Susan Ee- "Angelfall. Opowieść Penryn o końcu świata"

 
Oryginalny tytuł: Angelfall
Rok polskiego wydania: 2013
Wydawnictwo: Filia
Seria: Angelfall #1
Ocena: 7/10


  Postapokaliptyczne wizje świata czy dystopie ( czy to się czymś różni tak w ogóle?) powielały już tyle różnych schematów i tak często mnie nudziły, że naprawdę straciłam nadzieję, że jeszcze kiedyś trafię na coś godnego uwagi. Wystarczy mi nawet dobry styl pisarski i w miarę ogarnięta główna bohaterka, a taką książkę już uznaję za wartą mojego czasu. Jeśli do tego dodamy jeszcze tło w postaci problemów świata "po", to już jestem w niebie. I naprawdę mało jest takich tytułów. A ja na pewno nie miałam w planach zaczynania kolejnej serii, która nawet mnie do siebie nie przekonywała. Ale Meredith organizowała Book Tour i zachwycała się powieścią, a że ani razu nie zawiodłam się na żadnej polecanej przez nią książce, uznałam "dlaczego nie?". Kilka cytatów dodatkowo utwierdziło mnie w przekonaniu, że warto. I przeczytałam.

  Penryn ( swoją drogą bardzo ładne i oryginalne imię) razem z matką i niepełnosprawną siostrą żyje w świecie zagarniętym przez anioły. Pewnie myślicie, że jest kolorowo, a po trawie biegają jednorożce? Otóż niezupełnie. Nie są to takie anioły, jakie wyobrażenie o nich posiadali ludzie. To podłe stworzenia, które zagarniają nowe tereny i budzą postrach. Cóż, nieciekawa wersja dla dzieci. Porywają siostrę głównej bohaterki, a Penryn zawiera sojusz z domniemanym  wrogiem, aby ją odzyskać. Oboje mają swoje sekrety, ale również powody, by trzymać się razem, a nie osobno.

  Pierwsza rzecz, jaka zaskoczyła mnie w książce ( a muszę przyznać, że takich niespodzianek było dużo, gdyż niewiele wiedziałam wcześniej o tym tytule) to jej grubość. A raczej brak. Spodziewałam się tomiszcza, a przynajmniej czegoś na 400 stron, a dostałam 308. Niby niewielka różnica, ale w porównaniu do innych "trzysetek" widać diametralną różnicę. Być może to wina/zasługa zbitych kartek, ale nie uważam tego za minus. Tak samo jak tego, że kartki były białe- też nieczęsto się z tym spotykam. Jak już jesteśmy przy wyglądzie, to muszę przyznać, że totalnie kupiła mnie okładka. Na żywo prezentuje się wręcz nieziemsko i wierzcie mi- musicie ją chociażby zobaczyć.

  Drugie zaskoczenie to fakt, iż całkowicie inaczej wyobrażałam sobie świat przedstawiony. Ja wiem, że to głupie wyobrażać coś sobie na podstawie kilku cytatów, no ale cóż- tak było. Liczyłam, że Raffe to będzie  uśmiechnięty i zabawny chłopak z mrocznymi sekretami. A dostałam pospolitego dupka. Chociaż dupek to może za dużo powiedziane, bo miał chłopak ( a może anioł?)  lepsze momenty. Jednak były chwile kiedy miałam ochotę pstryknąć go w głowę i powiedzieć "Weź, wyjdź stąd". Był zabawny, o czym właśnie świadczyły te cytaty, ale chyba właśnie przeczytałam najlepsze z nich i nie wzięłam pod uwagę, że więcej takich dobrych zdań nie dostanę.

  A Penryn też nie była lepsza. I to już nie chodzi o to, że ufa nieznajomemu ( na dodatek domniemanemu wrogowi), bo w jej sytuacji postąpiłabym tak samo, chodziło przecież o jej siostrę. Ale jak na horyzoncie pojawiał się Raffe, dziewczyna prawie traciła głowę. A jak go nie było, to zadręczała się myślami o nim. Niby logiczne jest to, że prędzej czy później coś musiało się między nimi rozwinąć. Problem w tym, że to rozwinęło się wcześniej i tak właściwie znikąd. Poza tym oddzielnie też ma parę złych momentów, które tworzą materiał na "mało wiarygodną partię" i "bohaterkę z typowych młodzieżowych dystopii".

  I choć sobie tak narzekam, to nie znaczy że powieść mi się nie podobała. Ujął mnie przedstawiony świat, wizja aniołów zstępujących na ziemię ( choć dalej nie wiem po co to wszystko). Ta groza i pokazanie kim ludzie stają się w trudnych warunkach. Spokojnie można było poczuć klimat i za to należy się autorce duży plus. Poza tym uwielbiam wątek aniołów, to jest coś co zawsze chętnie przyjmę w każdych ilościach. Poza tym nie zapominam o tym, że jest to debiut pisarski Susan Ee i liczę, że w kolejnych tomach autorka rozwinie skrzydła ( mini nawiązanie do treści). Bo nad niektórymi kwestiami trzeba popracować- przede wszystkim charaktery- nie można przedobrzyć ani w jedną, ani w drugą stronę, co tutaj lekko się uaktywniło. Jestem ciekawa co się stanie dalej, czy będzie lepiej czy gorzej- ale przeczytam tylko jeśli nadarzy się okazja. Sama jej szukać raczej nie będę :)

PS Wybaczcie jakość zdjęcia, blogger coś nie chce ze mną współpracować :(

---------------------------------------------------------------------
Książkę przeczytałam dzięki Meredith, która zorganizowała Book Tour. Z tego co wiem, zapisy wciąż trwają, więc jak macie ochotę na lekturę- zapraszam ^^


Czytaj dalej

Zimowy TBR


Odnoszę wrażenie, że ostatnio choć jestem tutaj i publikuję posty, Wy nie wiecie co tak naprawdę czytam. To tylko moje wrażenie, ale nauczyłam się już, że najważniejsze jest słuchać swojej intuicji, a moja jest szczególnie wyczulona :) Dlatego stworzyłam dla Was mały podgląd na to, co będę czytać w najbliższych miesiącach, które są akurat tymi zimowymi. Posty TBR nigdy nie były moją mocną stroną, ale brakuje mi tutaj jakiegoś urozmaicenia i efektu zaskoczenia. Potraktujcie to jednak lekko niepewnie, ponieważ nawet ja sama nie wiem ile z tego uda mi się przeczytać ;)




Pierwsze 5 książek to tytuły, które już zaczęłam czytać, ale jakoś tak wyszło, że nie dobrnęłam do ich końca. A w praktycznie każdym przypadku opowieść mi się podoba, tylko sposób pisania już ciut mniej. I każdą z nich chciałabym przeczytać, ponieważ ponad połowa z nich to lektury szkolne, a te lubię znać. "Ferdudurke" (50/254) to jak dotąd najdziwniejsza i najbardziej niezrozumiała dla mnie książka jaką kiedykolwiek czytałam.  "Przedwiośnie"(56/226) podoba mi się ciut mniej od innej powieści Żeromskiego, o której za chwilę, ale mimo wszystko myślę, że opowiada ciekawą historię i jestem skłonna czytać dalej. "Traktat o łuskaniu fasoli" (40/399) to jedyna książka z tych pięciu, która nie jest lekturą, a czytam ją, ponieważ poznałam parę bardzo wartościowych cytatów od Pana Myśliwskiego i chcę przeczytać chociażby jedną jego książkę. A zapowiada się bardzo wyraziście. "Granica"(44/206) budzi we mnie chęć mordu na głównym bohaterze, ale jestem zainteresowana jego dalszymi losami, więc myślę, że Ziembiewicz i ja jednak się troszkę lubimy. "Ludzie bezdomni"(122/235) mają ze mną bardzo zawiłą relację, ponieważ powoli poznajemy się już od kilku miesięcy i mimo iż bardzo lubię Judyma i Joasię, to nie potrafię na dłużej siąść i o nich poczytać.



"Cień wiatru" chciałam przeczytać już od dawna, ale ostatnio uznałam, że i tak już za długo zwlekałam, a lista osób, które mi tę książkę polecały, właśnie stała się o kolejne imię dłuższa. I wypożyczyłam. "Kod Leonarda Da Vinci" pasuje mi do pewnego wyzwania, a poza tym ktoś mi ją również polecał i byłam strasznie na nią nakręcona... do czasu aż usłyszałam jedną rzecz na jej temat i teraz muszę moją decyzję jeszcze gruntownie przemyśleć. Ale na razie wskakuje do czytelniczych planów. "Sklepy cynamonowe" to kolejna, ostatnia jak na razie lektura szkolna, a ja mam przeczytać tylko to jedno opowiadanie. Nie wykluczam jednak, że jeśli mi się spodoba, sięgnę po więcej. Kolejne dwie książki to pozycje już typowo młodzieżowe i raczej odprężające. "Upadłych" już w sumie zaczęłam czytać (148/461), ale jak na razie irytuje mnie główna bohaterka i fascynuje opowiadana historia. "Girl online" pożyczyłam od przyjaciółki i teoretycznie miało być na okres świąteczny, ale boję się zaczynać kolejnej, kiedy inne jeszcze czekają na dokończenie :)

Nieświadomie podzieliłam te książki na tytuły polskich i zagranicznych autorów i autorek, co w sumie nawet ładnie wygląda. Dajcie znać co czytaliście z mojego zestawienia, co polecacie, co odradzacie i jakie są Wasze plany czytelnicze. Poza tym szukam też ciekawych wyzwań czytelniczych na 2017 rok- jak coś organizujecie, albo wiecie o czymś interesującym- koniecznie dajcie znać!
Czytaj dalej

