Lauren Kate- "Upadli"


Oryginalny tytuł: Fallen
Rok polskiego wydania: 2010
Wydawnictwo: MAG
Seria: Upadli #1
Ocena: 6/10

  Odnoszę wrażenie, że ostatnio bardzo często książki oznaczone etykietką "dla młodzieży" mnie rozczarowują. Mogę przypisać to temu, że powoli wychodzę z tego nastoletniego etapu, ale mimo wszystko dalej chciałabym czytać wciągające historie o tych kilkunastoletnich osobach. Są autorzy, którzy potrafią wyczarować coś interesującego i godnego uwagi. Są też autorzy, z których książek wynoszę niewiele więcej poza mało przyjemnym posmakiem. I dzisiaj o tym drugim typie.

  Luce Price przez całe życie widziała cienie, a ludzie dookoła niej traktowali ją przez to protekcjonalnie i ostrożnie. Kiedy pewien nieszczęśliwy wypadek sprowadza ją do szkoły poprawczej Sword&Cross, spotyka tam Daniela Grigori, chłopaka którego już kiedyś gdzieś widziała... rzecz w tym, że nie umie przypomnieć sobie gdzie. Sam Daniel twierdzi inaczej i stara się ją od siebie odepchnąć, ale Luce nie daje za wygraną. Prawda może okazać się jednak o wiele bardziej nieprawdopodobna, niż Luce kiedykolwiek mogła przypuszczać.

  Kiedyś tam, dawno temu bardzo chorowałam na tę książkę. Wydawała mi się ona spełnieniem młodzieńczych fantazji- przystojni faceci, trójkąty miłosne, aniołowie zakochujący się w śmiertelniczkach i mnóstwo tajemnic. Tym bardziej, że wtedy na tapecie ulubionych powieści, królowało coś podobnego klimatycznie, więc oczekiwanie na nowych bohaterów tylko się wzmagało. Jednak miesiąca mijały, a "Upadli" odchodzili na dalszy plan. Poznawałam inne książki i innych bohaterów, trójkąty miłosne zbrzydły mi do tego stopnia, że nie potrafię przejść obok nich bez irytacji... ale słabość do aniołów i tajemnic pozostała do dziś. Więc kiedy nadarzyła się okazja do przeczytania "Upadłych" sięgnęłam po nią bez wahania, ale też bez wygórowanych oczekiwań.

  To co NAJBARDZIEJ drażniło mnie podczas czytania, nazywa się Luce Price. A dokładniej jej zachowanie w stosunku do innych ludzi ( tak mam na myśli męską część widowni). Strona 50, a ona już poznała dwa największe ciacha szkoły ( nierealne), jest zafascynowana jednym i drugim ( realne), a najgorsze w tym wszystkim jest to, że uważa się za zakochaną i nie wie jak ma postąpić, kogo ma wybrać ( czujecie tę desperację, to wołanie o pomoc?). 50 strona. 50 strona na ponad 400 możliwych. A ja nie wiem czy mam się z tego śmiać, czy załamywać ręce. Po prostu ten trójkąt miłosny tak wysunął się na prowadzenie i był tak przesłodzony, tak przerysowany, że ciężko było mi uwierzyć w jakiekolwiek uczucia w nim ujęte.

  W sumie nasza główna bohaterka to największy, ale zarazem jedyny minus powieści, którą muszę przyznać czytało się wyjątkowo szybko i przyjemnie. Styl pisania Lauren Kate jest lekki i niewymuszony, widać że przeznaczony głównie dla młodzieży. Na to w sumie liczyłam, ponieważ za mną jest już inna książka autorki- "Łza", którą czytałam dobre dwa lata temu, ale nie wyniosłam z niej jakiś lepszych wspomnień. Książka na raz, bez większych fajerwerków, za to ze świetnym pomysłem na fabułę. Przy okazji "Łzy" była to mitologia, w "Upadłych" mamy do czynienia z aniołami oraz tajemniczą zagadką, której rozwiązanie czeka na czytelnika dopiero w dalszych częściach. Wydaje mi się, że w tej "wędrówce po świecie" ( nie wiem jak inaczej nazwać ten fakt, aby nikomu czegoś nie zaspoilerować) jest ukryty duży potencjał i mam nadzieję, że w kolejnych tomach Pani Lauren ogarnie jakoś Luce i stworzy z niej kogoś, z kim da się przebywać bez załamywania rąk dłużej niż jeden rozdział.

  Seria Upadli jest całkiem fajna, ale nic ponadto. Możliwe, że minęłyśmy się w czasie i powinnam ją przeczytać kilka lat wcześniej, żeby zawładnęła moim serduchem. Teraz tak się nie stało, chociaż nie żałuję poznania tej historii. Jest kilka wątków, których rozwinięcie chciałabym poznać, ale nie dzwoni nade mną sygnał alarmowy z dźwiękiem "teraz, teraz, teraz". Okładki tych książek są po prostu obłędne, każda bez wyjątku i w sumie trochę szkoda, że nie widnieją one na równie niesamowitych i zapadających w pamięć książkach. Ale nie błyszczą też na totalnym gniocie, więc nie narzekam. Wiem, że powstaje film na podstawie tworu Pani Lauren Kate, ja jednak po obejrzeniu zwiastuna nie wróżę mu wielkiej popularności i oszałamiających zysków. Mam wrażenie, że przejdzie bez echa, no może pomijając zagorzałych fanów serii. Już teraz widzę jak to wszystko zostało przeinaczone ( a to tylko dwie minuty) i zastanawiam się w jakim kierunku pójdzie reżyser. Obejrzę, ciekawi mnie  ekranowa wersja, ale liczę na coś co z założenia miało być potraktowane poważnie, a wyjdzie z tego komedia. Cóż- zobaczymy.

