrzebowałam tej wiosny, tej zmiany pogody, tego pierwszego wiosennego deszczu i zmiany tej szarej, zimnej rzeczywistości która już powoli dawała mi w kość. Przez poprzednie lata ta zima jakoś niespecjalnie mnie przejmowała, zawsze z rezerwą patrzyłam na ludzi czekających na wiosnę, kiedy ja najchętniej żyłabym w krainie wiecznej jesieni. A jednak czułam się przytłoczona i kiedy pojawiła się okazja do ubrania wiosennych butów i kurtki- byłam bardziej niż szczęśliwa.

Marzec to suma takich małych radości- kupiłam dwie pary nowych butów, podczas gdy naprawdę nie lubię tego robić. Jadłam pyszną pizzę w mojej ulubionej restauracji i świętowałam urodziny koleżanki. Słuchałam irlandzkiej muzyki na żywo z okazji Dnia Świętego Patryka. Byłam w kinie, na filmie który co prawda nie do końca mnie zadowolił, ale mimo wszystko oglądało się go całkiem przyjemnie. Po raz pierwszy odwiedziłam rzeszowski oddział księgarni Tak Czytam. Spacerowałam w nocy. Spacerowałam w dzień. Uczestniczyłam w nabożeństwach pasyjnych oraz rekolekcjach wielkopostnych. Z powodzeniem odhaczałam kolejne dni mojego wyzwania "bez czipsów i kupnych słodyczy". Słuchałam dobrej muzyki, widziałam fajne filmy i czytałam książki. Kupiłam też kilka nowych kosmetyków w mojej ulubionej drogerii i wygrałam koszulkę za wypełnienie ankiety. To był spokojny miesiąc, ale wypełniony fajnymi chwilami.

Starałam się codziennie działać na blogu: dopisać jakiś akapit w zaczętej opinii, dodać zdjęcia do posta czy uporządkować zakładki. Z tego ostatniego jestem bardzo dumna, ponieważ porobiłam sobie zaległości i miałam w nich duży bałagan, który opanowałam. Teraz mam dostęp do zakładki "PRZECZYTANE", gdzie podlinkowałam każdą opinię jaką napisałam w przeciągu ostatnich pięciu lat, zaktualizowałam zakładkę "KONTAKT & WSPÓŁPRACA", do której dodałam resztę książek jakie dostałam od Wydawnictw, oraz "WYMIANY" którą uzupełniłam o zdjęcia i zaległe linki.
W miarę systematycznie starałam się odpowiadać na komentarze i komentować u Was, i jestem prawie na bieżąco z pisaniem postów na temat przeczytanych książek.

Książki:


♥ Rainbow Rowell- "Załącznik"
♥ Harlan Coben- "Nie mów nikomu"
♥ Gabrielle Zevin- "Zapomniałam, że Cię kocham"
♥ Carlos Ruiz Zafón- "Więzień nieba"
♥ Estelle Maskame- "Wróć, jeśli masz odwagę"

Ostatnimi tygodniami czas na czytanie znajdowałam jedynie wieczorami po powrocie z pracy, kiedy to przed snem starałam się skubnąć chociaż jeden rozdział i w samej pracy, ale tam czytałam jeszcze mniej. W dni wolne rzadko poświęcałam się mojej ulubionej czynności, ponieważ wolałam obejrzeć jakiś film, popisać posty na bloga, albo po prostu odpocząć czy zrobić coś w domu. Dlatego przy wyborze lektur kierowałam się przede wszystkim tym, żeby były to proste i nieskomplikowane historie "na raz", takie przy których nie muszę się zbytnio skupiać. Wyjątek stanowił Zafón i ujmujący "Więzień nieba" oraz Harlan Coben, ponieważ od "Nie mów nikomu" nie mogłam się oderwać!


Filmy:
Na początku marca wystartowałam z darmowym miesiącem próbnym na Netflixie i chociaż sama platforma nie spełniła moich oczekiwań, to jednak dzięki niej udało mi się obejrzeć kilka filmów. Po prostu być to tania i naiwna produkcja dla młodzieży, liczyłam że będzie podobna do mojej ulubionej Randki z gwiazdą, jednak srogo się przeliczyłam. Bo o ile zamysł był okey, to brakowało mi naturalności, swobody, humoru, a przede wszystkim muzyki. Jak na film o nastoletniej gwieździe pop, nie ma tam żadnej piosenki. Nie jest tragiczny, ale drugi raz bym go nie włączyła. Miłość aż po ślub to była moja mała zachcianka odkąd zobaczyłam zwiastun, po raz kolejny dałam się jednak nabrać. Wszystko co zabawne schowali do tych kilku minut trailera, film jest przedramatyzowany, a bohaterowie nie są ani intrygujący, ani ciekawi. Jest to francuska komedia, a wiem że te są dość specyficzne- ja polubiłam tylko jedną postać która i tak źle kończy, cała reszta mnie srogo rozczarowała ( a główny bohater zwłaszcza). Gdy spotkaliśmy się pierwszy raz chciałam zobaczyć tylko i wyłącznie ze względu na obsadę: Alexandra Daddario, Shelley Henning, Robbie Amel oraz Adam deVine. Nie kliknęłabym w ten film ponownie, jednak z całej trójki widzianych na Netflixie ten wypada najlepiej. Jest przede wszystkim zabawny, bohaterowie są naprawdę ujmujący i nie piszę tego tylko ze względu na sympatię do nich. Każdego dnia widziałam w kinie i wiedziałam, że nie chcę czytać książki, jednak zwiastun mnie oczarował. Po seansie sądzę że był w porządku, jednak nie wybrałabym się na niego ponownie z tą wiedzą, którą teraz posiadam. Jest uroczy i słodki, ale idealny dla nastolatków, mnie takie filmy już nie ekscytują tak bardzo jak kiedyś. Pitch Perfect 3 to był mój obowiązkowy przystanek i świadomość, że to już ostatnia odsłona wywołuje mój smutek. Ścieżka dźwiękowa jest NIESAMOWITA (zresztą jak za każdym razem), jest dużo humoru wymieszanego jednak ze smutkiem ostatecznego pożegnania się z bohaterami. Ten film dobitnie pokazał mi jak zmienia się rzeczywistość osób, które są zmuszone zacząć dorosłe życie- jak powoli ograniczają się nasze kontakty i jak staramy się sobie radzić, czasem na przekór sobie. Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć chciałam obejrzeć głównie dlatego, że pisząc post o HP zatęskniło mi się za tą historią. Już od pierwszych minut wiedziałam, że Eddie Redmayne tą jedną rolą kupi moje serce i aż do końca moja opinia się nie zmieniła. To cudowny bohater, cudowny aktor i już nie mogę się doczekać innych filmów z jego udziałem i drugiej części produkcji! Mam też wrażenie, że ta seria spodoba mi się bardziej niż HP, może dlatego że od początku historii bohaterowie są dorośli tak jak ja, a nie są dziećmi. Dziewczyna i chłopak wszystko na opak to powtórka, film który widziałam już trzeci raz w ciągu roku i ciągle podoba mi się tak samo! Lepszy model to disneyowska produkcja, do obejrzenia "na raz", nie sądzę abym do niej powróciła.

Seriale:
Jedynym serialem jaki oglądałam w marcu był Once Upon A Time. Przez kilka ostatnich miesięcy jakoś się mijaliśmy, może dlatego że widziałam zbyt wiele na raz i po prostu poczułam przesyt. Obejrzałam 8 odcinków piątego sezonu i jakoś nie jestem przekonana. To w dalszym ciągu świetny serial- baśniowe wątki łączą się i dzielą, po to by za sezon czy dwa znów powrócić i namieszać. Karty są odkrywane powoli, możemy jedynie przypuszczać czy nie zdradzi nas ktoś kogo obdarzyliśmy zaufaniem. Jednak wydarzenia z piątego sezonu są dla mnie jakieś niewystarczające. Więcej tu niewiadomych i takiego chodzenia na palcach wokół wszystkiego dookoła i osobiście musiałam zrobić kolejną przerwę, ponieważ się nudziłam.


Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu- 12,3 cm za mną, czyli pozostało jeszcze 118,5 cm
Wyzwanie biblioteczne- Z biblioteki pochodził jedynie "Więzień nieba", którego trzymałam bodajże od listopada i chciałam przeczytać, żeby nie mieć wyrzutów sumienia z powodu przetrzymania książki, która sama w sobie była bardzo dobra!

Inne:
Podsumowanie lutego
WIELKA KSIĄŻKOWA KONFRONTACJA
KWARTALNY STOS KSIĄŻKOWY

Zapowiedzi:
"Zabić Sarai", "Story of bad boys" oraz "Scarlett"- więcej na ich temat poniżej :)

Plany:
W marcu załapałam się jako recenzentka do kilku książek i to głównie one będą wiodły prym w kwietniu. "Zabić Sarai"- J.A.Redmerski to tytuł, co do którego nie ciągnie mnie ze względu na fabułę, a na autorkę która jest jedną z moich ulubionych. "Story of bad boys"- Mathlide Aloha, ponieważ szukałam czegoś lekkiego, wakacyjnego, w klimatach zdecydowanie młodzieżowych i znalazłam to u Wydawnictwa Feeria. Mam nadzieję, że mi się spodoba! "Scarlett" Marissy Meyer teoretycznie powinno do mnie przywędrować, ponieważ premiera jest w kwietniu, ale na razie nie mam żadnych informacji na jej temat- ktoś coś? Jest jeszcze "Bez serca", którego ostatnie strony będę podczytywać na dniach, żeby wysłać do kolejnej osóbki z listy, bo to książka booktourowa.



Jaki był Wasz marzec?
Czytaj dalej

KWARTALNY STOS KSIĄŻKOWY

Kiedy w styczniu tego roku popełniłam bookhaul z całego 2017 roku, obiecałam sobie, że tym razem będę się pilnować i w miarę regularnie publikować moje najnowsze zdobycze książkowe. Kwartał wydawał mi się całkiem rozsądnym wyjściem, dlatego dzisiaj z radością pokazuję Wam jakie tytuły zasiliły moją biblioteczkę na przestrzeni ostatnich trzech miesięcy.



  1. "Ognisty pocałunek"- Jennifer L.Armentrout (wymiana, którą popełniłam jeszcze w zeszłym roku, jednak książka dotarła w pierwszych dniach stycznia)
  2. "Ławeczka pod bzem"- Agnieszka Olejnik ( wygrana u bookworm, jestem bardzo ciekawa twórczości autorki, ponieważ Agata bardzo ją sobie chwali <3)
  3. "Kolacja z wampirem"- Abigail Gibbs ( czytałam ją już kiedyś przy okazji Book Touru, ale chciałam mieć na własność. Zapłaciłam za nią około 10 zł, więc śmiało mogę nazywać się mistrzem okazji ;))
  4. "Prawdodziejka"- Susan Dennard ( zakup własny, już nie za taką okazyjną cenę jak poprzedniczka, ale ta książka jest świetna więc warto!)
  5. "Dwór skrzydeł i zguby"- Sarah. J. Maas ( drugi tom miał TAKIE zakończenie, że jak najszybciej chciałam zobaczyć co było dalej, jednak do tej pory książka stoi nieprzeczytana)
  6. "Listy do utraconej"- Brigid Kemmerer ( najpiękniejsza, najwspanialsza i najprawdziwsza młodzieżówka z jaką miałam do czynienia od bardzo dawna!)
  7. "Zapomniałam, że Cię kocham"- Gabrielle Zevin ( kupiona w rzeszowskim TAK CZYTAM, jednak nie przypadła mi do gustu tak jak oczekiwałam)
  8. "Nie mów nikomu"- Harlan Coben ( zakup własny, początek prenumeraty i bardzo udane moje pierwsze spotkanie z autorem)
  9. "Dla Ciebie księżyc"- M.P. Rawinis ( również zakup z TAK CZYTAM za oszałamiającą złotówkę, a to dlatego że kiedyś czytałam inną książkę z tej mini-serii i byłam pozytywnie zaskoczona)
  10. "Promyczek"- Kim Holden ( biedronkowy zakup. Kiedy już myślałam że jej nie kupię i pogodziłam się z tym faktem, to znalazłam ją w innej Biedronce :D )


Tak więc wygląda 10 książek, które trafiły do mnie w pierwszym kwartale 2018 roku. Czy jestem zadowolona? Udało mi się zdobyć trzy książki, które czytałam i bardzo chciałam mieć na półce, poznałam cudowne "Listy do utraconej", które były dla mnie największym (jak dotąd) zaskoczeniem w tym roku, jednak wiele książek kupiłam, co mnie z lekka smuci ponieważ chciałam ruszyć moje egzemplarze, które tylko się kurzą. Jednak 6 na 10 już przeczytałam, więc odganiam smutaski. A jak wyglądają Wasze nowe nabytki?



Czytaj dalej

Sarah J. Maas- "Dwór cierni i róż" & "Dwór mgieł i furii"

 

Oryginalny tytuł: A Court of Thorns and Roses / A Court of Mist and Fury
Rok polskiego wydania: 2016, 2017
Wydawnictwo: Uroboros
Seria: Dwór cierni i róż #1, #2
Ocena: 8/10, 10/10

   Z Sarą J. Maas zawsze miałam nie po drodze. Od kilku lat chciałam poznać inną jej serię, czyli "Szklany tron", ale kiedy wreszcie udało mi się ją wypożyczyć z biblioteki, razem z nią przytargałam również "Dwór cierni i róż". Tę drugą chciałam poznać odkąd tylko o niej usłyszałam- książka inspirowana baśnią o Pięknej i Bestii, pełnokrwiści bohaterowie i sceny na długo zapadające w pamięć- to tylko kilka zdań jakie wyłapałam z innych recenzji. Byłam wręcz przekonana, że ta seria mi się spodoba, dlatego zapobiegawczo zaopatrzyłam się w drugi tom na jednej z wymian, chociaż pierwszego jeszcze nigdy na żywo nie widziałam. Choć z perspektywy czasu widzę, że to była jednak dobra decyzja, ponieważ "Dwór cierni i róż" mocno mnie do siebie przywiązał i sprawił, że z czystej ciekawości sięgnęłam po tom numer dwa.

   Feyra kiedyś miała wszystko- matkę, kochającego ojca, dwie siostry i bogactwo w kieszeni. Jedna źle podjęta decyzja przekreśliła to wszystko, sprawiając że teraz mieszka w starej chacie z chorym ojcem i zachłannymi siostrami, a dodatkowo jest jedyną ich żywicielką. Dlatego codziennie wyrusza na polowania, mając nadzieję że tym razem się jej poszczęści i nie będą musieli głodować. I owszem udaje jej się, jednak jednym strzałem wysłanym prosto w wilka sprowadza na siebie nieszczęście w postaci Tamlina- księcia potężnych fae. Musi podjąć decyzję- albo zginie, albo do końca swoich dni będzie mieszkać w Prythianie, do tej pory znienawidzonej krainie. Decyzja przychodzi jej z trudem, jednak ostatecznie wybiera życie, mając nadzieję że z biegiem czasu uda jej się uciec.

   Nie jestem do końca pewna jaki jest mój stosunek do Feyry. Lubię ją i często jej kibicowałam, bo to mądra dziewczyna jest, jednak czasami odnosiłam wrażenie że za bardzo gwiazdorzy. Poświęca siebie dla dobra rodziny, ma głowę na karku i uparcie walczy o swoje, ale momentami nie zauważa innych. Myślę też że jest niezrozumiana i często ma ochotę się poddać, ale jednak walczy. W drugim tomie polubiłam ją bardziej, stała się bardziej świadoma siebie i pewna swoich decyzji, dorosła przez ten czas i zahartowały ją wydarzenia, których doświadczyła. Podoba mi się ukazanie tej jej przemiany, tego że zaczyna widzieć rzeczy których dotąd dostrzec nie chciała i buduje nową wersję siebie.



