Chyłka & Zordon, czyli o tym jak bardzo zakochałam się w pewnym prawniczym duecie

W listopadzie wpadłam w czytelniczy flow jeśli chodzi o książki Pana Mroza i kiedy stanęłam przed chęcią opisania każdego z tomów, poczułam że nie do końca o takie rozwiązanie mi chodzi. Czytałam je praktycznie bez przerwy, jedna po drugiej, zaczynając od "Zaginięcia", a (prawie) kończąc na "Inwigilacji", samo "Oskarżenie" zostawiając sobie na później, bo wszystko co dobre, szybko się kończy. Nie chodzi nawet o to, że fabuła zatarła mi się w pamięci czy pomieszała- po prostu na temat tej serii mam jedno zdanie i nie ma sensu rozwodzić się nad każdym z tomów pojedynczo, zwłaszcza po takim maratonie jaki sobie zafundowałam. Już samo to powinno być wystarczającą rekomendacją, ale jeśli nie, to powiem to głośno i wyraźnie: uwielbiam prawniczy duet Chyłki i Zordona. Jestem totalnie wniebowzięta, że mogę czytać polskie książki które są tak dobre, że czasami mnie samą to zaskakuje. Polscy autorzy wielokrotnie dawali mi powody do radości, sprawiając że polecałam ich książki, jednak teraz czuję po prostu dumę z czegoś co stworzył Polak i co w takim tempie się rozprzestrzenia, niczym zaraza (oczywiście w jak najbardziej pozytywnym sensie).

Nie chcę pisać poematów i długich wypowiedzi na ten temat, ponieważ mam wrażenie że wszystko już zostało powiedziane, a każdy wtrącił swoje dwa grosze... jednak znając mnie i tak wyjdzie z tego ogromna ściana liter. "Zaginięcie" wypożyczyłam z biblioteki. Czekałam pięć długich miesięcy aż ta książka będzie dostępna, a teraz jestem zaskoczona jak mogłam tak długo być cierpliwa, mogąc o wiele szybciej ją kupić. Jednak nie ma tego złego- po skończeniu od razu poczyniłam zakupy i spokojnie mogłam rozkoszować się własną czytelniczą ucztą.

Nie jestem pewna czy jestem fanką pióra autora i tego jak sprawnie idzie mu pisanie kolejnych powieści, czy raczej jestem fanką Chyłki i Zordona, ich relacji i słownych docinków. Lektura "Behawiorysty" nie zapewniła mi takich wrażeń, co więcej- momentami czułam się znudzona. Sądzę, że autor po prostu najlepiej czuje się w kryminale prawniczym, a inne gatunki ciągle testuje i próbuje czegoś nowego- z różnym skutkiem. Chociaż jest mi to też ciężko oceniać, ponieważ oprócz Chyłki i Zordona poznałam jedynie Gerarda, więc co to w ogóle za porównanie.

Jestem też zakochana w wątku romantycznym między dwójką głównych bohaterów, chociaż czuję że nie powinnam tego tak nazywać, jeśli nie chcę zobaczyć ręki Chyłki na mojej twarzy. Chociaż może nawet i taka forma kontaktu byłaby super, biorąc pod uwagę, że Chyłka to postać fikcyjna. A szkoda, ponieważ czytając, niejednokrotnie miałam wrażenie że poznaję losy prawdziwych ludzi, że wystarczy pojechać do Warszawy i mieć nadzieję na spotkanie z Kordianem i Joanną ( nawet nazywanie ich inaczej niż Chyłką i Zordonem budzi mój mały wewnętrzny sprzeciw). A wątek miłosny- cóż w sumie od początku można to przewidzieć, jednak nie sądziłam że taką frajdę sprawi mi powolny rytm tej relacji, ciągłe odrzucanie, kłótnie, słowne przepychanki, a wszystko po to by kiedyś tam w końcu przejść do wielkiego finału (a przynajmniej mam taką nadzieję). Chociaż nawet tego nie mogę do końca być pewna, bo kiedy już czuję, że to TEN moment, to nagle dzieje się coś co mocno weryfikuje moje zdanie i wszystko zaczyna się od początku.

Dotychczas udało mi się poznać prawie pięć tomów serii o prawnikach kancelarii Żelazny&McVay. Prawie, ponieważ chwilowo utknęłam mniej więcej sto stron przed końcówką "Inwigilacji" ( zawsze muszę się dwa razy zastanowić zanim napiszę to słowo, a dwie kolejne myśli poświęcam na to, by upewnić się czy aby na pewno zrobiłam to dobrze). Jednak uczyniłam najbardziej paskudną rzecz na świecie- wyrywkowo przeczytałam te ostatnie sto stron, więc mniej więcej wiem już co się wydarzy (CO SIĘ WYDARZY!), muszę tylko poznać je rzetelniej, ale na razie nie czuję takiej potrzeby. Z tych prawie pięciu przeczytanych tomów największą miłością zapałałam do "Zaginięcia" i "Immunitetu". "Rewizja" okazała się niestety najsłabszą póki co częścią, głównie przez to,że znaczna część książki to Chyłka i Zordon solo, a nie w duecie, a jak już mówiłam- jestem fanką ich relacji. Na przekór wszystkiemu- to właśnie chyba "Rewizja" uwiodła mnie podjętym wątkiem mniejszości narodowych, który niesamowicie mi się spodobał.

Nie jestem też pewna, co ludzie mają na myśli mówiąc "szokujące zakończenia". Tak naprawdę czułam się zaskoczona jedynie przy "Inwigilacji" ( której nawet porządnie nie skończyłam), a pewien fakt z wcześniejszego tomu ktoś mi zaspoilerował. Cała reszta jest całkiem do przewidzenia, albo chociaż nie tak szokująca, jak mogłabym podejrzewać, aczkolwiek mnie bardzo ciężko jest czymś zaskoczyć i spowodować uczucie "co tu się właśnie wydarzyło?".

Pewnych rzeczy się nie planuje. Ja z pewnością nie planowałam listopadowego zaczytania w Mrozie, a jednak stało jak się stało i nie żałuję.Teraz tylko martwię się czy dam radę wytrzymać z czytaniem "Oskarżenia" do premiery następnego tomu, tak żeby zawsze mieć coś w zanadrzu, czy jednak polegnę szybciej niż podejrzewam. W razie czego mam w czym wybierać, chociaż obawiam się że ten duet prawniczy jest jedyny w swoim rodzaju i niepowtarzalny. Ale gdzieniegdzie słychać jakieś ploty o serialu telewizyjnym i liczę na to, że ujrzy on światło dzienne prędzej niż później, bo wierzcie mi na słowo- już nie mogę się tego doczekać!

*post uzupełnię o stosowne zdjęcia jak tylko zapamiętam, że miałam je zrobić ;)
** W prawym bocznym pasku czeka na Was informacja jak zgarnąć ode mnie mały upominek- kto pierwszy ten lepszy ;)
Czytaj dalej

Elle Kennedy- "Podbój" & "Cel"






Oryginalny tytuł: The Score/ The Goal
Rok polskiego wydania:2017
Wydawnictwo:Zysk i S-ka
Seria:Off-Campus
Ocena: 8/10 , 7/10








Czytaj dalej

K.A.Tucker- "Dziesięć płytkich oddechów"


Oryginalny tytuł: Ten Tiny Breaths
Rok polskiego wydania: 2017
Wydawnictwo: Filia
Seria: Ten Tiny Breaths #1
Ocena: 7/10


  "Dziesięć płytkich oddechów" to taka książka, która wielokrotnie przewijała się przez moje listy książek, które chciałabym przeczytać, najlepiej jak najszybciej. Jak to jednak często bywa, zeszło mi bardzo długo i gdyby nie Gosia, która mi ten tytuł sprezentowała, to historia Kacey i Trenta dalej pozostałaby w sferze moich małych czytelniczych zachcianek.

  Kacey musiała dość szybko dorosnąć i stać się matką dla swojej młodszej siostry Livvie. Dziewczynę dręczą jednak lęki z przeszłości, a w szczególności jeden- nikt nie może dotykać jej dłoni. Po przeprowadzce do nowego miasta Kacey poznaje Trenta- zabójczo przystojnego sąsiada, Storm oraz Mię. I tak jak z tymi dwoma połączy ją nić przyjaźni, do Trenta poczuje ona coś więcej, coś czego nie chce czuć, bo to komplikuje jej dotąd w miarę poukładane życie. Ale uczuć nie da się wyłączyć i chwilę później dziewczyna zacznie dostrzegać, że niektóre rany można wyleczyć, jednak po nich zawsze pozostaną blizny.

  Kacey to dość twarda bohaterka, której nieobce są znajomości na jedną noc ani sztuka walki. To jest dokładnie taki typ dziewczyny, którą nazwałabym kick-ass... i dokładnie taki typ dziewczyny, który niewiele ma ze mną wspólnego. W książkach zawsze staram się odnaleźć w ludziach bratnie dusze, jakieś cechy bądź zachowania, które cechują też mnie, bo to sprawia że jestem w stanie się z nimi utożsamić i lepiej wczuć w ich sytuację. Ale postać Kacey z delikatności miała w sobie tylko imię. To dość mocny punkt powieści- wreszcie jakaś historia, gdzie dziewczyna wie gdzie uderzyć żeby bolało, a jednocześnie dba o siebie i siostrę pod względem finansowym. To też mądra dziewczyna, bo wie że dopuszczanie do siebie chłopaka może boleć, tak samo jak poznawanie nowych ludzi i nazywanie ich przyjaciółmi. Nauczona doświadczeniem stara się nie przywiązywać do innych osób, bo oni prędzej czy później odchodzą i zostaje pustka w sercu. Czasami znajdowałam między nami punkty wspólne, ale najczęściej o wiele bardziej utożsamiałam się z Livvie, bardziej spokojną z sióstr. Kacey natomiast to dość ciekawa bohaterka, jednak nie obdarzyłam ją taką sympatią, na jaką być może zasługiwała.

