Susan Ee- "Angelfall. Opowieść Penryn o końcu świata"

 
Oryginalny tytuł: Angelfall
Rok polskiego wydania: 2013
Wydawnictwo: Filia
Seria: Angelfall #1
Ocena: 7/10


  Postapokaliptyczne wizje świata czy dystopie ( czy to się czymś różni tak w ogóle?) powielały już tyle różnych schematów i tak często mnie nudziły, że naprawdę straciłam nadzieję, że jeszcze kiedyś trafię na coś godnego uwagi. Wystarczy mi nawet dobry styl pisarski i w miarę ogarnięta główna bohaterka, a taką książkę już uznaję za wartą mojego czasu. Jeśli do tego dodamy jeszcze tło w postaci problemów świata "po", to już jestem w niebie. I naprawdę mało jest takich tytułów. A ja na pewno nie miałam w planach zaczynania kolejnej serii, która nawet mnie do siebie nie przekonywała. Ale Meredith organizowała Book Tour i zachwycała się powieścią, a że ani razu nie zawiodłam się na żadnej polecanej przez nią książce, uznałam "dlaczego nie?". Kilka cytatów dodatkowo utwierdziło mnie w przekonaniu, że warto. I przeczytałam.

  Penryn ( swoją drogą bardzo ładne i oryginalne imię) razem z matką i niepełnosprawną siostrą żyje w świecie zagarniętym przez anioły. Pewnie myślicie, że jest kolorowo, a po trawie biegają jednorożce? Otóż niezupełnie. Nie są to takie anioły, jakie wyobrażenie o nich posiadali ludzie. To podłe stworzenia, które zagarniają nowe tereny i budzą postrach. Cóż, nieciekawa wersja dla dzieci. Porywają siostrę głównej bohaterki, a Penryn zawiera sojusz z domniemanym  wrogiem, aby ją odzyskać. Oboje mają swoje sekrety, ale również powody, by trzymać się razem, a nie osobno.

  Pierwsza rzecz, jaka zaskoczyła mnie w książce ( a muszę przyznać, że takich niespodzianek było dużo, gdyż niewiele wiedziałam wcześniej o tym tytule) to jej grubość. A raczej brak. Spodziewałam się tomiszcza, a przynajmniej czegoś na 400 stron, a dostałam 308. Niby niewielka różnica, ale w porównaniu do innych "trzysetek" widać diametralną różnicę. Być może to wina/zasługa zbitych kartek, ale nie uważam tego za minus. Tak samo jak tego, że kartki były białe- też nieczęsto się z tym spotykam. Jak już jesteśmy przy wyglądzie, to muszę przyznać, że totalnie kupiła mnie okładka. Na żywo prezentuje się wręcz nieziemsko i wierzcie mi- musicie ją chociażby zobaczyć.

  Drugie zaskoczenie to fakt, iż całkowicie inaczej wyobrażałam sobie świat przedstawiony. Ja wiem, że to głupie wyobrażać coś sobie na podstawie kilku cytatów, no ale cóż- tak było. Liczyłam, że Raffe to będzie  uśmiechnięty i zabawny chłopak z mrocznymi sekretami. A dostałam pospolitego dupka. Chociaż dupek to może za dużo powiedziane, bo miał chłopak ( a może anioł?)  lepsze momenty. Jednak były chwile kiedy miałam ochotę pstryknąć go w głowę i powiedzieć "Weź, wyjdź stąd". Był zabawny, o czym właśnie świadczyły te cytaty, ale chyba właśnie przeczytałam najlepsze z nich i nie wzięłam pod uwagę, że więcej takich dobrych zdań nie dostanę.

  A Penryn też nie była lepsza. I to już nie chodzi o to, że ufa nieznajomemu ( na dodatek domniemanemu wrogowi), bo w jej sytuacji postąpiłabym tak samo, chodziło przecież o jej siostrę. Ale jak na horyzoncie pojawiał się Raffe, dziewczyna prawie traciła głowę. A jak go nie było, to zadręczała się myślami o nim. Niby logiczne jest to, że prędzej czy później coś musiało się między nimi rozwinąć. Problem w tym, że to rozwinęło się wcześniej i tak właściwie znikąd. Poza tym oddzielnie też ma parę złych momentów, które tworzą materiał na "mało wiarygodną partię" i "bohaterkę z typowych młodzieżowych dystopii".

