Najgorsze książki, jesienne książki i dobre ekranizacje | LBA

W ciągu ostatnich miesięcy dostałam kilka nominacji do Liebster Blog Award i chociaż nie odpowiadam na nie od razu, to odpowiadam. Kwestia wina- im starsze, tym lepsze :D
Zawsze zapisuję je w osobnym, roboczym poście, jednak tym razem zgubiłam gdzieś osobę, która zadała mi pierwsze 10 pytań. Przepraszam najmocniej- jeśli je poznajesz- daj znać, a się poprawię :)


1. Powieść, której nigdy nie zapomnisz i dlaczego?
Bardzo ważna jest dla mnie duologia Pani Redmerski- "Na krawędzi nigdy" & "Na krawędzi zawsze". Przeczytałam ją w sumie przez przypadek, nie do końca wierzyłam, że mi się to uda, a jednak. Te dwie książki nauczyły mnie szacunku do dobrej muzyki, pokazały trasę, którą mam nadzieję kiedyś przebyć oraz wskazały co to jest miłość dwójki ludzi. To bardzo mądra, wartościowa i emocjonująca historia, którą pamiętać będę już zawsze. I mam nadzieję, że z każdym kolejnym jej przeczytaniem ( co na pewno nastąpi) wyciągnę z niej coś nowego.

2. Królowa/król kryminału (lub innego gatunku jeśli nie czytasz kryminałów) to?
Czytam naprawdę wiele gatunków, wyznaję zasadę że nie ma książki, po którą mogłabym teoretycznie nie sięgnąć, tylko wszystko przychodzi z wiekiem. Miejsca by mi zabrakło by opisać każdy czytany gatunek i mistrzynie w tym fachu, więc skoro pytasz o kryminały, ja odpowiadam: Agata Christie. Już nawet nie chodzi o to, że jej książki są znane każdemu, przynajmniej ze słyszenia. Nikt nie tworzy tak niesamowitych, mylących i wprowadzających w konsternację zagadek. A przynajmniej nikt z ludzi, których dotąd czytywałam.


3. Jaka polecana, zachwalana powieść okazała się Twoim zdaniem totalną klapą?
Jest bardzo dużo takich książek. W moim przypadku te największe rozczarowania pochodzą zazwyczaj z półki "popularne", więc nie dziwcie się proszę, że umieszczam tutaj "Powód by oddychać", "Byliśmy łgarzami","Real" czy "Piękną katastrofę". Nie w każdym przypadku była to totalna klapa, ale po prostu nieporozumienie.


4. Najgorsza przeczytana przez Ciebie książka w tym roku to?
Mamy dopiero pażdziernik, więc wszystko może się jeszcze zdarzyć, ale jednak wolałabym tego uniknąć i wmówić sobie, że wyczerpałam już roczny limit kiepskich książek. W 2016 trafiłam na takie porażki jak: "Byliśmy łgarzami", "Real", "Dzikie stwory" czy "Purgatorium". Jeśli lubicie słuchać poleceń lub odradzań innych- posłuchajcie mnie i nie czytajcie tego.

5. Czy zdarzyło Ci się stwierdzić, że ekranizacja była lepsza od książki i jaka ewentualnie była to książka?
Tak. Wychodzę z założenia, że nie zawsze książka jest lepsza. W 80% tak, ale zostaje jeszcze to 20%, które musi umieć się obronić. Zdecydowanie od książek wolę filmy takie jak: Lemoniada Gada czy Piękne Istoty. Ciężko mi stwierdzić dlaczego, tak po prostu było i tyle. Do tego pierwszego filmu wracam notorycznie, jest jednym z moich ulubionych i bardzo motywujących, podczas gdy książka... była nijaka. Bez emocji, bez akcji, bez szału. Nie zła, ale taka bladziutka w porównaniu z filmem.

6.Pierwsze skojarzenie z jesienną książką to?
Każda książka może mi się kojarzyć z jesienią, jeśli tylko czytam ją w tym okresie. Uwielbiam tę porę roku, jestem jesienną dziewczyną, może przez miesiąc urodzin, a może to tylko przeznaczenie ;) Ale konkretna książka? Powiedzmy, że "Kochając Pana Danielsa". Czytałam ją we wrześniu ubiegłego roku, kiedy na zewnątrz leciały liście z drzew, ale wciąż było ładnie i słonecznie :)

