Nora Roberts- "Wyspa Trzech Sióstr"


Oryginalny tytuł: Dance upon the air
Rok polskiego wydania: 2012
Wydawnictwo: G+J
Seria: Trzy Siostry #1
Ocena: 6/10

  Żeby zrozumieć historię Wyspy Trzech Sióstr, musisz cofnąć się w czasie i poznać pewną legendę. Legendę, która głosi, że trzysta lat temu, trzy prześladowane czarownice w obawie przed zdemaskowaniem stworzyły wyspę. Bezpieczne schronienie, wolne od trosk i lęków. Teraz ten ląd nazywany jest Wyspą Trzech Sióstr. A historia lubi się powtarzać.

  Nell Channing przybywa na Wyspę Trzech Sióstr, aby uciec przed apodyktycznym mężem, który stosuje wobec niej przemoc. Przeżyła wiele strasznych chwil, teraz jednak jest gotowa przestać uciekać i stworzyć sobie dom. Wykorzystuje to, że umie rewelacyjnie gotować , zakłada małą firmę poznaje nowych przyjaciół, spotyka miłość... oraz dowiaduje się, że jest czarownicą.

  Nora Roberts jest jedną z moich ulubionych autorek romansów. Czytam ją od dobrych kilku lat, wiadomo ma lepsze i gorsze twory, zawsze jednak udaje jej się wybrnąć. Nigdy nie potrafię jednoznacznie określi, czy bardziej lubię kryminały, romanse czy może fantastykę w jej wydaniu. Może najlepiej zlepkę kilku naraz. Faktem jednak jest, że dwie powieści wstecz od Nory, które czytałam były niedopracowane. Nie myślałam nad tym długo, bo przecież każdemu autorowi wychodzi czasem coś gorszego, może to po prostu był mój pech. Jednak kiedy "Wyspa Trzech Sióstr" również okazała się małym niewypałem, zaczęłam zadawać sobie pytanie "Kiedy to się popsuło?".

  Nell jako bohaterka jest mdła, nijaka i bardzo przesłodzona. Wiele wycierpiała, i chyba tylko to ją usprawiedliwia. Przybywa na wyspę nie mając pieniędzy, ani znajomych, zdobywa pracę i wychodzi na prostą. Tutaj mnie zdobyła, ponieważ zawsze podziwiam ludzi, którzy wbrew trudnej życiowej sytuacji sobie radzą. Ale idąc krok dalej- jej odwaga i upór wydawały mi się przerysowane, a ślepa wiara Mii po prostu komiczna. Wyobraź sobie, że jedziesz do kompletnie obcego miejsca, bez grosza przy duszy, jakoś tam dajesz sobie radę i ktoś nagle oznajmia Ci że jesteś czarownicą. A ty jakby nigdy nic, wierzysz tej osobie, nie okazujesz ani grama sceptycyzmu czy wątpliwości. No bez kitu.

Dialogi są bardzo niedopracowane, nie wiem czy to wina tłumacza czy samej autorki, ale widać w nich bardziej dziecięcą niż dorosłą mowę. Czasem widziałam prześwity jakiejś lepszej strony pisarskiej, lepszego warsztatu i to dało mi nadzieję, że będzie lepiej. Niestety moja radość każdorazowo szybko się skończyła, aż zaczęłam wierzyć, że będzie tak do końca książki. I było.

  Romans między miasteczkowym szeryfem- Zackiem, a Nell wypadł nawet nie najgorzej, chociaż odniosłam wrażenie, że wszystko potoczyło się za szybko. Tak jakby autorka miała zarys książki, zaczęła go rozpisywać, ale przez niecierpliwość wiele popsuła, co wyszło oczywiście na niekorzyść książki.

  Bohaterowie nie zapadają jakoś szczególnie w pamięć, tylko Nell momentami mnie irytowała, a reszta była mi naprawdę obojętna. W zasadzie Ripley wyłamała się ze schematu, miała charakterek i chociażby tylko dla niej przeczytam kolejną część.

  Jestem starsza ( prawda), mądrzejsza ( mogę polemizować) oraz bogatsza w przeczytane treści ( stuprocentowo TAK!). Wiem, kiedy książka mi się nie podoba i potrafię wytknąć jej wady. Wszak nie ma książek idealnych ( chociaż te zbliżone do ideału- owszem). A "Wyspa Trzech Sióstr" mnie zawiodła. Zwątpiłam, czy Nora dalej pisze tak dobrze, czy może tylko ja trafiam na te gorsze tytuły, albo w nieodpowiednim czasie.  Faktem jest, że historia Nell mnie nie wciągnęła, odliczałam ile stron zostało mi do końca. I chociaż koncepcja była fajna, to jednak trochę patetyczna. Nie żałuję czasu spędzonego przy tej książce ( chociaż pewnie powinnam, bo ostatnio ten jest na wagę złota), bo przynajmniej wiem na czym stoję. Żałuję jedynie, że się pospieszyłam i zakupiłam od razu całą trylogię z myślą, że przecież to na pewno będzie dobre, lepiej mieć już na półce. A tak naprawdę wolałabym wypożyczyć z biblioteki, a za zaoszczędzone pieniądze kupić coś lepszego. Chociaż może Nora dopiero musi się rozkręcić i dalsze części będą bardziej intrygujące?

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Kiedyś przeczytam
Czytaj dalej

Rachel Van Dyken- "Toxic"



Oryginalny tytuł: Toxic
Rok polskiego wydania: 2015
Wydawnictwo: Feeria Young
Seria: Zatraceni #2
Ocena: 6/10

  Na tegorocznych wakacjach miałam wielką przyjemność zapoznać się z "Utratą" Rachel Van Dyken, która stała się wylęgarnią cudownych cytatów i niosła ważną treść. Nie wspominając o tym, jak długo czekałam na polskie tłumaczenie. Kiedy na rynku pojawiła się druga część serii Zatraceni byłam więcej niż zadowolona. Poza tym tyle osób pisało, że przebija swoją poprzedniczkę, więc siłą rzeczy chciałam wiedzieć co tym razem przyszykowała dla mnie autorka.

  Gabe Hyde ma trudną i bolesną przeszłość, o której najchętniej by zapomniał. Tajemnica goni tajemnicę, a żadna rana jeszcze się nie zabliźniła. Ukrywa siebie samego i trudno mu przestać.
Saylor nie lubi Gabe'a. Jest irytujący, bezczelny...a przy tym totalnie ją intryguje. Kiedy raz po raz natykają się na siebie w domu opieki, prawda może wyjść na jaw, a do tego bardzo nie chce dopuścić Gabe. Jaką tajemnicę skrywa chłopak? Ile będzie w stanie poświęcić by ochronić bliskich?

"Może nie perfekcja życia, a jego chaos sprawia, że rzeczy nabierają znaczenia?"

  Dużo mogę powiedzieć na temat tej książki, ale na pewno nie to, że jest wybitna i lepsza od "Utraty". Fani niech mi wybaczą, wiem jak to jest gdy ktoś krytykuje coś co lubicie. Na pocieszenie muszę dodać, że nie jestem negatywnie nastawiona do tej książki. Absolutnie. Podobała mi się, ale nastawiłam się na coś szokującego, wiecie takiego super, a dostałam dobrą lekturę, ale nic ponadto.

  Gabe jak bohater drugoplanowy wypada świetnie. W pierwszym tomie nie mogłam się już doczekać, aż przeczytam calusieńką książkę na jego temat. Lekko mroczny, z tatuażami, ale jednocześnie bezgranicznie kochający. Kiedy wreszcie spełniłam swoją zachciankę i kupiłam "Toxic", zaczęłam się zastanawiać co się u licha stało. Co się stało z tym Gabe'em, którego darzyłam tak ogromną sympatią. Szast, prast i wyparował. Na jego miejsce wskoczył co prawda mroczny, ale lekko irytujący bohater płci męskiej, który niestety nie skradł mojego serca.
Saylor z kolei to nowa bohaterka, poznajemy ją kiedy wpada na Gabe'a. Jest niby silna, niby odważna, ale odniosłam wrażenie, że gdy przyjdzie co do czego, to wolałaby się schować i nie wychodzić. I całą odwagę szlag trafił. Przeskakujemy kilka spotkań, na kilku z nich oboje odwiedzają dom opieki. Czego tych dwoje może tam szukać? Otóż na to pytanie musicie sami poznać odpowiedź.