Inne książki autorki opisane na blogu:

Czytaj dalej

O wydawnictwach, zakładkach oraz okładkach | LBA


Bardzo dawno temu zostałam dwukrotnie nominowana do Liebster Blog Award- przez Natalię oraz Blue Spark. Dziewczyny, bardzo dziękuję Wam za nominację i zapraszam do poczytania moich odpowiedzi :)

 1. Wybierając lekturę, kierujesz się opisem z tyłu książki?
Tak. Na pierwszy rzut oka idzie okładka. Potem autor. Ale to opis sprawia, że sięgam po daną pozycję bądź nie. Często są to też polecenia blogerów, ale jakby nie patrzeć tam też najpierw czytam o czym jest książka. Wyjątki stanowi kilku autorów, których uwielbiam i przeczytałabym ich książki o czym by tylko nie były. Ale ich wcześniejsze powieści też wybierałam ze względu na opis ;) #opiszawszewygrywa

2. Jaka ekranizacja danej książki spodobała Ci się najbardziej?
Było takich parę. Przede wszystkim dlatego, że nie uważam że zawsze książka jest lepsza od filmu. Albo są też takie ekranizacje, które są tak samo dobre jak pierwowzory. Do kategorii numer jeden zaliczam zdecydowanie Lemoniada Gada czy Szkołę uczuć, do drugiej- Gwiazd naszych wina.

3. Jaka jest Twoja ulubiona bohaterka książkowa? Dlaczego ona?
Wybrać jedną bohaterkę to tak jakby skrzywdzić resztę potencjalnych. Bardzo bliska jest mi Gia z "Chłopaka na zastępstwo", ponieważ czytając o niej, momentami czułam się jakbym znalazła bratnią duszę. Nie w każdym aspekcie, ale w kilku na pewno.



4. A jaki jest Twój ulubiony bohater książkowy? Dlaczego akurat on?
Tutaj nie mam wątpliwości. Andrew Parrish. Cudowny i niezastąpiony Andrew z "Na krawędzi nigdy". Samo jego imię to jakby powód, dla którego tak bardzo go lubię. Oprócz tego zaimponowała mi jego miłość do matki, w późniejszym czasie do Camryn, jego walka, jego muzyka oraz jego podejście do życia. Ten chłopak to ideał. I gdyby nie to, że jest fikcyjny i ma kobietę, którą kocha nad życie i którą szanuję ja, to zdecydowanie bym o niego walczyła.

 5. Lubisz wersje kieszonkowe książek?
Nie mam nic przeciwko takim wydaniom- wiadomo kosztują mniej i są bardziej poręczne, jednak i tak wolę wersje pełnowymiarowe.

6. Wolisz twarde czy miękkie okładki?
Uwielbiam książki w twardych okładkach. Mogę je wtedy położyć i nie bać się, że podczas czytania przekręci mi się kartka, ewentualnie zamknie całość. Ale i tak najczęściej czytam w miękkich. Takie najczęściej są wydawane, najłatwiej dostępne w bibliotece i ciut tańsze niż te drugie. Wiem jednak, że są takie książki które po prostu muszę mieć w twardych oprawach, bo są przepiękne!



7. Zaznaczasz ulubione fragmenty w książkach?
Nie zawsze i tylko te, które naprawdę mocno chcę pamiętać. A naklejek indeksujących używam inaczej niż inni- Wy zaznaczanie z boku, ja u góry. Dodatkowo podkreślam cytat ołówkiem, żeby go nie zgubić.

8. Jaki tytuł nosi książka, którą mógłbyś/mogłabyś czytać cały czas?
"Misja Ivy"- Amy Engel ( druga części, gdzie jesteś?)

9. Jaki jest Twój ulubiony autor/ autorka?
Odsyłam do lubimy czytać---> KLIK KLIK

10. Jaka seria książek jest Twoją ulubioną?
Tak najbardziej na świecie? Na pewno Trylogia Arkadyjska ( jak lubicie silne bohaterki i męsko nakreślony związek romantyczny) , seria Wybrani ( chociaż jeszcze jej nie skończyłam) oraz "Lato koloru wiśni" i "Zima koloru turkusu" <3



11. Czy Tobie też brakuje już półek na kolejne książki?
Nie, ja nie mam takiego problemu. Bardzo łatwo powstrzymuję się przed kupowaniem nowych książek, trochę inaczej sprawa ma się z wymianami, ale i tak wiem kiedy muszę przystopować. Poza tym pozbywam się książek, których po prostu nie potrzebuję trzymać na własność. Moja biblioteczka jest stosunkowo nowa i mam na niej naprawdę dużo miejsca.


