Katja Millay- "Morze spokoju"


Oryginalny tytuł: Sea of Tranquility
Rok polskiego wydania: 2014
Wydawnictwo: Jaguar
Ocena: 5/10

  Nastya jest młodą dziewczyną dręczoną przez demona przeszłości. Przeprowadza się do swojej ciotki, rozpoczyna nowe życia, w nowej szkole. Uwielbia zbierać informacje na temat ludzkich imion i ich znaczenia. Piecze ciasta, biega nocami... i nie mówi. Nie dlatego, że nie umie. To jest jej świadomy wybór i próba dla niej samej. Jest jednak Josh- chłopak, który stracił wszystkich swoich bliskich i zarabia na życie tworząc meble. Ta całkowicie różna dwójka znajdzie ze sobą wspólny język...a Nastya zacznie rozmawiać- tylko i wyłącznie z nim.

  Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że historia stworzona przez Katję Millay ma rzesze wiernych fanów. I wiem, że moim tekstem narażę się wielu z Was. Prawdopodobnie w myślach będziecie mnie hejtować ( albo niekoniecznie w myślach), no bo przecież ta książka jest Waszą ulubioną. Ale możecie mi wierzyć- ja też bardzo liczyłam na to, że będzie to też mój ulubieniec. Niestety- bez powodzenia.

  "Morze spokoju" to NA, więc wiecie, że znajdziecie tam trochę bólu, cierpienia, przeciwieństw losu i ogrom miłości. Tytuł nie wskazuje na nic konkretnego- mogłabym powiedzieć, że jest lekko tajemniczy i tylko osoby, które przeczytają książkę znajdą w nim coś sensownego. Okładka? Też niezbyt charakterystyczna, jednak dla mnie bardzo ładna, romantyczna. Więc co w takim razie zachęciło mnie do poznania tej opowieści? Fabuła oczywiście i pozytywne opinie czytelników. Niejeden raz zastanawiałam się o co tu chodzi, czułam się niedoinformowana. A teraz chyba wolałabym trwać w błogiej nieświadomości, że ta książka jest super, niż przekonać się na własnej skórze, że jestem do niej negatywnie nastawiona.

  Historię poznajemy z dwóch perspektyw- Josha i Nastyi. Oboje są outsiderami, więc nawet w ich myślach nie ma dialogów, a kontaktów z innymi ludźmi szukać na próżno. To był pierwszy minus jaki znalazłam w książce, ponieważ dialogi to coś co naprawdę lubię ( co by nie), a tych było jak na lekarstwo.

  Nie satysfakcjonowała mnie też kreacja Nastyi na ciemną dziewczynę, wiecie czarne ciuchy, nienawiść na twarzy i te sprawy. Bo tak naprawdę to spokojna, wrażliwa dziewczyna, która ukrywa niejedno, ale na pewno daleko jej do złej dziewczyny. Jej rozważania i myśli na temat jej przeszłości, każdorazowo urywały się w kluczowym momencie, a jak już przyszło mi poznać ten wielki sekret, to nie czułam ani satysfakcji, ani zadowolenia. Chciałabym, żeby ta książka w dalszym ciągu pozostała dla Was małą tajemnicą, żebyście nie wiedzieli czego się spodziewać. Może nie zepsułoby Wam to przyjemności z czytania, ale mocno je ograniczyło.

  Może przez wzgląd na to, że naprawdę długo czytałam tę książkę, to nie poczułam tych domniemanych emocji, które miały mnie porwać i nie opuścić. "Morze spokoju" to nie jest zła książka, a jedynie nudna. Każdy z nas jak tylko lubi taki gatunek, to odnajdzie w niej coś dla siebie, jednak nie jest to do końca to czego się spodziewałam. Zostałam przykro rozczarowana. Może przez wysokie oczekiwania? A może to po prostu nie ten czas albo styl pisarski?


Czytaj dalej

Kristan Higgins- "Nie ma tego złego"

 Oryginalny tytuł: The Best Man
Rok polskiego wydania: 2014
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Seria: Nie ma tego złego #1 ?
Ocena: 8/10


  Życie Faith Holland zaczęło się toczyć w złym kierunku już wtedy kiedy zerwał z nią narzeczony. A przecież nic na to nie wskazywało ! Opiekuńczy, wrażliwy, przystojny, mądry- idealnie do siebie pasowali, a jednak coś poszło nie tak. I to w najgorszym momencie jaki kobieta może tylko przeżyć. Jeremy zerwał z nią przed ołtarzem. Mało tego ! Wiecie jaki podał powód? Że jest gejem.
Od tej pory każda próba Faith zbliżenia się do jakiegokolwiek mężczyzny się nie udaje, każdy z nich okazuje się złośliwą kanalią, która ma na celu tylko uprzykrzyć życie młodej kobiety.
Faith przyjeżdża do rodzinnego miasta, ma nadzieję, żeby Jeremy znowu zacznie z nią rozmawiać, a kontakty z rodziną się ułożą. Jednak już na wjedzie coś się nie udaje. Levi. Upierdliwy szeryf miasteczka, a zarazem najlepszy przyjaciel Jeremy'ego. Jak w takiej sytuacji wyjść z głową... i nie stracić jej?

  Jestem fanką wszelakich romantycznych historii, z domieszką humoru i dobrego klimatu. "Nie ma tego złego" zapowiadało się na naprawdę interesującą przygodę, humor miałam zagwarantowany już w opisie. Jednak to co dostałam naprawdę mocno mnie usatysfakcjonowało. A teraz będę tylko rozglądać się za czymś o podobnej tematyce i stylu pisarskim.

