Colleen Hoover- "Ugly love"

Udostępnij ten post



Oryginalny tytuł: Ugly Love
Rok polskiego wydania: 2016
Wydawnictwo: Otwarte
Ocena: 6/10


  Doskonale pamiętam moment, kiedy po raz pierwszy usłyszałam głos Griffina Petersona. Było to przy okazji premiery "Maybe someday". Już wtedy przesłuchałam całą książkową playlistę, na czele z tytułowym krążkiem. Jednak po przeczytaniu powieści troszkę inaczej zaczęłam odbierać te cudowne piosenki- jedne mi się znudziły, w innych odkryłam potencjał. I zaczęłam szukać. Znalazłam wtedy kolejną piosenkę Petersona, tym razem napisaną specjalnie pod inną książkę Hoover, czyli "Ugly love". Trochę się powstrzymywałam- bałam się, że piosenka za bardzo mi się spodoba i wtedy będę miała zbyt wysokie wymagania do lektury. Po części moje obawy się sprawdziły- "Ugly love" bardzo długo powtarzało się na mojej playliście, polecałam koleżankom i ogólnie byłam zachwycona. Nie nabrałam ogromnych wymagań- miało się czytać przyjemnie i z być może wzruszającym akcentem na końcu. Jednak na podstawie piosenki nabrałam pewnych określonych wzorców- obmyśliłam sobie jak wszystko mogłoby wyglądać... i tutaj pojawia się moje rozczarowanie.

  Tate jest dwudziestokilkuletnią pielęgniarką, a Miles dwudziestokilkuletnim pilotem. Kiedy ona wprowadza się do mieszkania swojego brata i poznaje tego seksownego sąsiada, jej życie wywraca się do góry nogami. Jednak mężczyzna ma dwie zasady: nie pytaj o przeszłość i nie oczekuj przyszłości. Początkowo Tate pasuje taki układ, jednak z biegiem czasu Miles zaczyna ją fascynować na tyle, że kobieta chce złamać te prawa. Co takiego tkwi w przeszłości Milesa, że on boi się zaangażować i stał się taki wyobcowany?

  Moje wcześniejsze wyobrażenie przedstawiało się tak: akcja na pokładzie samolotu, seksowny i bardzo niegrzeczny pilot, oraz Tate w roli tak jakby uległej. To trochę wina mojej bujnej wyobraźni, która na podstawie piosenki obrała konkretny kierunek wydarzeń, a trochę jest to wina zwiastuna z Nickiem Batemanem, który wkroczył do sieci. Z tego co się orientuję film będzie, jest to potwierdzone info i w sumie chciałabym go zobaczyć, pomimo tego że książka pozostawiła po sobie posmak rozczarowania.

  Zarzut  numer jeden jaki kieruję do "Ugly love" to reklama "pierwszej książki Colleen Hoover dla ludzi 18+". Sceny erotyczne są główną osią książki, ten fakt trąbi do czytelnika z każdej możliwej strony. Tylko, że ja po tylu zachwytach spodziewałam się czegoś naprawdę mocnego. Wiecie- sceny erotyczne mają działać na czytelnika, a podczas ich czytania jedyną emocją jaką potrafiłam z siebie wyrzucić było "o matko, długo jeszcze?" i niejednokrotnie omijałam kilka linijek tekstu. Są po prostu nudne i bardzo obojętnie napisane, chociaż powinny być tą osią książki. A niejednokrotnie mnie nawet śmieszyły.

