K.A.Tucker- "Dziesięć płytkich oddechów"

Udostępnij ten post


Oryginalny tytuł: Ten Tiny Breaths
Rok polskiego wydania: 2017
Wydawnictwo: Filia
Seria: Ten Tiny Breaths #1
Ocena: 7/10


  "Dziesięć płytkich oddechów" to taka książka, która wielokrotnie przewijała się przez moje listy książek, które chciałabym przeczytać, najlepiej jak najszybciej. Jak to jednak często bywa, zeszło mi bardzo długo i gdyby nie Gosia, która mi ten tytuł sprezentowała, to historia Kacey i Trenta dalej pozostałaby w sferze moich małych czytelniczych zachcianek.

  Kacey musiała dość szybko dorosnąć i stać się matką dla swojej młodszej siostry Livvie. Dziewczynę dręczą jednak lęki z przeszłości, a w szczególności jeden- nikt nie może dotykać jej dłoni. Po przeprowadzce do nowego miasta Kacey poznaje Trenta- zabójczo przystojnego sąsiada, Storm oraz Mię. I tak jak z tymi dwoma połączy ją nić przyjaźni, do Trenta poczuje ona coś więcej, coś czego nie chce czuć, bo to komplikuje jej dotąd w miarę poukładane życie. Ale uczuć nie da się wyłączyć i chwilę później dziewczyna zacznie dostrzegać, że niektóre rany można wyleczyć, jednak po nich zawsze pozostaną blizny.

  Kacey to dość twarda bohaterka, której nieobce są znajomości na jedną noc ani sztuka walki. To jest dokładnie taki typ dziewczyny, którą nazwałabym kick-ass... i dokładnie taki typ dziewczyny, który niewiele ma ze mną wspólnego. W książkach zawsze staram się odnaleźć w ludziach bratnie dusze, jakieś cechy bądź zachowania, które cechują też mnie, bo to sprawia że jestem w stanie się z nimi utożsamić i lepiej wczuć w ich sytuację. Ale postać Kacey z delikatności miała w sobie tylko imię. To dość mocny punkt powieści- wreszcie jakaś historia, gdzie dziewczyna wie gdzie uderzyć żeby bolało, a jednocześnie dba o siebie i siostrę pod względem finansowym. To też mądra dziewczyna, bo wie że dopuszczanie do siebie chłopaka może boleć, tak samo jak poznawanie nowych ludzi i nazywanie ich przyjaciółmi. Nauczona doświadczeniem stara się nie przywiązywać do innych osób, bo oni prędzej czy później odchodzą i zostaje pustka w sercu. Czasami znajdowałam między nami punkty wspólne, ale najczęściej o wiele bardziej utożsamiałam się z Livvie, bardziej spokojną z sióstr. Kacey natomiast to dość ciekawa bohaterka, jednak nie obdarzyłam ją taką sympatią, na jaką być może zasługiwała.

  Historie NA mają to do siebie, że wszystkie są do siebie podobne. Można zmienić imiona, miejsca wydarzeń czy ogólny wydźwięk finału, ale pewne rzeczy zawsze są takie same. Tajemnicza przeszłość. Dziewczyna. Chłopak, którego ona poznaje. I się w nim zakochuje. Z wzajemnością. A potem nagle tragiczny zwrot akcji. Duchy z przeszłości, nagła choroba czy ktoś trzeci. I tak jest zawsze, bo pewne rzeczy się nie zmieniają. Taki układ się sprzedaje i prawdę mówiąc jest dość zachęcający. Problem w tym, że poznawanie coraz to nowszych historii, opartych na tych elementach bywa męczący i nudny. Wyjścia są dwa: dodać masę humoru, albo masę wylanych łez. A w przypadku "Dziesięciu płytkich oddechów" nie było ani jednego, ani drugiego, autorka postawiła jednak na tragizm. I to jest właśnie ta rzecz, która nie do końca mnie kupiła. Zwalenie ogromu cierpienia na głównych bohaterów, przygniecenie ich poczuciem winy, pokazanie jak bardzo im się nie powiodło w życiu. To wszystko sprawiło że pojawił się zgrzyt. Pewne rzeczy się wydarzają i zostawiają po sobie ślad- nie przeczę. Autorka chciała jak najbardziej urealnić bohaterów, skutkiem czego ja odebrałam ich jako cierpiętników. Nie było humoru- rozumiem, nie każda książka musi go mieć, a równowaga musi występować. Ale też nie wzruszyło mnie podczas lektury- nie wylałam łez, nie ścisnęło mnie w dołku, nie współczułam bohaterom na tyle, by współodczuwać ich emocje. 

  Wiem że nie wszystkie książki muszą być ambitne i nie wszystkie muszą nieść ze sobą jakąś wartość. I wiem też, że nie powinnam oczekiwać tego po powieści z nurtu NA, jednak przeglądając opinie innych ludzi, momentami odnoszę wrażenie, że czytaliśmy coś innego. Wszyscy wokół mówią o litrach wylanych łez, emocjonalnym rollercoasterze, prawdziwości, a nawet wręcz brutalności opisywanych zdarzeń, a ja wtedy się zastanawiam "gdzie?". Owszem książka jest całkiem fajna, napisana bardzo przystępnie dla każdego odbiorcy (zaczynając od tych 16+) i czyta się ją naprawdę szybko. Bohaterowie mimo wszystko nie drażnią i ciągle się coś dzieje. Jednak nie liczę na to bym w przeszłości miała wrócić do tej historii, albo nazywać ją ulubioną czy jedną z ciekawszych. Jest po prostu zwyczajna i pewnie spodoba się fanom Hoover czy Cherry, ale mną ani nie wstrząsnęła, ani nie zweryfikowała moich poglądów. Może jedynie uświadomiła mi, że coraz ciężej znaleźć satysfakcjonującą mnie w stu procentach książkę NA. I nie wierzę że to mówię, ale nawet nielubiana przeze mnie "Kiedy pada deszcz" sprawiła, że łezka zakręciła mi się w oku. "Dziesięć płytkich oddechów" ma również myśl przewodnią, związaną właśnie z tymi oddechami. Tak jak "Na krawędzi nigdy" miało Orfeusza i Eurydykę, "Kochając Pana Danielsa" Szekspira, a "Ugly love" słynną wodę na okładce, tak tutaj mamy właśnie płytkie oddechy w liczbie dziesięciu. Nie mniej, nie więcej. Ale nawet to nie sprawiło, że odebrałam książkę jako bardziej wyjątkową. Była po prostu okey.