"Rozmowa z Gabe'em była jak oglądanie disneyowskiego filmu i nieśpiewanie pod nosem motywu przewodniego. 
Niemożliwa."

  Jeśli chodzi o tę tajemnicę, intrygę, to Rachel pozostawiła mnie w stanie kompletnego oszołomienia. Nie spodziewałam się czegoś takiego, nie byłam nastawiona na ten istny rollercoaster wydarzeń. Dostałam wielką dawkę szoku... ale na tym polu również miałam wrażenie, że jest to mocno naciągane.

  Niewątpliwym plusem tej powieści jest fakt, że zarówno Saylor jak i Gabe grają na pianinie. A ja uwielbiam facetów grających na tym instrumencie. Po prostu się rozpływam. To znaczy uwielbiam instrument sam w sobie, ale kombinacja faceta z pianinem? Powalające. W ogóle muzyka jest tutaj jednym z bardziej istotnych filarów opowieści, także Rachel u mnie punktuje. Rzecz w tym, że mimo, że jest to ważny wątek, to jednak potraktowany po macoszemu. Uważam, że autorka mogła to wszystko bardziej rozbudować, wzbogacić książkę o nazwy jakiś utworów muzycznych, cokolwiek.

"Bo w obliczu śmierci każdy powinien chcieć żyć. Każddy przy zdrowych zmysłach wybrałby życie."

  "Utrata" niesamowicie mną wstrząsnęła i do samego końca nie wiedziałam jak się rozstrzygnie. "Toxic' natomiast w moim mniemaniu wypada słabiej, o wiele bardziej przewidywalnie i sztuczno. Miło poznawało mi się losy bohaterów, fajnie było wrócić do tych już znanych, ale tym razem obyło się bez emocji i wzruszeń. Jestem teraz też w takiej sytuacji, że trochę boję się sięgać po "Wstyd", żeby nie zepsuć sobie wrażenia o serii.

PS Czy tylko mi blogger szwankuje i za nic nie chce dodawać zdjęć do postów?
Czytaj dalej

10 zagranicznych książek, o których wydaniu marzę

  W tym roku Wydawnictwa chyba czytają w moich myślach i wydają książki, które bardzo chciałabym przeczytać. Przykład? "Kochając Pana Danielsa" od Wydawnictwa Filia. Okładka, tajemniczy opis i autorka złapała mnie w swoje sidła. Wierzcie mi- byłam najszczęśliwszą osobą w całej Polsce jak się dowiedziałam o wydaniu ;) Dlatego idąc krok dalej tworzę własną listę 10 tytułów, które pragnę ujrzeć u nas. Może jakieś Wydawnictwo to zobaczy i zdecyduje się na tłumaczenie ? :D Znajdziecie tutaj praktycznie same NA i temu podobne, ale szykuje się jeszcze co najmniej jeden post, więc zobaczymy co tam się znajdzie. Problem w tym, że na drugie podejście poczekacie jeszcze trochę czasu, gdyż ta tworzyła się prawie dwa miesiące, nie chciałam niczego przyspieszać, tylko działać w zgodzie ze swoją intuicją :)

Lojalnie uprzedzam, że o premierze każdej z tych książek nic mi nie wiadomo, to nie są zapowiedzi.





1. "My Life Next Door"- Huntley Futzpatrick
O czym to jest? O dziewczynie, która podgląda sąsiadującą z nią rodzinę i zakochuje się w jednym jej osobniku.
Szanse na wydanie? Raczej niewielkie. Założę się, że mało kto z Was słyszał o tej książce, co już mówi samo za siebie.
Jakie wydawnictwo widzę w tej roli? FILIA. Wnioskuję to po samej okładce, ponieważ bardzo mi się podoba, a Filia ma tylko ładne okładki i wyjątkowe fabuły ;) Już kilka razy nieświadomie spełnili moje marzenia, więc może tym razem też? ;)



2. "Pushing the Limits"- Katie McGarry
O czym to jest? Echo nie pamięta pewnych wydarzeń z feralnej nocy, które zmieniły ją z popularnej dziewczyny na szkolną outsiderkę. Czy Noah jest w stanie jej pomóc?
Szanse na wydanie? Hmm, myślę, że nawet dość duże. Jest to jako tako znana autorka i książka, którą nawet czytałam i polecam, jednak brakuje mi polskiego przekładu.
Jakie wydawnictwo widzę w tej roli? Amber. Wiem, wiem co sobie teraz myślicie. Ale nie sądzę, by umieli zepsuć tę okładkę, nawet jakby wzięli oryginalną :D



3. "Archer's Voice"- Mia Sheridan
O czym to jest? O dziewczynie, która walczy z tragiczną przeszłością i poznaje chłopaka, który w żaden sposób nie chce się odezwać.
Szanse na wydanie? Spore. Jest teraz szał na nietuzinkowe historie z wątkiem romantycznym, a coś czuję, że ta taka jest.
Jakie wydawnictwo widzę w tej roli? Bukowy Las i jego nową serię Myślnik.



4. "Cinder & Ella"- Kelly Oram
O czym to jest? Sławny nastolatek, czatujący z nieznajomą dziewczyną. Jego nick to Cinder, a jej imię to Ella ;)
Szanse na wydanie? Nawiązań do Kopciuszka było mnóstwo, a pomysł czatowania za sławną osobą pojawił się już w "Tak wygląda szczęście", więc obstawiam, że raczej małe.
Jakie wydawnictwo widzę w tej roli? Kompletnie nie wiem dlaczego, ale kiedy myślę o tej książce, to myślę o Insignis.


5. "The Distance Between Us"- Kasie West
O czym to jest? Przystojny, bogaty chłopak namiesza w głowie, biednej, nieufnej dziewczynie. Jak to się rozwinie?
Szanse na wydanie? Małe, bardzo małe. Śliczna okładka nie zapewni wydania, a w tym przypadku to szkoda. Przyznać się: słyszał ktoś z Was kiedykolwiek o tej książce? No właśnie.
Jakie wydawnictwo widzę w tej roli? Zysk i S-ka. Nieodwołalnie.



6. "Let The Sky Fall"- Shannon Messenger
O czym to jest? O dziewczynie, która ma władzę nad wiatrem i umie odczytywać jego język. Spokojnie- miłość też tam się pojawia :)
Szanse na wydanie? Myślę, że wysokie, ponieważ jest to dość oryginalna fabuła.
Jakie wydawnictwo widzę w tej roli? FILIA ! Zdecydowanie :)



7. "More Than This"- Jay McLean
O czym to jest? W ciągu jednej nocy idealne życie Mikayli kompletnie się zmienia. Tragedia, która wywraca wszystko do góry nogami, jednak przynosi ze sobą coś pozytywnego...
Szanse na wydanie? Znikome. Czytałam same pozytywne recenzje, ale to jeszcze nie gwarantuje tłumaczenia, niestety.
Jakie wydawnictwo widzę w tej roli? Pascal. Po prostu idealnie mi tutaj pasuje ;)



8. "Real"- Katy Evans
O czym to jest? Historia boksera, który musi współpracować z pewną kobietą. Oboje doświadczeni przez życie, pragnący siebie nawzajem.
Szanse na wydanie? W dość odległej przyszłości myślę, że dość duże.
Jakie wydawnictwo widzę w tej roli? Nowe Wydawnictwo na polskim rynku, mianowicie Wydawnictwo Kobiece :)


9. "Since You've Been Gone"- Morgan Matson
O czym to jest? Nie bojąca się życia Sloane, zostawia swojej najlepszej przyjaciółce Emily, listę zadań do wykonania, żeby to lato było godne zapamiętania.
Szanse na wydanie? Prawie stuprocentowe. Na polski zostały przetłumaczone dwa tytuły od tej autorki, nie sądzę, aby Wydawnictwo nagle zaprzestało.
Jakie wydawnictwo widzę w tej roli? Logicznym dla mnie jest, że skoro dwie poprzednie wydał Jaguar, to ta też się tam pokaże :)



