Dan Brown- "Kod Leonarda da Vinci"


Oryginalny tytuł: The Da Vinci Code
Rok polskiego wydania: 2004
Wydawnictwo: Albatros
Seria: Robert Langdon
Ocena: 9/10

  Z popularnymi tytułami zawsze jest taki problem, że na ich temat wszyscy powiedzieli już wszystko. Ja nie lubię poznawać nowości od razu po premierze, ani za bardzo czytać czegoś na co aktualnie jest moda. Co więcej- "Kod Leonarda da Vinci" nigdy nie był na mojej czytelniczej liście "do poznania". Pojawił się tam za sprawą pewnego wyzwania i  rekomendacji jednej z blogerek, a że bardzo łatwo się czymś ekscytuję, to po prostu MUSIAŁAM wiedzieć o co tyle szumu. Kiedy już miałam w swoich rękach ten egzemplarz dotarły do mnie pewne wiadomości, które ostudziły mój zapał i byłam już bardzo bliska tego, aby zwrócić książkę tam skąd ją wzięłam. Jednak dałam jej szansę... i to była najlepsza decyzja jaką mogłam w tej sprawie podjąć.

  Fabuła jest raczej prosta- wszystko kręci się wokół zabójstwa jednego z kustoszy Luwru. Robert Langdon- wykładowca uniwersytecki, specjalizujący się w symbolach dołącza do ekipy poszukującej sprawcę, jednak w międzyczasie coś idzie nie tak. Od tej pory ma 24 godziny na rozwikłanie zagadki, która ma o wiele starsze korzenie i bogatszą historię niż ktokolwiek mógłby podejrzewać.

  Nie jest to książka, która trafi do każdego. Akurat w tym przypadku ludzie dzielą się na dwa obozy: kocham i nienawidzę. Nie sądzę, by istniało coś pośrodku, chociaż zawsze to ja stawałam się tym środkiem, więc może teraz ktoś taki też jest. W tej chwili nie przyjmuję jednak postawy ambiwalentnej. Zakochałam się w piórze Dana Browna i zdecydowanie przeczytam wszystko, co ten autor napisze. Przez "Kod Leonarda da Vinci" się płynie, przekręca kartki z zawrotną prędkością, dopóki nie dotrze się do końca. A wtedy pozostaje na chwilę się zatrzymać i zastanowić co my właśnie przeczytaliśmy. Wątek romantyczny jest, ale tak naprawdę go nie ma. Langdonowi patronuje Sophie Neveu, wnuczka zmarłego kustosza i dużym przegięciem byłoby nazwanie ich relacji romansem, jednak partnerstwo to dobre słowo. Czytelnik o wiele bardziej skupia się na wartkiej akcji, żeby jeszcze miał czas zaprzątać sobie głowę jakimś romansem.

  "Kod Leonarda da Vinci" jest jednym wielkim zaskoczeniem tego roku, a mamy dopiero marzec. Porusza się wokół tematyki religijnej, jednak jest to sprawa każdego z osobna czy poczuje się urażony czy nie, jeśli chodzi o podjęty wątek. Dan Brown szokuje i jego powieść jest niekiedy kontrowersyjna, ale właśnie to mi się w niej podoba. Ma pazur, a na dodatek jest wyśmienicie napisana. Ja serdecznie zapraszam Was do poznania tej książki- być może będziecie oczarowani tak samo jak i ja?