28 komentarzy :

  1. Zdecydowanie nie dla mnie - właśnie też ostatnio zauważyłam, że praktycznie wszystkie takie książki są praktycznie o tym samym. Ja w sumie nie czytam za bardzo takiego gatunku, ale widac to nawet po recenzjach innych - no cóż...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To że historie są do siebie podobne, właśnie dotyczy już nie tylko NA- co jest trochę smutne, chyba że znajdzie się taką schematyczną książkę, która nas mega zachwyci! <3

      Usuń
  2. Dla mnie ta powieść również nie była szczególnie porywająca ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka ot na kilka godzin ;)

      Usuń
    2. Niestety kolejne części są na tym samym poziomie ;)

      Usuń
    3. Dobrze wiedzieć, chociaż chyba i tak dam im szansę :)

      Usuń
  3. Jak dobrze Cię rozumiem - najczęściej zawodzą mnie właśnie te najbardziej zachwalne książki, aż zaczynam zastanawiać się, czy ze mną wszystko w porządku. Trochę ostudziłaś mój zapał, ale może jednak skuszę się na ten tytuł. Kto wie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko z Tobą w porządku! ;) Chociaż szukanie mniej znanych książek, które mogą wywołać efekt wow bywa męczące i czasochłonne ;)

      Usuń
  4. Mam posobnie w związku z tą książką - chcę ją przeczytać od nie wiem kiedy, ale wciąż mi nie po drodze, i z czasem coraz mniej mam taką silna potrzebę jej przeczytania. Zwłaszcza, że po Twojej recenzji widzę, że nie mogę się spodziewać niczego "wow". Bardziej kusi mnie na przykład "Kochając Pana Danielsa", ale też nie wiem, czy kiedykolwiek po nią sięgnę. Może, jak będzie okazja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat "Kochając Pana Danielsa" bardzo mi się podobało, chociaż nie jestem pewna czy teraz odebrałabym ją tak samo entuzjastycznie ;)

      Usuń
  5. Ja czytałam dosyć dawno, ale pamiętam że mi sie podobala, pomimo schematów :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam tę książkę dawno temu i w sumie była jedną z pierwszych przeczytanych z tego gatunku. I wtedy podobała mi się bardzo. Może dlatego, że nie widziałam utartych schematów, powtarzających się bohaterach, i wstrząsną mną ten tragizm zrzucony na barki bohaterów. Dziś na pewno odebrałabym ją inaczej, jednak nie mam zamiaru się przekonywać i czytać raz jeszcze. Zresztą po jakimś czasie dałam jej "drugie życie", w sensie że książka przeszła do kolejnej osoby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie "pierwsze książki" zazwyczaj się nam dobrze kojarzą ;)

      Usuń
  7. Kiedyś bardzo chciałam dać tej książce szansę i ją przeczytać, ale chyba jednak spasuję :)

    http://invisiblewoords.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze warto samemu przekonać się czy coś ma szansę się spodobać ;)

      Usuń
  8. Pomocna recenzja, dostałam "Ten tiny breaths" w prezencie razem z książką "Komisarz" P. Świst ale jeszcze nawet nie zajrzałam, za to tę drugą pochłonęłam w jeden wieczór :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj w żadnym wypadku za szybko nie zniechęcaj się moją opinią :D

      Usuń
  9. Miałam okazję przeczytać całą serię i choć ta część mi się podobała, to jak dla mnie była najsłabsza ze wszystkich ;) Kolejne części są dużo lepsze, najbardziej podobała mi się trzecia :) Dlatego zachęcam byś po nie sięgnęła, nawet jeśli ta Cię nie porwała :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam to w planach, jak tylko będę mieć te książki :) Bardzo ciekawi mnie postać Caina :)

      Usuń
  10. Główną bohaterkę zdecydowanie bym polubiła, to taki mój typ charakteru :D Ale no sama historia mnie do siebie nie przyciąga :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo często widuję recenzję tej książki, chyba mszą po nią sięgnąć i wyrobić sobie swoje zdanie. Pozdrawiam Justyna z http://wszystkococzytam.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze warto wyrobić sobie własne zdanie na temat konkretnych książek :)

      Usuń
  12. Właśnie ja też nie lubię takich mocno zachwalanych książek... ale ten NA też powinien coś nieść ze sobą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta książka niby ma jakiś morał, nie jest taka też głupiutka, ale nie wywołała we mnie efektu wow, niestety :)

      Usuń
  13. Ta książka może wzruszać i może też być po prostu "okay", ale trzeba przyznać, że opowiedziana historia wciąga i w pewien sposób chce się poznawać losy bohaterów. Polecamy szczególnie fanom tego gatunku! :)

    OdpowiedzUsuń