Martyna Senator- "Zanim zgasną gwiazdy"


Oryginalny tytuł: Zanim zgasną gwiazdy
Rok polskiego wydania: 2016
Wydawnictwo: Videograf
Ocena: 8/10

  Pewnej nocy Wojtek śni o dziewczynce, która wręcza mu klepsydrę z poleceniem "Uratuj ją, zanim piasek się skończy się sypać". Kiedy chłopak budzi się w szpitalu wydaje mu się to dziwne, jednak to dopiero początek kłopotów. Wojtek nie pamięta ostatnich dwudziestu lat swojego życia, a wokół niego zaczynają dziać się coraz bardziej szalone i niewytłumaczalne rzeczy. Na domiar wszystkiego na jego drodze staje tajemnicza Milena. Czy to właśnie o niej mówiła dziewczynka ze snu? I czy ten sen w ogóle ma znaczenie?

  "Zanim zgasną gwiazdy" wygrałam w konkursie, gdzie książka zbierała bardzo dobre opinie, od jednak małego grona odbiorców. Byłam wtedy bardzo zafascynowana powieścią z tak klimatyczną okładką i aż sama się sobie dziwię, dlaczego tyle przeleżała na półce zanim po nią sięgnęłam. Ale być może taki los moich książek- czekają na właściwy moment i wtedy na nowo mnie sobą interesują.

  Bardzo lubię trafiać na mało znane powieści, które na końcu okazują się totalnym i pozytywnym zaskoczeniem. Jeśli są to tytuły polskich autorów jestem tym bardziej szczęśliwa, gdyż powoli czytam ich coraz więcej i byłoby super, gdyby każda zachwycała mnie tak jak ta od Martyny Senator. Liczyłam na jakąś obyczajówkę, a dostałam to i wiele więcej. Zachwyci Was tutaj wątek fantastyczny, kryminalny oraz przede wszystkim romantyczny. Prawdą jest, że to właśnie miłość jest główną osią książki, ale takiego obrotu spraw jaki dostałam- to się nie spodziewałam.

  Wojtek i Milena to młodzi ludzie, w wieku bardzo zbliżonym do mojego, dlatego bardzo łatwo było mi zrozumieć ich motywy i problemy. A przynajmniej część z nich. Bardzo ich polubiłam, tak samo jak polubiłam całą historię. Nie chcę zdradzać za wiele, ponieważ chciałabym aby potencjalni czytelnicy sami doznali uczucia zaskoczenia jakie spotkało mnie. Wiedzcie jednak, że fabuła jest naprawdę ciekawa i odbiega od nazwy "typowa".

  Wszystko byłoby fajnie i pięknie, gdyby nie jedna rzecz która niesamowicie mnie boli. A mianowicie- dlaczego ta książka nie ma wielu fanów? Z tego co zdążyłam zauważyć, nieczęsto można ją spotkać na blogach i byłoby super, gdyby moje gadanie zachęciło chociażby jedną duszyczkę do sięgnięcia po "Zanim zgasną gwiazdy" lub cokolwiek innego od Pani Martyny. Jestem pewna, że inne jej książki są równie dobre jak ta i jeśli tylko będę miała okazję, to na pewno to sprawdzę! Z mojej strony ogromnie zachęcam do sięgnięcia po "Zanim zgasną gwiazdy", albo do zapisania sobie tytułu. A jak już przeczytacie- koniecznie dajcie mi znać, jak Wam się podobało.
Czytaj dalej

WAKACYJNA WYMIANA KSIĄŻKOWA | EDYCJA 2017 | ZAPISY

Wymiany książkowe stały się już taką małą tradycją na blogu i nie byłabym sobą, gdybym i teraz jakiejś nie ogłosiła. Tym bardziej, że dla wielu rozpoczynają się teraz wakacje, więc czas jak zawsze jest odpowiedni. To co? Znajdę jakichś chętnych?

ZASADY:

1. Zapisy do Wakacyjnej Wymiany Książkowej 2017 trwają od 18.06 do 30.06.2017 roku.

2. Wymiana przeznaczona jest tylko dla osób prowadzących blogi (niekoniecznie książkowe).

3. Przesyłka MUSI być wysłana z potwierdzeniem nadania na własny koszt.

4. Do zabawy zapraszam osoby, które ukończyły 14 rok życia.

5. Po otrzymaniu przesyłki informujemy o tym mnie, albo naszego darczyńcę- niech nikt nie martwi się o prezent!

6. Przesyłki wysyłamy do 31.07.2016 roku, więc mamy na to cały miesiąc! Jednak z doświadczenia wiem, że lepiej jest zrobić to jak najwcześniej- potem można zapomnieć :)

7. Bawimy się tylko na terenie Polski, tzn. że aby wziąć udział w zabawie musisz mieć adres korespondencyjny na terenie Polski.

8. Pamiętajmy o tym, że wymiana ma być przede wszystkim dobrą zabawą, a nie rywalizacją czy postępowaniem typu "chcę dostać, ale nie wyślę" ( takie osoby, będą miały dożywotni zakaz brania udziału w moich wymianach).

9. Bardzo proszę o rzetelne wypełnienie mailowej ankiety. Jeśli się dokładnie nie określicie, to jakie są szanse,że Wasz darczyńca będzie potrafił?

10. Fotografujcie proszę odebrane paczki. Zrobimy potem wspólną fotorelację, niech inni też wiedzą, co dostaliście :) Wysyłajcie je na mojego maila: dominika.justyna@poczta.onet.pl 

11. Pary wymiankowe rozlosuję jak najwcześniej po zakończeniu zapisów. To czy będą one w formie wężyka czy nie- zależy od ilości zapisanych osób :)

12. Każdą wątpliwość będę rozstrzygać na bieżąco i odpowiednio zmieniać w regulaminie, jeśli coś będzie niejasne.

13. Nie ponoszę odpowiedzialności za czyjąś nieodpowiedzialność. Jestem z Wami uczciwa i liczę na to samo z Waszej strony.

14. W paczce powinny znaleźć się:
   ■KSIĄŻKA- nie musi być nowa, ważne by nie była zniszczona. Ilość również zależy od obdarowującego- jedna musi być obowiązkowo.

   ■UMILACZE- coś na słodko, coś na słono, coś do picia, coś dla ciała- wybór dowolny ;)

   ■LIST- wystarczy sam podpis osoby, która go wysyła. Możecie się też rozpisać obszerniej. Nie narzucam :)

 15. Wakacje to czas zabawy i radości, dlatego robimy dla kogoś taki prezent, aby jak najbardziej go uszczęśliwić. Chciałabym aby wszystkie paczki były ładnie zapakowane, przygotowane z sercem i wysłane z myślą o obdarowywanej osobie. W wypełnianej ankietce każdy podaje 10 tytułów najbardziej upragnionych książek, jednak jest ona tylko pomocą- nie jest obowiązkiem szukać książek z tej listy, może być coś innego, jednak dalej w książkowych gustach danej osoby. Nie wciskajmy na siłę gatunku, którego ktoś nie lubi. Dlatego tak ważne jest opisanie punktu numer 3: Co czytam? (poniżej).


16. Osoby zainteresowane wymianą proszone są o:

        ■zostawienia pod tym postem komentarza, który jednoznacznie wskaże mi wasz udział. Może to być zwykłe "zgłaszam się"

        ■wstawienie banerka akcji na bloga/instagram/FB- zależy mi na tym, aby jak najwięcej osób dowiedziało się o akcji (baner poniżej).

        ■przesłanie na adres dominika.justyna@poczta.onet.pl uzupełnionego formularza, który znajduje się poniżej. W temacie maila wpisujemy:

WAKACYJNA WYMIANA KSIĄŻKOWA- [SWÓJ NICK]

Proszę Was, byście wpisywali w mailu ten sam nick, z którego się zgłosiliście.

FORMULARZ ZGŁOSZENIOWY:
1. Imię i nazwisko
2. Adres korespondencyjny
3. Co czytam? Czyli opisz jakie gatunki książkowe lubisz, a jakie nie. Co cenisz w powieści, a co napawa Cię przerażeniem? Może ulubionych autorów. Wszystko co sprawi, że darczyńca lepiej wstrzeli się w Twój gust i sprawi, że będziesz zadowolony. Piszcie przykłady. Rozpisujcie się. Dokładnie się określcie- nic na tym nie tracicie- a tylko zyskacie.
4. Adres bloga, oraz link do jakiegokolwiek konta typu lubimyczytac.pl
5. 10 tytułów książek, o których aktualnie marzycie
6. Wyrażam zgodę na przesłanie mojego adresu mojej parce wymiankowej ( ta informacja jest tylko dla mnie, tak abym nie miała żadnych wątpliwości)

Na każdego maila zgłoszeniowego odpisuję. Jeśli nie dostaniecie mojej odpowiedzi w ciągu 3 dni, napiszcie jeszcze raz. Istnieje możliwość, że wiadomość do mnie nie dotarła :)

Pamiętajcie- jeśli macie jakiekolwiek pytania, to piszcie. Ja nie gryzę, a zawsze mogę rozwiać czyjeś wątpliwości :) Dla niezdecydowanych: obejrzyjcie sobie zdjęcia paczek, które dotarły do uczestniczek, w poszczególnych edycjach wymian:

fotorelacja nr 1 | fotorelacja nr 2 | fotorelacja nr 3 | fotorelacja nr 4 | fotorelacja nr 5 | fotorelacja nr 6 |

Zapisy oficjalnie uważam za otwarte!


Czytaj dalej

Elle Kennedy- "Układ"


Oryginalny tytuł: The Deal
Rok polskiego wydania: 2016
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Seria: Off -Campus #1
Ocena: 9/10

Garrett Graham to szkolne ciacho. Uganiają się za nim wszystkie dziewczyny, co nie tylko nie przeszkadza chłopakowi, ale wręcz daje mu mnóstwo satysfakcji. Hannah Wells to zdolna, świetnie ucząca się dziewczyna. Kiedy Garrett oblewa kolejny sprawdzian i wisi nad nim widmo opuszczenia szeregów w drużynie hokejowej, zwraca się o pomoc do tej niepozornej studentki. Dziewczyna ma mu pomóc zdać, a on w zamian umówi ją z chłopakiem, do którego potajemnie wzdycha Hannah. Sprawy przybierają jednak nieciekawy obrót, kiedy Garrett zakochuje się w studentce. Teraz musi ją tylko przekonać, że to on jest mężczyzną jej marzeń i nie pozwoli jej odejść.

