Chyłka & Zordon, czyli o tym jak bardzo zakochałam się w pewnym prawniczym duecie

Udostępnij ten post

W listopadzie wpadłam w czytelniczy flow jeśli chodzi o książki Pana Mroza i kiedy stanęłam przed chęcią opisania każdego z tomów, poczułam że nie do końca o takie rozwiązanie mi chodzi. Czytałam je praktycznie bez przerwy, jedna po drugiej, zaczynając od "Zaginięcia", a (prawie) kończąc na "Inwigilacji", samo "Oskarżenie" zostawiając sobie na później, bo wszystko co dobre, szybko się kończy. Nie chodzi nawet o to, że fabuła zatarła mi się w pamięci czy pomieszała- po prostu na temat tej serii mam jedno zdanie i nie ma sensu rozwodzić się nad każdym z tomów pojedynczo, zwłaszcza po takim maratonie jaki sobie zafundowałam. Już samo to powinno być wystarczającą rekomendacją, ale jeśli nie, to powiem to głośno i wyraźnie: uwielbiam prawniczy duet Chyłki i Zordona. Jestem totalnie wniebowzięta, że mogę czytać polskie książki które są tak dobre, że czasami mnie samą to zaskakuje. Polscy autorzy wielokrotnie dawali mi powody do radości, sprawiając że polecałam ich książki, jednak teraz czuję po prostu dumę z czegoś co stworzył Polak i co w takim tempie się rozprzestrzenia, niczym zaraza (oczywiście w jak najbardziej pozytywnym sensie).

Nie chcę pisać poematów i długich wypowiedzi na ten temat, ponieważ mam wrażenie że wszystko już zostało powiedziane, a każdy wtrącił swoje dwa grosze... jednak znając mnie i tak wyjdzie z tego ogromna ściana liter. "Zaginięcie" wypożyczyłam z biblioteki. Czekałam pięć długich miesięcy aż ta książka będzie dostępna, a teraz jestem zaskoczona jak mogłam tak długo być cierpliwa, mogąc o wiele szybciej ją kupić. Jednak nie ma tego złego- po skończeniu od razu poczyniłam zakupy i spokojnie mogłam rozkoszować się własną czytelniczą ucztą.



Nie jestem pewna czy jestem fanką pióra autora i tego jak sprawnie idzie mu pisanie kolejnych powieści, czy raczej jestem fanką Chyłki i Zordona, ich relacji i słownych docinków. Lektura "Behawiorysty" nie zapewniła mi takich wrażeń, co więcej- momentami czułam się znudzona. Sądzę, że autor po prostu najlepiej czuje się w kryminale prawniczym, a inne gatunki ciągle testuje i próbuje czegoś nowego- z różnym skutkiem. Chociaż jest mi to też ciężko oceniać, ponieważ oprócz Chyłki i Zordona poznałam jedynie Gerarda, więc co to w ogóle za porównanie.

Jestem też zakochana w wątku romantycznym między dwójką głównych bohaterów, chociaż czuję że nie powinnam tego tak nazywać, jeśli nie chcę zobaczyć ręki Chyłki na mojej twarzy. Chociaż może nawet i taka forma kontaktu byłaby super, biorąc pod uwagę, że Chyłka to postać fikcyjna. A szkoda, ponieważ czytając, niejednokrotnie miałam wrażenie że poznaję losy prawdziwych ludzi, że wystarczy pojechać do Warszawy i mieć nadzieję na spotkanie z Kordianem i Joanną ( nawet nazywanie ich inaczej niż Chyłką i Zordonem budzi mój mały wewnętrzny sprzeciw). A wątek miłosny- cóż w sumie od początku można to przewidzieć, jednak nie sądziłam że taką frajdę sprawi mi powolny rytm tej relacji, ciągłe odrzucanie, kłótnie, słowne przepychanki, a wszystko po to by kiedyś tam w końcu przejść do wielkiego finału (a przynajmniej mam taką nadzieję). Chociaż nawet tego nie mogę do końca być pewna, bo kiedy już czuję, że to TEN moment, to nagle dzieje się coś co mocno weryfikuje moje zdanie i wszystko zaczyna się od początku.