Przygotowania do świąt BOOK TAG

Kilkanaście dni temu Justysia nominowała mnie do TAG'u, którego nazwę macie w opisie posta,a ja dziś na niego odpowiadam. Będzie świątecznie, zimowo... i bardzo długo, także radzę sobie przygotować kubek gorącej herbaty :)  Warto dodać, że jest to autorski TAG Justysi i Kitty i dziewczyny dopasowały naprawdę świetne kategorie, jak tak czytałam, to myślałam, że to pewnie już koniec, a tu nie :))




OZDOBY- Ubierasz swoją domową biblioteczkę na święta? Jeśli tak, jak to wygląda? (pochwal się zdjęciem).
W tamtym roku po raz pierwszy ubrałam moją biblioteczkę w lampki i w sumie są one moją jedyną dekoracją świąteczną ;) W tym roku wygląda ona tak:


Są światełka, jest choinka, jest pluszowy renifer. Wybaczcie jakość zdjęcia, ale nawet przy najlepszym oświetleniu, moja biblioteczka tego światła nie doświadcza. A dzisiaj u mnie jest pochmurno :)

LIST DO MIKOŁAJA-Stwórz swoją listę rzeczy, które kochasz
Kocham herbatę
Kocham moje białe trampki (jedyny dopuszczalny kolor trampek)
Kocham książki
Kocham naklejki, zeszyty i wszystkie inne dekoracyjne pierdoły
Kocham kubki
Kocham mój bordowy lakier do paznokci
Kocham sukienki i spódnice
Kocham zdjęcia
Kocham ciepłe koce
Kocham rękawiczki
I kocham wiele innych rzeczy, ale ten list do Mikołaja jest wystarczająco długi :)

MIKOŁAJ-Grubaśna książka, która była przyjemna
Właśnie do mnie dotarło jak mało grubych książek czytam. Ale coś jednak jest, więc z tego małego grona wybieram "Czarne wzgórza" Nory Roberts.

PREZENTY- Robienie ich to nie lada wyzwanie. Czy w Twoim otoczeniu masz kogoś kogo obdarujesz książką? Jeśli tak, to kogo i jaką?
Osobiście uwielbiam prezenty dostawać i je przygotowywać. Nie podzielam zdania reszty ludzi, który uważają to za kłopot i odwieczny dylemat co kupić- ja zawsze wiem, co może kogoś ucieszyć. Problem w tym, że chyba tylko ja. Dlatego w mojej rodzinie często idzie się na łatwiznę i w prezencie daje się pieniądze ze słowami: "Sama najlepiej wiesz co chcesz, więc to sobie kup". A jak dla mnie to trochę przykre, że ktoś nie chce poświęcić dla mnie tych kilkunastu minut, żeby zamiast tych pieniędzy pomyśleć, co mogłoby sprawić mi radość. Ja sama przygotowywałam w tym roku prezent dla Patrycji, w ramach wymianki książkowej i sprezentowałam jej "Koronę w mroku" :)

KARTKI ŚWIĄTECZNE-Przemiłe zaskoczenie książkowe tego roku
Przede wszystkim "Endgame". Zostałam bardzo, ale to bardzo pozytywnie zaskoczona i jest to zdecydowanie jedna z lepszych książek tego roku.



REKLAMY ŚWIĄTECZNE-Książka, która mimo iż Cię wkurzała, okazała się być w porządku
Jak książka mnie wkurza, to mnie wkurza, a nie okazuje się być w porządku ;) Na siłę może dopasowałabym pierwszą część "Chłopów" Reymonta- wiele rzeczy mi nie pasowało, ale jak patrzę z perspektywy czasu, to była jedną z lektur, które czytałam bez presji czasu i nagonki, co się ceni. A na dodatek mi się podobała.

ŚNIEG-Dlaczego lubisz/nie lubisz śniegu?
Jestem jesienną dziewczyną, więc to właśnie jesień kocham najbardziej, ale zima to chyba moja druga w kolejności ulubiona pora roku. Jestem jak najbardziej ciepłolubna i nienawidzę  zwlekać się z łóżka wcześnie rano, ale kiedy wychodzę z domu, jest ciemno, dookoła śnieg, a przede mną 15 minut spaceru- jestem w niebie. O wiele bardziej wolę taką pogodę od letniego "wychodzę rano jest chłodno, wracam i mogę umierać z gorąca". Ja naprawdę lubię śnieg, byle był biały, czysty i lepki ;) A nie jakieś imitacje. No i kurczę- Boże Narodzenie i śnieg się uzupełniają, a kto nie kocha świąt?

BAŁWAN-Zbuduj bałwana z ulubionych książek
Moje nikłe zdolności artystyczne i dodatkowo brak pomysłu nie pomagają mi tego bałwana ulepić :)

PIOSENKI ŚWIĄTECZNE-Książka, która leżała przez długi czas na Twojej półce, aż wreszcie doczekałaś się jej przeczytania
"Malfetto. Mroczne piętno" przeleżało prawie rok, aż w końcu po nią sięgnęłam. I ludzie, to było tak genialne, że czytajcie, póki jeszcze tu jesteście i pamiętacie tytuł ;)

JINGLE BELLS-Czyli co najbardziej kojarzy Ci się ze świętami?
Mandarynki. Śnieg. Kolędy. Choinka. Lampki.



KULA ŚNIEŻNA-Książka, która wywróciła Twoje życie do góry nogami
"Na krawędzi nigdy". To bardzo ważna dla mnie książka i wiele z  niej wyniosłam. Tylko osoby, które czytały i czują podobnie, wiedzą co mam na myśli :)

MANDARYNKI-Książka, którą kochasz za jej idealny styl, tak jak kochamy mandarynki za idealny smak
"Misja Ivy". Nie jest to gruba książka ( i wciąż ubolewam, że nikt nie chce wydać kontynuacji ekhem) i w sumie nie jest jakaś wybitna, ale czyta ją się rewelacyjnie. Ja po skończeniu miałam ochotę zakopać się pod kołdrą, przeżyć TO zakończenie i na nowo zacząć czytać. Serio.

PIERNICZKI-Słodka książka, po której miałaś kaca książkowego uniemożliwiającego dalsze czytanie.
Nie miewam kaca książkowego po słodkich książkach. Ten występuje u mnie przy jakiejś niesamowicie genialnej książce, a te słodkie zazwyczaj są na raz.

CHOINKA- Książka ze śliczną, zimową okładką
Mam dwie. W zasadzie jedna jest bardziej świąteczna- mam na myśli "Księgę wyzwań Dasha i Lily", a druga stricte zimowa, czyli "Podaruj mi miłość".

KOLĘDA-UKOCHANA KOLĘDA Z DZIECIŃSTWA
Może jestem mało oryginalna, ale jest to "Przybieżeli do Betlejem" :) A na chwilę obecną, , moją ulubioną piosenką świąteczną jest "Kolęda dla nieobecnych". Zawsze się wzruszam, słuchając jej, ale chyba właśnie to jest w niej takie piękne.



BOMBKI, ŁAŃCUCHY, ŚWIATEŁKA-Jak przygotowujesz się do tegorocznych świąt?
Przede wszystkim ważny jest da mnie czas Adwentu, czas radości i staram się smucić jak najmniej. Przygotowuję się przede wszystkim duchowo, bo w sumie o to tutaj najbardziej chodzi. Z rzeczy przyziemnych? Na pewno piekę pierniczki, których w tym roku wyszło ponad 300 :D Przy okazji-mam rewelacyjny przepis na te ciasteczka- mogę podać :D

BIAŁY OBRUS-Książka czysta, bez wad
Każda książka ma jakieś wady, choćbym usilnie próbowała temu zaprzeczyć. Ale nie da się ukryć, że są takie tytuły, które są dla mnie po prostu ważne i nawet jeśli są tam błędy, to ja ich nie widzę. Żeby się nie powtarzać, takimi książkami są  "Lato drugiej szansy" czy "Aż po horyzont" Morgan Matson.

WYCZEKIWANIE PIERWSZEJ GWIAZDKI-Czyli premiera na 2017 rok, której wyczekujesz
Ostatnio nie jestem na bieżąco, jeśli chodzi o takie newsy, i w sumie jakoś nie bardzo rozpaczam, ale wiem, że wydają trzecią część serii Dark Elements i to już w styczniu, tak samo jak trzeci tomu "Endgame" <3

WIGILIJNY OBIAD-Twoja ulubiona wigilijna potrawa
Myślę, że poszczególne regiony mają ciut zmodyfikowane wersje wigilijnych potraw, ale dla mnie numerem jeden pozostają kluski z makiem oraz ryby. Ale może to zależeć też od tego, że to wszystko przygotowuje moja babcia, a wiadomo że babcia, to babcia ;) I choćbym usilnie się starała, mi tak dobre rzeczy nie wychodzą ;)



ŚWIĘTA RODZINA- Bohater posiadający cudowną rodzinę/przyjaciół
Camilla z "Komedii świątecznej". Dwie siostry, w tym jedna bliźniaczka, mama, oraz mnóstwo przyjaciół. A wszystko to dodatkowo okraszone świąteczną atmosferą <3

OTWIERANIE PREZENTÓW-Ulubiony moment z książki, którą kochasz
Kocham wiele moich książek i trudno wybrać jedną z nich, a z tej jeszcze jedną scenę. Ale w żadnej mojej odpowiedzi nie padł jeszcze "Chłopak na zastępstwo" i ta całkiem, całkiem ostatnia scena z kradzionym pocałunkiem. W ogóle ten tytuł nie dość, że jest mądry to jeszcze niesamowicie przyjemny w czytaniu.

12 APOSTOŁÓW-12 rzeczy, których nie może zabraknąć w Wigilię
Choinki, kolęd, atmosfery, kompotu z suszonych owoców, opłatka, dodatkowego nakrycia przy stole, rozmów, pierwszej gwiazdki, jedzenia, śniegu, rodziny oraz siana pod obrusem.

KOLĘDNICY-Książka, którą widziałaś w 2016 roku wiele razy polecaną
Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że jest to "Mimo moich win", do której ani mnie nie ciągnie, ani nic. Ten tytuł mnie nawet od siebie odrzuca, na dzień dobry tą okładką. Kto do tego dopuścił?



