"Moje życie obok"- Huntley Fitzpatrick


Oryginalny tytuł: My life next door
Rok polskiego wydania: 2016
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Seria: Moje życie obok #1
Ocena: 7/10


  "Moje życie obok" jest kolejną książką z mojej prywatnej listy książek o których polskie tłumaczenie bardzo ładnie proszę- pojawiła się nawet jako pierwsza w pierwszej edycji, co świadczy o tym jak bardzo na nią czekałam i jak nikłe szanse na wydanie jej wróżyłam. A tu proszę! Jest i to nawet nie jedna, a dwie- bo drugi tom też doczekał się miejsca na polskich półkach i na pewno chcę po niego sięgnąć.

  Samantha Reed prowadzi całkiem inne życie niż rodzina Garrettów- jest ono poukładane, ciche i sterylne. Dlatego tak bardzo lubi siadać na dachu i obserwować swoich głośnych sąsiadów u których zawsze coś się dzieje, aż pewnego razu przyłapuje ją na tym Jace Garrett i rodzi się między nimi więź. Jednak gdy w grę wchodzą uczucia, nawet najprostsza sytuacja staje się milionem skomplikowanych połączeń, zwłaszcza że są ludzie którym związek Sam i Jace'a jest nie na rękę.

  Przepiękna okładka i opis który z marszu mnie zainteresował, skrywają historię która jest interesująca, jednak nie tak angażująca jak bym się spodziewała. Dwójka głównych bohaterów, czyli Jace i Samantha z miejsca budzą sympatię- on jako jeden z licznego rodzeństwa jest bardzo zdyscyplinowany i zawsze umie pomóc, jest miły i troskliwy a jednocześnie wzbudza w głównej bohaterce poczucie bezpieczeństwa i stabilności. Samantha jest cicha i raczej nauczona słuchać poleceń, co jednak jest dla niej opcją wygodniejszą, bo pozwala unikać niepotrzebnych kłótni. Tych dwoje pięknie się dopełnia i idealnie pokazuje głębię pierwszej, szczerej miłości która spodobała mi się od pierwszy stron i to wrażenie utrzymało się aż do końca.

  Również lekkość z jaką napisana jest powieść sprawia że czyta się ją zaskakująco szybko, a momentami ciężko było mi ją odłożyć bez informacji do dalej. Od początku czuć swobodę i urok letnich dni, ale podszyte są one takim niepokojem który nasila się wraz ze wzrostem liczby stron. I prawdą jest, że pewien zwrot fabularny zaskoczył i mnie, osobę która dość szybko przewiduje takie akcje...i podobał mi się. Właśnie to charakteryzuje tę historię- wydaje się być niewinna i prosta, ale po przeczytaniu można dojrzeć że jest też mądra i między stronami przemyca stwierdzenie, że nie warto oceniać po pozorach i że rodzina jest najważniejsza. Niby proste, a tak często się o tym zapomina.

  O co mi jednak chodzi z tym niezaangażowaniem czytelnika w opowieść? Gdyby chodziło o jakąkolwiek inną książkę to nawet nie zwróciłabym na to uwagi- widziałabym wartościową i ciekawą powieść dla młodzieży. Ja jednak okropnie długo czekałam na możliwość przeczytania tej historii i w mojej głowie już widziałam ją z etykietką "wow", co niestety nie jest prawdą. "Moje życie obok" to bardzo dobra lektura dla nastolatków, ale żeby teraz totalnie zachwycić mnie młodzieżówką, to chyba po prostu trzeba jeszcze czegoś więcej. Nie zmienia to jednak faktu że mam ochotę sięgnąć po "Grę miłości", drugi tom tej opowieści tym razem przedstawiający nam parę innych bohaterów- siostrę i przyjaciela Jace'a- już nie mogę się doczekać!

Czytaj dalej

WYMIANA KSIĄŻKOWA PRZECZYTAJ I PODAJ DALEJ // 6

W ostatnich miesiącach systematycznie robiłam książkowe porządki i odkładałam tytuły, które po prostu chciałabym oddać. Część z nich udało mi się sprzedać, kilkanaście oddałam do mojej biblioteki, ale dalej ich liczba mnie przytłacza. Wielka Wymiana Książkowa to inicjatywa w której za każdym razem biorę udział i zawsze znajduję coś fajnego, ale teraz chciałam ją sobie odpuścić. Chcę oczyścić moje półki, a nie na miejsce jednej książki znaleźć kolejną, uznałam jednak że szkoda mi zrezygnować z takiej fajnej tradycji i postanowiłam że niektóre z niżej pokazanych książek mogę wymienić sposobem dwie lub trzy moje za Waszą jedną- to będą te obok których pojawi się gwiazdka. Mam nadzieję że i tym razem nie wyjdę z pustymi rękami i Wam życzę tego samego :)



1. "Spętani przeznaczeniem"- Veronica Roth- stan bardzo dobry, egzemplarz recenzencki przed korektą
2. "Drugie życie Izabel"- J.A.Redmerski- stan bardzo dobry
3. "Tak krucho"-Tammara Webber- stan bardzo dobry
*4. "Jak być szczęśliwym (albo chociaż mniej smutnym)"- Lee Crutchley- stan dobry, kilka początkowych stron jest wypełnionych przeze mnie
5. "Drużyna Róży"- Marie Lu- stan bardzo dobry
6. "Mroczne umysły"- Alexandra Bracken- stan dobry, mocno zagięty grzbiet
7. "W śnieżną noc"- John Green, Maureen Johnson, Lauren Myracle- stan bardzo dobry
8. "Piękny nieznajomy"- Christina Lauren-stan bardzo dobry




*9&10. "Niezgodna" i "Zbuntowana"- Veronica Roth- stan bardzo dobry, wymiana jedynie w komplecie
*11. "Z życia dzieci wzięte"-Robert Trojanowski- stan idealny
*12. "Słodkie kłopoty"-Susan Mallery- stan idealny
13. "Dobrani"- Ally Condie- stan bardzo dobry
14."Znajdę Cię Crystal"- Joss Stirling- stan bardzo dobry
15. "Księga portali"- Laura Gallego- stan idealny
*16. "W objęciach chłodu"- John Marsden- stan bardzo dobry
17. "Carrie Pilby. Nieznośnie genialna"- Karen Lissner- stan bardzo dobry
18. "Toxic"- Rachel van Dyken- stan bardzo dobry



*19. "Run, Mummy, Run"- Cathy Glass- stan dobry, pieczątka szkoły językowej w środku, wersja anglojęzyczna
20. "Upadli"- Lauren Kate- stan dobry
21. "Załącznik"-Rainbow Rowell- stan bardzo dobry
22. "Zapomniałam, że Cię kocham"- Gabrielle Zevin- stan bardzo dobry
23. "Prawo przyciągania"- Simone Elkeles- stan bardzo dobry
24."Mara Dyer. Tajemnica"- Michelle Hodkin- stan bardzo dobry
*25&26&27. "Wyspa trzech sióstr", "Czarodziejskie więzy", "Legenda"- Nora Roberts- stan idealny, wymiana tylko w komplecie
*28. "Wszystko jest możliwe"- Nora Roberts- stan idealny, wydanie kieszonkowe
*29. "Zagraj ze mną"- Nora Roberts- stan idealny, wydanie kieszonkowe
*30. "Błękitna zatoka"- Nora Roberts- stan idealny, wydanie kieszonkowe
*31. "Kasacja"-Remigiusz Mróz- stan bardzo dobry, wydanie kieszonkowe


STAN IDEALNY- książka nowa, nieczytana
STAN BARDZO DOBRY- książka raz przeze mnie przeczytana, ale wygląda na nówkę sztukę
STAN DOBRY- książki pochodzące z wymian, widać lekkie zagięcia okładek, jednak nie jest to nic co utrudniałoby czytanie

Psst! Możliwy odbiór osobisty w Krakowie ;)
Czytaj dalej

"Drugie życie Izabel"- J.A.Redmerski



Oryginalny tytuł: Reviving Izabel
Rok polskiego wydania: 2018
Wydawnictwo: NieZwykłe
Seria: W towarzystwie zabójców #2
Ocena: 6/10


  Ciężko mi pisać opinię na temat "Drugiego życia Izabel", po części przez studia które zabierają mi mój wolny czas (jednak sama chciałam), a po drugie dlatego że nie bardzo mam o czym pisać, ponieważ ta książka była dla mnie niczym więcej niż kolejną okejką w morzu przeczytanych powieści. Nawet nie mogę powiedzieć że czuję się rozczarowana, bo to byłoby za dużo; ja po prostu patrzę na okładkę, na rozgrywające się wewnątrz wydarzenia i czuję obojętność.

  Sarai dostała szansę rozpoczęcia nowego życia, czysta kartka w jej życiorysie prezentuje się nadzwyczaj dobrze- przyjaciółka, nowy związek i kobieta zastępująca jej matkę. Jednak Sarai nie potrafi się przyzwyczaić do tych realiów i planuje zemstę na pewnym okrutniku którego kiedyś poznała. Tak się jednak składa że nie wszystko toczy się zgodnie z planem i teraz to młoda kobieta jest poszukiwana, a schronienia udziela jej nie kto inny jak Victor Faust, który kiedyś pomógł jej uciec z niewoli i za którym Sarai być może tęskniła bardziej niż się do tego przyznaje.

  Dwa pierwsze tomy serii "W towarzystwie zabójców", które miałam okazję czytać są dobre i mają ciekawy motyw przewodni. Faktycznie to część numer jeden ujęła mnie bardziej niż jej następca, ale nie od dziś wiadomo że istnieje coś takiego jak "klątwa drugiego tomu" i często niechcący jakaś powieść na ten tytuł zasługuje. Ja mam wrażenie że tutaj autorce skończyły się ciekawe pomysły i przez to książka była przez większość czasu nudna i nie miała w sobie tego pazura, który jednak doceniłam u jej starszej siostry. Dużo wydarzeń było niepotrzebnych, a te ważniejsze można było upchnąć w pierwszym tomie i po prostu zakończyć go w późniejszym momencie.