  Jeśli chodzi o Tamilna- ciężko jest mi cokolwiek na jego temat napisać. Bo widzicie- gdy seria jest popularna i krąży w internecie to bardzo łatwo jest niechcący podłapać jakieś ważne informacje. Ja widziałam zachwyty skierowane w stronę Rhysanda i myślę że to sprawiło, że niedostatecznie polubiłam Tamlina. Długo czekałam na pojawienie się tego pierwszego i czułam, że jeśli chodzi o wątek romantyczny, to będę bardziej kibicować jemu i Feyrze. Tamlin mi trochę przeszkadzał... przynajmniej na początku. Później go polubiłam, stał się w moich oczach chłopcem, który nigdy nie chciał władzy, ale dostał ją w prezencie od umierającego ojca. Żal mi się go zrobiło, tym bardziej że wiedziałam że jest odpowiednikiem Bestii z baśni, co tylko budowało moją sympatię do niego. Na nic się ona jednak nie zdała, gdy w okolicy był Rhys- wtedy zaczynałam myśleć, że Feyra musi być ślepa, by nie dostrzegać że Książę Dworu Nocy stwarza grę pozorów. W pierwszej części naprawdę Tamlina lubiłam, moje zdanie na jego temat zmieniło się dopiero w tomie drugim, co też przepowiedział mi internet.

   Rhysand to natomiast cudowny bohater. Jeśli miałabym wskazać jedną postać, dla której kontynuowałabym przygodę z Dworami, to byłby to on. Jest tajemniczy, momentami arogancki i wszyscy dookoła uważają go za potwora. Tak naprawdę jednak jest on ważniejszy i mądrzejszy niż ktokolwiek inny, zna prawdziwą cenę poświęcenia, straty i walki. I właśnie przez wzgląd na niego uwielbiam tom numer dwa. W pierwszej części pojawia się późno i jest go potem niewiele więcej, natomiast "Dwór mgieł i furii" całkowicie odkrywa przed nami wszystkie karty i sprawia, że Rhysa nie da się nie pokochać. Relacja romantyczna między nim, a Feyrą również jest piękna, a już zwłaszcza wtedy gdy dowiadujemy się o pewnym fakcie ich dotyczącym (który oczywiście przewidziałam od początku), co tylko sprawia że od książki nie można się oderwać.

   Świat przedstawiony w książce momentami sprawiał mi trudności, zwłaszcza na starcie, bo mimo że wszystko jest fajnie wytłumaczone, to wgryzienie się w książkę trochę trwa. Mam też małe zastrzeżenia, jeśli chodzi o kłopoty których doświadczają bohaterowie- szczególnie rzuciło mi się to w oczy w części drugiej. Są one ogromne i choć jest to świat fantastyczny, to chyba autorka trochę przedobrzyła w jedną stronę, przez co wyszedł mały dramatyzm i kumulacja problemów.

   "Dwór cierni i róż" jest bardzo fajną młodzieżówką i ugryzieniem popularnej baśni z trochę innej strony, jest jednak niczym w porównaniu z "Dworem mgieł i furii". Drugi tom wzbudził we mnie masę emocji, nawet takich irracjonalnych jak zazdrość o nieistniejącego bohatera. Jest w nim dużo akcji i ciągle jesteśmy czymś zaskakiwani- czy to ciekawym faktem czy tajemnicą dotyczącą znanej nam osoby. Wątek romantyczny tak naprawdę zaczyna się od nienawiści, która przekształca się w przyjaźń i na końcu w miłość. Ma naprawdę zaskakujące zakończenie, które sprawiło że od razu zamówiłam dla siebie tom trzeci i z niecierpliwością wyczekuję momentu kiedy go przeczytam.
Czytaj dalej

J.Lynn- "Zaczekaj na mnie"


Oryginalny tytuł: Wait For You
Rok polskiego wydania: 2014
Wydawnictwo: Amber 
Seria: Zaczekaj na mnie #1
Ocena: 9/10



  Każdy czytelnik zna taką autorkę, której książki może brać w ciemno i wie że nigdy się nie rozczaruje. W moim przypadku jedną z takich osób jest Jennifer L.Armentrout, znana też jako J.Lynn. Pod pierwszym nazwiskiem pisze powieści o kosmitach i gargulcach, drugie zarezerwowała dla nurtu New Adult. Ja oczywiście jestem fanką jej pierwszego wcielenia- serie Lux i Dark Elements należą do ścisłego grona ulubieńców, mimo iż czytałam je dawno i mój entuzjazm obecnie jest podszyty sentymentem. Jednak zmiana gatunku nie wiąże się ze zmianą pióra i umiejętności danej osoby, dlatego byłam przekonana, że "Zaczekaj na mnie" będzie równie wspaniałą rozrywką jak wcześniej wymienione serie. I miałam rację.

  Avery chce uciec jak najdalej od rodzinnego miasta, od rodziców dla których najważniejszy jest wizerunek oraz od wspomnień, które ciągle wypływają na powierzchnię. Wybiera uczelnię na drugim końcu kraju i już pierwszego dnia zajęć wpada na przystojnego Camerona. Okazuje się, że chłopak wynajmuje mieszkanie dokładnie naprzeciwko jej lokum, a na dodatek jest nią zainteresowany. Początkowo Avery studzi jego zapał, jednak z biegiem czasu musi przyznać sama przed sobą, że upór chłopaka jej schlebia. Gdy zaczyna wierzyć w własne szczęście, do głosu dochodzi przeszłość- zaczynają się głuche telefony i tajemnicze maile. Co w tej sytuacji zrobi Avery?

  Pamiętam ten moment, kiedy Wydawnictwo Amber wypuściło na rynek serię szarych okładek zwiastujących początek nowego nurtu w literaturze- New Adult. Jeśli się nie mylę, to "Zaczekaj na mnie" było jedną z pierwszych wydanych pod tym szyldem książek i już od początku wzbudzało moje zainteresowanie. Oczywiście jak to w takich przypadkach bywa, zabrałam się za lekturę dopiero parę lat później, kiedy ze zdziwieniem odkryłam ten tytuł w mojej bibliotece. Poświęciłam na niego bodajże dwa popołudnia, podczas których zaopatrzyłam się w herbatę i przekąski. To jednoznacznie świadczy na korzyść powieści J.Lynn- jest ona bardzo wciągająca i naprawdę trudno się oderwać, mimo iż nie przedstawia sobą niczego nowego. Mamy dziewczynę z przeszłością, chłopaka z poczuciem humoru i powoli łączące ich uczucie. Tyle że ta książka jest napisana w bardzo lekki sposób, a zabawne dialogi i sytuacje wręcz wylewają się ze stron. I myślę, że właśnie to są powody, które powinny przekonać potencjalnego zainteresowanego. Powieść New Adult bez żenujących scen erotycznych na co drugiej stronie oraz z uczuciem, które zaczyna się od przyjaźni. Nie uświadczycie tutaj też nadmiaru nastoletnich dramatów- coś tam jest, bo to chyba punkt charakterystyczny gatunku, ale myślę że problemy bohaterów są wyważone i nie powodują w czytelniku chęci przewracania oczami.


  Niejednokrotnie śmiałam się z bohaterami, śmiałam się z nich, wzruszałam oraz czułam złość. Podoba mi się, że autorka niezmiennie wywołuje we mnie szereg rozmaitych emocji, wie którą strunę poruszyć, a jednocześnie nie robi tego w nachalny sposób. Nie ujmuje historii smutku, ale też nie wciska go tam gdzie nie trzeba. Nie chowa się pod maską ckliwości czy chamstwa. U J.Lynn podoba mi się naturalność i swoboda z jaką pisze swoje książki. I mimo, że ta historia nie wywołała we mnie czytelniczego kaca, ani nie podała na tacy jakiejś uniwersalnej prawdy, o której na co dzień się zapomina, to jednak była niesamowitą przygodą. Była rozrywką, na którą warto poświęcić kilka godzin i wypełnić je uśmiechem.