7.Jak promujesz, zachęcasz do odwiedzania swojego bloga?
Myślę, że nie jestem dobrą osobą do zadawania takich pytań, ponieważ ja na dobrą sprawę robię niewiele. Piszę posty, udzielam się na blogach, które znam i lubię ( chociaż nawet to ostatnio ucierpiało-przepraszam!), zostawiam mój ślad na lubimyczytac.pl i mam instagrama. Być może to stamtąd właśnie przychodzą do mnie nowi obserwatorzy ( dziękuję!), może kojarzycie mnie z innych blogów, a może dzieje się to za sprawą wymianek książkowych, które organizuję? Bo takowe są ;) Naprawdę nie wiem. Nie robię nic nachalnie, nie zależy mi na ogromnej ilości czytających, chociaż to bardzo miłe, muszę przyznać. Tutaj jestem sobą i jeżeli mnie lubicie i lubicie mojego bloga, to na pewno nie przez jakieś akcje promocyjne, których nawet nie urządzam.

8. Czy masz czasami dłuższe przerwy np. kilkudniowe w czytaniu i czym jest to spowodowane?
Tak. Twierdzę, że czytanie to pasja jak każda inna, ale dalej pozostaje pasją, czyli czymś co najczęściej robimy w wolnych chwilach. A nierzadko zdarza się, że czasu po prostu nam brakuje. Ostatnio miałam przerwę, którą nazwałam niemocą czytelniczą, z tego względu, że książki mi się po prostu... przejadły. Patrzyłam na strony i momentami wręcz zmuszałam się do czytania, aż powiedziałam "dość". Nic mi się nie stanie jak zrobię kilka dni odwyku, a tylko na tym zyskam, bo z nową energią wrócę do czytania. I miałam rację. Dlatego nie bójcie się zrobić sobie delikatnej przerwy w czytaniu. Nie musicie gonić, pędzić, sięgać po nową lekturę, jak tylko skończycie starą, tylko dlatego że chcecie przeczytać jak najwięcej. Naprawdę nie warto.

9. Ile czasu tygodniowo poświęcasz na przygotowywanie wpisów na swojego bloga?
Nigdy nie przeliczam tego na tygodnie. Spędzam tyle czasu ile potrzebuję, czasem jest to kilka minut, czasem dwie godziny, nie ma reguły. Są posty, nad którymi ślęczę naprawdę długo, ponieważ potrzebuję masy informacji. Są też posty, takie jak LBA, że do nich nie trzeba się przygotowywać, tylko pisać. Są też momenty, kiedy muszę posiedzieć dłużej, żeby napisać posty na zapas, a potem mieć spokój, ponieważ na nic innego nie mogę sobie pozwolić.

10. Gdybyś miała napisać książkę to jaki byłby to gatunek?
Nie jestem pewna czy odważyłabym się i czy dałabym w ogóle radę napisać książkę na jakikolwiek temat, ale jeśli miałabym wybór, to byłoby to połączenie romansu z kryminałem. Istnieje też druga opcja, kiedy to napisałabym książkę składających się ze wspomnień z podróży, którą kiedyś odbędę. Jednak nie przewiduję żadnego ze scenariuszy, aczkolwiek jeśli się to zmieni- na pewno dam Wam znać ;)



Pytania od Patrycji:

1. Mleko czy kakao?
Ogólnie to nie jestem wielką fanką mleka. Piję kiedy muszę, albo w te szczególne dni, kiedy jednak mam na nie ochotę. Ale kakao zabija jego smak, więc wybieram kakao :)


2. Po jakie gatunki literackie najczęściej sięgasz?
Romanse, New Adult, Young Adult, Kryminały, Fantastyka.


3. Gdybyś mogła pojechać na wakacje z wybranym bohaterem literackim - kto by to był?
Roger z "Aż po horyzont" albo Andrew z "Na krawędzi nigdy". Dobrą muzykę miałabym zapewnioną, obok mnie siedziałby świetny towarzysz drogi, a wszystkie problemy pozostałyby daleko w tyle.


4. Trwa apokalipsa Zombie. Przeżyjesz?
Z moją "rewelacyjną" kondycją i niemożnością działania pod presją? Oczywiście, że tak!


5. Najśmieszniejszy mem, jakiego widziałeś...
Nie mam pamięci do takich rzeczy. Czytam mema, a najczęściej o nim zapominam :D


6. Lubisz słuchać muzyki?
Muzyka to moja druga pasja zaraz po książkach, a jeszcze przed filmami.


7. Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z czytaniem?
Odsyłam do tekstu tutaj.

8. Pierwsze słowo, jakie przychodzi ci teraz na myśl to...
Jak dostaję takie pytanie to od razu tracę koncentrację :D Powiedzmy, że jest to notes (bo akurat na  niego patrzę).


9. Masz jakieś zwierzęta?
Nie,ale kiedyś będę mieć kota. To jedno z moich marzeń- mam już nawet wymyślone imiona dla wersji męskiej i żeńskiej ;)


10. Ulubiony zespół?
One Republic, American Authors, Pentatonix, Switchfoot, Imagine Dragons, Bastille. Mogę tak wymieniać naprawdę długo :)


11. Co sądzisz o muzyce klasycznej?
Nie jest to typ muzyki, którego słuchałabym w wolnych chwilach, ale i tak wolę muzykę klasyczną od rapu, hip-hopu czy techno.


To są wszystkie moje odpowiedzi- dajcie znać czy jakieś się nam pokrywają, a może różnią? ;) Do napisania!

Czytaj dalej

Jennifer L.Armentrout- "Ognisty pocałunek"


Oryginalny tytuł: White Hot Kiss
Rok polskiego wydania: 2016
Wydawnictwo: Wydawnictwo Filia
Seria: Dark Elements #1
Ocena: 9/10


  Po raz pierwszy z Jennifer L.Armentrout zetknęłam się na wakacjach dwa lata temu. Wtedy właśnie poznałam "Obsydian", który dość długo wpisywałam na listę ulubionych książek i w sumie dalej w jakimś stopniu to robię. Podobał mi się, i to bardzo, jednak z biegiem czasu i poznawaniem nowych tomów moja opinia nieco się zmieniła, ewoluowała mogłabym rzec. Dalej ceniłam Jennifer za świetny styl pisania, jednak ciut straciła w moich oczach tworząc pięciotomową serię, która spokojnie zmieściłaby się w pojęciu trylogii. Podejrzewam, że z tego też powodu bardzo sceptycznie podchodziłam do jej nowej serii, czyli Dark Elements.

  Layla Shaw jest pół gargulcem, pół demonem. W jej mniemaniu oznacza to, że nosi w sobie czystą, nieskalaną krew, pomieszaną z tą czarną, demoniczną. Wychowana w sposób, który nakazuje jej ignorować tkwiącego w niej demona, a wręcz nienawidzić drugiej części swojej natury, bez wyrzutów sumienia pozwala na zabijanie swoich pobratymców. Do czasu aż spotyka Rotha-ognistego księcia piekieł, który pokazuje jej, że bycie demonem nie zawsze oznacza bycie kimś godnym potępienia.

  Co to było za cudo! Na pewno jedna z lepszych książek jakie miałam okazję czytać w 2016 roku. Poznawanie tytułów z poleceń innych jak dotąd przynosi mi prawie same dobre książki. I choć niby wiedziałam czego mogę się spodziewać- to w końcu Jennifer L. Armentrout, to jednak nie byłam przygotowana na taką jazdę. I choć ciężko mi to przyznać, to "Ognisty pocałunek" okazał się chyba trochę lepszy niż uwielbiany "Obsydian". Serio.

  Layla nie jest tą "zwyczajną dziewczyną"; ma w sobie krew demona i krew strażnika, co już na początku czyni ją bardziej ludzką i bardziej powiązaną z całą historią. Czuje się jednak wyobcowana i odrzucana przez swoją przyszywaną rodzinę, ale mimo wszystko stara się brnąć przed siebie, chociaż to dla niej trudne. Nie udaje nikogo na siłę, nie kieruje nią chęć pokazania swojej siły i odwagi i jaka to ona nie jest. Roth jako książę piekieł od razu zyskał sobie moją sympatię, przede wszystkim  tym, że nie był dupkiem jak to często bohaterowie męscy mają w zwyczaju. Miał sarkastyczne poczucie humoru, ogromną wiedzę oraz dawał poczucie bezpieczeństwa i solidności. Zayne jako nasz drugi bohater męski był całkiem okej, ale brakowało mi w nim iskry. Był opiekuńczy i troskliwy i oddany sprawie, ale odniosłam wrażenie, że mimo wszystko taki nijaki. Polubiłam go, ale nie w znaczeniu romantycznym, a raczej w tym kumplowskim. I niech tak zostanie.

  Jeśli jesteśmy już przy bohaterach to muszę przyznać, że trójkąt miłosny nie raził mnie AŻ TAK BARDZO w oczy, jak się tego spodziewałam. Tutaj Jennifer położyła raczej nacisk na Rotha, chociaż sceny z Zaynem też były. Jestem w stanie zrozumieć Laylę, która darzy uczuciem wieloletniego przyjaciela i nie potrafi o nim przestać myśleć, ale z drugiej strony jest też Roth- seksowny i bardzo niegrzeczny chłopak, który też powoli zdobywa jej sympatię. Myślę, że dopiero drugi tom szerzej otwiera się na połączenie romantyczne i szczerze powiedziawszy już teraz mogę stwierdzić, że jest mi to solą w oku.