  Faith to bohaterka "mam same kłopoty, ale z nich wybrnę. Nawet kosztem własnej dumy". Jest silna, przyjacielska i załamana brakiem jakichkolwiek perspektyw na romantyczny związek. Na pewno jest szalona, a pozytywnym tego słowa znaczeniu. Bardzo fajna bohaterka, którą kłopoty wręcz wielbią. Ale nie ma tego złego ! Przecież zawsze może być gorzej. Prawda? Czytelnik nie może się nie śmiać czytając o jej wpadkach i usilnym pragnieniu znalezieniu sobie miłości. 


  Levi jako para naszej bohaterki nie do końca przypadł mi do gustu. Miał wiele drażniących wad, przede wszystkim nadmierne ponuractwo i skrytość. Znamy jednak jego pobudki i motywy, co lepiej pozwala nam go zrozumieć. Za to Jeremy to kanalia ukrywająca się pod maską złotego chłopca. Przyjacielski, troskliwy, o wielkim sercu- no po prostu ideał ! Tylko, że niesamowicie drażnią mnie kryształowe postacie w książkach. I wtrącanie się w nie swoje sprawy.

Duży nacisk położono na więzi rodzinne. Poznajemy całą familię Hollanów, niektórych darzymy sympatią, innych wrogością, a reszta tylko rozbawia nas do łez.

  W "Nie ma tego złego" można poczuć specyficzny klimat winnic, rodzinności, ciepła i sielskiej miejscowości gdzie każdy zna każdego. Książkę czyta się naprawdę bardzo szybko, dzięki bardzo fajnemu stylowi pisania autorki. Jeśli lubicie takie romanso-obyczajówki, to ten tytuł jest dla Was :)
Dodam jeszcze, że momentami miałam wrażenie, że czytam Rachel Gibson czy świetną Jill Shalvis, więc jeśli znacie którąś z nich i macie dobre wspomnienia to się nie wahajcie :)
Czytaj dalej

Nele Neuhaus- "Ostatnie lato w Nebrasce"


Oryginalny tytuł: Sommer der Wahrheit
Rok polskiego wydania: 2015
Wydawnictwo: Media Rodzina
Ocena: 7/10


  Kiedy czytacie nazwisko Neuhaus to pewnie od razu widzicie kobietę, która pisze kryminały. Czterdziesto-kilkuletnia Niemka zaczarowała czytelników swoim stylem pisania, umiejętnością łączenia faktów w jedną spójną intrygę oraz doskonałymi bohaterami. Podobno. Nele już od dawna była na mojej czytelniczej chciejce, ponieważ jak wiecie kocham twórczość niemieckich autorów. I pewnie jeszcze długo by leżakowała gdyby nie niespodzianka od Wydawnictwa Media Rodzina, w której znajdowało się właśnie "Ostatnie lato w Nebrasce". Okładka mówi, że spotkacie się z powieścią dla młodych dorosłych, czyli prawdę mówiąc jestem idealną grupą docelową. Jednak nie wierzcie we wszystko co mówią okładki. Ta książka to coś więcej niż kolejne, nudne NA.

  Nastoletnia Sheridan mieszka na farmie w Nebrasce. Jest adoptowaną córką Grantów, ale ojciec nigdy nie dał jej odczuć, że jest niekochana. Przeciwnie- jest jego oczkiem w głowie. Co innego jej matka. Krytykuje dziewczynę , nie pozwala jej rozwinąć skrzydeł, tłamsi ją i wyzywa od najgorszych. Jednak Sheridan jest odważna- nade wszystko kocha książki i muzykę i z pasją oddaje się realizacji swoich zainteresowań. Kiedy przypadkiem znajduje pamiętniki tajemniczej Carolyn, zaczyna się zastanawiać co się z nią stało. Będą one kluczem do odkrycia przeszłości Sheridan i zakwestionowania zaufania do najbliższych. Jednocześnie dziewczyna wkracza w świat dorosłych, odkrywa czym jest seks i czy naprawdę jest on centrum wszystkiego. Teraz my- czytelnicy, mamy szansę odbyć z Sheridan tę fascynującą podróż do Nebraski, tropem dojrzewania młodej kobiety. Czy jesteście chętni?

  Pierwsze co rzuciło mi się w oczy podczas gdy wzięłam do ręki tę książkę to jej objętość. 521 stron powieści NA wydawało mi się przesadą. Po drugie- imię głównej bohaterki. Nie wiem jak Wam, ale mi wydaje się bardziej adekwatne jako nazwisko. Poza tym przypomina mi nazwę alkoholu ;) To były moje dwa główne uprzedzenia, ale uznałam, że to w końcu niemiecka autorka, nie mogę się rozczarować. Wyobraźcie sobie moją frustrację, gdy prawie dwa tygodnie męczyłam pierwsze 160 stron. Już wtedy byłam przekonana, że twórczość Nele jednak mi nie odpowiada, jednak byłam gotowa dokończyć tę książkę. I bardzo się cieszę z tej decyzji, ponieważ przebrnąwszy przez kiepski początek otrzymałam coś o czym nawet nie myślałam. Wciągającą, mądrą i interesującą powieść, która kazała mi zakwestionować wiarę w dobrych ludzi.