  Historie NA mają to do siebie, że wszystkie są do siebie podobne. Można zmienić imiona, miejsca wydarzeń czy ogólny wydźwięk finału, ale pewne rzeczy zawsze są takie same. Tajemnicza przeszłość. Dziewczyna. Chłopak, którego ona poznaje. I się w nim zakochuje. Z wzajemnością. A potem nagle tragiczny zwrot akcji. Duchy z przeszłości, nagła choroba czy ktoś trzeci. I tak jest zawsze, bo pewne rzeczy się nie zmieniają. Taki układ się sprzedaje i prawdę mówiąc jest dość zachęcający. Problem w tym, że poznawanie coraz to nowszych historii, opartych na tych elementach bywa męczący i nudny. Wyjścia są dwa: dodać masę humoru, albo masę wylanych łez. A w przypadku "Dziesięciu płytkich oddechów" nie było ani jednego, ani drugiego, autorka postawiła jednak na tragizm. I to jest właśnie ta rzecz, która nie do końca mnie kupiła. Zwalenie ogromu cierpienia na głównych bohaterów, przygniecenie ich poczuciem winy, pokazanie jak bardzo im się nie powiodło w życiu. To wszystko sprawiło że pojawił się zgrzyt. Pewne rzeczy się wydarzają i zostawiają po sobie ślad- nie przeczę. Autorka chciała jak najbardziej urealnić bohaterów, skutkiem czego ja odebrałam ich jako cierpiętników. Nie było humoru- rozumiem, nie każda książka musi go mieć, a równowaga musi występować. Ale też nie wzruszyło mnie podczas lektury- nie wylałam łez, nie ścisnęło mnie w dołku, nie współczułam bohaterom na tyle, by współodczuwać ich emocje. 

  Wiem że nie wszystkie książki muszą być ambitne i nie wszystkie muszą nieść ze sobą jakąś wartość. I wiem też, że nie powinnam oczekiwać tego po powieści z nurtu NA, jednak przeglądając opinie innych ludzi, momentami odnoszę wrażenie, że czytaliśmy coś innego. Wszyscy wokół mówią o litrach wylanych łez, emocjonalnym rollercoasterze, prawdziwości, a nawet wręcz brutalności opisywanych zdarzeń, a ja wtedy się zastanawiam "gdzie?". Owszem książka jest całkiem fajna, napisana bardzo przystępnie dla każdego odbiorcy (zaczynając od tych 16+) i czyta się ją naprawdę szybko. Bohaterowie mimo wszystko nie drażnią i ciągle się coś dzieje. Jednak nie liczę na to bym w przeszłości miała wrócić do tej historii, albo nazywać ją ulubioną czy jedną z ciekawszych. Jest po prostu zwyczajna i pewnie spodoba się fanom Hoover czy Cherry, ale mną ani nie wstrząsnęła, ani nie zweryfikowała moich poglądów. Może jedynie uświadomiła mi, że coraz ciężej znaleźć satysfakcjonującą mnie w stu procentach książkę NA. I nie wierzę że to mówię, ale nawet nielubiana przeze mnie "Kiedy pada deszcz" sprawiła, że łezka zakręciła mi się w oku. "Dziesięć płytkich oddechów" ma również myśl przewodnią, związaną właśnie z tymi oddechami. Tak jak "Na krawędzi nigdy" miało Orfeusza i Eurydykę, "Kochając Pana Danielsa" Szekspira, a "Ugly love" słynną wodę na okładce, tak tutaj mamy właśnie płytkie oddechy w liczbie dziesięciu. Nie mniej, nie więcej. Ale nawet to nie sprawiło, że odebrałam książkę jako bardziej wyjątkową. Była po prostu okey.
Czytaj dalej

[PREMIEROWO] Corinne Michaels- "Conviction"


Oryginalny tytuł: Conviction
Rok polskiego wydania: 2017 
Wydawnictwo: Szósty Zmysł
Seria: Consolation Duet #2
Ocena: 5/10

"Consolation" Corinne Michales szturmem weszła na polski rynek, zdobywając rzesze wiernych fanek, w większości zrozpaczonych czekaniem na kolejny tom. Czas mija jednak szybko i właśnie dzisiaj premierę ma "Conviction", drugi tom serii na punkcie której oszalały dziewczyny i którą polubiłam ja. A polubiłam przynajmniej pierwszy tom, bo akurat "Conviction" z lekkim żalem muszę nazwać małym, nieudanym żartem.

Pisałam na temat "Consolation" dwa posty- jedną opinię i jedną dyskusję. Ta druga powstała dlatego, że czułam potrzebę wygadania się na temat pewnych rzeczy, a nie mogłabym tego zrobić w zwykłym formacie. Nie zyskała ona zbyt szerokiego grona odbiorców, jednak miała służyć głównie mnie, abym ułożyła sobie pewne rzeczy w głowie i to zadanie spełniła. W przypadku "Conviction" żadne myśli nie dopominają się o uwagę, żadne wydarzenia nie sprawiły że ze zdumienia wytrzeszczałam oczy, mogłabym co najwyżej pozłościć się na bohaterów, co też za chwilę uczynię.

Pierwszy tom całkiem fajnie ukazał pojęcie straty, żałoby i ponownego odnalezienia się w szarej rzeczywistości, a co lepsze- pokazał wątek miłości, która być może nie powinna była się zdarzyć, ale już jest i należy z niej czerpać wszystko co najlepsze. Widać było trud jaki włożyli bohaterowie w obdarzenie się innym, nowym zaufaniem i jak początkowo walczyli ze swoimi uczuciami. Zarówno Natalie jak i Liam nie spodziewali się od życia siebie nawzajem w wersji związku i ciężko było im to zaakceptować. Przebyli długą drogę, pełną przeszkód i radości, ale im się udało. W "Conviction" Natalie pokazuje jak bardzo brakuje jej empatii dla drugiego człowieka. Miałam wrażenie, że ciągle słyszę z jej ust "ja to, ja tamto" czy "tak jest dla mnie najlepiej". Razem z Liamem znalazła się w dość nietypowej sytuacji i na początku naprawdę próbowałam przymykać oko na jej zachowanie, ale z biegiem czasu stało się to tak irytujące i tak męczące, że po prostu wysuwało się na pierwszy plan. Co śmieszniejsze- praktycznie każda ich rozmowa sprowadzała się do jednego tematu- ona swoje, a on swoje. Przy prawie każdym spotkaniu wywiązywał się dialog podobny do tego, który przeprowadzali kilkanaście stron wcześniej. Sytuacja nie jest komfortowa, ale Natalie zachowywała się tak, jakby dostała od życia jedną dobrą rzecz i za wszelką cenę chciała zachować ją przy sobie, nawet kosztem innych ludzi.

Liama nigdy tak do końca nie odbierałam jako typowego samca alfa. W moim odczuciu zawsze był co najmniej tak samo uroczy i opiekuńczy jak jego imię. Jednakże w "Conviction" trochę przybrał formę pantoflarza. Zrobiłby dla Natalie wszystko, nawet jeśli to oznacza poddanie się i usunięcie w cień dla jej dobra. Mamy kontrast- z jednej strony zdesperowana i egoistyczna kobieta, a z drugiej facet, który myśli że postępuje słusznie i nie chce podejmować walki o miłość. Osobiście bardziej kibicowałam postawie Liama, ponieważ dla wszystkich problemów najlepszy jest czas i on ten czas Natalie dawał. Ona natomiast zaczęła widzieć świat w czerni i bieli i nie chciała dopuścić do siebie żadnych odcieni szarości. Jest jeszcze jedna postać, która swoim uporem i przekonaniem o nieomylności doprowadzała mnie do szału, ale przy dwójce głównych bohaterów, jakoś przestałam zwracać na nią większą uwagę.

Styl pisania Corinne Michales się nie zmienił- jej książki czyta się szybko i są całkiem okej jeśli chodzi o tytuły dobre na jeden wieczór. Uważam jednak, że "Conviction" jest gorsze od tomu pierwszego- nie dzieje się tutaj praktycznie nic, a bohaterowie swoim zachowaniem sprawiają, że niejednokrotnie załamywałam ręce. Starałam się wczuć w ich sytuację, zrozumieć ją, ale po pewnym czasie po oczach zaczęła uderzać mnie infantylność tej historii. Opowieści, która w zamierzeniu miała być szczera, prawdziwa, smutna, szokująca i trudna, a dla mnie stała się kolejnym romansem, na który szczerze powiedziawszy trochę straciłam czas. Romansem ckliwym aż do bólu i oblanym dużą porcją słodyczy. Dodatkowo dość negatywny dla mnie wydźwięk przybrały dialogi Liama i Natalie- czy ludzie naprawdę prowadzą takie rozmowy w prawdziwym życiu? Kiczowate, w żaden sposób nieromantyczne i idiotyczne? Jeśli autorka chciała pokazać mi, że tak wygląda prawdziwy związek dwójki kochających się ludzi, to właśnie tymi dialogami przekreśliła swoje szanse.

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Szósty Zmysł!

Czytaj dalej

Podsumowanie miesiąca-listopad 2017

Listopad był cudowny! To już drugi miesiąc w kolei, który zaskoczył mnie tym co się w nim działo, a działo się dużo. I znowu- mam wrażenie, że wiele z rzeczy wydarzyło się wcześniej, a nie na przestrzeni tych minionych 30 dni.