Dotychczas udało mi się poznać prawie pięć tomów serii o prawnikach kancelarii Żelazny&McVay. Prawie, ponieważ chwilowo utknęłam mniej więcej sto stron przed końcówką "Inwigilacji" ( zawsze muszę się dwa razy zastanowić zanim napiszę to słowo, a dwie kolejne myśli poświęcam na to, by upewnić się czy aby na pewno zrobiłam to dobrze). Jednak uczyniłam najbardziej paskudną rzecz na świecie- wyrywkowo przeczytałam te ostatnie sto stron, więc mniej więcej wiem już co się wydarzy (CO SIĘ WYDARZY!), muszę tylko poznać je rzetelniej, ale na razie nie czuję takiej potrzeby. Z tych prawie pięciu przeczytanych tomów największą miłością zapałałam do "Zaginięcia" i "Immunitetu". "Rewizja" okazała się niestety najsłabszą póki co częścią, głównie przez to,że znaczna część książki to Chyłka i Zordon solo, a nie w duecie, a jak już mówiłam- jestem fanką ich relacji. Na przekór wszystkiemu- to właśnie chyba "Rewizja" uwiodła mnie podjętym wątkiem mniejszości narodowych, który niesamowicie mi się spodobał.



Nie jestem też pewna, co ludzie mają na myśli mówiąc "szokujące zakończenia". Tak naprawdę czułam się zaskoczona jedynie przy "Inwigilacji" ( której nawet porządnie nie skończyłam), a pewien fakt z wcześniejszego tomu ktoś mi zaspoilerował. Cała reszta jest całkiem do przewidzenia, albo chociaż nie tak szokująca, jak mogłabym podejrzewać, aczkolwiek mnie bardzo ciężko jest czymś zaskoczyć i spowodować uczucie "co tu się właśnie wydarzyło?".

Pewnych rzeczy się nie planuje. Ja z pewnością nie planowałam listopadowego zaczytania w Mrozie, a jednak stało jak się stało i nie żałuję.Teraz tylko martwię się czy dam radę wytrzymać z czytaniem "Oskarżenia" do premiery następnego tomu, tak żeby zawsze mieć coś w zanadrzu, czy jednak polegnę szybciej niż podejrzewam. W razie czego mam w czym wybierać, chociaż obawiam się że ten duet prawniczy jest jedyny w swoim rodzaju i niepowtarzalny. Ale gdzieniegdzie słychać jakieś ploty o serialu telewizyjnym i liczę na to, że ujrzy on światło dzienne prędzej niż później, bo wierzcie mi na słowo- już nie mogę się tego doczekać!

10 komentarzy :

  1. Ja też uwielbiam ten duet <3 Aktualnie jestem trochę do tyłu z ich przygodami, ale nadrobię!

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam to samo jeśli chodzi o twórczość Remigiusza Mroza. Sama nie wiem czy wolę jego styl, czy też Zordona i Chyłkę w duecie :P Strasznie wkręciłam się w wątek ich jakże burzliwej relacji i po każdej kolejnej części cierpię na książkowego kaca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie nawet kac książkowy nie zdążył wystąpić, bo zaraz zabierałam się za kolejny tom :D

      Usuń
  3. A ja jak zawsze jestem daleko w tyle i nie zapoznałam się jeszcze z tym duetem :/ Oczywiście mam to w najbliższych planach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz, ile bym dała żeby od nowa poznawać tę serię, totalnie jej nie znając-z drugiej strony nie chciałabym utracić wspomnień z lektury :D Tak czy inaczej,miłego czytania życzę ;)

      Usuń
  4. U mnie w kolejce czeka dopiero "Kasacja"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko co dobre i ciekawe, dopiero przed Tobą! ;)

      Usuń
  5. Trudno nie zakochać się w tym duecie, a sam Remigiusz Mróz dba o to, by Chyłka i Zordon nigdy nie znudzili czytelników. Obcowanie z nimi w każdym kolejnym tytule to czysta przyjemność, więc pozostaje nam tylko polecić całą serię. :) Świetna recenzja! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Teraz tylko pozostaje czekać na kolejny tom <3

      Usuń