I pytania numer dwa- od Blue Spark ^^

1. Gdybyś miała w przyszłości wydać własną książkę, jakiego byłaby gatunku?
Nie umiem pisać czegokolwiek od podstaw. Nie wyobrażam sobie, że wydaję książkę, oznaczoną moim imieniem i nazwiskiem, bo po prostu nie umiem stworzyć czegoś samodzielnie. A uwierzcie mi próbowałam- najczęściej opowiadania w tematyce szkolnej i młodzieżowej. Za każdym razem zależało mi po prostu na poznaniu zakończenia, więc spłycałam historię do granic możliwości i się niecierpliwiłam. Tyle z mojej zawrotnej kariery :D

2. Masz jakieś ulubione wydawnictwo? Jak tak to jakie?
Na blogu pojawił się post z moimi ulubionymi wydawnictwami- polecam zajrzeć o tutaj :)




3. Jakie wolisz zakładki? Te standardowe, lekkie, magnetyczne, drewniane?
Od kilkunastu miesięcy stałam się zakładkową maniaczką i w sumie nie przeszkadza mi to w jakiej formie występują, chociaż najbardziej chyba lubię te najzwyklejsze, papierowe z jakąś ładną grafiką. Mam kilka drewnianych, ale ich szkoda mi używać ;) A magnetyczne lubię i posiadam, ale jakoś niespecjalnie one do mnie przemawiają. I tak używam ich jak zakładek tradycyjnych, po prostu wrzucając między kartki, nie magnesując :)

4. Jakieś zwierzęta towarzyszą Ci podczas czytania?
Nie mam zwierzaków domowych, więc podczas czytania nie towarzyszy mi nikt :)

5. Ile potrafisz średnio przeczytać książek w tydzień?
To zależy. Zazwyczaj czytam średnio jedną książkę na tydzień, wiadomo przy gorętszym okresie ta liczba się zmniejsza, a przy luźniejszych dniach- zwiększa. Bardzo często wtedy, kiedy mam kilka książek do dokończenia- 100 stron czy 50. Wtedy wychodzą nawet i 3 w tydzień. Ale jak mówię- to zdarza się jednak rzadko. Czytam około 4-5 książek miesięcznie, nie wymagam od siebie cudów :)



6. Lubisz przeglądać różnego typu magazyny modowe lub kosmetyczne?
Moja przyjaciółka lubi kupować takie rzeczy, więc czasem się załapię i coś poczytam, jednak sama z siebie? Rzadko. Najczęściej wtedy kiedy wiem, że jest tam coś o czym chciałabym przeczytać.

7. Jaki tytuł ma książka, po której ostatnio miałaś kaca książkowego?
Oj już dawno nie złapałam takiego konkretnego kaca książkowego, który nie pozwolił by mi na sięgnięcie po coś nowego. Ostatnio było to chyba we wrześniu, kiedy to czytałam "Ognisty pocałunek".

8. Wolisz czytać powoli i przyswajać jak najwięcej szczegółów czy szybciej, licząc tylko przekartkowane strony?
Wiecie- to wszystko zależy od książki, którą czytam. Czasami mam ochotę na coś ambitniejszego, co wymaga ode mnie pełnego skupienia i zaangażowania, więc wymusza powolne czytanie. A czasem po prostu szybko przekręcam strony- dlatego, że książka jest lekka, przyjemna i mega wciągająca. Nie ma na to reguły ;)



9. Co sprawiło, że zaczęłaś czytać książki?
Kiedyś popełniłam na ten temat tekst- zainteresowanych zapraszam. Ostrzegam- jest długi ;)

10. Czytasz czasem inne blogi? O jakiej tematyce?
Pomijając masę tych stricte książkowych? Tak, czytam. Najlepsza trójka przedstawia się tak: AniaMarta i Kreatywa. Kolejność bez znaczenia. Te blogi po prostu musicie poznać!

11. Myślałaś czasem nad opuszczeniem bloga? Takie chwilowe załamanie, że nie czerpałaś już z tego przyjemności? Jeśli tak, to co sprawiło, że blog jednak dalej funkcjonuje?
Miałam taką sytuację. Cały rok 2016 był pasmem wzlotów i upadków blogowych- z jednym kategorycznym, aczkolwiek niespełnionym "ODCHODZĘ". Nie wyszło, a ja ciągle jestem tutaj. Dlaczego? Kocham to robić i nie wyobrażam sobie rezygnacji z czegoś co jest cząstką mnie samej. Czasami jest źle, czasami nie mam czasu, czasami nie mam po prostu siły. Ale jestem, chociaż w mniejszych ilościach, ale jestem :)



To byłoby  tyle pytań na dziś. Chcę wyjść na czysto z wszystkimi zaległymi nominacjami, więc w najbliższym czasie możecie spodziewać się ich więcej. Tym bardziej, że póki co nie bardzo mam materiał do pisania recenzji, bo po prostu czytam lektury czy coś, o czym nie będę wspominać na blogu ;) Dzisiejszy post przeplatałam piosenkami, które uwielbiam! Koniecznie dajcie znać co z tego znacie, a co Wam wpadło w ucho dzięki mnie ;)