  Muszę się też przyczepić do kreacji bohaterów, ponieważ o ile doceniam odwagę i upór Sarai, to dostrzegłam też jej dziecięce tuptania nóżką gdy coś szło nie po jej myśli, po to by za chwilę przyznać drugiej stronie rację i usunąć nieprzyjemne wrażenie ze swojego życiorysu. No niestety. Ta dziewczyna często najpierw coś robi, a później myśli i choć ma cel i stara się go realizować, to nie dostrzega że pewne rzeczy wymagają z jej strony czasu i zaangażowania. Victor natomiast stracił swoją tajemniczą aurę, mamy dostęp do jego myśli które sprowadzają się głównie do troski o Sarai i uczeniu Sarai nowego dla niej fachu, a na dokładkę przeplatane są marzeniami o Sarai. Scen erotycznych między tą dwójką może nie było tak dużo, jednak nie pozostawiają one miejsca dla wyobraźni, co dla mnie jest małym minusem.

  Pojawia się też Fredrik, bohater który słynie ze swoich "przesłuchań", co jest ładną nazwą na poddawanie ludzi torturom, po to by dowiedzieć się pewnych informacji. Jego postać mnie zainteresowała, przynajmniej do czasu gdy na końcu przeczytałam jeden rozdział z jego punktu widzenia. Jest to niby intrygująca postać, a tak naprawdę nie do końca mnie fascynuje. Wszystko w tej książce jest właśnie takie połowiczne i nie do końca dobrze rozegrane, przynajmniej dla mnie. Dialogi również w większości nie zdobyły mojego uznania i cały czas roztrząsam czy te 6 gwiazdek, które przyznaję książce to jednak nie za dużo, bo powieść jest właśnie taką przeciętną okejką. W sumie nie dowiedziałam się z niej niczego ciekawego, a to co mnie interesowało mogłam przewidzieć bądź zapytać kogoś kto lekturę czytał. Zabrakło mi emocji, zaangażowania z mojej strony w tę historię i dalej nie wiem czy dam szansę kolejnej części czy raczej sobie ją odpuszczę.

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu NieZwykłe!



Inne książki autorki na blogu:


Czytaj dalej

Podsumowanie miesiąca- wrzesień 2018

  Ubiegłoroczny wrzesień był ciężki i smutny, a tegoroczny w moim wykonaniu przedstawia się raczej nijako. Uwielbiam jesień, uwielbiam czas ciepłych swetrów i szalików, ale w tym roku przeskok z lata na na kolejną porę roku odbył się bardzo drastycznie, serwując mi minimalne temperatury na plusie. Dodatkowo chciałam żeby ten miesiąc się już skończył bo nie mogłam doczekać się przeprowadzki, ale też wolałabym żeby czas się zatrzymał, bo boję się tych dużych zmian. Dlatego wrzesień to czas obaw czy sobie poradzę i jak będzie wyglądać moje nowe życie i czy mi się spodoba. Skutecznie dobijały mnie też sprawy do załatwienia, zamiana akademików na którą się zdecydowałam, kupowanie potrzebnych mi rzeczy czy pod koniec- samo pakowanie. Czułam że zamykam pewien dobry etap mojego życia, ale miałam świadomość że mam szansę zacząć jeszcze lepszy. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego że zmiany przerażają, ale są ważne i potrzebne. Nie mogę wiecznie tkwić w miejscu, chcę się rozwijać i poznawać nowe rzeczy, ludzi i miejsca, tylko moja odwaga podszyta jest ogromną ilością obaw i pytań.Cały czas się boję że nie odnajdę się tutaj, co jest zabawne, bo Kraków zawsze był takim moim małym marzeniem. Dni września przelatywały mi przez palce, a nie robiłam nawet niczego specjalnego- trochę wyjść ze znajomymi, trochę czasu spędzonego przed ekranem, trochę przy książkach. Pierwszoroczni studenci- dajcie znać że tu jesteście i też dręczą Was takie obawy- przeprowadzka, studia, nowe otoczenie. Wierzę że nie jestem odosobnionym przypadkiem :)

  We wrześniu dopadł mnie czytelniczy kryzys, jednakże jestem prawie pewna co go spowodowało i już staram się to naprawić. W ostatnich miesiącach czytane przeze mnie książki sprowadzały się do słów: romans i powieść dla młodzieży. Wyjątki stanowiły bardzo mały procent ogółu i wydaje mi się że poczułam się zniechęcona do lektur właśnie przez nieodpowiedni ich dobór; męczyły mnie nastoletnie bohaterki i ich problemy, a jednocześnie były to najłatwiejsze wybory- bo nie potrzebowałam skupiać na nich całej swojej uwagi, a tę musiałam podzielić na kilka innych spraw, przez co czytanie było dla mnie czynnością wykonywaną przy okazji- w pociągu czy w kolejkach. Dodatkowo nie pomagał fakt że akurat we wrześniu za ręce ciągnęły mnie zobowiązania- jedna książka była z book touru, druga z biblioteki, a dwie inne do recenzji. Wtedy czułam że muszę nad nimi przysiąść bo jednak coś komuś obiecałam, a niewiele jest rzeczy które irytują mnie tak mocno jak łamane obietnice. No i  wpływ na moje czytelnictwo mógł mieć też pierwszy akapit- dużo zmian które zajmowały moje myśli i odciągały je od lektur. Ale nie jest źle- przeczytałam pięć nowych historii, chociaż gdyby nie były one "od kogoś", to pewnie byłaby to jedna lub dwie pozycje.

 Książki:




  1.  Joanne MacGregor- "Jej wysokość P"
  2. Huntley Fitzpatrick- "Moje życie obok"- przyjemna powieść dla młodzieży, myślałam jednak że bardziej się w nią zaangażuję.
  3. Kasie West- "Dziewczyna, która wybrała swój los"
  4. Louisa Reid- "Miłość za wszelką cenę"- jest to bardzo dobra książka o podłożu psychologicznym, jednak ten gatunek chyba nie będzie moim ulubionym :)
  5. J.A.Redmerski- "Drugie życie Izabel"- gorsza od swojej poprzedniczki część, bardziej rzuciły mi się w oczy wulgaryzmy i mordercze zapędy bohaterów, chociaż dalej mam ochotę na kontynuację.
O reszcie książek niebawem coś powinno się pojawić :)

Filmy:

  • SWATAMY SWOICH SZEFÓW- Zdecydowałam się obejrzeć ten film ze względu na rolę Zoey Deutsch, której fanką od niedawna jestem i w sumie to ona jest największym atutem tej produkcji. Sama fabuła skupia się na dążeniach dwójki zapracowanych ludzi, by zeswatać swoich szefów, co w perspektywie da im więcej czasu wolnego. Lekki, prosty i niezobowiązujący, ale wydaje mi się że gdyby główną rolę dostał ktoś inny, a nie Zoey- to byłabym mocno znudzona.
  • SIERRA BURGESS JEST PRZEGRYWEM- Trochę zachęcił mnie zwiastun, trochę Noah Centineo którego ostatnio bardzo polubiłam, ale faktem jest że film jest bardzo fajny i miło spędziłam przy nim czas. Super wybór dla osób nieśmiałych, wszystkich słoneczników i ludzi z obniżonym poczuciem własnej wartości- odnajdziecie wśród bohaterów cząstkę siebie, zobaczycie :)
  • GDZIE JEST DORY- Osoba która nigdy nie oglądała Nemo, włączyła sobie drugą część. Tak to ja. Przyjemna animacja, momentami nawet zabawna oraz wzruszająca i pewnie kiedyś tam zobaczę tą pierwszą odsłonę, ale na razie mnie do niej nie ciągnie.
  • WICHER, WICHER 2- Dawno już miałam na oku te filmy, aż nagle poczułam ochotę na coś familijnego i tak oto się poznaliśmy. Piękna muzyka, ładne kadry i niesamowite uczucie wolności i radości płynące z filmów to trzy rzeczy za które je lubię. Naprawdę fajne kino dla młodzieży i ich rodziców, a może nawet i dzieci- pięknie ukazana miłość do zwierząt i walka o własne przekonania.
  • CZERWIEŃ RUBINU, BŁĘKIT SZAFIRU, ZIELEŃ SZMARAGDU- Chyba jestem w bardzo nielicznej grupie ludzi którzy lubią te filmy. Nie są może odwzorowaniem książek, ale ja nigdy wielką fanką serii nie byłam, więc jakoś nie razi mnie to po oczach. Myślałam że widziałam trzecią część, ale trochę się zaskoczyłam bo wychodzi na to że nawet drugiej nie obejrzałam do końca. Zrobiłam maraton i z pełnym przekonaniem mówię że bardzo lubię te filmy, na aktorów aż miło patrzeć pod kątem wizualnym i jakoś tak czuję się do nich emocjonalnie przywiązana :)
  • KAMERDYNER- Piękne ujęcia, wszystkie role kobiece na wielki plus, ale nie potrafiłam się w niego odpowiednio zaangażować.


Seriale:
Chyba już gdzieś tutaj o tym wspominałam, ale zawsze gdy czeka mnie w życiu jakieś stresujące wydarzenie to nagle zostaję wciągnięta przez seriale i potrafię oglądać odcinek za odcinkiem. Dlatego we wrześniu przełamałam moją złą passę i skończyłam trzeci, cały czwarty, cały piąty i kilka odcinków szóstego sezonu Przyjaciół. Nie jestem pewna jak tyle czasu mogłam żyć pod kamieniem jeśli chodzi o tę zwariowaną paczkę, ale tak było! Teraz jednak uwielbiam ich całym sercem i przysięgam- na tę chwilę jest to mój ulubiony serial na całym świecie. Zdążyłam też wykupić sobie miesiąc na Netflixie, to było w zasadzie jeszcze w sierpniu, ale przez wrzesień korzystałam i nadrabiałam. Dalej twierdzę że pod kątem filmów dużo mi w nim brakuje, ale dla oglądania seriali sprawdza się perfekcyjnie!

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu- 12,9 cm za mną, a do końca pozostało 38,9 cm
Wyzwanie biblioteczne 2018- "Miłość za wszelką cenę" pochodziła z biblioteki.

Inne:
Podsumowanie sierpnia

Zapowiedzi:
Październik to dla mnie nowy Małecki, czyli "Nikt nie idzie" oraz wyczekiwana przeze mnie premiera "Więcej niż my".

Plany:
Nie wiem jak będzie wyglądać moja organizacja czasu w roku akademickim (i czy w ogóle będzie), więc na każdy miesiąc przewiduję sobie jeden tytuł do poznania, a reszta wyniknie w trakcie. I na październik wybrałam sobie "Fight Club", książkę która męczyła mnie już dawno, pojawiła się w "Lecie koloru wiśni" oraz "Do wszystkich chłopców, których kochałam", i którą wreszcie sobie kupiłam, także nie mogę się doczekać lektury!