  Z serii szarych okładek miałam przyjemność czytać jeszcze dwa inne tytuły, które również bardzo mi się podobały i czystym sumieniem mogę Wam je polecić. A mówię tutaj o "Buntowniku" i "Tylko Ty". Obie z nich początkowo oceniłam niżej niż "Zaczekaj na mnie", jednak z perspektywy czasu wiem, że warto o nich wspomnieć. A jeśli szukacie czegoś podobnego, to rozejrzyjcie się za serią Off-Campus. Gwarantuję, że się nie zawiedziecie ;)


Inne powieści autorki, o których pisałam:
Czytaj dalej

Gabrielle Zevin- "Zapomniałam, że cię kocham"



Oryginalny tytuł: Memoirs of a Teenage Amnesiac
Rok polskiego wydania: 2011
Wydawnictwo: Initium
Ocena: 6/10

  Nie pamiętam kiedy, ani w jaki sposób po raz pierwszy natknęłam się na nazwisko tej Pani, ale wiem że w tamtym czasie bardzo zaciekawiła mnie ona swoimi książkami i chciałam przeczytać wszystkie trzy, które dotąd były wydane w Polce. Ostatnio będąc na zakupach w pewnej znanej sieci księgarń przypadkowo natknęłam się na "Zapomniałam, że cię kocham", i choć niby nie potrzebowałam tej książki "na już", to zachęciła mnie cena i przekonanie że jak teraz jej nie wezmę, to za rok mogę jej już nigdzie nie znaleźć. Zapomniałam natomiast, że na mojej półce mam jeszcze "Między książkami"- zeszłoroczny prezent na Dzień Kobiet, który dostałam na własną prośbę i do tej pory nie przeczytałam. "Zapomniałam, że cię kocham" lekko mnie rozczarowało jednak nie poddaję się i dam szansę innym książkom Pani Zevin, ponieważ wciąż wierzę w moją intuicję mówiącą mi "czytaj, to coś dla Ciebie".

Skutkiem niefortunnego runięcia ze schodów, Naomi Porter traci pamięć i zapomina wszystko co wydarzyło się w jej życiu w ciągu ostatnich czterech lat. Nie wie dlaczego zakochała się w swoim chłopaku, z którym nie ma o czym porozmawiać; nie rozumie dlaczego jej rodzice się rozwiedli i nie dopuszcza do siebie myśli o nowej narzeczonej taty, ani o nowej rodzinie mamy. Pamięta za to Jamesa- chłopaka, który był świadkiem jej wypadku i do którego za wszelką cenę chce się zbliżyć.

  Historia sama w sobie jest całkiem oryginalna- nastolatka z amnezją borykająca się z różnymi problemami, mająca trudności z ułożeniem swojego życia na nowo oraz zrozumieniem samej siebie. Mamy Willa, dość staroświeckiego przyjaciela głównej bohaterki, który kocha stare przeboje oraz niecodzienne ubrania. Mamy też Jamesa, stereotypowego bad boya z papierosem w ustach, za którym ciągnie się szereg rozmaitych plotek. No i Ace- domniemany chłopak Naomi, który z kolei jest przykładem najpopularniejszego chłopaka w całej szkole wyróżniającego się sukcesami w sporcie. Mam wrażenie, że autorka na siłę wybrała się w stronę rozterek miłosnych głównej bohaterki, które nie były ani zabawne, ani ciekawe, ani nawet emocjonujące. Zresztą tak samo jak cała książka.

  Moim głównym zarzutem skierowanym w stronę "Zapomniałam, że cię kocham" jest jej suchość. Wydarzenia są opisywane bez jakiegokolwiek zaangażowania z czyjejkolwiek strony, w historię ciężko jest się wbić przez nadmiar faktów podawany "na raz", a i sama historia ma okres w którym po prostu się wlecze. Mam wrażenie, że niektóre wydarzenia powstały jedynie po to by zapełnić czymś lukę w historii, ponieważ nie były ani interesujące, ani ważne dla fabuły.

  Bohaterowie również nie wzbudzili mojej sympatii- Naomi jest papierową dziewczyną z kartek książki, o której zapomnę równie łatwo, jak ona zapomniała ostatnie cztery lata swojego życia. James jest w ogóle niepotrzebną postacią, ponieważ tworzy zamęt w fabule i nie jestem pewna co jego postać miała mi udowodnić. Ace w tej powieści jedynie egzystuje i nie ma żadnej specjalnej roli, poza byciem chłopakiem Naomi. Jedynie Will wzbudził moją ogromną sympatię- jest zaangażowany w swoją pracę, poświęca czas swoim pasjom, zawsze jest gotowy biec komuś na ratunek, a poza tym nie boi się wyrażać siebie, chociażby przeze te wcześniej wspomniane ubrania. Jest promyczkiem tej opowieści i bardzo mocnym jej filarem.

  Historia sama w sobie nie jest skomplikowana, chociaż w początkowych stronach bardzo łatwo jest się pogubić. Naomi opowiada nam fabułę w dość specyficzny sposób, mieszając wydarzenia obecne z przeszłymi, których teraz nie pamięta, ale przypomni sobie o nich później. To tak jakby mówiła o swojej historii z perspektywy czasu.

  "Zapomniałam że Cię kocham" to niegłupia młodzieżówka, ponieważ porusza kilka ważniejszych tematów, nie ukrywam jednak że robi to w sposób mało umiejętny. Autorka przedstawia nam fakty z życia Naomi, ale robi to bardzo niestarannie, mało ujmująco i nieciekawie. Nie na tyle bym złościła się na bohaterów i chciała porzucić lekturę, która pod koniec jest lepsza niż na początku, jednak spodziewałam się po niej czegoś bardziej interesującego i pisanego z lekkością. Ta książka przypomina mi czasami styl pisania Jennifer Echols- fajny, ale momentami nużący. Taki, któremu brakuje tego nieuchwytnego "czegoś". Polotu, chwili zastanowienia nad wydarzeniami, mniej papierowych bohaterów. Nie żałuję że przeczytałam i dam szansę innej książce autorki, jednak jest to historia przeciętna, do przeczytania na raz i szybkiego wyrzucenia jej z pamięci.

STREFA SPOILERÓW:
Nie chciałam tego ujmować w recenzji, ale już sam tytuł sugeruje nam do kogo Naomi w końcu "poczuje miętę". Bardzo łatwo to przewidzieć- Ace odpada, bo już okładka budzi w nas wątpliwości, natomiast Jamesa Naomi poznaje dopiero po swoim wypadku, więc nie mogła zapomnieć o miłości do niego. Jedynym słusznym kandydatem jest Will i niech tak pozostanie :)

Czytaj dalej

WIELKA KSIĄŻKOWA KONFRONTACJA, czyli lista 100 książek które chciałam przeczytać

Ponad 2,5 roku temu stworzyłam listę 100 książek, które chciałabym przeczytać. Teoretycznie miała to być tylko malutka wskazówka na temat tego, co chciałabym zdobyć i wreszcie poznać, w praktyce było tak tylko kilka pierwszych miesięcy. Później wykreślałam z listy tytuły, które w międzyczasie przeczytałam, a sama idea listy odeszła w zapomnienie. I myślę, że już dawno powinnam sama ze sobą się skonfrontować i zaktualizować ten spis, jednak zawsze odkładałam to na wieczne później. Ale ostatnio zdałam sobie sprawę z tego, że lwia część zawartych tam książek już nie odpowiada moim czytelniczym gustom, z innych wyrosłam, a jeszcze inne poczekają na mnie, aż szczerze będę chciała je przeczytać i stąd ten post.

Logicznym jest to, że skreślone tytuły przeczytałam, a jeśli pisałam o nich na blogu, to będą też podlinkowane. Żeby było czytelniej, to podzieliłam listę na pięć bloków, a pod każdym z nich na bieżąco wypisuję co pozostało aktualne. Przy niektórych się waham, dlatego że mam na półce swój egzemplarz i nie wiem co z tym fantem począć ;) Ogólnie z całej listy udało mi się przeczytać 36 tytułów, z 48 zrezygnowałam, a 26 jeszcze przede mną. Na tę chwilę nie chcę tworzyć kolejnej takiej listy, wolę się skupiać na spontanicznych wyborach, ale Wasze zawsze chętnie pooglądam, dlatego jeśli takie macie- piszcie śmiało :)

1. "Dobrani"- Ally Condie
2. "Pierwszy dotyk ognia"- Jeaniene Frost
3. "Dziewczyna, która chciała zbyt wiele"- Jennifer Echols
4. "Wyścig śmierci"- Maggie Stiefvater
5."Zatruty tron"- Celine Kiernan
6. "Więzień labiryntu"- James Dashner
7. "Wróżbiarze"- Libba Bray
8. "Miasto upadłych aniołów"- Cassandra Clare
9. "Mechaniczny anioł"- Cassandra Clare
10. "7 razy dziś"- Lauren Oliver
11. "Zapomniałam, że Cię kocham"- Gabrielle Zevin
12. "Gdzie indziej"- Gabrielle Zevin
13. "Testy"- Joelle Carboneau
14. "Byliśmy łgarzami"- E.Lockhart
15. "Znajdę Cię Crystal"- Joss Stirling
16. "Akademia dobra i zła"- Soman Chainani
17. "Althea & Oliver"- Christina Moracho
18. "Eleonora & Park"- Rainbow Rowell
19. "Piękny drań"- Christina Lauren
20. "Zaplątani"- Emma Chase

DALEJ CHCĘ PRZECZYTAĆ: "Pierwszy dotyk ognia", "Zatruty tron", "Mechaniczny anioł", "Zapomniałam, że Cię kocham", "Gdzie indziej".