KEVIN SAM W DOMU-Czyli ulubiony film na święta
Nie lubię Kevina. Jak byłam młodsza, to ten film był i ciekawy i zabawny i przede wszystkim puszczany w święta. Teraz potrafi lecieć ze 2-3 razy do roku, a i tak jakoś omija termin 24-26 grudnia. Uwielbiam za to Listy do M,  Listy do M 2 oraz Holiday. A wczoraj po raz pierwszy obejrzałam To właśnie miłość i też mi się podobał. Warto obejrzeć choćby dla tańczącego Hugh Granta :D

PÓŁNOCNA GODZINA-Książka z bohaterem zwierzęciem
Czy jeśli ktoś jest wampirem czy wilkołakiem to liczy się jako zwierzę? :D Nie no, nie mam takiej książki, której główny bohater jest zwierzęciem, zdecydowanie bardziej wolę ludzkie formy :)

NOMINACJE:
Wykonanie tego TAGU zajęło mi prawie półtorej godziny, więc mam nadzieję, że dotarliście do końca w krótszym czasie ;)
Nominuję:
Sherry- bo wiem, że ma tematyczny miesiąc na blogu, więc może akurat znajdzie wolne okienko na ten tag, chociaż czasu już malutko :)
Tatianę- bo wiem, że miło jest przekazać dalej świąteczną radość no i chciałbym poznać Twoje odpowiedzi ;)
Karolinę- bo nie widziałam jeszcze u Ciebie tego tagu :)



Czytaj dalej

Jenny Han- "Tego lata stałam się piękna"


Oryginalny tytuł: The Summer I Turned Pretty
Rok polskiego wydania: 2014
Wydawnictwo: Wydawnictwo OLE
Seria: Lato #1
Ocena: 5/10

  Co roku w wakacje, Belly wyjeżdża do domu przyjaciółki swojej mamy i jej dwóch synów- Conrada i Jeremiego. W jednym z nich jest zakochana, jednak ten nie zwraca na nią uwagi. To lato będzie jednak inne. Belly kończy 16 lat, wygląda na kobietę bardziej niż rok temu i widzi, że zawróciła w głowie drugiemu bratu. Ona zakochana w Conradzie, Jeremi zakochany w niej- czy z tego może wyniknąć coś dobrego?

  Nie bardzo wiem jak mam ocenić tę książkę. Wzbudza we mnie skrajne emocje ilekroć o niej pomyślę. Nie jest to książka zła, ale też nie jest najlepsza. Widzę ją gdzieś pośrodku, ale nawet z tym nie do końca umiem się zgodzić. Jenny Han napisała całkiem przyjemną młodzieżówkę. Wiecie- lato, dziewczyna i dwóch braci, pierwsze pocałunki i randki w ukryciu. Jednak "Tego lata stałam się piękna" to jednak mocno schematyczna, przewidywalna książka z durną główną bohaterką. Zresztą kto traktuje poważnie kogoś o imieniu Belly? Nie Bella, nie Belle, tylko Belly. Jak mała, pięcioletnia dziewuszka. Przepraszam, ale to imię, w odniesieniu do szesnastoletniej osoby, ogromnie mnie złości i śmieszy zarazem.

  Conrad i Jeremi, dwaj bracia również nie zyskali mojej szczególnej sympatii. Polubiłam obu z nich, każdego za coś innego, ale nie są to osoby, które zapadły by mi w pamięć na dłużej. A żeby było śmieszniej, oprócz tej dwójki mamy też trzeciego chłopaka, którego imienia już niestety nie pamiętam, a który też w pewien sposób zwiąże się w Belly w znaczeniu romantycznym. No bo to przecież normalne- zależy mi na jednym chłopaku, ale on nie zwraca na mnie uwagi. Mam już 16 lat, więc to czas najwyższy by znaleźć sobie drugą połówkę, więc zaczynam się spotykać z nowo poznanym facetem. No po przecież jestem taka dorosła. Wybaczcie, ale ta wizja do mnie nie trafia.

  Jeśli jeszcze tego nie wywnioskowaliście-tak, Belly mnie irytowała. W pełni dotarło to do mnie parę tygodni po przekręceniu ostatniej kartki, kiedy na wszystko spojrzałam świeżym spojrzeniem. No i sam wątek romantyczny do Conrada nie rozwija się przez całą książkę prawie w ogóle, a tu nagle pod koniec BUM! I wyznawanie uczuć. No ludzie. Seria ma trzy tomy- naprawdę ktoś pisze o takich rzeczach trzy tomy? I to na dodatek tak kiepsko? Ale cóż- są przynajmniej cienkie i nie zawierają scen erotycznych, inaczej uznałabym to za drugie "After".

  "Tego lata stałam się piękna" to książka dla młodszych nastolatek. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że 13-15 lat, to taki odpowiedni przedział. Ja już dawno się w nim nie mieszczę i pewne zachowania bohaterów po prostu działały mi na nerwy. Nie żebym oczekiwała cudów od tej książki, ale miałam nadzieję, że przynajmniej utrzyma jako taki poziom. Całe szczęście, że mało za nią zapłaciłam, bo w innym wypadku byłoby mi po prostu przykro.

  Nie zniechęca mnie to jednak do innej książki autorki, którą w sumie już mam na mojej półce, czyli "Do wszystkich chłopców, których kochałam". Podobno jest lepsza niż letnia seria i mam nadzieję, że ja też będę tak twierdzić po jej przeczytaniu. A dwóch kolejnych tomów LATA już raczej nie przeczytam. Pierwszy tom uświadomił mi na jakim mniej więcej poziomie znajduje się ta historia i zdecydowanie nie jest przeznaczona dla dziewiętnastoletniej, wybrednej dziewczyny jaką jestem ;)
Czytaj dalej

Jennifer L. Armentrout- "Arktyczny dotyk"


Oryginalny tytuł: Stone Cold Touch
Rok polskiego wydania: 2016
Wydawnictwo: Wydawnictwo Filia
Seria: Dark Elements #2
Ocena: 7/10

  Pierwszy tom serii Dark Elements niesamowicie mnie oczarował i po przeczytaniu zakończenia, wręcz nie mogłam usiedzieć na miejscu z niecierpliwości co będzie dalej. W przypadku serii posiadam żelazną zasadę- robię sobie przerwę, żeby nie czytać kilku części jednym ciągiem, bo wtedy mi się nudzą i jakoś za bardzo mogę nie docenić wspaniałości tego drugiego tomu. Tym razem byłam jednak tak zdesperowana, że tę moją zasadę złamałam i wydałam na książkę więcej niż przeciętnie. Czy żałuję? Nie do końca. Faktem jest jednak to, że "Arktyczny dotyk" nie ujął mnie tak bardzo jak jego starsza siostra.

  Po wydarzeniach kończących tom pierwszy, Layla martwi się, że już nigdy nie spotka się z Rothem. Ten jednak wraca, problem w tym, że kompletnie ignoruje Laylę. Staje się dupkiem, a jak tak go pochwaliłam w pierwszej części za bycie dżentelmenem. Co więcej- gdzieś bezkarnie hasa sobie lilin- wcielenie najczystszego zła, a nikt nie może wpaść na trop, by go złapać. No i jest jeszcze Zayne, który jest jednak odporny na dar Layli, skutkiem czego ta dwójka zbliża się do siebie. 

  FAKT NUMER 1: obawiałam się, że wątek romantyczny z Zaynem bardziej rozwinie się w "Arktycznym dotyku" i miałam rację. Było mi to solą w oku, ponieważ ja lubię tego chłopaka, ale w znaczeniu jak najbardziej kumplowskim. Roth odszedł na drugi plan, a pierwsze skrzypce grała szczęśliwa Layla i Zayne. Nie potrafię jednak całkowicie zignorować marzeń Layli- wszak spełnia się właśnie jej marzenie, a ten drugi to w zasadzie nowa dla niej osoba, która na dodatek traktuje ją protekcjonalnie. Co ma swoje motywy, których się domyśliłam, jednak nawet mnie trochę to bolało ;)

  FAKT NUMER 2: autorka nie zaskoczyła mnie w żadnym stopniu, jeśli chodzi o lilina. Jak dla mnie jest to dość oczywiste i drogą dedukcji każdy może na to wpaść. Dlatego od mniej więcej 1/3 przeczytanej treści wiedziałam jak to się skończy. Po drodze jednak zostałam zaskoczona drobnymi niespodziankami, więc to jak najbardziej liczy się na plus.

  FAKT NUMER 3: po książki Jennifer mogę sięgać w ciemno. Ma ona lepsze i gorsze momenty i czasem nie wie, kiedy najlepiej zakończyć jakiś wątek, jednak pisze niesamowite paranormal romance, które się wręcz połyka. Jeśli jeszcze nie znacie jej książek, koniecznie powinniście to nadrobić. Polecam serię Dark Elements: macie tutaj gorącego księcia piekieł, bardziej "nieludzką" dziewczynę oraz przystojnego strażnika-gargulca. Osobiście uważam tom pierwszy za lepszy, jednak "Arktyczny dotyk" też coś w sobie ma. A aktualnie będę czekać na "Ostatnie tchnienie", czyli finał historii, którą naprawdę mocno pokochałam. Jesteście ze mną?
Czytaj dalej

Filmowa Dominika: "On-drakon", "Tuck Everlasting"

Kiedyś posty filmowe były u mnie dość często spotykanym zjawiskiem, a potem odpuściłam je sobie, twierdząc, że nie mam wystarczającej wiedzy by rzetelnie je oceniać. I w sumie to się nie zmieniło- dalej jestem laikiem w sprawach filmowych, jednak wiem co mi się podoba, a co nie. I dlatego Filmowa Dominika przeżywa swoją reaktywację. Będzie raz na jakiś czas i tylko wtedy kiedy znajdę coś co chcę Wam polecić. Na świeżo, kilka dni po seansie. Dzisiaj na tapetę biorę dwa obejrzane w tym tygodniu filmy- zapraszam.