W tym miesiącu na blogu pojawią się zaległe opinie, kwartalny stos książkowy oraz Wymiana Książkowa Przeczytaj i Podaj Dalej- praktycznie każdy post mam już ukończony, więc chociaż tyle roboty sobie odjęłam i będę się mogła skupić na celu "jak przeżyć pierwszy studencki miesiąc".
Co ciekawego planujecie na październik?
Czytaj dalej

"Dziewczyna, która wybrała swój los"- Kasie West


Oryginalny tytuł: Pivot Point
Rok polskiego wydania: 2018
Wydawnictwo: Feeria Young
Seria: Pivot Point
Ocena: 7/10


Droga Kasie West!

  To już dziewiąta Twoja książka, którą miałam okazję czytać, co stawia Cię w czołówce autorów po których historie najczęściej sięgam! Dla mnie jest to aż nieprawdopodobne, że od lipca 2016 roku kiedy zetknęłam się po raz pierwszy z stworzoną przez Ciebie historią, minęło już tyle czasu. Jednak jeśli mam być szczera- to nazwisko West już wcześniej przewijało mi się przed oczami, głównie za sprawą "Pivot Point" właśnie. Tak się złożyło że kupiłam nawet wersję w oryginale z zamiarem doskonalenia języka, ale odkładałam ją na wieczne później i Wydawnictwo Feeria Young mnie wyprzedziło z naszą polską wersją, czyli "Dziewczyną, która wybrała swój los". Tytuł jakże właściwy, świetnie obrazujący główną postać kobiecą- Addie Coleman, która żyje w świecie Paranormalnym i posiada moc Sprawdzania. Może wejrzeć w przyszłość i zobaczyć jak potoczy się jej życie, gdy podejmie taką a nie inną decyzję. Fantastyczna sprawa prawda? Otóż nie tak do końca i wydaje mi się że tutaj właśnie płynie morał z tej historii, ale o tym za chwilę.

  Rodzice Addie rozwodzą się i stawiają ją pod ścianą- może zamieszkać tylko z jednym z nich, a drugie przenosi się na stronę Normalsów, ludzi bez żadnych zdolności, czyli zwyczajnej szarej populacji jak ja czy Ty. Jednak każda z możliwości ma haczyk- w jednej wersji zetknie się ze śledztwem w sprawie morderstwa, a druga przedstawi jej obraz zbyt wyidealizowanego chłopaka, jednak najfajniejsze jest to, że te dwie rzeczywistości w pewnym momencie się połączą! Właśnie takiego rozbicia trochę obawiałam się przed rozpoczęciem lektury, ale jak widać pisarska wena pokierowała Cię zupełnie gdzie indziej. Obie wersje mają punkty wspólne, co świadczy o tym że każda decyzja w naszym życiu ma znaczenie i niesie ze sobą konsekwencje, zarówno negatywne jak i pozytywne, nie mamy jednak mocy sprawczej by odkryć kilka dróg a potem wybrać najwłaściwszą. Ale myślę że to jednak jest fajne, świadomość że możemy popełniać błędy i wyciągać z nich wnioski na bieżąco, a nie wybierać tę drogę która niesie ze sobą jak najmniej zmian czy zniszczeń- bo czasem i one są potrzebne, aby spojrzeć na swoje życie z innej, nowej perspektywy.

  Za każdym razem gdy piszę o Twoich książkach boję się powtarzalności. Wszak są one do siebie bardzo podobne i przy napisaniu opinii dla ośmiu z nich, ta dziewiąta może okazać się tą na którą braknie mi nowych słów i wpadnę w pułapkę pisania o tym samym. "Dziewczyna, która wybrała swój los" jest trochę inna od swoich poprzedniczek, ale dalej jest utrzymana w fajnym młodzieżowym klimacie i niesie ze sobą mądre przesłanie- żeby nie bać się podejmowania odważnych decyzji i liczyć się z ich konsekwencjami. Element który rozróżnia ją na tle reszty swoich sióstr to wątek paranormalny, cała reszta bardzo przypomina resztę Twojej twórczości- lekką i miłą.

  Sama Addie na początku wkurza swoim egoistycznym i narcystycznym podejściem, ale na przestrzeni stron albo się zmieniła, albo ja przestałam zwracać na to uwagę. Duke'a polubiłam od razu, natomiast Trevora dopiero po kilku rozdziałach i zostałam bardzo miło zaskoczona zakończeniem. Podoba mi się to, jak wszystkie wątki w pewnym momencie łączą się w spójną całość, a sama intryga kryminalna też mnie delikatnie spoliczkowała, bo takiego zwrotu akcji po prostu się nie spodziewałam. I jak na początku czytałam trochę beznamiętnie, to potem akcja się zagęszczała, a na końcu osiągnęła apogeum.

  Czy mi się podobało? Trzy razy tak. "Dziewczyna, która wybrała swój los" to fajna powieść dla młodzieży- lekka, przyjemna w odbiorze i szybka w czytaniu, co doskonale charakteryzuje Twoje książki. Fani powinni po nią sięgnąć bez żadnych obaw, a nowych czytelników może akurat zachęci wątek paranormalny w młodzieżowej odsłonie. Ja cieszę się że poznałam "Pivot Point", mimo iż nie był to oryginał tak jak planowałam, ale może i ten uda się kiedyś przeczytać i porównać dwie wersje. A na razie czekam na premierę drugiej części :)

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria Young!




Czytaj dalej

[BOOK TOUR] Joanne Macgregor- "Jej wysokość P."

 
Oryginalny tytuł: The Law Of Tall Girls
Rok polskiego wydania: 2018
Wydawnictwo: Kobiece Young
Ocena: 6/10

  Bardzo lubię czytać powieści młodzieżowe, mimo iż z każdym dniem coraz bardziej oddalam się od magicznego okresu, w którym teoretycznie powinnam je poznawać. Są to historie lekkie, często zabawne, ale najbardziej lubię jak wnoszą do mojego życia coś więcej poza kolejną "odhaczoną" pozycją. Jednakże "Jej wysokość P." troszkę przegięła w złą stronę.

  Peyton ma osiemnaście lat i magiczne 180 cm wzrostu, co w jej oczach czyni ją wielkoludem. Nie jest osamotniona w takim myśleniu, na jej sylwetkę wszyscy zwracają uwagę- kasjerki w kinie, ekspedientki w sklepie czy najbardziej dotkliwe ze wszystkich stworzeń na ziemi- nastolatki. Dziewczyna zyskuje przezwisko, a chodzenie do szkoły niejednokrotnie przypomina drogę przez mękę. Dodatkowo problemy rodzinne sprawiają że Peyton jest zmuszona o wiele szybciej dorosnąć- jak w takim razie zniknąć i pozwolić sobie na chwilę nieobecności?

  Największym problemem który dręczy mnie w związku z tą książką, jest jej przerysowanie. Uwielbiam gdy fabuła jest czymś więcej niż "spodobał mi się chłopak, o jejuśku co to będzie", gdy dotyka poważniejszych problemów i tutaj tak jest! Mierzymy się z ostracyzmem społecznym, fobiami, oczekiwaniami rodziców, nieśmiałością czy przede wszystkim- kompleksami. I to byłoby całkiem fajne, gdyby autorka wiedziała kiedy przestać. W jej wizji dosłownie każdy w każdej sytuacji wytyka głównej bohaterce jej wzrost. Podchodzi do baru złożyć zamówienie: "o jaka ty jesteś wysoka!"; płaci za bilet do kina: "jak to jest mieć tyle centymetrów wzrostu?" czy na szkolnych korytarzach "ej żyrafa!". Rozumiem że każdy z nas ma w swoim ciele coś co mu nie pasuje, rozumiem że można nie akceptować jakiejś swojej wady, ale w gruncie rzeczy tylko my je widzimy. Czy naprawdę jest tak że na każdym kroku obcy ludzie wytykają nam głośno nasze przywary? To było moje pierwsze zastrzeżenie już po pierwszych kilkunastu stronach i zostało ze mną już do końca. Dobrze gdy książka otwiera ludziom oczy i uczy samoakceptacji, zwłaszcza gdy jest to powieść młodzieżowa i ta grupa docelowa bardzo często mierzy się z własnymi kompleksami, jednak nie jestem do końca przekonana do ukazania tego w tej formie jaką zastosowała autorka.

  Drugą rzeczą która mi przeszkadzała był wątek miłosny. Nie wierzę że to mówię, bo na ogół uwielbiam ten zabieg w każdej książce, jednak tutaj naprawdę byłam na niego obojętna. Znowu- bohaterzy są fajnie wykreowani, mają jakieś tło, problemy z którymi się zmagają, ale przede wszystkim są dla mnie papierowi. Nie polubiłam ani Jaya, ani nawet Peyton, nie wspominając o całej reszcie. Wiem że to są fajne, mądre i ogarnięte osóbki, ale nijak nie potrafiłam wykrzesać z siebie sympatii do nich. A romans między główną dwójką był tyleż niepotrzebny co mdły.

  Dwie rzeczy które w tej książce są fajne, to styl autorki który jest naprawdę przyjemny w odbiorze oraz poruszenie tematu samoakceptacji u młodzieży. Ta druga jest co prawda z lekka przerysowana, dalej jednak twierdzę że dla ludzi stojących na schodach nastoletniości jest doskonałym wyborem. Jest mądra i skupia się na czymś więcej niż zachwyt nad nowo poznanym chłopakiem i mimo kilku wad nie uważam że zmarnowałam na nią czas. Może ja po prostu też inaczej do tego podchodzę, przez lata nauczyłam się że sami jesteśmy dla siebie najsurowszymi krytykami i tak naprawdę bardzo rzadko kogoś obchodzi nasz wygląd, a jak już tak się dzieje- to dlaczego ma to mieć na nas wpływ?