Jeśli chodzi o sprawy książkowe, bardzo rygorystycznie ufam mojej intuicji. Czuję kiedy jakiś tytuł ma szansę mi się spodobać, czuję kiedy mnie zawiedzie po całości i kiedy okaże się zwykłym przeciętniakiem. Czasem jednak na przekór niej, sięgam po coś tylko z jednego powodu- moja ciekawość jest silniejsza niż ukryte szepty. Są też inne sytuacje- takie, kiedy intuicja mnie zawodzi, a książka okazuje się niesamowitym rollercoasterem emocji. "Układ" jest świetnym przykładem na sytuację, kiedy podświadomie czuję, że to będzie coś ekstra i to coś właśnie takie się okazuje.

Hannah i Garrett to para, która już teraz dołącza do pudełka z tymi najfajniejszymi. Oboje ujęli mnie przenikliwością, poczuciem humoru oraz sprytem i zawziętością- to tacy ludzi obok których nie przechodzi się obojętnie. Są jak magnes i przyciągają same pozytywne spojrzenia, oczywiście za wyjątkiem tych nienawistnych, posyłanych przez niedowartościowane osóbki. Na początku stają się najlepszymi przyjaciółmi, a z biegiem czasu odkrywają, że znajduje się między nimi niespożytkowana chemia. Bardzo lubię takie sytuacje w książkach, kiedy jedna z osób niespodziewanie dla siebie zakochuje się w tej drugiej i odkrywa jaka jest wtedy szczęśliwa.

Tak jak już napomknęłam-humor jest niewątpliwą zaletą tej książki. Bystre, cięte riposty Hannah i Garretta były mi dobrze znane jeszcze przed przeczytaniem książki, wszak od czego są cytaty oraz opinie innych. Jednak teraz, kiedy umiem je przypasować do konkretnych scen, cenię je sobie jeszcze bardziej. I naprawdę bardzo chciałabym spotkać autorkę, żeby się przekonać czy ona sama jest tak samo zabawna jak wykreowani przez nią bohaterowie.

Akcja romansu jest niby główną osią książki, jednak rozwija się powoli. Nie doświadczymy tutaj
gwałtownych skoków od "hej nieznajoma" do "chciałbym całować cię do utraty tchu Hannah". Bardzo podoba mi się to, że wątek miłosny jest oczywisty i każdy wie, że prędzej czy później coś się wydarzy, jednak mimo to ujmuje swoim spokojnym rytmem. Obserwujemy jak Hannah powoli przekonuje się do Garretta, jak chłopak potrzebuje korepetycji, jak stają się najlepszymi przyjaciółmi, oraz to w jakim momencie następuje ich pierwszy pocałunek. Co swoją drogą, jest naprawdę świetną sceną.

Jeśli miałabym porównać "Układ" do jednej książki którą przeczytałam, to wybrałabym "Lato koloru wiśni". Jedna i druga jest utrzymana w konwencji romansu akademickiego, bohaterami są młodzi ludzie, którzy mają ciętą ripostę zawsze pod ręką i czyta się je niesamowicie szybko. Obie są napisane uczuciami i to naprawdę widać- nic nie dzieje się za szybko, ani za wolno, fabuła nie nuży i czytelnik aż drży z oczekiwania na temat tego co przeczyta na następnej kartce. A czasami nawet lata oczami po sąsiedniej stronie, bo tak bardzo jest niecierpliwy. Widać, że Elle Kennedy włożyła całe serce w tą książkę i mocno się w nią zaangażowała.

"Układ" to kawałek dobrej książki NA i skromnie twierdzę, że jest jedną z najlepszych w tym gatunku. Łączy w sobie humor, dobrą zabawę i wyważony, ale bardzo romantyczny związek dwójki młodych ludzi, którzy poznali się tak w sumie całkowicie przez przypadek. Ja jestem więcej niż zadowolona z lektury. Moja intuicja nie zawiodła mnie i tym razem i mocno trzymam kciuki, aby kolejne książki Elle podobały mi się co najmniej tak samo jak ta.


Czytaj dalej

Nicola Yoon- "Ponad wszystko"

Oryginalny tytuł: Everything, Everything
Rok polskiego wydania: 2016
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Ocena: 8/10

  Madeline spędziła całe 17 lat swojego życia w zamknięciu. Cierpi na rzadką chorobę, którą można nazwać po prostu alergią na świat. Zna tylko swoją mamę, pielęgniarkę Carlę... oraz Olly'ego. Olly niedawno wprowadził się do domu obok i niesamowicie fascynuje nastolatkę. Zaczynają wymieniać wiadomości, a po pewnym czasie Maddy zdaje sobie sprawę z tego, że zakochała się w chłopaku z sąsiedztwa. Ciężko stworzyć jakikolwiek związek, gdy nie można cię dotknąć i wyjść z tobą na zewnątrz. Jednak Madeline chce zaryzykować wszystko, co jest dla niej zagrożeniem, aby poczuć się wolną.

  "Ponad wszystko", znane mi wcześniej pod zagranicznym tytułem "Everything, everything", było bardzo długo na mojej czytelniczej chciejliście. Byłam szczęśliwa, kiedy dowiedziałam się o polskim wydaniu i nawet kupiłam książkę niedługo po premierze. Jak to jednak bywa, sięgnęłam po nią o wiele później i w sumie po części zmotywował mnie film, który za niedługo wchodzi do kin. Oczywiście widziałam wcześniej zwiastuny i inne takie, więc już na wstępie moja wyobraźnia miała ustalony kierunek jeśli chodzi o wygląd bohaterów. W tym wypadku jakoś nieszczególnie mi to przeszkadzało, a może nawet pomogło, ponieważ nie muszę narzekać na dobór obsady.

  "Ponad wszystko" jest dość specyficznie napisane. W środku znajduje się masa rysunków, odręcznych notatek Madeline, biletów i innych takich rzeczy, które zajmują przestrzeń, a wystarczy tylko na nie zerknąć. Jest to pierwszy powód, dla którego tak szybko czyta się powieść Nicoli Yoon. Ręka przewija kartkę za kartką i bardzo często natrafia właśnie na coś, co zajmuje pół strony i tyle. To trochę marnotrawstwo papieru, na którym można byłoby wydrukować coś innego, z drugiej strony jednak jest to fajne urozmaicenie książki i nie zamierzam być z tego powodu smutna.

  Drugim powodem, dzięki któremu przez tę opowieść się płynie, jest lekki i bardzo młodzieżowy styl pisania autorki. Muszę przyznać, że jej książki mogłabym czytać godzinami i dalej nie miałabym dość. To się po prostu pochłania i już.

  Sam wątek choroby Maddy nie wzbudził u mnie głębszych emocji, tak samo zresztą jak pozostała część książki, jednak momentami tak jak nastolatce udzielała mi się jej frustracja. Złość na to, że nie można wyjść z domu i żyć jak inni rówieśnicy, skargi na to że nie można podróżować, wyjść na spacer czy pogłaskać psa. Jak ja za długo siedzę w domu wynajduję sobie obowiązki, albo organizuję jakieś wyjścia. Ale siedzieć 17 lat w jednym i tym samym domu, a z okna patrzeć na resztę świata- to musi być koszmarne doświadczenie.

  "Ponad wszystko" to świetna historia dla młodych ludzi, która nie nudzi, ale pokazuje skutki nadopiekuńczości i izolacji od społeczeństwa. Jest oznaczona etykietką "dla młodzieży" i niczego więcej nie można po niej oczekiwać, poza dobrą rozrywką. Ja jestem bardzo zadowolona- dostałam dokładnie to czego oczekiwałam, nic więcej, ani niczego mniej. Teraz z niecierpliwością wyczekuję filmu, który z tego co wiem już można oglądać :)
Czytaj dalej

CZWARTA ROCZNICA BLOGA /// KONKURS


  9 czerwca to takie moje drugie urodziny w ciągu roku. Kiedy w 2013 roku zakładałam tego bloga, miał być kameralnym miejscem i w życiu nie pomyślałabym, że znajdę się w tak ogromnym gronie osób kochających książki co najmniej tak bardzo jak ja.

  Początkowo niesamowicie walczyłam o zachowanie anonimowości- oddzielałam życie prywatne od blogowego i nikomu nie mówiłam że coś tam piszę. Teraz sprawa ma się trochę inaczej- mając jakiekolwiek social media nietrudno zostać znalezionym i zauważonym chociażby przez własnych znajomych. Czasem jak ktoś prosto w oczy powie mi "ej ty piszesz bloga" to się zacinam i trochę denerwuję, jednak myślę że etap przejmowania się opiniami ludzi mam już za sobą.

  Bloga założyłam w okresie kiedy kończyłam gimnazjum, a miałam rozpocząć naukę w szkole średniej, więc te tegoroczne cztery lata, to małe przypomnienie tego, jak ten czas pędzi. Mam wrażenie, że piszę tutaj od zawsze, a z drugiej strony liczba 4 trochę przeraża i zarazem motywuje do dalszej pracy. I jasne- miałam chwile załamania, zwątpienia, w tym jedną konkretną kiedy naprawdę chciałam opuścić to miejsce, ale spowodowane to było wydarzeniami z mojego życia prywatnego, a nie czytelniczego. Jednak nie poddaję się, ponieważ pisanie tutaj pomogło mi kiedyś i pomaga mi teraz. Dlatego tak gorąco wspieram nowych książkowych ludków w blogosferze- jesteście super i dajecie czadu!

  W ciągu tych czterech lat zmieniłam się ja, zmieniły się moje poglądy i niektóre wizje, ale w głębi serca dalej jestem tą prostą dziewczyną kochającą książki, którą byłam gdy się tutaj zjawiłam.

  Z całej siły chciałabym wyściskać wszystkie osoby, które sprawiają że blogosfera rośnie i puchnie od liter! Nie sposób wymienić wszystkich z imienia czy nazwy bloga- ale Ci do których zaglądam, wiedzą  że o nich mówię :)
Kolejne podziękowania kieruję w stronę Wydawnictw i Autorów, z którymi miałam okazję współpracować dawniej i mam okazję współpracować teraz. Wydajecie cudne tytuły i róbcie to dalej, bo zawsze znajdą się ludzie, którzy będą Wam wdzięczni <3
Całuski lecą też do moich przyjaciół, którzy dzielnie wspierali mnie w życiu prywatnym i nie pozwalali na długotrwałe załamania. Blog jest ważny, ale przyjaciele jeszcze bardziej!

  Z racji tego, że przyszykowałam dla Was coś jeszcze, coś specjalnego- nie chcę przedłużać, chociaż znając mój słowotok, mogłabym to robić naprawdę długo ;) Dlatego teraz witam wytrwałych, którzy przeczytali kilka wcześniejszych akapitów i zapraszam do konkursu!

-----------------------------------------------------------------------
REGULAMIN KONKURSU:
1. Organizatorką konkursu i fundatorką nagrody jest autorka bloga www.czytelniadominiki.blogspot.com
2. Konkurs trwa od 09.06.2017 r. do 30.06.2017 r.
3. W konkursie mogą wziąć udział tylko osoby, które posiadają adres zamieszkania/korespondencji w Polsce.
4. Do wygrania jest dowolna książka dostępna na stronie księgarni nieprzeczytane.pl o wartości nie przekraczającej 30 zł.
5. Aby wziąć udział w konkursie należy wykonać zadanie konkursowe, które brzmi "Jak wyobrażasz sobie autorkę tego bloga?".
6. Konkurs jest przeznaczony dla czytelników bloga, więc należy go obserwować.
7. Nie wymagam udostępniania baneru, niemniej jednak będzie mi bardzo miło gdy ktoś to zrobi.
8. Udział w konkursie jest jednoznaczny z akceptacją regulaminu.
9.  Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych ( Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)


ZADANIE KONKURSOWE:
Jak wyobrażasz sobie autorkę tego bloga? Piszę tutaj od czterech lat i naprawdę nie wiem czy widzieliście kiedykolwiek moje zdjęcie, czy uważnie śledzicie posty typu LBA/ TAGI, gdzie ujawniam część swojej osobowości czy wyglądu. Dlatego Waszym zadaniem jest pokazanie mi, jak sobie mnie wyobrażacie. Możecie to zrobić w naprawdę dowolnej formie- wiersza, opowiadania, rysunku- bardzo cenię sobie kreatywność! Możecie ująć mój wygląd, cechy charakteru, zainteresowania i wszystko co tylko przyjdzie Wam na myśl! Jeśli zdecydujecie się na wersję, której nie można wkleić w komentarzach, wysyłajcie zgłoszenia na maila: dominika.justyna@poczta.onet.pl




To by było na tyle. Dziękuję że jesteście i bądźcie jeszcze dłużej <3 I licznie bierzcie udział w konkursie- o wybraną książkę warto powalczyć ;) A jeśli macie jakiekolwiek pytania- pytajcie :)


Czytaj dalej

Mary Ann Shaffer, Annie Barrows- "Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek"


Oryginalny tytuł: The Guernsey Literary and Potato Peel Pie Society
Rok polskiego wydania: 2010
Wydawnictwo: Świat Książki
Ocena: 7/10

  Na wyspie Guernsey działa tajemnicze Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek. Jest to nic innego jak klub książkowy, utworzony przez małą społeczność w okresie wojennym, jednak ta nazwa nie wzięła się znikąd. Dowiaduje się o tym Juliet Ashton, młoda pisarka, która pewnego dnia dostaje list od Dawseya Adamsa, mieszkańca Guernsey. Zafascynowana losami mieszkańców, dziewczyna wyrusza na wyspę i tam przeżywa przygodę swojego życia.

 Początkowo bardzo trudno było mi się "wbić" w poznawaną historię, ponieważ jest napisana w formie epistolarnej. Mamy listy, liściki i praktycznie żadnych dialogów. Już raz czytałam powieść tego typu i średnio zapadła mi ona w pamięć, tym bardziej więc miałam na uwadze problem- jak odbiorę to całe "Stowarzyszenie...". Jednak po początkowej rezerwie, zaczęłam przewijać kartki z przyjemnością.

  Na pewno dużym plusem książki jest główna bohaterka i jej podejście do życia. Boi się, że będzie stłamszona, bardzo zaciekle walczy o swoją niezależność i jest uparta jak osioł. Ale to w sumie bardzo pozytywne cechy- silna, inteligentna kobieta jest w literaturze bardzo potrzebna. Dodatkowo książka jest nacechowana dobrym humorem- nie raz i nie dwa wybuchałam śmiechem. Nie jest to jednak ten rodzaj powieści, skąd dialogi bym cytowała i znała je na pamięć.

  Wbrew pozorom mamy też dość dużo narratorów- mieszkańców Guernsey, przyjaciół głównej bohaterki czy samą Juliet. Każdy z nich ma do opowiedzenia własną historię i chce podzielić się czymś nowym. Czuć klimat takiej swojskiej, małej wioski, gdzie wszyscy się znają i wiedzą o sobie naprawdę dużo. Mamy okoliczne plotkary, małomównego Dawseya, malutką Kit czy wspomnienie zaginionej Elizabeth.

  "Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek" ma najdłuższy tytuł świata, a przynajmniej ja z dłuższym się nie spotkałam. W swojej małej objętości po cichu przemyca też fakty na temat wojny, a raczej śladów jakie ona pozostawiła. Jak nie lubię powieści stricte wojennych, to lubię czytać o codziennym życiu mieszkańców podczas okupacji właśnie. A ta taka jest. Pokazuje, że trzeba było sobie radzić w każdych okolicznościach, a pojęcia dobra i zła niejednokrotnie się zacierały. Ale widać też małomiasteczkową solidarność, którą wyznawali obywatele Guernsey.

  Reasumując- bardzo miło spędziłam czas przy tej książce, pomijając trudniejszy początek. Nie zabrakło humoru i kilku ciętych ripost, jednak nie jest to książka która zapadła by mi w pamięć i do której chciałabym wracać. Jednocześnie jest też ciekawą pozycją, dla ludzi którzy nie lubią czytać o wojnie, ale fascynuje ich codziennie życie ludzi w tym okresie. Poza tym zawiera w sobie wątek miłości do książek, więc czytelnicy bardzo dobrze mogą się w niej odnaleźć.


Czytaj dalej

Marianne Curley- "Straż"


Oryginalny tytuł: The Guardians of Time. The Named.
Rok polskiego wydania: 2011
Wydawnictwo: Jaguar
Seria: Strażnicy Veridianu #1
Ocena: 6/10

  Jestem ogromną fanką książek od Wydawnictwa Jaguar, i w sumie chyba jeszcze ani jedna nie zawiodła mnie na tyle, bym totalnie chciała ją skrytykować. Jasne- zdarzały się słabsze historie, ja jednak zawsze szukam w książce pozytywów, które w moich oczach czynią tę konkretną książkę przyjemną do czytania. Jak było tym razem?

  Ethan jako dziecko stracił swoją starszą siostrę Serę i został wprowadzony do Straży- tajemniczej organizacji, mającej chronić historię. Teraz zostaje nauczycielem Isabel, młodszej siostry jego niegdysiejszego przyjaciela. Istnieje Zakon- przeciwna strona mocy, która sieje spustoszenie i dąży do całkowitej władzy nad wieloma światami. Zadaniem Ethana jest wyszkolić Isabel i przygotować ją i siebie również do najważniejszej misji.

  "Straż", początkowo znana mi pod tytułem serii "Strażnicy Veridianu", była na mojej liście do przeczytania od bardzo dawna, naprawdę długo na nią polowałam i dzięki Lexiss nareszcie mi się to udało. Czekanie rodzi oczekiwania, przekonałam się o tym już dawno, ale podczas tej lektury widać to było w szczególności.

  Ethan to młody chłopak, ma 16 lat a Isabel jest od niego bodajże o rok młodsza. To już na wstępie zdradza nam z jakimi bohaterami będziemy mieć do czynienia. Autorka zrobiła z nich całkiem zaradnych nastolatków- Ethan umie walczyć, podróżuje w czasie już od dość dawna i jest w miarę odpowiedzialny. Isabel dopiero się uczy, ale na przestrzeni kartek widzimy, że przechodzi przemianę. Na początku może i malutką, ale z młodszej siostry staje się młodą kobietą. Jednak mimo wszystko bardzo łatwo można było wyczuć w nich nutkę naiwności, dziecinności. To powieść dla młodzieży i autorce należy się plus za to, że nie zechciała przerysować swoich bohaterów i na siłę uczynić ich dorosłymi w ciele nastolatków.

  Sama historia przedstawiona na kartach powieści momentami przypominała mi Trylogię Czasu od Kerstin Gier. Tamta seria mnie nie zachwyciła, więc i szczegóły wyleciały mi z pamięci, ale w obu przypadkach mamy podróżowanie w czasie, wszystko objęte tajemnicą przed zwykłymi śmiertelnikami i taki specyficzny klimat. Rzecz w tym, że trylogia Gier była jakby bardziej... przemyślana. Tam potrzeba było treningu, wiedzy i konkretnej rodziny aby móc podróżować, tutaj obsypują cię pyłem, w magiczny sposób ubierają stosownie do epoki i leć gdzie musisz. Ciężko jest nie porównywać czegoś, co dla mnie już na wstępie jest bardzo podobne.

  Sama fabuła jest jednak dość dobrze wytłumaczona- nie jesteśmy wyrzuceni na głęboką wodę, Isabel też nic nie wie i razem z nią dowiadujemy się wszystkiego co istotne. Inna sprawa to fakt, że momentami dzieje się za dużo i jesteśmy zmęczeni nadmiarem informacji.
"Straż" to powieść dla młodzieży, powiedziałabym że w przedziale 14-17 lat. W żadnym razie nie są to sztywne ramy, ale w tym wypadku najlepiej jakby wiek bohaterów równał się mniej więcej wiekowi czytelników. Ja miło spędziłam przy tej książce czas, ale nic więcej. Nie ruszały mnie żadne wydarzenia, nie było to też emocjonalne spotkanie. Mam wrażenie, że czytałam o wszystkim co już znam i nie mogę się zdobyć na ekscytację pod względem tego tytułu. Jednak "Straż" jest napisana bardzo przyjemnym językiem, bohaterowie nie irytują, a samo zakończenie nawet ciekawi.