10. "The Consequence of Loving Colton"- Rachel Van Dyken
O czym to jest? O konsekwencjach kochania Coltona :P I znając Rachel, do tego dorzuci coś szokującego, a wszystko napisze w mocno emocjonalny sposób.
Szanse na wydanie? Wysokie. Rachel jest u nas bardzo popularna, jednak napisała tyle książek, że nie wiadomo, którą z nich najszybciej wydadzą po serii Zatraceni ;)
Jakie wydawnictwo widzę w tej roli? Oczywiście Feerię Young :)

Te malutkie opisy są tłumaczone przeze mnie, więc bardzo prawdopodobne jest, że mogłam coś pokręcić, dlatego podaję odnośnik do Goodreads, :) Tym bardziej, że niektóre z nich brałam lekko na skróty, więc i Wam tak radzę. :) Nie pytajcie też na jakiej podstawie dopasowywałam wydawnictwa. Po prostu to czuję :D Może akurat coś się sprawdzi :)

A może Wy posiadacie jakieś newsy, których nie posiadam ja i wiecie coś na temat wydania którejkolwiek z tych powieści? :)

Jednak, żeby było fajniej i ciekawiej, również Was zachęcam do stworzenia takiej listy. Pokażcie co chcielibyście, żeby wydali, co Was interesuje. Tu w komentarzach, czy w osobnym poście na blogu. Dajcie mi potem znać, moja lista w żadnym wypadku nie jest zamknięta, a nuż mnie coś zainteresuje ;) Szczególną nominację kieruję do wszystkich blogerek o imieniu Dominika :) Wiem, że trochę Was jest, więc jeśli to czytacie to czujcie się przeze mnie zachęcone do zrobienia tego zestawienia :)
Wierzę, że macie takie tytuły !

Zajrzyjcie też do Gosche, która wyprzedziła mnie o raptem dwa tygodnie z publikacją takiej listy :)

Wszystkie zdjęcia pochodzą z goodreads.com
Czytaj dalej

Jandy Nelson- "Oddam Ci słońce"


Oryginalny tytuł: I'll Give You The Sun
Rok polskiego wydania: 2015
Wydawnictwo: Otwarte/Moondrive
Ocena: 8/10



Czy jesteś w stanie oddać mi słońce?


  "Oddam Ci słońce" to jedna wielka tajemnica. Jeśli czytasz tylko opis nie jesteś w stanie powiedzieć o czym ta książka będzie. Dwójka skłóconego rodzeństwa. Okej to mamy. Ale ile powstało opowieści na ten temat? Bliźniacy? Ostatnio mam wrażenie, że czytam tylko o bliźniakach.
Sztuka? O to już jest jakiś punkt zaczepienia. Już sama okładka wskazuje na to, że ten temat się pojawi. Ale czy to naprawdę wszystko? Co zagwarantowało książce i autorce tak wielką popularność?

  "Oddam Ci słońce" jeszcze przed polską premierą było bardzo popularne, a po premierze jęki zachwytu tylko się wzmogły. Każda recenzja, którą czytałam to w większość ochy i achy, dopasowywanie siebie do jednego bliźniaka, pisanie emocjami. Sama byłam dość neutralnie do niej nastawiona. Niby chciałam przeczytać, poznać to jak najszybciej. Z drugiej strony największe rozczarowania pochodzą od tych najbardziej popularnych książek. Po wszystkich za i przeciw zdecydowałam się na lekturę. I już w pierwszym rozdziale tego pożałowałam.

  Bo musicie wiedzieć, że mamy dwóch narratorów: trzynastoletniego Noaha oraz szesnastoletnią Jude. Znamy tylko te perspektywy, które oni decydują się nam ujawnić. Rozdziałów jest niewiele, ale ich długość początkowo była denerwująca i działająca na niekorzyść. Szczerze mogę powiedzieć, że dwa pierwsze strasznie wymęczyłam. Myślałam, że pewnie podjęłam złą decyzję, ale kurczę było w tej książce coś co mnie do niej przyciągało. Leżała sobie na łóżku i bezgłośnie namawiała mnie na czytanie. Za każdym razem jej ulegałam, aż poczułam, że naprawdę zaczyna mnie wciągać ! Kiedy autorka przerywała w kluczowym momencie opowieść Noaha, byłam pewna, że ie wytrwam kolejnych kilkudziesięciu stron z Jude. Ale potem, kiedy znów wracałam do chłopaka, tęskniłam za dziewczyną. Gdzie tu sens i logika?

"Musisz dostrzec cuda, żeby zdarzały się cuda."

  Jandy Nelson porusza wiele istotnych i aktualnych tematów. Nie wiem na jak wiele mogę sobie pozwolić, żeby czegoś nie zaspoilerować, więc nie napiszę nic. Sami odkryjcie jakie niespodzianki przygotowała dla Was autorka, jakie wątki poruszyła i zacznijcie je rozważać razem z bohaterami.
Więź między rodzeństwem jest najważniejszym filarem tego utworu i choćby dla niej, jak nie dla niczego innego, warto poświęcić swój czas.

  Jandy pisze lekko, swobodnie, jakby urodziła się tylko po to. Ciężko jej zacząć i ciężko zakończyć, ale to co pomiędzy jest niesamowite. Na początku troszkę drażniły mnie wulgaryzmy wypowiadane przez trzynastoletnią osobę, ale doszłam do wniosku, że teraz te dzieciaki takie są.  Nie klasyfikuję wszystkich do jednego worka, ale możecie mi wierzyć, że wiem co mówię.

  Jeśli miałabym za zadanie dopasować siebie do jednego z bliźniaków, miałabym naprawdę ogromny problem. Nie byłabym na pewno trzynastoletnią Jude, ani szesnastoletnim Noahem. Mam w sobie trochę naiwności i nieśmiałości jak Noah, ale jednocześnie potrafię być szalona i przesądna jak Jude. Cóż począć?

  Ta książka to sztorm. Czytasz, czytasz, nic nie wskazuje na jakieś gwałtowne załamanie akcji, a tu nagle bum ! Jedna tajemnica goni drugą, potem trzecią, a na końcu muszą się spotkać, by wszystko sobie wyjaśnić. Co prawda od pewnego czasu byłam całkowicie pewna jak to się zakończy, nie umniejszało to jednak mojej przyjemności z lektury.

"Poczucie winy to więzienie."

  Tak sobie myślę, że pomijając zarys fabuły, jakąkolwiek okładkę czy pochlebne recenzje, mocną zachętą i reklamą jest tytuł. "Oddam Ci słońce". Jak można tego dokonać? Jak wielkim trzeba być? Potrzebujemy wiary czy wyobraźni? Tytuł nawiązuje do takiego dziecięcego marzenia, by dosięgnąć nieba, a przy okazji księżyca, słońca i gwiazd. Autorka pokazuje, że każdy w głębi serca jest dzieckiem i ma wyobraźnię, problem tylko w tym, czy nie pozwala jej zapaść w sen zimowy. W tej książce jest taki jeden, adekwatny cytat, którego nie potrafię odnaleźć, nie pamiętam dokładnie, a własnego egzemplarza nie posiadam. Pomożecie? :)

  "Oddam Ci słońce" nie przypomina żadnej książki, którą do tej pory czytałam. Możemy odczuć w niej pozytywną naiwność i wiarę, przy tym świetnie się bawiąc. Jestem pewna, że sięgnę po inną książkę Jandy, wydaną u nas, czyli "Niebo jest wszędzie". Oby jak najszybciej !



-------------------------------------------------------------------------------------
Książkę przeczytałam w ramach Książkowego Tour de Pologne organizowanego przez Martę. To jeden z lepszych BT, w jakim miałam okazję brać udział, nie tylko ze względu na książkę, a na to, że "Oddam Ci słońce" naprawdę żyło ! Notatki, kolorowe cienkopisy i reszta- to wszystko sprawia, że czułam się potraktowana nie jak gość, ale jak pełnoprawny właściciel książki. Dziękuję !


