Marie Lu- "Malfetto. Mroczne Piętno"

Udostępnij ten post


Oryginalny tytuł: The Young Elites
Rok polskiego wydania: 2015
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Seria:  Malfetto #1
Ocena: 9/10


   O Marie Lu, po raz pierwszy usłyszałam w bibliotece. A raczej ją zobaczyłam. To znaczy jej książkę- "Rebelianta", którego pokochałam całym sercem. To, że jeszcze nie sięgnęłam po kontynuację, świadczy jedynie o tym, że mam tyle książek, że aż nie wiem za co się zabierać. Ale Marie Lu jest genialna, to nie ulega wątpliwości. Udowodniła to za pierwszym razem, udowadnia i teraz.

  Akcja powieści rozgrywa się w 1361 roku, a główna bohaterka to Adelina Amouteru, dziewczyna naznaczona Mrocznym Piętnem. Kilka lat wstecz, przez Kenettrę przepłynęła fala tajemniczego wirusa, który dotknął szczególnie dzieci i nastolatków. Plaga ta zostawiła po sobie ślady- dziwne zmiany w wyglądzie dotkniętych nią osób- inny kolor włosów czy tajemnicze plamy na twarzy. Osoby, które są w taki sposób oznaczone, nazywamy malfetto. Nie są oni lubiani w społeczeństwie. Ludzie wręcz ich nienawidzą. Ale to nic w porównaniu z mordem w oczach na widok Mrocznego Piętna. Mroczne Piętna nie dość, że pożegnały się z dawnym wyglądem, teraz muszą zmagać się z nowymi i tajemniczymi mocami. Nasza główna bohaterka- Adelina, nosi w sobie mrok. Czy zdoła go okiełznać czy jednak to ciemna strona okiełzna ją?

  W założeniu Adelina miała zostać pierwszoplanowym czarnym charakterem. Nie powiem- były momenty, kiedy więziony przez nią mrok tak bardzo chciał się wydostać na zewnątrz, że dziewczyna mu na to pozwalała. Były momenty kiedy to ta zła siła przejmowała nad Adeliną kontrolę i manipulowała nią. Były momenty kiedy nasza bohaterka wręcz cieszyła się z obecności swojej mocy. Ale uważam, że autorka za bardzo zżyła się z postacią, aby pozwolić jej być czystym złem wcielonym. Inna opcja jest taka, że wszystko się jeszcze może odmienić w dwóch kolejnych tomach i Adelina będzie takim konkretnym czarnym charakterem. Chociaż z drugiej strony, akcja została przeprowadzona tak, aby czytelnik utożsamił się z Mrocznymi Piętnami. Nie wiem jak Wy, ale jeśli czyta się książkę, która ma prawie 400 stron, to jednak sympatia do bohaterów, z którymi się te 400 stron spędza- wzrasta. Być może dlatego tak ciężko było mi uwierzyć, że czytam o tej drugiej stronie, stronie- tej, która zawsze zostaje pokonana. 

  Bo naprawdę polubiłam bohaterów. Praktycznie wszystkich. Enzo jest takim promyczkiem w tej powieści. Oświetla sobą każde miejsce gdzie się znajduje ( dosłownie i w przenośni) i zyskuje niekłamaną miłość czytelnika. Tajemniczy i zamknięty w sobie, ale mimo wszystko taki kochany, odważny i pełen wiary możliwości swoje i innych. Gemma to idealna książkowa przyjaciółka- nie zadziera nosa, potrafi poprawić nastrój samą swoją obecnością, a na dodatek walczy o swoje. Cała zgraja Mrocznych Piętn, tych którzy przez społeczeństwo są wykluczani- zyskała moją sympatię. Natomiast ta druga strona, podobno tych, którzy działają w słusznej sprawie- jest dla mnie tą czarną stroną. Ich przedstawicielem jest Teren- władczy i żądny zemsty Inkwizytor, którego głównym celem życiowym jest pozabijanie wszystkich malfetto. A przecież oni nie krzywdzą społeczeństwa, a jedynie walczą o wolność i swoje życie. Czy fakt, że dotknęły ich siły niezależne od nich, jest powodem do wykluczenia?

  Jest oczywiście kilka rzeczy, do których siłą rzeczy muszę się przyczepić. Po pierwsze- wątek miłosny. Rozwija się tak naprawdę z niczego, a jednak od początku wiadomo, że takowy będzie. Jestem zwolenniczką romansu w powieściach, ale w "Malfetto. Mroczne Piętno" był on zupełnie niepotrzebny. Nie zagraca niepotrzebnie stron, jest raczej dodatkiem niż głównym tematem, ale bez niego książka też nic by nie straciła.
Po drugie- liczę na to, że mając do dyspozycji jeszcze dwa kolejne tomy, autorka wytłumaczy nam skąd wziął się ten "wirus", przez którego mamy malfetto, odmieńców. Tego mi zabrakło, ale na dobrą sprawę jeszcze nic straconego.

  To co zauważyłam na samym początku, a co trzymało się przez całą książkę, jest klimat. Specyficzny, nieziemski klimat minionej epoki, który porywa czytelnika w swoje objęcia i nie chce z nich uciekać. Co najlepsze- Marie Lu nie wypuszcza go z rąk- cały czas mamy świadomość w jakich latach się znajdujemy, nie zauważyłam żadnych nieprawidłowości- typu telefony komórkowe w XIV wieku ;)
Na uwagę zasługuje też oczywiście śliczna okładka, która przypomina mi chmury burzowe, co doskonale oddaje fabułę książki. Przez cały czas mamy wrażenie niebezpieczeństwa czającego się za rogiem, nie wiemy kiedy spodziewać się nagłego zwrotu akcji. To tak jak z deszczem- patrząc w niebo wiemy, że będzie, ale ciężko określić nam dokładny jego czas.
Pochwalić muszę jeszcze wydawcę, który miał odwagę niedokładnie przetłumaczyć tytuł. Młoda Elita ( z ang. The Young Elites) niezbyt dokładnie określa to czego możemy się spodziewać. Raczej daje nam namiary na ludzi bogatych, śmietankę społeczeństwa, taką elitę właśnie. Całkowite przeciwieństwo Mrocznych Piętn, którzy już z nazwy brzmią groźnie ;)

  Jeśli macie ochotę na niebanalną, wciągającą powieść rodem z XIV wieku, zapraszam Was do świata wykreowanego przez Marie Lu. Gwarantuję Wam dobrą rozrywkę, niespodziewane zwroty akcji, dużo tajemnic oraz szczyptę miłości. Sięgnijcie, a jedyne czego będziecie żałować, to fakt, że nie macie pod ręką kontynuacji.

"Zaufanie to chwila, kiedy spadamy na dno otchłani, a mimo to łapiemy się za ręce."



Książka bierze udział w wyzwaniach:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
ABC czytania- M


15 komentarzy :

  1. Pomysł "na oko" wydaje się świetny, niemniej choć o autorce pierwsze słyszę, to chyba nie zaufałabym jej i książki sama z siebie, za 'normalną' cenę nie kupiła. Ale jak mi się trafi w bibliotece, to mooooże... Ale wątek miłosny... i główna bohaterka kobietą...
    No i czemu zła strona zawsze ma przegrać? To głupie. Uważam, że często właśnie ciekawiej, gdy ta bardziej mroczna osobistość wyrywa ;P
    drewniany-most.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze książkę można upolować na promocjach czy coś, chociaż teraz- kiedy już ją przeczytałam, nie wahałabym się wydać na nią ceny okładkowej. "Malfetto" jest dobre, naprawdę super i za takie historie mogę płacić :D
      Nie lubisz kobiet jako głównych bohaterek? ;) Myślę, że o wiele ciężej jest znaleźć taką, gdzie pierwsze skrzypce gra mężczyzna ;P

      Usuń
    2. Hmm to po prostu literatura raczej typowo kobieca: główna bohaterka to pani, romansidło... a ja raczej po takie rzeczy nie sięgam.
      Przeciwko paniom niby nic nie mam, ale w sumie jak na razie najlepsze postacie na jakie wpadałam, to były postacie męskie raczej ;D I nie powiedziałabym, że ciężej, bo w fantastyce, tej pisanej pod "dorosłych", nie nastolatków, raczej mężczyzna ma "główną role". Tak łatwiej - jest silniejszy, łatwiej zrobić z niego odważnego i przy tym wiarygodnego typa, a ewentualnie pozmywać też potrafi. Tak przeglądając to,co czytałam ostatnio to pomijając amerykańskie młodzieżówki od stycznia wpadłam na 2 książki, których główną bohaterką, nie zdominowaną przez mężczyzn była kobieta. Pierwszą był "Świat Zofii", drugą "Demon luster" tj. polska młodzieżówka XD

      Usuń
  2. Wspominam tą lekturę bardzo dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Tobie również się podobała :)

      Usuń
  3. Myślę, że się nad nią zastanowię :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No bardzo się cieszę, że udało ci się sięgnąć. :) Ja uwielbiam tą powieść. :D Rzadko w powieściach czarnych charakter jest głównym bohaterem, więc jest super. :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałaś rację- jest niesamowita! Teraz tylko zacieram ręce w poszukiwaniu drugiego tomu <3

      Usuń
  5. Bardzo mnie intryguje ta książka i gdyby nie to, że zalegają u mnie w domu powieści z biblioteki, pewnie bym się w nią zaopatrzyła. ^^
    Pozdrawiam!
    http://recenzjeklaudii.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawi mnie obasadzenie bohaterów jako tych złych :D Do tego akcja w XIV wieku - bardzo mi się to podoba ^_^

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam Marie Lu, lecz "Malfetto" zalega na mojej półce już dosyć trochę czasu. Skłoniłaś mnie jednak, żebym w końcu spięła cztery litery i wzięła się za przeczytanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam Marie Lu, lecz "Malfetto" zalega na mojej półce już dosyć trochę czasu. Skłoniłaś mnie jednak, żebym w końcu spięła cztery litery i wzięła się za przeczytanie ;)

    OdpowiedzUsuń