  Świat przedstawiony to pokazanie odwiecznej walki dobra ze złem. Z tą różnicą, że nie wszystko zawsze jest czarne albo białe. Istnieje wiele odcieni szarości, które nabierają znaczenia dopiero po pewnym czasie i wtedy też otwierają się ludzkie oczy. A autorka pisze tak rewelacyjnie, że przez książkę się płynie. Nie widzisz kiedy umykają Ci kolejne strony, dopóki nie przekręcasz ostatniej i z bólem serca pytasz "To już koniec?". Tym bardziej, że ból serca jest tym większy, jeśli zakończenie miażdży jak to było w tym przypadku. To uczucie podobne do przeczytania końcówki "Opalu" od tej samej autorki. Niby wiesz co przeczytałaś, ale musisz zrobić to raz jeszcze, żeby się całkowicie upewnić.

  W moim odczuciu seria Dark Elements ma wielki potencjał i pozostaje mi żywić nadzieję, że zostanie on całkowicie wykorzystany. Już nie mogę się doczekać wydarzeń z drugiego tomu, a Wam życzę abyście jak najszybciej zapisali sobie ten tytuł. Nie pożałujecie.

Czytaj dalej

Fotorelacja z wakacyjnej wymiany książkowej

Wakacje już dawno za mną, a co za tym idzie- koniec mojej wymiany też miał już swój czas, więc jak na mnie przystało- z ponad miesięcznym opóźnieniem publikuję Wam zaległą fotorelację ;)



Paczka Magdy


Paczka Justyny


Paczka Gosi


Paczka Darii



Paczka Magdy




Paczka Kasi


Paczka Dominiki



Paczka Emilki




Agata, Ewelina i Martyna- mogłybyście podesłać mi jeszcze raz zdjęcia otrzymanych paczek? Minęło sporo czasu, a ja po prostu nie potrafię odnaleźć Waszych maili:( Mam nadzieję, że w następnej takiej akcji, weźmiecie udział w co najmniej takim składzie jak tutaj- pamiętajcie, że bawimy się przez całe następne wakacje ^^ A już teraz śmiało mogę Wam polecić wymiankę bożonarodzeniową u Asi, do której wciąż możecie się zapisywać ( to tak jakby ktoś szukał takich zabaw) ^^
Czytaj dalej

NA EKRANIE W WAKACJE | CZĘŚĆ 2

Jestem beznadziejna.  Miesiąc temu mieliście okazję poczytać o filmach, które udało mi się obejrzeć w wakacje i obiecałam Wam następną część za tydzień. Tydzień. Mamy październik. Kiedy to się stało? Rzecz w tym, że po drodze musiałam opublikować kilka innych, ważniejszych postów i dla tego konkretnego akurat zabrakło miejsca. I chociaż dziwnie się czuję pisząc filmowe podsumowanie wakacji w październiku, to skoro obiecałam, to ono się pojawia. A za kilka dni czeka na Was coś specjalnego, też związanego z wakacjami i podsumowaniem ;)


DORWAĆ BYŁĄ   |9/10|

W sumie nie wiem dlaczego, ale przejawiam jakąś taką niechęć do Gerarda Butlera. Nie pociąga mnie jego wygląd czy talent aktorski i po prostu nie bardzo wiem jakim cudem stał się on taki popularny. Ale komedia z nim zapowiadała się świetnie i świetna była. Uwielbiam motyw "od niechęci do miłości", a tutaj tę niechęć poprzedzała jeszcze wcześniej miłość, co już w ogóle budzi we mnie miłe uczucia. Butler to taki śmieszek, Aniston lekko za nim dreptała i pokazała się raczej od strony niezaradnej bohaterki. Ale niesamowicie uśmiałam się na tym seansie i jeśli jeszcze kiedyś będę mieć możliwość, to do niego wrócę.



ROZBITKOWIE  |6/10|

Ktoś mi kiedyś powiedział, że Amanda Bynes to taka aktorka, która gra w podrzędnych, mało ambitnych, ale za to zabawnych produkcjach. I w sumie inna jej rola- z filmu "Ona to on" przypadła mi do gustu, jednak "Rozbitkowie" to jakaś komedia. Komedia w negatywnym jej sensie. Zakochana w popularnym aktorze dziewczyna przez przypadek ląduje na bezludnej wyspie ze swoim idolem. Tylko, że o tą bezludność można się kłócić, a samo wykonanie też kuleje. Od razu po seansie wystawiłam mu 6 gwiazdek. Myślę, że teraz moja ocena spokojnie mogłaby spaść do 4. Jeden z gorszych filmów tegorocznych wakacji.