Czytaj dalej

Książkowa Sztuka Book Tag



Kilka dni temu,dostałam od Lexiss nominację do "Książkowa Sztuka Book Tag" i dzisiaj na nią odpowiadam ( szybko nie?). Co zabawne- byłam przekonana, że już wykonywałam ten tag, skutkiem czego przeszukałam całego bloga plus wersje robocze i nic nie znalazłam :D Ale nie ma tego złego- napisałam i zapraszam do czytania :)


1. Najładniejsza okładka pojedynczej książki
Pytania z przedrostkiem "naj" sprawiają mi co najmniej taką samą trudność jak pytania o rzeczy ulubione. Naprawdę trudno wybrać jedną okładkę, ale aktualnie zachwycam się grafiką na "Ponad wszystko" Nicoli Yoon.




2. Najbrzydsza okładka pojedynczej książki
"Ostatnie lato w Nebrasce" nie ma brzydkiej okładki, a przynajmniej dopóki nie zobaczymy jej z bliska. Wtedy na jaw wychodzą małe niedociągnięcia i niedobrane kolory, które mi osobiście nie pasują. Ale książka jest świetna, to muszę jej przyznać, więc czytajcie.



3.Najładniejsze okładki serii
Seria "Upadli" Lauren Kate. Mam za sobą dopiero pierwszy tom ( który skończyłam dosłownie kilka dni temu), ale te okładki to petarda. A z bliska są jeszcze lepsze!

4. Najbrzydsze okładki serii
Dary Anioła, Diabelskie Maszyny Cassandry Clare w tym pierwszych polskich okładkach. Nie umiem zrozumieć jak ktoś mógł je uznać, za ładne i warte wypuszczenia na rynek.

5. Okładka zapadająca w pamięć
Nie wiem czy kojarzycie książkę pod tytułem "Strasznie głośno, niesamowicie blisko". Nie miałam okazji jej czytać i nie wiem czy w ogóle chcę, ale jak zobaczyłam tę okładkę po raz pierwszy na czyimś bookstagramie, byłam przekonana, że to jakieś dziecko zapozowało do zdjęcia. Sytuacja się powtarza, a ja za każdym razem w pierwszej sekundzie sądzę, że to jest realne, że to nie jest książka. No petarda.



6. Okładka niepasująca do treści
"Maybe someday". Ktoś kto czyta mnie regularnie, pewnie wie jak bardzo ubolewam, że ta książka nie ma innej okładki. Dziewczyna beztrosko leżąca na łóżku, nijak nie pasuje do treści. Będę to powtarzać aż do znudzenia, aż znajdę kogoś kto mnie poprze :D


7. Strony: białe czy żółte?
Jakoś nigdy wcześniej nie zwracałam na to szczególnej uwagi i w sumie nie mam problemu z czytaniem na żółtych czy na białych stronach. Patrząc jednak na tytuły przeczytane: raczej korzystałam ze stron żółtych.

8. Strony: cienkie czy grube?
Tutaj też nie mam wyrobionego zdania. Cienkie mogą łatwo się podrzeć, ale myślę że teraz książki wydawane są raczej na grubszych kartkach i to te czytam częściej.

9. Okładka: miękka czy twarda?
Uwielbiam książki wydane w twardych okładkach, na dodatek z obwolutą. Ale przyznaję- rzadko takie czytam. Wydawnictwa raczej puszczają w obieg miękkie wersje, te drugie naprawdę mało kiedy i to jest chyba główny powód, dlaczego moja biblioteczka to w większości opcja numer jeden. Tym bardziej, że jakby nie patrzeć twarda oprawa zawsze jest droższa niż miękka ;)

10. Najlepsze wydawnictwo (pod względem wyglądu książek)
Niezaprzeczalnie i jednogłośnie jest to Wydawnictwo Filia. Każda okładka jest cudowna, wykonana ze starannością, której niektórzy mogli by się tylko uczyć. Na książki od Filii- grube, pięknie wydane i na dodatek z niesamowitą treścią, aż przyjemnie jest wydawać pieniądze.

Tyle od mnie na dziś. Nie nominuję nikogo, ponieważ nie wiem kto jeszcze nie robił tego TAG-u, ale jeśli macie ochotę- śmiało piszcie- dostaniecie nominację :D


Czytaj dalej

Camilla Lackberg- "Księżniczka z lodu"


Oryginalny tytuł: The Ice Princess
Rok polskiego wydania: 2009
Wydawnictwo: Wydawnictwo Czarna Owca
Seria: Saga o Fjallbace
Ocena: 8/10

  Kryminalna seria Camilli Lackberg to te książki, które chciałam przeczytać od dobrych kilkunastu miesięcy, a na które zawsze po prostu brakowało mi ochoty/czasu/szybkości by móc przed innymi złapać ją w bibliotece. I w sumie nie wiem czy uratował mnie mój refleks czy ktoś nade mną czuwał, ale udało mi się ją wypożyczyć i przeczytać. Ucierpiały na tym inne książki, ponieważ "Księżniczka z lodu" perfidnie zajęła całą moją uwagę, nie pozwalając się od siebie oderwać.