  Sheridan poznajemy jako piętnastoletnią dziewczynę, a akcja trwa około dwóch lat. Przez ten okres czasu poznajemy wiele obliczy dojrzewania i sposobów radzenia sobie z bólem i odtrąceniem. Sheridan poznaje smak alkoholu, narkotyków, seksu, uczucia zakochania się, uczucia źle ulokowanych uczuć. Próbuje odkryć kim tak naprawdę jest i dlaczego tak bardzo nie pasuje do rodzinnej farmy. My jej cały dotrzymujemy jej towarzystwa. Jednak Nele Neuhaus przekracza wiele granic i zmusza czytelnika do ponownego zdefiniowania tematu aborcji, gwałtu, zaściankowości czy miłości.
Pisze kontrowersyjnie i co więcej- nie boi się tego. Wie co robi, można by powiedzieć, że próbuje nawiązać dyskusję, dialog z własnymi czytelnikami. Chce sprowokować do wyrażania własnego zdania, bycia sobą w każdej sytuacji. I doskonale się jej to udaje.


  Choć nie zgadzam się z kilkoma rozwinięciami fabuły, uważam że są one przesadzone, to jednak potrafię dojrzeć potencjał tej powieści, który został prawie stuprocentowo wykorzystany. Były momenty kiedy zachowanie Sheridan mnie denerwowało, ale nie mogłam zapomnieć o tym, że jest ona jeszcze młodsza ode mnie, a radzi sobie ze wszystkimi problemami nad wyraz dobrze. Musiała bardzo szybko dojrzeć i bardzo wcześnie zacząć zachowywać się jak dorosła.

  Tym co jeszcze dodatkowo urzekło mnie w powieści był specyficzny klimat lat 90. dwudziestego wieku. Brak komputerów, nieliczna ilość telefonów, dobra muzyka. Poza tym dużo czasu spędzamy na farmie w Nebrasce, albo w mieście, gdzie dotyka nas wścibskość sąsiadów i umiejętność dobrego wyrażenia własnego wizerunku.
Zakończenie pozostało tak naprawdę otwarte. Jeśli autorka zechce, to spokojnie może napisać ciąg dalszy, chociaż ja osobiście uważam, że jest on zbyteczny. Lepiej niech czytelnik sam dopisze sobie dalsze losy Sheridan. Uważam też, że zachowanie Sheridan to swego rodzaju walka a wiatrakami. Zabawne, bo to właśnie w okolicy wiatraka po raz pierwszy poznajemy Sheridan. Często walczymy z ludźmi, próbując ich zmieniać- zapominając, że nasze starania zawsze idą na marne, kiedy taka osoba wcale nie chce się zmienić. Dlatego czasem lepiej jest odpuścić.

  Możecie powiedzieć, że nie chcecie czytać kolejnej książki NA, ponieważ nie dostaniecie nic odkrywczego. Ale w tym momencie chciałabym Was uświadomić, żebyście nie patrzyli na "Ostatnie lato w Nebrasce" przez pryzmat gatunku. Ta książka to mieszanka kryminału, powieści psychologicznej, obyczajówki, romansu i erotyku w jednym. To jeden wielki misz- masz gatunkowy.
Nele Neuhaus udowodniła mi, że nawet jeśli chce napisać opowieść NA, o nastoletniej Sheridan, to nawet wtedy daje z siebie wszystko i nie daje zapomnieć o tym kim jest. A jest przede wszystkim autorką opowieści kryminalnych i pasjonatką koni. Te dwie główne gałęzie dopełniają historię Sheridan i bez niej nie byłoby już tak klimatycznie. Bo uwierzcie- czytając tę książkę przenosicie się do USA, do Nebraski na farmę, gdzie małomiasteczkowość i plotki denerwują kolorową dziewczynę i buntują ją.

Za możliwość zobaczenia życia w Nebrasce w latach dziewięćdziesiątych, dziękuję bardzo Wydawnictwu Media Rodzina:


Czytaj dalej

Liebster Blog Award

Jeszcze w sierpniu zostałam nominowana do kolejnego Liebster Blog Award, a to nawet podwójnie ! Na pierwszy ogień idą pytania od Tetiany :



1. Najciekawsze miejsce, jakie zobaczyłeś w wakacje?
Mam nadzieję, że takie miejsce jest dopiero przede mną :)

2. Jaka książka przeczytana w wakacje najbardziej ci się podobała?
"Goniąc cienie" Marty Bilewicz, "Nie mów mi co mam robić"- Alice Clayton, "Utrata"-Rachel Van Dyken oraz "Małżeńska pułapka"- Jennifer Probst.

3. Książka, przez którą się popłakałaś?
Jeśli chodzi o emocje i wzruszenie: "Na krawędzi nigdy" J.A. Redmerski, "Pułapka uczuć" Colleen Hoover, "Idealna chemia" Simone Elkeles.
Jeśli jednak mówimy o płaczu ze śmiechu to zdecydowanie czytajcie "Lato koloru wiśni"- Cariny Bartsch :)

4. Jaki masz znak zodiaku? Lubisz go?
Mój znak zodiaku to Skorpion. Czy go lubię? Tak myślę, że tak. Kiedy mam ochotę na przeczytanie horoskopu, czytam go i widzę, że wiele się zgadza i sprawdza. Poza tym cechy charakteru dopasowywane do Skorpiona również często mnie odzwierciedlają ;) Nie jestem aż tak przesądna, czasem fajnie poczytać :)