  I choć sobie tak narzekam, to nie znaczy że powieść mi się nie podobała. Ujął mnie przedstawiony świat, wizja aniołów zstępujących na ziemię ( choć dalej nie wiem po co to wszystko). Ta groza i pokazanie kim ludzie stają się w trudnych warunkach. Spokojnie można było poczuć klimat i za to należy się autorce duży plus. Poza tym uwielbiam wątek aniołów, to jest coś co zawsze chętnie przyjmę w każdych ilościach. Poza tym nie zapominam o tym, że jest to debiut pisarski Susan Ee i liczę, że w kolejnych tomach autorka rozwinie skrzydła ( mini nawiązanie do treści). Bo nad niektórymi kwestiami trzeba popracować- przede wszystkim charaktery- nie można przedobrzyć ani w jedną, ani w drugą stronę, co tutaj lekko się uaktywniło. Jestem ciekawa co się stanie dalej, czy będzie lepiej czy gorzej- ale przeczytam tylko jeśli nadarzy się okazja. Sama jej szukać raczej nie będę :)

PS Wybaczcie jakość zdjęcia, blogger coś nie chce ze mną współpracować :(

---------------------------------------------------------------------
Książkę przeczytałam dzięki Meredith, która zorganizowała Book Tour. Z tego co wiem, zapisy wciąż trwają, więc jak macie ochotę na lekturę- zapraszam ^^


Czytaj dalej

Zimowy TBR


Odnoszę wrażenie, że ostatnio choć jestem tutaj i publikuję posty, Wy nie wiecie co tak naprawdę czytam. To tylko moje wrażenie, ale nauczyłam się już, że najważniejsze jest słuchać swojej intuicji, a moja jest szczególnie wyczulona :) Dlatego stworzyłam dla Was mały podgląd na to, co będę czytać w najbliższych miesiącach, które są akurat tymi zimowymi. Posty TBR nigdy nie były moją mocną stroną, ale brakuje mi tutaj jakiegoś urozmaicenia i efektu zaskoczenia. Potraktujcie to jednak lekko niepewnie, ponieważ nawet ja sama nie wiem ile z tego uda mi się przeczytać ;)




Pierwsze 5 książek to tytuły, które już zaczęłam czytać, ale jakoś tak wyszło, że nie dobrnęłam do ich końca. A w praktycznie każdym przypadku opowieść mi się podoba, tylko sposób pisania już ciut mniej. I każdą z nich chciałabym przeczytać, ponieważ ponad połowa z nich to lektury szkolne, a te lubię znać. "Ferdudurke" (50/254) to jak dotąd najdziwniejsza i najbardziej niezrozumiała dla mnie książka jaką kiedykolwiek czytałam.  "Przedwiośnie"(56/226) podoba mi się ciut mniej od innej powieści Żeromskiego, o której za chwilę, ale mimo wszystko myślę, że opowiada ciekawą historię i jestem skłonna czytać dalej. "Traktat o łuskaniu fasoli" (40/399) to jedyna książka z tych pięciu, która nie jest lekturą, a czytam ją, ponieważ poznałam parę bardzo wartościowych cytatów od Pana Myśliwskiego i chcę przeczytać chociażby jedną jego książkę. A zapowiada się bardzo wyraziście. "Granica"(44/206) budzi we mnie chęć mordu na głównym bohaterze, ale jestem zainteresowana jego dalszymi losami, więc myślę, że Ziembiewicz i ja jednak się troszkę lubimy. "Ludzie bezdomni"(122/235) mają ze mną bardzo zawiłą relację, ponieważ powoli poznajemy się już od kilku miesięcy i mimo iż bardzo lubię Judyma i Joasię, to nie potrafię na dłużej siąść i o nich poczytać.



"Cień wiatru" chciałam przeczytać już od dawna, ale ostatnio uznałam, że i tak już za długo zwlekałam, a lista osób, które mi tę książkę polecały, właśnie stała się o kolejne imię dłuższa. I wypożyczyłam. "Kod Leonarda Da Vinci" pasuje mi do pewnego wyzwania, a poza tym ktoś mi ją również polecał i byłam strasznie na nią nakręcona... do czasu aż usłyszałam jedną rzecz na jej temat i teraz muszę moją decyzję jeszcze gruntownie przemyśleć. Ale na razie wskakuje do czytelniczych planów. "Sklepy cynamonowe" to kolejna, ostatnia jak na razie lektura szkolna, a ja mam przeczytać tylko to jedno opowiadanie. Nie wykluczam jednak, że jeśli mi się spodoba, sięgnę po więcej. Kolejne dwie książki to pozycje już typowo młodzieżowe i raczej odprężające. "Upadłych" już w sumie zaczęłam czytać (148/461), ale jak na razie irytuje mnie główna bohaterka i fascynuje opowiadana historia. "Girl online" pożyczyłam od przyjaciółki i teoretycznie miało być na okres świąteczny, ale boję się zaczynać kolejnej, kiedy inne jeszcze czekają na dokończenie :)

Nieświadomie podzieliłam te książki na tytuły polskich i zagranicznych autorów i autorek, co w sumie nawet ładnie wygląda. Dajcie znać co czytaliście z mojego zestawienia, co polecacie, co odradzacie i jakie są Wasze plany czytelnicze. Poza tym szukam też ciekawych wyzwań czytelniczych na 2017 rok- jak coś organizujecie, albo wiecie o czymś interesującym- koniecznie dajcie znać!
Czytaj dalej