  Kiedy jakaś historia krąży w sieci tak długo jak ta, nie da się jej unikać i chcąc nie chcąc dowiadujemy się o czym mniej więcej jest.  Małe skandynawskie miasteczko i zbrodnia, która nim wstrząsa. Młoda kobieta, spełniona zawodowo i prywatnie zostaje znaleziona martwa w swoim domu. Pośrednio odnajduje ją była przyjaciółka z dzieciństwa, a aktualnie pisarka przebywająca na urlopie od życia- Erika. Wplątana w kryminalną sprawę, próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie "Kto zabił?". Opis książki przedstawia więcej, ale moim zdaniem to w zupełności wystarczy by zachęcić potencjalnego czytelnika do lektury i nie zdradzić mu za dużo. A możecie mi wierzyć- nie chcecie wiedzieć zbyt wiele, przynajmniej jeśli chcecie mieć frajdę z odkrywania zagadki.

  To co niewątpliwie podobało mi się w "Księżniczce z lodu" to klimat. Mroźny, surowy skandynawski klimat, który z każdą kolejną stroną był coraz bardziej widoczny. Śnieg, zimne powietrze, grube ubrania, zamarznięte ulice. Czy tylko do mnie przemawia taka doskonała wizja? I czy tylko ja wolałabym znaleźć się Szwecji, a nie na przykład na tropikalnej wyspie?

  Kolejny wielki plus należy się autorce za stworzenie wątku kryminalnego. Po tylu zachwytach kalkulowałam ile rzeczy może pójść nie tak, ale akurat ten temat w pełni mnie zadowolił. Rozwiązanie mogłoby być błahe i oczywiste, ale wiedziałam, że książka nie zdobyłaby takiej popularności posiadając błahe i oczywiste rozwiązanie. I rzeczywiście się nie myliłam. Autorka umiejętnie manewruje pomiędzy wątkami, pokazuje nam drobne szczegóły, które mają za zadanie zwrócić naszą uwagę, ale niezbyt wcześnie odkryć całą prawdę. Tej dowiadujemy się dopiero pod koniec, chociaż co niektórzy, w tym ja- wcześniej znajdują odpowiedzi na kilka niewiadomych. Muszę jednak przyznać, że nie zgadłam odpowiedzi na pytanie "Kto zabił?", zanim nie zrobiła tego autorka. Więc za to ma ode mnie wielki plus.

  Były też jednak rzeczy, które totalnie nie przypadły mi do gustu, jak na przykład wątek romantyczny. On- zakochany w niej przed laty, który teraz nagle odkrywa, że uczucie nie przeminęło. Ona- pozytywnie zaskoczona dawnym kolegą, uznaje że z tego mogłoby coś wyjść. Oni- ludzie dookoła, którzy oczywiście wiedzieli, że on ją kiedyś tam kochał, ale jej nie powiedzieli, ponieważ uważali, że było to oczywiste. Żadnej subtelności. No żadnej. Romans w tej książce jest tak płytko potraktowany i tak szybko się rozwija, że to zakrawa na śmieszność. Tym bardziej, że seria liczy sobie kilka tomów, a te karty zostają odsłonięte i konkretnie rozwinięte już w pierwszym. Rozumiem, że to zagadka kryminalna była głównym trzonem powieści i widzę, że udała się bardzo dobrze. Ale gdyby troszkę zwolnić te wszechobecne uczucia i podejść do nich na poważnie, książka naprawdę zyskała by jeszcze więcej. Trochę boję się co mnie czeka w części numer dwa, numer trzy i reszcie. Szykuje się jakieś wielkie rozstanie i nagle nowa wielka miłość? Mam nadzieję, że nie.

  Nie podobał mi się też zabieg, który roboczo nazwałam "urywaniem myśli". Wyobraźcie sobie sytuację, kiedy czytacie książkę, bohater intensywnie zastanawia się nad rozwiązaniem zagadki, no i kalkuluje, wylicza, aż nagle przychodzi olśnienie. Mówi "no to ciekawe, nie spodziewałem się"... i scena z nim się zamyka, a my przechodzimy do rozważań innej osoby. Bardzo często doprowadzało mnie to do szału, ponieważ chciałam poznać, co takiego przyszło komuś na myśl i nie mogłam tego zrobić, a przynajmniej nie wcześniej niż kilkanaście stron dalej. Niejednokrotnie przekręcałam kartki do przodu, a później cofałam się do przerwanego momentu, a wiadomo że podczas czytania książek, a kryminałów zwłaszcza, taka opcja jest niepożądana.

