Podsumowanie miesiąca-wrzesień 2017

Udostępnij ten post

Niejednokrotnie na blogu nazywałam siebie jesienną dziewczyną. Jesień to ta pora roku, która zawsze napędza mnie do działania, nawet pomimo deszczu, wiatru i konieczności ubierania ciepłych swetrów i botków. Albo raczej właśnie dlatego. Niejednokrotnie wspominałam też, że gdyby nie początek roku szkolnego, to wrzesień byłyby moim ulubionym miesiącem. W tym roku nie musiałam stawić się w szkole 1 września i teoretycznie powinnam być z tego powodu szczęśliwa, jednak tak nie było. Skończyłam pewien etap w swoim życiu i dopiero teraz boleśnie to odczułam- już nie wrócę do mojej szkoły, nie ponarzekam na nadmiar zadań domowych, nie spotkam na korytarzach moich znajomych. Nawet nie wiecie jak z tego powodu było mi przykro. Na początku miesiąca musiałam też podjąć pewną decyzję- jak wiecie nie idę na studia w tym roku i na przestrzeni kilku ostatnich tygodni trochę było to dla mnie solą w oku i obawiałam się, czy to na pewno słuszne rozwiązanie. Dlatego gdy zobaczyłam, że uczelnia którą miałam na oku ogłasza dodatkową rekrutację na kierunek, o którym myślałam, zaczęłam się zastanawiać "A może by tak?". Trochę to we mnie siedziało, ale sama ze sobą doszłam do wniosku, że nie złożyłam papierów w pierwszym terminie z prostego powodu- nie chciałam dalej się uczyć w szkolnych/uczelnianych murach. Pragnęłam dla siebie innego życia, innego wykorzystania podobno najlepszego czasu jaki teraz przeżywam i nie chciałam by decyzja o złożeniu podania w późniejszym terminie miała jakikolwiek związek z tym, że źle się czuję nie idąc we wrześniu do następnej klasy. Dlatego doszłam do wniosku, że ten rok wykorzystam najpierw na pracę, później być może na jakąś dłuższą podróż, a ewentualnie, jak dalej będę chciała to złożę papiery na rok 2018.

Wraz z tą decyzją pojawił się inny problem- szukanie pracy. Nie mogłam sobie pozwolić na siedzenie w domu przez cały rok, bo już po kilku tygodniach dostawałam od tego szału. Jednak to nie było takie proste- pierwsza praca to było "nie dziękujemy" i już wiązała się z wyrzutami skierowanymi w moją stronę przez bliskie mi osoby- "mogłaś postarać się bardziej", "to nie było takie trudne", "jesteś za bardzo wybredna". Przez samo takie gadanie robiło mi się automatycznie przykro, bo uważam że na pierwszej próbie świat się nie kończy, ale tak postawiona sprawa zaczęła mi ciążyć. Zaczęłam się zastanawiać- a może warto nagiąć swoje zasady, przełamać wewnętrzny upór i poddać się czyjejś woli? Zawsze kończyło się kategorycznym "nie" skierowanym przeze mnie do samej siebie, jednak w tym czasie chciało mi się po prostu tylko płakać. Zaczęłam dostrzegać, że jeśli pozostanę sobą to nigdy nie będę taka jak oczekują ode mnie bliscy. Bardzo mi to ciąży, ponieważ teraz naprawdę potrzebuję wsparcia, a nie ciągłych wyrzutów i kłótni. Czuję, że zaczynam się tutaj dusić, wiem też że nie chcę poddawać próbie mojej nowej wersji siebie, którą naprawdę polubiłam, tylko po to by udowodnić coś innym.