Przygotowania do świąt BOOK TAG

Kilkanaście dni temu Justysia nominowała mnie do TAG'u, którego nazwę macie w opisie posta,a ja dziś na niego odpowiadam. Będzie świątecznie, zimowo... i bardzo długo, także radzę sobie przygotować kubek gorącej herbaty :)  Warto dodać, że jest to autorski TAG Justysi i Kitty i dziewczyny dopasowały naprawdę świetne kategorie, jak tak czytałam, to myślałam, że to pewnie już koniec, a tu nie :))




OZDOBY- Ubierasz swoją domową biblioteczkę na święta? Jeśli tak, jak to wygląda? (pochwal się zdjęciem).
W tamtym roku po raz pierwszy ubrałam moją biblioteczkę w lampki i w sumie są one moją jedyną dekoracją świąteczną ;) W tym roku wygląda ona tak:


Są światełka, jest choinka, jest pluszowy renifer. Wybaczcie jakość zdjęcia, ale nawet przy najlepszym oświetleniu, moja biblioteczka tego światła nie doświadcza. A dzisiaj u mnie jest pochmurno :)

LIST DO MIKOŁAJA-Stwórz swoją listę rzeczy, które kochasz
Kocham herbatę
Kocham moje białe trampki (jedyny dopuszczalny kolor trampek)
Kocham książki
Kocham naklejki, zeszyty i wszystkie inne dekoracyjne pierdoły
Kocham kubki
Kocham mój bordowy lakier do paznokci
Kocham sukienki i spódnice
Kocham zdjęcia
Kocham ciepłe koce
Kocham rękawiczki
I kocham wiele innych rzeczy, ale ten list do Mikołaja jest wystarczająco długi :)

MIKOŁAJ-Grubaśna książka, która była przyjemna
Właśnie do mnie dotarło jak mało grubych książek czytam. Ale coś jednak jest, więc z tego małego grona wybieram "Czarne wzgórza" Nory Roberts.

PREZENTY- Robienie ich to nie lada wyzwanie. Czy w Twoim otoczeniu masz kogoś kogo obdarujesz książką? Jeśli tak, to kogo i jaką?
Osobiście uwielbiam prezenty dostawać i je przygotowywać. Nie podzielam zdania reszty ludzi, który uważają to za kłopot i odwieczny dylemat co kupić- ja zawsze wiem, co może kogoś ucieszyć. Problem w tym, że chyba tylko ja. Dlatego w mojej rodzinie często idzie się na łatwiznę i w prezencie daje się pieniądze ze słowami: "Sama najlepiej wiesz co chcesz, więc to sobie kup". A jak dla mnie to trochę przykre, że ktoś nie chce poświęcić dla mnie tych kilkunastu minut, żeby zamiast tych pieniędzy pomyśleć, co mogłoby sprawić mi radość. Ja sama przygotowywałam w tym roku prezent dla Patrycji, w ramach wymianki książkowej i sprezentowałam jej "Koronę w mroku" :)

KARTKI ŚWIĄTECZNE-Przemiłe zaskoczenie książkowe tego roku
Przede wszystkim "Endgame". Zostałam bardzo, ale to bardzo pozytywnie zaskoczona i jest to zdecydowanie jedna z lepszych książek tego roku.



REKLAMY ŚWIĄTECZNE-Książka, która mimo iż Cię wkurzała, okazała się być w porządku
Jak książka mnie wkurza, to mnie wkurza, a nie okazuje się być w porządku ;) Na siłę może dopasowałabym pierwszą część "Chłopów" Reymonta- wiele rzeczy mi nie pasowało, ale jak patrzę z perspektywy czasu, to była jedną z lektur, które czytałam bez presji czasu i nagonki, co się ceni. A na dodatek mi się podobała.

ŚNIEG-Dlaczego lubisz/nie lubisz śniegu?
Jestem jesienną dziewczyną, więc to właśnie jesień kocham najbardziej, ale zima to chyba moja druga w kolejności ulubiona pora roku. Jestem jak najbardziej ciepłolubna i nienawidzę  zwlekać się z łóżka wcześnie rano, ale kiedy wychodzę z domu, jest ciemno, dookoła śnieg, a przede mną 15 minut spaceru- jestem w niebie. O wiele bardziej wolę taką pogodę od letniego "wychodzę rano jest chłodno, wracam i mogę umierać z gorąca". Ja naprawdę lubię śnieg, byle był biały, czysty i lepki ;) A nie jakieś imitacje. No i kurczę- Boże Narodzenie i śnieg się uzupełniają, a kto nie kocha świąt?