Czytaj dalej

Carina Bartsch- "Zima koloru turkusu"



Oryginalny tytuł: Tϋrkisgrϋner Winter
Rok polskiego wydania: 2015
Wydawnictwo: Media Rodzina
Seria: Lato koloru wiśni #2
Ocena: 9/10


 UWAGA ! DUŻO SPOILERÓW !

  Jak ja mam cokolwiek napisać o tej książce, kiedy każdą komórką mojego ciała czuję, ze skończyło się coś dobrego, coś na co tak długo czekałam, coś co wprawiało mnie w stan euforii i smutku jednocześnie?

  Emely i Elyas to dość skomplikowana relacja. Wszystko zaczęło się siedem lat temu, kiedy nawzajem się skrzywdzili i przez cały ten czas jedno obwiniało drugiego. Nie potrafili sobie przebaczyć, a teraz ponownie się spotkali. Wydawać by się mogło, że wyjaśnienie przeszłych nieporozumień wyjdzie im na korzyść, ale nie przewidzieli, że znów zaczną coś do siebie czuć.
Tak właśnie zakończyło się "Lato koloru wiśni". W dość nieoczekiwany, spektakularny sposób. Założę się, że wiele czytelniczek szukało jeszcze kilku dodatkowych stron, a kiedy uświadomiły sobie, że one nie istnieją, zaczęły wyklinać autorkę za przerwę w TAKIM momencie. Uwierzcie, to zakończenie można zakwalifikować jako najgorsze i najlepsze dla książki jednocześnie. Ale spotykamy się ponownie w "Zimie koloru turkusu". Elyas odcina się od Emely, Luca przestaje do niej pisać, a ona czuje, że kompletnie nie rozumie sytuacji. Kiedy wyjdzie na jaw skrywany sekret, który dla czytelniczek jest oczywisty, a dla Emely niekoniecznie, dziewczyna kompletnie się załamie. Jak zachować się w takiej sytuacji?

  Ktokolwiek, kto był na moim blogu w okresie od lipca do października, prawdopodobnie chociaż raz natknął się na nawiązanie do "Lata koloru wiśni". Nie tak dawno, bo trzy tygodnie temu pojawiła się świetna wydawniczo-blogerska inicjatywa, przedstawienia dwóch rozdziałów pierwszej części, z perspektywy Elyasa. Przyjęliście to ciepło, ale sądzę, że nie ja jedna lamentowałam na temat tego, jak żyć do października ;) Dlatego tak wielkim szczęściem napełniła mnie przesyłka od Wydawnictwa Media Rodzina, w sam raz na koniec tygodnia, która zawierała w sobie moją ukochaną "Zimę koloru turkusu".

  Jeśli powiem, że kocham Carinę Bartsch, jej styl pisania, kreację bohaterów, dobór piosenek i miejsca akcji- nie przesadzę ani odrobinę. Po pierwszej części długo nie mogłam się otrząsnąć, a ulubione sceny odżywały wciąż na nowo w mojej głowie. Niejednokrotnie zastanawiałam się w jaki sposób autorka rozwinie wątek Luki, ale w żadnym proponowanym przeze mnie scenariuszu nie pojawił się ten właściwy. Ale o tym za chwilę.

  "Lato koloru wiśni" zaskoczyło mnie swoim obrotem spraw, ale podczas lektury niejednokrotnie zadawałam sobie pytanie "Jak Emely może być taka ślepa i nie widzieć tego co oczywiste?". Odpowiedź nasunęła się podczas czytania drugiej części. Jak trafnie podsumował to Elyas:

"Bałaś się mnie, a nie Luki. Jemu ufałaś, mnie-ani na chwilę. Luca i ja byliśmy dla ciebie jak ogień i woda. Dwóch facetów, tak różnych jak to tylko możliwe. Nie widziałaś między nami żadnego związku. W twojej głowie byliśmy jak czerń i biel."

  Teraz muszę się z nim zgodzić. Elyas nie pokazał się Emely z tej drugiej, wrażliwszej strony, ponieważ zwyczajnie mu na to nie pozwoliła, i właśnie dlatego nie potrafiła połączyć w całość elementów układanki, którą czytelniczki rozgryzły już dawno.

  Luca. Tajemniczy internetowy znajomy, który jest jednym z głównych filarów opowieści. Każda z nas miała pewnie swoją własną teorię na temat tego, w jaki sposób ta tajemnica ujrzy światło dzienne. Ja miałam ich kilka, bardziej lub mniej spektakularnych i niewybaczalnych, ale nie wyobraziłam sobie tej właściwej. Przynajmniej nie w szczegółach. Liczyłam, że albo Elyas sam się przyzna, albo sam strzeli sobie w stopę, albo Emely się domyśli. Nie sądziłam, że ona podsłucha rozmowę i zmusi go do gadania. Nie żebym była zawiedziona. Liczyłam na coś bardziej dramatycznego, ale w sumie cieszę się, że tego nie dostałam. Bo jeśli tak właśnie by było, mogłabym uznać ten element za kiczowaty i podobny do wielu już używanych wcześniej. Carina  przedstawiła to realistycznie, nie dostałam wrażenia, że "tak jest tylko w książkach". Przeciwnie. Taka sytuacja może się zdarzyć każdemu z nas i nie będzie ani przesadzona, ani nierealna. Co więcej: ciągle odnoszę wrażenie, że Emely i Elyas istnieją naprawdę. Pod zmienionymi imionami krążą ulicami Berlina i inspirują autorkę. Czy to tak bardzo nierealne stwierdzenie?

"Zacząłem zadawać sobie pytanie, czy rzeczywiście wszystko zaczęło się od nowa, czy może nigdy się nie skończyło."

  I tutaj z całą mocą uderzyło mnie to jak bardzo Elyas schrzanił sytuację. Jak bardzo zawiódł Emely. Lubię czytać o takich zakrętach życiowych, ale ten był wręcz namacalny. Razem z Emely odczuwałam jej ból, wściekłość i miłość do tego głupka. Jestem pewna, że na jej miejscu, również bardzo ciężko byłoby mi przebaczyć chłopakowi.

  Do czego mogę się przyczepić? Praktycznie do niczego. Brakowało mi jedynie rozwiązania dwóch nurtujących mnie kwestii. Po pierwsze, mocno zastanawia mnie co Elyas chciał podarować Emely na święta. Do końca liczyłam na to, że zagadka się wyjaśni, że mężczyzna da jej ten podarunek na ostatnich kartach, a tu nic.  Po drugie, sądziłam też, że Emely w jakiś sposób nawiąże, spyta się go o jego potencjalną wyprowadzkę z Berlina. A na tym polu też cisza. Ale to są szczegóły, a pytania należy kierować do samej autorki, może kiedyś mi się to uda.

"-Emely, tylko nie wymiotuj w mustangu, dobrze?
- Nie martw się, połknę."


  Przeczytać kilka zdań tej książki i poczuć się tak, jakby po długiej wędrówce wracało się do domu. Nic się nie zmieniło. Ten sam sarkazm, to samo poczucie humoru, które idealnie wpasuje się w moje gusta, ci sami ukochani bohaterowie. Jednak im dalej brnęłam w głąb książki, sarkastycznych momentów było mniej, a pojawiło się jakby więcej melancholii. Tylko nie takiej typowej dla romansu, ale wyważonej. W dalszym ciągu mogłam się śmiać, ale czasami było to podszyte jakimś smutkiem i tęsknotą. A wiecie dlaczego? Ta książka to emocjonalny rollercoaster. Śmiejesz się przez łzy, po to by w następnej chwili tylko płakać. Bardzo mocno i osobiście odczuwasz te same uczucia, których doświadczają bohaterowie: gniew, smutek, rozpacz, tęsknotę, radość. Do tej pory znałam kilka autorek, które potrafiłyby wprowadzić mnie w taki stan. Carina jest kolejną. I jestem przekonana, że nie znajdę już podobnej książki do "Lata koloru wiśni" i "Zimy koloru turkusu". One są wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju. I po raz kolejny utwierdzam się w swoim przekonaniu, że uwielbiam twórczość niemieckich autorów. Poważnie.

