Podsumowanie jesieni 2016

Miesięczne podsumowania to taki typ postów, które uwielbiam przygotowywać. Sięgam myślami wstecz, wyłapuję ciekawe momenty, fajne książki, filmy i wydarzenia. Siedzę nad tym kilka dni, żeby było ciekawie, wyczerpująco i jak najbardziej rzetelnie, bo wiadomo że pamięć jest ulotna i czasem zawodzi. A jednak odkąd zaczął się rok szkolny zaniechałam pisania podsumowań. Powód był prosty- jestem w klasie maturalnej, więc nie czytam tyle ile bym chciała ( chociaż ostatnio coś się w tym względzie zmienia), a nie chciałam pisać tylko po to, aby coś było. Uznałam, że lepsze będzie podsumowanie kwartalne, bardziej obszerne i mam nadzieję ciekawe. A tak się złożyło, że miesiące wrzesień, październik i listopad to miesiące jesieni, czyli mojej ulubionej pory roku.


Nie bez powodu nazywam siebie jesienną dziewczyną. Wtedy jestem pełna zapału do pracy, nie ogarnia mnie zniechęcenie jak większości ludzi i jestem pełna optymizmu. Chociaż w sumie staram się, aby optymizm towarzyszył mi przez cały rok. Rzecz w tym, że najlepiej czuję się jesienią. Wtedy można się najfajniej ubrać, poczytać pod kocem z kubkiem gorącej herbaty czy słuchać odgłosu szeleszczących liści. Nawet choroby mi nie przeszkadzają. Jednak wrzesień i pierwszy tydzień października upłynął mi pod znakiem stresu, jako że miałam poprawkę mojego egzaminu zawodowego. Jestem z tych osób, które przejmują się każdą drobną rzeczą, a jak widzicie nawet z miesięcznym wyprzedzeniem. I chociaż poświęciłam czas nauce ( co odbiło się na moim czytelniczym wyniku), to stres zrobił swoje. Jednak ten etap mam za sobą, ponieważ dokładnie dwa dni temu, w piątek dowiedziałam się, że udało mi się zdać.


Za to trzy kolejne tygodnie października upłynęły mi bardzo intensywnie i w sumie nie wiem kiedy zleciały. Wiem jednak, że był to jeden z najlepiej przeżytych miesięcy tego roku. Udało mi się pojechać na dwudniową wycieczkę do Szczawnicy, zaczęłam i skończyłam uczęszczać na kursy przedmałżeńskie, byłam na weselu ( chociaż nie polecam iść z prawie obcą osobą towarzyszącą) oraz oglądałam z przyjaciółkami filmy w ramach naszej prywatnej nocy filmowej. Poza tym 25 października obchodziłam swoje urodziny, co było kolejnym powodem do świętowania. Ogólnie październik spędziłam w rozjazdach i na spotkaniach ze znajomymi, skutkiem czego rzadko kiedy miałam czas na czytanie, jednak o dziwo przy tak napiętym grafiku mój wynik prezentuje się niesamowicie.


O listopadzie nie ma co za wiele mówić, poza tym że nawet nie wiem kiedy minął. Nie robiłam raczej nic produktywnego, dzień leciał za dniem i tak odbiłam sobie zabiegany październik. Miałam kilka planów, które nie wypaliły, oraz chorobę która uwięziła mnie w domu na kilka dni. Ale nie ma tego złego- w tym czasie udało mi się przeczytać trzy książki, co mocno podniosło mi samoocenę ;) Pisałam też próbne matury- chociaż mam na ten temat tyle do przedyskutowania, że chyba potrzebowałabym całego czystego arkusza ;) Matematyka i rozszerzona geografia były dla mnie trudne, język polski miał ciekawy temat wypracowania, a angielski z kolei miał proste zadania i teksty. Czyli fifty-fifty. Wiem już co umiem, na co muszę zwrócić uwagę i nad czym popracować. Jak dla mnie takie maturki powinny być raz na miesiąc, żeby sprawdzić siebie, bo samemu czasem trudno o motywację ;)


Wrzesień rozpoczęłam bardzo optymistycznie, mianowicie kontynuując zaczęty w sierpniu "Ognisty pocałunek", który okazał się tak wciągający i tak świetny, że nie potrafię uwierzyć dlaczego zwlekałam z czytaniem tak długo. Potem zabrałam się za "Prawo Mojżesza", egzemplarz recenzencki, który otrzymałam,kiedy straciłam już nadzieję na lekturę. I ten również okazał się interesującą książką, przede wszystkim dość oryginalną.  Październik rozpoczęłam "Chłopakiem z sąsiedztwa", którego czytałam w wersji "suchej", czyli tekście na zwykłych białych kartkach i było to moje  pierwsze tego typu doświadczenie. Choć mnie te kartki przerażały to ze zdumieniem stwierdziłam, że czytało mi się całkiem przyjemnie. Następnie mamy "Tego lata stałam się piękna", tytuł który złapałam w okazyjnej cenie na szkolnej wycieczce i który nie rozczarował mnie, ale też nie uważam że sięgnę po jego kontynuację. Żeby nie było tak pięknie w międzyczasie musiałam wcisnąć gdzieś "Jądro ciemności". I chociaż myślałam, że pójdzie szybko- wszak jest to 70 stron, to książka niemiłosiernie się dłużyła i jestem pewna, że jest to jedna z moich naprawdę bardzo nielubianych lektur. Październik zakończyłam "Osobliwymi i cudownymi przypadkami Avy Lavender", które były nieco... chore, ale niesamowicie oryginalne i wciągające. Nastał listopad, a wraz z nim pojawił się natłok książek z Book Tourów, skutkiem czego czytałam praktycznie tylko te. "Paragraf 5"  był pierwszą dystopią, którą przeczytałam po kilkumiesięcznym odwyku od gatunku i słowo daję- był wyśmienity. "Czy wspominałam, że za Tobą tęsknię" to dla odmiany egzemplarz recenzencki, który przeczytałam szybko i uważam za całkiem dobre zakończenie serii, aczkolwiek chyba już wyrosłam z takich historii. Udało mi się też dokończyć "Arktyczny dotyk", który mimo moich usilnych próśb, okazał się gorszy od swojej poprzedniczki. "Angelfall" to kolejna książka listopada, spodziewałam się po niej troszkę czegoś innego, ale nie jestem rozczarowana. Co my tu jeszcze mamy? "Moje serce i inne czarne dziury", książkę która wywarła na mnie spore wrażenie i która ma naprawdę oryginalną główną bohaterkę. Sam koniec miesiąca przyniósł mi tytuł, który od naprawdę bardzo dawna miałam na oku, czyli "Księżniczkę z lodu". Jestem bardzo zadowolona z lektury i już nie mogę się doczekać kolejnych części.


Przez ten okres bardzo często wybierałam łatwiejszą opcję, czyli filmy. Obejrzałam ich aż 14 plus te, które widziałam po raz kolejny. Pierwszy z nich- Nerve okazał się bublem, rozczarowaniem i bardzo wielkim niedopowiedzeniem. Odbiłam to sobie oglądając Sekretne życie zwierzaków domowych, które było zabawne i ciekawe, jednak nie darzę go tak wielkim uczuciem jak się spodziewałam po zwiastunach. Potem WRESZCIE udało mi się zobaczyć ekranową wersję drugiej części Kosogłosa, która oczywiście mnie nie zawiodła, bo jakżeby mogła. Planeta Singli to kolejna polska produkcja, która mi się podobała, no bo Stuhr ♥ Rio 2 uważam za kiepską kontynuację, o wiele bardziej ujęła mnie jedynka, jak dla mnie działanie dla kasy. Dziennik Bridget Jones włączyłam w sumie dlatego, że widziałam zapowiedź trzeciej części, ale choć było zabawnie, to jednak nie jest to film, do którego chcę wracać. Kolejne dwa filmy to moje odkrycia listopada. Szkolna imprezka oraz Ilu miałaś facetów?. Oba zabawne, urocze i wciągające. Idealnie wpasowały się w moje gusta i będę polecać i szerzyć je dalej. Epoka lodowcowa 1&2 oglądałam po raz pierwszy i każdy mnie przekonywał jakie to będzie super, a było... średnie. Fajne jako bajka, ale nawet w połowie nie tak fajne i śmieszne jak oczekiwałam. Z niecierpliwości co będzie dalej odpaliłam Szkolną imprezkę 2, która była zabawna, ale brakowało mi paru rzeczy, które zauważyłam w jedynce. Teraz proszę się nie śmiać, ale widziałam też Barbie jako Roszpunka- jeden z nielicznych filmów o Barbie, który został mi do oglądnięcia. Na sam koniec miesiąca przypadł Jumper, film który poleciła mi koleżanka i który miał parę wad i niedociągnięć, ale oglądałam go z prawdziwą przyjemnością. No i Wielki Gatsby- ta sama koleżanka i bałagan w głowie po seansie.