Listopad to przede wszystkim pierwszy miesiąc mojej pracy i z radością muszę przyznać, że jestem bardzo z niej zadowolona. W takich właśnie momentach bardzo mnie cieszy, że postawiłam na swoim i nie dałam się schwytać w pułapkę "bierz co dają jako pierwsze". Bo to, że pierwsze nie znaczy najlepsze, a już na pewno nie że jedyne! Mam wrażenie, że pracuję tam od dawna, a pochwały od szefowej to jakieś plus sto punktów do samooceny ;) Atmosfera jest bardzo miła, a fakt że od czasu do czasu mogę skubnąć kilka stron jakiejś książki też nie pozostaje bez znaczenia ;)



W październikowym podsumowaniu pisałam, że planuję pojechać do Krakowa na weekend i przez to przepadną mi świąteczne targi książki w Rzeszowie. Bardzo żałuję, że nie dane mi było się tam pojawić, ale dwa dni w jednym z moich ulubionych polskich miast skutecznie mi to zrekompensowały. Obiecywałam sobie, że jeśli nie targi,to spotkanie autorskie z Reginą Brett właśnie w Rzeszowie i choć do końca nie byłam pewna jechać czy nie jechać, to w końcu się tam pojawiłam. I nie żałuję! Regina to niesamowita osoba, szkoda mi tylko że do jej wizyty nie udało mi się przeczytać ani jednej jej książki, żeby z nią porozmawiać. Ale mam zdjęcie, autograf i przytulaska, a najfajniejsze że dodatkowo posiadam zdjęcia i nagrania ;)

W listopadzie, za sprawią "Zaginięcia" ukończyłam wyzwanie 52 książki w 2017 roku. Teoretycznie nigdy nie biorę w tym udziału- czytanie to w końcu nie wyścigi i gdyby nie lubimy czytać, to pewnie bym tego nie liczyła, aż do rocznego podsumowania. Także jedno z wyzwań ukończyłam z sukcesem, bo cała reszta wypada raczej blado. Ale wiem też przynajmniej z czego zrezygnuję w przyszłym roku, a przy czym pozostanę ;) W listopadzie miałam także małe postanowienie, żeby publikować więcej (nie udało się) i systematyczniej odpowiadać na komentarze ( zaliczone!). Tego też trzymam się w tym miesiącu, ponieważ chciałabym uporać się ze wszystkimi zaległościami do końca roku, co by zacząć z czystym kontem ;)

Książki:

Autorem miesiąca został Remigiusz Mróz. Miałam przeczytać "Zaginięcie", ale tak się wciągnęłam że zakupiłam kilka kolejnych tomów i utknęłam na "Inwigilacji". Stoję jakieś sto stron przed końcem, ale wcześniej je wszystkie przekartkowałam i przeczytałam co ważniejsze momenty i teraz jakoś tak nie mogę ruszyć dalej i przeczytać to tak jak należy, no bo treść już znam i wiem jak to się skończy ;) Potem była recenzencka"Cinder", która również dość pozytywnie mnie zaskoczyła oraz "Bóg nigdy nie mruga". Listopad zakończyłam "Buntowniczką z pustyni", która od kilku dni mnie do siebie przyciągała i jest to tak cudna książka dla młodzieży, że brak mi słów! W międzyczasie czytałam jeszcze "Conviction", jednak po pierwszej części, która wywołała burzę, tom drugi wydaje się bardzo nieudanym żartem. Jestem praktycznie na początku i w grudniu będę to kończyć, jednak nie wróżę zbyt pochlebnej opinii.




Filmy:
Na tym polu jestem równie usatysfakcjonowana co na tym książkowym. Udało mi się obejrzeć Thora, ponieważ od czegoś musiałam zacząć moją przygodę z superbohaterami, a to że Chris Hemsworth jest przystojny, uważam za powód dobry jak każdy inny ;) Potem było Before I Fall, do którego ostatecznie zachęciła mnie Katherine i jestem zachwycona! To film dla młodzieży, ale ma bardzo mocny przekaz i świetnie się go ogląda. Listy do M. 3 to był obowiązkowy przystanek kinowy w listopadzie i bardzo się cieszę, że po mniej udanej dwójce, historia znów wróciła na właściwsze tory. Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara to chyba jedna z moich ulubionych części, głównie za sprawą nowych bohaterów jak i powrotu starych. Przekonałam się do Kai Scodelario, która była głównym powodem dla którego tyle zwlekałam i zachwycałam się Brentonem Thwaitesem (dobrze odmieniłam? :D), który jest obłędny! Na sam koniec przypada Morderstwo w Orient Expressie- decyzja mocno spontaniczna, ponieważ chciałam zacząć od książki, ale mimo wszystko nie potrafię żałować. Przez cały seans obawiałam się, że Poirotowi te wąsy kiedyś odpadną, a samo zakończenie wbiło mnie w fotel.

Seriale:
Nie oglądałam w tym miesiącu żadnych seriali- ale tak to już jest. Albo sobie maratonuję dwa tygodnie z życia, albo mam spokój ;)



Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu- 20,5 cm za mną, czyli na grudzień zostało mi 8 cm! Jeszcze nigdy nie byłam tak blisko końca i wychodzi na to, że mi się uda!
Wyzwanie biblioteczne- "Zaginięcie" pochodziło z biblioteki
Z półki- po nic nie sięgnęłam
Zmierz się z tytułami z Olą K.- na tym polu przeżywam porażkę za porażką ;(

Inne:
Podsumowanie października


Zapowiedzi:
Kompletnie się nie orientuję jakie książki mają premierę w grudniu, jednak zazwyczaj w tym czasie nie znajduję nic dla siebie- kolorowo zaczyna się dopiero po nowym roku ;)


Plany:
Na pewno chciałabym dokończyć "Inwigilację" oraz "Conviction" i sięgnąć po coś świątecznego ( moje oko wypatrzyło na półce "W śnieżną noc", więc pewnie na tym pozostanie).

Pochwalcie się tym co Wy przeczytaliście w minionym miesiącu i co zaplanowaliście sobie na grudzień!



Czytaj dalej

Marissa Meyer- "Cinder"


Oryginalny tytuł: Cinder
Rok polskiego wydania: 2017 (wydanie II)
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Seria: Saga Księżycowa #1
Ocena: 7/10

Czytaj dalej

Claudia Gray- "Tysiąc odłamków Ciebie"




Oryginalny tytuł: Thousand Pieces Of You
Rok polskiego wydania: 2017
Wydawnictwo: Jaguar
Seria: Firebird #1
Ocena: 8/10

Czytaj dalej

Jessica Khoury-"Zakazane życzenie"


Oryginalny tytuł: The Forbidden Wish
Rok polskiego wydania: 2017
Wydawnictwo: SQN
Ocena: 7/10

Czytaj dalej

Podsumowanie miesiąca-październik 2017

Październik niesamowicie mi się dłużył. Jest to jeden z moich ulubionych miesięcy w całym roku i tak jak wspominałam w poprzednim podsumowaniu- chciałam żeby był dobry, lepszy od felernego września, który upłynął mi pod znakiem zmartwień i odrętwienia. Tym bardziej, że mamy jesień- moją ulubioną porę roku i nie chciałam spędzić kolejnego miesiąca tkwiąc w impasie. I kiedy tak myślę o tym październiku to nie widzę rzeczy, które się w nim działy. Po prostu mam wrażenie, że to było dawno i nie zmieściło się w minionym miesiącu, a to nieprawda.

Zaczęło się od Lublina. Pojechałam tam na jeden dzień, ale niesamowicie miło to wspominam, mimo iż ten wyjazd wiązał się pewną studencką rozłąką. Zaliczyłam kolejną wizytę u okulisty, która na szczęście nie wniosła w moje życie żadnych nowych zmian- ani nowych szkieł, ani innych przykrych wiadomości. Przeżyłam chorobę, która ciągnęła się prawie pół miesiąca i wyglądałam wtedy jak chodzące nieszczęście, ale jesień bez choroby to chyba nie jesień ;) Obejrzałam z polecenia kolejny niesamowity kabaret, a że jestem wybredna to zawsze doceniam te zabawne. Jadłam pyszne obiady, jeszcze lepszą pizzę w mojej ulubionej restauracji i spędzałam czas z przyjaciółmi. Kupiłam nowy, piękny sweter, który jest idealnym odzwierciedleniem słowa "jesień" i kalendarz na 2018, który wygląda obłędnie! W międzyczasie znalazłam pracę i obchodziłam 20 urodziny, które skwitowałam wierszem "Koniec wieku XIX" ;) Dostałam piękne prezenty, w tym "Buntowniczkę z pustyni", za którą najchętniej już bym się zabrała, gdyby nie to że wpadłam w serialowy flow. Bawiłam się na weselu i obcięłam włosy, które pewnie zapuszczę, a potem znów obetnę, bo nigdy nie potrafię się zdecydować, w której długości czuję się lepiej. A pamiętam to wszystko, ponieważ prawie cały miesiąc, z wyjątkiem bodajże trzech dni, spełniłam moje fotograficzne wyzwanie, gdzie codziennie robię zdjęcie czegoś co w danym dniu się wydarza, ot tak na pamiątkę.

Jeśli chodzi o blogowe sprawy- na tym polu było lepiej, ale dalej jeszcze nie jest to stan, który chciałam osiągnąć. Ale udało mi się dokończyć i opublikować post, którego zalążek bardzo długo leżał mi w wersjach roboczych i brałam udział w Wielkiej Wymianie Książkowej, wymieniając dwie książki, których zdjęcie znajdziecie gdzieś poniżej. Wyprodukowałam się także podczas tworzenia recenzji "Consolation" i dyskusji na jej temat, jednak odzew na to drugie nie jest taki na jaki liczyłam i chyba była to jednorazowa akcja.