RANDKA NA WESELU  |7/10|

Ten film był jednym z filmów, na którego premierę czekałam w tym roku najbardziej. Tak się złożyło, że udało mi się pojechać do kina, ale teraz mam co do niego mieszane uczucia. Nie był zły- spokojnie można było się śmiać, troszkę melancholii pod koniec też się wkradło. Dodajcie do tego też rewelacyjną obsadę i macie zestaw prawie-idealny. Sęk w tym, że mam wrażenie, że reżyserzy troszkę przedobrzyli. Niektóre sceny były maksymalnie zboczone i przez to niekoniecznie zabawne dla każdego. Poza tym nie sądzę by przekazywał on jakieś uniwersalne wartości czy coś, na co po cichu liczyłam. Nie żeby zwiastun mnie nie ostrzegał, ale mimo wszystko :D To fajny film, ale nie spodoba się jednak każdemu.



Czym jest Narnia, wyjaśniać nie muszę. Nawet jeśli nie znacie książek czy filmów to z tym słowem na pewno się już zetknęliście. Pierwszą część oglądałam już dawno, ale zawsze gdy w telewizji leci powtórka, to wygodnie siadam i oglądam. Drugą część, czyli Księcia Kaspiana obejrzałam tak ze dwa lata temu i również uwielbiam wracać. Jedynie Podróż Wędrowca do Świtu była dla mnie nowością, nigdy wcześniej nie mieliśmy ze sobą po drodze, ale teraz się udało. I cóż- tutaj połowa rodzeństwa Pevensie nam się wykruszyła, za to na ich miejsce wskoczył ktoś inny. Łucja działała mi na nerwy przez to swój kompleks młodszej siostry, a Edmund wyjątkowo mnie zaskakiwał. Lecz nie wiem czy to dlatego, że minęło dużo czasu, odkąd poznałam Narnię czy po prostu ten film już tak miał, że nie ujął mnie za serce. Był spoko, ale bez fajerwerków. Niezmiennie moją ulubioną częścią jest ta druga, którą mogłabym oglądać cały czas. Jednak Narnia to Narnia- jeśli nie znacie, naprawdę warto nadrobić, tym bardziej że słyszałam plotki o domniemanym, nowym filmie z serii ;))


To by było na tyle mojego spóźnionego wakacyjnego podsumowania. Jeśli jeszcze nie widzieliście jedynki- polecam nadrobić---> link tutaj. Dajcie znać co oglądaliście, a co dopiero macie w planach. I napiszcie czy interesują Was takie posty, w których co jakiś czas opisywałabym króciutko, tak jak tutaj- moje wrażenia po filmach. To już kiedyś było, ale nie zdało egzaminu, może warto by powrócić? :)
Czytaj dalej

Alex Flinn- "Bestia"


Oryginalny tytuł: Beastly
Rok polskiego wydania: 2011
Wydawnictwo: Wydawnictwo Galeria Książki
Seria: Kendra Chronicles #1
Ocena: 8/10

  Motyw "Pięknej i Bestii" ujął mnie za serce coś około dwa lata temu, czyli stosunkowo niedawno.Wtedy poznałam oryginał Disneya i zaczęłam interesować się innymi, bazującymi na tej opowieści rzeczami. Mniej więcej w ten sposób w moje ręce wpadła "Bestia". Jest to opowieść o bogatym, przystojnym i popularnym chłopaku, którego własna próżność wpędza w tarapaty. Przez przypadek nadeptuje na piętę czarownicy, która rzuca na niego urok zmieniający go w bestię. Od tej pory życie Kyle'a diametralnie się zmienia. Nie pomagają prośby, pieniądze ani znajomości. Jest zmuszony żyć w ukryciu i uczyć się pokory. Jedyną opcją na powrót do dawnego życia jest spotkanie prawdziwej miłości.

  "Bestia" to nic innego jak uwspółcześniona interpretacja klasycznej baśni. Akcja rozgrywa się w Nowym Jorku, Kyle jest uczniem ostatniej klasy, ma nadzianego tatę, który na dobrą sprawę nie interesuje się życiem syna, dopóki ten jest idealny. Na początku bardzo trudno było mi znieść jego narcyzm i świadomość, że pieniądze naprawią wszystko. Chłopak musiał dojrzeć do tego, by podejmować mądre decyzje, które niekoniecznie uszczęśliwiały jego samego. Ale kiedy to się stało, naprawdę zapałałam sympatią do Kyle'a. Wyciągnął z życia ważną lekcję, która nauczyła go pokory i zrozumienia dla innych.

