[PRZEDPREMIEROWO] Corinne Michaels- "Consolation" (ZE SPOILERAMI, DYSKUSJA)

Udostępnij ten post



Okey, więc to jest wersja ze spoilerami, przeznaczona dla ludzi którzy "Consolation" mają już za sobą. Nie chcę, żeby była to typowa opinia, raczej luźne spostrzeżenia, coś co mnie nurtuje, coś o czym można dyskutować. Jeśli jesteście ciekawi co dokładnie uważam na temat powieści Corinne Michales, zajrzyjcie o tutaj. Komentarze tam są neutralne, tutaj możemy pisać każdy szczegół ;)

















  Kiedy wszyscy pisali o tym totalnie nieprzewidywalnym zakończeniu, ja zastanawiałam się co to może być. Ale wystarczy że przeczytałam kilka rozdziałów i byłam prawie pewna, że zakończy się to powrotem Aarona do żywych. Drugą moją opcją była wersja, że to Liam zginie na misji, ale w sumie to by mogło stać się trochę przekombinowane, wiecie- stracić dwóch facetów w ten sam sposób, w niewielkim odstępie czasu? Teraz jednak podejrzewam, że Natalie może być w ciąży z Liamem, to by mocno skomplikowało sytuację, a jednak wydaje się to być właściwe.

  Swoją drogą- co za kretyn z tego Aarona. Nie wiem jeszcze co spowodowało, że na rok "wyciął się" z żywych i czy było to dobrowolne czy przymusowe, ale czym by nie było, to na starcie zasłużył na dużego minusa ode mnie. Podchodzi do żony, która myśli że ten jest martwy i mówi "Witaj skarbie"? Ciśnienie mi podnosi tylko :D Jestem też mega ciekawa czy w liście do Liama mogło być coś, co mówiłoby o tym, że Aaron żyje- jak sami wiecie, Liam nie otwierał go przez długi czas i w sumie dalej nie wiem czy przeczytał go czy nie, chociaż moja kobieca intuicja mówi, że jeśli Aaron wiedział, że będzie uznany za martwego, to mógł coś o tym napisać i przekazać to najbliższemu przyjacielowi.

  Ciekawi mnie też wątek zdrady Aarona- ja nie wiem jak jeden facet może aż tak irytować swoim  zachowaniem i brakiem taktu? :D Tutaj po raz kolejny muszę przyznać, że już na początku, na pogrzebie, kiedy autorka wplotła blondynkę stojącą na uboczu, wiedziałam że nie mogła zostać ot tak przypadkowo opisana. Dopuszczałam zdradę, ale wtedy jeszcze Aaron był przedstawiony niemal krystalicznie i nie chciałam chyba w to uwierzyć, jednak z perspektywy czasu nie zdziwiłabym się nawet gdyby przespał się z Reanell (co też chwilowo przemknęło mi przez myśl). Jednak mimo wszystko współczułam Brittainy.  Natalie piekliła się, że to ona cierpi najbardziej bo on był jej mężem. Ale przecież Brit o tym nie miała pojęcia( a przynajmniej tak mówi). Sypiała z nim, nosiła jego dziecko, które straciła zaraz po tym jak dowiedziała się o (rzekomej) śmierci ukochanego, no i była w nim zakochana. Dla Natalie była tą drugą, ale dla niej to Natalie była przeszkodą, i nawet o tym nie wiedziała, bo "wspaniały" Aaron nie raczył jej powiedzieć.

  Dobra- dalej lecimy z tematem Aarona. Nie wydaje mi się, żeby zarówno Mark, Jackson i Liam ( a zwłaszcza Liam!) wiedzieli o tym, że ich przyjaciel żyje. Takich rzeczy się nie ukrywa. Pod koniec, gdy Natalie jadła kolację z Liamem i był on taki markotny, to już mógł mieć podejrzenia, tym bardziej że zgrało się to z czasem, kiedy ekipa nagle musiała lecieć do Dubaju. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić jaka to będzie teraz trudna sytuacja w "Conviction". Mimo wszystko Aaron i Liam byli/ są przyjaciółmi. Ten pierwszy chciał, żeby po jego śmierci Natalie kogoś pokochała i na pewno byłoby dobrze gdyby tym kimś stał się jego przyjaciel. I cóż-tak się dzieje, a nagle okazuje się że mąż wcale nie zginął, a żyje i ma się dobrze. Jak w tej sytuacji powinien zachować się Liam? Walczyć czy jednak pogodzić się z tym, że jego ukochana dalej ma męża? Nie sądzę, że oni oboje zdradzili Aarona- przecież sądzili że on nie żyje, a oni byli szczęśliwi i zakochani. Moim zdaniem Natalie będzie walczyła, bo z Aaronem ma dziecko i prawnie to jest jej  mąż, chociaż na pewno nie wybaczy mu zdrady i być może rzekomej śmierci. Jednak wiem też, że nie od razu będzie z Liamem, bo będzie czuła się przywiązana do męża. Bo to, że skończy z Liamem jest dla mnie proste i logiczne ;) A Aaron najlepiej niech odejdzie daleko stąd. Albo zwiąże się z Brittainy, oczywiście o ile dziewczyna nadal będzie go chciała.