5. Czytasz same książki z opowiadaniami czy również poradniki itp.?
Czytałam jeden poradnik w życiu ( a to i tak nie do końca) na temat tego jak dbać o oczy. Jestem krótkowidzem i to dlatego :) Ale zdecydowanie preferuję te opowiadające jakąś historię... chociaż ostatnio dostałam wyczekiwaną przeze mnie książkę z opowiadaniami, czyli "Podaruj mi miłość" ^^ Czekam tylko na odpowiednią okazję ;)

6. Bohater książkowy, który Cię najbardziej rozśmieszył?
Emely w połączeniu z Elyasem <3 Obecnie czytam jeszcze "W pół drogi do grobu"- i tam również Cat i Bones powodują, że zrywam boki ze śmiechu :D

7. Jakie miejsce z książki chciałabyś odwiedzić?
Jak już kiedyś wspominałam chciałabym podróżować. Dlatego z wdzięcznością przyjmuję książki zagranicznych autorów z akcją w jakimś klimatycznym miejscu. Na dzień dzisiejszy marzy mi się Berlin i USA.

8. Czekasz na jakąś premierę książki? Jaką?
Hmm obecnie wszystkie książki, na które czekałam najmocniej zostały wydane. Ewentualnie "Ugly love" w przyszłym roku. Sami wiecie, że koniec roku nie jest zbyt obfity w nowe premiery ;) Ale poza tym liczę, że ktoś się zlituje i wyda u nas np.  "Dirty Little Secret"- Jennifer Echols, "Let The Sky Fal"- Shannon Messenger, "Since, you've been gone"- Morgan Matson czy "Sweet" Tammary Webber.

9. Lubisz pisać recenzje? Czujesz satysfakcję z napisania jej?
Gdybym tego nie lubiła robić, to po prostu bym odpuściła sobie bloga :) Kocham to robić. Uwielbiam czytać, uwielbiam pisać o książkach, opowiadać o nich. Nie zawsze czuję satysfakcję z napisanej recenzji, zdarzają mi się lepsze i gorsze dni, ale mimo wszystko nie oddałabym tego :)

10. Książka, która była nudna, ale ją przeczytałaś?
Było takich kilka, ponieważ nawet jak książka mi się nie podoba czytam ją do końca. Jest to pewnego rodzaju upór, niemożność zostawiania niedokończonych tytułów, czas poświęcony autorowi oraz fakt, że dalej może być lepiej. Do takich książek zaliczam m.in , "Piękne istoty"- Garcia & Stohl czy "Sny" Anny Frankowskiej.

11. W jaki sposób wybierasz książki?
Najczęściej wedle tego jaki mam nastrój :) Listy TBR nie do końca się u mnie sprawdzają :)



Druga nominacja przywędrowała do mnie od tommy:


1. Masz do wyboru uratowanie jednego bohatera książkowego przed śmiercią, jakiegokolwiek z jakiejkolwiek powieści. Kto to?
Nie chcę tak na wstępie sypać spoilerami, dlatego powiem jedynie, że uratowałabym kogoś z "Kosogłosa". Kto czytał ten się może domyśla :)

2. Masz możliwość zmiany zakończenia swojej ulubionej książki. Jednego wątku, jakiejś relacji czy ogólnie całokształt tego, jak się skończyło. Korzystasz z takiej szansy czy nie?
Nie, zdecydowanie nie.

3. Najtrudniej było Ci napisać recenzje książki...
Jakiejkolwiek książki, która wzbudziła we mnie gamę emocji pozytywnych, która zmieniła mój pogląd na świat, odmieniła mnie.

4. Najłatwiej pisało Ci się recenzje książki...
Tych, które nie przypadły mi do gustu, albo pozostałam z nią w neutralnych stosunkach.

5. Jesteś reżyserem, scenarzystą i możesz zekranizować jakąkolwiek powieść. Jaką byś wybrał/a i jak mniej więcej, by ona wyglądała? Postarasz się umieścić, jak najwięcej fragmentów czy raczej dodasz tam więcej od Siebie?
Bardzo lubię oglądać lekkie niezobowiązujące filmy, które niosą jednak ze sobą jakąś wartość. Na pewno nie bestsellery, za bardzo bym się bała reakcji tłumu ;) Byłoby to może "Tak wygląda szczęście". Na pewno trzymałabym się książki, chociaż nie wykluczam pomysłów własnych. Zresztą bardzo trudno jest określić "co by było gdyby?" ;)

6. Lepszy film jako ekranizacja czy serial?
Nie oglądałam jeszcze ekranizacji książki jako serialu. Dopiero od niedawna się przekonuję do seriali tak w ogóle, więc wybieram film.

7. Jaką moc byś wybrał/a gdybyś miał taką możliwość (szybkość, niewidzialność, telekineza itd)?
Niewidzialność i telekineza :)

8. Jaką piosenkę nucisz od jakiegoś czasu?
Ed Sheeran- Bloodstream & Jessie Ware- Say you love me

9. Najlepszy soundtrack do filmu to...
Grey. Nie czytałam książek, filmu też nie oglądałam, ale te piosenki są obłędne.

10. Jakie zakończenie dobrej trylogii/serii lub serialu Cię rozczarował?
Mam zaczęte bardzo wiele serii, ale niewiele z nich skończyłam, a te z którymi mi się udało, miały naprawdę fajne, satysfakcjonujące mnie zakończenia.