-----------------------------------------------------------------------
Książkę przeczytałam dzięki Karolinie, która zorganizowała z nią Book Tour-dziękuję!
Czytaj dalej

Jessica Park "To skomplikowane. Julie" & "Flat-Out Matt"

  

Oryginalny tytuł: Flat-Out Love & Flat-Out Matt
Rok polskiego wydania: 2016/ BRAK PL
Wydawnictwo: OMG Books/ BRAK PL
Seria: Flat-Out Love #1 / #1.5
Ocena: 10/10

  Chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć o dwóch książkach jednej autorki, które są dla siebie wzajemnym uzupełnieniem i jeśli tylko będziecie mieli okazję to warto przeczytać je w duecie. "To skomplikowane. Julie" już od dnia polskiej premiery wzbudzało moje zaciekawienie, jednak jak to często bywa zepchnęłam ją na dalszy plan i tak czekała sobie na liście "do kupienia". Chwilami nawet mój zapał opadał, ponieważ natykałam się na raczej przeciętne opinie na jej temat, ale moja intuicja podświadomie mówiła mi że to będzie coś fantastycznego i na szczęście dla mnie- miała rację. Dodatkowo bardzo zachęciła mnie do niej Paulina, co poskutkowało natychmiastowym zdjęciem z półki mojego egzemplarza i zatraceniu się w lekturze.

  Sytuacja z "Flat-Out Matt" wyglądała inaczej. Gdy skończyłam pierwszy tom, czułam potrzebę poznania dalszego ciągu, który niestety nie był dostępny w Polsce. Dlatego wyłożyłam trochę pieniędzy i za kilka dni do drzwi mojego domu zapukał listonosz z dwiema książkami autorki w języku angielskim. Moje podekscytowanie osiągnęło apogeum i od razu zabrałam się za historię Julie i Matta opowiedzianą oczami chłopaka, niestety poznawałam ją mozolnie przez trzy miesiące. To było moje pierwsze dłuższe spotkanie z książką w obcym języku i odkryłam że jest mi ciężej zmobilizować się do czytania, mimo iż fabuła mnie fascynuje. Dlatego czytałam sobie rozdział, dwa i robiłam trzy tygodnie przerwy i tak cały czas, co nie znaczy że wyniosłam z książki mniej, bo w sumie ja znałam już tę historię, teraz poznawałam jedynie drugi punkt widzenia.


Ale, ale. Nawet nie powiedziałam jeszcze o czym są te książki! Tak więc poznajcie Julie. Julie właśnie przyjeżdża do obcego miasta na studia i okazuje się że mieszkanie które opłaciła przez internet tak naprawdę nie istnieje. W chwili rozpaczy ratuje ją rodzina Watkinsów, która proponuje jej tymczasowe lokum w ich domu dopóki dziewczyna nie znajdzie sobie czegoś na stałe. Taki układ jej pasuje, jednak Erin, Roger, Matt, Finn oraz Celeste okazują się bardzo specyficznym typem rodziny. Ostatnia z nich ciągle nosi przy sobie papierową wersję swojego brata, co jak się dowiadujemy -jest jej sposobem na poradzenie sobie z jego wyjazdem. Radosna i bezpretensjonalna Julie wprowadzi do domu Watkinsów ciepło i rozmowę, których im brakowało od czasów pewnego dramatycznego momentu w ich życiu, a także poskleja pewne popękane serca. I ogólnie im mniej szczegółów z tej książki znacie, tym lepiej dla Was. Pewne rzeczy w założeniu mają być zaskoczeniem i tak warto je potraktować, bo przez to książka podnosi swoją wartość o kilka stopni.
"Flat-Out Matt" to natomiast uzupełnienie wcześniejszej historii o dokładnie dwie nowe sceny, których nie doświadczycie w "To skomplikowane. Julie" oraz pokazanie kilku rozdziałów z perspektywy Matta. Jest to cienka nowelka, jednak tak jak pisałam na początku- jeśli tylko macie okazję to czytajcie, bo poziom językowy nie jest trudny, tym bardziej że znacie już większość ze scen, bo są one powtórką z rozrywki.

  Czym tak bardzo zachwyciły mnie te książki? Chyba przede wszystkim tym, że są oznaczone etykietką "dla młodzieży", a niosą ze sobą o wiele więcej wartości niż niejedna powieść "dla dorosłych". Zaczynając czytanie liczyłam na coś dobrego, ale dostałam po stokroć więcej. Julie jest zabawna, radosna i chętna do pomocy- nie narzeka, a działa oraz jest odważna w każdym aspekcie swojego życia. Matt jest odpowiedzialny, kocha matematykę i swoją siostrę, a także stara się naprawiać wszystko co tylko się ta, także więzi rodzinne. Ich duet jest wspaniały, podoba mi się każda scena ich dialogu, każda minuta ich relacji- nie ma tam nic co chciałabym zmienić. Sama książka jest prosta i zabawna, ale niesie ze sobą pewien ładunek emocjonalny i autorka doskonale wie na której strunie zagrać by wywołać w czytelniku ścisk w żołądku. Już nawet niekoniecznie mam na myśli wzruszenie, choć ono też się pojawia, ale dobre momenty, radosne chwile, które są czymś więcej niż słowami na kartce papieru. Cały czas miałam wrażenie że wszyscy ci bohaterowie żyją i mogę się z nimi zobaczyć, co oczywiście nie jest prawdą, a doskonałymi umiejętnościami autorki która w naturalny sposób ożywia swoje postaci.


  Te książki mają w sobie coś takiego co sprawia, że chce się do nich wracać. Od kwietnia zdarzyło mi się to już kilka razy, ulubione fragmenty znam prawie na pamięć i jestem pewna że kiedyś będę w stanie wyrecytować je w każdej chwili. Lubię dużo książek, ale niewiele jest takich które poruszają mnie totalnie i wciągają bez reszty. "To skomplikowane. Julie" oraz "Flat-Out Matt" stawiam na podium ulubionych powieści, zaraz obok "Listów do utraconej" czy "Pułapki uczuć", a na półce czekają dwie kolejne książki autorki, mam nadzieję że równie wspaniałe.


Czytaj dalej

Podsumowanie miesiąca- sierpień 2018

Dzisiaj wyjątkowo późno przedstawiam sobie i Wam podsumowanie minionego miesiąca w moim wykonaniu- zazwyczaj starałam się je dodawać pierwszego dnia każdego miesiąca, ale ostatnio totalnie nie mogę wyrobić się w czasie. W sierpniu działo się dużo i większość rzeczy przeżywałam sama, bez obecności mediów społecznościowych, w których nawet w najlepszych momentach udzielam się rzadko.

Tegoroczny sierpień wyglądał bardzo podobnie do zeszłorocznego. Tkwiłam w rozjazdach, nie wiedziałam co ze sobą począć i na pewien czas zrezygnowałam z internetu. Byłam we Francji i wywiozłam stamtąd piękne wspomnienia, mało czytałam i w pewien sposób na nowo zdefiniowałam siebie samą. To chyba jeden z najwspanialszych miesięcy tego roku, a może nawet najwspanialszy i czuję się nim mocno otumaniona.

Bardzo łatwo odciąć się od internetu gdy jesteś za granicą i po prostu nie masz kiedy z niego korzystać. Spodobał mi się mój dwutygodniowy reset i brak kontaktu ze światem zewnętrznym (pomijając kilka prywatnych telefonów); spodobał mi się na tyle bardzo że gdy po powrocie zaczęłam sprawdzać pocztę, blogi, facebooka czy instagrama- poczułam się przytłoczona. Do Francji pojechałam pracować, ale czułam się jak na wakacjach- całkowicie wolna i szczęśliwa. Co dziwne- nie tęskniłam za Polską i ludźmi których tutaj zostawiłam, to teraz tęsknię za znajomościami nawiązanymi w obcym kraju i ciężko jest mi przestawić się na tryb domowy. Przyznano mi akademik, jednak jest z tym dużo więcej zachodu niż się spodziewałam, a poza tym muszę ogarnąć masę innych ważnych rzeczy, więc jest mi z lekka trudno. Cieszę się z wyjazdu na studia, jestem bardzo podekscytowana nowym etapem w moim życiu, ale na chwilowo moje serce zostało w innym kraju i nie potrafię się tutaj odnaleźć. Dwa tygodnie to mało, ale mam wrażenie jakby ten czas trwał dłużej i czuję się obco na własnym podwórku.

Skoro był reset od internetu to nie było mnie ani tutaj, ani na instagramie. Myślę że każdy czasem potrzebuje takiej przerwy- zamierzonej czy też nie, ja osobiście jestem z niej bardzo zadowolona. Czas kiedy żyje się chwilą obecną, a nie tym żeby dodać coś na instagramową relację jest dla mnie cenny i chwile spędzone w ten sposób stają się bardziej moje. Chciałam czytać więcej, ponieważ nie jestem pewna jak będzie wyglądał mój rok akademicki, jednak to postanowienie również poległo i w sumie książki były trzy. Filmy też trzy i kilkanaście odcinków serialu, to tak wygląda mój kulturalny bilans.


Książki:


Kasie West- "Szczęście w miłości"- Moja opinia tutaj
Tosca Lee- "Potomkowie"- Bardzo fajna powieść dla młodzieży, z ciekawością sięgnę po drugi tom, a na temat pierwszego naskrobię coś jak tylko znajdę na to chwilkę czasu i weny :)
Jessica Park- "Flat-Out Matt"- Pierwsza książka przeczytana w języku angielskim! Jestem z siebie bardzo dumna i szczęśliwa, poziom w sam raz dla mnie, ale zmobilizować się do lektury było mi trzy razy trudniej, bo wymagało to ode mnie większego skupienia. Moja opinia również pojawi się we wrześniu.

Oprócz tego przeczytałam jeszcze ponad połowę "Jej wysokość P." i właśnie dzisiaj ją dokończyłam, jednakże spodziewałam się czegoś innego. Na wyjeździe rozpoczęłam też "Legendarną posiadłość" i nie czuję się nią zbyt usatysfakcjonowana, ale przeczytam jeszcze trochę i zobaczę czy jest warta mojego czasu.


