NA EKRANIE W WAKACJE | CZĘŚĆ 1

Udostępnij ten post

Inspirację do napisania tego posta zaczerpnęłam od kochanej Diany, które w lipcu opublikowała pierwszy post z jej serii "Filmy obejrzane w wakacje". Polecam zajrzeć- jeśli klikniecie w imię, link przeniesie Was do pierwszego z jej tekstów. Parę miesięcy temu zrezygnowałam z regularnych postów filmowych, bo po prostu nie miałam do tego ani czasu, ani predyspozycji. Aczkolwiek uznałam, że takie wakacyjne podsumowanie dwóch ostatnich miesięcy pod względem filmowym i serialowym, da Wam wgląd w tytuły, w które warto zainwestować czas, lub takie przy których będziecie rwać włosy z głowy. Klikając na tytuł, automatycznie przenosicie się na filmweb.pl. Żeby nie przedłużać- zaczynajmy :)


ALADYN    |7/10|

Jestem na bakier z oryginalnymi animacjami Disneya. W dzieciństwie puszczano mi raczej te "podróbki" i z nich właśnie znałam wcześniej historię Aladyna, ale kto zna i słucha Studia Accantus, ten wie, że ich aranżacje piosenek z bajek, to po prostu życie. To właśnie one sprawiły, że zechciało mi się poznać wersję pierwotną. I cóż. Podobało mi się, piosenki troszkę kulały, ale tak to jest, jak zakosztuje się czegoś, czemu stawia się wyższą notę ;) Dobre na jedno popołudnie, raz zobaczyć, zapamiętać, ale nie wracać. Bardzo przyjemna bajka, ale za nic nie przebije mojego ukochanego Herkulesa. Może gdybym oglądała to po raz pierwszy w dzieciństwie, moja ocena była by bardziej adekwatna :)




Aladyna obejrzałam jeszcze końcem czerwca, natomiast lipiec należał do seriali. A właściwie jednego. Piękna i Bestia, bo to o nim mowa- leżakowała na liście "do obejrzenia" już dość długo. W internecie znajdują się głównie informacje na temat tych kasowych, głośnych produkcji, a ja miałam ochotę na coś niszowego, czego wszyscy nie znają. I się doigrałam. Pierwszych dziesięć odcinków tak mnie wciągnęło, że nie widziałam świata poza Vincentem i Catherine ( główni bohaterowie). Nie miałam czasu na to by coś zjeść, poczytać, czy pójść spać. Liczył się tylko ten boski serial. Ale wszystko co dobre kiedyś się kończy. Maraton ten spowodował, że być może "przejadły" mi się losy tej dwójki, skutkiem czego następne 5 odcinków obejrzałam tak tylko po to, by chociaż skończyć pierwszy sezon. Nie udało mi się, ale w sumie może kiedyś przyjdzie na niego pora. Na chwilę obecną nie jestem w stanie stwierdzić, że polecam czy nie- oglądało mi się nieźle, ale tylko do pewnego momentu. Nie wystawiam też oceny- bo z tym jest ciężko gdy obejrzało się tylko kilkanaście odcinków.




Jestem osobą, która wiecznie ma problem z tym, że w telewizji nie lecą żadne fajne filmy, które można by obejrzeć wieczorkiem. Kiedy zobaczyłam, że jednak mam szansę zobaczyć Trzech Muszkieterów uznałam "Tak! To jest to". Co z tego, że byłam w trakcie czytania wersji papierowej. Ekranizacja z 2011 roku jest bardzo niespójna z książką, o czym zdążyłam się już przekonać, ale mimo wszystko podobała mi się. Nie ukrywam, że w dużej mierze jest to zasługa głównych bohaterów, na których aż miło się patrzy ;) Z książką ma tylko kilka punktów wspólnych, ale jako osobny film broni się całkiem nieźle :)



DZIEŃ DOBRY TV   |6/10|

Jeśli jeszcze nie wiecie, bardzo lubię Rachel McAdams. Jest to jedna z moich ulubionych aktorek, zaraz obok Sandry Bullock, Anne Hathaway czy Katherine Heigl. Dlatego niespecjalnie wahałam się przed obejrzeniem Dzień Dobry TV. Zostałam bardzo przyjemnie zaskoczona, ponieważ myślałam, że będzie to jakiś typ komedii romantycznej, a dostałam dość dojrzałą opowieść o zmęczonym życiem mężczyźnie, kobiecie chcącej dogodzić każdemu i walce o swoje marzenia. Wszystko to pod szyldem komedii, więc może dlatego tak miło mi się to oglądało. Aczkolwiek w dalszym ciągu jest to film do obejrzenia i zapomnienia.