  Pytanie dla wtajemniczonych: w jakiej kolejności należałoby poznawać tę serię? Spotkałam się z opiniami, że "Kod Leonarda da Vinci" to pierwszy tom, a inne źródła podają "Anioły i demony" jako początek. Osobiście jestem rozdarta, ponieważ znalazłam jeden szczegół, który wskazuje na to, że zaczęłam źle, ale z kolei filmy zaczęto ekranizować od Kodu. Więc co to ma być?
Czytaj dalej

Wpuszczam wiosnę na mojego bloga, czyli WIOSENNY BOOK TAG

Jest to pierwsza ( i być może jedyna) nominacja, na którą odpowiadam tak szybko, ponieważ dostałam ją co najwyżej godzinę temu. Pomyślałam jednak, że pogoda za oknem w ogóle nie wygląda wiosennie, ja mam chwilkę wolnego czasu, a TAG jest sezonowy i nie będzie czekał wiecznie. Dlatego zapraszam do czytania :)



1. Bocian, czyli książka, do której co roku wracasz.
Bardzo lubię wracać do raz przeczytanych książek, jednak nie mam takiej, którą czytałabym co roku o tej samej porze. Często robię reread książek Janette Rallison- były to jedne z pierwszych tytułów, które pokochałam miłością bezgraniczną i po prostu mam pewien sentyment.

2. Przebiśnieg, czyli pierwsza książka, którą przeczytałaś tej wiosny.
Kalendarzowa wiosna rozpoczęła się dopiero wczoraj i od tego czasu nie skończyłam jeszcze żadnej książki. Jednak od kilku dni czytam "Ugly love" Colleen Hoover i myślę, że to będzie pierwsza przeczytana na wiosnę książka.

3. Marzanna, czyli książka-rozczarowanie, którą z chęcią byś utopiła.
W sumie jest to trochę dziwne ( ale pozytywnie!), lecz w tym roku nie przeczytałam jeszcze książki na tyle tragicznej, że chciałabym o niej zapomnieć. Na pewno specjalnie nie utopiłabym żadnej powieści ( choćby ze względów finansowych), ale jak dotąd jest jeden taki tytuł, który niebezpiecznie zbliżył się do tego, aby uzyskać ten wątpliwy zaszczyt, mianowicie "Dzikie stwory". Aż mi szkoda, że wymieniam je w tak radosnym tagu.

4. Motyl, czyli nowo odkryty autor, którego pokochałaś.
Carlos Ruiz Zafón. To nowy autor mojego życia, jeśli jeszcze jakimś cudem nie znacie tego nazwiska, to nadróbcie to. Nie będę pisać że jak najprędzej, ponieważ wychodzę z założenia, że na każdą książkę przypada w życiu właściwy czas i nie ma sensu poznawać lektur jak najszybciej, po to by mieć je już za sobą.

5. Krokus, czyli piękna i wyjątkowa książka
"Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń" to swego rodzaju świadectwo osoby, która urodziła się bez kończyn. Czytałam to ponad dwa lata temu, a do tej pory momentami odczuwam jej skutki. Piękna, szczera i bardzo motywująca!

6. Zawilec, czyli książka, którą spotykasz wszędzie.
Ostatnio wszędzie widzę "Zakazane życzenie". To pewnie zasługa ( albo wina) promocji, aczkolwiek ja w takich momentach zawsze stoję gdzieś z boku i czekam, aż przejdzie ta fala zachwytów. Nie lubię takiej nagonki na konkretny tytuł, co jednak nie oznacza że po książkę Pani Khoury nie sięgnę.

7. Cudowne skowronki, czyli osoby, które nominuję do wykonania tagu!
Dzielę się wiosenną aurą ze wszystkimi moimi czytelnikami! Szczególna jaskółka leci do Lexiss oraz Gosi :)


Czytaj dalej

Zoe Sugg- "Girl Online"


Oryginalny tytuł: Girl Online
Rok polskiego wydania: 2015
Wydawnictwo: Insignis
Seria: Girl Online #1
Ocena: 8/10

  Penny jest blogerką. W sieci można ją znaleźć pod nickiem Girl Online, gdzie publikuje szczere rozmyślania na temat własnego życia. Dziewczyna jest również chodzącą katastrofą. Zawsze zrobi coś nie tak, wywoła złe wrażenie, potknie się, powie coś nieodpowiedniego. Niektórzy uważają to za zabawne, dla niej samej jest to udręka. Po kolejnej takiej akcji, która teraz ma o wiele głośniejsze skutki, Penny decyduje się pojechać z rodziną na święta do Nowego Jorku. Tam poznaje Noah- czarującego chłopaka, który staje się jej bratnią duszą. Jednak na ich przeszkodzie stoi ocean oraz pewna tajemnica, która gdy wyjdzie na jaw, może zniszczyć ich relację.