Natrafiłam na ten film przeglądając mojego FB, była to jedna z tych stron typu 1000 filmów, które... .
Zrobiłam screena i od tamtej pory ten tytuł nie dawał mi spokoju. Tym bardziej, że zewsząd krzyczały do mnie opinie "cudowny film!", "jeden z najpiękniejszych", "niesamowita baśń". No to się skusiłam.

Jest to opowieść o Mirze, księżniczce, którą porywa smok. Jednak smok tak do końca też smokiem nie jest, co już na początku stwarza nam obraz niespotykanej miłości. I dobrze! To jest baśń, w baśniach wszystko jest możliwe, a zwłaszcza kiedy są tak piękne i magiczne jak ta.

On-drakon, to po polsku Zaklęty w smoka ( już po samym tytule możecie domyślać się rozwinięcia akcji), jednak do mnie przemawia bardziej wersja oryginalna. Oryginalna, czyli rosyjska. Tak, tak- mnie na początku też to raziło, jednak naprawdę ujęła mnie kultura Wschodu, stroje, śpiewy oraz nawet sam język, za którym w rzeczywistości nie przepadam.

Nie potrafię stwierdzić czy jest to produkcja niskobudżetowa czy nie, jednak takie informacje znalazłam w internetach, więc na nich się teraz opieram. Dlatego podoba mi się to, że mimo iż w ten film nie poszło aż tyle pieniędzy, ile ładuje się w bardziej znane produkcje, to jest on lepszy od niejednej z nich. Bardzo klimatyczny, wzruszający, mądry i dający nadzieję. Naprawdę warto obejrzeć i zatracić się w historii Miry i Armana.



Drugi z tytułów również przemawia do mnie tylko i wyłącznie w wersji oryginalnej, zamiast polskiego Źródła młodości. Co zabawne- miałam go na liście "do obejrzenia" już od bardzo dawna, nawet nie chcę liczyć od kiedy dokładnie, bo wtedy musiałabym zmierzyć się z faktem, jak dobrą produkcję miałam przed nosem i jej nie odtworzyłam.

Rodzina Tucków mieszka samotnie w lesie, oddalona od ludzi i przez nich zapomniana. Dawno temu napili się wody ze źródełka, które okazało się magiczne. Stali się nieśmiertelni. Nie mogą umrzeć, nie czują bólu, wyglądają tak samo jak w dniu, w którym wszystko się zmieniło. I wtedy w ich świat wkracza Winnie- dziewczyna z dobrego domu, która pragnie doznać odrobiny wolności. Zakochuje się z wzajemnością w Jessem, wiecznie młodym chłopaku, jednak czy będzie na tyle odważna by żyć i żyć i żyć?

Muszę przyznać, że ten film to petarda. Jest tak niesamowity, że aż brak mi słów. Alexis Bledel, czyli Winnie zawsze kojarzyła mi się z dżinsami*. Po Tuck Everlasting dołączyła do grona moich ulubionych aktorek. Jest piękna i idealnie pasuje do roli panny Foster. Jesse jest przystojny, Miles również, a Mae Tuck jest idealną filmową mamą.

Film powstał na podstawie książki Natalie Babbitt, jednak z tego co mi wiadomo, ta nie została przetłumaczona na język polski. Mamy tutaj przepiękną ścieżkę dźwiękową, przepiękne krajobrazy i przepiękną historię, z której zapamiętałam słowa: "Nie lękaj się śmierci, raczej nieprzeżytego życia.".

Niesamowicie wzruszyła mnie też końcówka. Niby wiedziałam, że tak może się stać, ale zakładałam inny scenariusz. Na początku nie mogłam się z tym pogodzić, ale potem uznałam, że to było naprawdę dobre posunięcie. I inne wszystko by zepsuło.

* "Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów" ;)


Dajcie znać czy zachęciłam Was do któregokolwiek z tych filmów. Byłoby super, bo właśnie po to powstał ten post ;) A może już widzieliście i chętnie ze mną podyskutujecie?

Czytaj dalej

Leslye Walton- "Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender"


Oryginalny tytuł: The Strange And Beautiful Sorrows of Ava Lavender
Rok polskiego wydania: 2016
Wydawnictwo: Wydawnictwo SQN
Ocena: 8/10


  "Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender" to powieść dość...osobliwa i cudowna. Gwarantuję Wam, że czegoś takiego jeszcze nie czytaliście i raczej nie powinniście być zawiedzeni, chociaż kto tam wie. Myślę, że jest to taki typ książki, który jest na tyle inny i można rzec szokujący, że niby powinien oczarować każdego, ale może też coś pójść w drugą stronę. Osobiście nigdy nie zamierzałam czytać Avy Lavender, ponieważ nijak mnie do siebie nie przekonywała. Nawet okładka, która czarowała wszystkich, mi wydawała się zwykła i mało zachęcająca. Ale miałam okazję, skorzystałam z niej i nie żałuję ani jednej minuty poświęconej książce. Wbiła się w lukę, kiedy szukałam... czegoś. Nie do końca romansu, nie do końca fantastyki, nie do końca kryminału. I mimo, że książka łączy w sobie po troszkę każdego z tych elementów, to najzwyczajniej w świecie jest po prostu osobliwa i niezwykła.

  Tak naprawdę ciężko powiedzieć mi o tej książce cokolwiek, gdyż boję się, że popełnię wielki fail i coś niechcący zaspoileruję. A tego bym nie chciała.  Ale tak ogólnie to książka traktuje o trzech pokoleniach rodziny Lavender, ale całą historię opowiada tytułowa Ava. Śledzimy losy tych ludzi, mamy wgląd w przeszłość i to nie za pomocą retrospekcji, a za pomocą takich kilku leniwych pierwszych rozdziałów. Mówiąc "leniwych" nie mam na myśli "nudnych". Chodzi mi o takie, gdzie autorka nie spieszy się z przedstawieniem historii, ale się też nie ociąga, Czas płynie, przekręcasz kartkę za kartką i nawet nie zauważasz, że jesteś już w połowie.

  Tak naprawdę każdy tutaj ma odrębny charakter, każdy się wyróżnia, a jak się nie wyróżnia to po prostu zostaje na dalszym planie i jest tylko wspomniany mimochodem. Mamy kogoś kto nie potrafi sobie radzić z uczuciami, kogoś kto od lat jest nieszczęśliwie zakochany, kogoś kto nie mówi, kogoś kto się jąka, kogoś kto jest przebojowy oraz kogoś kto ma obsesję. To tylko kilka przykładów, jednak sami widzicie jak wielka różnorodność tutaj panuje.

  Klimat to kolejny atut tej książki. Raz jest spokojny, raz gwałtownie rośnie napięcie, potem robi się strasznie, tak strasznie że ma się ochotę zamknąć oczy i czytać dalej, co samo w sobie jest niemożliwe. Panuje tutaj taka atmosfera niewiadomej- nie wiemy co wydarzy się na następnej stronie. Mamy ochotę przekręcić parę kartek w przód, poczytać i wrócić do przerwanego momentu. Ciekawość rośnie, a ostatnie rozdziały to punkt kulminacyjny. Niby czytasz i widzisz prawdę, ale za chwilę masz ochotę się cofnąć i zobaczyć czy aby na pewno wzrok Cię nie zmylił. Cudne uczucie.

  Styl pisania Leslye Walton jest lekki, czyta się bardzo przyjemnie i szybko. Przez książkę się wręcz płynie i z radością będę oczekiwać jej nowych powieści. W sumie tak naprawdę jedynym większym minusem jest dla mnie zakończenie, gdyż chyba się nie zrozumieliśmy. Serio- czytałam to kilka razy i dalej nie bardzo widzę w tym sens i logikę. I mimo, że tak idealnie pasuje do całości, to jednak niesamowicie dręczy mnie fakt, że nie pojmuję tego co się stało. Mógłby mnie ktoś olśnić? :D

  Jeśli jeszcze tego nie wywnioskowaliście, to spieszę donieść, że macie przeczytać tę książkę. Nie rozkazuję, ale daję Wam wskazówkę, która książka jest warta Waszego czasu i od której nie będziecie mogli się oderwać. Wydawnictwo SQN- robicie to dobrze! Już po raz kolejny sięgnęłam po książkę od Was, co do której nie byłam przekonana, a która tak bardzo mi się podobała. Jesteście super!

Czytaj dalej

Podsumowanie jesieni 2016

Miesięczne podsumowania to taki typ postów, które uwielbiam przygotowywać. Sięgam myślami wstecz, wyłapuję ciekawe momenty, fajne książki, filmy i wydarzenia. Siedzę nad tym kilka dni, żeby było ciekawie, wyczerpująco i jak najbardziej rzetelnie, bo wiadomo że pamięć jest ulotna i czasem zawodzi. A jednak odkąd zaczął się rok szkolny zaniechałam pisania podsumowań. Powód był prosty- jestem w klasie maturalnej, więc nie czytam tyle ile bym chciała ( chociaż ostatnio coś się w tym względzie zmienia), a nie chciałam pisać tylko po to, aby coś było. Uznałam, że lepsze będzie podsumowanie kwartalne, bardziej obszerne i mam nadzieję ciekawe. A tak się złożyło, że miesiące wrzesień, październik i listopad to miesiące jesieni, czyli mojej ulubionej pory roku.


Nie bez powodu nazywam siebie jesienną dziewczyną. Wtedy jestem pełna zapału do pracy, nie ogarnia mnie zniechęcenie jak większości ludzi i jestem pełna optymizmu. Chociaż w sumie staram się, aby optymizm towarzyszył mi przez cały rok. Rzecz w tym, że najlepiej czuję się jesienią. Wtedy można się najfajniej ubrać, poczytać pod kocem z kubkiem gorącej herbaty czy słuchać odgłosu szeleszczących liści. Nawet choroby mi nie przeszkadzają. Jednak wrzesień i pierwszy tydzień października upłynął mi pod znakiem stresu, jako że miałam poprawkę mojego egzaminu zawodowego. Jestem z tych osób, które przejmują się każdą drobną rzeczą, a jak widzicie nawet z miesięcznym wyprzedzeniem. I chociaż poświęciłam czas nauce ( co odbiło się na moim czytelniczym wyniku), to stres zrobił swoje. Jednak ten etap mam za sobą, ponieważ dokładnie dwa dni temu, w piątek dowiedziałam się, że udało mi się zdać.


Za to trzy kolejne tygodnie października upłynęły mi bardzo intensywnie i w sumie nie wiem kiedy zleciały. Wiem jednak, że był to jeden z najlepiej przeżytych miesięcy tego roku. Udało mi się pojechać na dwudniową wycieczkę do Szczawnicy, zaczęłam i skończyłam uczęszczać na kursy przedmałżeńskie, byłam na weselu ( chociaż nie polecam iść z prawie obcą osobą towarzyszącą) oraz oglądałam z przyjaciółkami filmy w ramach naszej prywatnej nocy filmowej. Poza tym 25 października obchodziłam swoje urodziny, co było kolejnym powodem do świętowania. Ogólnie październik spędziłam w rozjazdach i na spotkaniach ze znajomymi, skutkiem czego rzadko kiedy miałam czas na czytanie, jednak o dziwo przy tak napiętym grafiku mój wynik prezentuje się niesamowicie.


O listopadzie nie ma co za wiele mówić, poza tym że nawet nie wiem kiedy minął. Nie robiłam raczej nic produktywnego, dzień leciał za dniem i tak odbiłam sobie zabiegany październik. Miałam kilka planów, które nie wypaliły, oraz chorobę która uwięziła mnie w domu na kilka dni. Ale nie ma tego złego- w tym czasie udało mi się przeczytać trzy książki, co mocno podniosło mi samoocenę ;) Pisałam też próbne matury- chociaż mam na ten temat tyle do przedyskutowania, że chyba potrzebowałabym całego czystego arkusza ;) Matematyka i rozszerzona geografia były dla mnie trudne, język polski miał ciekawy temat wypracowania, a angielski z kolei miał proste zadania i teksty. Czyli fifty-fifty. Wiem już co umiem, na co muszę zwrócić uwagę i nad czym popracować. Jak dla mnie takie maturki powinny być raz na miesiąc, żeby sprawdzić siebie, bo samemu czasem trudno o motywację ;)


Wrzesień rozpoczęłam bardzo optymistycznie, mianowicie kontynuując zaczęty w sierpniu "Ognisty pocałunek", który okazał się tak wciągający i tak świetny, że nie potrafię uwierzyć dlaczego zwlekałam z czytaniem tak długo. Potem zabrałam się za "Prawo Mojżesza", egzemplarz recenzencki, który otrzymałam,kiedy straciłam już nadzieję na lekturę. I ten również okazał się interesującą książką, przede wszystkim dość oryginalną.  Październik rozpoczęłam "Chłopakiem z sąsiedztwa", którego czytałam w wersji "suchej", czyli tekście na zwykłych białych kartkach i było to moje  pierwsze tego typu doświadczenie. Choć mnie te kartki przerażały to ze zdumieniem stwierdziłam, że czytało mi się całkiem przyjemnie. Następnie mamy "Tego lata stałam się piękna", tytuł który złapałam w okazyjnej cenie na szkolnej wycieczce i który nie rozczarował mnie, ale też nie uważam że sięgnę po jego kontynuację. Żeby nie było tak pięknie w międzyczasie musiałam wcisnąć gdzieś "Jądro ciemności". I chociaż myślałam, że pójdzie szybko- wszak jest to 70 stron, to książka niemiłosiernie się dłużyła i jestem pewna, że jest to jedna z moich naprawdę bardzo nielubianych lektur. Październik zakończyłam "Osobliwymi i cudownymi przypadkami Avy Lavender", które były nieco... chore, ale niesamowicie oryginalne i wciągające. Nastał listopad, a wraz z nim pojawił się natłok książek z Book Tourów, skutkiem czego czytałam praktycznie tylko te. "Paragraf 5"  był pierwszą dystopią, którą przeczytałam po kilkumiesięcznym odwyku od gatunku i słowo daję- był wyśmienity. "Czy wspominałam, że za Tobą tęsknię" to dla odmiany egzemplarz recenzencki, który przeczytałam szybko i uważam za całkiem dobre zakończenie serii, aczkolwiek chyba już wyrosłam z takich historii. Udało mi się też dokończyć "Arktyczny dotyk", który mimo moich usilnych próśb, okazał się gorszy od swojej poprzedniczki. "Angelfall" to kolejna książka listopada, spodziewałam się po niej troszkę czegoś innego, ale nie jestem rozczarowana. Co my tu jeszcze mamy? "Moje serce i inne czarne dziury", książkę która wywarła na mnie spore wrażenie i która ma naprawdę oryginalną główną bohaterkę. Sam koniec miesiąca przyniósł mi tytuł, który od naprawdę bardzo dawna miałam na oku, czyli "Księżniczkę z lodu". Jestem bardzo zadowolona z lektury i już nie mogę się doczekać kolejnych części.


Przez ten okres bardzo często wybierałam łatwiejszą opcję, czyli filmy. Obejrzałam ich aż 14 plus te, które widziałam po raz kolejny. Pierwszy z nich- Nerve okazał się bublem, rozczarowaniem i bardzo wielkim niedopowiedzeniem. Odbiłam to sobie oglądając Sekretne życie zwierzaków domowych, które było zabawne i ciekawe, jednak nie darzę go tak wielkim uczuciem jak się spodziewałam po zwiastunach. Potem WRESZCIE udało mi się zobaczyć ekranową wersję drugiej części Kosogłosa, która oczywiście mnie nie zawiodła, bo jakżeby mogła. Planeta Singli to kolejna polska produkcja, która mi się podobała, no bo Stuhr ♥ Rio 2 uważam za kiepską kontynuację, o wiele bardziej ujęła mnie jedynka, jak dla mnie działanie dla kasy. Dziennik Bridget Jones włączyłam w sumie dlatego, że widziałam zapowiedź trzeciej części, ale choć było zabawnie, to jednak nie jest to film, do którego chcę wracać. Kolejne dwa filmy to moje odkrycia listopada. Szkolna imprezka oraz Ilu miałaś facetów?. Oba zabawne, urocze i wciągające. Idealnie wpasowały się w moje gusta i będę polecać i szerzyć je dalej. Epoka lodowcowa 1&2 oglądałam po raz pierwszy i każdy mnie przekonywał jakie to będzie super, a było... średnie. Fajne jako bajka, ale nawet w połowie nie tak fajne i śmieszne jak oczekiwałam. Z niecierpliwości co będzie dalej odpaliłam Szkolną imprezkę 2, która była zabawna, ale brakowało mi paru rzeczy, które zauważyłam w jedynce. Teraz proszę się nie śmiać, ale widziałam też Barbie jako Roszpunka- jeden z nielicznych filmów o Barbie, który został mi do oglądnięcia. Na sam koniec miesiąca przypadł Jumper, film który poleciła mi koleżanka i który miał parę wad i niedociągnięć, ale oglądałam go z prawdziwą przyjemnością. No i Wielki Gatsby- ta sama koleżanka i bałagan w głowie po seansie.



Wy wiecie, że ja nie bardzo lubię planować mój TBR, ale tak się złożyło, że mam dwie pożyczone książki i lekturę i to na nich muszę skupić swoją uwagę. Są to: "Girl online", "Traktat o łuskaniu fasoli" oraz "Granica". Więc to jest mój plan czytelniczy do końca roku :)
Jeśli chodzi o zapowiedzi to w sumie czekam tylko na "Ostatnie tchnienie", które swoją premierę będzie mieć w styczniu, ale do tego czasu daleka droga jeszcze :)


Chciałabym Was zaprosić na stronę https://www.zaksiazke.pl/, czyli portal wymiany książek. Sama jak na razie wystawiłam kilka tytułów, jeden już wymieniłam, a w zasadzie idę jutro na pocztę wysyłać, ale ogromnie podoba mi się pomysł na to przedsięwzięcie. Mam jedno główne zastrzeżenie, mianowicie brak kontaktu przez prywatne wiadomości, ale da się to obejść, więc nie jest tak tragicznie :) Wejdźcie i zobaczcie o co mi się rozchodzi ;)

Koniecznie dajcie znać czy taki rodzaj podsumowań się Wam podoba czy jednak woleliście te miesięczne ;) Jak wszystko dobrze pójdzie to kolejny taki post pojawi się końcem lutego, także czekajcie. I jak zawsze- czekam na Wasze komentarze odnośnie książek, filmów i seriali- wierzę, że znacie coś z mojego zestawienia, a może sami coś polecicie?

Czytaj dalej

Jesienny stos książkowy

Stosy książkowe to typ postów, który bardzo chętnie u mnie oglądacie, co troszkę mnie dziwi, bo ileż można oglądać książki, które są u kogoś, a nie u siebie :D Jednak bardzo mnie cieszy, że tutaj zaglądacie, dlatego dziś taki stosik dla Was przygotowałam. Ostatni pojawił się na blogu we wrześniu, a że nazbierało mi się trochę nowości, to je pokazuję :)

PRZECZYTANE:


"Chłopak z sąsiedztwa"- egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Feeria Young z logo mojego bloga w środku :)
"Czy wspominałam, że za Tobą tęsknię?"- egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Feeria Young
"Goniąc cienie"-wzięłam udział w Book Tourze, a potem zostałam wylosowana jako osoba, która otrzyma tę książkę na własność. Z autografem!
"Prawo Mojżesza"- egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa EditioRed
♦"Tego lata stałam się piękna"- zakup własny
♦"Arktyczny dotyk"- zakup własny

NIEPRZECZYTANE:


♦"Zanim zgasną gwiazdy"- wygrana w konkursie
♦"Ponad wszystko"- zakup własny
♦"Pivot Point"- zakup własny ( tyle szukałam!)
♦"Paper towns"- efekt wymiany
♦"Załącznik"- wygrana w konkursie

3 recenzenckie, 1 z wymiany, 3 wygrane oraz 4 kupione osobiście. 11 książek w ciągu dwóch miesięcy- jest super <3 Tradycyjnie- polecacie coś, odradzacie? A może coś już czytaliście z tego mojego stosu?