21. "Bez końca"- Martyn Bedford
22. "Blask"- Alexandra Adornetto
23. " Black Ice"- Becca Fitzpatrick
24. "Lato drugiej szansy"- Morgan Matson
25. "Losing hope"- Colleen Hoover
26. "Tego lata stałam się piękna" Jenny Han
27. "Boy 7"- Mirjam Mous
28. "Charlie St. Cloud"- Ben Sherwod
29. "Chłopak nikt"- Allen Zadoff
30. "Ciemna strona księżyca"- Nora Roberts
31. "Chłopak z sąsiedztwa"- Meg Cabot
32."Co jeśli..."- Rebbeca Donovan
33. "Córka zjadaczki grzechów"-  Melinda Salisbury
34. "Coś do stracenia"- Cora Carmack
35. "Czas żniw"-Samantha Shannon
36. "Wierna"- Veronica Roth
37. "Szklany tron"- Sarah J. Maas
38. "Dziesięć płytkich oddechów"- K.A.Tucker
39. "Na krawędzi nigdy"- J.A.Redmerski
40. "Zaliczenie z tragedii"- Elizabeth  Laban

DALEJ CHCĘ PRZECZYTAĆ: "Ciemna strona księżyca", "Coś do stracenia", "Czas żniw", "Zaliczenie z tragedii" i być może "Losing hope".


41. "Demony. Pokusa."- Lisa Desrochers
42. "Czekaj do północy"- Amanda Quick
43. "Doktor Karolina"- Joanna Rogala
44. "Dom na jeziorze"- Sarah Jio
45. "Do wszystkich chłopców, których kochałam"- Jenny Han
46. "Duma i uprzedzenie"- Jane Austen
47. "Portret Doriana Graya"- Oscar Wilde
48. "Dzika droga"- Cheryl Strayed
49. "Szukając Kopciuszka"- Colleen Hoover
50. "Nieprzekraczalna granica"- Colleen Hoover
51. "Maybe someday"- Colleen Hoover
52. "Osiemdziesiąt dni żółtych"- Vina Jackson
53. "Goniąc cienie"- Marta Bilewicz
54. "Gdybym była Tobą"- Lisa Renee Jones
55. "Girl online"- Zoe Sugg
56. "Gra o miłość"- Jennifer Probst
57. "Hołd"- Nora Roberts
58. "Huragan miłości"- Sandra Brown
59. "Hrabia Monte Christo"- Alexander Dumas
60. "Idealnie dobrani"- Catherine McKenzie

DALEJ CHCĘ PRZECZYTAĆ: "Dom na jeziorze", "Duma i uprzedzenie", "Portret Doriana Graya", "Hołd", i być może "Do wszystkich chłopców, których kochałam".




61. "Płomienna namiętność"- Sophie McKenzie
62. "Jak stać się szczęśliwym człowiekiem?"- Ania Kęska
63. "Jesteś cudem"- Regina Brett
64. "Jeszcze jeden dzień"- Fabio Volo
65. "Kochani dlaczego się poddaliście?"- Ava Delaria
66. "Komedia świąteczna"- Victoria Alexander
67."Koszmary przeszłości"- Erica Spindler
68. "Niepokorna"- Sandra Brown
69. "Krwawy szlak"- Moira Young
70. "Kroniki krwi"- Richelle Mead
71. "Pocałunek cienia"- Richelle Mead
72. "Patriota"- Marie Lu
73. "Lucas"- Kevin Brooks
74. "Mam talent"- Janette Rallison
75. "Mara Dyer. Tajemnica"- Michelle Hodkin
76. "Morze spokoju"- Katja Millay
77."Mroczne umysły"- Alexandra Bracken
78. "Nie mogę powiedzieć Ci prawdy"- Lauren Barnholdt
79. "Zaczekaj na mnie"- J.Lynn
80. "Kolacja z wampirem"- Abigail Gibbs


DALEJ CHCĘ PRZECZYTAĆ: "Jesteś cudem", "Jeszcze jeden dzień", "Niepokorna", "Kroniki krwi", "Patriota", "Lucas".



81."Upadli"- Lauren Kate
82. "Ostatni pociąg do Babylon"- Charlee Fan
83. "Pomiędzy"- Tara Hudson
84. "Pomiędzy światami"- Jessica Warman
85. "Pocałunek Gwen Frost- Jennifer Estep
86."Prawo krwi"- Nora Roberts
87. "Prawo przyciągania"- Simone Elkeles
88. "Utrata"- Rachel Van Dyken
89. "Kochając Pana Danielsa"- Brittany C. Cherry
90. "Spróbujmy jeszcze raz"- Abbi Glines
91. "Origin"- Jennifer L. Armentrout
92. "Real"- Katy Evans
93. "More than this"- Jay MacLean
94. "Let the Sky Fall"- Shannon Messenger
95. "Archer's Voice"/ "Bez słów"- Mia Sheridan
96. "Przypadki Callie i Kaydena"- Jessica Sorensen
97. "The distance between us"- Kasie West
98. "Whatever life throws at you"- Julie Cross
99. "Odkąd cię nie ma"- Morgan Matson
100."Ugly love"- Colleen Hoover


DALEJ CHCĘ PRZECZYTAĆ: "Ostatni pociąg do Babylon", "Prawo krwi", "Prawo przyciągania", "More than this", "Let the sky fall", "Przypadki Callie i Kaydena".



PS Bardzo dziękuję Wam za tak duży i pozytywny odzew i tyle miłych słów odnośnie mojej opinii na temat "Listów do utraconej". Zrobiło mi się niesamowicie ciepło na sercu i po raz kolejny przypomniałam sobie jak bardzo kocham pisać o książkach, a tym bardziej tak fantastycznych jak ta od Pani Kemmerer.
Czytaj dalej

Brigid Kemmerer- "Listy do utraconej"


Oryginalny tytuł: Letters to the Lost
Rok polskiego wydania: 2017
Wydawnictwo: YA!
Seria: Listy do utraconej #1
Ocena: 10/10


  "Listy do utraconej" pojawiły się na polskim rynku wydawniczym i nie zaczepiły mnie mówiąc "hej Ty! Na pewno chcesz przeczytać tak wspaniałą książkę!". Wiem, że wiele osób bardzo sobie zachwalało powieść Pani Kemmerer, ja jednak nie czułam się do niej przekonana. Nie do końca wiedziałam o czym opowiada, nie interesowało mnie jakie emocje wywołuje w czytelniku i w sumie przeszłam obok niej bardzo, ale to bardzo obojętnie. Do czasu aż natknęłam się na jedną recenzję (niestety nie pamiętam czyją), która ujęła mnie swoją prostotą i uczuciami w niej zawartymi. Autorka tak ładnie mówiła o tym tytule, widać było że nie siliła się na wyszukane słownictwo, a mimo że pisała chaotycznie, to prosto z serca. I to mnie ujęło. Na tyle, że chciałam natychmiast zmienić ten stan rzeczy i przeczytać polecaną powieść. Minęło parę dni zanim sfinalizowałam zamówienie i zanim ono do mnie dotarło, do tego czasu minął jednak najgorszy okres, w którym oddałabym za nią jedną nerkę.