  Jak wynika z treści na okładce, Marianne Curley napisała tę powieść w 2002 roku, a Wydawnictwo Jaguar wypuściło ją na rynek w 2011. Od którejkolwiek z tych dat bym nie liczyła, jasno wynika że popyt na takie historie wtedy był może i ogromny, ale teraz po tylu latach i tylu innych przeczytanych historiach, ta nie wyróżnia się niczym szczególnym. Przynajmniej dla mnie. Spędziłam przy niej miło czas, ale nic więcej. Nie porwała mnie na tyle, żebym chciała ją w przyszłości kontynuować, jednak nie mogę też powiedzieć że zmarnowałam przy niej cenne minuty.
Czytaj dalej

Podsumowanie miesiąca- maj 2017

Wierzyć mi się nie chce, że maj dopiero się kończy. To pierwszy od bardzo dawna miesiąc, który nie tyle mi się dłużył, co po prostu tyle się działo, że czas w magiczny sposób zwolnił. Jest to również pierwszy miesiąc moich wakacji, ponieważ te kilka matur co miałam, to tak naprawdę była tylko formalność. Siedzenie w domu, na dłuższą metę nie jest dla mnie. Już po dwóch tygodniach robiłam wszystko byle tylko gdzieś wyjść- na spacer, na rower, na babski wieczór, albo po prostu znajdywałam sobie obowiązki. Jednak udało mi się również przeczytać całkiem sporo książek i w większości były to tytuły bardzo dobre.

Książki:

♥ Remigiusz Mróz- "Kasacja"
♥ Martyna Senator- "Zanim zgasną gwiazdy"
♥ Mary Ann Shaffer & Annie Burrows- "Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek"
♥ Kasie West- "Chłopak z innej bajki"
♥ Nicola Yoon- "Ponad wszystko"
♥ C.J.Daugherty & Carina Rozenfeld- "Tajemny ogień"
♥ Marianne Curley- "Straż"


Z ciekawości zajrzałam do blogowego archiwum i przypomniałam sobie jak wyglądał zeszłoroczny maj w moim wykonaniu. Był ciężki i bardzo smutny, także bardzo się cieszę że w tym roku sytuacja wygląda lepiej. Jednocześnie jestem z siebie dumna, bo od tamtego czasu dużo się nauczyłam i na wiele spraw patrzę inaczej. Przełamałam swoje lęki, stałam się bardziej otwarta na ludzi i na świat, czego dowodem jest moja wycieczka do Londynu. Bardzo podoba mi się osoba, którą codziennie rano widzę w lustrze i takiego podejścia do życia i do siebie samego życzę każdej i każdemu z Was :)


Filmy:
Taka piękna pogoda za oknem nie nastraja do siedzenia przed ekranem laptopa! Obejrzałam animację Balerina- to w sumie urocza opowieść o spełnianiu swoich marzeń. Do tego jeszcze 3/4 Ostatniej piosenki, która leciała w telewizji. Oglądałam to już wcześniej i nawet lubię, jednak jest to dokładnie ten typ filmu, który cały przepłaczę, więc to nie do końca na moje nerwy ;)


Seriale:
Niesamowicie wciągnęłam się w Riverdale i obejrzałam cały sezon, czyli 13 odcinków. Chcielibyście poznać moją obszerniejszą opinię na temat tego serialu?


Inne:
Podsumowanie kwietnia
FILMOWA DOMINIKA: LA LA LAND
BOOKBLOGERZY BOOK TAG


Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu- 15,9 cm za mną, jeszcze tylko 107,5 cm ;)
Wyzwanie biblioteczne- w maju żadna książka nie pochodziła z biblioteki
Z półki- ruszyłam z tym wyzwaniem, ponieważ przeczytałam aż 3 książki z mojej półki, które trafiły do mnie przed 2017 rokiem ;)
Zmierz się z tytułami z Olą K.- tutaj jestem w stanie dopasować jedynie "Zanim zgasną gwiazdy"




Plany:

Dokładnie tak prezentują się moje plany na czerwiec. Dość dawno nie miałam tak dużego TBR, ale w maju odkryłam, że nie najlepiej się czuję jak nie mam chociażby jednej książki w kolejce do przeczytania. Moje majowe uzależnienie, czyli "Kasacja" spowodowało że potrzebowałam natychmiast jakiejkolwiek książki Pana Mroza, tak więc wypożyczyłam "Behawiorystę" i akurat jestem w trakcie czytania. "Kaznodzieja" to moja odpowiedź na kryminalny głód, który mnie dotknął. "Ania na uniwersytecie" to ciąg dalszy mojej przygody z panną Shirley. A pozostałe trzy książki znalazłam w bibliotece i pomyślałam "dlaczego nie?".


Zapowiedzi:
Jestem mocno zdezorientowana kiedy jakieś książki będą wydane, przez to że informacje o nich pojawiają się często już dwa miesiące przed premierą. Ale jeśli się nie mylę to "Początek wszystkiego" Robyn Schneider pojawi się w czerwcu i na to czekam chyba najbardziej.


W czerwcu pojawi się ogrom zaległych recenzji, a przynajmniej taki jest plan. Poza tym chciałabym wystartować z tegoroczną edycją Wakacyjnej Wymiany Książkowej, ponieważ obiecywałam że będzie, a obietnic lubię dotrzymywać. Pokażcie ile znajdę chętnych ;) Poza tym czerwiec to ważny dla mnie miesiąc, gdyż w tym roku minie 4 lata odkąd tutaj piszę i to jest taki kawał czasu, że aż nie mieści mi się to w głowie. W maju udało mi się jeszcze zmienić własną nazwę- teraz nie występuję jako Doomisia♥, a Dominika K. Denerwowało mnie to serduszko i potrzebowałam czegoś, co brzmi poważniej, więc oto jest :)

Koniecznie dajcie znać co Wy przeczytaliście w maju i czy znacie jakąkolwiek książkę, która się tutaj przewinęła. I gratulacje dla wszystkich, którzy dotarli do samego końca- ja po prostu nie umiem pisać mało :)

Czytaj dalej

Jay Asher- "Trzynaście powodów"


Oryginalny tytuł: The thirteen reasons why
Rok polskiego wydania: 2015
Wydawnictwo: Rebis
Ocena: 7/10

  Clay Jensen pewnego dnia wraca do domu i zastaje tam tajemniczą paczkę. Okazuje się, że znajdują się w niej kasety od Hannah, dziewczyny która niedawno popełniła samobójstwo. Z nagrań wynika, że jest dokładnie trzynaście powodów, które w taki czy inny sposób wpłynęły na decyzję dziewczyny. Powodami określa ludzi, a jeśli te kasety otrzymałeś, to znaczy że jesteś jednym z nich. Że w jakiś sposób, niebezpośrednio jesteś związany ze śmiercią Hannah. Clay, początkowo przerażony i sceptycznie nastawiony do pomysłu, zaczyna go realizować i przez to poznaje taką nastolatkę, jakiej do tej pory nie znał.

  Po "Trzynaście powodów" sięgnęłam z jednego prostego powodu- na scenę wkroczył serial, który podobno był tak niezły, tak wciągający i tak wartościowy, że siłą rzeczy i ja się nim zainteresowałam. Uznałam jednak, że w tym przypadku mam ochotę wcześniej sięgnąć po książkę, a że widziałam ją już wcześniej w bibliotece, nie miałam problemu z dostępnością.

  Wydarzenia poznajemy z dwóch perspektyw- Claya i Hannah. Chłopak wędruje nocą ulicami swojego miasta, a towarzyszy mu przy tym głos Hannah płynący z kaset. Czytelnik odczuwa smutek nastolatka i jego przerażenie na myśl o tym, dlaczego dziewczyna, którą w gruncie rzeczy ledwo znał, uznała go za powód do śmierci. Im dłużej Clay słucha, tym więcej tajemnic poznaje. Dowiaduje się dlaczego Hannah czuła się wyobcowana i nielubiana przez rówieśników, jak pewne wydarzenia wpłynęły na jej życie i jak sobie z tym radziła. Jednocześnie poznaje też prawdę o sobie samym- odkrywa jakim był tchórzem i jak bardzo zawiódł dziewczynę, która mu się podobała. A to wszystko w obawie przez ostracyzmem towarzyskim.

  Czytając "Trzynaście powodów" doszłam do wniosku, że Hannah, która puszczając kasety w obieg postąpiła z jednej strony bardzo odważnie, a z drugiej trochę nieczule. Chciała, żeby ludzie żałowali swoich czynów i następnym razem byli bardziej odpowiedzialni za to co mówią i robią, bo niektóre rzeczy do końca życia pozostają w skrzywdzonym człowieku i utrudniają funkcjonowanie w społeczeństwie. Z drugiej strony wybranie 13 osób i puszczenie kaset ze świadomością, że każda z nich będzie wiedzieć o brudnych grzeszkach dotychczasowych kolegów, które dotąd pozostawały w ukryciu, było z lekka okrutne. Jednak mimo wszystko później doszłam do wniosku, że właśnie o to chodzi- by niektórzy poczuli wstyd i zakłopotanie, o to by następnym razem najpierw pomyśleli, a później zrobili. Problem w tym, że niektórym to już życia nie przywróci.

  Książki traktujące o samobójstwach mają specyficzny klimat- smutny, przygnębiający i melancholijny i trudno by te uczucia były inne. Śmierć nie jest łatwym tematem i zawsze pozostawia po sobie pustkę, a śmierć samobójcza musi być jeszcze innym rodzajem cierpienia. Jay Asher zwraca uwagę nie tyle na to jak żyją ludzie po śmierci bliskiej osoby, ale na to jak wygląda skrzywdzony umysł samobójcy. Jest to apel do żyjących, aby byli uważniejsi w swoim postępowaniu i starali się nie sprawiać, by inni przez nich cierpieli. To takie proste, a jednak ciągle tak trudne do zrozumienia.