Czytaj dalej

Jasmine Warga- "Moje serce i inne czarne dziury"


Oryginalny tytuł: My Heart And Other Black Holes
Rok polskiego wydania: 2016
Wydawnictwo: Wydawnictwo G+J
Ocena: 8/10

   "My Heart and Other Black Holes" zaintrygowało mnie w momencie, kiedy przeczytałam, że polskie wydawnictwo zakupiło do niej prawa. To wszystko wina tej mało zdradzającej okładki, która przewinie się gdzieś tam na dole, a która ujęła mnie od pierwszego wejrzenia. Nasza rodzima wersja okładki również bardzo mi się podoba, mogę na nią patrzeć godzinami, aczkolwiek nie ma w sobie tyle magnetyzmu co ta zagraniczna. Ale tytuł to już w ogóle mistrzostwo. "Moje serce i inne czarne dziury". Przez ten tytuł sięgnęłabym po książkę, nawet gdybym nie wiedziała o czym ona jest. A wiedziałam.

   Życie dotkliwie doświadczyło Aysel. Po tragedii jaka dotknęła jej rodzinę, jest unikana i wytykana palcami przez rówieśników. A tak przynajmniej ona sama twierdzi. Dziewczyna jest smutna i zmęczona życiem, chociaż ma dopiero szesnaście lat. Na tyle smutna i zmęczona, że chce ze sobą skończyć. Boi się jednak, że zabraknie jej odwagi żeby to zrobić samej, więc odpowiada na ogłoszenie na dość specyficznym forum internetowym. Znajduje partnera do samobójstwa. Roman jest rok starszy od niej i również przeżył własną tragedię. Tak samo jak Aysel, pragnie zakończyć swoje życie. Jednak im więcej czasu dziewczyna spędza z Romanem, dostrzega że wcale nie chce razem z nim umierać. Chce razem z nim iść przez życie, ponieważ to on nadaje sens jej szarej egzystencji. Jednak jak przekonać chłopaka, że nie warto robić tego decydującego kroku?

    Aysel to bardzo ciekawa i wyrazista bohaterka. Zacznijmy od tego, że ma tureckie pochodzenie. Zarówno mama jak i tata mieszkali w Turcji, zanim wyemigrowali do Ameryki w poszukiwaniu lepszego bytu. Aysel interesuje się szeroko pojętą fizyką oraz słucha muzyki klasycznej. Już te trzy fakty czynią z niej bohaterkę wyróżniającą się z tłumu. Jest jednak przeraźliwie smutna i w tym swoim smutku, czasem ma czarne poczucie humoru. Nie tryska energią, ani nie jest idealna. Ale pomimo wszystko, pomimo jej szarego spojrzenia na świat, pomimo pragnienia śmierci jakie ją dręczyło, nie potrafiłam jej nie polubić. Już od pierwszych stron skradła moje serce, pomimo tym że znacznie różni się ode mnie samej. Tak przynajmniej twierdziłam na początku. Z biegiem czasu zaczęłam dostrzegać, że i we mnie tkwi smutek, że pełza we mnie taki czarny ślimak. Nie ma to nic wspólnego z pragnieniem śmierci, ale z takim poczuciem pustki i... beznadziejności, jakie czasem ogarnia każdego.

O tej okładce mówię na początku :)

   I mimo iż nie popieram idei samobójstw, to jednak byłam w stanie zrozumieć jakie motywy kierowały bohaterami- Romanem i Aysel. To zasługa autorki, która tak wyraźnie i zrozumiale przedstawiła ten temat. Jak można poczytać w dopisku od Jasmine- książka była jej sposobem na poradzenie sobie ze stratą bliskiej osoby. I najfajniejsze jest to, że w tej książce czuć emocje, widać uczucia i całe serce, jakie autorka włożyła w wykonanie. Książka nie moralizuje, nie podstawia pod nos gotowych rozwiązań. I mimo iż daje nadzieję, to jednak nie zawsze ta nadzieja się ujawnia.

   Zetknęłam się z twierdzeniem, że ta książka przeznaczona jest dla fanów Johna Greena oraz Rainbow Rowell. Osobiście twierdzę, że to nie do końca prawda. Green pisze trochę mdławo, natomiast Rowell to miód, cukier i orzeszki. Sama słodycz. Jasmine Warga różni się od tej dwójki tym, że jej książka wydaje mi się bardziej uczuciowa, bardziej realna oraz bardziej smutna i wesoła zarazem. To takie połączenie teoretycznie niemożliwych do połączenia ze sobą cech, które razem tworzą przepiękną kompozycję.

   Ja jestem więcej niż zadowolona z lektury, którą notabene pochłonęłam w dwa dni. Jest to opowieść o dwójce ludzi, którzy znaleźli się w fatalnej sytuacji życiowej, ale na szczęście w porę dostrzegają, że samobójstwo nie jest jedyną, ani najlepszą opcją. Z mojej strony serdecznie polecam każdemu (chociaż dalej nie potrafię przemóc się, aby poprawnie wymówić imię Aysel).

--------------------------------------------------------------
Książkę przeczytałam w ramach Book Touru organizowanego przez Sylwię z My Books My Life. Bardzo Ci dziękuję za możliwość zagłębienia się w losy Aysel i Romana :)



Czytaj dalej

Mini Maratonowy Tag Książkowy 2



Kilka miesięcy temu prezentowałam Wam pierwszą część Tagu, którzy stworzyłam razem z dziewczynami z grupy Mini Maratonów Czytelniczych. Dzisiaj przedstawiam Wam część numer dwa. Obiecałam sobie, że nie powtórzę żadnej książki z tagu poprzedniego oraz będę się starała wybierać spośród 52 książek, które przeczytałam w tym roku. To tak dla uczczenia tego, że w ostatnim czasie udało mi się tę liczbę osiągnąć :)




 Suomi dla Ola K. - bohater z zasadami 
Mojżesz Wright ("Prawo Mojżesza-Amy Harmon). Już sam tytuł wskazuje na jakieś prawa i zasady, i owszem. Główny bohater je posiadał, chociaż doprowadzały one raczej do kłopotów.


Ola K. dla Suomi - bohaterka z obsesją na jakimś punkcie   
Kyle Kingsbury ( "Bestia"-Alex Flinn). Na początku chłopak miał obsesję na punkcie bycia idealnym, potem obsesja zmieniła się w obsesję dotyczącą jego wyglądu. A po drodze była też obsesja dotycząca kwiatów.




Meredith dla Justyśka - fajna bohaterka-mama 
Mama Conte ("Gra o miłość"-Jennifer Probst) to kobieta o włoskich korzeniach, dla której rodzina i kuchnia są największymi wartościami. Mimo ogromnego majątku pozostała wierna swoim ideałom, a dzieci wychowała na wspaniałych, mądrych ludzi.


Justyśka dla Meredith - bohater nie bojący się nowych wyzwań  

Jeśli napiszę, że jest to Lou Clark, to myślę że większość się ze mną zgodzi. Wspaniała bohaterka z "Zanim się pojawiłeś", która nawet szukając pracy była gotowa i otwarta na nowe doświadczenia, co doprowadziło ją do Willa. A z tego punktu na nowo odkryła siebie, swoje możliwości i największe pragnienia.



 KittyAilla dla Jellyfih - główny bohater jest studentem  
Cade Winston ("Coś do ukrycia-Cora Carmack). Wyjechał na studia, aby lizać rany po przyjaciółce, która kocha go jak przyjaciela, a na dodatek zaręcza się z innym ;) Friendzone.

Jellyfish dla KittyAilla - silna, twarda i harda bohaterka   
Rosa Alcantara ("Upadek Arkadii"-Kai Meyer) to jedna z najbardziej kick-ass bohaterek, jakie dane mi było poznać w tym roku. Spadło na nią wiele nieszczęść, odkryła wiele druzgocących tajemnic oraz zobaczyła wiele śmierci, ale wciąż brnie ( albo pełznie :D) do przodu jak może.



Bookworm dla Patrycja ‘Pyciaaa’ - bohaterka, która odbywa podróż (w przenośni) 
Ember Miller ("Paragraf 5"- Kristen Simmons) odbywa podróż dosłownie jak i w przenośni. Ta druga pokazuje, że nawet jak na początku dziewczyna gra Ci na nerwach, to potem wszystko się zmienia. Bohaterzy kształtują się na silniejsze jednostki, zwłaszcza wtedy kiedy naprawdę nie mają wyjścia.


Patrycia ‘Pyciaaa’ dla Bookworm - książka, która wywołała w tobie niemożliwą do opanowania burzę emocji   
"Ognisty pocałunek"- Jennifer L. Armentrout <3 Roth, Layla, demony, dużo akcji i Jennifer. No ludzie, ta autorka i ta książka to życie <3



Miasto Książek dla Doomisia - książka idealna według ciebie  
"Idealnie dobrani" - Catherine McKenzie. Ta książka jest idealnym przykładem jak powinna wyglądać książka dla kobiet. Zabawna, dobrze napisana, romantyczna, oraz z fajnym tematem przewodnim.