Wy wiecie, że ja nie bardzo lubię planować mój TBR, ale tak się złożyło, że mam dwie pożyczone książki i lekturę i to na nich muszę skupić swoją uwagę. Są to: "Girl online", "Traktat o łuskaniu fasoli" oraz "Granica". Więc to jest mój plan czytelniczy do końca roku :)
Jeśli chodzi o zapowiedzi to w sumie czekam tylko na "Ostatnie tchnienie", które swoją premierę będzie mieć w styczniu, ale do tego czasu daleka droga jeszcze :)


Chciałabym Was zaprosić na stronę https://www.zaksiazke.pl/, czyli portal wymiany książek. Sama jak na razie wystawiłam kilka tytułów, jeden już wymieniłam, a w zasadzie idę jutro na pocztę wysyłać, ale ogromnie podoba mi się pomysł na to przedsięwzięcie. Mam jedno główne zastrzeżenie, mianowicie brak kontaktu przez prywatne wiadomości, ale da się to obejść, więc nie jest tak tragicznie :) Wejdźcie i zobaczcie o co mi się rozchodzi ;)

Koniecznie dajcie znać czy taki rodzaj podsumowań się Wam podoba czy jednak woleliście te miesięczne ;) Jak wszystko dobrze pójdzie to kolejny taki post pojawi się końcem lutego, także czekajcie. I jak zawsze- czekam na Wasze komentarze odnośnie książek, filmów i seriali- wierzę, że znacie coś z mojego zestawienia, a może sami coś polecicie?

Czytaj dalej

Jesienny stos książkowy

Stosy książkowe to typ postów, który bardzo chętnie u mnie oglądacie, co troszkę mnie dziwi, bo ileż można oglądać książki, które są u kogoś, a nie u siebie :D Jednak bardzo mnie cieszy, że tutaj zaglądacie, dlatego dziś taki stosik dla Was przygotowałam. Ostatni pojawił się na blogu we wrześniu, a że nazbierało mi się trochę nowości, to je pokazuję :)

PRZECZYTANE:


"Chłopak z sąsiedztwa"- egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Feeria Young z logo mojego bloga w środku :)
"Czy wspominałam, że za Tobą tęsknię?"- egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Feeria Young
"Goniąc cienie"-wzięłam udział w Book Tourze, a potem zostałam wylosowana jako osoba, która otrzyma tę książkę na własność. Z autografem!
"Prawo Mojżesza"- egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa EditioRed
♦"Tego lata stałam się piękna"- zakup własny
♦"Arktyczny dotyk"- zakup własny

NIEPRZECZYTANE:


♦"Zanim zgasną gwiazdy"- wygrana w konkursie
♦"Ponad wszystko"- zakup własny
♦"Pivot Point"- zakup własny ( tyle szukałam!)
♦"Paper towns"- efekt wymiany
♦"Załącznik"- wygrana w konkursie

3 recenzenckie, 1 z wymiany, 3 wygrane oraz 4 kupione osobiście. 11 książek w ciągu dwóch miesięcy- jest super <3 Tradycyjnie- polecacie coś, odradzacie? A może coś już czytaliście z tego mojego stosu?