Filmy:

  • MAMMA MIA: HERE WE GO AGAIN- Jedna z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie filmowych premier tego roku okazała się cudowna! Nie wiem na ile porównałabym ją do jedynki, bo mimo wszystko trochę się od siebie różnią, ta druga jest bardziej melancholijna i oparta na przeszłości, ale równie świetna. Piosenki męczyłam i męczę dalej i jestem zauroczona Lily James oraz aktorem grającym młodego Billa. Ten film niesie ze sobą atmosferę upajającej wolności i dobrej zabawy, a pod koniec nawet uroniłam kilka łez. Dodaję do ulubionych i za niedługo do niego wrócę.
  • DO WSZYSTKICH CHŁOPCÓW, KTÓRYCH KOCHAŁAM- To była akurat najbardziej wyczekiwana premiera sierpnia i znów muszę pochwalić twórców. To bardzo przyjemny i zabawny film dla młodzieży, trochę się bałam że Netflix ośmieszy książkę i na siłę zrobi jaką dramę, ale nie. Ubrania głównej bohaterki to strzał w dziesiątkę, widoki również na plus, a aktorzy zostali dobrani świetnie (tylko Josh jakiś taki nijaki). Specjalnie dla tego filmu wykupiłam nowy miesiąc na Netflixie, mimo iż zarzekałam się że tego nie zrobię.
  • STOWARZYSZENIE MIŁOŚNIKÓW LITERATURY I PLACKA Z KARTOFLANYCH OBIEREK- Gdyby ktoś zapytał mnie o najlepszy film, który obejrzałam w minionym miesiącu, pokazałabym takiej osobie tę listę i bezradnie rozłożyła ręce, bo one wszystkie mnie urzekły i z pewnością do nich wrócę. Stowarzyszenie jest piękne, po filmie dwa razy bardziej doceniłam książkę którą wcześniej uznałam za dobrą, ale bez szału. Jednak szał jest, bo ta historia jest wyjątkowa. Po prostu musicie to zobaczyć, bo to zdecydowanie jest jeden z lepszych filmów tego roku. Prosty, a chwytający za serce.



Seriale:
Sierpień spędziłam z Przyjaciółmi, wkręciłam się w zakręcone przygody szóstki znajomych i będę kontynuować. Rozpoczęłam już trzeci sezon, krótkie odcinki pomagają w oglądaniu i sprzyjają skupieniu uwagi, zresztą jest to tak odprężająca produkcja, że może nawet lecieć w tle gdy coś robię.


Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu- 6,1 cm wskoczyło, czyli przede mną jeszcze 51,8 cm
Wyzwanie biblioteczne- w tym miesiącu żadna książka nie pochodziła z biblioteki

Inne:
Podsumowanie lipca
Fotorelacja z Wakacyjnej Wymiany Książkowej 2018

Zapowiedzi:
Nie mam pojęcia jakie książki mają premiery we wrześniu, bo to październik jest dla mnie po stokroć piękniejszy pod tym względem, ale może po drodze coś wpadnie mi w oko ;)

Plany:
We wrześniu chciałabym wreszcie skończyć "The Revolution Of Ivy", którą zaczęłam jeszcze w lipcu i tak jak mówiłam- do książki po angielsku ciężej mi się zmobilizować. Oprócz tego mam zaczęte "Miłość za wszelką cenę" oraz "Legendarną posiadłość" i dotrą do mnie dwie recenzenckie- "Drugie życie Izabel" oraz "Dziewczyna, która wybrała swój los". Patrząc na to ile ostatnio czytam to może być ciężko, ale wszystko jak zawsze wyjdzie w trakcie.

Dziękuję że tak chętnie do mnie zaglądacie i komentujecie i cieszę się z nowych obserwatorów w tym gronie-witajcie! Piszcie jak minął Wam sierpień :)
Czytaj dalej

Kasie West- "Szczęście w miłości"


Oryginalny tytuł: Lucky In Love
Rok polskiego wydania: 2017
Wydawnictwo: Feeria Young
Ocena: 8/10

  Czytałam ostatnio "Słuchaj swojego serca" i tak jakoś po jej skończeniu czułam że to za mało, że chciałabym dalej pochłaniać książkę która się skończyła, dlatego postawiłam na inny tytuł autorki który jako jedyny był przeze mnie nieprzeczytany. Jakoś tak ominęłam "Szczęście w miłości", ale podświadomie czułam że to będzie super i nie pomyliłam się. Słyszałam dużo negatywnych opinii skierowanych w jej stronę- "najgorsza książka Kasie West", "bohaterka doprowadzająca do rozpaczy" czy "nijaka, totalnie nie w stylu autorki", ale niestety z żadną z nich nie jestem w stanie się zgodzić, bo osobiście uważam że jest o wiele lepsza od chociażby "Miłość i inne zadania na dziś", którą wszyscy sobie chwalą.

  Co by się stało gdybyś nagle wygrała na loterii dużą sumę pieniędzy, pozwalającą na dostatnie życie do jego końca? Pytanie proste, a jednak nie. Podczas lektury bardzo często się nad tym zastanawiałam, niby nie jestem typem dziewczyny która łatwą ręką wydaje pieniądze i potrzebuje dużo rzeczy, ale w sumie nikt nie wie jak zachowa się w hipotetycznej sytuacji, dopóki nie stanie się ona dla niego realna. Maddie nagle pragnie nowego samochodu, imprezy na jachcie i ubrań od znanych projektantów, kiedy zawsze wystarczył jej wysłużony grat, domówki w gronie przyjaciółek i ciuchy z marketu, co przecież nie brzmi źle! Okazuje się że w jej życiu pojawia się masa ludzi którzy roszczą sobie prawa do jej wygranej i lepiej od niej wiedzą na co najlepiej ją wydać- czy ktoś jeszcze nie cierpi takiej arogancji? Czasem lepiej pewne rzeczy zachować w sekrecie, a życie stanie się prostsze.

  Ogólnie to lubię wszystkie książki autorki, na czele z "Chłopakiem na zastępstwo" i "P.S. I like you". Myślę że każdy ma swoje ulubione tytuły ulubionych pisarzy, mimo iż w pewien sposób wszystkie mu się spodobały. Po prostu mogą być fajne, ale kilka z nich wpływa na człowieka bardzo bezpośrednio, albo trafia po prostu na właściwy czas. Dlatego mimo iż uwielbiam książki Kasie West, to te dwie wspomniane wcześniej traktuję bardziej osobiście, a "Szczęście w miłości" bardzo zbliżyło się do tej magicznej granicy, jednak żeby stwierdzić to stuprocentowo będę chciała za jakiś czas przeczytać ją znowu, zresztą dość regularnie robię reread'y ulubionych czy dobrze wspominanych książek.

  Bardzo polubiłam główną bohaterkę- Maddie uwielbia się uczyć i nie należy do grona osób popularnych, dopiero po wygranej staje się rozpoznawalna i musi sobie z tym poradzić. Wybiera nie do końca dobre rozwiązania, ale nie umiem ocenić jej w zbyt surowy sposób- pieniądze bardziej dzielą niż łączą, a gdy się pojawiają rodzą wiele konfliktów. Maddie jest nastolatką która otrzymuje od losu ogromną szansę, ale też ogromną odpowiedzialność- uczy się postępować w taki sposób by pomagać, ale nie wyręczać, jednocześnie nie dając się stłamsić i oszołomić, co niejednokrotnie bywa trudne. Polubiłam też jej zażyłość z Sethem, to że byli przyjaciółmi i nie połączyło ich natychmiastowe uczucie, a ich relacja była spokojna i bardzo naturalna.

  Czy polecam "Szczęście w miłości"? Tak, zresztą inne książki autorki również. To doskonały wybór jeśli chodzi o powieść dla młodzieży, która jest mądra i lekka w odbiorze, ma interesujących bohaterów i ciekawe tematy przewodnie (teatr, muzykę, książki czy podcasty). Ja jak zawsze z niecierpliwością czekam na kolejną nowość, a ta już za niedługo!

Inne książki autorki na blogu:
Czytaj dalej

FOTORELACJA Z WAKACYJNEJ WYMIANY KSIĄŻKOWEJ 2018

Ostatniego lipca minął czas na wysłanie paczek z tegorocznej edycji Wakacyjnej Wymiany Książkowej i chociaż raz publikuję fotorelację w bliskim odstępie czasowym, a nie jak ostatnio-w październiku :D Ten rok przyniósł mi jedną sytuację zgrozy, ale na szczęście wszystko się wyjaśniło, a ja poczułam jak fajne osoby mnie otaczają i zgłaszają się do wymianek. Razem ze mną było nas 8, więc przedstawiam Wam tyle samo zdjęć książek i dodatków które wysłałyśmy i otrzymałyśmy :)





Beata dla Gosi





Dzosefinn dla Dominiki K.


Tradycyjnie proszę Was o sprawdzenie czy nie pomyliłam się przy Waszych imionach i zapraszam za rok! <3
Czytaj dalej

Simone Elkeles- "Prawo przyciągania"

 
Oryginalny tytuł: Rules of Attraction
Rok polskiego wydania: 2015
Wydawnictwo: Amber
Seria: Idealna chemia #2
Ocena: 5/10

  Trzy lata temu zachwycałam się "Idealną chemią", świetną powieścią dla młodzieży poruszającą problem odmienności i niezrozumienia przez otoczenie oraz traktującą o miłości, która niespodziewanie dotknęła dwójkę głównych bohaterów. Do tej pory czytałam ją już dwukrotnie plus wracałam niezliczoną ilość razy do ulubionych fragmentów, cytaty na stałe wryły mi się w pamięć i ogólnie uważam ją za jedną z ważniejszych dla mnie książek. Na kontynuację czekałam dość długo, a kiedy wreszcie się ona ukazała- ja zaczęłam zwlekać i znajdować inne tytuły, dlatego dopiero teraz znalazłam w sobie motywację by po nią sięgnąć.

  Carlos przyjeżdża do Stanów, aby rozpocząć naukę w liceum. Nie jest to jego wymarzony scenariusz, ale wie że mógł trafić o wiele gorzej. Jego brat załatwia mu mieszkanie u znajomego profesora Westforda, a na miejscu Carlos poznaje Kiarę, która bardzo szybko staje się dla niego kimś więcej niż zwykłą znajomą.

  "Prawo przyciągania" liczy sobie zaledwie 304 strony, co jeśli chodzi o powieści romantyczne jest dość standardowym rozmiarem. Mam jednak wrażenie że na takiej ilości autorka mogła pokombinować trochę bardziej, bo dostałam przyjemnych bohaterów, przyjemną fabułę i przyjemną opowieść na jedno popołudnie. Tylko tyle i aż tyle. Książka jest fajna i idealna jako umilacz upalnego popołudnia, ale nie dorasta swojej poprzedniczce nawet do pięt. Jest przyzwoita i fajna w swoim gatunku, ale liczyłam na coś o wiele, wiele więcej.

  Carlos jako drugi z braci Fuentes wyróżnia się meksykańskim pochodzeniem i cierpiętniczym podejściem do życia, odnoszę wrażenie że ponad połowa książki to były jedno narzekania "nie zasługuję na nic dobrego". Nie dopuszcza do siebie nikogo, neguje wszystko i jest takim typem bad boya, w którym ja nie widzę już nic dla siebie.

 Kiara (której imię cały czas kojarzy mi się z pewną lwicą z pewnej hitowej animacji) jest pyskata, kocha naprawiać stare samochody,  na ogół unika konfrontacji i woli stać w cieniu. Polubiłam ją, ale dalej nie jest to nic tak wspaniałego jak kreacja Brittainy z tomu numer jeden. Wychodzę na czepialską i podobno niedobrze jest porównywać do siebie dwie części serii, ale cóż poradzić? Miałam cudowne wspomnienia związane z "Idealną chemią" i brałam za pewnik że "Prawo przyciągania" będzie tak samo dobre, a nie było. Jestem bardzo mocno rozczarowana i ciężko mi patrzeć na te dwie opowieści i wierzyć że wyszły spod pióra jednej kobiety.

  "Prawo przyciągania" nie jest zła tylko po prostu zwyczajna. Wszystko tutaj jest poprawne, ale brakowało mi jakichś emocji czy iskrzenia między dwójką zainteresowanych. Pochłania się szybko i to jak widać się nie zmieniło, ale nie odczuwałam takiej frajdy z czytania, na jaką liczyłam. Mój egzemplarz przeznaczam na wymianę- jakby ktoś był zainteresowany zapraszam do kontaktu- może Wam podobała się bardziej, albo po prostu na własnej skórze chcecie się przekonać o czym gadam :)

Inne książki autorki na blogu:

Czytaj dalej

Kasie West- "Słuchaj swojego serca"


Oryginalny tytuł: Listen To Your Heart
Rok polskiego wydania: 2018
Wydawnictwo: Feeria Young
Ocena: 8/10

  Kate Bailey stroni od ludzi i spotkań towarzyskich, o wiele bardziej kocha swoje jezioro i to tam spędza większość wolnego czasu. Nadchodzi jednak wrzesień a wraz z nim nowy rok szkolny, który dla nastolatki oznacza wybranie przedmiotu dodatkowego. Namówiona przez swoją przyjaciółkę Alanę, stawia na zajęcia z podkastów i niespodziewanie dostaje rolę prowadzącej. Oznacza to, że od teraz będzie udzielać rad osobom ze szkoły, pytanie jednak brzmi: kto udzieli pomocy Kate, kiedy razem z przyjaciółką skierują wzrok na tego samego chłopaka?

  Książki Kasie West uwielbiam i nie jest to żadna tajemnica- zawsze poświęcam im maksimum uwagi i minimum czasu, bo te historie pochłania się błyskawicznie i nawet się tego nie zauważa. Jednak jak każda autorka przeżywa ona swoje wzloty i upadki, jedne jej opowieści podobają mi się bardziej, inne mniej. Ostatnio czytałam "Miłość i inne zadania na dziś" i w ogólnym rozrachunku uznałam, że czegoś mi tam zabrakło, dlatego mimo iż czułam podekscytowanie zbliżającą się premierą "Słuchaj swojego serca", to podchodziłam do niej raczej na spokojnie. Dopiero ostatnie godziny oczekiwania na listonosza były trudne do wytrzymania, wtedy siedziałam jak na szpilkach oczekując mojej przesyłki i tak jak przypuszczałam- ledwo rozdarłam karton i już przekręcałam pierwszą stronę.

  Rzadko czytam o czym ma opowiadać najnowsza książka Kasie West- jestem w stanie brać je w ciemno, bo zawsze gwarantują mi dobrą rozrywkę. Byłam jednak ciekawa na co teraz postawi autorka, jaki motyw przewodni zastosuje, bo była już muzyka,teatr,sport,literatura czy sztuka. A dostałam podkasty. Szczerze mówiąc nigdy nie byłam ich wielką fanką, przesłuchałam może kilka i nie stało się to moim ulubionym zajęciem, ale "Słuchaj swego serca" tak pozytywnie mówi o tej aktywności że czuję się zachęcona poszukać czegoś nowego i interesującego, macie może jakieś propozycje? Utworzenie programu z poradami dla licealistów w pewnym sensie zawsze ma wzięcie, nawet jeśli chodzi o rozwiązanie tak prostego problemu jak ten dotyczący dodatków na pizzy. Wiek nastoletni ma swoje przywileje, niektóre rzeczy mogą wydawać się wyolbrzymione, ale każdy wcześniej czy później się z nimi zmaga- pierwsze zauroczenia, zaproszenia na bal, klasówki u nielubianych nauczycieli- nawet jeśli nas już to nie dotyczy, to kiedyś pewnie musiało.

  Polubiłam każdego z bohaterów- są przyjaźni, radośni, optymistyczni i mają swoje humorki, ale cechuje ich swego rodzaju nastoletnia dojrzałość a ich problemy nie są rozdmuchane. Mogłabym się lekko przyczepić do wątku romantycznego, od pewnego momentu ten mnie nie satysfakcjonuje tak bardzo jak kiedyś, w tym przypadku mam wrażenie że przez długi czas nie było nic, a potem wszystko potoczyło się lawinowo i zabrakło mi kilku scen lekkich, nastoletnich i prostych bazujących na uczuciu Kate i Diega.

  "Słuchaj swego serca" jest lekkie, wakacyjne i idealne jako proste czytadło. Jednocześnie nie nudzi i nie sprawia że mamy ochotę uderzyć bohaterów za niekonsekwencję w działaniu. Bardzo ładnie zwraca uwagę na problem wychodzenia ze strefy komfortu z czym cały czas mierzę się ja i z czym mierzy się pewnie mnóstwo nastolatków jak i osób dorosłych. Ta książka okazała się trochę lepsza niż "Miłość i inne zadania na dziś", czytałam ją praktycznie bez przerwy i z czystym sumieniem mogę ją polecić. Nie okazała się być tak dobra jak mój ulubiony "Chłopak na zastępstwo" czy "P.S. I like you" do których wracałam już kilkukrotnie, ale myślę że i tę kiedyś przeczytam ponownie :)

Za możliwość przedpremierowego przeczytania najnowszej książki Kasie West serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria Young!


Czytaj dalej

Podsumowanie miesiąca-lipiec 2018

  Z każdym kolejnym podsumowaniem miesiąca czuję że czas leci niewyobrażalnie szybko, jednocześnie patrząc na to co wydarzyło się w lipcu, nie mogę uwierzyć że czerwiec był tak niedawno. Dzieli mnie od niego masa świetnych rzeczy których doświadczyłam w lipcu i aż nie mogę się nadziwić ile tego zmieściłam na przestrzeni jedynie 31 dni.

  Na początku miesiąca, z sercem na ramieniu wsiadłam do pociągu mając przy sobie teczkę dokumentów potrzebnych mi do rekrutacji na studia. Pojechałam do Krakowa całkiem sama, bez żadnego wsparcia, a na miejscu spotkałam się z Olą. Bloguję od pięciu lat, a jest to pierwsza internetowa znajomość którą przeniosłam do świata realnego i chyba lepiej trafić nie mogłam! Wybrałyśmy się w rajd po księgarniach, gdzie wydałam pieniądze na trzy książki i zatrzymałyśmy się w Dziórawym Kotle. Dokumenty dostarczyłam na uczelnię i spędziłam naprawdę miły dzień (mimo iż potem praktycznie całą dwugodzinną podróż spędziłam na stojąco, bo w pociągu zabrakło dla mnie miejsca :D).
WWK- Moja paczka od Dżosefinn

  Jednak to nie był mój jedyny wypad do Krakowa- gdy dowiedziałam się że zostałam studentką Uniwersytetu Pedagogicznego, pojechałam tam raz jeszcze by dostarczyć resztę wymaganych dokumentów- tym razem miałam towarzystwo od samego rana. Zjadłam pyszne pierogi, pochodziłam po rynku i zaliczyłam...bieg w deszczu. Kiedy uznałyśmy za dobry pomysł by pójść posiedzieć nad Wisłą i byłyśmy już praktycznie u celu- zaczął padać deszcz. Myślałam że siądziemy na ławce i przeczekamy, najwyżej troszkę nas zmoczy- jednak się przeliczyłam. Skończyło się na tym że biegłyśmy w niesamowitą ulewę i szukałyśmy miejsca suchego by się schować. Znalazłyśmy schronienie w pewnej kamienicy bodajże, jednak przemokłyśmy do tego stopnia, że wyciskałyśmy wodę z włosów i kurtek, a potem w drodze powrotnej dygotałyśmy z zimna. Niemniej jednak wspominam to miło, bo lubię takie niespodzianki, przynajmniej mam co wspominać ;)

  W międzyczasie zaliczyłam kolejną wizytę u dentysty, z każdą kolejną mój lęk przed tymi lekarzami jest mniejszy i to chyba jedyny plus sytuacji w jakiej się znalazłam. Jeździłam na rowerze, chociaż dalej nie jest to moja ulubiona aktywność fizyczna. Piekłam szarlotkę i rogaliki drożdżowe, spędziłam mnóstwo czasu na zbieraniu warzyw i owoców z działki, zaliczyłam dużo samochodowych wycieczek po mojej okolicy oraz wybrałam się na imprezę (co nie jest typowym punktem programu ;)). Trochę zwiedzałam, trochę czytałam, trochę oglądałam. Spędziłam ostatnie dni w mojej pracy, teraz pozwalam sobie na dwa miesiące odpoczynku, by od października z energią powitać studenckie progi. Obchodziłam imieniny i po raz pierwszy w życiu wybrałam się do plenerowego kina- to coś naprawdę świetnego!