  Linda jako główna bohaterka żeńska stoi raczej na poboczu, To nie na niej skupia się centralna akcja, pomimo tego że jest dość istotnym elementem książki. Myślę, że to dobre rozwiązanie, gdyż dzięki temu poznajemy uczucia, które towarzyszą Kyle'owi, wszak to o niego i o jego przemianę tutaj chodzi. Ale Linda to dziewczyna, którą boleśnie doświadczyło życie i dzięki temu stała się silna i odważna. Jest uparta i stanowcza, co widać już po pierwszym spotkaniu  z tytułową bestią. No i kocha czytać. Przypomina Wam to kogoś?

  Według mnie wszystkie cechy bohaterów to tak naprawdę odzwierciedlenie pierwotnej, mi znanej wersji baśni. Nie uważam tego za plagiat, jest to po prostu nowa interpretacja, a takich pojawią się jeszcze setki. A że "Piękną i Bestię" kocham i uważam za jedną z najwspanialszych historii- wciąż będę poszukiwać czegoś nowego.

  Na podstawie książki, w 2011 powstał film o tym samym tytule, w którym gra Alex Pettyfer jako Kyle i Vanessa Hudgens jako Linda. Nie ukrywam, że dobór aktorów jak i sama charakteryzacja mnie nie przekonują, ale i tak wiem że to obejrzę. Poza tym "Bestia" jest dopiero pierwszym tomem cyklu Kendra Chronicles, a kolejne jak na złość nie zostały przetłumaczone na język polski. Dlatego jeśli denerwuje Was taki zabieg, radzę Wam gruntowanie przemyśleć czy chcecie zaczynać kolejną serię, gdzie nie ma kontynuacji. Ja dowiedziałam się po czasie, jednak jeśli mój poziom języka angielskiego będzie na lepszym poziomie, oryginał jest mój.
Czytaj dalej

DOBRY BLOGER

Siedziałam ostatnio przed ekranem komputera, szczęśliwa że udało mi się znaleźć chwilę dla siebie w tym zabieganym październiku i dopadło mnie pytanie "Co to znaczy być dobrym blogerem"? Wbrew pozorom odpowiedź nie okazała się tak łatwa i zajęła mi trochę czasu. Ale to był wspaniale wykorzystany czas.

Kiedy zaczynałam moją przygodę z blogowaniem ( a było to dobre 6 lat temu), to pisałam po to żeby cokolwiek napisać. Potrafiłam dodać trzy "posty" jednego dnia. Jeden zawierał piosenkę, którą chciałabym komuś polecić. Drugi opisywał jak mi minął dzień. Trzeci to było "dobranoc" skierowane do odbiorców. Szaleńczo prawda? Gdy zachciało mi się pisać bloga książkowego mój styl trochę się poprawił. Myślałam, że skoro moje miejsce w sieci ma funkcjonować pod szyldem "książkowe", to wypadałoby dodawać "recenzje" książek. A jak przeczytałam trzy książki w miesiącu, to czym miałam niby zająć resztę dni? To nauczyło mnie tego, że nie muszę pisać dużo, a pisać treściwie.

Na przestrzeni miesięcy i lat miałam huśtawkę myśli. Czasem wracałam do starych przyzwyczajeń i publikowałam tekst za tekstem. Czytałam po 15 książek miesięcznie ( do tej pory zastanawia mnie jak ja to robiłam) i rzutem na taśmę wklepywałam moje opinie na bloga. Niejednokrotnie miałam wyrzuty sumienia, kiedy nie wyrobiłam się na czas, czy opublikowałam mniej niż 15 tekstów na miesiąc. Teraz wiem, że zupełnie niepotrzebnie. Ale bez tego, bez popełniania błędów nie nauczyłabym się tego, co wiem teraz.

Nie muszę publikować posta co drugi dzień. Czasem mam gonitwę myśli, nieuporządkowanych spraw czy masę zadań do wykonania. Blog ma być przyjemnością, a nie kulą u nogi. Jedyne co w tym czasie powoduje, że odzywa się mój wewnętrzny głos to obietnice, które dałam koleżance po fachu, czy wydawnictwu. Czasem jest ciężko, ale wiem kiedy dam radę, a kiedy lepiej odpuścić i zafundować sobie zamiast tego dobry i spokojny sen. Przepraszam wszystkich, którzy czekają na jakiś odzew z mojej strony. Będzie! Tylko nie tak często jak do tej pory.

