Podsumowanie jesieni 2016

Udostępnij ten post

Miesięczne podsumowania to taki typ postów, które uwielbiam przygotowywać. Sięgam myślami wstecz, wyłapuję ciekawe momenty, fajne książki, filmy i wydarzenia. Siedzę nad tym kilka dni, żeby było ciekawie, wyczerpująco i jak najbardziej rzetelnie, bo wiadomo że pamięć jest ulotna i czasem zawodzi. A jednak odkąd zaczął się rok szkolny zaniechałam pisania podsumowań. Powód był prosty- jestem w klasie maturalnej, więc nie czytam tyle ile bym chciała ( chociaż ostatnio coś się w tym względzie zmienia), a nie chciałam pisać tylko po to, aby coś było. Uznałam, że lepsze będzie podsumowanie kwartalne, bardziej obszerne i mam nadzieję ciekawe. A tak się złożyło, że miesiące wrzesień, październik i listopad to miesiące jesieni, czyli mojej ulubionej pory roku.


Nie bez powodu nazywam siebie jesienną dziewczyną. Wtedy jestem pełna zapału do pracy, nie ogarnia mnie zniechęcenie jak większości ludzi i jestem pełna optymizmu. Chociaż w sumie staram się, aby optymizm towarzyszył mi przez cały rok. Rzecz w tym, że najlepiej czuję się jesienią. Wtedy można się najfajniej ubrać, poczytać pod kocem z kubkiem gorącej herbaty czy słuchać odgłosu szeleszczących liści. Nawet choroby mi nie przeszkadzają. Jednak wrzesień i pierwszy tydzień października upłynął mi pod znakiem stresu, jako że miałam poprawkę mojego egzaminu zawodowego. Jestem z tych osób, które przejmują się każdą drobną rzeczą, a jak widzicie nawet z miesięcznym wyprzedzeniem. I chociaż poświęciłam czas nauce ( co odbiło się na moim czytelniczym wyniku), to stres zrobił swoje. Jednak ten etap mam za sobą, ponieważ dokładnie dwa dni temu, w piątek dowiedziałam się, że udało mi się zdać.


Za to trzy kolejne tygodnie października upłynęły mi bardzo intensywnie i w sumie nie wiem kiedy zleciały. Wiem jednak, że był to jeden z najlepiej przeżytych miesięcy tego roku. Udało mi się pojechać na dwudniową wycieczkę do Szczawnicy, zaczęłam i skończyłam uczęszczać na kursy przedmałżeńskie, byłam na weselu ( chociaż nie polecam iść z prawie obcą osobą towarzyszącą) oraz oglądałam z przyjaciółkami filmy w ramach naszej prywatnej nocy filmowej. Poza tym 25 października obchodziłam swoje urodziny, co było kolejnym powodem do świętowania. Ogólnie październik spędziłam w rozjazdach i na spotkaniach ze znajomymi, skutkiem czego rzadko kiedy miałam czas na czytanie, jednak o dziwo przy tak napiętym grafiku mój wynik prezentuje się niesamowicie.


O listopadzie nie ma co za wiele mówić, poza tym że nawet nie wiem kiedy minął. Nie robiłam raczej nic produktywnego, dzień leciał za dniem i tak odbiłam sobie zabiegany październik. Miałam kilka planów, które nie wypaliły, oraz chorobę która uwięziła mnie w domu na kilka dni. Ale nie ma tego złego- w tym czasie udało mi się przeczytać trzy książki, co mocno podniosło mi samoocenę ;) Pisałam też próbne matury- chociaż mam na ten temat tyle do przedyskutowania, że chyba potrzebowałabym całego czystego arkusza ;) Matematyka i rozszerzona geografia były dla mnie trudne, język polski miał ciekawy temat wypracowania, a angielski z kolei miał proste zadania i teksty. Czyli fifty-fifty. Wiem już co umiem, na co muszę zwrócić uwagę i nad czym popracować. Jak dla mnie takie maturki powinny być raz na miesiąc, żeby sprawdzić siebie, bo samemu czasem trudno o motywację ;)