Wraz z problemami prywatnymi pojawiły się również czytelniczo-blogowe. Coś w środku mnie zaczęło krzyczeć, że potrzebuję przestrzeni i oddechu. W mojej wirtualnej biblioteczce na lubimy czytać, pozbyłam się ponad 150 książek z listy "chcę poznać".  Usunęłam te, których okładka nic mi nie mówiła, te które były kolejnymi tomami serii, której nawet jeszcze nie zaczęłam i te z których prawdopodobnie wyrosłam. Zdaję sobie sprawę, że za kilka tygodni pewnie znów zrobię tam porządki i usunę kolejne kilkadziesiąt. Nie cieszy mnie również widok na moją domową biblioteczkę- kiedyś chciałam żeby była ogromna, teraz chcę na niej widzieć mniej tytułów, ale za to same te które uwielbiam i te, które są dla mnie ważne. Decyzja o czystkach była zaskakująco łatwa- mam około 30 książek na sprzedaż ( tudzież wymianę), w cenie nie przekraczającej 15 zł/szt. Jeśli ktoś byłby zainteresowany- koniecznie piszcie.

Bardzo  trudno było mi też pisać posty na bloga. Mam kilka książek, które na opiniowanie czekają już naprawdę sporo czasu, masę tagów do napisania i kilka tematów, które siedzą mi w głowie od dawna. Jednak za nic w świecie nie potrafię się zmusić do pisania, a to co uda mi się skleić wydaje się być tragiczne. Był pomysł żeby odpuścić sobie bloga, że być może się już wypaliłam i potrzebuję dłuższej przerwy, jednak mam kilka zobowiązań, z których chcę się wywiązać i na razie tylko to trzyma mnie w tym miejscu. To pierwsza tak konkretna i duża załamka blogowa od ponad roku i czuję się z tym naprawdę kiepsko.

------------------------
Te kilka akapitów powyżej pisałam mniej więcej w połowie miesiąca, kiedy naprawdę było ze mną źle, ale teraz czuję się lepiej. Może jeszcze nie we wszystkich aspektach, ale póki co czuję poprawę. Stawiam na swoim i mimo, że mogę popełniać błędy, to są one moje.



Przeczytane:
♥ Brenna Yovanoff- "Wyśnione miejsca"
♥ Leigh Bardugo- "Szóstka wron"
♥ Leigh Bardugo- "Królestwo kanciarzy"
♥ Carlos Ruiz Zafón- "Marina"
♥ Julia Quinn- "Sekretny pamiętnik Mirandy Cheever"

Początek miesiąca zaczął się obiecująco- "Wyśnione miejsca" miały uspokoić moje sumienie, że nie sięgam po nic z własnych zbiorów, a ciągle tylko pożyczam i pożyczam. Udało się, a co więcej- książka była całkiem spoko, chociaż bez szaleństw. Niedługo potem przeczytałam recenzję na pewnym blogu, gdzie dziewczyna pisała o "Szóstce wron", niby nie powinnam czytać bo mogły być spoilery, ale posłuchałam głosu serca, a chwilę potem tak długo myślałam o tej książce, że zdecydowałam się na e-booka, czego od pewnego czasu staram się nie robić. Właśnie "Szóstka wron" spowodowała mój czytelniczy kryzys, ponieważ była NIESAMOWITA i uznałam, że szkoda czasu na książki, które nie są po prostu WOW. Zaraz zabrałam się za "Królestwo kanciarzy" i chociaż nie umiem się zdecydować która część podobała mi się bardziej, to po cichutku liczę że autorka jednak się przełamie i opowie nam jeszcze co najmniej jeden tom. Później miałam czytelniczego kaca, ale bardzo chciałam czytać. Bałam się jednak, że wszystko po co sięgnę okaże się mdłe i nijakie. Wbrew wszystkiemu złamałam swoje postanowienie i udałam się do biblioteki, gdzie znalazłam "Marinę", do klubu książkowego @czytajta. Było to niesamowite spotkanie z Zafónem, chociaż ta książka momentami jest nieco...chora. Bardzo długo czekałam na pewien egzemplarz recenzencki, który jednak do mnie nie chce dotrzeć, więc mając ochotę na jakiś romans, po raz kolejny sięgnęłam po "Sekretny pamiętnik Mirandy Cheever", tym razem dlatego że Iga z Książkowiru polecała inną książkę autorki i po prostu mnie zmotywowała. Julia Quinn pisze jedne z najlepszych romansów historycznych, więc jeśli chcecie zacząć przygodę z gatunkiem i szukacie czegoś fajnego, szukajcie właśnie u tej Pani.