11. Najpiękniejszy cover to...
Jestem wielką fanką coverów i nie ma mowy, żeby udało mi się wybrać jeden. Moim mistrzem pod tym względem jest Kurt Hugo Schneider, nie mam pojęcia jak on wydłuża sobie dobę. Uwielbiam też siostry Cimorelli, Megan Nicole, Tiffany Alvord, Madilyn Bailey oraz całe Studio Accantus <33








Nominuję:
Ann Wars
Claudia Ann
oraz każdego chętnego ;)

1. Książka/seria, której prawdopodobnie nie czytałam, a możesz mi ją polecić to...
2. Blog, który możesz mi polecić to...
3. Ile stron tygodniowo udaje Ci się przeczytać ?
4. Czy posiadasz swoją listę rzeczy do zrobienia przed śmiercią?
5. Co aktualnie czytasz?
6. Twój sposób na udany poranek?
7. JEDNA książka, której aktualnie pragniesz najbardziej ( niekoniecznie nowość)? 
8. Ulubione ciasto/ciasteczka?
9. Ulubiony tytuł książki?
10. Blog/vlog/osoba/itp która jest dla Ciebie motywacją do działania? A może nie potrzebujesz takiej?
11. Książka, po której nie spodziewałaś się wiele, ale mimo wszystko mocno cię zauroczyła?




Kochani ! Lojalnie informuję, że jeśli nie ma mnie na blogu to pojawiam się na INSTAGRAMIE. Znajdziecie tam najnowsze wieści, książki, które do mnie przybyły, i te które aktualnie czytam. Facebooka niestety odpuszczam sobie na jakiś czas. Może pamiętacie jak pisałam, że mam problemy z zalogowaniem się na moją stronę? Otóż one są od kilku miesięcy i nie chcą zniknąć. Dlatego FB chwilowo zawieszam, instagram nadal działa :)
PS Zdjęcia znalezione gdzieś w internetach ;)
Czytaj dalej

Agnieszka Lingas- Łoniewska- "W szpilkach od Manolo"


Oryginalny tytuł: W szpilkach od Manolo
Rok polskiego wydania: 2013
Wydawnictwo: Novae Res
Ocena: 6/10

  Liliana jest trzydziestokilkuletnią kobietą sukcesu. Pracuje w prestiżowej firmie, ma kochających rodziców, własne mieszkanie i marzenie posiadania faceta. Jednak nie wszystko jest takie kolorowe jak by się mogło wydawać. Praca tłamsi kobietę, mama nieprzerwanie narzeka na brak zięcia, a dodatkowo Liliana zaczyna dostawać tajemnicze wiadomości. Na szczęście jest Michał- tajemniczy facet, na którego dosłownie wpada Liliana i który odegra w historii dość znaczącą rolę. 

  Nie jest tajemnicą, że jestem zagorzałą romansoholiczką. Przeczytałam naprawdę masę tytułów z tego gatunku i mam mocno wybredny gust. Z początkiem tego roku powzięłam postanowienie, żeby czytać więcej polskiej twórczości. A Pani Agnieszka każdorazowo zachwyca mnie pomysłem na fabułę, bo chociaż banalny i oklepany, ma w sobie zalążek czegoś fajnego, który ma prawo mi się podobać. Jednak po dość kiczowatym "Brudnym świecie" mój zapał nieco ostygł. Czy "W szpilkach od Manolo" kazało się warte mojej uwagi?

  Niestety nie. Jestem wielce niepocieszona faktem, że ostatnio natrafiam na same przeciętne książki. Marzy mi się przeczytać coś fascynującego, zapadającego w pamięć, wzruszającego czy szokującego. Niestety nie dziś. Chociaż "W szpilkach od Manolo" okazało się ciut lepszą pozycją niż "Brudny świat" to według mnie wciąż dużo tej książce brakuje.

  Przede wszystkim drażniła mnie prędkość z jaką fabuła się toczyła. A właściwie leciała. Opowieść ma tylko 233 strony więc zdaję sobie sprawę z tego, że trudno na takiej ilości coś zdziałać, ale można było pominąć niektóre nieistotne sceny, a w zamian lekko spowolnić akcję. Albo po prostu poszerzyć książkę o kilkanaście stron.

  Bohaterowie są dość przewidywalni, nietrudno było mi odkryć tajemnicę Michała czy marzenia Liliany. Są momentami jak dzieci- albo kapryśne, albo marudne, albo bardzo wesołe. Nie mają zbytnio rozbudowanej osobowości- wszystko mamy jasno opisane, Możecie teraz powiedzieć: przecież to romans, po co zgłębiać psychikę bohaterów? Otóż dlatego, że tak jak wspominałam mam bardzo wybredny gust i wiele czynników wpływa na to jak podoba mi się dana książka. W przypadku tej są to dość fajne dialogi, miłość do kotów i książek czy muzyka, która jest chyba znakiem rozpoznawczym autorki.  Ale bohaterowie niestety lekko kuleją.

  Zawiodłam się również na wątku kryminalnym, który miał być jakiś ekstra, a tak naprawdę miałam wrażenie, że nie było go wcale. Jakieś takie pogaduszki i podejrzenia były, ale nic fascynującego. A potem, pod koniec nagle nadeszło oprzytomnienie i ta strona ruszyła z kopyta. Także jeśli nastawiacie się na sensację, to jej tutaj nie znajdziecie

  Jednak ile minusów bym nie wymieniła, i jak narzekała na pisanie pod publikę, to widzę, że autorka świetnie bawiła się podczas pisania tej powieści. Czuć to w każdym zdaniu, taką pasję, choć może nie oszlifowaną, to jednak czystą. Dużo dowcipu, fajnej muzyki i dobre opisy fabuły sprawiają, że bardzo chętnie poznam inne powieści autorki. Może już nie podejdę do nich z entuzjazmem i minie jednak trochę czasu, jednak jak nadarzy się okazja- czemu nie? Nastawcie się na taki romans "na raz", a będziecie w miarę zadowoleni.

