John Green, Maureen Johnson, Lauren Myracle- "W śnieżną noc"

Udostępnij ten post


Oryginalny tytuł: Let It Snow
Rok polskiego wydania: 2014
Wydawnictwo: Bukowy Las
Ocena: 7/10



  Zazwyczaj grudzień to mało czytelniczy miesiąc w moim wykonaniu, jednak zawsze staram się do niego przemycić jedną książkę o tematyce świątecznej, albo chociaż taką, co łączy się z zimą. W tym roku mój wybór padł na "W śnieżną noc"- po pierwsze dlatego, że już od dawna kusił mnie ten mały zbiór opowiadań, a po drugie dlatego że była to jedyna książka, która pasowała do kryteriów i znajdowała się na mojej półce. Jak mi się podobało?

  "W śnieżną noc" zawiera w sobie trzy opowiadania napisane przez trzy różne osoby, jednak wszystkie razem łączą się w zgrabną całość. Mamy dziewczynę, której pociąg nie może dotrzeć na miejsce i zostaje ona uwięziona podczas śnieżycy w obcym mieście; chłopaka który na wieść o grupie cheerleaderek jest gotów pokonać zaspy oraz wziąć udział w karkołomnym wyścigu przy ujemnych temperaturach, oraz nastolatkę, która cierpi po rozstaniu z chłopakiem.

  Przy opiniowaniu tego tytułu nie sposób przyjrzeć się innej książce o bardzo podobnej tematyce, czyli "Podaruj mi miłość". Co je łączy? Przede wszystkim fakt, że zarówno tu i tam występują opowiadania, na dodatek rozpoznawalne dzięki czołowym nazwiskom. Cechą wspólną są też przepiękne okładki, cała reszta jest natomiast różnicą. W przypadku Greena, Johnson i Myracle są to opowiadania dłuższe i jest ich mniej. Perkins i reszta postawili na ilość...chociaż do jakości można się przyczepić i tu i tam. Patrząc całościowo- o wiele bardziej podobała mi się "W śnieżną noc". Gdy patrzę jednak na tę książkę zauważam błędy i drobne przewinienia jakich dopuścili się autorzy. A zwłaszcza Lauren Myracle. "W śnieżną noc" ma tendencję spadkową.  "Podróż wigilijna" podobała mi się niesamowicie, zarówno pomysł jak i wykonanie.  "Bożonarodzeniowy cud pomponowy" napisany przez Greena... był bardzo w jego stylu. Już tutaj zaczęłam czuć, że nie do końca jest to w moim stylu, zresztą Green nie jest w czołówce moich faworytów, jednak to ostatnie opowiadanie, popełnione przez Panią Myracle rozczarowało mnie najbardziej.

  Addie, czyli główna bohaterka części numer trzy to bardzo egoistyczna i roszczeniowa dziewczyna. Ma chłopaka, kocha chłopaka, całuje się z innym, przeprasza chłopaka i pragnie do niego wrócić. Cztery pierwsze rzeczy dzieją się wcześniej, opowiadanie rozpoczyna się po zdradzie i pragnieniu powrotu Jeba. Wysłuchałam jej lamentów, próśb a na dodatek patrzyłam na to, jak dziewczyna chce się zmienić, ale tak jakby tylko po to by odzyskać faceta, a później niech się dzieje co chce. Nie polubiłam tej postaci, zresztą nawet nie rozpaczam z tego powodu. Samo opowiadanie jednak nie było takie złe- gdyby zmienić charakter głównej bohaterki, czytałoby się to całkiem nieźle.

  Największą sympatią zapałałam natomiast do Stuarta i (uwaga) Jubilatki. Tak- autorka ma niezłą wyobraźnię w kreowaniu imion i mimo iż na ogół uwielbiam szalone i oryginalne kombinacje liter, to tym razem nie mogłam powstrzymać uśmiechu za każdym razem gdy widziałam to imię. Jubilatka. Mam nadzieję, że o to chodziło Maureen- żeby było wesoło, miło i świątecznie. To opowiadanie jest słodkie i urocze, ale w taki sposób jaki bardzo lubię. Gdyby było książką, szybko by mi się znudziło, ale kilka rozdziałów na temat pociągu zatrzymanego przez śnieżycę i świętach spędzonych z obcą rodziną niesamowicie mną zawładnęło.