BAŁWAN-Zbuduj bałwana z ulubionych książek
Moje nikłe zdolności artystyczne i dodatkowo brak pomysłu nie pomagają mi tego bałwana ulepić :)

PIOSENKI ŚWIĄTECZNE-Książka, która leżała przez długi czas na Twojej półce, aż wreszcie doczekałaś się jej przeczytania
"Malfetto. Mroczne piętno" przeleżało prawie rok, aż w końcu po nią sięgnęłam. I ludzie, to było tak genialne, że czytajcie, póki jeszcze tu jesteście i pamiętacie tytuł ;)

JINGLE BELLS-Czyli co najbardziej kojarzy Ci się ze świętami?
Mandarynki. Śnieg. Kolędy. Choinka. Lampki.



KULA ŚNIEŻNA-Książka, która wywróciła Twoje życie do góry nogami
"Na krawędzi nigdy". To bardzo ważna dla mnie książka i wiele z  niej wyniosłam. Tylko osoby, które czytały i czują podobnie, wiedzą co mam na myśli :)

MANDARYNKI-Książka, którą kochasz za jej idealny styl, tak jak kochamy mandarynki za idealny smak
"Misja Ivy". Nie jest to gruba książka ( i wciąż ubolewam, że nikt nie chce wydać kontynuacji ekhem) i w sumie nie jest jakaś wybitna, ale czyta ją się rewelacyjnie. Ja po skończeniu miałam ochotę zakopać się pod kołdrą, przeżyć TO zakończenie i na nowo zacząć czytać. Serio.

PIERNICZKI-Słodka książka, po której miałaś kaca książkowego uniemożliwiającego dalsze czytanie.
Nie miewam kaca książkowego po słodkich książkach. Ten występuje u mnie przy jakiejś niesamowicie genialnej książce, a te słodkie zazwyczaj są na raz.

CHOINKA- Książka ze śliczną, zimową okładką
Mam dwie. W zasadzie jedna jest bardziej świąteczna- mam na myśli "Księgę wyzwań Dasha i Lily", a druga stricte zimowa, czyli "Podaruj mi miłość".

KOLĘDA-UKOCHANA KOLĘDA Z DZIECIŃSTWA
Może jestem mało oryginalna, ale jest to "Przybieżeli do Betlejem" :) A na chwilę obecną, , moją ulubioną piosenką świąteczną jest "Kolęda dla nieobecnych". Zawsze się wzruszam, słuchając jej, ale chyba właśnie to jest w niej takie piękne.



BOMBKI, ŁAŃCUCHY, ŚWIATEŁKA-Jak przygotowujesz się do tegorocznych świąt?
Przede wszystkim ważny jest da mnie czas Adwentu, czas radości i staram się smucić jak najmniej. Przygotowuję się przede wszystkim duchowo, bo w sumie o to tutaj najbardziej chodzi. Z rzeczy przyziemnych? Na pewno piekę pierniczki, których w tym roku wyszło ponad 300 :D Przy okazji-mam rewelacyjny przepis na te ciasteczka- mogę podać :D

BIAŁY OBRUS-Książka czysta, bez wad
Każda książka ma jakieś wady, choćbym usilnie próbowała temu zaprzeczyć. Ale nie da się ukryć, że są takie tytuły, które są dla mnie po prostu ważne i nawet jeśli są tam błędy, to ja ich nie widzę. Żeby się nie powtarzać, takimi książkami są  "Lato drugiej szansy" czy "Aż po horyzont" Morgan Matson.

WYCZEKIWANIE PIERWSZEJ GWIAZDKI-Czyli premiera na 2017 rok, której wyczekujesz
Ostatnio nie jestem na bieżąco, jeśli chodzi o takie newsy, i w sumie jakoś nie bardzo rozpaczam, ale wiem, że wydają trzecią część serii Dark Elements i to już w styczniu, tak samo jak trzeci tomu "Endgame" <3

WIGILIJNY OBIAD-Twoja ulubiona wigilijna potrawa
Myślę, że poszczególne regiony mają ciut zmodyfikowane wersje wigilijnych potraw, ale dla mnie numerem jeden pozostają kluski z makiem oraz ryby. Ale może to zależeć też od tego, że to wszystko przygotowuje moja babcia, a wiadomo że babcia, to babcia ;) I choćbym usilnie się starała, mi tak dobre rzeczy nie wychodzą ;)



ŚWIĘTA RODZINA- Bohater posiadający cudowną rodzinę/przyjaciół
Camilla z "Komedii świątecznej". Dwie siostry, w tym jedna bliźniaczka, mama, oraz mnóstwo przyjaciół. A wszystko to dodatkowo okraszone świąteczną atmosferą <3

OTWIERANIE PREZENTÓW-Ulubiony moment z książki, którą kochasz
Kocham wiele moich książek i trudno wybrać jedną z nich, a z tej jeszcze jedną scenę. Ale w żadnej mojej odpowiedzi nie padł jeszcze "Chłopak na zastępstwo" i ta całkiem, całkiem ostatnia scena z kradzionym pocałunkiem. W ogóle ten tytuł nie dość, że jest mądry to jeszcze niesamowicie przyjemny w czytaniu.