Książki:



  • Julia Quinn- "Wszystkie nasze pocałunki"
  • Jenny Han- "Do wszystkich chłopców, których kochałam"
  • Remigiusz Mróz- "Testament"
  • Simone Elkeles- "Prawo przyciągania"
  • Jakub Małecki- "Dygot"
  • Kasie West- "Słuchaj swego serca"
Początek miesiąca sponsorowała Julia Quinn- "Wszystkie nasze pocałunki" zaczęłam jeszcze w czerwcu, na lipiec przypadło mi kilka ostatnich rozdziałów i mimo iż tytuł w ogóle nie współgra z treścią, to sama książka okazała się cudowna! Jeśli macie ochotę na jakiś romans historyczny, bez obszernego tła historycznego, a za to z dużą dawką humoru, to śmiało celujcie w tą Panią. Później zabrałam się "Za wszystkich chłopców, których kochałam"- moja opinia tutaj. "Testament" to odpowiedź na "Wotum nieufności", którą po stu stronach porzuciłam, za to Chyłka i Zordon są jak zawsze niezawodni. "Prawo przyciągania" okazało się bardzo przeciętną kontynuacją, więcej na jej temat jeszcze napiszę. "Dygot" podniósł poprzeczkę i tak już wcześniej ustawioną wysoko, nie mogę się doczekać następnego spotkania z Autorem. Na sam koniec lipca przypada "Słuchaj swojego serca", lekka i przyjemna opowieść dla młodzieży.

Czytanie "Testamentu", zdjęcie z mojego instagrama

W ubiegłym miesiącu zaczęłam jeszcze cztery książki, których z różnych powodów nie skończyłam. "Wotum nieufności" przytłoczył mnie nadmiarem politycznych informacji i bohaterami z którymi nijak nie potrafię się polubić, mimo iż przekręciłam około stu stron. Nie mam pojęcia jak mogłam pomyśleć, że książka dotycząca polityki będzie dobra dla osoby, która tej tematyki unika jak ognia ;)
 Na "Miłość za wszelką cenę" po prostu zabrakło mi miesiąca, zresztą tak samo jak na dwie pozostałe. Czyta się fajnie, książka ma taki zagadkowy klimat i lekko mroczną otoczkę- jestem bardzo ciekawa dalszego ciągu! "The revolution of Ivy" to moje kolejne podejście do czytania po angielsku i poza tym że zajmuje mi ona więcej czasu, to moje wrażenia są jak najbardziej pozytywne. I na koniec zostawiłam "Szczęście w miłości"- najnowsza książka autorki wyzwoliła we mnie chęć poznania innej jej historii, a ta jest jedyną jakiej jeszcze nie czytałam. Nie chcę zapeszać, ale ten konkretny tytuł jest silną konkurencją dla moich dwóch faworytek ;)


Filmy:

  • KRÓL ROZRYWKI- Bardzo fajna produkcja, która pokazuje że warto wierzyć w swoje marzenia, ale nie dać się im przytłoczyć gdy już się spełnią. Świetni aktorzy, moją faworytką została Michelle Williams, mimo iż całą resztę obsady też polubiłam. Najlepszym co się przydarzyło temu filmowi są jednak piosenki, skomponowane przez duet który odpowiada za Dear Evan Hansen <3 Bardzo długo męczyłam soundtrack, razem z nim jeździłam, do niego śpiewałam i gotowałam, teraz moja obsesja trochę opadła, ale dalej lubię sobie włączyć losowo wybrany utwór. Polecam!
  • KLUB WINOWAJCÓW- Dość długo się za niego zabierałam, ten film pokazywał mi się zawsze w kategoriach "kultowy", "warto znać", "lata osiemdziesiąte dla młodzieży" i przede wszystkim odegrał ważną rolę w pierwszej części Pitch Perfect, czarując pewną piosenką. Ale uważam że całościowo wypada raczej przeciętnie. Ciężko stworzyć prawie dwie godziny seansu mając do dyspozycji jedynie scenerię klasy i szkolnego korytarza. Dorzucamy do tego pięcioro różnych nastolatków z różnymi problemami i kilka śmiesznych scen i to tyle. Rozumiem tragedie jakie przeżywała młodzież- brak wsparcia, nadmierne oczekiwania, nadgorliwi rodzice, nieudane związki czy pojęcie odrzucenia, ale może przez to że nie jestem grupą docelową to też mnie to już tak bardzo nie porusza. Gdy patrzę na "Klub winowajców" przez pryzmat kilku scen to jest okej, ale całość mnie nie przekonała.
  • DO ZAKOCHANIA JEDEN KROK- Propozycja w kinie plenerowym, historia dwóch sióstr które rozdzieliły lata i które na nowo uczą się ze sobą rozmawiać. Podoba mi się to, jak bardzo motywujący i skłaniający do życia "tu i teraz" jest to film i jak pięknie pokazuje że łatwo czasem zgubić siebie w oczekiwaniach innych osób. Dotyczy on ludzi starszych, a mnie takie filmy wzruszają dwa razy bardziej. Jeśli chodzi o przesłanie to porównałabym go do "Choć goni nas czas", również niesamowitej produkcji.
  • MOST DO TERABITHII- Bardzo długo się za niego zabierałam i gdy już to zrobiłam, odkryłam że pewne filmy oglądać powinnam wcześniej niż później. Zrozumiałam przesłanie, spodobała mi się końcówka (akurat ona mocno podniosła go w moich oczach), ale przez większość seansu po prostu się nudziłam. Poleciłabym go młodszej widowni, ja oglądając go po raz pierwszy w wieku 21 lat nie czuję tej wolności i upojenia płynących z dzieciństwa bohaterów, ale w pewnym sensie je rozumiem.
  • NARZECZONY MIMO WOLI & MAMMA MIA- Powtórki z rozrywki, bardzo lubię te filmy!

Ta piosenka to efekt zaczytania w "Testamencie" <3


Seriale:
Byłam bardzo podekscytowana premierą drugiego sezonu Anne With An E, ale ostatecznie zobaczyłam tylko dwa odcinki- nie miałam czasu by poświęcić tej produkcji więcej serca, ale nadrobię! W międzyczasie wpadł też jakiś odcinek Przyjaciół i to chyba tyle.

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu- w lipcu wpadło 15,4 cm czyli zostało mi jeszcze 57,9 cm
Wyzwanie biblioteczne- jedynie "Dygot" pochodził z biblioteki

Inne:
Podsumowanie czerwca
KWARTALNY STOS KSIĄŻKOWY


<3

Zapowiedzi:

Czekałam na "Słuchaj swojego serca", która ma premierę dzisiaj, no ale już zdążyłam przeczytać :) Nie mogę się doczekać "Do wszystkich chłopców, których kochałam" w wersji filmowej i na chwilę obecną to tyle. Pewnie znajdę coś w trakcie trwania miesiąca, jak zawsze :)

Plany:
W sierpniu chciałabym wreszcie przysiąść nad "Flat-Out Matt", bo stanowczo za długo z nią zwlekam oraz dokończyć "The revolution of Ivy", "Miłość za wszelką cenę" oraz "Szczęście w miłości". Na razie więcej nie planuję, bo to i tak sporo :)


W sierpniu chcę opublikować fotorelację z Wakacyjnej Wymiany Książkowej 2018 i jak zawsze zaległe opinie. Wystawiłam również kilkadziesiąt książek na sprzedaż- jeśli byłby ktoś zainteresowany, poproszę o komentarz czy maila- podeślę listę :)

Uwielbiam odkrywać piosenki przez przypadek, a zwłaszcza gdy są tak cudowne jak ta!

Napiszcie mi jaka JEDNA książka lipca najbardziej przypadła Wam do gustu ;) Może akurat czytaliśmy to samo ;) I dajcie znać czy ktokolwiek przebrnął przez całość tego długiego podsumowania miesiąca :D
Czytaj dalej

Jenny Han- "Do wszystkich chłopców, których kochałam"


Oryginalny tytuł: To All The Boys I've Loved Before
Rok polskiego wydania: 2014
Wydawnictwo: OLE
Seria: O chłopcach #1
Ocena: 8/10

  Czasem mam pewność że dana książka nie jest mi pisana, nawet jeśli mam ją już na półce. Nachodzi mnie myśl że fabuła mnie nie interesuje, a i wiek głównych bohaterów również mocno odbiega od mojego własnego, przez co obawiam się rozczarowania. Ale nagle pojawia się zwiastun ekranizacji tejże książki i cała moja pewność ulatuje hen daleko. Tak było właśnie w przypadku "Do wszystkich chłopców, których kochałam"- kiedyś postawiłam ją na półce i czas leciał, a ona stała tam sobie i stała nieczytana. I im dłużej ją miałam, tym większe było moje przekonanie że mój gust się zmienił i nie mam na nią już ochoty, tym bardziej że po drodze przeczytałam małego koszmarka od tej Pani pod nazwą "Tego lata stałam się piękna". I na nic były słowa recenzentów, że seria o Larze Jean (która serią jest jedynie za granicą, bo u nas pojawił się tylko pierwszy tom, choć z tego co wiem już niedługo ukazuje się wznowienie) jest o niebo lepsza od tej letniej, ja po prostu swoje wiedziałam. Ale w międzyczasie pojawił się zwiastun produkcji Netflixa i stało się- zapałałam do niego tak wielką sympatią, że moim planem na lipiec została wersja książkowa. I to była naprawdę dobra decyzja.

  Lara Jean w pudełku na kapelusze przechowuje listy miłosne, jednak nie te które dostała od swoich wielbicieli, a te które sama do nich napisała chcąc pozbyć się zauroczenia nimi. Nigdy ich nie wysłała, jednak w pewnym momencie listy znikają i pokazują się w skrzynkach pocztowych jej "byłych" chłopaków. Jeden trafia do geja (którego swoją drogą bardzo polubiłam!), drugi do kolegi z obozu, trzeci do chłopaka który się przeprowadził, czwarty do byłego faceta największego wroga Lary Jean, a piąty do miłości życia jej siostry. To wygląda naprawdę nieciekawie, dlatego nasza bohaterka postanawia udawać związek z jednym z dawnych obiektów jej westchnień, żeby cała reszta kandydatów pozbyła się wrażenia, że ta coś co nich jeszcze czuje.

  Ogólnie to gdybym wiedziała że w tej książce pojawi się motyw udawanego związku, sięgnęłabym po nią znacznie szybciej bo uwielbiam ten zabieg! Pojawił się on choćby w "Chłopaku na zastępstwo" którego darzę miłością bezgraniczną i zawsze chętnie sięgam po takie tytuły. Petera bardzo polubiłam i jestem ciekawa jak rozwiąże się sprawa jego relacji z Larą Jean, a to wszystko dostanę już w kolejnym tomie. Josh troszkę mi przeszkadzał swoją idealnością, chociaż jest to ten typ chłopaka na którego zwróciłabym uwagę w życiu realnym, więc mimo wszystko zostawiłam dla niego jakiś zalążek sympatii. Nie pojawia się on jednak tak często jak podejrzewałam i myślę że to sprawiło że nie znienawidziłam jego postaci po kilku pierwszych rozdziałach.