  Drugi zarzut to wątek romantyczny- jakby nie patrzeć kolejna główna oś książki. Na pierwszy rzut oka wszystko jest super- działamy trochę według schematu, ale w opowieści traktującej o miłości ciężko go ominąć czy zmienić. Jednak to nie jest problem. Przeczytałam dużo powieści "na jedno kopyto", a jednak są takie, które ciągle mnie czymś zachwycają. "Ugly love" nie. Relacja Miles-Tate była tak bardzo męcząca i tak bardzo trudna w odbiorze, że zaczęłam się zastanawiać skąd te wszystkie zachwyty. Ich dialogi były tak kiczowate i mdłe, niczym te wyciągnięte z taniej opery mydlanej. Po raz kolejny- często nie mogłam powstrzymać wybuchu śmiechu albo prychnięcia, kiedy zaczęłam wyobrażać sobie taką rozmowę w realnym życiu. Słodycz wylewająca się z kartek powieści, która miała być dojrzałą, mocną i bardzo sugestywną.

  Jednak nie mogę powiedzieć, że jestem całkowicie zawiedziona. Podobało mi się to, że narracja prowadzona jest z dwóch ( a pod koniec nawet z trzech) punktów widzenia, przez co dokładnie poznajemy uczucia drugiej osoby. Co ciekawe- przeszłość należy do Milesa, a teraźniejszość do Tate. Ponadto książkę czyta się błyskawicznie, nawet pomimo tego że bohaterowie nierzadko drażnią i powodują wybuchy irytacji. Przekonałam się też do okładki, głównie poprzez ten wszechobecny granat- najpiękniejszy kolor świata, chociaż uważam że oryginalna, zagraniczna wersja ma na sobie dość ważny w książce motyw. Karty zostały odkryte- wiem już jakie wydarzenie tak bardzo wpłynęło na Milesa i czytając, akurat tego rozwiązania nie mogłam się doczekać najbardziej. Co prawda prawda dalej tkwi w tej słodkiej otoczce, ale to już wolałabym przemilczeć.

  Reasumując- "Ugly love" dość mocno mnie rozczarowało, dlatego że przez tyle pochlebnych opinii nastawiłam się na coś szałowego. To co dostałam nie jest złe, ale zaliczam książkę  do kategorii przeciętniaków-powieści które fajnie że poznałam, ale nic bym nie straciła gdyby lektura była wciąż przede mną. Jest to już czwarta książka Colleen, którą miałam okazję czytać i już druga która mnie zawiodła, przez co zaczęłam się zastanawiać czy gdybym jeszcze raz przeczytała "Hopeless" i "Pułapkę uczuć" (które niesamowicie mi się podobały) byłabym tak samo zadowolona, a może stałoby się tak, że znienawidziłabym bohaterów? W tej chwili nie jestem już niczego pewna. Mam ochotę na jeszcze jedną książkę autorki, mianowicie "November 9" ( w dalszym ciągu to wina piosenki!!), jednak już po cytatach wnioskuję że będzie to coś w kategorii przeciętniaka. Moja opinia o książkach Hoover gwałtownie się zmieniła. Już nie uważam jej za przełomową autorkę jak robiłam to jeszcze dwa lata temu. Kobieta ma fajny styl pisania, ale jej powieści nie działają na mnie emocjonalnie, a właśnie tego oczekuję po dobrym romansie i po dobrej książce w ogóle. Nie odkrywczej fabuły, ani porywającej akcji, a emocji właśnie. I tego mi tutaj brakowało.




PS Zastanawiacie się może po co ten muzyczny wstęp na początku. Piosenki są ogromną częścią mnie, a piosenki w jakikolwiek sposób połączone z książką, to najlepsze co może mnie spotkać. Zabawne jest jednak to, że kilkanaście dni temu, zaczynając czytać "Ugly love" nie pamiętałam o muzycznym odpowiedniku. W jakiś sposób zapomniałam że ją znam, że łączy się ona z książką Hoover. Nawet nie wyobrażacie sobie jak bardzo byłam szczęśliwa, kiedy odnalazłam ją na jednej ze starych playlist. Zaczęłam słuchać... i piosenka dalej jest cudowna. Nie wpłynął na nią mój osobisty odbiór książki, traktuję ją tak jakby w żaden sposób nie łączyła się z Tate i Milesem.