12 APOSTOŁÓW-12 rzeczy, których nie może zabraknąć w Wigilię
Choinki, kolęd, atmosfery, kompotu z suszonych owoców, opłatka, dodatkowego nakrycia przy stole, rozmów, pierwszej gwiazdki, jedzenia, śniegu, rodziny oraz siana pod obrusem.

KOLĘDNICY-Książka, którą widziałaś w 2016 roku wiele razy polecaną
Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że jest to "Mimo moich win", do której ani mnie nie ciągnie, ani nic. Ten tytuł mnie nawet od siebie odrzuca, na dzień dobry tą okładką. Kto do tego dopuścił?



KEVIN SAM W DOMU-Czyli ulubiony film na święta
Nie lubię Kevina. Jak byłam młodsza, to ten film był i ciekawy i zabawny i przede wszystkim puszczany w święta. Teraz potrafi lecieć ze 2-3 razy do roku, a i tak jakoś omija termin 24-26 grudnia. Uwielbiam za to Listy do M,  Listy do M 2 oraz Holiday. A wczoraj po raz pierwszy obejrzałam To właśnie miłość i też mi się podobał. Warto obejrzeć choćby dla tańczącego Hugh Granta :D

PÓŁNOCNA GODZINA-Książka z bohaterem zwierzęciem
Czy jeśli ktoś jest wampirem czy wilkołakiem to liczy się jako zwierzę? :D Nie no, nie mam takiej książki, której główny bohater jest zwierzęciem, zdecydowanie bardziej wolę ludzkie formy :)

NOMINACJE:
Wykonanie tego TAGU zajęło mi prawie półtorej godziny, więc mam nadzieję, że dotarliście do końca w krótszym czasie ;)
Nominuję:
Sherry- bo wiem, że ma tematyczny miesiąc na blogu, więc może akurat znajdzie wolne okienko na ten tag, chociaż czasu już malutko :)
Tatianę- bo wiem, że miło jest przekazać dalej świąteczną radość no i chciałbym poznać Twoje odpowiedzi ;)
Karolinę- bo nie widziałam jeszcze u Ciebie tego tagu :)



Czytaj dalej

Jenny Han- "Tego lata stałam się piękna"


Oryginalny tytuł: The Summer I Turned Pretty
Rok polskiego wydania: 2014
Wydawnictwo: Wydawnictwo OLE
Seria: Lato #1
Ocena: 5/10

  Co roku w wakacje, Belly wyjeżdża do domu przyjaciółki swojej mamy i jej dwóch synów- Conrada i Jeremiego. W jednym z nich jest zakochana, jednak ten nie zwraca na nią uwagi. To lato będzie jednak inne. Belly kończy 16 lat, wygląda na kobietę bardziej niż rok temu i widzi, że zawróciła w głowie drugiemu bratu. Ona zakochana w Conradzie, Jeremi zakochany w niej- czy z tego może wyniknąć coś dobrego?

  Nie bardzo wiem jak mam ocenić tę książkę. Wzbudza we mnie skrajne emocje ilekroć o niej pomyślę. Nie jest to książka zła, ale też nie jest najlepsza. Widzę ją gdzieś pośrodku, ale nawet z tym nie do końca umiem się zgodzić. Jenny Han napisała całkiem przyjemną młodzieżówkę. Wiecie- lato, dziewczyna i dwóch braci, pierwsze pocałunki i randki w ukryciu. Jednak "Tego lata stałam się piękna" to jednak mocno schematyczna, przewidywalna książka z durną główną bohaterką. Zresztą kto traktuje poważnie kogoś o imieniu Belly? Nie Bella, nie Belle, tylko Belly. Jak mała, pięcioletnia dziewuszka. Przepraszam, ale to imię, w odniesieniu do szesnastoletniej osoby, ogromnie mnie złości i śmieszy zarazem.

  Conrad i Jeremi, dwaj bracia również nie zyskali mojej szczególnej sympatii. Polubiłam obu z nich, każdego za coś innego, ale nie są to osoby, które zapadły by mi w pamięć na dłużej. A żeby było śmieszniej, oprócz tej dwójki mamy też trzeciego chłopaka, którego imienia już niestety nie pamiętam, a który też w pewien sposób zwiąże się w Belly w znaczeniu romantycznym. No bo to przecież normalne- zależy mi na jednym chłopaku, ale on nie zwraca na mnie uwagi. Mam już 16 lat, więc to czas najwyższy by znaleźć sobie drugą połówkę, więc zaczynam się spotykać z nowo poznanym facetem. No po przecież jestem taka dorosła. Wybaczcie, ale ta wizja do mnie nie trafia.