Czytaj dalej

Jasmine Warga- "Moje serce i inne czarne dziury"


Oryginalny tytuł: My Heart And Other Black Holes
Rok polskiego wydania: 2016
Wydawnictwo: Wydawnictwo G+J
Ocena: 8/10

   "My Heart and Other Black Holes" zaintrygowało mnie w momencie, kiedy przeczytałam, że polskie wydawnictwo zakupiło do niej prawa. To wszystko wina tej mało zdradzającej okładki, która przewinie się gdzieś tam na dole, a która ujęła mnie od pierwszego wejrzenia. Nasza rodzima wersja okładki również bardzo mi się podoba, mogę na nią patrzeć godzinami, aczkolwiek nie ma w sobie tyle magnetyzmu co ta zagraniczna. Ale tytuł to już w ogóle mistrzostwo. "Moje serce i inne czarne dziury". Przez ten tytuł sięgnęłabym po książkę, nawet gdybym nie wiedziała o czym ona jest. A wiedziałam.

   Życie dotkliwie doświadczyło Aysel. Po tragedii jaka dotknęła jej rodzinę, jest unikana i wytykana palcami przez rówieśników. A tak przynajmniej ona sama twierdzi. Dziewczyna jest smutna i zmęczona życiem, chociaż ma dopiero szesnaście lat. Na tyle smutna i zmęczona, że chce ze sobą skończyć. Boi się jednak, że zabraknie jej odwagi żeby to zrobić samej, więc odpowiada na ogłoszenie na dość specyficznym forum internetowym. Znajduje partnera do samobójstwa. Roman jest rok starszy od niej i również przeżył własną tragedię. Tak samo jak Aysel, pragnie zakończyć swoje życie. Jednak im więcej czasu dziewczyna spędza z Romanem, dostrzega że wcale nie chce razem z nim umierać. Chce razem z nim iść przez życie, ponieważ to on nadaje sens jej szarej egzystencji. Jednak jak przekonać chłopaka, że nie warto robić tego decydującego kroku?

    Aysel to bardzo ciekawa i wyrazista bohaterka. Zacznijmy od tego, że ma tureckie pochodzenie. Zarówno mama jak i tata mieszkali w Turcji, zanim wyemigrowali do Ameryki w poszukiwaniu lepszego bytu. Aysel interesuje się szeroko pojętą fizyką oraz słucha muzyki klasycznej. Już te trzy fakty czynią z niej bohaterkę wyróżniającą się z tłumu. Jest jednak przeraźliwie smutna i w tym swoim smutku, czasem ma czarne poczucie humoru. Nie tryska energią, ani nie jest idealna. Ale pomimo wszystko, pomimo jej szarego spojrzenia na świat, pomimo pragnienia śmierci jakie ją dręczyło, nie potrafiłam jej nie polubić. Już od pierwszych stron skradła moje serce, pomimo tym że znacznie różni się ode mnie samej. Tak przynajmniej twierdziłam na początku. Z biegiem czasu zaczęłam dostrzegać, że i we mnie tkwi smutek, że pełza we mnie taki czarny ślimak. Nie ma to nic wspólnego z pragnieniem śmierci, ale z takim poczuciem pustki i... beznadziejności, jakie czasem ogarnia każdego.

O tej okładce mówię na początku :)

   I mimo iż nie popieram idei samobójstw, to jednak byłam w stanie zrozumieć jakie motywy kierowały bohaterami- Romanem i Aysel. To zasługa autorki, która tak wyraźnie i zrozumiale przedstawiła ten temat. Jak można poczytać w dopisku od Jasmine- książka była jej sposobem na poradzenie sobie ze stratą bliskiej osoby. I najfajniejsze jest to, że w tej książce czuć emocje, widać uczucia i całe serce, jakie autorka włożyła w wykonanie. Książka nie moralizuje, nie podstawia pod nos gotowych rozwiązań. I mimo iż daje nadzieję, to jednak nie zawsze ta nadzieja się ujawnia.

   Zetknęłam się z twierdzeniem, że ta książka przeznaczona jest dla fanów Johna Greena oraz Rainbow Rowell. Osobiście twierdzę, że to nie do końca prawda. Green pisze trochę mdławo, natomiast Rowell to miód, cukier i orzeszki. Sama słodycz. Jasmine Warga różni się od tej dwójki tym, że jej książka wydaje mi się bardziej uczuciowa, bardziej realna oraz bardziej smutna i wesoła zarazem. To takie połączenie teoretycznie niemożliwych do połączenia ze sobą cech, które razem tworzą przepiękną kompozycję.

   Ja jestem więcej niż zadowolona z lektury, którą notabene pochłonęłam w dwa dni. Jest to opowieść o dwójce ludzi, którzy znaleźli się w fatalnej sytuacji życiowej, ale na szczęście w porę dostrzegają, że samobójstwo nie jest jedyną, ani najlepszą opcją. Z mojej strony serdecznie polecam każdemu (chociaż dalej nie potrafię przemóc się, aby poprawnie wymówić imię Aysel).

--------------------------------------------------------------
Książkę przeczytałam w ramach Book Touru organizowanego przez Sylwię z My Books My Life. Bardzo Ci dziękuję za możliwość zagłębienia się w losy Aysel i Romana :)



Czytaj dalej

Mini Maratonowy Tag Książkowy 2



Kilka miesięcy temu prezentowałam Wam pierwszą część Tagu, którzy stworzyłam razem z dziewczynami z grupy Mini Maratonów Czytelniczych. Dzisiaj przedstawiam Wam część numer dwa. Obiecałam sobie, że nie powtórzę żadnej książki z tagu poprzedniego oraz będę się starała wybierać spośród 52 książek, które przeczytałam w tym roku. To tak dla uczczenia tego, że w ostatnim czasie udało mi się tę liczbę osiągnąć :)




 Suomi dla Ola K. - bohater z zasadami 
Mojżesz Wright ("Prawo Mojżesza-Amy Harmon). Już sam tytuł wskazuje na jakieś prawa i zasady, i owszem. Główny bohater je posiadał, chociaż doprowadzały one raczej do kłopotów.


Ola K. dla Suomi - bohaterka z obsesją na jakimś punkcie   
Kyle Kingsbury ( "Bestia"-Alex Flinn). Na początku chłopak miał obsesję na punkcie bycia idealnym, potem obsesja zmieniła się w obsesję dotyczącą jego wyglądu. A po drodze była też obsesja dotycząca kwiatów.




Meredith dla Justyśka - fajna bohaterka-mama 
Mama Conte ("Gra o miłość"-Jennifer Probst) to kobieta o włoskich korzeniach, dla której rodzina i kuchnia są największymi wartościami. Mimo ogromnego majątku pozostała wierna swoim ideałom, a dzieci wychowała na wspaniałych, mądrych ludzi.


Justyśka dla Meredith - bohater nie bojący się nowych wyzwań  

Jeśli napiszę, że jest to Lou Clark, to myślę że większość się ze mną zgodzi. Wspaniała bohaterka z "Zanim się pojawiłeś", która nawet szukając pracy była gotowa i otwarta na nowe doświadczenia, co doprowadziło ją do Willa. A z tego punktu na nowo odkryła siebie, swoje możliwości i największe pragnienia.



 KittyAilla dla Jellyfih - główny bohater jest studentem  
Cade Winston ("Coś do ukrycia-Cora Carmack). Wyjechał na studia, aby lizać rany po przyjaciółce, która kocha go jak przyjaciela, a na dodatek zaręcza się z innym ;) Friendzone.