Książki:
Nie mam ani jednego uczciwego zdjęcia wszystkich przeczytanych książek, ponieważ  w większości nie były one moje i już wróciły do właścicieli. Ale jest ich 7, w dodatku wszystkie z nich to romanse i NA, bo w październiku miałam ochotę tylko na takie ckliwe historie :D


Miesiąc zaczęłam od "Dziesięciu płytkich oddechów", ponieważ miałam ogromną ochotę na jakieś NA i moje oko akurat wypatrzyło na półce tę książkę. Było fajnie, chociaż zakończenie jak dla mnie jest przerysowane (te kilka ostatnich stron). Potem dostałam "Consolation" do recenzji, o którym pisałam dwa posty- dyskusję i ten bezspoilerowy. "Tysiąc odłamków ciebie" to z kolei książka z BT, na którą czaiłam się od bardzo dawna i nie jestem zwiedziona. To bardzo ciekawa powieść dla młodzieży i z niecierpliwością czekam aż dorwę tom numer dwa. "Podbój" to ciąg dalszy klimatów NA i przekonała mnie do niego Marta, która napisała post o całej serii, skutkiem czego natychmiast zachciałam zabrać się za kolejny tom. Nie wiem skąd tyle negatywnych opinii na jego temat, dla mnie jest to ulubiona, albo prawie ulubiona część serii. Pożyczyłam też od przyjaciółki "Skazanie", jednak pierwszy tom podobał mi się bardziej. No i na sam koniec miesiąca przypada "Cel", który przeczytałam dwa dni przed premierą, dzięki przyjaciółce i salonowi empik, gdzie książki zamawiane przez internet jak widać są wcześniej niż planowane daty premier. W międzyczasie czytałam również "Stulatka, który wyskoczył przez okno i zniknął", jednak przeczytałam jakieś sto stron, a z resztą dałam sobie spokój. Książka jest nawet fajna, jednak mam postanowienie nie czytać książek, których ciąg dalszy mnie nie interesuje, a tak było w tym przypadku. Do tego poznałam około 150 stron "Bóg nigdy nie mruga", którą to mam nadzieję dokończyć w listopadzie.


Filmy:
Byłam w kinie na Botoksie, głównie dlatego że przyjaciółka miała dla mnie darmowy bilet, ale gdyby nie to, to w życiu nie poszłabym na ten film. Ogólnie bywały śmieszne momenty, jeszcze więcej żenujących i obrzydliwych, ale wszystko wygrał Michał (kto oglądał- zgadzacie się ze mną?), którego dialogi po prostu rozwalały mnie na łopatki i tylko dlatego dałam filmowi 4/10 gwiazdek. Do tego w TV widziałam jeszcze dwie produkcje, oba na podstawie powieści Nory Roberts- Pod księżycem Karoliny i Niebo Montany. Niby obiecałam sobie, że najpierw przeczytam książki, ale nie miałam tych konkretnych tytułów pod ręką, a oba wieczory miałam wtedy wolne właśnie przez moje przeziębienie, więc obejrzałam i oba mi się podobały, z naciskiem na ten drugi ;)


Seriale:
W październiku dotarło do mnie, że zawsze gdy w życiu czeka mnie stresujące wydarzenie, to wpadam w serialowy flow i oglądam odcinek za odcinkiem ciągle mając mało. Teraz padło na Supernatural, gdzie obejrzałam połowę drugiego sezonu, trzeci i odpaliłam czwarty. Pojawił się Castiel i aktualnie jestem w fazie zachwytu nad jego urodą, która jest tak skromna, a jednocześnie pociągająca, że żadne zdjęcia mnie na to nie nastawiły.


Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu- w sumie wychodzi tego 15,5 cm, więc zostało mi jeszcze 28,5 cm do końca! Jestem pozytywnie zaskoczona i liczę na to, że tym razem mi się uda!
Wyzwanie biblioteczne- w październiku nie przeczytałam niczego co pochodziłoby z biblioteki
Z półki- jedna książka była z półki, jednak trafiła na nią w tym roku, więc jednak nie mam nic ;)
Zmierz się z tytułami z Olą K.- kolejny miesiąc bez żadnej książki

książki z WWK

Inne:
Wielka Wymiana Książkowa
Podsumowanie miesiąca
Mini Maratonowy Tag Książkowy
5 MAŁO ZNANYCH KSIĄŻEK, KTÓRE ZDECYDOWANIE ZASŁUGUJĄ NA UWAGĘ

Zapowiedzi:
W listopadzie premierę ma "Z popiołów" Martyny Senator i to na tej książce skupiam swoją uwagę, ponieważ uwielbiam tę autorkę!

Plany:
Książkowo- wreszcie nadeszła moja kolejka w bibliotece na przeczytanie "Zaginięcia" Mroza i aktualnie ją pochłaniam. Miałam poczekać aż skończę "Bóg nigdy nie mruga", ale nie mogłam wytrzymać ;)
Prywatnie- zaczęłam dziś moją pracę, więc jeszcze nie wiem jak to będzie wyglądało i ile czasu wolnego będę mieć, ale będę się starała wszystko ze sobą pogodzić. Jak w czasie nauki mi się udawało, to teraz też nie sądzę, aby miały wyniknąć jakieś problemy, tym bardziej że ostatnio jest mnie tutaj mniej. I to też chciałabym poprawić, nadrobić jak najwięcej postów i bardziej aktywnie komentować, czyli nie tydzień po, ale najlepiej jak najszybciej.
Niestety przepadają mi rzeszowskie targi książki( mogę je tak nazwać? ;)), bo akurat weekend 24-25 listopada planowo spędzam w Krakowie. To się nazywa złośliwość rzeczy martwych ;) Jednak nie ma tego złego, ponieważ chcę wybrać się 12 listopada na spotkanie z Reginą Brett w Galerii Rzeszów i chciałabym wiedzieć czy ktoś z Was też będzie? ;)


Czytaj dalej

5 mało znanych książek, które zdecydowanie zasługują na uwagę




Ten post zdecydowanie zbyt długo leżał w wersjach roboczych i czekał na dzień kiedy zmobilizuję się, aby go dokończyć. Jednak ostatnio przeczytałam wpis Tatiany na ten sam temat i pomyślałam, żeby pójść za ciosem i wreszcie opublikować listę tytułów, które są raczej mało znane, a warte uwagi.

"Misja Ivy"
Książka Amy Engel jest jedną z moich ulubionych dystopii, o ile nawet nie ulubioną, co jest zabawne, dlatego że wcale nie porywa ona zaskakującą fabułą. Akcja toczy się tam powoli i spokojnie, a opiera się na małżeństwie Ivy i Bishopa, które było ustawione dla dobra państwa. Dziewczyna jednak ma pewne zadanie- wbić nóż w plecy swojego męża kiedy ten jej zaufa i przez to zasłużyć na szacunek i uznanie swojego ojca. Kategoria wiekowa dla "Misji Ivy" to 15-18 lat i na pewno ma w sobie wiele niedociągnięć i luk w fabule, jednak jest napisana w tak przyjemny sposób, że nie mogłam się od niej oderwać. Wbrew pozorom nie ma tam rozhisteryzowanej bohaterki, tylko młodą kobietę, która miota się próbując zdecydować jak postąpić słusznie. Dla mnie rewelacja, problem w tym że Wydawnictwo nie wyda drugiej części, więc pozostaje czytanie w oryginale.




"Ostatnie lato w Nebrasce"
Ta książka z kolei jest nieco specyficzna jak na NA, ale w bardzo pozytywnym sensie. Główna bohaterka m 16 lat i próbuje zdefiniować jak powinno wyglądać jej życie. Próbując, uczy się na błędach i podejmuje często nieodpowiedzialne decyzje, a sama książka porusza w sobie dość sporo trudnych tematów typu gwałt,odrzucenie przez rówieśników, potrzeba akceptacji, szukanie miłości czy poczucie samotności. "Ostatnie lato w Nebrasce" napisała niemiecka autorka kryminałów, także na próżno szukać tutaj słodkości wylewającej się z kartek i żenujących opisów scen erotycznych, mamy za to konkretne rozwiązania i wręcz surowość opowiadanych wydarzeń, przez co książka może wydawać się nieco dziwna i chora, ale jak dla mnie jest to wielki plus i miła odmiana w gatunku.


"52 powody, dla których nienawidzę mojego ojca"
Gdy rozpoczynałam moją przygodę z blogowaniem o książkach, ta książka była jedną z pierwszych które kupiłam i na której punkcie miałam małą obsesję. Opowiada o Lexi- rozpieszczonej córce bogatego przedsiębiorcy, która w pewnym momencie za bardzo się wychyla i dostaje od ojca karę- przez rok ma pracować w 52 różnych miejscach by nauczyć się samodyscypliny i odpowiedzialności. Jest to mały promyczek pod względem oryginalności fabuły dla nastolatek, przynajmniej ja sama nigdy wcześniej i nigdy później się z czymś takim nie spotkałam. Czyta się szybko, jest dużo humoru, a mimo upływu lat, ja dalej mam przed oczami scenę z szukaniem w google frazy "jak uruchomić odkurzacz", co samo w sobie jest zarówno zabawne jak i smutne jednocześnie.


"Marcowe fiołki"
Literatura kobieca, która nie męczy, nie nuży i nie żenuje, za to ciekawi, bawi i odpręża- to właśnie charakteryzuje książki Sarah Jio. "Marcowe fiołki" to pierwszy tytuł autorki, który przeczytałam i do którego mam mały sentyment. Pasja, opowieść rodzinna, tajemnica która dręczy od pokoleń i nienachalny romans. Jedna z najlepszych i mało znanych w swoim gatunku. Nagromadzone we mnie emocje doprowadziły do tego, że wysłałam autorce maila z moimi zachwytami i podziękowaniami za napisanie tej opowieści. Nigdy nie dostałam odpowiedzi zwrotnej, więc może znalazłam zły adres mailowy, albo w natłoku innych, mój po prostu został niezauważony. Jednak świadomość, że podjęłam taką decyzję i odważyłam się napisać parę miłych słów i puścić je dalej, jest bardzo miła i budująca.


"Baśniarz"
"Baśniarz" to jedna z najbardziej klimatycznych książek, jakie miałam okazję kiedykolwiek przeczytać, a mówiąc "klimatycznych" mam na myśli takich wręcz bajkowych, ale mrocznych i zostawiających czytelnika z uczuciem oszołomienia na twarzy. Tutaj odnoszę wrażenie, że ta książka kiedyś była popularna, ale z biegiem lat o niej zapomniano. Nie jest to opowieść, którą polubiłam od pierwszego zdania- co śmieszne, na początku myślałam o niej raczej w kategorii "przeciętna", ale minęło kilka dni, podczas których cały czas ta fabuła siedziała mi gdzieś z tyłu głowy, a ja uznałam że to było coś fajnego. Książka kojarzy mi się z zimnem, obojętnością i taką surowością, które działają na jej korzyść. To smutna książka i nie jestem pewna czy kiedykolwiek będę chciała do niej wrócić ponownie, jednak mimo wszystko warta przeczytania.