Doomisia dla Miasto Książek - książka z miastem, w którym chciałabyś się znaleźć   
Kiedy ostatnio przeczytałam ostatnią część DIMILY, czyli "Czy wspominałam, że za Tobą tęsknię?", to uświadomiłam sobie, że Portland jest idealnym miejscem do zamieszkania. A jak nie Portland, to przynajmniej coś na jego wzór.



Życie w książkach dla WiktoriaCzytaRazemZWami - dobra książka z motywem mitologii
"Upadek Arkadii" była jedyną książką w tym roku, jaka zawierała w sobie wątki mitologiczne, a co ważne była ona świetna! Dużo mafii, Sycylii oraz akcji- gwarantuję, że Wam się spodoba <3

WiktoriaCzytaRazemZWami dla Życie w książkach - najlepszy klasyk, jaki czytałeś
"Zbrodnia i kara". Na dobrą sprawę przeczytałam w tym roku tylko dwa klasyki, oba były super, ale Dostojewski był pierwszy, więc to jego tutaj umieszczę.




Za grafiki odpowiedzialna jest Kitty, a ja je sobie tylko podkradłam ;) Dziękuję ;))

Czytaj dalej

Estelle Maskame- "Czy wspominałam, że za Tobą tęsknię?"


Oryginalny tytuł: Did I Mention I Miss You?
Rok polskiego wydania: 2016
Wydawnictwo: Wydawnictwo Feeria Young
Seria: DIMILY 3
Ocena: 7/10

 

 Muszę szczerze przyznać, że lekko obawiałam się lektury trzeciego, a zarazem ostatniego tomu serii DIMILY. Po rozczarowującej drugiej części, bałam się że nastąpi tendencja spadkowa, jednak obecne gdzieś w eterze recenzje innych blogerek mówiły co innego. To będzie fajne, najlepszy tom, przepłyniesz przez to. To trochę poprawiło mi samopoczucie, dlatego z mniejszymi obawami sięgnęłam po "Czy wspomniałam, że za Tobą tęsknię".

Z racji tego, że jest to tom 3- będą spoilery. Zapraszam tylko tych, którzy mają za sobą całą trylogię :)

  Eden nie widziała Tylera przez ostatni rok. Próbowała o nim zapomnieć, gdyż wiedziała, że nie ma dla nich przyszłości. A na pewno nie w Santa Monica, gdzie zostali wykluczeni przez społeczeństwo, a na domiar złego, od Eden odwrócił się też jej ojciec. Jednak Tyler wraca i prosi dziewczynę o drugą szansę. Co doprowadziło do jego wyjazdu? Czy Eden mu wybaczy?

  Pierwsze co muszę przyznać to to, że zbyt optymistycznie oceniłam pierwszą część. Widzę to dopiero teraz, ale cóż- lepiej późno niż wcale. W tomie numer jeden miałam od czynienia z rozkapryszonym Tylerem, irytującą Eden i uroczo słonecznym Santa Monica. Tom numer trzy to natomiast zielone Portland, bardziej dojrzała Eden, oraz odmieniony Tyler. Tyler, który nie jest już takim dupkiem ani kretynem jakim był na początku. Dopiero teraz, mając porównanie, widzę jak wiele nie podobało mi się w części pierwszej. Nie była zła, ale ciut gorsza niż DIMILY 3.

  Więc tak- chłopak się zmienił. Rzucił palenie, narkotyki, radzi sobie z wściekłością, odnowił kontakt z ojcem. Wiele osiągnął i ten fakt bardzo go wyróżnił w moich oczach. Eden dalej nie zaliczam do grona moich ulubionych bohaterek. Dalej bywa nieporadna czy irytująca, ale przynajmniej jej dobre momenty przeważają nad tymi złymi. Wyczuwam w tym bardziej dojrzałą wersję autorki, która dorosła i zaczęła też troszkę inaczej kreować swoich bohaterów.

  Tak, uważam tom trzeci za najlepszy tom z serii. Podobało mi się w nim przede wszystkim to, że bohaterowie ewoluowali i sama książka stała się przez to dojrzała, a przynajmniej na tyle dojrzała, na ile dojrzała może być wattpadowa historia dla nastolatek. Bo nie ukrywam, że ta seria tym właśnie dla mnie jest. I przypuszczam, że mogłabym zaliczyć ją do grona moich ulubionych, gdybym poznała ją wcześniej. Być może zrozumiałabym pewne wzorce i motywy, którymi kierowali się bohaterowie. A tak to miło spędziłam przy niej czas... ale nic więcej. Nie zapadła mi jakoś szczególnie w pamięć, chociaż okładkę ma obłędną. Najlepszą z całej serii. W ogóle ta książka jest najlepsza z rodzinki DIMILY, zarówno treściowo jak i graficznie ;)

  Czy polecam? Owszem. Zwłaszcza dziewczynom w wieku 16-17 lat. Osobom starszym, albo mającym wybredny gust czytelniczy może lekko podpaść, a tego nie chcemy :)


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria Young:



To nazwisko też przewinęło się w książce :)


Inne książki autorki na moim blogu:
Czytaj dalej

Kristen Simmons- "Paragraf 5"



Oryginalny tytuł: Article 5
Rok polskiego wydania: 2015
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Seria: Paragraf #1
Ocena: 8/10


  Dystopia to gatunek, który w tym roku znacznie ograniczyłam czytelniczo. Było to w sumie celowe działanie- uznałam, że ciężko mnie czymś zaskoczyć- czy to świetnym stylem autora czy samą fabułą. Są jednak takie książki, na które polowałam od dłuższego czasu i w przypadku których działała intuicja. Zazwyczaj staram się jej słuchać, bo rzadko kiedy mnie zawodzi, za to podsuwa mi pod nos same fajne tytuły. Tak było też i tym razem.

  Ember Miller to siedemnastolatka, która żyje w świecie reguł i zakazów stworzonych przez FBN. Rozwijając skrót- jest to Federalne Biuro Naprawcze, które ma na celu sprowadzić ludzi do jednostek i spokojnie je kontrolować. Dziewczyna nie szuka kłopotów, żyje spokojnie i się nie wychyla. Jednak kiedy matka Ember zostaje aresztowana za pogwałcenie paragrafu piątego, nastolatka musi działać. Trafia do zakładu poprawczego dla dziewcząt, gdzie panują bardzo surowe zasady. Stamtąd wyciąga ją Chase- dawna miłość dziewczyny, a teraz jej domniemamy wróg numer jeden, który ją porzucił, kiedy najbardziej go potrzebowała. Jak potoczą się losy tej dwójki w świecie ogarniętym nienawiścią i pragnieniem władzy?

  Brawo Pani Simmons! Nie stworzyła Pani nic odkrywczego- świat ogarnięty gorączką, walka z systemem, romans między bohaterami- to już było. Pojawiało się wielokrotnie na kartach powieści i chociaż każdy autor ma swoją własną koncepcję, to jednak zahacza ona ciągle o te same tematy. Jednak "Paragraf 5" to książka, od której ciężko się oderwać. Kristen pisze niesamowicie, akcja nie stoi w miejscu, ciągle się porusza, a my jako czytelnicy jesteśmy cały czas zaskakiwani.

  Ember, zwłaszcza na początku dość mocno mnie irytowała swoją niewiedzą i chęcią walki przeciwko... no właśnie czemu? Nie miała pojęcia o niczym, poza swoją strefą komfortu, ale na szczęście jesteśmy świadkami zmiany. Chase natomiast to mój nowy książkowy chłopak. To jak stara się chronić dziewczynę, zapewnia jej bezpieczeństwo nawet kosztem własnego życia, zawsze jest dla mnie rozczulające i jak najbardziej na tak.

"Człowieka można skrzywdzić na wiele sposobów bez użycia pięści."

  Bardzo fajne jest też to, że dość szybko zapamiętałam imiona i nazwiska poszczególnych postaci i dość szybko powiązałam je z konkretnymi twarzami. Często bywa tak, że ledwo przekręcę ostatnią kartkę, a w mojej głowie wieje pustką, jeśli chodzi o imię głównego bohatera. "Paragraf 5" jest super przykładem, jak to robić dobrze. Nazwiska i imiona są często powtarzane, nie na tyle żeby zniechęcić czytelnika, ale na tyle by mógł on je łatwo zapamiętać.

  Brakowało mi jednak głębszego wyjaśnienia na czym polegałby ten tytułowy "paragraf piąty". Wiemy co on oznacza ogólnie, ale co oznaczał dla głównej bohaterki i jej matki? Jakim sposobem ta druga miałaby go popełnić i dlaczego nie zastanowiło to Ember? Wydaje mi się, że książkę przeczytałam dość uważnie i nic mi nie umknęło, jednak jeśli by się tak zdarzyło- poprawcie mnie proszę.

  Rzadko kiedy o tym wspominam, ale podobało mi się też to, w jaki sposób książka została wydana. Okładka ze skrzydełkami, grubszy papier, błąd znalazłam jeden, może dwa a i tak polegały na źle odmienionej końcówce czy braku jakiejś literki. W porównaniu do niektórych innych wydawnictw, wygląda mi to na solidną robotę i grę w jakość, a nie ilość. Wydawnictwo Dolnośląskie dostaje ode mnie konkretnego plusa i zaufanie do reszty interesujących tytułów :)

  Być może to, że książka tak bardzo mi się podobała to zasługa mojego "dystopijnego odwyku", na którym jestem od dłuższego czasu. Odetchnęłam, a teraz na nowo podoba mi się więcej. Jest to możliwe, ponieważ takie sytuacje często u mnie występują, jednak myślę,że nie jest to tak do końca prawda. Żaden odwyk by mi nie pomógł, gdyby książka była zła. Być może nie wszystkim "Paragraf 5" przypadnie do gustu, ponieważ jak już wspominałam powiela schematy, ale autorka robi to w tak fascynujący i wciągający sposób, że jestem w stanie przebaczyć jej to i wiele więcej.