  Obojętnością darzę natomiast historię Tobina i Diuk. Już same imiona brzmią mocno w stylu Greena, tak samo jak ich kreacje. Stoję naprawdę pośrodku, jeśli chodzi o tego autora- tak było zawsze i wygląda na to, że nic się w tej kwestii nie zmieni. Sama historia jest dosyć zabawna i mocno nierealna, przynajmniej jak na moje standardy, jednak to akurat wybaczam, ponieważ to są opowiadania świąteczne, a na dodatek dla młodzieży- pewne rzeczy są wtedy na porządku dziennym. Czytało się szybko i całkiem fajnie, ale ta opowieść mną nie zawładnęła.

  Co wyniosłam z tej książki? Cheerleaderki to osobny gatunek, który niesamowicie pociąga chłopaków, niektórzy ludzie dla pasji są w stanie utknąć w więzieniu na święta, a Starbucks w jakiś magiczny sposób zbliża ludzi. I choć to wszystko prawda, to potraktujcie ją z przymrużeniem oka, ponieważ "W śnieżną noc" to całkiem udany zbiór opowiadań, mimo iż są tam tylko trzy historie. Albo może właśnie dlatego, ponieważ większa ilość kartek daje większe pole do popisu. Do każdego z opowiadań przypisałam inną emocję- szczęście, obojętność i rozgoryczenie. Nie wszystko mnie tam zachwyciło, ale warto dać szansę tej pozycji, jeśli szuka się czegoś lekkiego do poczytania w Święta, lub przed Świętami. A do ulubionych fragmentów z pewnością wrócę za rok ;)

14 komentarzy :

  1. Do tej pory przeczytałam tylko jedną książkę tego autora, więc chętnie sięgnę po tę pozycję. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kilka zim temu przeczytałam ten zbiór opowiadań i choć wrażenie było całkiem pozytywne, nie powaliło mnie na kolana. Osobiście właśnie bardziej podobało mi się Podaruj mi miłość :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Według mnie "Podaruj mi miłość" miało te opowiadania krótsze i przez to nic nie zdążyło się na dobre rozwinąć, a już się kończyło :D

      Usuń
  3. Swego czasu bardzo chciałam przeczytać tę książkę ale tak mi zeszło, i raczej już po nią nie sięgnę. Chociaż.. nigdy nie mówi się nigdy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam spore oczekiwania wobec tej lektury, ale niestety nieco mnie zawiodła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem o czym mowa, właśnie takie oczekiwania często mnie samą gubią :)

      Usuń
  5. Czytałam ją kiedyś w święta i przyznaję, że wspominam ją bardzo dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Hmmmm, jakoś nigdy mnie do W śnieżną noc nie ciągnęło, ale kto wie, może kiedyś to przeczytam... :D Może w ogóle w grudniu przeczytam kiedyś coś świątecznego, bo jak na razie zdarzyło mi się to... pomyślmy... zero razy xD Miałam w tym roku przeczytać Opowieść wigilijną, ale tak jakoś wróciłam do domu na święta i jakoś czasu mi zabrakło, by chwycić powieść do ręki i zaczytać się w tym dickensowskim świecie :P To tak odbiegając od tematu xD No a W śnieżną noc ma przepiękną okładkę, to trzeba przyznać ^_^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja od trzech lat zawsze czytam jedną taką książkę w grudniu, nie mniej, nie więcej :D I to nawet niespecjalnie, tak po prostu wychodzi :D

      Usuń
  7. Czytałam te opowiadania chyba zaraz po premierze i chociaż nie za wiele z nich pamiętam, to wiem, że przyjemnie mi się je czytało. Chyba nie zachwyciły mnie jakoś szczególnie, bo jednak bym o nich pamiętałam. Ale wiem, że opowiadania miały taki świetny świąteczny klimat :)
    Cieszę się, że piszesz o tej książce, bo narobiłaś mi wielkiej ochoty, żeby sobie o niej przypomnieć :)
    Buziaki!
    Katherine Parker - About Katherine

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie ja też nie sądzę bym po kilku latach miała je wybitnie pamiętać, no może poza imieniem Jubilatki :D Ale taki urok tego typu historii ;)

      Usuń