  Nie jestem pewna co mam myśleć o zakończeniu. Jest tak jakby idealne. Nic na siłę, wszystko spokojnie, bez nacisków. Jeśli Carina by chciała, zdecydowanie mogłaby do tego dopisać jeszcze jedną część, bo końcówka pozostała w pewien sposób otwarta, ale nie tak spektakularnie jak w "Lecie koloru wiśni". Myślę jednak, że do tego nie dojdzie, że sami mamy sobie dopowiedzieć ciąg dalszy, nad czym z jednej strony ubolewam, a z drugiej uważam za najlepsze rozwiązanie. Dość już mamy na rynku serii pisanych na siłę, pod publikę.

  Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała jeszcze o piosenkach. Tak samo jak w poprzedniej części, one występują i tutaj. Poprzednio upatrzyłam sobie czterech ulubieńców, dzisiaj kolejną czwórkę. Z tym, że dwie z nich znałam już wcześniej, ale teraz może już na zawsze będą mi kojarzyć się z tą książką. Dla chętnych: utworzyłam playlistę z piosenkami z "Zimy koloru turkusu", pewnie nie wyłapałam wszystkich, a na pewno nie tych, które powtórzyły się z poprzednią częścią. Dajcie znać, które lubicie :)

  Dlatego jeśli jeszcze Was nie przekonałam, ani nie zrobiła tego żadna inna blogerka, to nie wiem kiedy ulegniecie. Poczytajcie jeszcze moją opinię na temat "Lata koloru wiśni", potem przeglądnijcie akcję Pomiędzy Latem, a Zimą, a jak będziecie już zdecydowani to weźcie udział w moim konkursie, gdzie można wygrać jeden z 18 tytułów, w tym "Lato koloru wiśni". A ja z niecierpliwością będę czekać na jakikolwiek tekst napisany przez Carinę. Cokolwiek. Bardzo ładnie proszę.

PS Strona 292- zerknijcie koniecznie, uwielbiam ją :)


"Powieści nie służą tylko do czytania. Trzeba je poczuć" (Piękny tekst na okładce. Uwielbiam)





Za egzemplarz recenzencki i możliwość dowiedzenia się do tam słychać u Emely i Elyasa, serdecznie dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina :)





Czytaj dalej

EpikBox #2- OGÓLNE WRAŻENIA

Od wczoraj jestem posiadaczką październikowego Epik Boxa. Nie wiecie co to takiego?
Epik Box to magiczne, subskrypcyjne pudełko, które otrzymujesz co trzy miesiące. Znajdziesz tam książkę oraz kilka książkowych gadżetów, które powinny wywołać uśmiech na Twojej twarzy. To pierwsza taka inicjatywa w Polsce, a odpowiedzialni są za nią ludzie z Book Geek'a ( na pewno czytacie !)

To już druga edycja, która wyszła w świat. W pierwszej nie miałam okazji uczestniczyć, jako, że dotarły do mnie strzępki informacji na temat książki, jaka ma się znaleźć w pudełku. Nie interesowała mnie ona i do tej pory się to nie zmieniło, ale z tytułem trafiłam słusznie. Jednak gdy widziałam Wasze fotorelacje, moje serce rwało się ku tym wszystkim pięknym gadżetom ( ależ powiało romantyzmem).  Dlatego pewna wspaniałości październikowego boxa, zrobiłam sobie prezent od siebie dla siebie z okazji urodzin.

Po małych problemach z kurierem, dowiedziałam się od mamy, że odebrała ona paczkę i jak tylko wrócę do domu to sobie ją rozpakuję. A teraz taka sytuacja: godzina 12.20, jesteś w szkole odbierasz telefon od mamy, że Epik Box już jest. Następna faza: załamanie, bo do domu wrócisz dopiero na 20. Jak żyć? Jak widać można, bo ciągle tu jestem, prezent rozpakowałam... i z przykrością muszę stwierdzić, że jestem trochę zawiedziona.

Tak pudełko prezentuje się z zewnątrz, oczywiście pod zdjęciu folii kurierskiej ( nie znam właściwej nazwy, ale na pewno wiecie o co mi chodzi) :


Po pięciu minutach rozkminiania jak to się otwiera, mam ochotę zrobić facepalm. Kiedy ja szarpałam się z bokami, myśląc, że to chyba jakieś żarty, żeby na wstępie nie móc rozpakować tego dobrodziejstwa, okazuje się, że wystarczyło uchylić tylko rąbek kartonu, Brawo ja.


I teraz czas na najlepsze. Byłam na 90 % pewna dwóch rzeczy, które znajdę w środku. Tytuł książki wywnioskowałam nie tylko ja, co do kubka- intuicja w ostatnich dniach mnie nie zawodzi. Ale zobaczcie tylko jaki ten kubek jest cudny ! Od dawna zastanawiałam się na kupnem typowo książkowego pijadła, a tu proszę !


I na tym moje podekscytowanie się kończy, To znaczy, jasne jestem zadowolona z reszty rzeczy, ale szczerze mówiąc liczyłam na coś więcej. Notes do pisania mini recenzji, ołówki, herbata i zwykłe papierowe zakładki- zużyję, ale w porównaniu do poprzedniego EpikBoxa, marnie się prezentują. Chociaż, znając życie z notesika skorzystam kilka razy i wrzucę go do szafki, a ołówkami będę się chwalić na matematyce ( na przekór życiu). Widzicie też tą piękną zakładkę od Feerii, z zapowiedziami, na którą ostrzyłam sobie ząbki ^^



Kiedy czytałam wasze wrażenia na temat lipcowego EB, dużo z Was pisało na temat tych kartonowych robaków, które mają za zadanie zabezpieczać przesyłkę. Byliście raczej na nie: nieestetyczny wygląd, wszędzie się z nich kurzy. Tym razem widzicie takie oto białe robaki, które wyglądem przypominają chrupkę kukurydzianą ( spokojnie- chrupkami nie są) i są urocze ! Nie wiem czy takie coś ma swoją nazwę, ale wygląda fajnie.


Reasumując: Październikowy Epik Box lekko mnie rozczarował pod względem tych mniejszych gadżetów, bo kubek i książka zdecydowanie skradły moje serce. Skrycie liczyłam na jakieś magnetyczne zakładki jak ostatnio ( ogromnie mi się podobają ) i chyba będę musiała sama je sobie zamówić, bo styczniowego EB chyba nie mam zamiaru kupować. To okres świąteczny, pieniądze lecą na prezenty dla siebie i dla bliskich,  za 60 zł, mogę sprezentować sobie trzy inne książki, albo nakupić w sklepie EB gadżetów, które naprawdę mnie usatysfakcjonują.

Jestem przekonana, że Ty też zamawiałaś/eś Epik Boxa. Pochwal się co o tym sądzisz :)
Czytaj dalej

Tammara Webber- "Tak krucho..."




Oryginalny tytuł: Breakable
Rok polskiego wydania: 2014
Wydawnictwo: Jaguar
Seria: Kontury serca #2
Ocena: 6/10

  Trochę ponad rok temu słałam całusy, uściski  i wielkie WOW w stronę pewnej książki napisanej przez Tammarę Webber, Mowa tu oczywiście o "Tak blisko...". Wielkie oczekiwania = niesamowita książka. Przynajmniej w tym jednym przypadku.

  W książkowej blogosferze znajdziemy pełno sprzecznych opinii na temat powielania historii. A dokładniej, na temat pisania tej samej książki, opowiadanej przez drugiego głównego bohatera. Zwolennicy uważają, że w pierwotnej wersji nie wszystko zostało wyjaśnione i odkryte, przeciwnicy uważają, że nie mam sensu czytać tego samego drugi raz. A gdzie w tym wszystkim znajduję się ja? Jak zwykle pośrodku.