  Jeśli jeszcze tego nie wywnioskowaliście-tak, Belly mnie irytowała. W pełni dotarło to do mnie parę tygodni po przekręceniu ostatniej kartki, kiedy na wszystko spojrzałam świeżym spojrzeniem. No i sam wątek romantyczny do Conrada nie rozwija się przez całą książkę prawie w ogóle, a tu nagle pod koniec BUM! I wyznawanie uczuć. No ludzie. Seria ma trzy tomy- naprawdę ktoś pisze o takich rzeczach trzy tomy? I to na dodatek tak kiepsko? Ale cóż- są przynajmniej cienkie i nie zawierają scen erotycznych, inaczej uznałabym to za drugie "After".

  "Tego lata stałam się piękna" to książka dla młodszych nastolatek. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że 13-15 lat, to taki odpowiedni przedział. Ja już dawno się w nim nie mieszczę i pewne zachowania bohaterów po prostu działały mi na nerwy. Nie żebym oczekiwała cudów od tej książki, ale miałam nadzieję, że przynajmniej utrzyma jako taki poziom. Całe szczęście, że mało za nią zapłaciłam, bo w innym wypadku byłoby mi po prostu przykro.

  Nie zniechęca mnie to jednak do innej książki autorki, którą w sumie już mam na mojej półce, czyli "Do wszystkich chłopców, których kochałam". Podobno jest lepsza niż letnia seria i mam nadzieję, że ja też będę tak twierdzić po jej przeczytaniu. A dwóch kolejnych tomów LATA już raczej nie przeczytam. Pierwszy tom uświadomił mi na jakim mniej więcej poziomie znajduje się ta historia i zdecydowanie nie jest przeznaczona dla dziewiętnastoletniej, wybrednej dziewczyny jaką jestem ;)
Czytaj dalej

Jennifer L. Armentrout- "Arktyczny dotyk"


Oryginalny tytuł: Stone Cold Touch
Rok polskiego wydania: 2016
Wydawnictwo: Wydawnictwo Filia
Seria: Dark Elements #2
Ocena: 7/10

  Pierwszy tom serii Dark Elements niesamowicie mnie oczarował i po przeczytaniu zakończenia, wręcz nie mogłam usiedzieć na miejscu z niecierpliwości co będzie dalej. W przypadku serii posiadam żelazną zasadę- robię sobie przerwę, żeby nie czytać kilku części jednym ciągiem, bo wtedy mi się nudzą i jakoś za bardzo mogę nie docenić wspaniałości tego drugiego tomu. Tym razem byłam jednak tak zdesperowana, że tę moją zasadę złamałam i wydałam na książkę więcej niż przeciętnie. Czy żałuję? Nie do końca. Faktem jest jednak to, że "Arktyczny dotyk" nie ujął mnie tak bardzo jak jego starsza siostra.

  Po wydarzeniach kończących tom pierwszy, Layla martwi się, że już nigdy nie spotka się z Rothem. Ten jednak wraca, problem w tym, że kompletnie ignoruje Laylę. Staje się dupkiem, a jak tak go pochwaliłam w pierwszej części za bycie dżentelmenem. Co więcej- gdzieś bezkarnie hasa sobie lilin- wcielenie najczystszego zła, a nikt nie może wpaść na trop, by go złapać. No i jest jeszcze Zayne, który jest jednak odporny na dar Layli, skutkiem czego ta dwójka zbliża się do siebie. 

  FAKT NUMER 1: obawiałam się, że wątek romantyczny z Zaynem bardziej rozwinie się w "Arktycznym dotyku" i miałam rację. Było mi to solą w oku, ponieważ ja lubię tego chłopaka, ale w znaczeniu jak najbardziej kumplowskim. Roth odszedł na drugi plan, a pierwsze skrzypce grała szczęśliwa Layla i Zayne. Nie potrafię jednak całkowicie zignorować marzeń Layli- wszak spełnia się właśnie jej marzenie, a ten drugi to w zasadzie nowa dla niej osoba, która na dodatek traktuje ją protekcjonalnie. Co ma swoje motywy, których się domyśliłam, jednak nawet mnie trochę to bolało ;)

  FAKT NUMER 2: autorka nie zaskoczyła mnie w żadnym stopniu, jeśli chodzi o lilina. Jak dla mnie jest to dość oczywiste i drogą dedukcji każdy może na to wpaść. Dlatego od mniej więcej 1/3 przeczytanej treści wiedziałam jak to się skończy. Po drodze jednak zostałam zaskoczona drobnymi niespodziankami, więc to jak najbardziej liczy się na plus.