  Ogromnie ważny jest tutaj wątek rodziny i poświęcenia dla niej. Każda z sióstr jest w stanie zrobić dla siebie wszystko, nawet poświęcić własne szczęście dla tej drugiej, jak to zrobiła Lara Jean. Gdy poznałam Margot uznałam że to chyba ona będzie tą z którą najbardziej się utożsamię. Przez chwilę czułam większą więź z tą najstarszą, odpowiedzialną i rozsądną, niż z roztrzepanym promyczkiem słońca o imieniu Lara Jean. Im lepiej jednak je poznawałam, tym wyraźniej widziałam w Margot dziewczynę której nikt nie prosił o opiekę, a która sama się zaoferowała i zrobiła z siebie męczennicę. Jestem w stanie zrozumieć jej motywację, jednak mimo wszystko to Lara Jean strona po stronie zyskiwała sobie moją sympatię, a na końcu zaczęłam tęsknić do drugiego tomu którego jeszcze nie ma, ale który ma niedługo się pojawić na polskim rynku wydawniczym.

  Po kiepskiej "Tego lata stałam się piękna" Jenny Han zaskoczyła mnie bardzo lekką, niezobowiązującą, ale przyjemną w czytaniu "Do wszystkich chłopców, których kochałam" i cieszę się że dałam jej szansę. Gdybym nie posiadała tej książki na półce, to pewnie obejrzałabym jedynie film, co i tak uczynię gdy tylko się pojawi. Powieść świetnie kreuje wizerunek kochającej się rodziny i mniej skupia się na tych tytułowych chłopcach, których kochała Lara Jean, bo mimo wszystko z jednym się zaprzyjaźnia, jeden jest wspomniany kilka razy i nic więcej, a trzeci podobno ma się pojawić w drugim tomie. Cała akcja romantyczna opiera się praktycznie na Larze Jean, Peterze i Joshu co jednak nie jest do końca takim trójkątem miłosnym, bo uczucia głównej bohaterki od pewnego momentu skierowane są tylko na jednego z nich. Czytało się naprawdę szybko, nie mogłam się wręcz oderwać i korciło mnie poznać zakończenie, a kiedy wreszcie to zrobiłam, to chciałam czytać dalej. Także jeśli szukacie wciągającej i fajnej książki dla młodzieży (z dopuszczalną ilością nastoletnich dramatów), to z mojej strony śmiało polecam "Do wszystkich chłopców, których kochałam".

Inne książki autorki na blogu:
Czytaj dalej

Martyna Senator- "Z otchłani"



  Oryginalny tytuł: Z otchłani
Rok polskiego wydania: 2018
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Seria: Z popiołów #2
Ocena: 8/10

  Panią Martynę Senator poznałam rok temu, gdy spontanicznie sięgnęłam po "Zanim zgasną gwiazdy". Był wtedy chyba jakiś maraton czytelniczy, a książka nie miała wielu stron więc uznałam że nadaje się idealnie. Nie byłam jednak przygotowana na to, że przeczytam ją w kilka godzin i będę nią tak oczarowana. W momencie kiedy pisałam o tamtej powieści, była ona mało znana tak samo zresztą jak autorka- nad czym ubolewałam. A dzisiaj Pani Martyna jest wydawana pod szyldem jednego z popularniejszych wydawnictw i cieszę się że jej książki nareszcie zostały zauważone i zyskały wierne grono odbiorców.

  "Z otchłani" to drugi tom serii NA, jednak spokojnie możecie czytać je w dowolnej kolejności. Ja tak zrobiłam, bo akurat ten tom dostępny był w bibliotece- książki łączą się tylko okazjonalnymi wtrąceniami poprzednich bohaterów, a każda z nich opowiada własną historię. W tym przypadku poznajemy Kaśkę i Szymona- spotykają się oni na zaimprowizowanej randce z Tindera, ale dziewczyna bardzo szybko odtrąca chłopaka. Jednak pewien artykuł sprawia że musi ponownie nawiązać z nim kontakt...i od tego momentu jakoś to się toczy.

  Książki NA w założeniu mają być przyjemne, ale fajnie jakby poruszały jakiś trudniejszy temat- myślę że nie jest problemem napisać taką powieść, jednak napisać coś co szczerze zaciekawi czytelnika i wyrwie go na kilka godzin z swojej codzienności jest już swego rodzaju wyczynem. Ja tak się czułam podczas lektury "Z otchłani". W weekend uznałam że w sumie to bym to przeczytała i bardzo szybko się wciągnęłam, wręcz ciężko było mnie oderwać. Nie jest to nic odkrywczego, ale jest przedstawione w bardzo przystępny i lekki sposób, tym bardziej że bardzo łatwo polubić bohaterów.

  Kaśka i Szymon są w wieku zbliżonym do mojego, co jest kolejnym powodem żeby bardziej utożsamiać się z nimi i z ich problemami- wszak wiele z nich dotyka także i mnie. Akcja dzieje się w Krakowie i to też zaliczam do pozytywów, ponieważ od dawna uwielbiam to polskie miasto a od października się tam przeprowadzam. Myślę że to bardzo miło czytać o miejscach które się zna, nawet jeśli ta znajomość jest raczej skromna. Pani Martyna ukończyła informatykę i ekonometrię, a bohaterka jej książki też w jakiś sposób jest związana z tymi dziedzinami. Dzięki temu czytając, miałam wrażenie że w jakiś sposób poznaję także autorkę serii i mając do porównania dwie jej książki, stwierdzam że jest to powtarzający się zabieg. Dlatego też podejrzewam że "Z popiołów" oraz najnowsze "Z nicości" odkryją kolejną rzecz, która będzie charakteryzować również Panią Senator.

  "Z otchłani" to bardzo dobra powieść NA z rodzimego podwórka, nie jest przedramatyzowana ani zbyt ckliwa a czyta się ją niesamowicie szybko, mimo iż nie doświadczymy tutaj pędzącej akcji. Z pewnością będę kontynuować przygodę z autorką, a jej książki będę polecać jako idealne na odstresowanie się po ciężkim dniu.

Inne książki autorki na blogu:
Czytaj dalej

Marie Lu- "Malfetto. Drużyna Róży"


Oryginalny tytuł: The Rose Society
Rok polskiego wydania: 2016
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Seria: Malfetto #2
Ocena: 6/10

  Odczuwam ogromną satysfakcję, że nareszcie udało mi się dokończyć drugi tom serii Mafletto. Czytałam go z przerwami przez dwa miesiące i to naprawdę świetne uczucie gdy przekręcasz ostatnią stronę i możesz powiedzieć "tak, przeczytałam". Nie jest to spowodowane faktem że powieść była zła, ja chyba po prostu wyrosłam już z takich rzeczy i czuję się zmęczona negatywnymi emocjami wypływającymi z tej historii. Ale po kolei. O czym jest ta książka?

  Adelina zrywa więź łączącą ją z Bractwem Sztyletu i wraz z siostrą rusza na poszukiwanie innych Mrocznych Piętn gotowych dołączyć do rewolucji mającej na celu zniszczenie Inkwizycji i objęcie tronu. Adelina, Violetta, Magiano i Sergio tworzą Drużynę Róży, szybko okazuje się jednak że ich dawni przyjaciele mają teraz inne plany i chcą pokrzyżować im szyki. Na domiar złego pewna osoba przywraca z Zaświatów Enzo- księcia Kenettry i pierwszą miłość Adeliny. Czy Mrok zdoła ogarnąć dziewczynę czy może jednak uda jej się wypłynąć spod jego szponów?

  Pierwszą przeczytaną przeze mnie książką Marie Lu był "Rebeliant", a po nim było "Malfetto. Mroczne piętno". Obie te książki bardzo mi się podobały, jednak pierwszą z nich czytałam cztery, a kolejną dwa lata temu. Od tego czasu dorosłam i niektóre powieści nie sprawiają mi takiej frajdy jak kiedyś. Myślę że jest to normalna kolej rzeczy i rozumiem to, a z drugiej strony jest mi smutno że drugi tom serii Malfetto nie ujął mnie tak bardzo jak jego poprzedniczka.

  Zaczęłam lekturę z podekscytowaniem, a jednocześnie obawą czy będę coś pamiętać po dwuletniej przerwie od serii. Zazwyczaj nie miałam problemów z odnalezieniem się w fabule, a jak czegoś nie wiedziałam to zerkałam do poprzedniej części i luki w wiedzy uzupełniałam. Podoba mi się że autorka dalej brnie w mrok ogarniający Adelinę i raczej nie pozwala jej na dobre dla społeczeństwa działania. Wykreowała ona postać której naprawdę ciężko kibicować, bo jej jedynym życiowym celem jest zemsta i dążenie do władzy. Spędzenie z taką lekturą tyle czasu zaowocowało tym, że sama zaczęłam być przygnębiona, dlatego odetchnęłam z ulgą mogąc przekręcić ostatnią stronę i zostawić tę opowieść za sobą.

  Myślałam że powrót Enzo będzie dla mnie powodem do radości i w sumie mogłoby tak być, gdyby nie fakt że autorka wprowadziła nowego bohatera- Magiano. Bardzo polubiłam tego chłopaka i jego relację z Adeliną, miałam wrażenie że on odrywa ją od robienia mało godnych rzeczy i przez to staje się ona lepszą wersją siebie. Violetta dalej była mi obojętna, tak samo zresztą jak Raffaele. Cała ta książka jest fajna fabularnie, ale mimo wszystko brakowało mi takiej ekscytacji z czytania. Śledziłam na bieżąco wydarzenia, ale w żaden sposób one na mnie nie oddziaływały. Myślę że po prostu takie historie nie mieszczą się w moim przedziale wiekowym, a szkoda bo naprawdę przykro mi to pisać przez wzgląd na to jak bardzo podobały mi się inne książki Marie Lu. Czy sięgnę po zamknięcie historii? Raczej nie. Interesuje mnie w zasadzie tylko postać Magiano, a to wydaje się być słabym powodem by sięgać po "Północną gwiazdę".


Inne książki autorki na blogu:
Czytaj dalej