Wrzesień rozpoczęłam bardzo optymistycznie, mianowicie kontynuując zaczęty w sierpniu "Ognisty pocałunek", który okazał się tak wciągający i tak świetny, że nie potrafię uwierzyć dlaczego zwlekałam z czytaniem tak długo. Potem zabrałam się za "Prawo Mojżesza", egzemplarz recenzencki, który otrzymałam,kiedy straciłam już nadzieję na lekturę. I ten również okazał się interesującą książką, przede wszystkim dość oryginalną.  Październik rozpoczęłam "Chłopakiem z sąsiedztwa", którego czytałam w wersji "suchej", czyli tekście na zwykłych białych kartkach i było to moje  pierwsze tego typu doświadczenie. Choć mnie te kartki przerażały to ze zdumieniem stwierdziłam, że czytało mi się całkiem przyjemnie. Następnie mamy "Tego lata stałam się piękna", tytuł który złapałam w okazyjnej cenie na szkolnej wycieczce i który nie rozczarował mnie, ale też nie uważam że sięgnę po jego kontynuację. Żeby nie było tak pięknie w międzyczasie musiałam wcisnąć gdzieś "Jądro ciemności". I chociaż myślałam, że pójdzie szybko- wszak jest to 70 stron, to książka niemiłosiernie się dłużyła i jestem pewna, że jest to jedna z moich naprawdę bardzo nielubianych lektur. Październik zakończyłam "Osobliwymi i cudownymi przypadkami Avy Lavender", które były nieco... chore, ale niesamowicie oryginalne i wciągające. Nastał listopad, a wraz z nim pojawił się natłok książek z Book Tourów, skutkiem czego czytałam praktycznie tylko te. "Paragraf 5"  był pierwszą dystopią, którą przeczytałam po kilkumiesięcznym odwyku od gatunku i słowo daję- był wyśmienity. "Czy wspominałam, że za Tobą tęsknię" to dla odmiany egzemplarz recenzencki, który przeczytałam szybko i uważam za całkiem dobre zakończenie serii, aczkolwiek chyba już wyrosłam z takich historii. Udało mi się też dokończyć "Arktyczny dotyk", który mimo moich usilnych próśb, okazał się gorszy od swojej poprzedniczki. "Angelfall" to kolejna książka listopada, spodziewałam się po niej troszkę czegoś innego, ale nie jestem rozczarowana. Co my tu jeszcze mamy? "Moje serce i inne czarne dziury", książkę która wywarła na mnie spore wrażenie i która ma naprawdę oryginalną główną bohaterkę. Sam koniec miesiąca przyniósł mi tytuł, który od naprawdę bardzo dawna miałam na oku, czyli "Księżniczkę z lodu". Jestem bardzo zadowolona z lektury i już nie mogę się doczekać kolejnych części.


Przez ten okres bardzo często wybierałam łatwiejszą opcję, czyli filmy. Obejrzałam ich aż 14 plus te, które widziałam po raz kolejny. Pierwszy z nich- Nerve okazał się bublem, rozczarowaniem i bardzo wielkim niedopowiedzeniem. Odbiłam to sobie oglądając Sekretne życie zwierzaków domowych, które było zabawne i ciekawe, jednak nie darzę go tak wielkim uczuciem jak się spodziewałam po zwiastunach. Potem WRESZCIE udało mi się zobaczyć ekranową wersję drugiej części Kosogłosa, która oczywiście mnie nie zawiodła, bo jakżeby mogła. Planeta Singli to kolejna polska produkcja, która mi się podobała, no bo Stuhr ♥ Rio 2 uważam za kiepską kontynuację, o wiele bardziej ujęła mnie jedynka, jak dla mnie działanie dla kasy. Dziennik Bridget Jones włączyłam w sumie dlatego, że widziałam zapowiedź trzeciej części, ale choć było zabawnie, to jednak nie jest to film, do którego chcę wracać. Kolejne dwa filmy to moje odkrycia listopada. Szkolna imprezka oraz Ilu miałaś facetów?. Oba zabawne, urocze i wciągające. Idealnie wpasowały się w moje gusta i będę polecać i szerzyć je dalej. Epoka lodowcowa 1&2 oglądałam po raz pierwszy i każdy mnie przekonywał jakie to będzie super, a było... średnie. Fajne jako bajka, ale nawet w połowie nie tak fajne i śmieszne jak oczekiwałam. Z niecierpliwości co będzie dalej odpaliłam Szkolną imprezkę 2, która była zabawna, ale brakowało mi paru rzeczy, które zauważyłam w jedynce. Teraz proszę się nie śmiać, ale widziałam też Barbie jako Roszpunka- jeden z nielicznych filmów o Barbie, który został mi do oglądnięcia. Na sam koniec miesiąca przypadł Jumper, film który poleciła mi koleżanka i który miał parę wad i niedociągnięć, ale oglądałam go z prawdziwą przyjemnością. No i Wielki Gatsby- ta sama koleżanka i bałagan w głowie po seansie.