Jestem ciekawa czy i Wy znacie takie mało znane książki, które możecie polecić innym, a jeśli tak to jakie to są tytuły ;)
Czytaj dalej

Elle Kennedy- "Błąd"


Oryginalny tytuł: The Mistake
Rok polskiego wydania: 2016
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Seria: Off-Campus #2
Ocena: 7/10

Czytaj dalej

Mini Maratonowy Tag Książkowy //3



To już trzeci TAG dotyczący Mini Maratonów, który wspólnie z dziewczynami stworzyłyśmy i kolejna świetna zabawa, dlatego zapraszam do czytania i dołączania do grupy ;)

Ola K., czyli książkowa grupa najlepszych przyjaciół (Jellyfish)
Nie byłabym sobą, gdybym nie wtrąciła do tego Tagu Kaza, Inej, Niny, Matthiasa, Wylana i Jespera z dylogii Leigh Bardugo. Bo chociaż nie wszyscy i nie od początku są przyjaciółmi, to robią razem tyle niebezpiecznych rzeczy, że one wręcz wymuszają na nich zaufanie i pewnego rodzaju lojalność. A potem to już z górki. A szczególnie ujęła mnie damska przyjaźń Inej i Niny- jestem fanką tego typu kobiecej relacji, to jest naprawdę piękna i niezniszczalna więź.

Jellyfish, czyli książka, którą chcesz w końcu przeczytać (Ola K.)
Czy jeśli podałabym listę co najmniej stu książek, na które od dawna mam ochotę, to byłaby to przesada? ;) Aczkolwiek nie jest tak źle- w ostatnich tygodniach częściej czytam już to, na co czaję się od wielu miesięcy (jak nie dłużej), więc moja lista powolutku się skraca. Co chciałabym W KOŃCU przeczytać? Coś z klasyki, chociażby "Wichrowe wzgórza" czy "Dumę i uprzedzenie". Co śmieszne- obie książki już kiedyś zaczęłam (10 stron się liczy?), ale to chyba jeszcze nie był ten czas.

Meredith, czyli najlepszy retelling bajkowy (KittyAilla)
Ta kategoria pasuje do Ciebie idealnie Meredith <3 Problem w tym, że więcej rettelingów chcę poznać niż poznałam dotychczas. "Zakazane życzenie" było bardzo dobre, tak samo fajna była "Bestia", ale nic więcej nie potrafię sobie przypomnieć.


KittyAilla, czyli bohater, który świetnie pisze (książki, wiersze, opowiadania etc.) (Meredith)
Nie wiem na ile świetnie, ale Marina z powieści Zafóna miała pisarską smykałkę. 



Lilith Jones, czyli ulubiony film, który nie musi być ekranizacją książki (Justyśka)
Nie musi, ale chyba jednak będzie ;) Powtarzałam to już kilkakrotnie, ale się powtórzę- nie lubię powieści Sparksa. "Jesienna miłość" na tle reszty wypada jeszcze nawet znośnie, ale w życiu bym nie powiedziała, że taka fabuła zrodzi najpiękniejszy film o miłości, jakim jest Szkoła Uczuć. Piękne przesłanie, piękna wiara, piękna miłość, piękne piosenki i ogromne wzruszenie. Powracam do tego filmu zawsze kiedy mam doła, a czasem nawet muszę sobie odmawiać "bo przecież nie możesz tak często tego oglądać, daj spokój".


Justyśka, czyli czym kierujesz się kupując książki (Lilith Jones)
Od pewnego czasu rzadko kupuję książki. Jeśli miałabym być szczera, to w 2017 roku nie złożyłam ani jednego zamówienia w księgarni internetowej ( chyba że dla kogoś na prezent), ale kupiłam w sumie 6 książek. Cała reszta to prezenty, wygrane w konkursach czy wymiany książkowe, ale mimo wszystko i tak nie ma tego dużo. Ale czym się kieruję? Zazwyczaj opisem albo nazwiskiem autora. Czasem przeczytam jakąś pochlebną recenzję i dodaję na listę "chcę przeczytać", a później robiąc książkowe zakupy czy przygotowując listę "napisz mi co chcesz dostać na urodziny/imieniny/święta" biorę je pod uwagę.

Aleksandra B., czyli najlepsza książka z damską bohaterką (Kot Amator)
Bardzo lubię Inej i Ninę o czym wspominałam już na samym początku, tak samo cenię sobie Iseult i Safi z "Prawdodziejki" (z naciskiem na tę pierwszą). Damska przyjaźń (o czym też już dziś pisałam) to moje małe uzależnienie.


Kot Amator, czyli piosenka, która idealnie oddaje klimat twojej ulubionej książki (Aleksandra B.)
Nie mam jednej ulubionej książki. Jest wiele takich, które lubię w różnych momentach mojego życia. Jednak są takie piosenki, które jednoznacznie kojarzą mi się z pewnymi powieściami, dlatego że słuchałam ich podczas czytania, albo autor umieścił je w playliście. Oto one:

"Obsydian"

"Kiedy pada deszcz"



Bookworm, czyli książka, która działa jak lekarstwo - zawsze poprawia ci samopoczucie    (Dominika K.)
Zazwyczaj są to moje ulubione książki, samopoczucie poprawia mi się wtedy kiedy mam możliwość na nowo spotkać się z lubianymi postaciami. Na pewno jest to "Misja Ivy", "Nie mów mi co mam robić", "Szóstka wron", książki Morgan Matson, książki Kasie West, "Ognisty pocałunek", "Lato koloru wiśni", "Zima koloru turkusu" i zasadniczo wszystkie inne, które znajdziecie na lubimy czytać w zakładce ulubione.

Dominika K., czyli pierwsza książka, którą świadomie wypożyczyłaś z biblioteki i zapadła ci w pamięć (nie lektura) (Bookworm)
W podstawówce, w mojej bibliotece szkolnej wypożyczałam głównie lektury i nie pamiętam czy były jakieś książki (a jak były to jakie), które pożyczyłam świadomie. Ale w okresie gimnazjum czytałam kilka powieści Ewy Nowak z serii miętowej, w tym moje ulubione: "Wszystko tylko nie mięta" oraz "Krzywe 10". Do tej pory nie dokończyłam tej serii, nad czym ubolewam, ale mam wrażenie że kiedyś będzie dane mi ją poznać na nowo.


Paulina Ochęcka, czyli książka, po której przeczytaniu dopiero stwierdziłaś, że bardzo Ci się podobała (Lilijka)
Zazwyczaj sytuacja jest odwrotna. Stwierdzam, że książka jest fajna, a po czasie zauważam masę jej wad, jak było w przypadku "Maybe someday". Ale nie doceniłam "Tanga". Tak, wiem że jest to lektura i to taka, która na początku niesamowicie mnie odstraszała, ale jak obejrzałam spektakl teatralny, który pokazała nam nauczycielka i zaczęliśmy to "Tango" omawiać, to w moich oczach książka trochę podrosła. Nie do rangi "bardzo mi się podoba", ale z totalnej klapy stała się czymś co warto poznać i nie żałować.


Lilijka, czyli książka, która rozbawiła cię dialogami bohaterów (Paulina Ochęcka)
Zdecydowanie dylogia Cariny Bartsch, "Układ" Elle Kennedy ( i "Błąd" w sumie też, ale to już nie to samo), książki Jill Shalvis, "Idealnie dobrani" czy "Szóstka wron" i "Królestwo kanciarzy". Parę śmiesznych dialogów pamiętam również z "Gry anioła" Zafóna.


Magic Wizard, czyli twoja najukochańsza seria z dzieciństwa, do której powracasz/ kontynuujesz ją (KittyAilla)
Nie mam takiej. W sensie to co czytałam w dzieciństwie, w dzieciństwie też zostało. A to czego nie czytałam, to czytam teraz jak na przykład "Anię z Zielonego Wzgórza". W podstawówce to nie była moja lektura, ale dwa lata temu sięgnęłam po nią po raz pierwszy i od tej pory tkwię w zachwycie. Zarówno książki jak i filmy, a od niedawna także serial.


KittyAilla, czyli książka w której główny bohater lubi mieć wszystko pod kontrolą (Magic Wizard)
Kacey Cleary z "Dziesięciu płytkich oddechów" początkowo wydaje się być właśnie taką osobą. Mają na to wpływ wydarzenia z przeszłości i rzeczy, których dziewczyna doświadcza obecnie.