  "Tak krucho..." to historia miłości Jacqueline i Lucasa, naznaczona silnym piętnem przeszłości. Jednak, żeby Wam to jeszcze zobrazować przypomnę fabułę. Nasza główna bohaterka jest załamana, ponieważ jej wieloletni chłopak z nią zerwał. Lucas od dawna ją obserwuje, chociaż może "obserwacja" to nie to słowo. Jacqueline go fascynuje, jednak istnieje pewien próg, którego żadne z nich nie może przekroczyć. Jednak ten próg jest przyjemnością nie do odparcia. Oboje czują do siebie wzajemne przyciąganie, które wkrótce przerodzi się w coś więcej. Tym razem jednak poznajemy historię z perspektywy Lucasa, która choć jest pozornie taka sama, to jednak diametralnie  różni się od swojej poprzedniczki.

  Jestem uczulona na nazywanie "Tak krucho..." drugim tomem serii. To nie jest żaden tom, jedynie uzupełnienie,  prawie substytut swojej poprzedniczki. Nie przedstawia dalszej historii młodych, a jedynie odkrywa nowe karty. I jest uzupełnieniem zbytecznym.

  Historia jest ta sama, bohaterowie też się nie zmienili. Prawdą jest też, że przerwa pomiędzy  moim czytaniem dwóch książek,była stosunkowo duża, bo aż roczna. Ale jest parę rzeczy, do których po prostu muszę się przyczepić:

     1. BARDZO MAŁA ILOŚĆ DIALOGÓW

Tak jakby Tammara uznała, że wszystkie rozmowy przeprowadziła w "Tak blisko..", więc po co się powielać? A no chociażby po to, żeby książka nie nudziła potencjalnego czytelnika i nie wywołała w nim odruchu snu, bądź odłożenia tej książki na rzecz innej.

     2. BARDZO MAŁA CZCIONKA

Tutaj wytykam błąd Wydawnictwa Jaguar, które uwielbiam, ale jednak muszę skrytykować. Sprawdziłam- zarówno "Tak blisko..." jak i "Tak krucho..." mają taką samą liczbę stron, ale druk w tej drugiej jest mniejszy, To sprawia, że oczy się szybciej męczą i rośnie zniechęcenie do czytania. Jest więcej nowych faktów z życia Lucasa, więcej treści, więc dlaczego czcionka nie mogłaby być większa? Nawet kosztem grubości grzbietu.

     3. ZŁA FABUŁA DLA POTENCJALNEGO CZYTELNIKA

Już wyjaśniam. Wspominałam na początku, że nie uważam "Tak krucho..." za drugi tom serii. I może nie jestem jedyna. Co jeśli znalazłaby się osoba, która nie wiedziałaby o tym, że istnieje coś więcej, albo po prostu wolałaby poznać najpierw perspektywę Lucasa? Autorka nie przygotowuje nas na to. Z góry zakłada ( być może słusznie), że logicznym jest czytanie po kolei, dlatego wiele wydarzeń z chwili obecnej zostaje potraktowane powierzchownie. I zielony czytelnik, byłby pewnie zawiedziony, gdyby zaczął czytać "Tak krucho..." przed poznaniem "Tak blisko...". Bo to jest właśnie tylko uzupełnienie. Jeśli ktoś tak postąpi, może czuć się oszukany i nieusatysfakcjonowany.



  Jednak nie jest tak ponuro jak by się mogło zdawać. Wielkim plusem jest to, że mimo wszystko dowiadujemy się więcej detali na temat przeszłości Lucasa. Jakie błędy popełnił, co sprawiło, że jego życie zmieniło kierunek. Jesteśmy w to bardziej zagłębieni. Poza tym w historię wplecione są retrospekcje, tak aby łatwiej było nam zrozumieć treść. Jeden rozdział pisany obecnie, drugi z wątkiem przeszłości.

  Podczas czytania "Tak krucho..." dowiadujemy się wielu istotnych faktów, które nie wypłynęły wcześniej, widzimy też że fascynacja Lucasa osobą Jacqueline, sięga o wiele wcześniej niż mogłoby się wydawać. Widzimy jego walkę z samym sobą, ale to wszystko jest raczej potraktowane powierzchownie, momentami bez uczuć. Ta książka nie wywołała we mnie takich emocji jak swoja poprzedniczka i tego mi szkoda. Tym przykładem chciałabym zakończyć moją przygodę z czytaniem tych samych książek z innej perspektywy, ale chyba jeszcze nie czas na to, bo jest co najmniej jeden tytuł, który mnie interesuje. :)
Czytaj dalej

Liebster Blog Award

Nie tak dawno temu Mitchelia dwukrotnie nominowała mnie do Liebster Blog Award, a ja dzisiaj odpowiem na jej pytania. Zaczynajmy :)




1. Wolisz oglądać filmy czy seriale?
Filmy. Seriale, choć ciekawe szybko mi się nudzą. Nawet nie wiecie jak dużo odcinków pilotażowych widziałam.

2. Jaki jest Twój ulubiony serial?
Zazwyczaj kończę oglądać seriale, zanim na dobre się wciągnę, nie dlatego, że są nudne, ale w pewien sposób muszę się mobilizować, żeby obejrzeć kolejny odcinek. Jednak wytrwałam całe dwa sezony The 100 i bardzo mi się podobało, więc powiedzmy, że to właśnie jest mój ulubiony serial :))

3. Czy utożsamiasz się z bohaterami literackimi?
O tak, robię to bardzo często.

4. Jaką chciałabyś mieć zdolność nadnaturalną?
Chciałabym posiadać dar niewidzialności albo telekinezy :)



5. Twój ulubiony kolor?
Nie mam jednego ulubionego koloru, to wszystko zależy od mojego nastroju. Od dawien dawna był to niebieski, z czasem granaty i reszta odcieni. Ostatnio mam fazę na róż i bordo :)

6. Ile masz książek na swojej półce?
Ostatnio jak liczyłam było ich około 140, ale od tego momentu minęło już sporo czasu, więc i moja biblioteczka się powiększyła :)

7. W architekturze wnętrz wolisz styl nowoczesny czy klasyczny?
Nigdy nie potrafię się jednoznacznie określić, jednak chyba większą sympatią darzę styl klasyczny :)

8. Jesteś na coś uczulona? Jeśli tak, na co?
Na fałszywych ludzi ! I na takich co nie potrafią docenić tego co mają, a potrafią tylko narzekać. Nie ma na to maści, ani lekarstw.



9. Do świata z jakiej książki chciałabyś się przenieść?
"Na krawędzi nigdy", "Aż po horyzont", "Lato koloru wiśni" i kilka innych :)

10. Gdybyś miała możliwość cofnięcia się w czasie, co byś zmieniła w swoim życiu? Albo do jakiej sytuacji powróciła?
Są takie sytuacje, oczywiście, jednak nie bardzo chcę je rozpowiadać i pisać na ich temat :)

11. Jaki jest Twój ulubiony sport oglądany w telewizji?
Nie oglądam sportów. Znaczy się czasem, jak już naprawdę jestem zdesperowana i irytuje mnie fakt, że nic ciekawego nie leci, to przez kilka minut jestem skłonna pooglądać siatkówkę. Ale nawet to mnie często nudzi.

Kolejna porcja pytań :



1. Masz autograf jakiegoś swojego idola? Jak tak, to którego?
Kilka tygodni temu była o krok od zdobycia autografu Eneja ( znaczy się wokalisty) i mi się nie udało. Jestem sobą zawiedziona. W tamtym roku na Targach w Krakowie zdobyłam również autograf C. J. Daugherty, jednak dla koleżanki w prezencie urodzinowym. No i to nie są moi idole, chociaż zarówno Piotrka, jak i autorkę darzę wielką sympatią. Więc nie- nie mam autografu swojego idola.

2. Jakich trzech wyrazów użyjesz, aby się opisać?
PIĘKNA, ZGRABNA I POWABNA ! <taki żarcik> Tak na poważnie to jestem uparta, nieśmiała oraz zdecydowana.

3. Którą porę roku lubisz najbardziej? Dlaczego?
Jesień. Jestem jesienną dziewczyną, urodziłam się w październiku i tym sobie tłumaczę moją miłość do tej pory roku. Wtedy mogę ubrać najfajniejsze ubrania, to nie czas ani na sandałki, ani na zimowe płaszcze, czyli idealny. Poza tym przypomnijcie sobie te długie, jesienne wieczory spędzone z herbatą/ kawą, kocykiem i dobrą książką. A teraz powiedzcie mi jak można nie kochać jesieni ?