Wy wiecie, że ja nie bardzo lubię planować mój TBR, ale tak się złożyło, że mam dwie pożyczone książki i lekturę i to na nich muszę skupić swoją uwagę. Są to: "Girl online", "Traktat o łuskaniu fasoli" oraz "Granica". Więc to jest mój plan czytelniczy do końca roku :)
Jeśli chodzi o zapowiedzi to w sumie czekam tylko na "Ostatnie tchnienie", które swoją premierę będzie mieć w styczniu, ale do tego czasu daleka droga jeszcze :)


Chciałabym Was zaprosić na stronę https://www.zaksiazke.pl/, czyli portal wymiany książek. Sama jak na razie wystawiłam kilka tytułów, jeden już wymieniłam, a w zasadzie idę jutro na pocztę wysyłać, ale ogromnie podoba mi się pomysł na to przedsięwzięcie. Mam jedno główne zastrzeżenie, mianowicie brak kontaktu przez prywatne wiadomości, ale da się to obejść, więc nie jest tak tragicznie :) Wejdźcie i zobaczcie o co mi się rozchodzi ;)

Koniecznie dajcie znać czy taki rodzaj podsumowań się Wam podoba czy jednak woleliście te miesięczne ;) Jak wszystko dobrze pójdzie to kolejny taki post pojawi się końcem lutego, także czekajcie. I jak zawsze- czekam na Wasze komentarze odnośnie książek, filmów i seriali- wierzę, że znacie coś z mojego zestawienia, a może sami coś polecicie?

9 komentarzy :

  1. Ja nienawidzę jesieni. Nawet nie chodzi o to, że łapie mnie jakaś chandra, ale po prostu nie znoszę zimna, dlatego już wyczekuję wiosny ;)
    "Osobliwymi i cudownymi przypadkami Avy Lavender" to faktycznie dziwna książka, szalenie osobliwa ;)
    Gratuluję zdania egzaminu :D
    Powodzenia w zimie!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! A ja znów lepiej się czuję jak jest chłodniej, letnie upały działają na mnie rozleniwiająco, a wiosna kojarzy mi się z alergiami :D

      Usuń
  2. Taki rodzaj mi się podoba i chętnie zobaczę kolejne w grudniu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też miałam okazję zwiedzić Szczawnicę, ale tylko pobieżnie...ciekawe książki przeczytałaś w minionych miesiącach :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja nie przepadam za jesienią,gdyż zazwyczaj dopadają mnie,wtedy różne choroby.Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin♥♡♥ Ja mam matury próbne dopiero w grudniu i trochę się tym stresuje...
    ,,Ognisty pocałunek" kocham całym serduszkiem♥Teraz poszukuję drugiego tomu.,,Jądro ciemności" bardzo źle wspominam,gdyż myślałam,że będzie to pierwsza lektura,której nie udało mi się przeczytać w całości,ale na szczęście jakoś wytrwała do końca.

    Ostatnio obejrzałam film ,,Księga życia" ,który Ci polecam,gdyż jest to bardzo dobrze zrobiona animacja z wpadającymi w ucho piosenkami.

    Fajny pomysł z tą stroną :) Taki rodzaj podsumowania jest bardzo fajny,więc będę wypatrywać kolejnego :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja natomiast bardzo nie lubię jesieni. Jak dla mnie to najgorsza pora roku, bo nie cierpię zimna, ale kiedy przynajmniej jest śnieg i można jeździć na nartach, chociaz ostatnio w Polsce coraz mniej śniegu... :( Za to jesienią jest juz zimno, szaro, ponuro.... Przynajmniej dla mnie :D

    Ogólnie gratuluję wyników! Żadnej z pokazanych przez ciebie książek nie czytałam (jeju, kiedy ja to nadrobie...). Ale musze przeczytać Ave Lavender, Prawo Mojżesza, Chłopaka z sąsiedztwa i Angelfall.
    Naprawdę nie wiem kiedy ja to przeczytam, ale kiedyś na pewno :D

    Zaczytanego grudnia!

    OdpowiedzUsuń
  6. I uważasz, że nie miałabyś z czego zrobić miesięcznego? :D
    Hm... Mi brakuje tylko takiej metryczki dokładniejszej tj. przeczytane we wrześniu etc. :) A tak to kwartalne może być ^^
    No, Pocałunek był cudowny <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Barbie jako Roszpunka <3 Ja tam lubię te filmy Barbie :D :D :D
    Ostatnie tchnienie <3 <3 Już chęęęę xD <3

    OdpowiedzUsuń