Inne powieści autorki opisane na blogu:
 | brudny świat |


Czytaj dalej

Brittainy C. Cherry- "Kochając Pana Danielsa"


Oryginalny tytuł: Loving Mr. Daniels
Rok polskiego wydania: 2015
Wydawnictwo: Filia
Ocena: 8/10

  "Kochając Pana Danielsa" było dla mnie jedną wielką niespodzianką. Dowiedziałam się o niej przez goodreads bodajże i od tej pory pozostawałam pod urokiem tajemniczego opisu i cudnej okładki. W życiu przez myśl by mi nie przeszło, że którekolwiek polskie Wydawnictwo skusi się na wydanie tej książki. Nie dlatego, że może być głupia, a dlatego, że nie była dość popularna. Przynajmniej w moim odczuciu. Dlatego kiedy dotarł do mnie news o wydaniu i to nie przez byle jakie Wydawnictwo, a jedno z mich ulubionych- była szczęśliwsza niż kiedykolwiek.

"...w życiu najlepsze rzeczy wcale nie przychodzą lekko. Zdobywanie ich jest trudne, bolesne, gorzkie. I sprawia, że osiągnięcie celu ma o wiele słodszy smak."

  Nie bardzo wiem jak streścić Wam fabułę tej książki, nie zdradzając zbyt dużo. Opowiada ona o miłości, stracie, poświęceniu. O Szekspirze i muzyce. O nauczaniu i uczeniu się. O ciężkich wyborach, akceptacji i jej braku. O szczęściu, smutku i współczuciu. Ta książka to gama przeróżnych emocji i uczuć, która ma za zadanie nie pozwolić Ci wyjść z jej świata, dopóki nie skończysz czytania. Mnoży ona wiele pytań o przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Przynajmniej w założeniu.

  Tak jak pisałam, nie wiedziałam czego spodziewać się po tej książce. Że będzie romans, to czułam. Sam tytuł mi to wskazywał. Ale Filia nie wydałaby czegoś co nie ujmuje i nie chwyta za serce, więc nastawiałam się na coś więcej. Można powiedzieć, że dostałam to czego oczekiwałam... z jednym małym wyjątkiem.

"Poszukiwać czegoś, jednak nie być wystarczająco bystrym, by to znaleźć."

  Brittainy C. Cherry pisze w sposób bardzo zajmujący i ciekawy, co sprawia, że książkę pochłonęłam bardzo szybko i z wielką przyjemnością. Zabawne dialogi, śmieszne sytuacje- to wszystko wpływa na tak pozytywny odbiór przez czytelników. Zabrakło mi jednak emocji, bo to na nie nastawiłam się najbardziej. Owszem są tkliwe zdania i smutne doświadczenia, jednak napisane w taki sposób, że było mi jedynie przykro, a liczyłam na wielki wyciskacz łez.

  Nawiązania do Szekspira to bardzo dobre rozwiązanie, jednoznacznie kojarzy się czytelnikowi z jedną konkretną książką. Lubię takie zabiegi, to coś co mnie jeszcze bardzie wiąże z autorką. Jednak musicie mi to wybaczyć... ale nie lubię Szekspira. Zupełnie nie trafia do mnie jego twórczość ( nie żebym była znawczynią, ale jednak ), nie rozumiem jego fenomenu i cóż-popularności. I dlatego kompletnie nie zachwyciły mnie też nawiązania to tegoż autora.

"Jesteś powodem, dla którego warto wierzyć w jutro.
Jesteś głosem, który płoszy cienie.
Jesteś miłością, dzięki której oddycham."

  Jeszcze jednym minusem, do którego mogłabym się przyczepić był Daniel. A właściwie jego prawie idealność. Z jednej strony wydawał się spoko gościem, rozluźniony, sympatyczny, momentami wredny. Jednak w moich oczach te cechy całkowicie przyćmiła nijakość. W porównaniu z wieloma innymi bohaterami książkowymi, wypada blado.

  Jednak to powieść o wielu dnach- mamy tutaj miłość między dwójką ludzi, miłość rodzicielską, siostrzaną. Brak akceptacji dla niektórych wartości, zaślepienie i ... śmierć. Tak tak, ona też zbierze tutaj zwoje żniwa, chociaż nie do końca w taki sposób, w jaki oczekiwałam.

"Kocham cię powoli. Kocham cię głęboko. Kocham cię szeptem. Kocham cię zapamiętale. Kocham cię bezwarunkowo. Kocham cię czule i ostro, wolno i szybko. Poza czasem i na zawsze. Kocham cię, ponieważ po to się urodziłem."

  Za wydanie powieści, Wydawnictwu należą się wielkie brawa bo to cud, miód, malina. Jeśli macie własny egzemplarz zauważycie, że przednia i tylna okładka oznaczone są takim wielkim D ( specjalnie dla mnie !), który zobaczyć można pod odpowiednim kątem. Sama nie byłam wcześniej świadoma tego faktu, więc sami widzicie, że szczegóły robią robotę ;) Poza tym czcionka, tajemnicze opisy, kolory- nie da się nie kochać tej okładki.