Uświadomiłam sobie, że choć na mojej liście blogów które czytam, jest naprawdę dużo nazw, to tak regularnie czytam nieliczne z nich. Nie zawsze komentuję, ale bywam praktycznie z każdą nową notką. Chętniej zaglądam do osób, które publikują raz na jakiś czas, to po prostu wzmaga moją ciekawość. I taki zwyczajny ludzki odruch "Co u Ciebie słychać?". Jest kilka dziewczyn ( i chłopaków), gdzie zawsze jestem ciekawa jakie książki polecają, jakie odradzają, co ostatnio przeczytali. I mam wrażenie, że takie osoby są dla mnie bardziej wiarygodne. Lubię ich jako blogerów, którzy piszą o książkach i jako ludzi. Od każdej reguły są wyjątki, jasne że tak. Ale i tak są one niszową grupą.

Chciałabym być dobrym blogerem. Przez pojęcie "dobry" uważam takiego, do którego ktoś zagląda by sprawdzić czy ten czasem nie opublikował czegoś nowego. Takiego, o którego nieobecność ktoś się martwi. Tu nie chodzi o liczby, statystyki. Jedno z najwspanialszych uczuć na świecie to to, gdy ktoś cię docenia. Gdy mówi "Ej, z Twojego polecenia przeczytałam tę książkę i bardzo mi się podobała!". Skrzydła rosną.

Jeśli jestem taką osobą chociaż dla jednej duszyczki w blogosferze, to wiem już że osiągnęłam sukces. Że jesteście tutaj, bo lubicie mnie taką jaka jestem, chociaż nigdy nie spotkaliście mnie na żywo. Że jesteście pomimo tego, że częściej mnie nie ma niż jestem. Że na przestrzeni tych trzech lat przywiązaliście się do mnie na tyle, by powiedzieć "Jej opinii ufam".

Ten post powstał naprawdę spontanicznie, ale temat pojawił się w mojej głowie i musiałam go wykorzystać. Zbliżająca się matura, studniówka, egzamin zawodowy oraz masa innych małych drobnostek uświadomiły mi, że naprawdę są rzeczy ważne i ważniejsze. Jestem człowiekiem, nie robotem i mam prawo do bycia zmęczoną, przepracowaną czy smutną. To jest moja definicja dobrego blogera. A jaka jest Twoja?

Czytaj dalej

[PRZEDPREMIEROWO] Kasie West- "Chłopak z sąsiedztwa"

Oryginalny tytuł: On The Fence
Rok polskiego wydania: 2016
Wydawnictwo: Wydawnictwo Feeria Young
Ocena: 7/10


  Na poznanie książek Kasie West chorowałam od dawna, kiedy to o polskim wydaniu nikomu się nie śniło. Najbardziej liczyłam  na "The distance between us", ale myślę że po sukcesie jaki odniosły na naszym rynku dwie inne powieści autorki, to i tej się mogę rychło spodziewać. "Chłopak na zastępstwo" totalnie mnie urzekł, o czym możecie poczytać w mojej opinii, dlatego na taką samą rozrywkę i morał liczyłam podczas czytania "Chłopaka z sąsiedztwa".

  Charlie jest chłopczycą, a przynajmniej tak sama siebie nazywa. Mając trzech starszych braci, jej życie kręci się wokół sportu. Jednak kiedy po raz kolejny dostaje mandat za przekroczenie prędkości, a jej tata stawia warunek samodzielnego zapracowania na jego spłatę, Charlie będzie musiała odnaleźć się w innym, nieco babskim towarzystwie.  A dokładniej w sklepie z damską odzieżą. Dla większości z Was pewnie brzmi nieźle co? Cóż, dla panny Reynolds ta praca to wyrok. Jednak z każdej sytuacji jest wyjście, a w tym przypadku będzie nim Braden- przystojny sąsiad szesnastolatki. Noc spędzona na rozmowach przy płocie staje się ich znakiem rozpoznawczym, jednak czy gdy na jaw wyjdą uczucia, ta dwójka sobie z nimi poradzi?

  Kasie West właśnie oficjalnie została moim maestro. Ta kobieta tworzy tak wyśmienite, wakacyjne opowieści, tak lekkie w odbiorze, ale w żadnym wypadku nie infantylne historie, że niektórzy powinni się od niej uczyć. Nie jest przesadą tak twierdzić po poznaniu zaledwie dwóch jej książek, ja byłam tego pewna już po pierwszym podejściu. Kasie pisze mnóstwo scen dialogowych, wtrąca zabawne sceny, jej twórczość skrzy się dobrze wyważonym humorem. A co więcej, zawsze potrafi przemycić jakiś trudniejszy temat. Nie robi tego nachalnie, nie obnosi się z nim. Traktuje swoje postacie tak jakby były one żywymi ludźmi. Ludźmi, którzy popełniają błędy, dokonują niemądrych decyzji, których potem często żałują. Ja jednak wychodzę z założenia, że lepiej żałować tego co się zrobiło, niż tego czego nie miało się odwagi wykonać. To jedna z moich głównych zasad życiowych i myślę, że również autorka się nią kieruje przy kreowaniu swoich bohaterów.