Polskie filmy zazwyczaj omijam szerokim łukiem z tego prostego powodu, że po prostu szkoda mi czasu na jakieś mało ambitne i słabo wykonane produkcje, a na takie zazwyczaj mam ochotę. Jednak tak samo jak w przypadku książek, uważam że Polska pod względem również filmowym dość mocno się rozszerza. 7 rzeczy, których nie wiecie o facetach to nie był mój priorytet, ale tak się jakoś złożyło, że na niego wpadłam. I muszę przyznać, że spodziewałam się komedii romantycznej "na raz", a otrzymałam coś w sumie wartościowego. Nie mogę powiedzieć, że nagle przejęłam tok myślenia faceta, ale te kilka historii różnych mężczyzn, które poniekąd są ze sobą powiązane naprawdę mi się podobały! Reżyser poruszył też troszkę cięższe tematy- stres pourazowy, rozwód, ciążę, aborcję- w małych ilościach i pod etykietką "komedia", ale czuję, że najczęściej to właśnie takie przedstawienie sprawy najmocniej trafia do odbiorców.




Córkę prezydenta w zasadzie oglądałam drugi raz, ale ten film niezmiennie wprawia mnie w dobry nastrój i odgania wszystkie złe rzeczy.  Mandy Moore, którą kocham za jej wcześniejszą rolę w Szkole uczuć ( jeden z ulubionych!), oraz Matthew Goode który czaruje uśmiechem. Tego aktora znam też z Oświadczyn po irlandzku, które szczerze mówiąc uwielbiam i oglądałam wcześniej, więc jakiś tam pozytywny posmak został. Ogólnie to myślę, że większość z was oglądała ten film, ale kto tego jeszcze nie zrobił- warto. Jeśli nie dla aktorów i samej fabuły, to chociaż dla pośmiania się i zabicia czasu czymś co nie nuży i nie żenuje na co drugim kroku. I dla samego klimatu początku wieku XXI- nie wiem jak Wy, ale dla mnie filmy z tamtego okresu, a filmy teraźniejsze dzieli dość spora różnica.


GORĄCY TOWAR  |7/10|

Gorący towar obejrzałam w sumie z dwóch powodów. Po pierwsze- Sandra Bullock. Jak już wspominałam wcześniej- jedna z moich ulubionych aktorek. Ciągle nadrabiam filmy z nią związane, te popularne bardziej i mniej, i niezmiennie ją uwielbiam. To taki typ kobiety, która się nie starzeje a z wiekiem wręcz robi się coraz piękniejsza. Powód numer dwa- Melissa McCarthy. Nie znałam wcześniej tej aktorki, ale sam jej wygląd krzyczy, że film z nią będzie zabawny. A ja lubię śmieszne rzeczy. Rezultat- role się odwróciły. Sandra bardzo dobrze wypadła, ale to Melissa zgarnęła całą moją uwagę. Czy to tym byciem wbrew zasadom, czy to tymi sarkastycznymi uwagami czy samym podejściem do życia. A Sandra jakby za nią deptała i nie mogła nadążyć. Obie były dobre, ale McCarthy to moje odkrycie wakacji. Jednak pomimo plusów film nie spodobał mi się aż tak bardzo bym chciała do niego wracać. Ot, lekka komedyjka na wieczór. Zabawna i momentami urocza, ale w dalszym ciągu "na raz".



Za tydzień zobaczycie drugą część mojego wakacyjnego podsumowania filmowego i mam nadzieję, że czekacie na to równie mocno jak ja! :))

9 komentarzy :

  1. Swietny post :) Piękną i Bestię też oglądałam przez jakiś czas i bardzo mi się ten serial spodobał :)

    OdpowiedzUsuń
  2. "Córkę prezydenta" też oglądałam podczas wakacji :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Widziałam "Aladyna", "Dzień dobry TV", "7 rzeczy, których nie wiecie o facetach", "Gorący towar" oraz "Córkę prezydenta", więc prawie wszystko. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oglądałam Córkę prezydenta, mega zabawny film! Aż chciałabym to obejrzeć kolejny raz. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam "Trzech Muszkieterów", ale niestety nie czytałam jeszcze książki i teraz bardzo żałuję, że zamieniłam kolejność, skoro film jest dość niespójny. Ale trzeba przyznać, że bohaterowie są genialnie wykreowani :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie oglądałam żadnego z tych filmów, ale to dlatego, że robię to bardzo rzadko. Ostatnio obejrzałam ,,Gre tajemnic'' i baaardzo polecam! Z twoich propozycji kojarzę ,,Córkę prezydenta''... Może obejrzę :)
    Pozdrawiam, Wielopasja

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja w czasie wakacji zaczęłam oglądać horrory i chyba uzależniłam się od solidnej dawki strachu :P
    W sumie miłe połączenie - kiedy mam dość romansów (chociaż to nieczęsto zjawisko), oglądam horrory i odwrotnie. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Oglądałam ostatnio różne wersje muszkieterów i co jak, co, ale oni chyba mi się nigdy nie znudzą :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja oglądałam oczywiście Allandyna, ale i Gorący towar i to nie raz :) Film bardzo mi się podobał :)
    A co do piosenek - a widzisz, ja w ogóle mam problem ze słuchaniem polskich wersji piosenek z bajek :D Np. tłumaczenie z Herkulesa piosenki I won't say I'm in love powaliło mnie (i to nie w pozytywnym sensie) na kolana i nigdy w życiu nie chcę słuchać polskiej wersji, a angielską kocham <3

    OdpowiedzUsuń