  "Trzynaście powodów" nie wywołało u mnie łez, ani nie było jakimś przełomowym odkryciem w dziedzinie literatury. Uważam jednak, że jest to mądra książka, pokazująca że nigdy nie wiemy jak wpływamy na innych. Jest to super tytuł dla nastolatków i myślę, że nawet bardzo dobra propozycja na lekturę szkolną, chociażby tę z kategorii dodatkowej.
Czytaj dalej

BOOKBLOGERZY BOOK TAG


Sebastian i Dominika stworzyli swój autorski TAG, w którym główną rolę (oprócz książek oczywiście) odgrywają polscy blogerzy książkowi. Jest mi bardzo miło, że dostałam nominację, a jeszcze milej dlatego, że dostałam również własną kategorię, co jest naprawdę super! <3 Banerek pochodzi z bloga organizatorów i mam nadzieję, że nie mają nic przeciwko :)


Literacki Świat Cyrysi- wątek, bez którego nie wyobrażasz sobie książki.
Nie wyobrażam sobie książki bez wątku romantycznego. Z tym, że ostatnio coraz częściej zwyczajne romantyczne historie mnie nudzą, więc potrzebuję czegoś dodatkowego- jakiś kryminał, akcję, może fantasy? Tak czy siak- nie musi być oczywisty wątek miłosny, nawet fajnie jak się rozwija powoli, nie jest dostrzegalny na pierwszy rzut oka, byleby jednak był.

Lustro rzeczywistości-książka, która urzekła Cię okładką.
Jest naprawdę wiele okładek, które mnie urzekły, ale ostatnio to poniższe trzy wiodą prym:



Miasto książek- ulubiony autor.
Niemożliwością jest wybrać tylko jednego ulubionego autora, więc pozwólcie że podam dwójkę ulubionych na tę chwilę, a są to Susan Dennard oraz Remigiusz Mróz.

Kulturalna Szafa- książka, która dała Ci dużą dawkę humoru.
"Lato koloru wiśni" i "Zima koloru turkusu". Nie wierzę, że jeszcze o nich nie słyszeliście!



Książkowe wyliczanki-książka, którą możesz czytać w kółko i Ci się nie znudzi.
Nie ryzykowałabym ze stwierdzeniem "czytać w kółko i się nie nudzić", ponieważ mimo wszystko zawsze istnieje takie wyjście. Ale książka, którą mogę czytać naprawdę często i za każdym razem jestem tak samo zachwycona to "Misja Ivy" Amy Engel.


Zatraceni w kartkach- książka, która ma więcej niż jednego interesującego bohatera.
"Prawdodziejka" i "Wiatrodziej"! Jest tam Safi, Merik, Iseult no i Aeduan. Same wspaniałości!


Czytelnia Dominiki- bohater o takim samym imieniu jak Twoje.
Nie żeby coś, ale mieć własną kategorię w TAG-u, to dopiero coś <3 Myślałam, że ten punkt sprawi mi trudność, a gdy przyszło co do czego, to okazało się, że znam aż dwie takie historie! Pierwsza z nich to "Krzywe 10" Ewy Nowak, moja ulubiona część w Serii Miętowej, natomiast druga to niedawno przeczytana książka Martyny Senator "Zanim zgasną gwiazdy". W każdej z nich znalazłam swoje imię :)

Darin.kr- bohater, który stał się Twoim ulubionym.
Taka sama sytuacja jak w pytaniu o ulubionego autora- nie mam jednego. Na chwilę obecną uwielbiam duet Chyłka i Zordon <3 I wiecie co jest przykre? Kiedy jeszcze nie interesujesz się Mrozem, to na bibliotecznych półkach widzisz pełno jego książek. Jednak kiedy potrzebujesz je na "już, teraz, natychmiast" to dziwnym trafem nie ma nic. Ani jednego dostępnego tytułu. Jak żyć?


Subiektywnie o książkach- książka, która wychodzi poza schemat.
Nie mam pomysłu na to jak zinterpretować pojęcie "poza schemat" :D Może "Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek"? Nie jest to zwyczajna powieść, ponieważ napisana jest w formie listów i z dużą dawką humoru :)

Na stosie- Twój ulubiony blog książkowy
Lista blogów, które lubię jest naprawdę ogromna i boję się wymieniać, żeby kogoś nie pominąć. Ale tam gdzie zaglądam i nierzadko komentuję, to właśnie lubię być :)

Nominuję:
Justysię
Jellyfish
Kaję
Magic Wizard
Olę
Olę
Kitty
Justową

Prośba do nominowanych- linkujcie proszę nazwy blogów, w ten sposób pomagamy i zapraszamy do wpadania :D
Czytaj dalej

Kasie West- "Chłopak z innej bajki"

 
Oryginalny tytuł: The distance between us
Rok polskiego wydania: 2017
Wydawnictwo: Feeria Young
Ocena: 8/10
Tak, na zdjęciu jest porcelanowa lalka. Wygląda z lekka upiornie, ale współgra z treścią książki, więc zostaje :D


  W zależności od tego jak długo zaglądacie na mojego bloga, być może pamiętacie pierwszą listę książek, których wydania zobaczyłabym w Polsce. Znalazła się tam Kasie West i jej książka "The distance between us", czyli po naszemu "Chłopak z innej bajki". Kiedy myślałam o szansach na wydanie pisałam tak: "Małe, bardzo małe. Śliczna okładka nie zapewni wydania, a w tym przypadku to szkoda. Przyznać się: słyszał ktoś z Was kiedykolwiek o tej książce? No właśnie."

  W życiu nie pomyślałabym, że trochę ponad pół roku później Wydawnictwo Feeria Young ogłosi,że wydają jeden z tytułów tej właśnie autorki. Co prawda nie była to jeszcze ta moja upatrzona, ale wtedy po raz pierwszy pojawiła się nadzieja, że jednak będę miała szansę ją przeczytać. A w tym czasie oczekiwania poznałam inne książki Kasie West i stałam się jedną z jej największych fanek.

  Caymen po szkole pracuje w sklepie z porcelanowymi lalkami należącym do jej mamy. Ma wyjątkową awersję do bogatych ludzi- jej ojciec porzucił ją i jej rodzicielkę wiele lat temu,  nastolatka nie miała szansy nawet go poznać. Kiedy do sklepiku wpada Xander, przystojny chłopak z bogatej dzielnicy, Caymen ani myśli zawracać sobie nim głowy. Jednak im więcej czasu spędzają razem, tym swobodniej się ze sobą czują, a dziewczyna odkrywa, że Xander nie jest snobistycznym dupkiem, za którego miała go na początku.

  Nad twórczością Kasie West rozwodziłam się już wielokrotnie. Uważam, że jest to jedna z lepszych autorek jeśli chodzi o powieści dla młodzieży. Przedział wiekowy do czytania zaczyna się od 12-13 lat, a kończy... w sumie sama nie wiem gdzie. Prawdą jest, że mając 20 lat jestem zachwycona książkami tej Pani i myślę, że nie ja jedna tak myślę.

  Książki Kasie czyta się szybko, lekko i przyjemnie, ale jednocześnie niosą one ze sobą jakieś przesłanie. Może nie są to górnolotne rzeczy, pamiętajmy o docelowej grupie odbiorców jaką jest młodzież, ale mimo wszystko są dość ważne. Problemy z akceptacją, z rodzicami, brakiem znajomych, nieśmiałością czy nadmiernym wpasowywaniu się w obecne trendy- to tylko niektóre tematy jakie w swoje książki wplata autorka.

  Każda książka Kasie West jaką przeczytałam do tej pory zawierała motyw przewodni.  Był teatr, sport i muzyka, a teraz dostałam porcelanowe lalki. Dorzuciłabym jeszcze do tego kwestię pieniędzy, które odgrywają nie mniejszą rolę, ale w sumie to od lalek wszystko się zaczyna. Podoba mi się ten sposób- przez to każda książka ma swój pierwiastek oryginalności i niepowtarzalności w dorobku autorki i nie da się ich pomylić.

  Bardzo polubiłam Caymen i Xandera- to dwoje nastolatków, którzy jeszcze nie wiedzą co zrobić ze swoim życiem, ale są zdeterminowani by się tego dowiedzieć. Popełniają błędy, ale uczą się na nich i właśnie takich ludzi najbardziej lubię. Nie perfekcyjnych, a z wadami, które często odzwierciedlają nasze własne charaktery. Poza tym ich dialogi skrzą się humorem i dużą ilością sarkazmu. Chciałabym móc powiedzieć, że jestem jak Caymen-  że zawsze na zawołanie znajdę ciętą ripostę, ale u mnie sprawdziłoby się jednak stwierdzenie "szukaj przez pół godziny w specjalnym zeszycie z ciętymi odzywkami". Żartuję, nie mam takiego. Jeszcze.

  "Chłopak z innej bajki" to kolejna w dorobku Kasie West książka, która totalnie mnie porwała, jednak nie przebiła mojego ukochanego "Chłopaka na zastępstwo". Coś jest w tym stwierdzeniu mówiącym, że pierwsze przeczytane tytuły najbardziej zapadają nam w pamięć. Nie zmienia to jednak faktu, że historia Caymen i Xandera ( swoją drogą, kocham te imiona!) jest naprawdę, naprawdę fajna i fani na pewno nie będą zawiedzeni. A Ci, dla których Kasie nadal jest tajemnicą- przeczytajcie i przekonajcie się, że nie przesadzam :)


Za możliwość przeczytania kolejnej książki spod pióra Kasie serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria Young!



Inne książki Kasie West opisane na blogu:

Czytaj dalej

Filmowa Dominika: La La Land



  Postów na temat tego filmu powstało naprawdę dużo, a ja nie czuję się ani krytykiem ani specem od spraw ekranowych i w sumie nie miałam w planach pisania czegokolwiek na temat La La Land. Ale Katherine była ciekawa i w sumie uznałam, że mam na tyle dużo do powiedzenia, więc się wypowiem. A nuż ktoś będzie myślał podobnie?