--------------------------------------------------------------
Książkę miałam okazję przeczytać dzięki Klaudii, która zorganizowała Book Tour ^^ Dziękuję i liczę na to, że inni będą nią tak samo zachwyceni jak ja <3


Czytaj dalej

Najgorsze książki, jesienne książki i dobre ekranizacje | LBA

W ciągu ostatnich miesięcy dostałam kilka nominacji do Liebster Blog Award i chociaż nie odpowiadam na nie od razu, to odpowiadam. Kwestia wina- im starsze, tym lepsze :D
Zawsze zapisuję je w osobnym, roboczym poście, jednak tym razem zgubiłam gdzieś osobę, która zadała mi pierwsze 10 pytań. Przepraszam najmocniej- jeśli je poznajesz- daj znać, a się poprawię :)


1. Powieść, której nigdy nie zapomnisz i dlaczego?
Bardzo ważna jest dla mnie duologia Pani Redmerski- "Na krawędzi nigdy" & "Na krawędzi zawsze". Przeczytałam ją w sumie przez przypadek, nie do końca wierzyłam, że mi się to uda, a jednak. Te dwie książki nauczyły mnie szacunku do dobrej muzyki, pokazały trasę, którą mam nadzieję kiedyś przebyć oraz wskazały co to jest miłość dwójki ludzi. To bardzo mądra, wartościowa i emocjonująca historia, którą pamiętać będę już zawsze. I mam nadzieję, że z każdym kolejnym jej przeczytaniem ( co na pewno nastąpi) wyciągnę z niej coś nowego.

2. Królowa/król kryminału (lub innego gatunku jeśli nie czytasz kryminałów) to?
Czytam naprawdę wiele gatunków, wyznaję zasadę że nie ma książki, po którą mogłabym teoretycznie nie sięgnąć, tylko wszystko przychodzi z wiekiem. Miejsca by mi zabrakło by opisać każdy czytany gatunek i mistrzynie w tym fachu, więc skoro pytasz o kryminały, ja odpowiadam: Agata Christie. Już nawet nie chodzi o to, że jej książki są znane każdemu, przynajmniej ze słyszenia. Nikt nie tworzy tak niesamowitych, mylących i wprowadzających w konsternację zagadek. A przynajmniej nikt z ludzi, których dotąd czytywałam.


3. Jaka polecana, zachwalana powieść okazała się Twoim zdaniem totalną klapą?
Jest bardzo dużo takich książek. W moim przypadku te największe rozczarowania pochodzą zazwyczaj z półki "popularne", więc nie dziwcie się proszę, że umieszczam tutaj "Powód by oddychać", "Byliśmy łgarzami","Real" czy "Piękną katastrofę". Nie w każdym przypadku była to totalna klapa, ale po prostu nieporozumienie.


4. Najgorsza przeczytana przez Ciebie książka w tym roku to?
Mamy dopiero pażdziernik, więc wszystko może się jeszcze zdarzyć, ale jednak wolałabym tego uniknąć i wmówić sobie, że wyczerpałam już roczny limit kiepskich książek. W 2016 trafiłam na takie porażki jak: "Byliśmy łgarzami", "Real", "Dzikie stwory" czy "Purgatorium". Jeśli lubicie słuchać poleceń lub odradzań innych- posłuchajcie mnie i nie czytajcie tego.

5. Czy zdarzyło Ci się stwierdzić, że ekranizacja była lepsza od książki i jaka ewentualnie była to książka?
Tak. Wychodzę z założenia, że nie zawsze książka jest lepsza. W 80% tak, ale zostaje jeszcze to 20%, które musi umieć się obronić. Zdecydowanie od książek wolę filmy takie jak: Lemoniada Gada czy Piękne Istoty. Ciężko mi stwierdzić dlaczego, tak po prostu było i tyle. Do tego pierwszego filmu wracam notorycznie, jest jednym z moich ulubionych i bardzo motywujących, podczas gdy książka... była nijaka. Bez emocji, bez akcji, bez szału. Nie zła, ale taka bladziutka w porównaniu z filmem.

6.Pierwsze skojarzenie z jesienną książką to?
Każda książka może mi się kojarzyć z jesienią, jeśli tylko czytam ją w tym okresie. Uwielbiam tę porę roku, jestem jesienną dziewczyną, może przez miesiąc urodzin, a może to tylko przeznaczenie ;) Ale konkretna książka? Powiedzmy, że "Kochając Pana Danielsa". Czytałam ją we wrześniu ubiegłego roku, kiedy na zewnątrz leciały liście z drzew, ale wciąż było ładnie i słonecznie :)

7.Jak promujesz, zachęcasz do odwiedzania swojego bloga?
Myślę, że nie jestem dobrą osobą do zadawania takich pytań, ponieważ ja na dobrą sprawę robię niewiele. Piszę posty, udzielam się na blogach, które znam i lubię ( chociaż nawet to ostatnio ucierpiało-przepraszam!), zostawiam mój ślad na lubimyczytac.pl i mam instagrama. Być może to stamtąd właśnie przychodzą do mnie nowi obserwatorzy ( dziękuję!), może kojarzycie mnie z innych blogów, a może dzieje się to za sprawą wymianek książkowych, które organizuję? Bo takowe są ;) Naprawdę nie wiem. Nie robię nic nachalnie, nie zależy mi na ogromnej ilości czytających, chociaż to bardzo miłe, muszę przyznać. Tutaj jestem sobą i jeżeli mnie lubicie i lubicie mojego bloga, to na pewno nie przez jakieś akcje promocyjne, których nawet nie urządzam.

8. Czy masz czasami dłuższe przerwy np. kilkudniowe w czytaniu i czym jest to spowodowane?
Tak. Twierdzę, że czytanie to pasja jak każda inna, ale dalej pozostaje pasją, czyli czymś co najczęściej robimy w wolnych chwilach. A nierzadko zdarza się, że czasu po prostu nam brakuje. Ostatnio miałam przerwę, którą nazwałam niemocą czytelniczą, z tego względu, że książki mi się po prostu... przejadły. Patrzyłam na strony i momentami wręcz zmuszałam się do czytania, aż powiedziałam "dość". Nic mi się nie stanie jak zrobię kilka dni odwyku, a tylko na tym zyskam, bo z nową energią wrócę do czytania. I miałam rację. Dlatego nie bójcie się zrobić sobie delikatnej przerwy w czytaniu. Nie musicie gonić, pędzić, sięgać po nową lekturę, jak tylko skończycie starą, tylko dlatego że chcecie przeczytać jak najwięcej. Naprawdę nie warto.

9. Ile czasu tygodniowo poświęcasz na przygotowywanie wpisów na swojego bloga?
Nigdy nie przeliczam tego na tygodnie. Spędzam tyle czasu ile potrzebuję, czasem jest to kilka minut, czasem dwie godziny, nie ma reguły. Są posty, nad którymi ślęczę naprawdę długo, ponieważ potrzebuję masy informacji. Są też posty, takie jak LBA, że do nich nie trzeba się przygotowywać, tylko pisać. Są też momenty, kiedy muszę posiedzieć dłużej, żeby napisać posty na zapas, a potem mieć spokój, ponieważ na nic innego nie mogę sobie pozwolić.

10. Gdybyś miała napisać książkę to jaki byłby to gatunek?
Nie jestem pewna czy odważyłabym się i czy dałabym w ogóle radę napisać książkę na jakikolwiek temat, ale jeśli miałabym wybór, to byłoby to połączenie romansu z kryminałem. Istnieje też druga opcja, kiedy to napisałabym książkę składających się ze wspomnień z podróży, którą kiedyś odbędę. Jednak nie przewiduję żadnego ze scenariuszy, aczkolwiek jeśli się to zmieni- na pewno dam Wam znać ;)



Pytania od Patrycji:

1. Mleko czy kakao?
Ogólnie to nie jestem wielką fanką mleka. Piję kiedy muszę, albo w te szczególne dni, kiedy jednak mam na nie ochotę. Ale kakao zabija jego smak, więc wybieram kakao :)


2. Po jakie gatunki literackie najczęściej sięgasz?
Romanse, New Adult, Young Adult, Kryminały, Fantastyka.


3. Gdybyś mogła pojechać na wakacje z wybranym bohaterem literackim - kto by to był?
Roger z "Aż po horyzont" albo Andrew z "Na krawędzi nigdy". Dobrą muzykę miałabym zapewnioną, obok mnie siedziałby świetny towarzysz drogi, a wszystkie problemy pozostałyby daleko w tyle.


4. Trwa apokalipsa Zombie. Przeżyjesz?
Z moją "rewelacyjną" kondycją i niemożnością działania pod presją? Oczywiście, że tak!


5. Najśmieszniejszy mem, jakiego widziałeś...
Nie mam pamięci do takich rzeczy. Czytam mema, a najczęściej o nim zapominam :D


6. Lubisz słuchać muzyki?
Muzyka to moja druga pasja zaraz po książkach, a jeszcze przed filmami.


7. Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z czytaniem?
Odsyłam do tekstu tutaj.

8. Pierwsze słowo, jakie przychodzi ci teraz na myśl to...
Jak dostaję takie pytanie to od razu tracę koncentrację :D Powiedzmy, że jest to notes (bo akurat na  niego patrzę).


9. Masz jakieś zwierzęta?
Nie,ale kiedyś będę mieć kota. To jedno z moich marzeń- mam już nawet wymyślone imiona dla wersji męskiej i żeńskiej ;)


10. Ulubiony zespół?
One Republic, American Authors, Pentatonix, Switchfoot, Imagine Dragons, Bastille. Mogę tak wymieniać naprawdę długo :)


11. Co sądzisz o muzyce klasycznej?
Nie jest to typ muzyki, którego słuchałabym w wolnych chwilach, ale i tak wolę muzykę klasyczną od rapu, hip-hopu czy techno.


To są wszystkie moje odpowiedzi- dajcie znać czy jakieś się nam pokrywają, a może różnią? ;) Do napisania!

Czytaj dalej