Filmy:
Moje konto na filmweb mówi, że we wrześniu oglądałam Shrek Forever, w zasadzie niedawno bo w zeszły piątek. Nie jestem na nie, jednak uważam tę część za mniej zabawną i raczej komercyjną. Widziałam też po raz kolejny Więźnia Labiryntu, również w TV. Bardzo lubię ten film, zresztą każdy powód by oglądać Dylana O'Briena jest dobry.




Seriale:
Pod koniec sierpnia byłam mniej więcej w połowie czwartego sezonu OUAT, we wrześniu obejrzałam go do końca. A potem skutkiem jednej piosenki ( o tej tutaj) odpaliłam sezon 6B Teen Wolfa. Na razie nie wiem co o tym myśleć, bo do końca zostało mi bodajże 3 odcinki. Brakuje mi Stilesa, to na pewno. I nie wiem, może te trzy odcinki wszystko rozstrzygną, ale póki co wiele wątków jest zaczętych, a zbyt mało dokończonych. Podoba mi się powrót starych bohaterów. A nie podoba wszechobecne robactwo. Ten kto wymyślił myśl przewodnią 6B, zdecydowanie nie liczył się z osobami,  które nie cierpią wszelkich insektów :D

Inne:
Fotorelacja z wymiany
Studio Accantus Book Tag

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu - książki Leigh Bardugo czytałam w wersji elektronicznej i nie mam swoich egzemplarzy, więc oceniłam ich grubość patrząc na ilość stron, więc zliczając wszystko to wychodzi około 14,7 cm, czyli jeszcze tylko 44 cm do końca!
Wyzwanie biblioteczne- "Marina" pochodziła z biblioteki
Z półki- "Sekretny pamiętnik Mirandy Cheever" pochodził z moich zbiorów ;)
Zmierz się z tytułami z Olą K. - nie mogę w to uwierzyć, ale przez totalny przypadek udało mi się dopasować książkę do słowa "pamiętnik" :D

Plany:
W październiku skończę "Dziesięć płytkich oddechów", które zaczęłam w piątek i zabiorę się za "Consolation", oczywiście kiedy do mnie przyjdzie. Mam też "Stulatka, który wyskoczył przez okno" i póki co to by było na tyle.



Zapowiedzi:
W październiku oczywiście będzie "Labirynt duchów" i najnowsza Kasie West, i to są takie pewniki które na pewno przeczytam. Interesuje mnie jeszcze kilka innych tytułów, ale doskonale wiem że nie poznam ich w najbliższym czasie, więc nawet nie zapycham na nowo swojej wirtualnej biblioteczki ;)

Kliknij:
Mam parę linków i parę tekstów do pokazania, a że są fajne to się nimi dzielę ;)
50 drobnych rzeczy, które możesz bez wysiłku zrobić dla innych
45 rzeczy które możesz robić za darmo
Dlaczego warto oddawać książki?
"Labirynt duchów" ukryty w księgarniach w całej Polsce- pewnie już słyszeliście o tej genialnej akcji, gdzie najnowsza książka Zafóna będzie kilka dni przed premierą dostępna w kilkudziesięciu księgarniach w Polsce, gdzie będzie można ją kupić za symboliczną złotówkę!

To by chyba było na tyle. Jest to najdłuższe podsumowanie miesiąca od dłuższego czasu, więc pozdrówki dla każdego kto dotarł do końca <3 Kiedy potrzebuję się wyżalić to piszę o swoich problemach, ale rzadko kiedy puszczam to dalej. Teraz kliknęłam publikuj, bo może ktoś ma podobną sytuację do mojej i może moje słowa jakoś mu pomogą, albo sprawią że odkryje coś co w głębi duszy już wie. Październik to mój ulubiony miesiąc w całym roku, to miesiąc moich urodzin i zawsze dzieje się w nim masa fajnych rzeczy. Zeszłoroczny dał mi w kość, więc liczę na to że ten będzie co najmniej bardzo dobry ;)

21 komentarzy :

  1. Trzymam bardzo kciuki za znalezieniem wymarzonej pracy i cieszę się, że jest już lepiej. Czasem życie daje w kość jednak nie wolno się poddawać :)
    Ładny wynik czytelniczy :)
    Pozdrawiam, Tiggerss
    https://tiggerssreads.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie proste rzeczy niby się, wie ale bardzo łatwo jest je zapomnieć ;) Dziękuję!