  Kilka miesięcy temu Juliet straciła matkę, która była korespondentką wojenną. Od tego czasu dziewczyna często przychodzi na cmentarz i zostawia na jej grobie listy. To była taka ich mała tradycja- nie mogąc być ze sobą tak często jak to możliwe, pisały do siebie słowa i wysyłały pocztą. Teraz jednak nastolatka nie umie sobie pogodzić ze stratą, aż pewnego dnia ktoś odpisuje na jej list, a konkretnie dopisuje do niego dwa słowa. Jest to Declan, który właśnie na cmentarzu odbywa swoje prace społeczne. Swego czasu chłopaka również coś złamało, coś co sprawiło że zmieniło się całe jego życie, skutkiem czego jest właśnie obowiązkowa praca na cmentarzu. Oboje nie mają pojęcia kto kryje się po drugiej stronie kartki, jednak czy lepiej jest znać kogoś czy żyć wyobrażeniami na jego temat?

  Nie ma w tej książce rzeczy, która by mi się nie podobała. Naprawdę nie ma. Bardzo dawno nie spotkałam się z tak mądrą i przejmującą powieścią dla młodzieży i jestem pewna, że znalazłam właśnie perełkę wśród gatunku. Jeśli mielibyście przeczytać tylko jedną książkę w tym miesiącu, to niech to będą "Listy do utraconej". Zobaczycie jak autorka cudownie relacjonuje nam historię, jak splata ze sobą losy Juliet i Declana, w jaki piękny sposób pisze o radzeniu sobie ze stratą, a to wszystko na powierzchni niecałych czterystu stron. Ta opowieść nie zawiera w sobie scen erotycznych, nie jest ckliwa, ani przedramatyzowana, a jej głównym filarem wcale nie jest wątek romantyczny między dwójką nastolatków, a rodząca się między nimi nić porozumienia. Ta książka przypomina mi moje ulubione tytuły, które czytałam parę lat wstecz, a jednocześnie wiem że się od nich różni, tak samo jak różni się mój gust i moje podejście do nich.

  Juliet i Declan to postacie bardzo realistyczne, mają problemy z którymi radzą sobie najlepiej jak mogą, ale czasem nawet to nie wystarcza. Na przestrzeni stron widzimy jak zmienia się (głównie) podejście Juliet do Declana (będę nadużywać tych imion, ponieważ są piękne!), która na początku uważa go za gbura, który chciałby każdego skrzywdzić. Sam Declan jest przyzwyczajony do takich spojrzeń i zachowań, chociaż jest tak daleki od robienia krzywdy innym, jak tylko być może. Cała historia ma dwóch narratorów i to bardzo mi się podoba! Wiem co czuje Declan, co czuje Juliet, jak patrzą na siebie wzajemnie i jak ich relacja ewoluuje do przyjaźni. Opowieści z tajemniczymi korespondentami jest dość sporo, kilka z nich przypomniała mi Judyta, a są to "P.S. I like you", "Tak wygląda szczęście"czy "Lato koloru wiśni"- każdą z nich uwielbiam, co może świadczyć też o tym, że po prostu motyw pisania listów lubię bardziej niż podejrzewałam. Jeśli chodzi o moje prywatne polecenia, to "Listy do utraconej" przypominają mi lekko "Idealną chemię" i "Pułapkę uczuć". W zasadzie to łączy je tylko miejsce akcji, którym jest szkoła średnia i moje wrażenia po przeczytaniu każdej z nich. Ale podskórnie czuję, że jeśli komuś spodobała się któraś z tych dwóch, to i "Listy do utraconej" zapisze do grona ulubieńców.

  Powieść Brigid Kemmerer zaczęłam czytać wieczorem z zamiarem poznania najwyżej kilku rozdziałów, ale położyłam się spać o drugiej w nocy. Bardzo ciężko było mi się oderwać, choćby po to by zaparzyć sobie nowy kubek herbaty, co już samo w sobie jest wystarczającą rekomendacją. Brakowało mi takiego wieczoru, takiego zarwania nocy dla powieści, tego uczucia rozpakowania paczki i zabrania się za książkę od razu, a nie po odstawieniu na półkę i czytaniu pół roku później. Podobało mi się uczucie ciepła i nadziei jakie daje ta lektura, jednocześnie będąc jednak opowieścią o radzeniu sobie z bólem i ze stratą. Polecam z całego serduszka i z niecierpliwością wyczekuję kolejnego tomu, tym razem o Revie, która mam nadzieję zostanie wydana.
Czytaj dalej

Podsumowanie miesiąca- luty 2018 + wyniki konkursu

Nie wiem ile jeszcze podsumowań miesiąca muszę napisać, aby za każdym kolejnym razem likwidować z mojej twarzy zdziwienie typu "to już?". Głupio w każdym kolejnym tego typu poście mamrotać jak to czas szybko leci...no ale naprawdę- kiedy to zleciało?

Aby przypomnieć sobie co działo się w lutym, musiałam skorzystać z pomocy mojego kalendarza, bo gdy patrzę wstecz widzę tylko pracę. I to jest prawda- dużo czasu spędziłam właśnie w pracy, chociaż wcale nie więcej niż przykładowo w styczniu. Ale lubię tam być, więc nie zamierzam być z tego powodu smutna. Choć czasem zmęczenie dawało o sobie znać i zdarzały się chwile, gdy moim jedynym marzeniem było wrócić i rzucić się na łóżko. Oglądałam też Galę Bestsellerów Empiku choć szczerze powiedziawszy nie jestem zadowolona. I nawet nie z wyborów, bo to niekoniecznie najlepsze książki, tylko te najlepiej się sprzedające, ale sama ta gala wydawała mi się bardzo  sztuczna, żarty mówione na siłę i mam wrażenie, że nikt się tam dobrze nie bawił ( chyba, że na after party ;)). Oczywiście w tym samym czasie emitowany był Kod Leonarda da Vinci i znowu musiałam go poświęcić. Zawsze gdy chcę to obejrzeć w telewizji, muszę wybierać pomiędzy tym, a czymś pilniejszym. I to był już chyba trzeci raz.

Bardzo często spotykałam się z przyjaciółmi, co czasem objawiało się workami po oczami, gdy wracałam o 2 w nocy, a wstawałam o 7 rano, jednak było warto! Tym bardziej, że nasze grafiki jest teraz coraz trudniej pogodzić i każda chwila jest na wagę złota. Bawiłam się również na imprezie osiemnastkowej- zapomniałam jakie fajne mogą być te konkretne urodziny spędzane w gronie fajnych osób. Uświadomiłam też sobie, że lubię mieć zawsze zajęte ręce- to daje mniej czasu na głupie rozmyślania, a poza tym efekty wykonanej pracy cieszą. Poczyniłam ciuchowe zakupy, wystartowałam z moim małym wyzwaniem na okres Wielkiego Postu ( i idzie mi całkiem nieźle!) i niesamowicie się wystraszyłam gdy po raz pierwszy wpadłam w poślizg. Do tej pory jestem wdzięczna, że nie zrobiłam krzywdy sobie, ani innemu kierowcy czy pieszemu i że akurat w tym czasie byłam na drodze sama. Najgorszym wrogiem okazała się moja panika, jednak jest to mimo wszystko dobra lekcja na przyszłość.

Książki:





















J.Lynn- "Zaczekaj na mnie"
♥ Camilla Lackberg- "Ofiara losu"
♥ Sarah J. Maas- "Dwór cierni i róż"
♥ Sarah J. Maas- "Dwór mgieł i furii"
♥ J.K.Rowling- "Harry Potter i Kamień filozoficzny"
♥ Brigid Kemmerer- "Listy do utraconej"


W lutym czytałam same dobre książki, a do tego dwie z nich już zaliczam do ulubionych. Mówię o "Dworze mgieł i furii" oraz "Listach do utraconej". Jeśli chodzi o ACOMAF to jest to cudowna kontynuacja i mimo iż pierwszy tom również mi się podobał, to dopiero mając przed oczami tom drugi widzę między nimi przepaść, na korzyść "Dworu mgieł i furii". Natomiast powieść Brigid Kemmerer przeczytałam w kilka godzin i zarwałam dla niej noc. To piękna opowieść o nastolatkach, o radzeniu sobie ze stratą, o uldze z jaką można korespondować z nieznajomą osobą, a przy tym nie jest ani trochę ckliwa czy przedramatyzowana. Z pewnością perełka wśród gatunku. I jest jeszcze Harry Potter- zastanawiam się czy napisać parę słów o tym młodym czarodzieju z perspektywy osoby, która dopiero jako dorosły człowiek miała z nim styczność po raz pierwszy. Bo ogólnie to jest fajna książka, ale zdecydowanie lepsza dla młodszych czytelników, bo nie ujęła mnie tak, żebym była jej fanką.