Jellyfish dla KittyAilla - silna, twarda i harda bohaterka   
Rosa Alcantara ("Upadek Arkadii"-Kai Meyer) to jedna z najbardziej kick-ass bohaterek, jakie dane mi było poznać w tym roku. Spadło na nią wiele nieszczęść, odkryła wiele druzgocących tajemnic oraz zobaczyła wiele śmierci, ale wciąż brnie ( albo pełznie :D) do przodu jak może.



Bookworm dla Patrycja ‘Pyciaaa’ - bohaterka, która odbywa podróż (w przenośni) 
Ember Miller ("Paragraf 5"- Kristen Simmons) odbywa podróż dosłownie jak i w przenośni. Ta druga pokazuje, że nawet jak na początku dziewczyna gra Ci na nerwach, to potem wszystko się zmienia. Bohaterzy kształtują się na silniejsze jednostki, zwłaszcza wtedy kiedy naprawdę nie mają wyjścia.


Patrycia ‘Pyciaaa’ dla Bookworm - książka, która wywołała w tobie niemożliwą do opanowania burzę emocji   
"Ognisty pocałunek"- Jennifer L. Armentrout <3 Roth, Layla, demony, dużo akcji i Jennifer. No ludzie, ta autorka i ta książka to życie <3



Miasto Książek dla Doomisia - książka idealna według ciebie  
"Idealnie dobrani" - Catherine McKenzie. Ta książka jest idealnym przykładem jak powinna wyglądać książka dla kobiet. Zabawna, dobrze napisana, romantyczna, oraz z fajnym tematem przewodnim.


Doomisia dla Miasto Książek - książka z miastem, w którym chciałabyś się znaleźć   
Kiedy ostatnio przeczytałam ostatnią część DIMILY, czyli "Czy wspominałam, że za Tobą tęsknię?", to uświadomiłam sobie, że Portland jest idealnym miejscem do zamieszkania. A jak nie Portland, to przynajmniej coś na jego wzór.



Życie w książkach dla WiktoriaCzytaRazemZWami - dobra książka z motywem mitologii
"Upadek Arkadii" była jedyną książką w tym roku, jaka zawierała w sobie wątki mitologiczne, a co ważne była ona świetna! Dużo mafii, Sycylii oraz akcji- gwarantuję, że Wam się spodoba <3

WiktoriaCzytaRazemZWami dla Życie w książkach - najlepszy klasyk, jaki czytałeś
"Zbrodnia i kara". Na dobrą sprawę przeczytałam w tym roku tylko dwa klasyki, oba były super, ale Dostojewski był pierwszy, więc to jego tutaj umieszczę.




Za grafiki odpowiedzialna jest Kitty, a ja je sobie tylko podkradłam ;) Dziękuję ;))

Czytaj dalej

Estelle Maskame- "Czy wspominałam, że za Tobą tęsknię?"


Oryginalny tytuł: Did I Mention I Miss You?
Rok polskiego wydania: 2016
Wydawnictwo: Wydawnictwo Feeria Young
Seria: DIMILY 3
Ocena: 7/10

 

 Muszę szczerze przyznać, że lekko obawiałam się lektury trzeciego, a zarazem ostatniego tomu serii DIMILY. Po rozczarowującej drugiej części, bałam się że nastąpi tendencja spadkowa, jednak obecne gdzieś w eterze recenzje innych blogerek mówiły co innego. To będzie fajne, najlepszy tom, przepłyniesz przez to. To trochę poprawiło mi samopoczucie, dlatego z mniejszymi obawami sięgnęłam po "Czy wspomniałam, że za Tobą tęsknię".

Z racji tego, że jest to tom 3- będą spoilery. Zapraszam tylko tych, którzy mają za sobą całą trylogię :)

  Eden nie widziała Tylera przez ostatni rok. Próbowała o nim zapomnieć, gdyż wiedziała, że nie ma dla nich przyszłości. A na pewno nie w Santa Monica, gdzie zostali wykluczeni przez społeczeństwo, a na domiar złego, od Eden odwrócił się też jej ojciec. Jednak Tyler wraca i prosi dziewczynę o drugą szansę. Co doprowadziło do jego wyjazdu? Czy Eden mu wybaczy?