  Zwróciłam uwagę na "Girl Online" nie tylko dlatego, że swego czasu było o tej książce głośno, ale również dlatego że główną bohaterką została blogerka. Zwyczajna dziewczyna, taka jak ja, która ma swojego bloga. Jednak szum lekko opadł, a moja ekscytacja nikła miesiąc po miesiącu. Kiedy ją na chwilę odzyskałam, pożyczyłam egzemplarz od przyjaciółki... który z kolei poczekał kolejne kilka tygodni na mojej półce, aż się za niego zabrałam. Moja motywacja do czytania zmieniała się i zmieniała, ale koniec końców bardzo się cieszę, że poznałam Penny i Noah.

  To co mnie zaskoczyło to przede wszystkim prędkość z jaką czyta się ten tytuł. Strona po stronie, przekręcasz i przekręcasz, jeden rozdział, drugi, szesnasty, aż w końcu tracisz rachubę i zauważasz, że to już koniec. Wciągnęłam się w opowiadaną historię i bardzo ciężko było mi się oderwać. Jest to ten typ książki, przy którym wyłączasz myślenie i pozwalasz sobie po prostu odpłynąć- nie analizujesz, nie wracasz kilka linijek wyżej bo coś jest niezrozumiałe- po prostu latasz oczami po kartce i nadążasz z akcją.

  Bardzo polubiłam główną bohaterkę Penny- chociaż na początku miałam co do niej wątpliwości. Zahukana, nieśmiała nastolatka, która musi prosić rodziców o zgodę na wyjście. Trochę zapomniałam, że jestem już dorosła i problemy Penny nie do końca były moimi obecnymi problemami. Ja radzę sobie sama i nie muszę pytać rodziców o to, czy mogę pójść się zobaczyć z koleżanką. Jednak potem dotarło do mnie o jak wiele proszę i przestałam zauważać błędy młodej dziewczyny. Każdy miał kiedyś te "piętnaście, prawie szesnaście" lat i wiem, że ten okres rządzi się swoimi prawami- Penny i tak wygląda mi na całkiem dojrzałą babkę. Tym bardziej, że w niektórych sytuacjach przypominała mi mnie samą- nieodpowiedni dobór słów do sytuacji- to główny powód.

  Bardzo podoba mi się też to, jak w książce zostały przedstawione takie wartości jak przyjaźń, miłość, rodzina. To jak wszyscy się wspierają, pomagają sobie, jedzą wspólne śniadania- to taki sielankowy, filmowy obraz rodziny. W prawdziwym życiu czasami jest z tym ciężko, co tylko jeszcze bardziej podkreśla fakt jak przedstawia to Zoe Sugg.

  "Girl Online" jest napisana przez młodą osobę, dla osób jeszcze młodszych. Odnajdą się w niej nastolatki, być może płeć męska również, ale tak samo może się spodobać tej starszej grupie wiekowej. Jest momentami naiwnie, za bardzo bajkowo i sielankowo, ale właśnie tego należy się spodziewać po tej powieści. Jasne- niesie ze sobą jakąś wartość- jak internet jest w stanie uczynić z człowieka niewolnika, jakie są skutki uboczne bycia blogerem i jaka wiąże się z tym niekiedy odpowiedzialność.  Poza tym jest też mega pozytywna i daje dużą dawkę motywacji do działania.Ale mimo wszystko jest to książka lekka, przyjemna, bez ogromnych zwrotów akcji i właśnie tego należy od niej oczekiwać.