      Usuń
  2. Meh, niestety, początki dorosłego życia nie są proste ;/ Ale jakoś się to na pewno ułoży. A co do "chce przeczytać" na LC - nauczyłam się już, ze po prostu wrzucam tam tylko to, co mam na półce. Jeśli czegoś naprawdę chce to o tym przecież nie zapomnę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, chociaż w moim przypadku bardzo często rezygnuję z książek które mam już na półce- chociażby dlatego że nie czuję się dla nich odpowiednim czytelnikiem ;))

      Usuń
  3. Każdy w swoim życiu miewa lepsze i gorsze okresy, może znajdziesz jakąś nową pasję, którą też będziesz chciała się dzielić na blogu. Ja też jestem na etapie szukania pracy i wiem jakie to trudne sprawić, żeby w ogóle pracodawca zechciał się odezwać...
    Pozdrawiam i życzę aby w końcu wszystko wróciło na właściwe tory :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to trudne ale życzę Ci, żebyś znalazła coś co Cię satysfakcjonuje ;)

      Usuń
  4. Z twoich wpisów wnioskuje, że ogólnie wrzesień był dla ciebie ciężki. Tak to czasem bywa. Ogólnie ja gdy ma problemy też mam trudności z pisaniem postów, opinii na bloga. Nie zazdroszczę się wkraczania w dorosłość - jest to początkowo wielkie rozczarowanie, z czasem robi się tylko odrobinę lepiej. Najlepiej jest być dzieckiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezbyt to pocieszające, ale gdy jest się dzieckiem to usilnie chce się być dorosłym w pewnych powodów, które codziennie staram się w sobie odnajdować na nowo :))

      Usuń
  5. Trzymam kciuki za udane życie prywatne i liczę, że kolejne twoje miesiące będą bogate w same przyjemne rzeczy :)

    http://oddychajaca-ksiazkami.blogspot.com/2017/10/podsumowanie-wrzesnia-2017.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dominiki się tak łatwo nie poddają, prawda? :D Buziaki!

      Usuń
  6. Miałam bardzo podobnie po zakończeniu szkoły. Co prawda u mnie studia zostały odsunięte na bok z innego powodu (chociaż wewnętrznie wiedziałam, że rok lub dwa będą wolne od nauki). W związku z tym podjęcie pracy. I tu zaczęły się schody, bo wbrew pozorom łatwo nie jest. Może i miejsca pracy są, ale niestety w większości pracodawcy potrzebują albo kogoś z branży, albo na to miejsce jest kilka osób. Całkowicie cię rozumiem, bo u mnie twierdzili, że zwyczajnie mi się nie chce..
    Nie czytałam żadnej z tych książek i chyba po żadną też nie sięgnę póki co. Jeśli chodzi o Teen Wolf to został mi ostatni finałowy odcinek i nie mogę się za niego zabrać :D To prawda, w tym sezonie zdecydowanie brakowało Stilesa. A czy on w czasie kręcenia tych odcinków nie był po poważnym wypadku w życiu prywatnym? Coś mi się kojarzy.
    Trzymam kciuki za znalezienie dobrej i przyjemnej pracy. Życzę ci też by problemy odeszły i żebyś nie rezygnowała z blogowania! :) No i zaczytanego października :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie po każdym pytaniu "i co znalazłaś już coś?" czy "Odzywali się do Ciebie?" mam ochotę albo wrzeszczeć, albo się rozpłakać, bo ileż można odpowiadać na te same pytania :/
      Dylan był po wypadku, któremu uległ bodajże podczas kręcenia którejś tam części Więźnia Labiryntu, ale mimo wszystko smutno że było go mniej :(
      Dziękuję za miłe słowa!