Filmy:
W lutym udało mi się obejrzeć 7 filmów plus marną połówkę. Przede wszystkim spędzałam czas przy telewizorze z okazji magicznych piątków z nastoletnim czarodziejem, skutkiem czego mogę powiedzieć, że widziałam już wszystkie filmy z tej serii: Harry Potter i Zakon Feniksa ( jeden z moich ulubionych), Harry Potter i Czara Ognia, Harry Potter i Insygnia śmierci cz.1 ( również jeden z lepszych) oraz Harry Potter i Insygnia Śmierci cz.2. Czego pragnie dziewczyna to lekki i niezobowiązujący film dla nastolatek, jednak raczej nie wrócę do niego ponownie, ponieważ nie wyróżnił się niczym specjalnym. Anastazja to animacja, którą po raz pierwszy obejrzałam w lutym trzy lata temu i jakoś zawsze w tym czasie lubię do niej powracać. Zombies to disneyowska produkcja, na którą natknęłam się przypadkiem, a po przesłuchaniu jednej piosenki przepadłam i uznałam, że włączę wersję po angielsku. Lubię patrzeć na głównych bohaterów, podobają mi się piosenki i układy taneczne i z pewnością wrócę, jednak jest to ten nowszy Disney, czasem za bardzo przekontrastowany i nie taki ujmujący jak moje ulubione produkcje, jednak fani i tak mogą obejrzeć. A ta marna połówka o której pisałam wyżej to Piąta fala. Leciała w telewizji, więc uznałam że dam jej szansę, ale już po 15 minutach byłam mocno znudzona. Dobrnęłam do połowy i uznałam, że mam dość- dość aktorów, dość fabuły, dość tego że wszystko było po prostu nudne i z łatwością odwracałam oczy w stronę telefonu. Jedyny aktor, który mnie ujął to Nick Robinson, ale śledzę go od dawna i nie ma roli, która w jego wykonaniu by mi się nie podobała.

Seriale:
Obejrzałam kilka kolejnych odcinków Lucyfera ( dokładnie 2), jednak nie jest to chyba to czego oczekiwałam po tym serialu. Denerwuje mnie obsesja głównego bohatera na punkcie głównej bohaterki ( jak to możliwe, że na nią nie działam??) oraz fakt, że jedna zagadka kryminalna to jeden odcinek, przez co nie są one zaskakujące czy ciekawe. Na plus zaliczam brytyjskie akcenty oraz nawet fajny humor, nie wiem jednak czy to wystarczy abym oglądała dalej.
Drugim serialem było Miraculous- nie wiem czy wiecie, ale jestem fanką Biedronki i Czarnego Kota. Wydawać by się mogło, że jest to produkcja przeznaczona dla młodszych widzów i po części tak jest, jednak ja doskonale się w niej odnajduję. Bezpretensjonalne postacie, zabawne sytuacje i zagadki oraz walka ze złem w miłej dla oka i ucha odsłonie. Widziałam drugi sezon z polskimi napisami, tak bardzo nie mogłam doczekać się dubbingu. Ale co zabawne- podchwyciłam kilka francuskich wyrażeń! Czasem przyłapuję się na tym, że zamieniam polskie słowo na to francuskie, co bardzo mnie cieszy ;)


Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu- 17,9 cm przeczytane, więc zostało mi jeszcze 130,8 cm
Wyzwanie biblioteczne- 3 książki w lutym pochodziły z biblioteki

Inne:
Podsumowanie miesiąca
Konkurs walentynkowy

Zapowiedzi:
W marcu swoją premierę będzie mieć "Dziesięć poniżej zera", czyli chyba mój numer jeden jeśli chodzi o najbardziej wyczekiwane powieści tego roku. Bardzo długo się zabierałam do wersji anglojęzycznej, nawet raz przeczytałam kilka stron, jednak nie miałam na nią ochoty, do czasu gdy dowiedziałam się o polskim tłumaczeniu. Nie wiem jak Wydawnictwo NieZwykłe to robi, ale nieświadomie wydaje wszystkie książki, na które czekałam od tak dawna!

Plany:
W marcu planuję skończyć "Więźnia nieba"- przeczytałam kilka rozdziałów, jednak uważam że jest to lektura, której nie przeczytam w kilka godzin w pracy, tym bardziej że tak niewiele mi zostało już tej Barcelony. Chcę znaleźć wolny dzień lub dwa i na spokojnie poznać dalsze losy ulubionych bohaterów. Na półce mam też "Koronę w mroku" oraz "Uwikłanie", obie z biblioteki.


Wyczytywanie książek z własnych zbiorów nie idzie mi najgorzej, chociaż póki co zdobycze biblioteczne i tak wygrywają tę batalię. Nałożyłam sobie na ten rok mini wyzwanie, żeby na miejsce dwóch przeczytanych z półki książek, kupić sobie jedną nową. Tutaj w ogóle mi nie idzie, jednak uznałam że nie powinnam się przejmować i nakładać na siebie presji, bo jak już kupuję książki to dwie-trzy na raz, a nie całe pudełko. Zresztą życie jest za krótkie, żeby się nie cieszyć, a nowe książki, zwłaszcza tak dobre jak "Listy do utraconej" zawsze przynoszą ze sobą radość.

Koniecznie napiszcie jaka książka ujęła Was w zeszłym miesiącu najbardziej. A może macie już literackiego potworka?


WYNIKI KONKURSU:

W walentynki zorganizowałam konkurs z "Terapią", wiem że wiele z Was chciało ją przeczytać, a mój egzemplarz i tak by się tylko kurzył, dlatego postawowiłam zrobić komuś miłą niespodziankę. A osobą, do której wędruje powieść Kathryn Perez jest:


POTĘGA KSIĄŻEK

Wypowiedź Marysi ujęła mnie przede wszystkim emocjami-tymi pozytywnymi, które sprawiają, że człowiek aż ma ochotę rzucić wszystko i natychmiast zabrać się do czytania poleconej książki. Jestem ciekawa, czy to zakończenie, o którym mówiłaś również wbiło Cię w fotel i czy dalej jesteś zadowolona, ale bez względu na końcowe wrażenia, książka leci do Ciebie ;) Czekam na adres do wysyłki pod mailem: dominika.justyna@poczta.onet.pl

Pozostałym również dziękuję za udział, choć nie ukrywam że liczyłam na większą frekwencję. Kolejne konkursy na blogu już niebawem, więc śledźcie mnie uważnie :)

Czytaj dalej

Sarah J. Maas- "Szklany tron"


Oryginalny tytuł: Throne Of Glass
Rok polskiego wydania:  2013
Wydawnictwo: Uroboros
Seria: Szklany tron #1
Ocena: 8/10

  "Szklany tron" to jedna z książek, które "ciągnęły" się za mną od początkowych miesięcy mojego blogowania. Cztery lata. Przez cztery lata chciałam poznać tę książkę, z mniejszymi i większymi przerwami typu "eee już wcale nie mam na nią ochoty", ale w końcu mi się udało. Obawiałam się przede wszystkim oklepanego i znienawidzonego przeze mnie motywu trójkąta miłosnego, jednak o dziwo nie przeszkadzał mi tak bardzo jak się tego spodziewałam. A moje serce przynależy nie do tego mężczyzny, którego początkowo podejrzewałam o zostanie moim crushem.

  Celaena Sardothien została skazana na dożywotnią, niewolniczą pracę w kopalniach soli w Endovier. Dla zabójczyni jest to ciężka do zniesienia perspektywa, jednak los ma dla niej niespodziankę. Zostaje wybrana by wziąć udział w turnieju o tytuł Królewskiej Obrończyni- zaczynają się dla niej mordercze treningi wśród złodziei, zabójców i żołnierzy. Do czasu aż ginie jeden z uczestników...a potem kolejny. Celaena musi dowiedzieć się kto stoi za cichymi atakami, zanim ten sam los spotka ją.