Czytaj dalej

Lisa De Jong- "Kiedy pada deszcz"

 
Oryginalny tytuł: When It Rains
Rok polskiego wydania: 2016
Wydawnictwo: Filia
Seria: Rain #1
Ocena: 7/10


   NA, romanse, powieści obyczajowe- to jedne z pierwszych gatunków jakie poznawałam w moim czytelniczym życiu i zawsze, ale to zawsze będę je lubić. Nic nie poradzę na to, że lubię czytać o miłości- czy to o tej nastoletniej czy tej bardziej dojrzałej. I niby schematy się powtarzają, ale każdy autor pisze inaczej, na pewne sytuacje ma inne spojrzenie, często doda coś od siebie.  Nie byłabym jednak w stanie czytać tych gatunków cały czas, książka po książce, bez żadnej przerwy. Zawsze tak jest- jak za często mam styczność z czymkolwiek, to zaraz staję się znudzona. Od kilku tygodni mój TBR jest bardziej... ambitniejszy mogłabym rzec. Mam ochotę na więcej klasyki, coś niekoniecznie z bestsellerowych półek, jednak dla odprężenia udało mi się sięgnąć po "Kiedy pada deszcz", jak dla mnie stosunkowo nową książkę z półki "New Adult". Jak bardzo i czy w ogóle mi się podobała?

  Kate jest zwyczajną dziewczyną z niezwyczajną przeszłością. Po pewnym wydarzeniu odcięła się od mamy, najlepszego przyjaciela i całej paczki znajomych. Teraz pozostała jej tylko nauka, praca... i samotność, ponieważ Beau, jej sąsiad i bratnia dusza, wyjeżdża na studia. W tym momencie jednak do miasta wprowadza się tajemniczy nieznajomy, który już od pierwszego zamówienia ( tak, Kate jest kelnerką) zawraca w głowie naszej bohaterce.

  "Kiedy pada deszcz" to książka przedziwna. Mój stosunek do niej ciągle się zmienia i potrzebowałam naprawdę dużo czasu, aby określić jakie emocje ona we mnie wywołała. Bo jakieś wywołała na pewno, tylko nie są one do końca pozytywne.

  Kate jako bohaterka niesamowicie mnie irytowała. Trudno mi jednoznacznie określić czy ją rozumiem czy nie. Być może po wiadomym incydencie postąpiłabym tak samo jak ona, zamykając się w klatce swojej samotności, nie dopuszczając do siebie nikogo i niczego. Być może zaufałabym nowo poznanej osobie i opowiedziała jej całą historię, wiedząc że łatwiej jest gdy ktoś nas totalnie nie zna. Ale na litość boską, nie sądzę bym obwiniała siebie za całe zło tego świata i paskudną sytuację z przeszłości ( nie chcę ujawniać tej tajemnicy przed osobami, które chcą poznać tę historię, a jeszcze tego nie zrobiły). Nie rozumiem i nawet nie chcę zrozumieć tej dziewczyny.

  Wątek romantyczny to kolejna rzecz, która mi tutaj nie zagrała. Ja nie wiem, czy faktycznie już tak długo nie czytałam NA, że się odzwyczaiłam, czy może to autorzy po prostu nie potrafią opisać jakiegokolwiek uczucia? Wszystko brzmiało mi tutaj albo całkowicie płytko, albo tak patetycznie, że momentami nie wiedziałam: śmiać się czy płakać. I najlepsze jest to, że wszystko wychodziło z ust Kate, nigdy od Ashera czy Beau. Bo każdy z nich jest wspaniały na swój sposób, chociaż to ten pierwszy jest bliższy memu sercu, głównie poprzez muzykę.