  Fabuła jak wiecie jest prosta- ona to początkująca aktorka, on to muzyk jazzowy. Poznają się przypadkiem, są sobą zauroczeni, postanawiają razem zamieszkać i nagle wszystko zaczyna się układać. Przesłuchania, zawrotne kariery, występy... tylko gdzie czas na siebie nawzajem?

  O La La Land usłyszałam jeszcze zanim stał się popularny. Wiecie- zanim zaczęła się ta cała nagonka "współczesny musical", "nominacja do Oscara" i tym podobne. W sumie wtedy jeszcze nie sądziłam, że osiągnie aż tak wielki rozgłos, chociaż w sumie mogłam się tego spodziewać. Ale premiera była dawno, w Polsce nic nie było o nim słychać, więc pomyślałam że jakiś niszowy pewnie. A tu nie.

  Pierwsze 40 minut podobało mi się bardzo. Wprowadzenie do fabuły, zabawna Stone, przegryw życiowy Gosling, jakaś tam muzyka ( oczywiście, to przecież musical) no i ten wspaniały klimat. Śledziłam ekran z zapartym tchem, byłam zafascynowana i wprost nie mogłam się doczekać co będzie dalej. A dalej... cóż im bardziej w las, tym gorzej.

  Nie wiem jak to się stało, ale nagle wszystko się popsuło. Wkradła się rutyna, walka o siebie, akcji było tyle co kot napłakał,  a ja zaczęłam się zastanawiać "co tu się kurczaki dzieje?". No bo to przecież film nominowany do Oscara, ma być dobry. Wkrótce uświadomiłam sobie, że te Oscary to takie książkowe bestsellery. Nie zawsze musi być ciekawe, ale się sprzedaje, czy w tym wypadku ogląda.

  Z soundtracku kojarzę ledwie trzy piosenki i to tylko dlatego że znałam je wcześniej. Teraz potrafię je jedynie umiejscowić w danym miejscu w filmie. Niby jest on taki genialny, wpadający w ucho i taki inny, a jednak mnie nie porwał. Dla mnie te piosenki napisane są na jedno kopyto, brzmią bardzo podobnie.

  Gosling jest przystojny i naprawdę miło się na niego patrzy gdy ogląda się film, ale to już druga produkcja z nim w roli głównej ( na dwie obejrzane), która mnie zawiodła ( miejsce pierwsze:"Pamiętnik"). Stone to taka iskiereczka, jak na nią patrzyłam to widziałam w niej starszą siostrę, która zawsze może mi pomóc z moim problemem i zawsze może się zgłosić do mnie. Utworzyła się więź między mną a nią i myślę że nie jestem jedyną która tak myśli.

  La La Land to głównie film o spełnianiu marzeń. Pod tym względem jest całkiem w porządku- ma ważne przesłanie, nie jest tak do końca prosty i oczywisty no i jest nowy. No bo kto by pomyślał o współczesnym musicalu. Damien Chazelle oczywiście. Jest spokojny i traktuje o codziennym życiu, ale przez to jest strasznie ociężały. Myślałam, że piosenki go ożywią, nadadzą charakteru, ale nic takiego niestety nie miało miejsca, to taka produkcja trochę o niczym, a jednak o czymś ważnym, bo o realizacji swoich celów.

  La La Land nie jest głupie, ani niewartościowe. Po prostu druga godzina seansu niesamowicie mnie wynudziła i miałam wrażenie, że to nigdy się nie skończy. I to zakończenie- ja nie wiem jak można było coś takiego zrobić. Jakim cudem ja się pytam? Bardzo lubię musicale, piosenki w filmach to druga najfajniejsza rzecz (zaraz po piosenkach w książkach) jaka może się wydarzyć, ale ten konkretny do mnie nie trafił. Musi coś być w tym filmie, to by wyjaśniało dlaczego wszyscy się nim tak ekscytują, ja jednak jestem na tyle zawiedziona, że nie umiem tego dostrzec. Jeśli cała magia tkwi w tej prostocie i powolnym rytmie, to taki typ filmów po prostu nie jest dla mnie.


A na koniec obrazek znaleziony w otchłaniach grafiki google- nie wiem jak Was, ale mnie śmieszy ;)


Czytaj dalej

Podsumowanie miesiąca- kwiecień 2017


Naprawdę bardzo się cieszę, że kwiecień już za mną. Nie dlatego, że był zły, ale po prostu męczący. 
Mój tydzień zazwyczaj wyglądał tak, że do południa załatwiałam sprawy szkolne- pilnowałam ocen, ostatnich powtórek do matury, po części zajmowałam się prezentami na zakończenie dla nauczycieli, natomiast po południu wszystko było mi tak obojętne, że najczęściej odpalałam serial i dawałam się porwać na parę godzin. Minęły święta wielkanocne- czy odpoczęłam? Fizycznie owszem, psychicznie mniej. To już nawet nie jest maturalny stres, tylko pytanie co potem? Matury chcę po prostu zdać i mieć za sobą. Aktualnie moje życie doskonale opisuje cytat z pewnej bardzo fajnej książki: "Poszukiwać czegoś, jednak nie być wystarczająco bystrym by to znaleźć.". Kojarzycie? Jeśli tak, koniecznie napiszcie w komentarzach tytuł ;) Dobra, to teraz przechodzimy do części właściwej podsumowania ;)



Kwiecień był raczej ubogi pod względem ilości przeczytanych książek, ale za to bogaty w świetne historie, więc chwała mu za to. Po pierwszej poznanej historii złapałam kaca- chcąc go zniszczyć sięgnęłam po coś lekkiego... i złapałam kolejnego. Ja i moje książkowe życie :D

WIATRODZIEJ- tak to ja. Fanka numer 1. Kiedy dostałam propozycję przedpremierowego przeczytania drugiego tomu Czaroziem, wprost skakałam z radości. Jeśli chodzi o ten tytuł to bardzo mnie on zaskoczył, chociaż chyba to nie powinno być nic dziwnego. W ciągu miesiąca stałam się najwierniejszą fanką autorki, a jak tak dalej pójdzie będę też stalkerką. "Wiatrodziej" jest lepszy od "Prawdodziejki"- jedna kwestia dalej kuleje, ale cała reszta jest jeszcze wspanialsza niż była. Premiera już 10 maja, szybciutko zamówcie sobie własny egzemplarz <3 A tutaj możecie poczytać parę słów ode mnie ^^

UKŁAD- ta książka stała u mnie na półce od września i chociaż bardzo chciałam ją przeczytać to zwlekałam. Jednak Paulina polecała i tak jakoś wyszło, że sięgnęłam. Nie żałuję! Jest to jedno z zabawniejszych NA jakie czytałam i byłoby super, gdyby każda autorka pisała o miłości w tak zabawny sposób jak Elle Kennedy. Oczywiście jeżeli mówimy o NA.

ROMEO I JULIA- ja wiem że to czyta się w gimnazjum, ale chociaż znałam historię tej pary, to wszystkie wiadomości czerpałam z lekcji czy skrawków internetu. Poza tym, poznanie co ważniejszych lektur od nowa czy tam po raz pierwszy, było moim planem przedmaturalnym i niestety pomijając Szekspira, planem tym pozostało. Ale historia miłości Romea i Julii bardzo przypadła mi do gustu; w życiu nie powiedziałabym że aż tak mnie pochłonie i co ciekawsze rozbawi.

TRZYNAŚCIE POWODÓW- dopóki nie usłyszałam o serialu, to nie miałam zamiaru czytać książki, ale wersja ekranowa zbierała ( i dalej zbiera!) tak bardzo pozytywne opinie, że chciałam się przekonać o co tyle szumu. Zaczęłam od książki i jestem mile zaskoczona. Moje przemyślenia chcę ująć w opinii na temat tego tytułu, bo mam ich naprawdę sporo.


PIĘKNA I BESTIA- jestem ogromną fanką disneyowskiej animacji, a wersja aktorska była jednym z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie filmów tego roku. Jednak po obejrzeniu całości nie jestem do końca pewna czy o to mi chodziło. Pozornie wszystko mi pasuje- Emma Watson jako Bella, widok biblioteki, piosenki, stroje. Jedyną wizualną rzeczą, do której mogłabym się przyczepić jest wygląd Bestii- w dzieciństwie budził strach i grozę, a tutaj zrobili z niego przystojnego faceta nawet w ciele potwora. Problem w tym, że ja po prostu nie czułam jakichkolwiek emocji oglądając film. Nie czułam chemii między głównymi bohaterami, czy wzruszenia gdy leciało "Evermore"- naprawdę zabrakło mi jakiejkolwiek mojej reakcji na ten film.  Wszystko jest fajnie, naprawdę miło się to ogląda i być może źle jest porównywać film do bajki, ale naprawdę nie czułam nic. Wyjątkiem jest tylko Gaston- uwielbiam ten wygląd, ten głos, ten sposób bycia- Evans idealnie odzwierciedlił narcystycznego faceta. To by była jedna rzecz, która mnie poruszyła, reszta choć bardzo fajna, spłynęła po mnie jak po kaczce.

ONCE UPON A TIME- miałam ochotę na jakiś serial, ale nic z tych co już oglądam, a coś nowego i tak trafiłam na legendarne OUAT. Aktualnie jestem po pierwszym sezonie i za drugi zabiorę się mniej więcej po maturach, co by się teraz nie rozpraszać :) Podoba mi się i to bardzo, chociaż niektóre relacje tak mnie irytują albo śmieszą, że zasługują na miano "to skomplikowane".

SKAM- miałam chwilową przerwę w oglądaniu tego serialu, ale w kwietniu udało mi się nadrobić trzy ostatnie odcinki sezonu drugiego i w sumie to cały trzeci. Gdyby Isak nie był taki uroczy, to w życiu nie skończyłabym tego w dwa dni. Teraz troszkę smutam, bo podobno czwarty sezon jest tym ostatnim, a ja chętnie poznałabym życie kilku innych postaci.