  "Szklany tron" nie był moim pierwszym spotkaniem z Sarą J. Maas. Już wcześniej miałam okazję przeczytać dwie nowelki z tego uniwersum- "Zabójczyni i Władca Piratów" oraz "Zabójczyni i Czerwona Pustynia". To miał być mój wstęp do świata Celaeny Sardothien, jednak w bibliotece nie znalazłam kolejnych dwóch opowiadań i na pewien czas dałam sobie spokój. Pamiętam jednak, że bardzo mi się one podobały- czytało się szybko, ale były ciekawe, poza tym występował tam Sam, którego pokochałam, co tylko spowodowało spustoszenie w moim sercu. I pośrednio może też dlatego nie chciałam zbyt szybko sięgać po właściwą część historii, wiedząc że tego mężczyzny tam nie będzie. Poznając "Szklany tron" natrafiłam na jedną sporą wzmiankę o nim i natychmiast poczułam pustkę, tak jakbym odczuwała stratę na równi z główną bohaterką. Chciałabym od nowa przeczytać tamte nowelki i zabrać się za pozostałe, ale na razie czuję przesyt książkami Sary J.Maas, więc pewnie znów minie sporo czasu zanim sięgnę po prequele i kontynuacje.

  Historia Celaeny jest naprawdę fajna. Młoda dziewczyna skazana na niewolnicze i wykańczające prace, ale dostająca szansę i gotowa ją wykorzystać. Jest silna, zabójcza i dokładna, a jednocześnie ma słabość do słodyczy i błyskotek, jest delikatna i momentami bardzo dziewczęca. Widzę w niej ogromny kontrast- mimo iż wiele wycierpiała, to nie straciła do końca swojej radości z życia i ciekawości. Ta ostatnia cecha prowadzi ją do zaskakujących odkryć na zamku Doriana, które stają się początkiem fascynującej przygody dla czytelnika. Czasami Celaena mnie drażniła, wydawała się być straszną materialistką i przekonaną o własnej wyjątkowości kokietką, jednak przymykałam na to oko. Sam Dorian nie wzbudził mojej całkowitej sympatii. Owszem jest ujmujący i wiem z jakimi problemami się zmaga, jednak nie potrafiłam polubić księcia, który wydawał mi się ogromnie wyidealizowany. Czarujący, przystojny, rozmowny, a dodatkowo z wyjątkową słabością do płci pięknej, jak dla mnie miał w sobie za mało charakteru. Natomiast Chaol- ten milczący, surowy Chaol, któremu od początku przypisywałam złe cechy, stał się moim crushem. Oddany, prawdomówny, nie patrzący na innych, ale posłuszny królowi, zaniżający własną wartość, stający się cieniem- on jest cudowny. Nie wiem jeszcze czy w kontekście romantycznej relacji z Celaeną, czy tak po prostu, ale bez dwóch zdań jest niesamowity.

  Historia jest ciekawa, wciągająca, a książkę wręcz się pochłania. Sarah J. Maas pisze świetne powieści dla młodzieży i mówię to już po lekturze dwóch części innej jej serii, mianowicie "Dworu cierni i róż" oraz "Dworu mgieł i furii". Kiedy skończyłam czytać "Szklany tron", od razu pobiegam do biblioteki i wypożyczyłam "Koronę w mroku". Póki co leży sobie ona na półce i czeka na swój czas, jednak jestem pewna że on za niedługo nastąpi. Otóż- mam problem z zapamiętaniem jak dokładnie pisze się imię głównej bohaterki, dlatego w ramach pomocy wstukałam je sobie w google po swojemu i uznałam, że w razie czego wyszukiwarka mnie poprawi. I stąd mój mały apel do Was- nie róbcie tego. Jeśli czytaliście tylko pierwszy tom serii i nie macie ochoty na GIGANTYCZNY w moich oczach spoiler, nie wpisujcie nigdzie imienia Celaeny. Ja teraz siedzę i zastanawiam się po co w ogóle chciałam się upewniać, bo tylko powiększyłam moją ciekawość i pewnie sięgnę po ten drugi tom, mimo iż mam zaczęte dwie inne książki, a wczoraj skończyłam ACOMAF i czuję przesyt Sary J. Maas.

Zapraszam do konkursu! :)
http://czytelniadominiki.blogspot.com/2018/02/walentynkowy-konkurs-z-terapia.html

Czytaj dalej

Remigiusz Mróz- "Inwigilacja" & "Oskarżenie"


Miałam wielkie opory przed pisaniem opinii na temat tych dwóch książek, ponieważ mam wrażenie że wszystko co ważne, wszystko to co chciałam napisać o tej serii, ujęłam w tym poście. Pojawił się on mniej więcej w połowie grudnia i zostawiłam w nim myśl, która brzmiała tak "... martwię się czy dam radę wytrzymać z czytaniem "Oskarżenia" do premiery następnego tomu, tak żeby zawsze mieć coś w zanadrzu, czy jednak polegnę szybciej niż podejrzewam." Co tu dużo mówić- poległam. I to w tak spektakularny sposób, że publikując tamtą opinię tak bardzo zatęskniłam za bohaterami, że dokończyłam "Inwigilację" i zaraz zabrałam się za "Oskarżenie". A kilkanaście dni temu dowiedziałam się, że siódmy tom serii będzie nazywał się "Testament" i ukaże się już w połowie marca. I wierzcie mi bądź nie, ale poczułam wenę do napisania czegoś szerszego na temat tych dwóch części, które jeszcze nie ujrzały światła dziennego na moim blogu. To tak jakby nawet najmniejsze skrawki informacji na temat Chyłki i Zordona powodowały moją tęsknotę za nimi, a jednocześnie pokazywały mi, że jestem w stanie napisać na ich temat jeszcze coś nowego, chociażby coś co będzie zaczerpniętą z mojego życia anegdotką na ich temat. I stąd ten post.

'Inwigilacja" to tom, który czytałam najdłużej. Serię sobie zmaratonowałam, więc dość szybko poczułam jej przesyt i dlatego postanowiłam od niej odpocząć. Podjęcie wątku Fahada- domniemanego terrorysty nie do końca mnie kupiło, jednak wszystko zrekompensowała mi relacja Chyłki i Zordona oraz zakończenie (TO ZAKOŃCZENIE!), które jako jedyne jak dotąd mnie zaskoczyło. Chociaż słowa "jak dotąd" okazują się nietrafione, jeśli pozna się "Oskarżenie". Bo ostatnie strony szóstego tomu również były dla mnie niespodzianką i spowodowały reakcję "co tu się właśnie stało?".



Samo "Oskarżenie" jest moim ulubionym tomem, na równi z "Zaginięciem" oraz "Immunitetem". W ogóle czuję, że jeśli chodzi o tę serię, to moje wrażenia totalnie kłócą się z wrażeniami innych czytelników. Wszyscy byli zachwyceni "Rewizją", a ja uważam ją za najsłabsze ogniwo. Wszyscy krytykowali "Oskarżenie"? Ja stawiam ją na moim prywatnym podium. W ostatniej jak dotąd części Zordon trochę namieszał i prowokował mnie do tego, by zmienić o nim zdanie, tak się jednak nie stało. Bardzo lubię tę postać i odnoszę wrażenie że z tomu na tom on staje się coraz bardziej dojrzały emocjonalnie. Widzę teraz ogromną różnicę między bohaterami z pierwszego tomu, a tymi z szóstego. Ukształtowały ich wszystkie doświadczenia i wszystkie kłody, które rzucił im pod nogi sam autor.

Dalej nie rozstrzygnęłam kwestii tego,  czy bardziej kocham styl pisania Pana Mroza czy raczej sam duet Chyłki i Zordona. Trochę się boję, że bohaterów innych serii nie polubię tak bardzo jak tej dwójki, ale nie zamierzam się martwić na zapas. Jedyną rzeczą, na którą powinnam zwrócić uwagę jest fakt, że minęło już kilka tygodni mojej rozłąki z autorem i chyba powinnam coś ruszyć, nie sądzicie?
Czytaj dalej