  Solą w oku jest dla mnie również promocja tej książki. Nie zrozumcie mnie źle- uwielbiam Wydawnictwo Filia, jak dla mnie wydają oni perełki z cudownymi okładkami, jednak tym razem nieco się przejechałam. Opis z tyłu okładki, czyli również oficjalny blurb już na samym początku sugeruje nam co może się wydarzyć. Jako osoba, która niejedno już przeczytała, potrafię odgadnąć o co będzie chodziło tym razem. Gdzie w obecnym wydawniczym świecie zatraciliśmy uczucie zaskoczenia czytelnika? Uwierzcie mi- lepiej by się poznawało tę opowieść, bez ( jak dla mnie) gigantycznego spoilera na okładce. Przekręcałoby się kartkę za kartką, nie podejrzewając nawet co może się wydarzyć. I ja rozumiem, że jest to swego rodzaju zachęca, ale ona jednocześnie punktem ujemnym dla Wydawcy czy autora. Lepiej nie czytajcie opisu, jeśli chcecie poznać tę historię.

  To nie jest tak, że wypisałam same minusy książki i ostro ją krytykuję. W zasadzie, gdyby tak wyciąć Kate, to ten tytuł byłby naprawdę dobry. "Kiedy pada deszcz" czyta się bardzo szybko, jednak dla mnie nie jest to opowieść w żadnym stopniu emocjonalna czy wciskająca w fotel. Momentami miałam nawet uczucie, że powinnam się rozpłakać czy chociażby wzruszyć, jednak tego nie było. Muszę jednak przyznać autorce wielkiego plusa za dodanie tutaj muzyki, a w szczególności jednej cudownej piosenki, którą wstawiam Wam poniżej. Do "Kiedy pada deszcz" podchodzę neutralnie, przeczytałam wiele cudownych powieści o podobnym motywie, które przewyższają książkę Lisy de Jong o głowę, jednak nie jest to też książka tragiczna, zasługująca na spalenie czy cokolwiek innego. Może mam po prostu wybredny gust, a może nie trafia do mnie półka bestsellerów.

To nie jest oryginalna wersja, ale bardziej trafiła mi do serca <3

Czytaj dalej

MÓJ BLOG, KSIĄŻKI I PRZERAŻAJĄCE BAJKI | LBA


Wieki, bo wieki temu Kitty nominowała mnie do LBA, czyli jak widzicie- dzisiaj pora na pytania i odpowiedzi. Trochę to śmieszne, ale post od dawna miałam napisany... tylko jakoś tak po prostu o nim zapomniałam :)


Lubisz brać udział w akcjach blogowych typu Book Toury, maratony etc.?
Bardzo! Uwielbiam też wszelkiego rodzaju wyprzedaże książkowe i wymianki, chociaż na tym wszystkim często cierpi mój portfel, bo Poczta Polska jest jednak droga ;)

Jesteś sławna, podziwiana, znana. Wydawnictwo prosi cię, abyś wydała książkę o sobie. Wolisz napisać autobiografię czy wynająć kogoś, kto napisze dla ciebie twoją biografię?
Zastosowałabym opcję fifty- fifty. Poprosiłabym kilkoro moich znajomych i rodzinę o napisanie czegoś o mnie, potem zrobiłby to ktoś z zewnątrz, a na końcu oceniłabym to wszystko ja i dodałabym coś od siebie. Jeśli byłaby to książka o mnie to nie mogłoby w niej zabraknąć również książek, muzyki, filmów i w ogóle polecajek. To mogłoby być całkiem fajne ;)



Jak często robisz make up?
Zawsze kiedy idę do szkoły mam na sobie podkład i pomadkę, często jeszcze tusz do rzęs albo kredkę do oczu. Na większe wyjścia dodaję cienie do powiek i szminkę.

Jaką bronią wolałabyś walczyć: mieczem, pistoletem, sztyletem, łukiem, halabardą, laserem, nunczaku w pojedynku 1:1?
Och tak. Ja i walki. Wydaje mi się, że z łukiem wyglądałabym najmniej śmiesznie.