Mój maj będzie dość bardzo zapchany, zaczynając od matur, a kończąc na mojej wycieczce do Londynu, jednak mimo wszystko jestem bardzo podekscytowana i już nie mogę się doczekać! Patrzę w moje posty robocze i wynika z nich, że na blogu pojawi się króciutka opinia na temat La La Land, moje wrażenia po "Układzie", "Trzynastu powodach" i jeden TAG. Nic więcej nie jestem w stanie zagwarantować, wyjdzie w trakcie ;)
Czy czekam na jakieś książki? Wiecie, że ja zawsze czekam, a nabywam dopiero po roku czasu xd
Ale maj zapowiada, że będzie trzeci tom Malfetto (!), oraz "Tysiąc odłamków Ciebie", więc bardzo chętnie bym się z nimi zapoznała :)

Czytaj dalej

[PRZEDPREMIEROWO] Susan Dennard- "Wiatrodziej"

 
Oryginalny tytuł: Windwitch
Rok polskiego wydania: 2017
Wydawnictwo: SQN
Seria: Czaroziemie #2
Ocena: 9/10

Możliwe delikatne spoilery na temat "Wiatrodzieja"- nic arcyważnego, jednak jeśli nie lubicie wiedzieć pewnych rzeczy przed przeczytaniem książki, będzie mi miło jak zaglądniecie tutaj później :)

  Czaroziemie to seria, która szturmem wkroczyła w moje życie i tak nim zawładnęła, że to aż niespotykane. Dość rzadko czytam powieści fantasy, gdzie wymyślone są imiona, świat oraz wydarzenia, ale plusem takiego rozwiązania jest to, że praktycznie każda książka tego rodzaju mnie pochłania na kilka godzin. Bardzo miło jest poznawać nowych autorów, nowe style pisania, nowe kreacje świata, a jeszcze milej jest wtedy, kiedy taka osoba cię zaskakuje i staje się jedną z ulubionych autorek.

  Zakończenie "Prawodziejki" pozostawiło po sobie niedosyt oraz więcej pytań niż odpowiedzi na nie, dlatego z niecierpliwością wyczekiwałam momentu, kiedy dowiem się jak dalej potoczyły się losy Safi, Iseult, Merika i reszty. "Wiatrodziej" to tom skierowany głównie na postać Merika, młodego księcia, który na skutek kilku niefortunnych wydarzeń zostaje uznany za zmarłego. Ale narracja w dalszym ciągu obejmuje nie tylko jego, a kilkoro innych ludzi.  Jeśli dobrze pamiętam jest ich pięcioro, co jak dla mnie jest super sprawą, ponieważ możemy być w kilku miejscach jednocześnie. Wiemy gdzie jest Safi, podczas gdy za chwilę w tym samym czasie dowiadujemy się co porabia Iseult. Przy tak dużej ilości wydarzeń, jest to rozwiązanie naprawdę bardzo wygodne, gdyż spokojnie można nadążyć za i tak dość szybko pędzącą akcją.

  Susan Dennard w drugim tomie wprowadziła kilkoro nowych bohaterów, jednych ważniejszych, innych mniej. Dwie osoby, które poznaliśmy w "Prawdodziejce" kopnął zaszczyt i otrzymały prezent w postaci opowiedzenia własnej historii. Mówię o Aeduanie i Vivii, dwójce moich ulubionych narratorów tej części. O ile uwielbiam duet Safi i Merika, którzy tak samo dobrze funkcjonują oddzielnie, to teraz moja miłość przerzuciła się na Iseult, Aeduana i Vivię. Postać księżniczki odkrywa nowe karty we wcześniej opowiedzianej historii- nie zgadza się z wizją jej brata, za to totalnie podoba się mi. Jej oddanie Nubrevnie, walka o lepszy byt jest zaskakująca. I chociaż używa dość drastycznych i nie zawsze dobrych metod, to Vivia zasłużyła na moje uznanie. Jestem również szalenie ciekawa czy autorka zechce rozwinąć romantyczny związek Vivii i... pewnej osoby, której imienia nie zdradzę, ale niektórzy na pewno wiedzą o kim piszę.

  Gdy skończyłam czytać pierwszy tom, miałam nadzieję że Susan poruszy coś w związku z Aeduanem i Iseult. Zależało mi na romantycznej relacji między tą dwójką, ponieważ uwielbiam motyw narodzin miłości z początkowej nienawiści. Nie mogę powiedzieć, że to moje małe marzenie ziściło się stuprocentowo, ale pod pewnymi względami jak najbardziej. Ta para przez pewien czas podróżuje razem i stopniowo się do siebie zbliża. Nie mogę powiedzieć, że czytelnik widzi tonę chemii między nimi, w tym wypadku to tak nie działa. To jest subtelne i bardzo wątłe (póki co) partnerstwo. Ale nie mogę narzekać, że dostałam tylko tyle. Uważam, że dostałam aż nadto, chociaż Susan nie podążyła w tym kierunku co myślałam. Jestem więcej niż usatysfakcjonowana relacją tej dwójki.

  Chciałabym móc napisać, że ta książka ma same plusy, jest nieskazitelnie czysta, bez wad. Jednak jeszcze nie spotkałam się z takim tytułem, który byłby całkowicie perfekcyjny, W tym wypadku w dalszym ciągu muszę zwrócić uwagę na kreację świata przedstawionego. Wspominałam o tym przy okazji opisywania moich wrażeń po lekturze "Prawdodziejki" i niestety w tej kwestii niewiele się zmieniło. Myślałam, że drugi tom coś tam skoryguje, jednak jeśli już w pierwszym pojawiły się luki, to potem coraz trudniej te luki załatać. Autorka niedokładnie objaśniła nam wymyślony przez nią świat i już wcześniej miałam problem by niektóre rzeczy porządnie ułożyć sobie w głowie. Tutaj poczucie dezorientacji momentami się nasila. Poczytałabym coś na temat tego jak to się dzieje, że niektórzy mają moce, a inni nie. Jak to jest z tą polityką państw, o co kiedyś się pokłócili i co jest drzazgą dzisiaj. Naprawdę brakowało mi pewnych informacji i teraz straciłam już nadzieję, że poznam je kiedykolwiek.

  Jednak pomimo tej wady książka jest naprawdę niesamowita. Cały czas coś się dzieje, bohaterowie są przesympatyczni i naprawdę ciężko ich nie polubić, a wieloosobowa narracja dale poczucie wiedzy o wszystkim. Zdaję sobie sprawę z tego, że kreacja Czaroziem kuleje, ale tak samo jak w pierwszym tomie, to tak samo i tutaj pozwolę sobie powiedzieć, że jasnych elementów jest o wiele więcej niż ciemnych. Jedna rzecz nie może mi zepsuć opinii o całej pracy, jaką włożyła w książkę Susan Dennard.

Za możliwość przedpremierowego przeczytania "Wiatrodzieja" po stokroć dziękuję Wydawnictwu SQN ♥ Premiera tej fantastycznej powieści już 10 maja!



Inne książki Susan Dennard na blogu:

Czytaj dalej

PRZECZYTAJ I PODAJ DALEJ \\ 3



Po raz trzeci już biorę udział w akcji PRZECZYTAJ I PODAJ DALEJ, którą w tym roku organizuje Magda we współpracy z Eweliną. Osobiście uwielbiam wymiany, chociaż staram się ograniczać- co za dużo to niezdrowo ;)
Poniżej widzicie książki, jakie przeznaczam na wymianę, także czekam na Wasze propozycje! 



STAN IDEALNY:
"Nieprzekraczalna granica" ( wymieniona na "Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno" z Kingą)
"Przypadkowe szczęście" ( wymieniona na "Straż" z Olą)
"Ostatni wola Sonji"
"Pośród żółtych płatków róż" ( wymieniona na "Malfetto.Drużyna Róży" z Pauliną
"Życie ma smak"

STAN BARDZO DOBRY:
"Dotyk Julii" (wymieniona na "Wyśnione miejsca" z Kasią)
"W objęciach chłodu" ( seria: Jutro 3)
"Purgatorium"
"Dzikie stwory"
"Czy boisz się ciemności?"
"Krew Illapa"



Akcja trwa od 22 kwietnia do 1 maja, także czasu jest mnóstwo! Liczę na to, że uda mi się wymienić choć jeden tytuł ^^
Czytaj dalej

Susan Dennard- "Prawdodziejka"


Oryginalny tytuł: Truthwitch
Rok polskiego wydania: 2016
Wydawnictwo: SQN
Seria: Czaroziemie #1
Ocena: 9/10

  "Prawdodziejka" pod tak wieloma względami mnie zaskoczyła, że aż trudno zebrać mi moje myśli w jedną sensowną i spójną całość. Bardzo rzadko czytam książki fantasy, co jest niedorzeczne gdyż tak bardzo je lubię. Ma to jednak też swoje dobre strony- taki odwyk od gatunku sprawia, że każda nowa opowieść podoba mi się po stokroć bardziej- nie wychwytuję schematów, wszystko jest dla mnie świeże, a przez historię najzwyczajniej w świecie płynę.

  Safi i Iseult to dwie młode dziewczyny, które posiadają pewne moce. Safi jest prawdodziejką, potrafi wyczuć kiedy ktoś kłamie, natomiast Iseult to więziodziejka- widzi jakie uczucia targają spotkanymi przez nią ludźmi. Jednak teraz popadły w tarapaty i muszą uciekać. Po drodze dowiadują się nowych dla nich rzeczy, poznają osoby które potem w jakiś sposób staną się dla nich ważne, oraz przeżywają niesamowite przygody. 

  Susan Dennard pojawiła się tak właściwie znikąd i owinęła mnie sobie wokół palca. Stworzyła pasjonującą lekturę, od której nie mogłam się oderwać. Pokochałam Iseult za to, że była wycofana, spokojna i poważna, a jednak miała odwagę by walczyć o to, na czym jej zależy. Pokochałam Safi za to, że choć pozornie wygląda na osobę kruchą i nieostrożną, to jednak kiedy trzeba, idzie ramię w ramię z Iseult. Pokochałam Merika za to, że był skłonny do poświęceń i odpowiedzialny za swoją ojczyznę. Pokochałam relacje Safi-Iseult oraz Merik-Kullen, za to że pokazywały przyjaźń w tej najlepszej postaci. Chociaż po czasie doszłam do wniosku, że te męska jednak nie dorównywała żeńskiej w żadnym stopniu.