  "Kochając Pana Danielsa" to bardzo fajna powieść o wielu wartościach.  Nie nastawiajcie się na zbyt dużo, a będziecie pozytywnie zaskoczeni. Na koniec przedstawiam wam wierszyk, który przy przypływie weny sama ułożyłam na jeden z konkursów. Książki co prawda nie zdobyłam, ale on podoba mi się do dziś :)

Po raz pierwszy na goodread'sie cię ujrzałam
I okładkę pokochałam
Więc zerknęłam w tył na blurb
Myślę sobie "będziesz mój" !
Wtem mój zapał nagle zmalał
Bo  u nas w Polsce nikt nie zaszalał
Pana Danielsa nie przetłumaczył
I w moich oczach wiele stracił
Nie wiadomo na kogo się złościć
I o tłumaczenie kogo tu prosić
Bo to przecież niczyja wina
Że w naszym kraju nieznany chłopina
Kiedy nadzieję już straciłam
I wiele łez z oczu wypuściłam
Szczęście się do mnie uśmiechnęło
W postaci posta na Facebooku przyfrunęło
Wydawnictwo Filia informuje
Że jeszcze w tym roku upragnioną książkę wypromuje
Radość wielka i ogromna
Choć to tylko książka skromna
I okładka niezmieniona
Tylko w troszkę innych kolorach
Premiera na czerwiec zapowiedziana
Chyba ją kupię z samego rana!

Ostatnie cztery wersy były typowo konkursowe, więc na ten moment się ich pozbyłam ;)


Czytaj dalej

WYNIKI KONKURSU URODZINOWEGO

Okej, bardzo ciężko było mi się spiąć i znaleźć czas na przejrzenie konkursowych wypowiedzi. Znajdowałam sobie wymówki, bo to jeszcze czas. Ale sama wiem ile radości sprawia ujrzenie swojego nicku jako zwycięzcy i to zostało moją motywacją.

Zgłoszeń było mniej niż się spodziewałam ( ale i tak dużo <3), a wszystkie były z serca, a to w sumie liczy się najbardziej. Miałam ciężki orzech do zgryzienia, dlatego następny konkurs jaki się tutaj pojawi, to będzie zwykłe losowanie :D

Nie przedłużając, urodzinowy konkurs wygrywa:




LIMONETTE


która wybrała dla siebie książkę "Szeptem" :)
Napisałaś piękny i długi wiersz, za który bardzo dziękuję ! :) Książkę wyślę do Ciebie do końca listopada, wybacz za taką zwłokę, ale mam teraz dość gorący okres. Priorytety :)
Zaraz napiszę do Ciebie maila, czekam na adres 7 dni.

Nie mogłam pogodzić się jednak z tym, że nagrodzę tylko jedną osobę, kiedy podobała mi się więcej niż jedna praca. Dlatego znalazłam rozwiązanie. Pięć osób, które również mnie ujęły za serce, dostaną ode mnie dodatkowy los, w następnym konkursie-losowaniu, które zorganizuję już za niedługo ( o ile oczywiście będą chcieli wziąć udział :)). Są to:

  • Tetiana xd
  • Ania K
  • Patrycja Waniek
  • Edyta Chmura
  • Gosche



Dziękuję Wam wszystkim za udział, gratuluję Limonette i zapraszam do kolejnego konkursu, który ogłoszę już niebawem :)
Czytaj dalej

Zapowiedzi- listopad 2015 #17

Z kilkudniowym poślizgiem, przedstawiam Wam subiektywny przegląd nowości książkowych, które mnie zaciekawiły. Zapraszam :)


Na pierwszym miejscu oczekiwania, bezapelacyjnie stoi "Podaruj mi miłość", czyli zbiór 12 świątecznych opowiadań. Już gdy usłyszałam o tej książce, bardzo chciałam ją poznać, ale teraz, kiedy na FP Wydawnictwa Otwarte, zobaczyłam okładkę i wnętrze, jestem zakochana. Widzieliście to? ♥ W przypadku "Księgi wyznań Dasha i Lily" sytuacja ma się podobnie, też świątecznie, śliczna okładka, niesamowita fabuła. Jeszcze tylko dobre wykonanie i będę szczęśliwa. "Piękny gracz" to trzecia część serii, ale po rewelacyjnych wrażeniach z jedynki, jestem pewna, że będzie zabawnie ;)
"Carrie Pilby. Nieznośnie genialna", czy najprawdopodobniej lekko schematyczna powieść, która mimo wszystko do mnie przemawia. :) Michelle Falkoff podobno świetnie pisze, o czym przekonałam się podczas czytania waszych recenzji, poza tym pomysł na fabuł ę zasługuje na plus, a fakt, że jest tam muzyka- nawet na dwa ;) I ostatnia książka w moim zestawieniu, czyli "Początek mnie i Ciebie" z tragiczną okładką od Wydawnictwa Amber. Co prawda nie najgorszą z kolekcji, ale zdecydowanie nie najlepszą. Jednak czego się nie robi dla fajnej treści? :)

Teraz tylko potrzebuję nie tyle pieniędzy, a czasu by to wszystko przeczytać, bo to jego brak  jest głównym winowajcą tego, że jest mnie w blogosferze mniej, no i mniej czytam. Aktualnie na tapecie jest "Lalka" Bolesława Prusa. Jestem na 30 stronie i nie chcę zapeszać, ale jak na razie czyta się nawet fajnie :)
Tradycyjnie- dajcie znać na co Wy czekacie. A może nie ma tego na mojej liście? :)

Czytaj dalej

Podsumowanie miesiąca- październik 2015

  Październik w moim wykonaniu miał być hiper-ekstra-super miesiącem, wiecie takim najwspanialszym w roku. Skończyło się na tym, że okazał się fajny, ale bez fajerwerków.