Czytaj dalej

[PRZEDPREMIEROWO] Corinne Michaels- "Consolation" (BEZ SPOILERÓW)


Oryginalny tytuł: Consolation
Rok polskiego wydania: PREMIERA 11.10.2017!
Wydawnictwo: Szósty Zmysł
Seria: Consolation Duet #1
Ocena: 8/10

  Pierwszy raz w życiu tworzę coś takiego- dwa osobne posty o tej samej książce, jeden ze spoilerami, drugi bez. Bo chcę zachęcić Was do poznania tej powieści i jednocześnie podyskutować z Wami na jej temat, a jedno drugie wyklucza, ponieważ wystarczy pojedyncze słowo, aby niechcący zepsuć komuś przyjemność z czytania "Consolation". Dlatego ten post jest dla każdej osoby, a ten drugi tylko dla tych, którzy przeczytali już tę książkę i mieliby ochotę razem podyskutować ;)



Czytaj dalej

[PRZEDPREMIEROWO] Corinne Michaels- "Consolation" (ZE SPOILERAMI, DYSKUSJA)



Okey, więc to jest wersja ze spoilerami, przeznaczona dla ludzi którzy "Consolation" mają już za sobą. Nie chcę, żeby była to typowa opinia, raczej luźne spostrzeżenia, coś co mnie nurtuje, coś o czym można dyskutować. Jeśli jesteście ciekawi co dokładnie uważam na temat powieści Corinne Michales, zajrzyjcie o tutaj. Komentarze tam są neutralne, tutaj możemy pisać każdy szczegół ;)


Czytaj dalej

Podsumowanie miesiąca-wrzesień 2017

Niejednokrotnie na blogu nazywałam siebie jesienną dziewczyną. Jesień to ta pora roku, która zawsze napędza mnie do działania, nawet pomimo deszczu, wiatru i konieczności ubierania ciepłych swetrów i botków. Albo raczej właśnie dlatego. Niejednokrotnie wspominałam też, że gdyby nie początek roku szkolnego, to wrzesień byłyby moim ulubionym miesiącem. W tym roku nie musiałam stawić się w szkole 1 września i teoretycznie powinnam być z tego powodu szczęśliwa, jednak tak nie było. Skończyłam pewien etap w swoim życiu i dopiero teraz boleśnie to odczułam- już nie wrócę do mojej szkoły, nie ponarzekam na nadmiar zadań domowych, nie spotkam na korytarzach moich znajomych. Nawet nie wiecie jak z tego powodu było mi przykro. Na początku miesiąca musiałam też podjąć pewną decyzję- jak wiecie nie idę na studia w tym roku i na przestrzeni kilku ostatnich tygodni trochę było to dla mnie solą w oku i obawiałam się, czy to na pewno słuszne rozwiązanie. Dlatego gdy zobaczyłam, że uczelnia którą miałam na oku ogłasza dodatkową rekrutację na kierunek, o którym myślałam, zaczęłam się zastanawiać "A może by tak?". Trochę to we mnie siedziało, ale sama ze sobą doszłam do wniosku, że nie złożyłam papierów w pierwszym terminie z prostego powodu- nie chciałam dalej się uczyć w szkolnych/uczelnianych murach. Pragnęłam dla siebie innego życia, innego wykorzystania podobno najlepszego czasu jaki teraz przeżywam i nie chciałam by decyzja o złożeniu podania w późniejszym terminie miała jakikolwiek związek z tym, że źle się czuję nie idąc we wrześniu do następnej klasy. Dlatego doszłam do wniosku, że ten rok wykorzystam najpierw na pracę, później być może na jakąś dłuższą podróż, a ewentualnie, jak dalej będę chciała to złożę papiery na rok 2018.

Wraz z tą decyzją pojawił się inny problem- szukanie pracy. Nie mogłam sobie pozwolić na siedzenie w domu przez cały rok, bo już po kilku tygodniach dostawałam od tego szału. Jednak to nie było takie proste- pierwsza praca to było "nie dziękujemy" i już wiązała się z wyrzutami skierowanymi w moją stronę przez bliskie mi osoby- "mogłaś postarać się bardziej", "to nie było takie trudne", "jesteś za bardzo wybredna". Przez samo takie gadanie robiło mi się automatycznie przykro, bo uważam że na pierwszej próbie świat się nie kończy, ale tak postawiona sprawa zaczęła mi ciążyć. Zaczęłam się zastanawiać- a może warto nagiąć swoje zasady, przełamać wewnętrzny upór i poddać się czyjejś woli? Zawsze kończyło się kategorycznym "nie" skierowanym przeze mnie do samej siebie, jednak w tym czasie chciało mi się po prostu tylko płakać. Zaczęłam dostrzegać, że jeśli pozostanę sobą to nigdy nie będę taka jak oczekują ode mnie bliscy. Bardzo mi to ciąży, ponieważ teraz naprawdę potrzebuję wsparcia, a nie ciągłych wyrzutów i kłótni. Czuję, że zaczynam się tutaj dusić, wiem też że nie chcę poddawać próbie mojej nowej wersji siebie, którą naprawdę polubiłam, tylko po to by udowodnić coś innym.


Wraz z problemami prywatnymi pojawiły się również czytelniczo-blogowe. Coś w środku mnie zaczęło krzyczeć, że potrzebuję przestrzeni i oddechu. W mojej wirtualnej biblioteczce na lubimy czytać, pozbyłam się ponad 150 książek z listy "chcę poznać".  Usunęłam te, których okładka nic mi nie mówiła, te które były kolejnymi tomami serii, której nawet jeszcze nie zaczęłam i te z których prawdopodobnie wyrosłam. Zdaję sobie sprawę, że za kilka tygodni pewnie znów zrobię tam porządki i usunę kolejne kilkadziesiąt. Nie cieszy mnie również widok na moją domową biblioteczkę- kiedyś chciałam żeby była ogromna, teraz chcę na niej widzieć mniej tytułów, ale za to same te które uwielbiam i te, które są dla mnie ważne. Decyzja o czystkach była zaskakująco łatwa- mam około 30 książek na sprzedaż ( tudzież wymianę), w cenie nie przekraczającej 15 zł/szt. Jeśli ktoś byłby zainteresowany- koniecznie piszcie.

Bardzo  trudno było mi też pisać posty na bloga. Mam kilka książek, które na opiniowanie czekają już naprawdę sporo czasu, masę tagów do napisania i kilka tematów, które siedzą mi w głowie od dawna. Jednak za nic w świecie nie potrafię się zmusić do pisania, a to co uda mi się skleić wydaje się być tragiczne. Był pomysł żeby odpuścić sobie bloga, że być może się już wypaliłam i potrzebuję dłuższej przerwy, jednak mam kilka zobowiązań, z których chcę się wywiązać i na razie tylko to trzyma mnie w tym miejscu. To pierwsza tak konkretna i duża załamka blogowa od ponad roku i czuję się z tym naprawdę kiepsko.

------------------------
Te kilka akapitów powyżej pisałam mniej więcej w połowie miesiąca, kiedy naprawdę było ze mną źle, ale teraz czuję się lepiej. Może jeszcze nie we wszystkich aspektach, ale póki co czuję poprawę. Stawiam na swoim i mimo, że mogę popełniać błędy, to są one moje.



Przeczytane:
♥ Brenna Yovanoff- "Wyśnione miejsca"
♥ Leigh Bardugo- "Szóstka wron"
♥ Leigh Bardugo- "Królestwo kanciarzy"
♥ Carlos Ruiz Zafón- "Marina"
♥ Julia Quinn- "Sekretny pamiętnik Mirandy Cheever"

Początek miesiąca zaczął się obiecująco- "Wyśnione miejsca" miały uspokoić moje sumienie, że nie sięgam po nic z własnych zbiorów, a ciągle tylko pożyczam i pożyczam. Udało się, a co więcej- książka była całkiem spoko, chociaż bez szaleństw. Niedługo potem przeczytałam recenzję na pewnym blogu, gdzie dziewczyna pisała o "Szóstce wron", niby nie powinnam czytać bo mogły być spoilery, ale posłuchałam głosu serca, a chwilę potem tak długo myślałam o tej książce, że zdecydowałam się na e-booka, czego od pewnego czasu staram się nie robić. Właśnie "Szóstka wron" spowodowała mój czytelniczy kryzys, ponieważ była NIESAMOWITA i uznałam, że szkoda czasu na książki, które nie są po prostu WOW. Zaraz zabrałam się za "Królestwo kanciarzy" i chociaż nie umiem się zdecydować która część podobała mi się bardziej, to po cichutku liczę że autorka jednak się przełamie i opowie nam jeszcze co najmniej jeden tom. Później miałam czytelniczego kaca, ale bardzo chciałam czytać. Bałam się jednak, że wszystko po co sięgnę okaże się mdłe i nijakie. Wbrew wszystkiemu złamałam swoje postanowienie i udałam się do biblioteki, gdzie znalazłam "Marinę", do klubu książkowego @czytajta. Było to niesamowite spotkanie z Zafónem, chociaż ta książka momentami jest nieco...chora. Bardzo długo czekałam na pewien egzemplarz recenzencki, który jednak do mnie nie chce dotrzeć, więc mając ochotę na jakiś romans, po raz kolejny sięgnęłam po "Sekretny pamiętnik Mirandy Cheever", tym razem dlatego że Iga z Książkowiru polecała inną książkę autorki i po prostu mnie zmotywowała. Julia Quinn pisze jedne z najlepszych romansów historycznych, więc jeśli chcecie zacząć przygodę z gatunkiem i szukacie czegoś fajnego, szukajcie właśnie u tej Pani.

Filmy:
Moje konto na filmweb mówi, że we wrześniu oglądałam Shrek Forever, w zasadzie niedawno bo w zeszły piątek. Nie jestem na nie, jednak uważam tę część za mniej zabawną i raczej komercyjną. Widziałam też po raz kolejny Więźnia Labiryntu, również w TV. Bardzo lubię ten film, zresztą każdy powód by oglądać Dylana O'Briena jest dobry.




Seriale:
Pod koniec sierpnia byłam mniej więcej w połowie czwartego sezonu OUAT, we wrześniu obejrzałam go do końca. A potem skutkiem jednej piosenki ( o tej tutaj) odpaliłam sezon 6B Teen Wolfa. Na razie nie wiem co o tym myśleć, bo do końca zostało mi bodajże 3 odcinki. Brakuje mi Stilesa, to na pewno. I nie wiem, może te trzy odcinki wszystko rozstrzygną, ale póki co wiele wątków jest zaczętych, a zbyt mało dokończonych. Podoba mi się powrót starych bohaterów. A nie podoba wszechobecne robactwo. Ten kto wymyślił myśl przewodnią 6B, zdecydowanie nie liczył się z osobami,  które nie cierpią wszelkich insektów :D

Inne:
Fotorelacja z wymiany
Studio Accantus Book Tag

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu - książki Leigh Bardugo czytałam w wersji elektronicznej i nie mam swoich egzemplarzy, więc oceniłam ich grubość patrząc na ilość stron, więc zliczając wszystko to wychodzi około 14,7 cm, czyli jeszcze tylko 44 cm do końca!
Wyzwanie biblioteczne- "Marina" pochodziła z biblioteki
Z półki- "Sekretny pamiętnik Mirandy Cheever" pochodził z moich zbiorów ;)
Zmierz się z tytułami z Olą K. - nie mogę w to uwierzyć, ale przez totalny przypadek udało mi się dopasować książkę do słowa "pamiętnik" :D

Plany:
W październiku skończę "Dziesięć płytkich oddechów", które zaczęłam w piątek i zabiorę się za "Consolation", oczywiście kiedy do mnie przyjdzie. Mam też "Stulatka, który wyskoczył przez okno" i póki co to by było na tyle.