  Podobało mi się to, że Susan Dennard położyła nacisk na akcję. Tutaj praktycznie ciągle coś się dzieje, ktoś ucieka, ktoś goni, ktoś walczy. Osobiście jestem najbardziej zafascynowana czasem, kiedy historia odkrywała się na morzu, na statku. Bardzo rzadko mam okazję spędzać czas właśnie tam i każda pojedyncza książka mnie tym zachwyca. Poza tym humor w tej książce, również niesamowicie mi pasował. Nie było go dużo, ale jak już się pojawił to w tym najlepszym wydaniu. Wprost uwielbiam słowne przekomarzania Safi i Merika!

  Jedyną wadą jaką mogłabym przypisać tej książce jest kreacja świata przedstawionego. A może nawet nie tyle kreacja, co wprowadzenie do niego. Susan opowiada o tym tak, jakbyśmy już od samego początku doskonale wiedzieli jak ten świat wygląda. Rzuca nas na głęboką wodę, nie dając czasu na przyswojenie informacji. Coś tam wspomina o tym jak jest, jak powinno być, jak było, ale tak naprawdę niewiele wyniosłam z tych opowieści. Naprawdę mam problem z tym, aby powiedzieć jak wygląda to życie. Dostaję informacje, ale są one bez takiego ładu i składu, na jaki mogłabym liczyć. Bardzo często narzekam, że właśnie to wprowadzenie do książki zajmuje autorom masę stron, podczas gdy można byłoby to skrócić. Teraz jednak będę uważniej dobierać słowa- zawsze trzeba znaleźć złoty środek, nie za mało nie za dużo.

  "Prawdodziejka"' utwierdza mnie w przekonaniu, że po najciekawsze książki zawsze sięgam przez przypadek. Ta pasowała mi do klubu książkowego i znalazłam ją w bibliotece. Bardzo się cieszę że spróbowałam, ponieważ to otworzyło mi drzwi do magicznego świata Czaroziem- pełnego intryg, niebezpieczeństw i zasadzek. Wydawać by się mogło, że ta jedna wada o której wspominałam, powinna o wiele bardziej zaważyć na mojej ocenie, jednak tak nie jest. Za bardzo spodobali mi się bohaterowie oraz sposób w jaki pisze Susan Dennard, bym mogła ją uznać za decydującą. 

  Chciałabym napisać, że z niecierpliwością oczekuję drugiego tomu, ale w chwili gdy piszę ten post jestem już po lekturze "Wiatrodzieja" i Wy po prostu musicie to przeczytać. Premiera już 10 maja!

Czytaj dalej

Colleen Hoover- "Ugly love"



Oryginalny tytuł: Ugly Love
Rok polskiego wydania: 2016
Wydawnictwo: Otwarte
Ocena: 6/10


  Doskonale pamiętam moment, kiedy po raz pierwszy usłyszałam głos Griffina Petersona. Było to przy okazji premiery "Maybe someday". Już wtedy przesłuchałam całą książkową playlistę, na czele z tytułowym krążkiem. Jednak po przeczytaniu powieści troszkę inaczej zaczęłam odbierać te cudowne piosenki- jedne mi się znudziły, w innych odkryłam potencjał. I zaczęłam szukać. Znalazłam wtedy kolejną piosenkę Petersona, tym razem napisaną specjalnie pod inną książkę Hoover, czyli "Ugly love". Trochę się powstrzymywałam- bałam się, że piosenka za bardzo mi się spodoba i wtedy będę miała zbyt wysokie wymagania do lektury. Po części moje obawy się sprawdziły- "Ugly love" bardzo długo powtarzało się na mojej playliście, polecałam koleżankom i ogólnie byłam zachwycona. Nie nabrałam ogromnych wymagań- miało się czytać przyjemnie i z być może wzruszającym akcentem na końcu. Jednak na podstawie piosenki nabrałam pewnych określonych wzorców- obmyśliłam sobie jak wszystko mogłoby wyglądać... i tutaj pojawia się moje rozczarowanie.

  Tate jest dwudziestokilkuletnią pielęgniarką, a Miles dwudziestokilkuletnim pilotem. Kiedy ona wprowadza się do mieszkania swojego brata i poznaje tego seksownego sąsiada, jej życie wywraca się do góry nogami. Jednak mężczyzna ma dwie zasady: nie pytaj o przeszłość i nie oczekuj przyszłości. Początkowo Tate pasuje taki układ, jednak z biegiem czasu Miles zaczyna ją fascynować na tyle, że kobieta chce złamać te prawa. Co takiego tkwi w przeszłości Milesa, że on boi się zaangażować i stał się taki wyobcowany?

  Moje wcześniejsze wyobrażenie przedstawiało się tak: akcja na pokładzie samolotu, seksowny i bardzo niegrzeczny pilot, oraz Tate w roli tak jakby uległej. To trochę wina mojej bujnej wyobraźni, która na podstawie piosenki obrała konkretny kierunek wydarzeń, a trochę jest to wina zwiastuna z Nickiem Batemanem, który wkroczył do sieci. Z tego co się orientuję film będzie, jest to potwierdzone info i w sumie chciałabym go zobaczyć, pomimo tego że książka pozostawiła po sobie posmak rozczarowania.

  Zarzut  numer jeden jaki kieruję do "Ugly love" to reklama "pierwszej książki Colleen Hoover dla ludzi 18+". Sceny erotyczne są główną osią książki, ten fakt trąbi do czytelnika z każdej możliwej strony. Tylko, że ja po tylu zachwytach spodziewałam się czegoś naprawdę mocnego. Wiecie- sceny erotyczne mają działać na czytelnika, a podczas ich czytania jedyną emocją jaką potrafiłam z siebie wyrzucić było "o matko, długo jeszcze?" i niejednokrotnie omijałam kilka linijek tekstu. Są po prostu nudne i bardzo obojętnie napisane, chociaż powinny być tą osią książki. A niejednokrotnie mnie nawet śmieszyły.

  Drugi zarzut to wątek romantyczny- jakby nie patrzeć kolejna główna oś książki. Na pierwszy rzut oka wszystko jest super- działamy trochę według schematu, ale w opowieści traktującej o miłości ciężko go ominąć czy zmienić. Jednak to nie jest problem. Przeczytałam dużo powieści "na jedno kopyto", a jednak są takie, które ciągle mnie czymś zachwycają. "Ugly love" nie. Relacja Miles-Tate była tak bardzo męcząca i tak bardzo trudna w odbiorze, że zaczęłam się zastanawiać skąd te wszystkie zachwyty. Ich dialogi były tak kiczowate i mdłe, niczym te wyciągnięte z taniej opery mydlanej. Po raz kolejny- często nie mogłam powstrzymać wybuchu śmiechu albo prychnięcia, kiedy zaczęłam wyobrażać sobie taką rozmowę w realnym życiu. Słodycz wylewająca się z kartek powieści, która miała być dojrzałą, mocną i bardzo sugestywną.

  Jednak nie mogę powiedzieć, że jestem całkowicie zawiedziona. Podobało mi się to, że narracja prowadzona jest z dwóch ( a pod koniec nawet z trzech) punktów widzenia, przez co dokładnie poznajemy uczucia drugiej osoby. Co ciekawe- przeszłość należy do Milesa, a teraźniejszość do Tate. Ponadto książkę czyta się błyskawicznie, nawet pomimo tego że bohaterowie nierzadko drażnią i powodują wybuchy irytacji. Przekonałam się też do okładki, głównie poprzez ten wszechobecny granat- najpiękniejszy kolor świata, chociaż uważam że oryginalna, zagraniczna wersja ma na sobie dość ważny w książce motyw. Karty zostały odkryte- wiem już jakie wydarzenie tak bardzo wpłynęło na Milesa i czytając, akurat tego rozwiązania nie mogłam się doczekać najbardziej. Co prawda prawda dalej tkwi w tej słodkiej otoczce, ale to już wolałabym przemilczeć.

  Reasumując- "Ugly love" dość mocno mnie rozczarowało, dlatego że przez tyle pochlebnych opinii nastawiłam się na coś szałowego. To co dostałam nie jest złe, ale zaliczam książkę  do kategorii przeciętniaków-powieści które fajnie że poznałam, ale nic bym nie straciła gdyby lektura była wciąż przede mną. Jest to już czwarta książka Colleen, którą miałam okazję czytać i już druga która mnie zawiodła, przez co zaczęłam się zastanawiać czy gdybym jeszcze raz przeczytała "Hopeless" i "Pułapkę uczuć" (które niesamowicie mi się podobały) byłabym tak samo zadowolona, a może stałoby się tak, że znienawidziłabym bohaterów? W tej chwili nie jestem już niczego pewna. Mam ochotę na jeszcze jedną książkę autorki, mianowicie "November 9" ( w dalszym ciągu to wina piosenki!!), jednak już po cytatach wnioskuję że będzie to coś w kategorii przeciętniaka. Moja opinia o książkach Hoover gwałtownie się zmieniła. Już nie uważam jej za przełomową autorkę jak robiłam to jeszcze dwa lata temu. Kobieta ma fajny styl pisania, ale jej powieści nie działają na mnie emocjonalnie, a właśnie tego oczekuję po dobrym romansie i po dobrej książce w ogóle. Nie odkrywczej fabuły, ani porywającej akcji, a emocji właśnie. I tego mi tutaj brakowało.




PS Zastanawiacie się może po co ten muzyczny wstęp na początku. Piosenki są ogromną częścią mnie, a piosenki w jakikolwiek sposób połączone z książką, to najlepsze co może mnie spotkać. Zabawne jest jednak to, że kilkanaście dni temu, zaczynając czytać "Ugly love" nie pamiętałam o muzycznym odpowiedniku. W jakiś sposób zapomniałam że ją znam, że łączy się ona z książką Hoover. Nawet nie wyobrażacie sobie jak bardzo byłam szczęśliwa, kiedy odnalazłam ją na jednej ze starych playlist. Zaczęłam słuchać... i piosenka dalej jest cudowna. Nie wpłynął na nią mój osobisty odbiór książki, traktuję ją tak jakby w żaden sposób nie łączyła się z Tate i Milesem.
Czytaj dalej