  FAKT NUMER 3: po książki Jennifer mogę sięgać w ciemno. Ma ona lepsze i gorsze momenty i czasem nie wie, kiedy najlepiej zakończyć jakiś wątek, jednak pisze niesamowite paranormal romance, które się wręcz połyka. Jeśli jeszcze nie znacie jej książek, koniecznie powinniście to nadrobić. Polecam serię Dark Elements: macie tutaj gorącego księcia piekieł, bardziej "nieludzką" dziewczynę oraz przystojnego strażnika-gargulca. Osobiście uważam tom pierwszy za lepszy, jednak "Arktyczny dotyk" też coś w sobie ma. A aktualnie będę czekać na "Ostatnie tchnienie", czyli finał historii, którą naprawdę mocno pokochałam. Jesteście ze mną?
Czytaj dalej

Filmowa Dominika: "On-drakon", "Tuck Everlasting"

Kiedyś posty filmowe były u mnie dość często spotykanym zjawiskiem, a potem odpuściłam je sobie, twierdząc, że nie mam wystarczającej wiedzy by rzetelnie je oceniać. I w sumie to się nie zmieniło- dalej jestem laikiem w sprawach filmowych, jednak wiem co mi się podoba, a co nie. I dlatego Filmowa Dominika przeżywa swoją reaktywację. Będzie raz na jakiś czas i tylko wtedy kiedy znajdę coś co chcę Wam polecić. Na świeżo, kilka dni po seansie. Dzisiaj na tapetę biorę dwa obejrzane w tym tygodniu filmy- zapraszam.


Natrafiłam na ten film przeglądając mojego FB, była to jedna z tych stron typu 1000 filmów, które... .
Zrobiłam screena i od tamtej pory ten tytuł nie dawał mi spokoju. Tym bardziej, że zewsząd krzyczały do mnie opinie "cudowny film!", "jeden z najpiękniejszych", "niesamowita baśń". No to się skusiłam.

Jest to opowieść o Mirze, księżniczce, którą porywa smok. Jednak smok tak do końca też smokiem nie jest, co już na początku stwarza nam obraz niespotykanej miłości. I dobrze! To jest baśń, w baśniach wszystko jest możliwe, a zwłaszcza kiedy są tak piękne i magiczne jak ta.

On-drakon, to po polsku Zaklęty w smoka ( już po samym tytule możecie domyślać się rozwinięcia akcji), jednak do mnie przemawia bardziej wersja oryginalna. Oryginalna, czyli rosyjska. Tak, tak- mnie na początku też to raziło, jednak naprawdę ujęła mnie kultura Wschodu, stroje, śpiewy oraz nawet sam język, za którym w rzeczywistości nie przepadam.

Nie potrafię stwierdzić czy jest to produkcja niskobudżetowa czy nie, jednak takie informacje znalazłam w internetach, więc na nich się teraz opieram. Dlatego podoba mi się to, że mimo iż w ten film nie poszło aż tyle pieniędzy, ile ładuje się w bardziej znane produkcje, to jest on lepszy od niejednej z nich. Bardzo klimatyczny, wzruszający, mądry i dający nadzieję. Naprawdę warto obejrzeć i zatracić się w historii Miry i Armana.



Drugi z tytułów również przemawia do mnie tylko i wyłącznie w wersji oryginalnej, zamiast polskiego Źródła młodości. Co zabawne- miałam go na liście "do obejrzenia" już od bardzo dawna, nawet nie chcę liczyć od kiedy dokładnie, bo wtedy musiałabym zmierzyć się z faktem, jak dobrą produkcję miałam przed nosem i jej nie odtworzyłam.

Rodzina Tucków mieszka samotnie w lesie, oddalona od ludzi i przez nich zapomniana. Dawno temu napili się wody ze źródełka, które okazało się magiczne. Stali się nieśmiertelni. Nie mogą umrzeć, nie czują bólu, wyglądają tak samo jak w dniu, w którym wszystko się zmieniło. I wtedy w ich świat wkracza Winnie- dziewczyna z dobrego domu, która pragnie doznać odrobiny wolności. Zakochuje się z wzajemnością w Jessem, wiecznie młodym chłopaku, jednak czy będzie na tyle odważna by żyć i żyć i żyć?

Muszę przyznać, że ten film to petarda. Jest tak niesamowity, że aż brak mi słów. Alexis Bledel, czyli Winnie zawsze kojarzyła mi się z dżinsami*. Po Tuck Everlasting dołączyła do grona moich ulubionych aktorek. Jest piękna i idealnie pasuje do roli panny Foster. Jesse jest przystojny, Miles również, a Mae Tuck jest idealną filmową mamą.

Film powstał na podstawie książki Natalie Babbitt, jednak z tego co mi wiadomo, ta nie została przetłumaczona na język polski. Mamy tutaj przepiękną ścieżkę dźwiękową, przepiękne krajobrazy i przepiękną historię, z której zapamiętałam słowa: "Nie lękaj się śmierci, raczej nieprzeżytego życia.".