4. Twój ulubiony przedmiot szkolny?
Język polski.

5. Jaką książkę czytasz obecnie?
"Morze spokoju", "W szpilkach od Manolo" oraz "Oddam Ci słońce".

6. Która, Twoim zdaniem, bohaterka literacka jest najbardziej irytująca?
Bardzo irytowała mnie Lena z "Pięknych istot" ( jednak to było wieki temu, może teraz miałabym inne nastawienie), Tessa z pierwszej części "After", Sasza ze "Snów", Adelia z "Irlandzkiej krwi" oraz Ami w "Elicie".

7. Masz jakieś zwierzątko domowe? Jak tak, to jakie?
Nie.

8. Gdybyś była aniołem, jakiego koloru byłyby Twoje skrzydła?
Białe, niebieskie albo różowe. Chociaż- jakby tak pójść w czerń, granat i bordo ? Byłabym upadłą anielicą ! Jak Patch w wersji żeńskiej <3


9. Kiedy ostatnio miałaś sen, o którym później bardzo długo myślałaś?
W zeszłym tygodniu byłam z koleżankami w Biedronce i oglądałyśmy "Książka bez sensu". Jeśli ją posiadacie-wiecie, że są tam dwie strony z bezsensownymi pytaniami. Jeśli nie macie- to właśnie się dowiedzieliście. Ogólnie pytanie polega na wybraniu jednej, bardziej odpowiadającej Ci odpowiedzi, z których obie są tak głupie, że aż śmieszne. No i tak czytamy i nagle jest coś w stylu "Wolałbyś nie posiadać łokci czy kolan?". Z mojej strony pytanie pozostało nierozstrzygnięte, ale wyobraźcie sobie, że tej nocy śniło mi się, że nie miałam kolan. Nigdy. Więcej. Nawet nie wiecie jak przerażona się obudziłam.

10. Mogąc wyjechać do dowolnego miasta na świecie, jakie byś wybrała i dlaczego?
Berlin ! Po prostu dlatego, że to Berlin. ( I nie- fakt, że tam rozgrywa się akcja jednej z mojej ulubionych książek, nie ma tu nic do rzeczy ).

11. Wierzysz, że marzenia mogą się spełnić?
Oczywiście. Na ogół jestem niepoprawną optymistką i idealistką. Mam masę marzeń i wierzę, że kiedyś uda mi się je spełnić.


Już to chyba pisałam w sierpniowym podsumowaniu, ale wspomnę raz jeszcze- przeżywam teraz gorący okres, uczę się na prawo jazdy i na egzaminy zawodowe, które czekają mnie w styczniu. Nawet nie zdajecie sobie sprawy z mojego przerażenia tym, że nie zdążę ogarnąć wszystkiego i zawalę. Dlatego na blogu jest mnie mniej, i na własnym i na Waszych. Zawsze staram się znaleźć czas na książki, ale ostatnimi czasy staje się to tym trudniejsze, że nic mi się nie podoba na tyle by to kontynuować. Tak rozpoczęłam "Morze spokoju", "W szpilkach od Manolo" oraz "Oddam Ci słońce".  Z ostatnim muszę się wyrobić do przyszłej środy, jako, że to Book Tour, ale dam radę :) Dlatego właśnie ogłaszam mniejszą aktywność blogową, jakieś dwa-trzy posty w tygodniu będzie chyba okej. Taki stan utrzyma się do okolic lutego, może z wyłączeniem przerwy świątecznej ;)

Także trzymajcie kciuki, żeby wszystko mi się udało, a obiecuję, że potem wrócę z jeszcze większą energią :)

zdjęcia: http://mmt.li/
Czytaj dalej

Jennifer Echols- "Dziewczyna, która chciała zbyt wiele"


Oryginalny tytuł: Going Too Far
Rok polskiego wydania: 2012
Wydawnictwo: Jaguar
Ocena: 6/10

  Na pewno macie takie książki, a których premierę czekacie z niecierpliwością. Może to być chwila obecna, albo zdarzenie przeszłe. Pewnie też pamiętacie chwilę, kiedy bierzecie wymarzoną lekturę do ręki i aż boicie się czytać, żeby to wszystko za szybko nie minęło, żeby móc rozkoszować się nią jak najdłużej. I najpewniej też boicie się rozczarowania- bo dobry opis czy okładka to jeszcze nie wszystko.

  "Dziewczyna, która chciała zbyt wiele" opowiada nam historię Meg, niebieskowłosej buntowniczki, która igra ze śmiercią. Głupie i bezsensowne wybryki to jej działka. Działają one na nią jak znieczulica, pomagają oderwać się od codzienności i poczuć, że naprawdę żyje. John natomiast ma całkowicie inny pogląd na świat. Opanowany, stateczny dziewiętnastolatek, który już w tak młodym wieku został policjantem w rodzinnym miasteczku. Oboje dręczeni przez swego rodzaju demony, poznają się na moście kolejowym. Ona- jak zwykle ma na myśli dobrą zabawę, on natomiast nie chce by ktokolwiek zginął w tym miejscu. Czy uczucie ma szansę zakiełkować i wyrosnąć pośród dwójki tak różnych od siebie ludzi?

  "Dziewczyna, która chciała zbyt wiele" to kolejna, ostatnia już powieść Jennifer Echols wydana w Polsce, a którą miałam okazję czytać. Wiele się natrudziłam nad jej zdobyciem, nie wiem jak teraz, ale jeszcze dwa/trzy miesiące temu była tylko w jednej księgarni internetowej. I teraz bardzo się cieszę, że nie zapłaciłam za nią tych okładkowych 33 zł, bo po prostu nie warto.

  Jest to książka z literatury młodzieżowej, teraz nazywanej modnie New Adult. Chociaż może nazwałabym to lekkim NA. Zazwyczaj nie trzeba się po nich spodziewać  żadnej odkrywczości, chociaż przyznaję wyjątki się zdarzają. Jednak nie w tym przypadku. Meg to buntowniczka, w głębi duszy jednak jest mądrą, pracowitą dziewczyną. John natomiast nie ma zbyt wielu warstw do zdarcia. Jakaś tam tajemnica, która tylko czeka na odkrycie.

  Ta książka ma 295 stron i ma bardzo dużą czcionkę. Z jednej strony to fajnie, większe literki, szybsze czytanko. Ale gdyby wydrukować to mniejszym drukiem, spokojnie można by się zmieścić w 230 stronach. Czyli jak widzicie- niedużo. Zanim akcja i fabuła na dobre się rozpoczną, to już widać koniec.

 Nie jest to głupia książka i z pewnością przypadnie do gustu czytelniczkom w wieku 15-17 lat. Czy wyżej? Znam przykłady, ze owszem, więc jak widzicie nie ma reguły. No i ma w treści parę fajnych piosenek, a piosenki w książkach automatycznie zawyżają jej poziom. :)

  Kilkakrotnie już wspominałam i jeżeli nic się nie zmieni, będę robić to nadal. Jennifer Echols zaliczam do tych autorek, które zawsze potrafią zauroczyć mnie fabułą, jednak tekstowi ZAWSZE czegoś brakuje. Nieokreślonej rzeczy, która jednak uczyniła by książkę lepszą. Dlatego taki mam z nią zawsze problem.

  Bardzo mi przykro, że nie mogę dać tej książce więcej niż 6 gwiazdek ( kropeczek, słoneczek ), ponieważ naprawdę łudziłam się czułam, że to będzie coś innego, lepszego. A stało się kolejną niezbyt zapadającą w pamięć lekturą, która nie wniosła nic do mojego życia. Pozytyw tego jest taki, że już nie mogę umieszczać ją na listach must read i tym podobne ;)

Inne książki autorki na blogu:
Czytaj dalej

Stosik jesienny

Zapraszam Was na przegląd wrześniowych nowości, które trafiły na moją półkę ;)



1. "Serce na talerzu"- Alyssa Shelasky- prezent wymiankowy od Asi

2. "Szukając Alaski"- John Green- j.w

3. "Dziewczyna ognia i cierni- Rae Carson- wygrana na blogu http://smieszna-nazwa.blogspot.com/

4. "Świadek"- Nora Roberts- biedronkowy łup za 12,99

5. "Jak być szczęśliwym ( albo chociaż mniej smutnym)- Lee Crutchely- zakup na http://www.nieprzeczytane.pl/

6. "Kochając Pana Danielsa"- Brittainy C. Cherry- j.w

7."Toxic"- Rachel Van Dyken- j.w

Dwie ostatnie książki są już przeczytane, moje recenzje w październiku :)

Polecacie, odradzacie coś?