  Było też gdzieś takie pytanie- bodajże na FP Wydawnictwa Szósty Zmysł- czy lepiej jak książka jest dwutomowa, a każdy tom cieńszy, czy lepiej gdy bierzemy do ręki grubą powieść? Osobiście wolę większe objętościowo historie- to sprawia, że mogę dłużej pobyć z bohaterami i po prostu jednorazowo wydać na książkę jedną kwotę, która zazwyczaj jest lepsza niż kupowanie dwóch egzemplarzy. Jednak w przypadku "Consolation" uważam, że rozdzielenie tej historii na dwa tomy to najlepsze rozwiązanie, na jakie mogli wpaść wydawcy. Kończy się wizytą Aarona, a oczekiwanie na drugi tom budzi masę spekulacji i teorii spiskowych, czego dowodem jest ten post. Gdyby książka była jedna, to zaraz dowiedzielibyśmy się co kierowało mężczyzną i poznalibyśmy odpowiedzi na pytania, które jeszcze na dobre nie zdążyłyby zagnieździć się w naszych głowach. Takie rozwiązanie (rozdzielenie serii) powoduje dyskusje i wiem, że niektórzy mogą poznać "Conviction" po angielsku, albo zabiorą się za dwa tomy, kiedy ten drugi zostanie już wydany i po prostu zrobią sobie maraton. Ja jednak jestem zadowolona z tego, iż mam w sumie to szczęście czekać na następną część, ułożyć sobie pewne  wydarzenia w głowie i dyskutować o nich z innymi. Chyba po raz pierwszy w życiu cieszę się, że nie mam pod ręką od razu drugiej części. A Wy jak uważacie?

  Pierwszy raz pisałam post tego typu, taki całkowicie dyskusyjny i jestem niesamowicie ciekawa jak to się przyjmie, czy będą chętni do komentowania i dyskusji i czy może zwrócicie moją uwagę na coś, co mi umknęło. Koniecznie dajcie znać czy mój pomysł się Wam podoba i czy powinnam pisać takie rzeczy częściej ;)


8 komentarzy :

  1. Nie czytałam opinii, ale szybko przyszłam napisać, że jak tylko przeczytam tę książkę (to nic że w grudniu :D), to wrócę do tego postu na pewno :) Dlatego zapisuję , aby nie zapomnieć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu skończyłam czytać i mogę wrócić z komentarzem :D Tyle, że sama nie wiem co napisać. Jestem już po dwóch częściach i na dręczące cię pytania z tego postu już znam odpowiedź - zresztą ty sama również, w końcu minęły 4 miesiące od tego posta :)
      Ale muszę przyznać, że ja tej blondynki na pogrzebie nie pamiętałam. Kiedy już Natalie wspomina, że ją widziała, ja ciągle się zastanawiałam jakim cudem mi to umknęło :D Jeśli chodzi natomiast o zakończenie, to nie zaskoczyło mnie w ogóle. Czytając sam opis a potem czyjąś recenzję, w której ktoś napisał, że zakończenie zwala z nóg, od razu szło się domyśleć :D Książka mi tylko to potwierdziła. Nie przeszkadzało mi to jednak jakoś bardzo, bo zastanawiałam się bardziej jak autorka wybrnie z tej sytuacji. Jednak gdy prawda o romansie Aarona wyszła na jaw, wiedziałam. Było do przewidzenia, że tak "prościej" będzie wybrać Liama. I od razu przejdę do drugiej części, co ten Aaron jakiś nierozumny był? Ile można było powtarzać to samo słowo w słowo. Zresztą Natalie i Liam nie lepsi. Ich wyznania miłości za każdym razem, aż do ślubu wyglądały tak samo, co zaczęło naprawdę mnie męczyć. A ciąży również się domyśliłam. Wiedziałam, że gdy tylko Natalie zrezygnowała z zabezpieczenia, to w którymś momencie pojawi się ciąża :D

      Usuń
  2. WSZYSTKO CO NAPISAŁAŚ POWYŻEJ ZGADZA SIĘ Z MOIMI PODEJRZENIAMI! Coś mi nie pasowało w tym nagłym wylocie ekipy, tak jak i z blondynką na pogrzebie... Aarona wcale nie polubiłam (szósty zmysł się chyba odezwał)za to Liam to moje kochanie i N. musi z nim skończyć!!
    A co do samej Natalie to także wpadł mi pomysł z drugą ciążą - to z pewnością skomplikowałoby bardziej akcję, czyli to, co tygryski lubią najbardziej XD
    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaron dla mnie nadal jest martwy i żadne "witaj skarbie" tego nie zmieni :D
      Jestem też naprawdę bardzo ciekawa czy ta druga ciąża jest tak pożądana przez czytelników, że równie dobrze takie rozwiązanie mogło też kusić autorkę, czy to tylko moje wymysły :D

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Podchodzi do żony, która myśli że ten jest martwy i mówi "Witaj skarbie"? - że kurwa co? To jakieś fantasy z duchami? :P
    (wybacz, w poprzednim mi się to drugie zdanie ucięło xD)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahaha, nie to tylko romans :D Żadne fantasy, żadne duchy, żadne nadprzyrodzone rzeczy :D

      Usuń