Zapowiedzi:
W październiku oczywiście będzie "Labirynt duchów" i najnowsza Kasie West, i to są takie pewniki które na pewno przeczytam. Interesuje mnie jeszcze kilka innych tytułów, ale doskonale wiem że nie poznam ich w najbliższym czasie, więc nawet nie zapycham na nowo swojej wirtualnej biblioteczki ;)

Kliknij:
Mam parę linków i parę tekstów do pokazania, a że są fajne to się nimi dzielę ;)
50 drobnych rzeczy, które możesz bez wysiłku zrobić dla innych
45 rzeczy które możesz robić za darmo
Dlaczego warto oddawać książki?
"Labirynt duchów" ukryty w księgarniach w całej Polsce- pewnie już słyszeliście o tej genialnej akcji, gdzie najnowsza książka Zafóna będzie kilka dni przed premierą dostępna w kilkudziesięciu księgarniach w Polsce, gdzie będzie można ją kupić za symboliczną złotówkę!

To by chyba było na tyle. Jest to najdłuższe podsumowanie miesiąca od dłuższego czasu, więc pozdrówki dla każdego kto dotarł do końca <3 Kiedy potrzebuję się wyżalić to piszę o swoich problemach, ale rzadko kiedy puszczam to dalej. Teraz kliknęłam publikuj, bo może ktoś ma podobną sytuację do mojej i może moje słowa jakoś mu pomogą, albo sprawią że odkryje coś co w głębi duszy już wie. Październik to mój ulubiony miesiąc w całym roku, to miesiąc moich urodzin i zawsze dzieje się w nim masa fajnych rzeczy. Zeszłoroczny dał mi w kość, więc liczę na to że ten będzie co najmniej bardzo dobry ;)

Czytaj dalej

Wielka wymiana książkowa \\ edycja 4

Po raz kolejny już biorę udział w Wielkiej Wymianie Książkowej organizowanej przez Dagmarę oraz Magdalenę. Jest to świetny sposób, aby oczyścić swoją biblioteczkę i zdobyć nowe tytuły- wszak książki są po to, aby je czytać ;) Poniżej przedstawiam listę 17 tytułów na zamianę wraz z krótkim opisem ich stanu, zapraszam!




  • "Zdradzona"-Nicole Byrd (stan idealny, książka nowa)
  • "Dobrani"-Ally Condie ( stan idealny, książka nowa)
  • "Niezgodna" i "Zbuntowana"- Veronica Roth ( raz czytane, stan bardzo dobry, najchętniej wymienię w pakiecie)
  • "Restart"-Amy Tintera ( stan bardzo dobry, książka raz czytana)
  • "Upadli"- Lauren Kate ( stan bardzo dobry, książka raz czytana)
  • "Przez burze ognia"- Veronica Rossi ( stan idealny, książka nowa)
  • "Wróżbiarze"- Libba Bray ( stan idealny, książka nowa)
  • "Znajdę Cię Crystal"- Joss Stirling ( stan bardzo dobry, książka raz czytana)
  • "Purgatorium"-Eva Pohler ( stan bardzo dobry, książka raz czytana)
  • "W stylu Valentine"-Adriana Trigiani ( stan bardzo dobry, książka nieczytana)
  • "Harry Potter i Kamień Filozoficzny"- J.K.Rowling ( stan mocno średni, wydaje się mieć zalane i wysuszone strony, taką ją kupiłam już w antykwariacie)
  • "Czy boisz się ciemności"- Sidney Sheldon ( stan idealny, książka nowa)
  • "W objęciach chłodu"-John Marsden( stan bardzo dobry, książka nieczytana)
  • "Ostatnia wola Sonji"- Asa Hellberg ( stan idealny, książka nowa)
  • "Dzikie stwory"- Dave Eggers ( stan bardzo dobry, jednak widać że książka była czytana)
  • "Krew Illapa"- Robert Kilen ( stan bardzo dobry, książka raz czytana)


STAN IDEALNY- książki zazwyczaj nowe, nigdy ich nie czytałam
STAN BARDZO DOBRY - zazwyczaj raz przeczytane książki, po których jednak nie widać śladów użytkowania, chyba że zaznaczyłam inaczej
STAN ŚREDNI- książki zniszczone i o kiepskim wyglądzie



Na życzenie mogę przesłać dokładniejsze zdjęcia poszczególnych tytułów ;) Dzisiaj mogę odpowiadać z opóźnieniem, gdyż nie będę miała dostępu do mojego laptopa, ale na wszystkie propozycje odpowiem najpóźniej jutro do południa ;)
Czytaj dalej

Max Monroe- "Złapać milionera"


Oryginalny tytuł: Tapping The Bilionaire
Rok polskiego wydania: 2017
Wydawnictwo: Filia
Seria: Bad Boys Bilionaires #1
Ocena: 5/10

  "Złapać milionera" zapowiadało się super. Po pierwsze- tę książkę wydaje Wydawnictwo Filia, a ja uwielbiam tytuły od nich. Po drugie- fabuła z lekka przypominała mi "Pięknego drania" czy "Unieważnienie", które to również darzę czytelniczą miłością. A po trzecie- właśnie wtedy szukałam czegoś zabawnego i lekkiego, czegoś co sprawi, że nie będę się mogła oderwać i będę mogła nazwać jednym z fajniejszych romansów jakie ostatnio czytałam. Niestety, coś nie pykło.

Czytaj dalej

Studio Accantus Book Tag



Wieki temu dostałam od Oli nominację do tagu, którego jest autorką i który zawiera w sobie Studio Accantus! Od kilku lat jestem wielką fanką studia, a dzisiaj jest właśnie ten dzień kiedy wracają z nowym sezonem i dlatego data opublikowania tagu jest w jakiś sposób szczególna. Jeśli jeszcze nie znacie Accantusa- polecam nadrobić!



1) Bartek Kozielski - autor o ogromnej wyobraźni
Jako, że aktualnie jestem w ciężkiej depresji spowodowanej książkami Leigh Bardugo, to właśnie ją uważam za najodpowiedniejszą osobę pasującą do tej kategorii.

2) Paweł Skiba - autor, który wydaje zdecydowanie za mało książek
Zdecydowanie za mało książek wydaje Morgan Matson. I z jednej strony niby to rozumiem- pisze mniej, ale bardziej skupia się na opowiadanych historiach, co sprawia że je uwielbiam, jednak ja chciałabym więcej i więcej <3

3) Dorota Kozielska - tajemniczy bohater, o którym niewiele wiadomo
Do tej kategorii wymyśliłam Ronana z "Króla kruków", bo po pierwszym ( i jedynym jak dotąd) przeczytanym tomie uważam go za osobę tajemniczą, taką która wiele o sobie nie mówi i intryguje.


4) Adrian Wiśniewski - bohater-psychopata
Kompozytor z "Behawiorysty". Nie bardzo chciałam go tutaj umieszczać, bo ani nie darzę go sympatią ani niczym innym, jednak wyobraźni psychopaty odmówić mu nie mogę.

5) Sylwia Banasik - autor, po którego książki sięgasz w ciemno, bo wiesz, że ci się spodobają
Na takie miano zasłużyła sobie Kasie West. Nieważne po jaką jej książkę sięgnę, zawsze będę zadowolona z lektury.

6) Jarek Kozielski - autor, który ma talent do tworzenia czarnych charakterów
To jedno z dwóch pytań, z którym naprawdę miałam problem. Po części mogę tutaj dopasować Marie Lu i jej trylogię "Malfetto", a właściwie pierwszy tom, który czytałam. Z założenia główni bohaterowie to czarne charaktery, jednak pałam do nich tak wielką sympatią, że nie wiem czy Adelina i reszta tutaj pasują... czy to może ze mną jest coś nie tak :D


7) Nowe wideo w każą środę - autor, którego książek nie możesz się doczekać
Po raz kolejny mogłabym tutaj podpiąć Morgan Matson, jednak nie chcę się powtarzać. Zawsze z wytęsknieniem czekam też na książki Kasie West, ale ona też się w tagu pojawiła. Dlatego stawiam na Jennifer L. Armentrout- wiele jej powieści dopiero przede mną, ale ta autorka zawsze tworzy fajnych bohaterów i ciekawe fabuły a do tego pisze niesamowicie lekko, przez co jej książki wręcz się połyka. Nigdy nie byłam rozczarowana.

8) Wideo specjalne - książka, którą przeczytałaś tylko dla rozrywki
Wiele książek czytam dla rozrywki, czasem dla zabicia nudy, ale na szczęście dużą ich część okazuje się warta mojej uwagi i książki są po prostu dobre. Przykład? "Układ" Elle Kennedy, "Caraval" Stephanie Garber czy "Chłopak na zastępstwo" Kasie West.

9) Z tej strony Bartek Kozielski, reżyser Studia Accantus... - książka, która nigdy ci się nie znudzi
Nie jestem w stanie powiedzieć czy książka, którą przeczytam wiele razy, dalej będzie dla mnie tak samo fajna, ale uważam że te które jestem w stanie czytać kilkukrotnie, w pewien sposób pretendują do tego miana. "Misja Ivy" na przykład. "Lato koloru wiśni" & "Zima koloru turkusu". "Taka sobie wróżka". I od niedawna również "Szóstka wron" i "Królestwo kanciarzy". Czy tak bardzo widać jak bardzo jestem zakochana w tej serii?



