Susan Ee- "Angelfall. Opowieść Penryn o końcu świata"

Udostępnij ten post

 
Oryginalny tytuł: Angelfall
Rok polskiego wydania: 2013
Wydawnictwo: Filia
Seria: Angelfall #1
Ocena: 7/10


  Postapokaliptyczne wizje świata czy dystopie ( czy to się czymś różni tak w ogóle?) powielały już tyle różnych schematów i tak często mnie nudziły, że naprawdę straciłam nadzieję, że jeszcze kiedyś trafię na coś godnego uwagi. Wystarczy mi nawet dobry styl pisarski i w miarę ogarnięta główna bohaterka, a taką książkę już uznaję za wartą mojego czasu. Jeśli do tego dodamy jeszcze tło w postaci problemów świata "po", to już jestem w niebie. I naprawdę mało jest takich tytułów. A ja na pewno nie miałam w planach zaczynania kolejnej serii, która nawet mnie do siebie nie przekonywała. Ale Meredith organizowała Book Tour i zachwycała się powieścią, a że ani razu nie zawiodłam się na żadnej polecanej przez nią książce, uznałam "dlaczego nie?". Kilka cytatów dodatkowo utwierdziło mnie w przekonaniu, że warto. I przeczytałam.

  Penryn ( swoją drogą bardzo ładne i oryginalne imię) razem z matką i niepełnosprawną siostrą żyje w świecie zagarniętym przez anioły. Pewnie myślicie, że jest kolorowo, a po trawie biegają jednorożce? Otóż niezupełnie. Nie są to takie anioły, jakie wyobrażenie o nich posiadali ludzie. To podłe stworzenia, które zagarniają nowe tereny i budzą postrach. Cóż, nieciekawa wersja dla dzieci. Porywają siostrę głównej bohaterki, a Penryn zawiera sojusz z domniemanym  wrogiem, aby ją odzyskać. Oboje mają swoje sekrety, ale również powody, by trzymać się razem, a nie osobno.

  Pierwsza rzecz, jaka zaskoczyła mnie w książce ( a muszę przyznać, że takich niespodzianek było dużo, gdyż niewiele wiedziałam wcześniej o tym tytule) to jej grubość. A raczej brak. Spodziewałam się tomiszcza, a przynajmniej czegoś na 400 stron, a dostałam 308. Niby niewielka różnica, ale w porównaniu do innych "trzysetek" widać diametralną różnicę. Być może to wina/zasługa zbitych kartek, ale nie uważam tego za minus. Tak samo jak tego, że kartki były białe- też nieczęsto się z tym spotykam. Jak już jesteśmy przy wyglądzie, to muszę przyznać, że totalnie kupiła mnie okładka. Na żywo prezentuje się wręcz nieziemsko i wierzcie mi- musicie ją chociażby zobaczyć.

  Drugie zaskoczenie to fakt, iż całkowicie inaczej wyobrażałam sobie świat przedstawiony. Ja wiem, że to głupie wyobrażać coś sobie na podstawie kilku cytatów, no ale cóż- tak było. Liczyłam, że Raffe to będzie  uśmiechnięty i zabawny chłopak z mrocznymi sekretami. A dostałam pospolitego dupka. Chociaż dupek to może za dużo powiedziane, bo miał chłopak ( a może anioł?)  lepsze momenty. Jednak były chwile kiedy miałam ochotę pstryknąć go w głowę i powiedzieć "Weź, wyjdź stąd". Był zabawny, o czym właśnie świadczyły te cytaty, ale chyba właśnie przeczytałam najlepsze z nich i nie wzięłam pod uwagę, że więcej takich dobrych zdań nie dostanę.

  A Penryn też nie była lepsza. I to już nie chodzi o to, że ufa nieznajomemu ( na dodatek domniemanemu wrogowi), bo w jej sytuacji postąpiłabym tak samo, chodziło przecież o jej siostrę. Ale jak na horyzoncie pojawiał się Raffe, dziewczyna prawie traciła głowę. A jak go nie było, to zadręczała się myślami o nim. Niby logiczne jest to, że prędzej czy później coś musiało się między nimi rozwinąć. Problem w tym, że to rozwinęło się wcześniej i tak właściwie znikąd. Poza tym oddzielnie też ma parę złych momentów, które tworzą materiał na "mało wiarygodną partię" i "bohaterkę z typowych młodzieżowych dystopii".

  I choć sobie tak narzekam, to nie znaczy że powieść mi się nie podobała. Ujął mnie przedstawiony świat, wizja aniołów zstępujących na ziemię ( choć dalej nie wiem po co to wszystko). Ta groza i pokazanie kim ludzie stają się w trudnych warunkach. Spokojnie można było poczuć klimat i za to należy się autorce duży plus. Poza tym uwielbiam wątek aniołów, to jest coś co zawsze chętnie przyjmę w każdych ilościach. Poza tym nie zapominam o tym, że jest to debiut pisarski Susan Ee i liczę, że w kolejnych tomach autorka rozwinie skrzydła ( mini nawiązanie do treści). Bo nad niektórymi kwestiami trzeba popracować- przede wszystkim charaktery- nie można przedobrzyć ani w jedną, ani w drugą stronę, co tutaj lekko się uaktywniło. Jestem ciekawa co się stanie dalej, czy będzie lepiej czy gorzej- ale przeczytam tylko jeśli nadarzy się okazja. Sama jej szukać raczej nie będę :)

PS Wybaczcie jakość zdjęcia, blogger coś nie chce ze mną współpracować :(

---------------------------------------------------------------------
Książkę przeczytałam dzięki Meredith, która zorganizowała Book Tour. Z tego co wiem, zapisy wciąż trwają, więc jak macie ochotę na lekturę- zapraszam ^^


8 komentarzy :

  1. Dla mnie ta książka była tak zła i tak żałosna, że po ponad połowie oddałam ją koleżance, od której ją pożyczyłam, dosłownie wyjąc ze śmiechu.
    Nie polecam ani trochę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponad połowa to i tak dużo, chociaż książka należy raczej do tych cienkich ;)

      Usuń
  2. Bardzo bym chciała ją kiedyś przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja mam za sobą całą serię i naprawdę polecam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To przede mną jeszcze dwa tomy, jak dobrze pójdzie :)

      Usuń
  4. Oooooo, zdanie o mnie i polecanych książek roztopiło moje serce :o Tak mi się miło zrobiło! ^_^
    Cóżżżż, więc szkoda, że książka nie zachwyciła Cię tak jak mnie :( To pewnie przez te głupie oczekiwania xD Może dalsze tomy Cię bardziej przekonają, kto wie :D

    OdpowiedzUsuń
  5. A mi ta książka się bardzo podobała, zresztą jak cała seria. Cały czas coś się działo, autorka nie skupiła się tylko i wyłącznie na serduszkach i wzdychaniu do siebie głównych bohaterów tylko tam akcja goniła akcję. Śmieszne momenty - gdy Penryn chciała udać groźnego anioła, trzymając za sobą skrzydła Raffiego podczas napadu gangu. Mi to naprawdę się podobało. Kolejne części też trzymały w napięciu, może autorka już lekko poszalała z wyobraźnią, ale trzeba przyznać, że czytało się lekko i przyjemnie ;)


    https://miedzywersami123.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń