Jojo Moyes- "Zanim się pojawiłeś"

Udostępnij ten post


Oryginalny tytuł: Me before you
Rok polskiego wydania: 2013
Wydawnictwo: Świat Książki
Seria:  Zanim się pojawiłeś #1
Ocena: 10/10




Ten tekst NIE JEST PRZEZNACZONY dla osób, które nie czytały "Zanim się
pojawiłeś". Pojawia się w nim trochę spoilerów, których naprawdę nie chcecie znać przed lekturą.


Droga Pani Moyes !

  Siedzę przed pustym ekranem komputera i zastanawiam się jak ubrać w słowa moje emocje. Jak opisać je tak, by zrozumiało mnie jak najwięcej osób? Wszystko co piszę, kasuję na miejscu, bo wydaje się to być nieodpowiednie.

  Musi Pani wiedzieć, że nigdy nie miałam w planach tej książki. Myślałam sobie "Pewnie kolejna obyczajówka, którą co prawda miło będzie się czytało, ale co potem?". Szczerze powiedziawszy- mam dość takich książek. Książek, które przeczytam, i które nie wzbudzą we mnie totalnie żadnych emocji. Bo jeśli o tym mowa, to właśnie niedawno odkryłam, czego tak właściwie szukam w książce. Są to emocje. Muszę płakać, wzruszać się, śmiać, albo irytować się na bohaterów podczas lektury, ale nie mogę siedzieć bezczynnie i tylko latać oczami po kartce. Myślę, że niewielu jest ludzi, którzy potrafią to zrobić. Obudzić uśpione emocje, a co więcej- sprawić by nie istniało żadne życie zewnętrzne, poza tym, które przeżywamy podczas lektury. A Pani się to udało. Bezbłędnie, bez oporów, po prostu najzwyczajniej na świecie.

  Ale zboczyłam z tematu. Wie Pani już, co było powodem mojej obojętności wobec "Zanim się pojawiłeś". Dlaczego zmieniłam jednak zdanie? Wiele osób może mnie teraz skrytykować, ale odpowiedź jest prosta: "Bo film". Cudowny, nieziemski zwiastun "Me before you", który obejrzałam, spowodował morze łez i to było najważniejszym argumentem "za". Poza tym- gra tam jeden z moich ulubionych aktorów-Sam Claffin, a wiadomo, że podczas seansu, zawsze jest miło na kimś oko zawiesić ;)

  Już kiedy przeczytałam pierwszy rozdział, wiedziałam, że to będzie coś. Że na pewno nie będę się nudzić podczas lektury. Wygadana, ekscentryczna Lou to osoba, której nie da się nie kochać. Jej charakterystyczny styl ubierania się, czesania, po prostu styl bycia- oczarowały mnie od początkowych stron. Kiedy widzicie na ulicy taką osobę, po prostu musicie się uśmiechnąć- nawet jeśli macie Najbardziej Ponury Dzień W Swoim Życiu. A uwierzcie mi- ja miałam. Nie jestem pewna czy po prostu idealnie trafiłam z doborem książki, adekwatnie do mojej sytuacji życiowej, ale możecie mi wierzyć bądź nie- ta książka pokazała mi, że są ludzie, którzy mają gorzej niż ja, ale się nie poddają.

  Należy się Pani, wielki plus za dużą dawkę humoru, a raczej sarkastycznych wypowiedzi. To coś co lubię i mocno doceniam w książkach. W końcu to o to chodzi- żeby podczas lektury świetnie się bawić ! A żeby nie było też ta kolorowo- umiejętnie połączyła Pani ten humor ze scenami smutku i bezdennej rozpaczy. Szacunek, naprawdę wielki szacunek.

  Wiele osób mówi, że zakończenie totalnie ich zaskoczyło. Mnie nie. Ja od co najmniej połowy książki domyślałam się jak to dalej będzie. Nie można po prostu zamknąć tego inaczej. Nie da się.
Jeśli zdecydowałaby się Pani na to inne rozwiązanie- ta historia nie była by już taka sama. Coś by jej brakowało.
Czy  decyzja Willa była spowodowana egoizmem? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie i myślę, że właśnie o to Pani chodziło. O to, by każdy wyrobił sobie własne zdanie na ten temat. Sama muszę przyznać, że miałam problem z tym zadaniem.

  Jak ja postąpiłabym na miejscu Willa? Na początku było kategoryczne "na pewno nie popełniłabym samobójstwa". Potem jednak na miejsce tej pewności zaczęły wkradać się cienie. A może jednak? Jak ktoś energiczny, pełen życia ma funkcjonować, kiedy nie może nawet poruszyć dłonią i od każdego jest zależny? Może faktycznie pozwoliłabym się uśmiercić? Prawie ostateczna odpowiedź natchnęła mnie dopiero po skończeniu lektury. Kiedy wszystko się kończy, wszystko się burzy, pozostaje jedna rzecz, która wiernie trwa z nami do końca. Nieważne jak krucha i delikatna, ważne że trzyma nas przy życiu tak długo, jak nie znajdziemy innego rozwiązania. To nadzieja. Nadzieja na lepsze jutro. Nie pozwoliłabym jej w sobie zabić. Na tym mogłabym skończyć mój wywód, ale zwróćcie uwagę- wcześniej napisałam prawie ostateczna odpowiedź. Dlaczego prawie? Nikt do końca nie wie jak postąpiłby w danej sytuacji, dopóki się w takowej nie znajdzie. Dlatego odpowiedź na pytanie "Czy Will postąpił słusznie?" możemy roztrząsać do woli, po to jest ta książka. Ale nigdy jej w pełni nie zrozumiemy, jeśli nie znajdziemy się w jego sytuacji. Tak uważam. I nikomu tego nie życzę.

 "Zanim się pojawiłeś" sprawia, że wszystkie inne historie miłosne, które do tej pory poznałam- blakną w porównaniu z nią. Po prostu nie spodziewałam się, że dostanę coś tak ujmującego swoją prostotą, a jednocześnie tak wielkiego i wspaniałego. Pani Moyes- powtórzę się po raz kolejny, ale dobre rzeczy warto powtarzać. Jest Pani niesamowita. Napisała Pani budującą, a jednocześnie niszczącą historię. Wesołą, a zarazem smutną opowieść o dwójce ludzi, którzy tak różni od siebie, potrafili znaleźć miłość, która jednak nie wystarczyła. Ale pomimo tego całego cierpienia odkryli w sobie pokłady czułości, samozaparcia i wiary. Odkryli najlepsze pół roku w całym swoim życiu. Po prostu żyli. I tego życzę każdemu z Nas.

Z wielkimi wyrazami miłości
Pani wierna fanka
Dominika




PS NIKT nie powinien dopuścić do wydania drugiej części książki, z takim tytułem jak jest obecnie ! On zdradza za dużo i moim zdaniem psuje niespodziankę z czytania pierwszej części. 
Aha ! Nikt też nie powinien oglądać filmu, bez znajomości książki. No błagam ! 

22 komentarze :

  1. Cóóóż... zgadzam się z każdym pojedynczym słowem, które napisałaś, a z drugiej strony trochę nie ze wszystkim :D.
    Otóż ja osobiście w życiu nie spodziewałam się takiego zakończenia - zdawałam sobie sprawę, że autorka nie do końca może zrobić z tak przejmującej historii cud o ozdrowieniu, ALE nie spodziewałam się, że Will postawi na swoim i umrze w taki sposób. Wyglądałam wypadku, choroby, nie wiem sama czego, ale nie spodziewałam się, że autorka zechce powiedzieć kropkę nad i. Dzisiejsze książki przyzyczaiły mnie, że albo wszystko się dobrze kończy albo jest okropnym, tragicznym wypadkiem - szkoda, że autorzy tak bardzo boją się poruszać kontrowersyjne tematy i chodzić dziwnymi ścieżkami. Za to Jojo Moyes zdobyła mój szacunek. :)
    I druga sprawa, w przeciwieństwie do Ciebie nie wiem, czy zdołałabym wykrzesać z siebie nadzieję. Bo przecież na początku Will też ją miał, prawda? Ale podobnie jak miłość Lou to nie wystarczyło.
    Ogólnie nienawidzę tej książki. I jednocześnie ją kocham. Ale chyba nigdy nie zechcę przeczytać jej ponownie, bo ona robi ze mnie jedną wielką, emocjonalną, płaczącą kulkę :D.
    Ogólnie świetny tekst *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam dar, albo przekleństwo, jak zwał tak zwał :) Mianowicie- bardzo często domyślałam się zakończenia czy choćby dalszego rozwoju akcji w książce. Czasem to jest naprawdę fajne i mogę powiedzieć "oooo jestem jasnowidzem xd", ale czasem bywa też irytujące- nie ma dla mnie elementu zaskoczenia :D
      Ale masz rację- teraz dużo książek kończy się happy endem, albo odbiega w całkiem przeciwną stronę, tak jakby istniały tylko te dwie, nic pośrodku. Jojo Moyes poruszyła kontrowersyjny temat, a co więcej- rozwinęła go po swojemu, też kontrowersyjnie. I to się ceni ;)
      Co do nadziei- piszę z mojej perspektywy i na chwilę obecną mam w sobie wiele tego uczucia. Ale czy tak samo byłoby, gdybym znalazła się w sytuacji Willa? Naprawdę mam zagwozdkę, ale mimo wszystko lubię takie tematy, na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Denerwujące jest to, że nie można odpowiedzieć i być tego pewnym, tylko trzeba się ciągle wahać.
      Dziękuję Ci za bardzo miłe słowa i wyczerpujący komentarz- to daje naprawdę wielkiego kopa motywacji ^^ <3

      Usuń
  2. Myślę, że w ogóle wydanie drugiej części przez Znak to jakaś totalna pomyłka, o obie książki będą wyglądały zupełnie inaczej na półce. A co do historii -jest piękna, to fakt. Trudna ale piękna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też się to nie podoba, ale jeszcze bardziej drażni mnie okładka. Czy w Wydawnictwie nikt nie czytał pierwszej części? Rajstopy Lou były żółto-czarne, a nie jakieś śmieszne różowe, jak na okładce. Bulwers. Jeden wielki bulwers :D

      Usuń
  3. Wydaje mi się, że to książka w stu procentach dla mnie. Lubię kiedy historie są całkowicie oryginalne :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie przeczytałam Twojej recenzji, bo jestem jeszcze przed lekturą "Zanim się pojawiłeś", bardzo jestem tej książki ciekawa i koniecznie muszę ją niedługo przeczytać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie waż się zaglądać do mojej opinii, przed przeczytaniem książki :D

      Usuń
  5. Dużo słyszalam o tej książce, chyba ją gdzieś nawet ostatnio widziałam i nawet mam ochotę, a zazwyczaj nie czytam takich :)


    P.S. Przepraszam, że się tak bezczelnie zareklamuję, ale chciałabym Cię osobiście zaprosić na wymiankę, którą właśnie zorganizowałam :) jest podobna do tej świątecznej, ale z motywem bajkowym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szum się powoli robi, bo film wychodzi w czerwcu ;D Dziękuję za zaproszenie, zastanowię się ^^

      Usuń
  6. Jestem już po tej książce. Moja opinie napisana... powiem, że nei spodziewałam się takich emocji, tym bardziej, że doskonale znałam zakończenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że też domyśliłaś się zakończenia ? :D

      Usuń
  7. Mnie zakończenie też nie zaskoczyło, ale i tak mną wstrząsnęło. Było takie smutne :( Płakałam jak głupia. Książka cudowna!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja aż musiałam przerywać co chwila czytanie, bo nic nie widziałam przez te łzy ;)

      Usuń
  8. mam w planach zarówno książkę jak i jej ekranizacje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już nie mogę momentami usiedzieć na miejscu, tak bardzo nie mogę doczekać się filmu ^^

      Usuń
  9. Mój blog znajduje się pod nowym adresem i prosiłabym cię o zaktualizowanie u mnie w obserwatorach, byś mogła trafić na mój blog (najpierw usuń z obserwowanych, później dodaj ponownie).
    Z góry dziękuję za wyrozumiałość i przepraszam za zbędny spam. :)
    http://lost-in-my-books.blogspot.com

    PS. Postaram się później przeczytać twoją recenzję. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już udało mi się zapamiętać, także jest postęp ;D

      Usuń
  10. Nie przeczytałam opinii, choć bardzo mnie kusiło...
    Ale powiedziałam sobie, że szybko przeczytam książkę... i zaraz potem film!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do filmu jeszcze tyle czasu zostało ;(

      Usuń
  11. W zupełności zgadzam się z Twoją opinią... Zazwyczaj nie komentuję postów na blogach, ale ta recenzja jak i fakt, że z większością Twoich opinii na temat książek. które już czytałam się zgadzam, postanowiłam się wypowiedzieć. Jednak głównym powodem jest ta piękna historia, która całkowicie podbiła moje serce.
    Kiedy sięgnęłam po tą książkę poleconą mi przez koleżankę wcale nie byłam do niej przekonana. Jak dla mnie początek historii był opisany troszkę chaotycznie i nie byłam pewna czy chcę ją przeczytać...
    Jednak postanowiłam się przełamać.
    Później (po skończeniu lektury) przez tydzień zastanawiałam się co zrobić ze swoim życiem - w najmniej odpowiednich momentach popadałam w zamyślenie i nie mogłam sobie z tą historią poradzić... Całkowicie zmieniła moje postrzeganie życia i tego, czego oczekuję od dobrej książki. Obecnie czytam "Zanim się pojawiłeś" drugi raz, na spokojnie, żeby wszystko sobie poukładać zanim pójdę do kina :) A jednocześnie nie wiem czy chcę przeczytać drugą część, chyba boję się co mnie tam zastanie (W końcu jak można zastąpić Willa?)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robi mi się ciepło na sercu jak czytam takie miłe słowa pod moim adresem. Dziękuję Ci bardzo i mam nadzieję, że pomogę Ci w znalezieniu nowych książek do czytania i porównania opinii :)
      Co do "Zanim się pojawiłeś"- łamie ona serca i skleja je na nowo. Buduje poczucie nowej rzeczywistości, w której czasem ciężko się odnaleźć. Ale jednocześnie jest pełna ciepła i śmiechu, nie da się jej nie kochać. Druga część kompletnie nie trafia mi do przekonania. Jak dla mnie pewien rozdział jest już zamknięty i nic tego nie zmieni, a na pewno nie nowa historia miłosna bez Willa- bo masz rację. Jego nie da się zastąpić :)

      Usuń