      Usuń
    2. Rzeczywiście, byłam pewno że był to Teen Wolf :). Właśnie, szczególnie że to ostatni sezon, ostatnie odcinki.

      Usuń
  7. Ehhh znalezienie pracy wcale nie jest takie łatwe. Nawet powiedziałabym, że wybrałaś sobie tą trudniejsza drogę niż pójście na studia... Trzymam kciuki, żeby Ci się udało. Ja zawsze powtarzam, że najtrudniej jest zacząć, a potem już pójdzie z górki! Tylko nie poddawaj się i walcz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz też tak uważam, aczkolwiek nie do końca widzę się w roli studentki ;) Bardzo dziękuję za miłe słowa! <3

      Usuń
  8. "Marina" Zafona to świetna lektura. Fakt, była trochę dziwna, ale klimat wręcz wylewał się ze stron.
    Trzymam kciuki, aby wszystko Ci się ułożyło w życiu prywatnym. Na pewno nie jest łatwo, ale trzeba walczyć i nie poddawać się.
    Pozdrawiam cieplutko!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ten klimat totalnie mnie kupił! Zresztą po Zafonie w sumie nie spodziewam się rozczarowania ;) Dziękuję!

      Usuń
  9. Ojej, jak ja dobrze Cię rozumiem :( :( Gratuluję odwagi, by nie iść na studia, bo w moim przypadku zaczynam się zastanawiać, czy decyzja pójścia na studia nie była czasem spowodowana oczekiwaniami innych, podświadomie oczywiście, ale to zawsze. Chcę mieć zawód i wykształcenie, a jednocześnie chcę być pełnoetatowo tym, kim zawsze marzyłam, a to się wyklucza. Czuję się niesamowicie rozdarta, jak właśnie sobie uświadomiłam. Odkąd zaczęłam studiować, wyjechałam do innego miasta, nie czułam się tu zbyt komfortowo i myślałam, że jest to spowodowane rozłąką z rodzicami, przyjaciółmi, ukochanym miastem... Częściowo też, ale doznałam olśnienia. Jestem rozdarta. Chyba nigdy nie byłam w takiej sytuacji. I rozumiem też tę przykrość we wrześniu. Też to przeżywałam. Akurat wielki kryzys blogowy mam za sobą, ale rozumiem, naprawdę. I nie rezygnuj! Nigdy ^_^
    No i jeszcze te piosenki wywołują nastrój... :o
    Wybacz, że nie wypowiem się co do podsumowania, ale wywołałaś we mnie dużo emocji i muszę sobie wszystko przemyśleć xD No patrz, co Twoje posty robią z ludźmi xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba najmilszy komentarz jaki przeczytałam od dłuższego czasu, mimo tego że jest smutny i przygnębiający. Ale to, że mój post skłonił Cię do przemyślenia i wywołał emocje to jest dla mnie swego rodzaju nagroda i pocieszenie, że nie tylko ja tak mam. Bo ogólnie jestem człowiekiem "think positive", ale powoli staję się rozczarowana sobą i swoim życiem i te zdania pewnie nie mają sensu, bo mam chaos myśli w głowie. Ale pamiętaj, że zawsze możesz liczyć na wirtualnego przytulaska i rozmowę ^^ Mam nadzieję, że z dnia na dzień będzie coraz lepiej!

      Usuń
  10. Takie decyzje są zwykle bardzo trudne, ale trzymam kciuki, żebyś się potem dobrze ze swoją czuła. W razie czego możesz spróbować za rok. Sama studiowanie nawet przedłużyłam - dwa kierunki - i to był dla mnie świetny czas. Mój światopogląd się bardzo zmienił, ale to też mogło być przez mieszkanie osobno w innym mieście ;). Plus jakbym nie poszła na studia, czułabym się okropnie, bo wszyscy moi przyjaciele / znajomi studiowali i w rodzince lwia część też wyższe. Co do pracy, to sama długo szukałam i wiem, jakie to bywa frustrujące. Trzymaj się i będzie dobrze!

    OdpowiedzUsuń