10) "Wszystko, czego pragnę to Ty" - książka, której premiery nie możesz się doczekać
Na chwilę obecną bardzo mocno czekam na trzeci tom serii Czaroziemie od Susan Dennard, czyli na "Krwiodzieja", który nawet nie wiem kiedy będzie miał zagraniczną premierę, a co dopiero mówić o polskiej. Tak samo mocno liczę, że Leigh Bardugo w przyszłości napisze trzeci tom "Szóstki wron", bo teraz nie potrafię przestać o tej książce myśleć. Z premier bliższych to oczywiście "Labirynt duchów" Zafóna i "Szczęście w miłości" Kasie West.

11) "Wcale nie, ależ tak" - książka z zabawnymi dialogami
"Lato koloru wiśni". "Zima koloru turkusu". "Układ". "Idealnie dobrani". "Szóstka wron". "Królestwo kanciarzy". Wiem, że robię się monotematyczna, ale co ja poradzę że tak mocno polecam te książki.

12) "Marzenie mam" - bohater, który dąży do zrealizowania jakiegoś celu
To pytanie uświadomiło mi, że praktycznie każdy bohater książek jakie czytam, ma pewien cel- znalezienie drugiej połówki, daleka podróż, obalenie złych rządów czy ocalenie kogoś bliskiego. Daniel Sempere chce odnaleźć tajemniczego Juliana Caraxa, Penryn ( "Angelfall")  szuka siostry, zresztą tak samo jak Scarlett ("Caraval"). Celem Aysel ("Moje serce i inne czarne dziury") jest śmierć, a Gii ( "Chłopak na zastępstwo") utrzymanie stworzonej przez nią farsy tak długo jak tylko się da.


13) "Belle" - bohaterka łamiąca męskie serca
Drugie z dwóch pytań, które przysporzyło mi problemów. Nie znam chyba takiej typowej kobiety, która podliczałaby swoje podboje. Po części pasuje mi tutaj Sheridan ("Ostatnie lato w Nebrasce"), przez to że na przestrzeni bodajże dwóch lat(?) miała kilku mężczyzn, których prędzej czy później odesłała z kwitkiem.

14) "Gdy wierzysz" - książka, która daje nadzieję
Choćbym bardzo chciała, to nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie inaczej niż: "Na krawędzi nigdy". To piękna powieść o poszukiwaniu siebie, spełnianiu swoich marzeń, radzeniu sobie z bólem i oczywiście dająca nadzieję. Jeśli jeszcze jakimś cudem jej nie znacie, albo nie słyszeliście - koniecznie zapiszcie sobie tytuł.

15) "Strasznie już być tym królem chcę" - ulubiony bohater-dziecko
Ciężko wybrać ulubionego bohatera-dziecko z kręgu książek, gdzie tych dzieci praktycznie nie ma. Dlatego cofnęłam się naście lat wstecz i odnalazłam Sarę Crewe z "Małej księżniczki". Swego czasu uwielbiałam tę dziewczynkę i czuję, że gdybym zrobiła reread tej książki, z pewnością Sarę pokochałabym na nowo.

16) "Niech nas będzie więcej" - kogo zapraszasz do zrobienia tagu?
Wszystkich fanów Studia Accantus, którzy chcieliby wykonać ten tag, a jeszcze tego nie zrobili ;)


Czytaj dalej

Camilla Lackberg- "Kaznodzieja" & "Kamieniarz"


Oryginalny tytuł: Predikanten, Stenhuggaren
Rok polskiego wydania: 2010
Wydawnictwo: Czarna Owca
Seria: Fjallbacka #2, #3
Ocena: 9/10 (Kaznodzieja), 8/10 (Kamieniarz)


  Książki Camilli Lackberg są dla mnie w pewien sposób szczególne. Pierwsza z nich którą przeczytałam, czyli "Księżniczka z lodu", sprawiła że przepadłam na kilka godzin i totalnie nie mogłam się oderwać. To nie są mocne i krwawe historie, które silnie oddziałują na wyobraźnię czytelnika, chociaż było kilka też i takich momentów. Ale przede wszystkim to fabularnie ciekawe historie, które łączą w sobie teraźniejszość i przeszłość. Autorka pokazuje, że wszystko co dzieje się teraz może mieć podłoże w dawnych latach- jakieś stare urazy, miłości czy długi. Wszystko już było, a teraz może jeszcze zatoczyć koło. I za to właśnie uwielbiam Lackberg.

  Postanowiłam opisać od razu drugą i trzecią część sagi kryminalnej o miasteczku Fjallbacka, ponieważ między czytaniem obu z nich miałam może dwutygodniową przerwę, a wrażenia mam bardzo do siebie zbliżone, więc nadarzyła się sytuacja idealna.

   "Kaznodzieja" opowiada o młodej kobiecie, której zwłoki odnaleziono w wąwozie, a które nawiązują do sprawy zaginięcia sprzed ponad dwudziestu lat. Natomiast "Kamieniarz" to historia dziecka, utopionej dziewczynki, której zwłoki ktoś wrzuca do morza. Kto i dlaczego zdobył się na takie okrucieństwo?

  W przypadku "Kaznodziei" zagadka kryminalna jak zwykle mnie nie rozczarowała- do samego końca zmieniałam zdanie co do tożsamości czarnego charakteru. Kiedy już myślałam, że ułożyłam układankę w całość, pojawiały się nowe okoliczności i moja teoria szła w krzaki. Być może dlatego byłam ostrożniejsza podczas lektury "Kamieniarza" i dwa razy dokładniej analizowałam każdy aspekt śledztwa, nic nie mogło być za proste. Ta moja skrupulatność doprowadziła do tego, że dość szybko domyśliłam się rozwiązania i samo zakończenie nie było dla mnie tak ogromnym szokiem, chociaż nie ukrywam był moment, który wzbudził we mnie odrazę dotyczącą człowieka i jego niektórych zachowań.

  Mimo tego, że "Kamieniarz" nie zaskoczył mnie tak bardzo jak "Kaznodzieja", to lektura tych książek to sama przyjemność. Pomijając rozwiązywanie zagadek, obserwujemy jak toczy się życie we Fjallbace, poznajemy jej mieszkańców i różne punkty widzenia. Już nawet przyzwyczaiłam się do charakterystycznego zabiegu autorki- urywania myśli jednego bohatera, wtedy kiedy następuje kulminacyjny moment i przerzucenie się na kogoś innego i inną perspektywę. Nadal bywa denerwująco, ale już nie na tyle, że chciałabym rzucić książką o ścianę.

  Kiedy zaczynałam moją przygodę z autorką, byłam święcie przekonana, że Erika i Patrick stworzą duet śledczy i razem będą rozwiązywali trudniejsze zagadki i sprawy dotyczące morderstw, jednak teraz niesamowicie się cieszę że tak się nie stało. Lubię członków policyjnej załogi, jednych bardziej, drugich mniej, ale jednak. Za to Erika to tak trudna do obdarzenia sympatią bohaterka, że głowa mała. W pierwszym tomie ją polubiłam, w drugim fantastycznie opracowała strategię jak mnie zdenerwować, a w tomie trzecim już nawet brakuje mi słów żeby ją zdefiniować. Ja nawet do końca nie jestem pewna co dokładnie mnie w niej irytuje, ale spędza za dużo czasu w domu, sama albo z dzieckiem i nie wyżywa się artystycznie, co potęguje jej nieznośność. Z jednej strony jestem w stanie ją zrozumieć, z drugiej widzę że w pewien sposób jest fabule potrzebna ze względu na jej związek z Patrickiem, ale nie zmienia to faktu, że najchętniej ograniczyłabym jej obecność w książkach do niezbędnego minimum.

  Tak jak wspominałam na początku- uwielbiam te książki za połączenie przeszłości z teraźniejszością. Bohaterowie są lepsi i gorsi, zagadki kryminalne czasem uda mi się rozwiązać, a czasem mnie szokują, ale wplecione do obecnej fabuły wydarzenia sprzed kilkudziesięciu lat to moje prywatne małe mistrzostwo. Jestem zachwycona takim zabiegiem o wiele bardziej niż brutalnymi i krwawymi akcjami, jakie mają miejsce w niejednej książce, chociaż nie ukrywam że i te bardzo lubię. Po prostu wiemy, że choć na początku imiona bohaterów nic nam nie mówią, to w jakiś sposób mają one związek z obecną fabułą i na końcu się połączą. Nasze zadanie polega na tym by odkryć tę zagadkę jeszcze przed autorką.

  Reasumując- obie książki bardzo mi się podobały i stanowią świetną kontynuację świetnego cyklu. To książki idealne na jesień, więc korzystajcie póki macie jeszcze do dyspozycji długie wieczory z kubkiem herbaty w ręce. Co prawda "Kaznodzieja" okazał się najlepszą z trzech dotąd przeczytanych tytułów autorki, jednak i "Kamieniarz" całkiem dobrze się spisał. Chciałabym, żeby autorka wreszcie wplotła do fabuły poprzednich bohaterów z poprzednich książek, bo jak na takie małe miasteczko gdzie wszyscy się znają i wszyscy plotkują, to mało jest doniesień z poprzednich tomów, o poprzednich zbrodniarzach. Ciągle marzy mi się również odwiedzenie Fllajbacki, to takie moje małe prywatne marzenie, które wierzę że uda mi się kiedyś spełnić ;)

  Niesamowicie boli mnie serce, że nie będzie mi dane być na tegorocznych targach książki w Krakowie, gdzie między innymi ma pojawić się Camilla Lackberg właśnie. To przykre zrządzenie losu, że kiedy mogłabym pojechać to tego nie robię, bo nie ma żadnej interesującej mnie autorki, a kiedy mam plany, których nie mogę zmienić, to wszyscy się zjeżdżają. Ręce można załamać. Ale nie ma tego złego- uważam, że to nie ostatnia wizyta Camilli w Polsce i że jeśli musiałabym jechać na drugi koniec Polski, żeby zdobyć autograf, to pojadę ;)
Czytaj dalej