  Pierwsze co muszę przyznać to to, że zbyt optymistycznie oceniłam pierwszą część. Widzę to dopiero teraz, ale cóż- lepiej późno niż wcale. W tomie numer jeden miałam od czynienia z rozkapryszonym Tylerem, irytującą Eden i uroczo słonecznym Santa Monica. Tom numer trzy to natomiast zielone Portland, bardziej dojrzała Eden, oraz odmieniony Tyler. Tyler, który nie jest już takim dupkiem ani kretynem jakim był na początku. Dopiero teraz, mając porównanie, widzę jak wiele nie podobało mi się w części pierwszej. Nie była zła, ale ciut gorsza niż DIMILY 3.

  Więc tak- chłopak się zmienił. Rzucił palenie, narkotyki, radzi sobie z wściekłością, odnowił kontakt z ojcem. Wiele osiągnął i ten fakt bardzo go wyróżnił w moich oczach. Eden dalej nie zaliczam do grona moich ulubionych bohaterek. Dalej bywa nieporadna czy irytująca, ale przynajmniej jej dobre momenty przeważają nad tymi złymi. Wyczuwam w tym bardziej dojrzałą wersję autorki, która dorosła i zaczęła też troszkę inaczej kreować swoich bohaterów.

  Tak, uważam tom trzeci za najlepszy tom z serii. Podobało mi się w nim przede wszystkim to, że bohaterowie ewoluowali i sama książka stała się przez to dojrzała, a przynajmniej na tyle dojrzała, na ile dojrzała może być wattpadowa historia dla nastolatek. Bo nie ukrywam, że ta seria tym właśnie dla mnie jest. I przypuszczam, że mogłabym zaliczyć ją do grona moich ulubionych, gdybym poznała ją wcześniej. Być może zrozumiałabym pewne wzorce i motywy, którymi kierowali się bohaterowie. A tak to miło spędziłam przy niej czas... ale nic więcej. Nie zapadła mi jakoś szczególnie w pamięć, chociaż okładkę ma obłędną. Najlepszą z całej serii. W ogóle ta książka jest najlepsza z rodzinki DIMILY, zarówno treściowo jak i graficznie ;)

  Czy polecam? Owszem. Zwłaszcza dziewczynom w wieku 16-17 lat. Osobom starszym, albo mającym wybredny gust czytelniczy może lekko podpaść, a tego nie chcemy :)


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria Young:



To nazwisko też przewinęło się w książce :)


Inne książki autorki na moim blogu:
Czytaj dalej

Kristen Simmons- "Paragraf 5"



Oryginalny tytuł: Article 5
Rok polskiego wydania: 2015
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Seria: Paragraf #1
Ocena: 8/10


  Dystopia to gatunek, który w tym roku znacznie ograniczyłam czytelniczo. Było to w sumie celowe działanie- uznałam, że ciężko mnie czymś zaskoczyć- czy to świetnym stylem autora czy samą fabułą. Są jednak takie książki, na które polowałam od dłuższego czasu i w przypadku których działała intuicja. Zazwyczaj staram się jej słuchać, bo rzadko kiedy mnie zawodzi, za to podsuwa mi pod nos same fajne tytuły. Tak było też i tym razem.

  Ember Miller to siedemnastolatka, która żyje w świecie reguł i zakazów stworzonych przez FBN. Rozwijając skrót- jest to Federalne Biuro Naprawcze, które ma na celu sprowadzić ludzi do jednostek i spokojnie je kontrolować. Dziewczyna nie szuka kłopotów, żyje spokojnie i się nie wychyla. Jednak kiedy matka Ember zostaje aresztowana za pogwałcenie paragrafu piątego, nastolatka musi działać. Trafia do zakładu poprawczego dla dziewcząt, gdzie panują bardzo surowe zasady. Stamtąd wyciąga ją Chase- dawna miłość dziewczyny, a teraz jej domniemamy wróg numer jeden, który ją porzucił, kiedy najbardziej go potrzebowała. Jak potoczą się losy tej dwójki w świecie ogarniętym nienawiścią i pragnieniem władzy?