Jak określiłabyś swój charakter?
TRUDNY. Przede wszystkim trudny. Ludzie mówią, że jestem bezkonfliktowa i raczej nieśmiała i w sumie mają po części rację, bo jest to jedna ze stron mojej natury. Ale jestem też niesamowicie uparta i niecierpliwa. Niekiedy jestem wulkanem energii, a niekiedy oazą spokoju. Rzadko daję po sobie poznać, że ktoś mnie czymś uraził. W tych najgorszych momentach, samej ze sobą jest mi niezmiernie trudno wytrzymać, ale mimo wszystko nie oddałabym mojego charakteru za nic w świecie.



Jaki motyw w książkach lubisz najbardziej?
Motyw rozwiązywania zagadki, najczęściej między Panem i Panią, między którymi POWOLI rodzi się uczucie.

A jaki motyw lubisz najmniej?
TRÓJKĄTY MIŁOSNE! To nie tak, że unikam książek z tym wątkiem jak ognia, ale staram się je raczej ograniczać. W realnym życiu tak nie ma. Ciężko spotkać jednego zainteresowanego, a co dopiero dwóch w tym samym czasie.

Picie gazowane czy bez CO2?
Niegazowane. Ogólnie gazowane napoje piję wtedy kiedy naprawdę mam ochotę, a to zdarza się rzadko. Nawet Pepsi piję lekko wygazowane.





Czy zdarzyła ci się w książce taka śmierć, że nie mogłaś się po niej pozbierać?
Tak było kilka takich przypadków, ale nie będę sypać tytułami, żeby komuś nie zrobić spoilera :)

Uznajesz blog za swój obowiązek czy hobby? Chodzi mi o to czy przejmujesz się, jeśli np. tydzień nie dodajesz postów czy stwierdzasz, że przecież nie ma sensu tego robić na siłę?
12 miesięcy wstecz powiedziałabym, że posty mają być co dwa dni i nie ma że ciężko. Jednak rok 2016 był dla mnie ważny i przyniósł wiele zmian, w tym także moje osobiste podejście do bloga. Lubię jak moje posty są dopracowane i jestem w nich zadowolona w co najmniej w 90%. Dojrzałam do tego by pisać i publikować wtedy kiedy mam czas, ochotę i wenę, a blog ma być przede wszystkim dla mnie. Czytelnicy są bardzo ważni, ale co mi po nich, jeśli ja sama nie będę usatysfakcjonowana z mojej pracy? Najbliższe miesiące mają być dla mnie bardzo ważne i intensywne, nie chcę tego zniszczyć podejściem "blog ma być na pierwszym miejscu". Zresztą sami widzicie jak drastycznie zmniejszyłam ilość postów. Ale czuję się z tym jakoś dziwnie lekko. Nie czuję presji, a raczej spełnienie i fajnie by było, gdybym nie była osamotniona w takim myśleniu ;)



Czy w dzieciństwie bałaś się jakiejś postaci z kreskówki?
W dzieciństwie zawsze przerażała mnie jedna bajka. Znacie może Dzielny mały toster ? W sumie to nie wiem co tam było takiego strasznego- ot parę urządzeń domowych i ich misja, ale ostatnio natknęłam się na ten plakat i autentycznie zaczęłam się bać. Nie włączajcie swoim dzieciom. Nigdy.
Trochę bałam się też Dumbo- dość stara bajka i nie wiem jakie podejście miałabym do niej teraz, ale kilkanaście lat wstecz, oglądałam to przez palce :D


PS Tradycją chyba stanie się to, że do LBA wrzucam piosenki- koniecznie dajcie znać czy znacie i co o nich sądzicie ^^