  "Chłopak z sąsiedztwa" zawiera w sobie zamiłowanie do sportu. Wybaczcie, że to powiem ale kompletnie nie czaję co takiego fajnego jest w lataniu za piłką. Nie uważam tego za mankament książki, jest to jej punkt zaczepienia i bez tego ta książka nie była by już "Chłopakiem z sąsiedztwa" bo wszystko by się rozpadło. Ale po prostu czytanie o sporcie, nawet w takich dawkach jakie były w tej historii, nie jest dla mnie.  Nużyło mnie to i męczyło, aż z niecierpliwością oczekiwałam zmiany miejsca akcji.

  I właśnie być może to jest powodem, dla którego "Chłopak  z sąsiedztwa" podobał mi się troszkę mniej od "Chłopaka na zastępstwo". Nie pod względem stylu pisarskiego, ale pod względem fabularnym. Nie potrafiłam utożsamić się z bohaterami aż w takim stopniu jak zrobiłam to z Gią przy poprzednim spotkaniu. Tamta dziewczyna stała mi się bliższa, bardziej podobna do mnie samej, przez co naprawdę pokochałam ją całym sercem. A Charlie polubiłam. To mądra osoba, która nie umie się odnaleźć w nowym świecie, ale mimo wszystko brnie do przodu i uczy się nowych rzeczy.

  "Chłopak na zastępstwo" to opowieść dla każdego czytelnika. Nie będziecie się przy niej nudzić i  po prostu przez nią przepłyniecie. Kasie West to idealny wybór dla osób, które lubią lekkie, przyjemne, ale jednocześnie mądre historie. Głównie dla dziewczyn, ale nie tylko. Myślę, że wątek sportowy zachęci też męską część widowni :) A ja stwierdzam, że przeczytam wszystko co napisze ta autorka. Nawet listę zakupów.



--------------------------------------------------------------------------------------
"Chłopak z sąsiedztwa" swoją premierę będzie miał 12 października, ale dzięki Wydawnictwu Feeria Young, ja już teraz miałam okazję przedpremierowo przeczytać i napisać recenzję tej książki. Dziękuję za okazane zaufanie! Ponadto w książce możecie zobaczyć logo mojego bloga, jako osoby polecającej powieść Kasie West. To dla mnie wielki zaszczyt, za który dziękuję!

Czytaj dalej

PRZECZYTAJ I PODAJ DALEJ

Już drugi raz biorę udział w akcji PRZECZYTAJ I PODAJ DALEJ, czyli międzyblogowej wymianie książkowej. Pierwsza zostawiła mnie z bardzo pozytywnymi odczuciami, więc kwestią czasu było zapisanie się do nowej. Organizatorkami są Magda oraz Dagmara, więc to u nich szukajcie dokładnych zasad zabawy i reszty uczestniczek.
A poniżej widzicie moje książki na wymianę:


"Jesteś zagadką"- Kendall Ryan ( brak strony tytułowej)
"Przez Ciebie"- Emily Hainsworth STAN IDEALNY
"Pocałuj mnie gdy zasnę"- Linda Howard STAN BARDZO DOBRY
"W pogoni za rozumem"- Helen Fielding STAN BARDZO DOBRY
"Spróbujmy jeszcze raz"- Abbi Glines STAN IDEALNY
"Miłość bez końca"- Scott Spencer STAN IDEALNY
"Zielony zakątek"- Debbie Macomber STAN IDEALNY   (wymiana z Martyną na "Paper Towns")






"Run, Mummy Run"- Cathy Glass ( wersja anglojęzyczna, pieczątka w środku)
"Ala Makota. Maksymalnie ja."- Małgorzata Budzyńska STAN DOBRY
"Niepamięć"- Katarzyna Banachowska- Jaśkiewicz STAN IDEALNY
"Życie ma smak"- Małgorzata Kalicińska STAN IDEALNY





"Purgatorium"- Eva Pohler STAN BARDZO DOBRY
"Dzikie stwory"- Dave Eggers STAN BARDZO DOBRY
"Krew Illapa"- Robert Kilen STAN BARDZO DOBRY
"W objęciach chłodu"- John Marsden STAN BARDZO DOBRY

Jeśli widzicie tutaj coś dla siebie, koniecznie piszcie w komentarzu, albo na maila : dominika.justyna@poczta.onet.pl

Miłej zabawy!
Czytaj dalej