Niesamowicie wzruszyła mnie też końcówka. Niby wiedziałam, że tak może się stać, ale zakładałam inny scenariusz. Na początku nie mogłam się z tym pogodzić, ale potem uznałam, że to było naprawdę dobre posunięcie. I inne wszystko by zepsuło.

* "Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów" ;)


Dajcie znać czy zachęciłam Was do któregokolwiek z tych filmów. Byłoby super, bo właśnie po to powstał ten post ;) A może już widzieliście i chętnie ze mną podyskutujecie?

Czytaj dalej

Leslye Walton- "Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender"


Oryginalny tytuł: The Strange And Beautiful Sorrows of Ava Lavender
Rok polskiego wydania: 2016
Wydawnictwo: Wydawnictwo SQN
Ocena: 8/10


  "Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender" to powieść dość...osobliwa i cudowna. Gwarantuję Wam, że czegoś takiego jeszcze nie czytaliście i raczej nie powinniście być zawiedzeni, chociaż kto tam wie. Myślę, że jest to taki typ książki, który jest na tyle inny i można rzec szokujący, że niby powinien oczarować każdego, ale może też coś pójść w drugą stronę. Osobiście nigdy nie zamierzałam czytać Avy Lavender, ponieważ nijak mnie do siebie nie przekonywała. Nawet okładka, która czarowała wszystkich, mi wydawała się zwykła i mało zachęcająca. Ale miałam okazję, skorzystałam z niej i nie żałuję ani jednej minuty poświęconej książce. Wbiła się w lukę, kiedy szukałam... czegoś. Nie do końca romansu, nie do końca fantastyki, nie do końca kryminału. I mimo, że książka łączy w sobie po troszkę każdego z tych elementów, to najzwyczajniej w świecie jest po prostu osobliwa i niezwykła.

  Tak naprawdę ciężko powiedzieć mi o tej książce cokolwiek, gdyż boję się, że popełnię wielki fail i coś niechcący zaspoileruję. A tego bym nie chciała.  Ale tak ogólnie to książka traktuje o trzech pokoleniach rodziny Lavender, ale całą historię opowiada tytułowa Ava. Śledzimy losy tych ludzi, mamy wgląd w przeszłość i to nie za pomocą retrospekcji, a za pomocą takich kilku leniwych pierwszych rozdziałów. Mówiąc "leniwych" nie mam na myśli "nudnych". Chodzi mi o takie, gdzie autorka nie spieszy się z przedstawieniem historii, ale się też nie ociąga, Czas płynie, przekręcasz kartkę za kartką i nawet nie zauważasz, że jesteś już w połowie.

  Tak naprawdę każdy tutaj ma odrębny charakter, każdy się wyróżnia, a jak się nie wyróżnia to po prostu zostaje na dalszym planie i jest tylko wspomniany mimochodem. Mamy kogoś kto nie potrafi sobie radzić z uczuciami, kogoś kto od lat jest nieszczęśliwie zakochany, kogoś kto nie mówi, kogoś kto się jąka, kogoś kto jest przebojowy oraz kogoś kto ma obsesję. To tylko kilka przykładów, jednak sami widzicie jak wielka różnorodność tutaj panuje.

  Klimat to kolejny atut tej książki. Raz jest spokojny, raz gwałtownie rośnie napięcie, potem robi się strasznie, tak strasznie że ma się ochotę zamknąć oczy i czytać dalej, co samo w sobie jest niemożliwe. Panuje tutaj taka atmosfera niewiadomej- nie wiemy co wydarzy się na następnej stronie. Mamy ochotę przekręcić parę kartek w przód, poczytać i wrócić do przerwanego momentu. Ciekawość rośnie, a ostatnie rozdziały to punkt kulminacyjny. Niby czytasz i widzisz prawdę, ale za chwilę masz ochotę się cofnąć i zobaczyć czy aby na pewno wzrok Cię nie zmylił. Cudne uczucie.

  Styl pisania Leslye Walton jest lekki, czyta się bardzo przyjemnie i szybko. Przez książkę się wręcz płynie i z radością będę oczekiwać jej nowych powieści. W sumie tak naprawdę jedynym większym minusem jest dla mnie zakończenie, gdyż chyba się nie zrozumieliśmy. Serio- czytałam to kilka razy i dalej nie bardzo widzę w tym sens i logikę. I mimo, że tak idealnie pasuje do całości, to jednak niesamowicie dręczy mnie fakt, że nie pojmuję tego co się stało. Mógłby mnie ktoś olśnić? :D

  Jeśli jeszcze tego nie wywnioskowaliście, to spieszę donieść, że macie przeczytać tę książkę. Nie rozkazuję, ale daję Wam wskazówkę, która książka jest warta Waszego czasu i od której nie będziecie mogli się oderwać. Wydawnictwo SQN- robicie to dobrze! Już po raz kolejny sięgnęłam po książkę od Was, co do której nie byłam przekonana, a która tak bardzo mi się podobała. Jesteście super!

Czytaj dalej