Nicholas Sparks- "Jesienna miłość"

Udostępnij ten post



Oryginalny tytuł: A Walk To Remember
Rok polskiego wydania: 2016 i wcześniej
Wydawnictwo: Wydawnictwo Albatros
Ocena: 7/10

  Osoby, które bywają tutaj dłużej, być może zdają sobie sprawę z mojej miłości do dramatów. Uwielbiam książki czy filmy traktujące o chorobie, śmierci, o walce z nią. Uwielbiam płakać przy książkach, wzruszać się i polecać je innym. Nałogowo poszukuję dobrych, mało znanych historii, które mogłyby do mnie przemówić językiem cierpienia i łez- jeśli takie znacie, koniecznie piszcie.

  Jednocześnie jestem też fanką romansów. Nic nie poradzę na to, że mój blog najbardziej jest kojarzony właśnie  z tym gatunkiem- lubię te relacje łączące dwójkę ludzi i rozwijającą się fascynację. Jednak są autorzy, którzy piszą lepiej, ale też tacy, których nie akceptuję, Do tej drugiej kategorii mogę zaliczyć Nicholasa Sparksa. To ja, antyfanka numer jeden. To ja pisałam o nim "za dużo cukru, lukru i słodkości". Tak przyznaję się do winy.  Ale książką "Jesienna miłość", Sparks troszeczkę sobie u mnie odpokutował. Tak naprawdę troszeczkę- ale dobre i to.

  Znacie Szkołę uczuć? Bo ja tak. Kocham, uwielbiam, darzę bezgraniczną miłością. Mogę oglądać go na okrągło. Jest to jeden z moich ulubionych filmów, jednocześnie znajduje się na podium jeśli chodzi o produkcje opowiadające o walce z chorobą. Dlatego tak bardzo bolało mnie, że nie znam wersji papierowej. Miałam rozdwojenie jaźni- bo kurczę, oryginał napisał nielubiany przeze mnie autor, ale jednak chciałam wiedzieć czy ten bardzo różni się od filmu czy nie. Nie obawiałam się o to, że wersja ekranowa straci w moich oczach. Jest na tyle piękna i ważna dla mnie, tyle mnie już nauczyła, że to było wręcz niemożliwe. Ale przemogłam się i nie potrafię żałować mojej decyzji. Nicholas Sparks w pewnym sensie  zaspokoił moją ciekawość, jednak nie wniósł do mojego życia nic ponad to, co już wiedziałam.

"Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, wszystko przetrzyma."

  "Jesienna miłość" to splecione losy dwójki ludzi- szkolnego przystojniaka Landona oraz córki miejscowego pastora- Jamie. Dzieli ich praktycznie wszystko, a jeszcze więcej zaczyna łączyć.
Jamie to osoba głęboko wierząca, jest przekonana o ludzkiej dobroci, skutkiem czego jest wyśmiewana i omijana przez rówieśników szerokim łukiem. Jednak splot zdarzeń sprawia, że zbliżają się do siebie. Landon lepiej poznaje motywy kierujące dziewczyną i zmienia się, jak dla mnie na lepsze. Jednak na przeszkodzie ich miłości, pomijając wzajemną niechęć ich rodzin, staje choroba Jamie.

  Bardzo ciężko pisać mi o tej książce tak, jakby była tylko książką. Setki razy widziałam film, setki razy interpretowałam różne sytuacje, w których znaleźli się bohaterowie, setki razy płakałam. Na pewno podoba mi się klimat w jaki wprowadził nas Nicholas Sparks. Jesteśmy w 1958 roku, realia tamtych lat są zgoła inne niż te, w których żyjemy obecnie. Ten brak telefonów komórkowych, inny styl bycia czy zerowy poziom młodzieżowego slangu sprawiły, że naprawdę poczułam się tak, jakbym była uczennicą ostatniej klasy liceum w 1958 roku. To wszystko było takie realne, namacalne wręcz.  Sama historia to wspomnienia Landona, który już teraz znajduje się raczej na końcu, niż na początku życia, ale to również mi się podobało. Jak nie przepadam za narracją wspominkową ( jak ja to nazywam), tak tutaj wydaje mi się to wręcz obowiązkowe. Historia straciłaby na wartości, gdyby wydarzenia rozgrywały się na bieżąco, a nie jako wydarzenia z przeszłości.




  Jednocześnie nie mogę pozbyć się wrażenia, że ta papierowa wersja jest jakby nieco płytsza, bardziej papierowa właśnie. Tak jakby wszystkie uczucia i emocje wypłynęły dopiero przy filmie i przy wizji reżysera, która jest zgoła inna niż ta pierwotna. Zatrzymali główny filar powieści- Jamie, Landona, chorobę i Boga, ale resztę zrobili po swojemu. I chwała im za to. W tym przypadku film jest stokroć razy lepszy od książki, która nie była jednak zła. Jak na Nicholasa Sparksa była nawet zaskakująco dobra, ale to reżyserzy wychwycili prawdziwe emocje z tych kartek, to oni są odpowiedzialni za złamanie mi serca i przedstawienie jedynej słusznej wizji miłości dwójki młodych ludzi.

  Książka mi się podobała i naprawdę Wam ją polecam. Dalej mam rozdwojenie jaźni typu " ulubiony film i nielubiany pisarz", ale powoli idzie się z tym pogodzić. Tym bardziej, że gdyby nie Sparks, reżyserzy nie mieli by z czego czerpać inspiracji i nie powstałaby Szkoła uczuć. Do trzech razy sztuka, więc może czasem faktycznie warto dać trzecią szansę jakiemuś autorowi. A nuż nas czymś zaskoczy?


Ta piosenka i cytat powyżej to kwintesencja Szkoły uczuć <3

23 komentarze :

  1. Mam tę książkę na półce od jakichś dwóch lat i jeszcze się za nią nie zabrałam. Filmu jeszcze nie widziałam, a to właśnie ze względu na niego chciałam najpierw przeczytać książkę. Może uda się to wkrótce nadrobić ;)

    http://k-siazkowyswiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uchował się jeszcze ktoś, kto nie widział tego filmu?! Szok ;)
      No cóż... niedawno zostałam oświecona, że istnieją osoby, które ani nie przeczytały, ani nie obejrzały dotąd Harry'ego Pottera - nic mnie już nie zdziwi.

      Usuń
    2. Harry Potter to książka jak każda inna- ma wielu zwolenników, i wielu nauczyła pewnie pojęcia przyjaźni, miłości czy poświęcenia. Nie uważam jednak by znalezienie osoby, która nie zna świata HP, było trudne- wystarczy, że zajrzałaś na mojego bloga ;) Wychodzę z założenia, że nie wszyscy muszą czytać wszystko. Dla jednych ważny jest HP, dla innych mnóstwo innych książek- nie ma co się tak dziwić :)

      Michalino- żywię nadzieję, że kiedy już poznasz historię Landona i Jamie, zakochasz się w niej tak jak i ja :))

      Usuń
  2. Uwielbiam zarówno książkę jaki i film.

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety nie jestem fanką Sparksa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nazwać mnie fanką, to też za dużo powiedziane, jeszcze do niedawna byłam antyfanką :D

      Usuń
  4. Moja kuzynka czytała tę książkę i była nią zachwycona. Sparks ma to do siebie, że porusza serca, chociaż przyznam szczerze, że od Szkoły uczuć wolę film Keith. Jeśli chodzi o książkę jest zdecydowanie lepsza niż ekranizacja, co jest tak częste, że aż oczywiste.
    Jeśli chodzi o romanse, nie lubię, nie czytam, nie oglądam. Ale wzruszające książki lubię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nareszcie ktoś ktoś kojarzy film Keith! <3 Uwielbiam i to bardzo, aż nabrałam ochoty by go obejrzeć, po raz nie wiem który ^^

      Usuń
  5. A ja lubię twórczość Sparksa :) Jesienna miłość także mi się podobała i wydawała naprawdę piękna i ani trochę papierowa... chociaż to może dlatego, że nie oglądałam Szkoły uczuć i nie mogę tych dwóch dzieł porównać ze sobą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie- ja patrzyłam na książkę przez pryzmat uwielbianego filmu, któremu naprawdę ciężko dorównać :)

      Usuń
  6. Ja do tego autora podchodzę tak średnio, może kiedyś coś przeczytam, ale po Ostatniej Piosence niezbyt mam chęć :/ Pozdrawiam, Julka

    OdpowiedzUsuń
  7. Mimo, że książka nie jest niczym odkrywczym, to jednak przeczytałam ją z przyjemnością, a przy końcówce uroniłam nawet kilka łez. Nie oglądałam filmu, ale skoro jest jeszcze lepszy niż wersja papierowa, to z pewnością kiedyś to nadrobię. Tak właściwie to "Jesienna miłość" to jedyna powieść Sparksa, którą dotychczas czytałam, ale mam w planach "Ostatnią piosenkę", więc zobaczę jak sama będę oceniać autora po większej ilości przeczytanych książek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałam "Ostatniej piosenki", ale film za to mi się podobał :)

      Usuń
  8. Nie lubię książek tego autora, z wieloma próbowałam i każda z takim samym skutkiem :( Takze i po te nie sięgnę :(


    Buziaki ,
    Justyśka
    http://coraciemnosci.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli próbowałaś już tyle razy, to faktycznie nie ma co sięgać po coraz to nowsze ;)

      Usuń
  9. Dawno już nie czytałam książek tego autora :) ale trzeba mieć do nich odpowiednie nastawienie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam Nicholasa Sparksa i jako, że nie widziałam jeszcze Szkoły Uczuć postanowiłam najpierw przeczytać później obejrzeć. I szczerze mówiąc wolałabym wcześniej nie czytać. Film był różny od książki i bardziej mi się spodobał, a czytanie spowodowało, że znałam zakończenie. Mimo wszystko obie rzeczy lubię :)

    Pozdrawiam,
    isareadsbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja- różnic jest naprawdę sporo, ale ten film jest tak cudowny i tak wzruszający, że wszystko wybaczam reżyserom czy reszcie ekipy :)

      Usuń
  11. Tego autora czytałam ''Ostatnią piosenkę'',''Noce w Rodanthe'' i ''Na zakręcie''.Pierwsza mnie oczarowana,natomiast pozostałe były słabe.Mimo to,zamierzam przeczytać ''Jesienną miłość'' i dać szansę autorowi.Myślę,że ta mi się spodoba.Film był cudowny! <3
    Świetny blog! Zostanę tutaj na dłużej ;*
    Pozdrawiam!
    http://olalive-blog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się tutaj podoba :)
      Ja widziałam tylko film " Ostatnia piosenka" i muszę przyznać, że był wzruszający, chociaż teraz chyba nie spodobałby mi się tak bardzo :)

      Usuń