  "Księżniczka z lodu" to bardzo dobry kryminał, który mogę polecić, pomimo tego, że mam kilka zastrzeżeń. Ale książkę czytało się szybko i z niecierpliwością oczekiwałam co będzie dalej. Każda kolejna część przyciąga mnie do siebie, najlepiej w wersji "na już", a ja niestety nie mogę po nią sięgnąć, a przynajmniej na razie nie. Jeszcze tylko parę miesięcy i z czystym sumieniem usiądę do czytania wyczekiwanych tytułów. A nie tak jak teraz, kiedy poznaję coś lekkiego i mam wyrzuty sumienia, no bo przecież mogę ten czas poświęcić na zadania z matematyki. Ale już niedługo. 
Czytaj dalej

Największe rozczarowania 2016 roku


O ile 2016 rok przyniósł masę dobrych i bardzo dobrych powieści, to przywiał też tytuły które mi się nie podobały. Jedne w większym, drugie w mniejszym stopniu. Za złe książki uważam numer 2 i 3. Nie polecam ich czytania, bo to po prostu bezcelowe. Cała reszta to zwykłe rozczarowania: liczyłam na więcej, albo po prostu coś nie zaiskrzyło. Wszystko jest podlinkowane do mojej opinii, jeżeli macie ochotę poczytać dlaczego uznałam tak, a nie inaczej. Trzy książki mają opisy, ponieważ nic na ich temat nie pisałam :)



8."Bez słów"- Mia Sheridan ( Dużo oczekiwałam od tego tytułu i może dlatego się przejechałam, ale czytanie tak przesłodzonej książki w pewnym momencie po prostu zaczęło mnie śmieszyć. Miłość na zawołanie, bardzo nieodpowiednie zakończenie oraz głupota głównych bohaterów. Czy ktoś ma naprawdę takie życie?)

9."Wesele"-Paulina Ptasińska ( Lubię poznawać debiutantów czy niszowych autorów, ale ta książka miała bardzo spłyconą treść, durnych głównych bohaterów i nie była w stanie mnie przy sobie utrzymać na dłużej.)


10."Jądro ciemności"-Joseph Conrad ( Rozumiem, naprawdę rozumiem wartości jakie niesie za sobą ta książka, ale nie zmienia to faktu, że przez miesiąc czasu męczyłam 70 stron tekstu. Ciężko napisana, praktycznie bez dialogów i bez jakiegoś polotu. Czytam lektury, ale ta była jedną z gorszych.)





Wybaczcie tą konkretną obsuwę w czasie, post miał być we wtorek, ale ten tydzień był ogromnie zabiegany- ostatnie przygotowania do egzaminu, wyjazdy w poszukiwaniu kilku rzeczy na studniówkę, późne powroty do domu- to wszystko nie sprzyjało pisaniu :) Ale już jest, a ja mam nauczkę by nic nie obiecywać na konkretną datę, bo to nigdy nie wychodzi :)

Koniecznie powiedzcie czy którakolwiek z tych książek tak samo Was rozczarowała? A może macie całkowicie odmienne zdanie? :)
Czytaj dalej

Największe zaskoczenia 2016 roku


Drugie z trzech zaplanowanych podsumowań zawiera w sobie największe zaskoczenia, tudzież najlepsze książki minionego roku. Zachęcam Was do komentowania i dyskutowania w komentarzach :)

1."Endgame"- James Frey & Nils Johnson-Shelton
2."Siła trucizny"- Maria V. Snyder
3."Zanim się pojawiłeś"- Jojo Moyes
4."Unieważnienie"- Emma Chase
5."Malfetto. Mroczne piętno"- Marie Lu
6."Idealnie dobrani"- Catherine McKenzie
7."Chłopak na zastępstwo"-Kasie West
8."Kolacja z wampirem"- Abigail Gibbs
9."Ulubione momenty"- Adriana Popescu
10."Ognisty pocałunek"- Jennifer L. Armentrout
11."Moje serce i inne czarne dziury"- Jasmine Warga
12."Paragraf 5"- Kristen Simmons
13."Komedia świąteczna"- Victoria Alexander
14."P.S. I like you"- Kasie West
15."Po prostu bądź"- Magdalena Witkiewicz
16. "Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender"- Leslye Walton
17."I nie było już nikogo"- Agatha Christie
18."Zbrodnia i kara"- Fiodor Dostojewski



Pierwszych 15 powieści to te, do których wiem, że będę wracać, bądź już to robiłam. Trzy ostatnie to te, które wywarły na mnie spore wrażenie i uważam je za godne polecenia, jednak nie sądzę bym kiedykolwiek miała zrobić reread. Numerek nie świadczy o tym jak bardzo lubię daną książkę :)
Myślę, że na 57 przeczytanych powieści, wybranie 18 najlepszych oznacza, że poznałam naprawdę mnóstwo wspaniałych historii i tego będę się trzymać także i w tym roku :) A już za dwa dni zapraszam Was na zestawienie największych bubli 2016- jest się czego bać ;))
Czytaj dalej

[PRZEDPREMIEROWO] Kasie West- "P.S. I like you"


Oryginalny tytuł: P.S. I Like You
Rok polskiego wydania: 2017
Wydawnictwo: Feeria Young
Ocena: 9/10

  Kasie West zdążyła podbić moje serce w ciągu kilku pierwszych minut, jakie upłynęły mi podczas czytania jej najwcześniejszej książki. I choć od tego czasu minęło sporo miesięcy, ta pozycja dalej się utrzymuje, a nawet wzmacnia. Po trzech przeczytanych tytułach jestem w stanie stwierdzić, że Kasie West to autorka, która idealnie sprawdzi się zarówno u młodszych jak i u starszych czytelników. Jestem pewna, że gdybym czytała jej książki jako młodsza wersja siebie, powiedzmy 13-14 lat- byłabym tak samo zachwycona jak teraz.

  Tym razem spotykamy się z Lily, dziewczyną która ma w sercu muzykę, a w życiu rozgardiasz. Mieszkając w trójką rodzeństwa oraz szalonymi rodzicami nie ma mowy o nudzie. Pewnego dnia na nudnej lekcji chemii zapisuje wers piosenki ulubionego, acz niszowego zespołu i następnego dnia ze zdziwieniem stwierdza, że ktoś dopisał kolejny. Fan? W tej zwyczajnej szkole znajduje się jeszcze jeden miłośnik takiej muzyki? Ławkowa korespondencja trwa nadal, cały czas rozrastając się o coraz bardziej prywatne szczegóły z życia osobistego. I im dłużej Lily pisze z nieznajomym, tym bardziej przekonuje się, że naprawdę go lubi i chciałaby się z im spotkać. Ale wie też, że w listach jest bardziej odważną wersją siebie i trudno będzie o taką samą postawę, gdzie dojdzie do spotkania twarzą w twarz.

  Lekcja chemii została początkiem wielu książkowych i filmowych romansów- weźmy na przykład "Idealną chemię", pierwszy tytuł który wpadł mi do głowy. Piękna książka, do której wracałam już dwukrotnie i jeszcze wrócę, swój początek też ma na tym najwidoczniej nudnym przedmiocie. Nie wiem dlaczego autorów fascynuje akurat ta dziedzina nauki, a nie na przykład biologia, ale wiem że zrodziła wiele uczuć. I oby tak dalej!

  Książki Kasie West  w zasadzie są do siebie podobne, ale różnią się wątkiem przewodnim. "Chłopak na zastępstwo" połączył w sobie miłość do teatru i sztuki. "Chłopak z sąsiedztwa" to pasja do piłki nożnej i sportów jako tako. "P.S. I like you" to zamiłowanie do muzyki. Jeśli spośród nich miałabym wybrać moje zainteresowanie, to bez dwóch zdań podzieliłabym je z Lily. Muzyka jest bardzo ważnym elementem mojego życia i uwielbiam słuchać ludzi, których nie słuchają wszyscy dookoła. Chociaż gust mój i Lily diametralnie się od siebie różni, poczułam w niej bratnią duszę. Czasem bywa ciężko- jak się słucha tego co niszowe, to i porozmawiać nie bardzo jest z kim, więc taki ławkowy korespondent bardzo by mi się przydał ;)

"Jestem przewrażliwiona. Zwłaszcza na punkcie rzeczy, które wile dla mnie znaczą. Chciałabym trzymać je przy sobie, nigdy się nimi nie dzielić, nie dając nikomu okazji do tego, żeby mnie osądzał."

  Na początku zastanawiałam się, dlaczego Wydawnictwo nie przetłumaczyło tytułu i zostawiło ten zagraniczny. Przecież bardzo łatwo można by go spolszczyć. Nie mam na to pytanie odpowiedzi, ale już się do niego przyzwyczaiłam i w sumie nawet mi pasuje. Tym bardziej, że w książce, pod koniec pokazuje się to zdanie, swoją drogą bardzo urocza scena, do której wracałam kilkukrotnie :)

  O stylu autorki pisałam już wielokrotnie, ale będę to powtarzać aż do znudzenia- te książki się połyka. Są napisane lekko i przyjemnie, ale w żadnym wypadku nie są naiwne czy infantylne. Podoba mi się też to, że Kasie nie przesadza- pisze o zwykłych ludziach, o perypetiach nastolatek, o ich życiu codziennym. I jasne jest to, że głównym wątkiem jest ten miłosny- książka skupia się na poszukiwaniu szczęścia, na budowaniu relacji i potem związku. Ale nie jest to postępowanie znaczące tyle co "nie mam chłopaka, jestem beznadziejna". Lily, Charlie oraz Gia- one są dowartościowane i w sumie nie potrzebują chłopaka. Ale kiedy już takiego poznają- wiedzą, że swój czas chciałyby poświęcić także i dla niego.

  Przeczytałam tę książkę w ciągu kilku godzin i zarwałam dla niej noc. A robię to naprawdę rzadko, ponieważ sen jest dla mnie najważniejszy. Sam fakt, że poświęciłam na tę książkę czas po północy, świadczy o tym jak bardzo mi się podobała i jak bardzo nie mogłam się od niej oderwać. Kasie West już tak ma, że porywa mnie na kilka godzin i przykuwa do swoich książek, a potem zwraca mnie rodzinie z nalepką "Nie rozmawiam, ciągle żyję w innym świecie". Zabawne dialogi, mądre przesłanie i dobra zabawa- tego doświadczycie sięgając po książki tej amerykańskiej autorki.

PREMIERA 11 STYCZNIA! 
---------------------------------------------------
Za przedpremierowy egzemplarz recenzencki bardzo serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria Young. Wydawajcie jeszcze więcej tak dobrych historii <3


Inne książki Kasie West, o których opowiadałam na blogu: 

Czytaj dalej

Czytelnicze podsumowanie roku 2016


 Zakończył nam się rok 2016, a ja dostałam kolejne dni na to by realizować siebie i swoje plany. To kolejne miesiące nowych możliwości oraz poznawania nowych historii, jeśli chodzi o życie czytelnicze. Jednak najpierw chciałabym uczciwie podziękować i rozliczyć się z minionym rokiem, który był da mnie naprawdę pouczający, a co ważne obfitował w niesamowicie dobre książki.