23 komentarze :

  1. Dużo osób tą książkę bardzo wychwala, a ja mam w planach przeczytać wszystkie powieści tej autorki, więc i tak z chęcią po nią sięgnę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja osobiście byłam zachwycona "Pułapką uczuć" oraz "Hopeless", jednak tak jak pisałam- to było dość dawno i nie wiem czy teraz odebrałabym je tak samo ;)

      Usuń
  2. Ja i Hoover to zdecydowanie nie jest dobre połączenie xD Nie ciągnie mnie kompletnie do jej powieści!

    Pozdrawiam!
    zaczytana-w-fantastyce.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma się czym przejmować, teraz mnie też już przestało ciągnąć do jej powieści xd

      Usuń
  3. Bardzo mi się podobała ksiązka Maybe Someday, dlatego z chęcią zabrałam się za kolejną książkę autorki Ugly Love, ale to nie było to. Podobała mi sie, ale... miałam jakies ale. Jednak potem sięgnęłam po November 9 i ja akurat się nei zawiodłam, książka bardzo mi się spodobała. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka książce nie równa jak widać :)

      Usuń
  4. Ja po książkę na pewno nie sięgnę, bo podejrzewam, że nie wytrzymałabym takiego nadmiaru scen erotycznych :D Kiedyś przeczytałam dwie książki Hoover, ale z perspektywy czasu patrzę na nie coraz bardziej krytycznie, więc nie wiem, jak teraz wypadłoby spotkanie z twórczością tej autorki. Ale mam w planach przeczytać "Maybe Someday", to jedyna jej książka, która mnie ciekawi, właśnie ze względu na motywy muzyczne :)
    Pozdrawiam, Zaksiążkowana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie osobiście "Maybe someday" oczarowało piosenkami, ale zniechęciło niesamowicie dużą ilością miodu, cukru, lukru i wszechobecnej słodyczy :(

      Usuń
  5. Chciałam po nią sięgnąć kiedyś, jednak po takiej opinii na pewno odwlekę to w czasie o ile w ogóle zacznę czytać, dzięki! :)
    aga-zaczytana.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, mimo wszystko zawsze warto samemu się przekonać :)

      Usuń
  6. Lubię książki autorki. Co prawda ta jest trochę słabsza, ale też nie była taka zła ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam w planach jeszcze tylko "November 9", ale póki co daję sobie spokój z książkami Colleen :)

      Usuń
  7. Bardzo lubię książki tej autorki i pewnie przeczytam. mój blog

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że lubisz Colleen Hoover :)

      Usuń
  8. Ej ten pilot w samolocie i w ogóle ... mrrr ♥
    Mi się książka mega podobała :D Ja nie wiem, ale co pisze Hoover to mnie zachwyca ;D Ach lizusek ze mnie :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam książkową playliste do
    ,,Maybe someday"♥ Mam mieszane uczucia wobec twórczości Colleen Hoovero. Do tej pory przeczytałam 4 książki tej autorki i część mnie zachwyciła,ale niektóre bardzo rozczarowały.,,Ugly love" mam w planach przeczytać,ale teraz wiem już, że nie należy mieć zbyt dużych oczekiwań :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie ja też przeczytałam 4 i teraz też mam strasznie mieszane uczucia :(

      Usuń
  10. Czytałam 4 książki autorki i teraz planuję się zabrać za "Ugly Love" :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nikt mnie nie zmusi do przeczytania tej książki, o nie. :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Moim zdaniem, "Ugly love" jest najlepszą książką autorki. Moze dlatego, że najłatwiej było mi odnaleźć w niej swoje uczucia? Nie wiem.
    Mnie na przykład bardzo ucieszył brak scen erotycznych taki "ostrych", bo ich nie lubię, a tutaj były takie delikatne. Natomiast nie wiedziałam, że istnieje piosenka Ugly love, już lecę słuchać!

    OdpowiedzUsuń