  Brawo Pani Simmons! Nie stworzyła Pani nic odkrywczego- świat ogarnięty gorączką, walka z systemem, romans między bohaterami- to już było. Pojawiało się wielokrotnie na kartach powieści i chociaż każdy autor ma swoją własną koncepcję, to jednak zahacza ona ciągle o te same tematy. Jednak "Paragraf 5" to książka, od której ciężko się oderwać. Kristen pisze niesamowicie, akcja nie stoi w miejscu, ciągle się porusza, a my jako czytelnicy jesteśmy cały czas zaskakiwani.

  Ember, zwłaszcza na początku dość mocno mnie irytowała swoją niewiedzą i chęcią walki przeciwko... no właśnie czemu? Nie miała pojęcia o niczym, poza swoją strefą komfortu, ale na szczęście jesteśmy świadkami zmiany. Chase natomiast to mój nowy książkowy chłopak. To jak stara się chronić dziewczynę, zapewnia jej bezpieczeństwo nawet kosztem własnego życia, zawsze jest dla mnie rozczulające i jak najbardziej na tak.

"Człowieka można skrzywdzić na wiele sposobów bez użycia pięści."

  Bardzo fajne jest też to, że dość szybko zapamiętałam imiona i nazwiska poszczególnych postaci i dość szybko powiązałam je z konkretnymi twarzami. Często bywa tak, że ledwo przekręcę ostatnią kartkę, a w mojej głowie wieje pustką, jeśli chodzi o imię głównego bohatera. "Paragraf 5" jest super przykładem, jak to robić dobrze. Nazwiska i imiona są często powtarzane, nie na tyle żeby zniechęcić czytelnika, ale na tyle by mógł on je łatwo zapamiętać.

  Brakowało mi jednak głębszego wyjaśnienia na czym polegałby ten tytułowy "paragraf piąty". Wiemy co on oznacza ogólnie, ale co oznaczał dla głównej bohaterki i jej matki? Jakim sposobem ta druga miałaby go popełnić i dlaczego nie zastanowiło to Ember? Wydaje mi się, że książkę przeczytałam dość uważnie i nic mi nie umknęło, jednak jeśli by się tak zdarzyło- poprawcie mnie proszę.

  Rzadko kiedy o tym wspominam, ale podobało mi się też to, w jaki sposób książka została wydana. Okładka ze skrzydełkami, grubszy papier, błąd znalazłam jeden, może dwa a i tak polegały na źle odmienionej końcówce czy braku jakiejś literki. W porównaniu do niektórych innych wydawnictw, wygląda mi to na solidną robotę i grę w jakość, a nie ilość. Wydawnictwo Dolnośląskie dostaje ode mnie konkretnego plusa i zaufanie do reszty interesujących tytułów :)

  Być może to, że książka tak bardzo mi się podobała to zasługa mojego "dystopijnego odwyku", na którym jestem od dłuższego czasu. Odetchnęłam, a teraz na nowo podoba mi się więcej. Jest to możliwe, ponieważ takie sytuacje często u mnie występują, jednak myślę,że nie jest to tak do końca prawda. Żaden odwyk by mi nie pomógł, gdyby książka była zła. Być może nie wszystkim "Paragraf 5" przypadnie do gustu, ponieważ jak już wspominałam powiela schematy, ale autorka robi to w tak fascynujący i wciągający sposób, że jestem w stanie przebaczyć jej to i wiele więcej.

--------------------------------------------------------------
Książkę miałam okazję przeczytać dzięki Klaudii, która zorganizowała Book Tour ^^ Dziękuję i liczę na to, że inni będą nią tak samo zachwyceni jak ja <3


Czytaj dalej