Jest to pierwsze podsumowanie z trzech, które mam zaplanowane. Dzisiaj poczytacie o tym jak w ogóle poradziłam sobie czytelniczo, jakie wyzwania zrealizowałam i jak się z tym czuję. Przez następne dni będziecie mieli możliwość zobaczenia, jakie książki uznałam za warte i niewarte poświęconego im czasu.

Zacznę może statystycznie: w 2016 roku udało mi się poznać 57 NOWYCH historii, oraz kilka tych którym zrobiłam reread. Jak dla mnie jest to rewelacyjny wynik, chociaż o wiele niższy niż w poprzednim roku.

Docelowo brałam udział w 3 blogowych konkurencjach:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu- Drugi rok z rzędu nie udało mi się ukończyć wyzwania, ale nie poddaję się i w tym roku też startuję. Mam 164 cm wzrostu, a wykonałam aż 151, więc brakło mi 13 cm, jednego dobrego czytelniczo miesiąca więcej ;)

Wyzwanie biblioteczne- Zobowiązałam się przeczytać do 15 książek z biblioteki w ciągu roku, a przeczytałam ich 12, więc myślę, że nazwę to sukcesem. O dużej ich części pisałam na blogu, a reszta dostała krótkie opinie na lc :)

ABC czytania- Do tego wyzwania nie czytałam konkretnych tytułów, ale jak coś mi pasowało to z biegu zostało dopisane. Rzecz w tym, że bardzo często dublowały mi się litery, a nie miałam nic pasującego na te wolne ( których zostało 5). Mój postęp możecie zobaczyć w zakładce "wyzwania"

Ale oprócz tego miałam swoje własne, prywatne cele. Najważniejszym z nich było zadanie, które roboczo nazwałam " 2 za 1". Chodziło w nim o oczyszczenie półek z zalegających tytułów- na dwa przeczytane, mogłam sobie kupić jeden nowy. Wykonanie tego zadania poszło mi w połowie dobrze- rzeczywiście nie kupiłam wiele książek ( było ich 12), a wszystkie mieściły się w kategorii wyzwania. Jednak nie byłam dla siebie już taka łaskawa, jeśli chodziło o wymiany. Tutaj nie znam pojęcia umiar, a właśnie by mi się przydało. Skutkiem czego przybyło do mnie 37 nowych książek, a z półek zniknęło 30. Z tym, że aż 16 z nich to były książki, które nabyłam w 2016 i w tym też roku przeczytałam. Czy to dobrze? Pod jakimś względem na pewno, ale faktem jest, że te starsze zniknęły z półek w pierwszej połowie roku. Miesiące czerwiec-grudzień to miesiące Book Tourów, bibliotek i egzemplarzy recenzenckich głównie. Dlatego biorąc pod uwagę ten fakt postawiłam sobie nowe wyzwanie na nowy rok:

Z półki- to wyzwanie jest o tyle dobre, że nie określasz konkretnych tytułów i ilości książek jakie planujesz poznać. Liczą się pozycje nabyte przed 2017 rokiem oraz poziom- ja wybrałam 3, czyli mam przeczytać od 11-15 książek. Nie porywam się z motyką na słońce- wiem, że będą jeszcze nowości, egzemplarze biblioteczne czy inne, dlatego uważam ten przedział za odpowiedni dla mnie :)

Oprócz tego ponownie kontynuuję zaczęte już wyzwania Przeczytam tyle, ile mam wzrostu oraz Biblioteczne. Coś więcej? Myślę, że na razie to i tak dość, jednak nie wykluczam, że jak coś wpadnie mi w oko to się zastanowię :)

Nie ukrywam, że ten rok był dla mnie ciężki blogowo, począwszy od styczniowej przerwy od pisania, poprzez częste momenty niemocy i niechęci, a kończąc na bardzo realnym, choć niezrealizowanym pomyśle opuszczenia Czytelni. Było to mniej więcej w maju, miałam skończony post wyjaśniający co i jak, ale jednak dalej tu jestem i piszę. Czasami jest ciężko, nie mam na nic siły i jeśli potrzebowałabym wymówki to bardzo łatwo bym ją znalazła. Ale chcę tu być i potrzebuję czegoś na czym będę mogła się oprzeć, kiedy wszystko inne zawiedzie.

Przez ten rok udało mi się też otrzymać kilka egzemplarzy recenzenckich, za które bardzo serdecznie dziękuję: Wydawnictwu Media Rodzina oraz dwóm nowym dobroczyńcom- Wydawnictwu Feeria Young oraz Wydawnictwu Editio Red. Dziękuję za okazane zaufanie!

To tyle z ważniejszych rzeczy, które chciałam tutaj zawrzeć. Jeśli jesteście ciekawi moich książkowych rekomendacji i tytułów, których nie polecam- zaglądnijcie tutaj na weekendzie :)

Czytaj dalej