Czytaj dalej

Podsumowanie zimy 2016/2017

Kiedy podjęłam decyzję o pisaniu podsumowań kwartalnych i opublikowałam pierwsze z nich ( można zajrzeć----> tutaj), wiele z Was twierdziło, że spokojnie mogłabym pisać je co miesiąc, bo materiału nazbierałam od groma. Trochę muszę przyznać Wam rację, bo dopóki nie zobaczyłam tego w całości nie spodziewałam się, że miałam tak bogate czytelniczo miesiące. Ale taki stan rzeczy nie istnieje zawsze. Obstawiałam raczej tendencję spadkową, bo chcąc nie chcąc powinnam przygotowywać się do matury. Postanowiłam jednak, że nie dam sobie wejść na głowę i wypracowałam sposób działania, w którym znajduję czas i na książki i na filmy i na naukę. Czasem coś kosztem czegoś- wciągnie mnie książka, pochłonie angielski, ale jakoś idę do przodu. Skutkiem tego, że jako tako się zorganizowałam, w ostatnich 3 miesiącach udało mi się poznać dużo książek, dużo nowych odcinków seriali i satysfakcjonującą liczbę filmów.


W grudniu złapała mnie niemoc czytelnicza, skutkiem czego udało mi się poznać dwie książki, ale za to od razu wskoczyły one do grona ulubionych. "Komedia świąteczna" to idealny przykład jak napisać zabawną historię romantyczną, bez wielkich uniesień, irytujących bohaterów i przerysowania. "P.S.I like you", czyli niezawodna Kasie West, po raz kolejny porwała mnie na kilka godzin i nie chciała wypuścić ze swoich macek. "Ferdydurke" wszyscy wokół krytykowali, a ja choć nie mogę się nazwać fanką, to jednak jestem pełna podziwu dla autora za stworzenie czegoś tak śmiesznego, karykaturalnego i wystawiającego środkowy palec wszystkim niedowiarkom. "Upadli" to z kolei doskonały przykład jak NIE przedstawiać miłości między dwójką nastolatków. Infantylna, naiwna i rozczarowująca- jedynie wątek paranormalny trzyma się całości. "Granica" to chyba jedna z lepszych lektur jakie miałam okazję czytać- bardzo aktualna i wciągająca. "Traktat o łuskaniu fasoli" męczyłam dość długo, chociaż słowo "męczyłam" nie do końca tutaj pasuje. Po prostu na książki tego typu, potrzebuję więcej czasu i uwagi. "Kiedy pada deszcz" to niesamowite połączenie dobrej muzyki ze łzami wzruszenia, jednak autorka nie do końca ma dar przekonywania do swojej opowieści. "Kod Leonarda da Vinci" to moje odkrycie czytelnicze. Niepokojąca, wzbudzająca kontrowersje, niejednoznaczna, emocjonalna, wciągająca- to tylko kilka z licznych przymiotników, jakich mogłabym tutaj użyć. "Pod presją" to z kolei przyjemna i lekka młodzieżówka, jednak nie wnosząca nic o naszego życia. Idealna na odprężenie. "Sklepy cynamonowe" oraz "Pożegnanie z Marią" to dwa opowiadania potrzebne na zajęcia z polskiego, króciutkie, ale nie czuję by coś zmieniły w moim życiu. No i "Caraval"- ostatnia książka lutego, co tylko dowodzi, że ten miesiąc zarówno zaczęłam jak i zakończyłam fantastyczną powieścią. Powieść Pani Garber to pierwsza od dłuższego czasu młodzieżówka z nutką magii, która nie irytowała mnie wątkiem miłosnym i bohaterką gąską.