  Po pierwsze dosłownie pięć dni przed Targami Książki w Krakowie ( mam na myśli sobotę) okazało się, że niestety się na nich nie pojawię. Nie będę rozwodzić się nad powodem, co było, a nie jest nie pisze się w rejestr czyż nie? Ale było mi niesamowicie smutno z tego powodu, a jak widziałam te wszystkie zdjęcia to już w ogóle osiągnęłam apogeum. Było mi też przykro, ponieważ przepadła mi akredytacja, spotkanie z Oliwią ( kiedyś się zobaczymy, obiecuję ! ) oraz masa świetnych spotkań i zakładek. Już nie mówiąc o książkach. I o tym, że od dobrych kilku miesięcy mówiłam na prawo i lewo, że będę. I czuję się z tym źle. Ale mam nadzieję, że pojawię się w przyszłym roku, tym razem nie będę nic mówić wcześniej, żeby czasem nie zapeszyć ;)

  Z weselszych zdarzeń dotarł do mnie mój urodzinowy prezent od siebie dla siebie, czyli Epik Box, a na jego temat już pisałam. Ponadto byłam w Bieszczadach i jestem na etapie zastanawiania się czy jeszcze kiedyś tam pojadę :D  Wkręciłam się w robienie zakładek, a jeszcze bardziej ich kolekcjonowanie. Jak wiecie, bądź nie, nigdy specjalnie nie przywiązywałam wielkiej wagi do tego gadżetu, mogłam mieć bilet, paragon czy metkę od ubrań. Teraz mam obsesję na punkcie zakładek :)

  Jednak pomimo tych wszystkich radosnych zdarzeń, październik to dla mnie istna katorga. Praktycznie przez cały miesiąc chodzę nerwowa, nie potrafię się wyspać, a tydzień szkolny to dla mnie za dużo. Jestem pod presją by w tym roku zdać prawo jazdy, mam już ustaloną datę testów, ale boję się, że nie zdam. Prawie każde popołudnie spędzam przed zeszytem, by jakoś uczciwie zakończyć ten semestr, który w tym roku jest wyjątkowo krótki ( tylko do świąt !), ponadto w styczniu czeka mnie mój egzamin zawodowy, więc siłą rzeczy na tym polu również się denerwuję. Przez to właśnie w październiku nie miałam zbyt wiele czasu na czytanie i pisanie, liczba postów się zmniejszyła i przeczytanych tytułów również. Od miesięcy nie przeczytałam tylko 5 książek w miesiącu i wiecie co? Wcale nie czuję się z tym źle.


Książki:



  • "Oddam Ci słońce"- Jandy Nelson   (372 str.)
  • "Zima koloru turkusu"- Carina Bartsch   (452 str.)
  • "Wyspa Trzech Sióstr"- Nora Roberts   (247 str.)
  • "Morze spokoju"- Katja Millay  (454 str.)
  • "W szpilkach od Manolo"- Agnieszka Lingas-Łoniewska   (233 str.)
Razem stron: 1570
Dziennie około: 51 stron


Filmy:
-Ania z Zielonego Wzgórza
-Ania z Zielonego Wzgórza: Dalsze losy
-Shrek

Dwa pierwsze filmy zobaczyłam na samym początku miesiąca, ale biorąc pod uwagę, że razem to bite sześć godzin... to sami wiecie :D Shrek to klasyka, a ja uwielbiam tę bajkę, TVN nigdy nie zawodzi :)

Seriale:
Co dziwne, wreszcie nareszcie ruszyłam z oglądaniem Teen Wolfa. Na dzień dzisiejszy jestem w połowie drugiego sezonu i jestem mega podekscytowana. Moją miłością obdarzam Dereka, Stilesa, Lydię oraz Chrisa. No po prostu obłędnie.

Inne:
Podsumowanie września
Październikowe zapowiedzi
Stosik
Liebster Blog Award
EPIK BOX
10 zagranicznych książek, o których wydaniu marzę- tutaj naprawdę polecam zajrzeć ;)

Wyzwania:
Wyzwanie biblioteczne- w październiku dwie przeczytane książki pochodziły z biblioteki.
Wyzwanie Kiedyś przeczytam- "Wyspa Trzech Sióstr" już za mną. Jeszcze tylko 3 i koniec :)
10 książek na 10 miesięcy roku szkolnego- drugi miesiąc wyzwania, dwie książki za mną :)

Plany:
Moje TBR na listopad prezentuje się tak: "Lato w Nebrasce" od Nele Neuhaus, coś ze stosiku Kiedyś przeczytam, "Lalka" i dokończenie "Buszującego w zbożu". Nic ambitnego, ale jak na moją dobę to i tak dużo :)

Zajrzyjcie:
40 sposobów na gorsze życie- na przekór życiu.
Lekcje, które wyniesiesz z kryzysu- idealne.
Jaką książkę wydano w roku, w którym się urodziłeś?- Ha ! Czuję jakąś presję na przeczytanie HP ;)
Wymianka pod patronatem Świętego Mikołaja- do dzisiaj zapisy. Piszecie list do świętego Mikołaja?  ;)
Wyprzedaże u Tirindeth i FunVirtualnaJa- pomóżmy dziewczynom ;)

Miałam dzisiaj podać wyniku konkursu, ale niestety nie mam teraz głowy do tych rzeczy, więc pojawią się w przyszłym tygodniu.



Czytaj dalej