Dwa pierwsze filmy, czyli On-drakon oraz Źródło młodości to moje odkrycia tej zimy. Bardzo klimatyczne i wciągające. Powstał nawet krótki post na ich temat (o tutaj). Wyspa tajemnic to film polecony przez koleżankę ( a właściwie dwie), ale szczerze mówiąc kompletnie mnie on nie kupił. Na nowo przyzwyczajam się do DiCaprio i choć tę rolę miał niezłą, to jednak film ogromnie mnie wynudził. Uwielbiam piosenki z Grease, co było śmieszne bo jeszcze do niedawna nie znałam filmu, a szkoda, ponieważ był naprawdę dobry! W okresie świątecznym obejrzałam A Wish For Christmas, głównie z nudów i nie powiem, żebym żałowała, ale raczej Wam go nie polecam. A źle dobrany błyszczyk głównej bohaterki dalej śni mi się po nocach. Było jeszcze Love Actually, czyli podobno inspiracja dla Listów do M. Muszę stwierdzić, że choć nie obyło się bez śmiechu, to mając porównanie polskie i zagraniczne wybieram to polskie. Nie sądzę, żebym wróciła, chyba że będę mieć zły dzień. Scena z tańczącym Hugh Grant'em to idealny rozweselacz na ponure dni. Magic Mike "chodził za mną" od dawna, ale po seansie nie czuję się ani zadowolona, ani zirytowana...a raczej zażenowana. Nie chodzi o to jaki temat on porusza, ale w sposób jaki zostało to przedstawione. Dla mnie mocny średniak. Dwa przedostatnie filmy, to właściwie animacje- Dzwonnik z Notre Dame, który miał piękne piosenki i przesłanie, ale raczej się na nim wynudziłam oraz Vaiana: Skarb Oceanu, czyli dla równowagi coś, co bardzo mnie kupiło- soundtrackiem oraz niesamowitą bohaterką i humorem. I myślałam, że na tym zakończę spis filmów, ale w sobotę przypadek zadecydował o jeszcze jednym, przypuszczam że najlepszym z całej tej listy. Dziewczyna i chłopak: wszystko na opak ma doskonałe role, przepiękną muzykę, cudowną historię pierwszej miłości oraz nieziemski klimat lat 60. XX wieku. Obejrzyjcie koniecznie!



Znając sytuację z poprzedniego roku, kiedy to kompletnie straciłam głowę do serialu, obiecałam sobie solennie: "Dominika, żadnych nowych seriali do 24 stycznia. ZERO.". I pewnie dotrzymałabym postanowienia gdyby nie Teen Wolf. A raczej jego brak. Przez przerwę świąteczną nie było żadnych nowych odcinków, więc co zrobiłam ja? Czyżbym nadrobiła rozpoczęte już seriale? Oczywiście, że nie. Odpaliłam nowy. I wiecie co? Supernatural to życie. Ja nie wiem jak mogłam żyć przez tyle lat w nieświadomości. Planuję osobny post na ten temat, jak będę mniej więcej w połowie wszystkich sezonów i już nie mogę się tego doczekać!
Drugim serialem, który odpaliłam z poleceń był SKAM i przez pierwsze półtora sezonu niesamowicie się nim jarałam, (że się tak wyrażę :D), ale teraz utknęłam i moja ekscytacja minęła, momentami zamieniając się w irytację. Obejrzę, ponieważ niesamowicie ciekawi mnie trzeci sezon, jednak mam nadzieję, że coś się poprawi.



Moje plany przedstawiają się tak: wracam do comiesięcznych podsumowań. Lubię to robić i mam do tego materiał, a nawet jakby go nie było to coś wykombinuję.
Nie wiem czy pamiętacie, ale w grudniu stworzyłam coś, co nazwałam TBR na zimę i udało mi się z tego przeczytać 6/10 tytułów, czyli całkiem nieźle. Na razie dalej skupiam się na lekturach, chociaż nie potrafię powiedzieć konkretnych tytułów. Chciałabym przeczytać coś z biblioteki oraz z mojego mini TBR na 2017 rok, którego zdjęcie znajdziecie poniżej. Na razie nie planuję nic więcej, ponieważ to już marzec, czyli na dobrą sprawę mój ostatni miesiąc edukacji i jakby nie patrzeć ostatnia prosta :)

Mini TBR 2017 ;)


Dajcie znać co fajnego ostatnio przeczytaliście, oraz na jakie buble trafiliście w tym roku ;) Jestem bardzo ciekawa ^^
Czytaj dalej