Czytaj dalej

Zapowiedzi- październik 2015 #16

Właśnie widzę, że to już 16 raz przygotowuję dla Was i dla siebie książkowe zapowiedzi i są to tego typu posty, które kocham i nienawidzę jednocześnie. Kocham- no bo każdy lubi widok nowych książek. Nienawidzę- patrz na październik. 9 nowych tytułów, a to tylko te wybrane przeze mnie. Chyba się zgubiłam jak rozdawali dodatkowy wolny czas.

Nie przedłużając jednak- zapraszam do subiektywnego przeglądu zapowiedzi :)


Pierwsze cztery tytuły, to te najbardziej wyczekiwane perełki, przez które nie mogę wysiedzieć w miejscu. Udało mi się je nawet ułożyć w takiej kolejności, w jakiej ich pożądam :) Bezapelacyjnie wygrywa "Zima koloru turkusu"- wyczuwam bardzo dobrą kontynuację, oraz więcej Emely i Elyasa ! Matko, jak ja nie mogę się doczekać, by dowiedzieć się jak to się skończy, jednocześnie wcale nie chcąc tego kończyć. "Po prostu bądź", czyli najnowsze dziecko Magdaleny Witkiewicz, o tak bardzo cudnej okładce i opisie, który jest dość tajemniczy. Lubię to ! Poza tym- z przedpremierowych recenzji, wiem, że polecacie ;) "Opposition" znajduje się na trzecim miejscu tylko dlatego, że nie czytałam jeszcze czwartej części, gdyby nie to miałabym trudną decyzję do podjęcia :) I coś o czym usłyszałam niedawno- "Czy wspominałam, że Cię kocham?". Wyczuwam dobrą rozrywkę i ciekawy romans. No i całkowicie ufam opinii Feerii :D Wiedzieliście, że nazwa serii DIMILY pochodzi od pierwszych liter oryginalnego tytułu? Dopiero niedawno na to wpadłam, zastanawiało mnie właśnie czy ta Dimily to imię czy coś :P




Drugie zdjęcie rozpoczyna "Tajemny ogień" czyli coś nowego od autorki "Wybranych" w duecie z Cariną. Coś czuję, że to będzie naprawę świetne. "Wszystkie jasne miejsca" ujęły mnie piękną polską okładką. Oryginalna też mi się podobała, ale sama fabuła nie do końca mnie przekonywała. Jest to jeden z nielicznych przykładów, gdzie bardziej uwielbiam nasze okładki od tych zagranicznych ;) "Daj nam ostatnią szansę" to kolejny tom znad Rosemary Beach, sama nie wiem czy ostatni czy jeszcze nie, ale Grant jest jedną z moich ulubionych postacie, więc pewniakiem jest, że prędzej czy później po nią sięgnę. "To przez Ciebie" to kolejna książki Mhairi wydana u nas, tym razem przez Harper Collins i ufam okładce- mam wybuchnąć głośnym śmiechem ! :) Ostatnia i chyba najbardziej intrygująca z zestawienia to "Dziewczyna z pociągu".

Czekacie na coś z moich typów? :)
Czytaj dalej

Podsumowanie miesiąca- wrzesień 2015

Gdzie zniknąłeś wrześniu?
Dzisiaj oficjalnie rozpoczynamy październik, czyli <fanfary> najcudowniejszy miesiąc w roku ! Powody? Jesień. Targi w Krakowie. Moje urodziny. EpikBox. Same wspaniałości. Jak tu nie kochać października? Po prostu się nie da.
Jednak jeszcze na chwilę zapraszam wszystkich do września, z zamiarem podsumowania go :)

Jeśli spojrzeć na ubiegły miesiąc pod względem szkolnym to nie było najgorzej. Pierwsze trzy tygodnie dość obfite w naukę, dwa kolejne to czas praktyk. Tak wiem, wiem kolejne już. Ale ja nie narzekam. Bardzo lubię moją pracę, doceniam też to, że po powrocie do domu nie muszę siadać do podręczników i zamartwiać się czy aby na pewno zdążę i ogarnę wszystko. Poproszę o jeszcze, bo od poniedziałku wracam na zajęcia.

W ubiegłym miesiącu wzięłam także udział w książkowej wymiance u Katherine, jestem z niej bardzo zadowolona, linka do zdjęcia znajdziecie niżej, albo a archiwum. Poza tym 23.09 odbyła się świetna akcja blogerska, w której miałam przyjemność uczestniczyć, czyli "Między Latem, a Zimą" Kto jeszcze nie widział- zapraszam serdecznie :)

We wrześniu przywędrowały do mnie dwie kolejne książki z Book Touru, nie ma ich na zdjęciu, ale są to "Fangirl" i "Czerwona Królowa". Obie już ocenione, ta pierwsza wyżej, ta druga niekoniecznie :) I z niechodzeniem do biblioteki szlag trafił. W ubiegłym miesiącu wypożyczyłam 7 książek, w tym jedną lekturę. Chyba potrzebuję pomocy.

Książki:








  • "Fangirl"- Rainbow Rowell ( 457 str.)
  • "Czerwona Królowa"- Victoria Aveyard (478 str.)
  • "Piękny drań"- Christina Lauren ( 318 str.)
  • "Mendel Gdański"- Maria Konopnicka (20 str.)
  • "Toxic"- Rachel Van Dyken (339 str.)
  • "Kochając Pana Danielsa"- Brittainy C. Cherry (424 str.)
  • "Nie ma tego złego"- Kristan Higgins (486 str.)
  • "Ania z Zielonego Wzgórza"- Lucy Maud Montgomery ( 301 str.)
+  "Buszujący w zbożu"- J. D. Salinger 70/223
    "Morze spokoju"- Katja Millay 188/454

Razem stron: 2780
Dziennie: około 93 strony

Filmy:
- Następcy
-Pan i Pani Kiler

Seriale:
Brak.

Inne:
Podsumowanie sierpnia
Wrześniowe zapowiedzi
Wakacyjny stos
10 książek na 10 miesięcy roku szkolnego
My Little Pony Book Tag
Wymiankowa paczka
Colorful Books Tag
Analiza ankiety
Pomędzy Latem a Zimą !
Konkurs


Wyzwania:
Kiedyś przeczytam- w tym miesiącu nic nie tknęłam z tego stosiku. Kurczę zostały mi tylko 4 książki, jakbym się spięła, to w jednym miesiącu bym je przeczytała.
Wyzwanie biblioteczne- No właśnie. Widzicie winowajcę tego, ze nie tknęłam włąsnych egzemplarzy. Przeczytałam 3 książki.
10 książek, na 10 miesięcy roku szkolnego- "Piękny drań" już niestety za mną, i zaczęłam "Morze spokoju" :)

Plany:
Chciałbym napisać " nie chodzić do bibliotek", ale sama wiem, że to lekko niewykonalne, poza tym od tego miesiąca wypożyczam też w innej filii, i już mam tam upatrzone kolejne tytuły. Ale chcę się uporać z tymi co posiadam, potem z własnymi, a między nimi chcę wcisnąć jeden recenzencki. Zresztą kogo ja oszukuję- tego ostatniego nie mam gdzie wciskać, dla niego zawsze znajdę czas :D
Wyjątkowo też pokazuję Wam zdjęcie- może nie przeczytam wszystkiego, ale wokół tego będę się obracać.


Zajrzyjcie:
Kampanie promocyjne Wydawnictw, czyli o tym jak dodatkowo zachęcić do książki.
Zawieszki na drzwi godne największej fangirl od Otwartego <3
Znajome blogerki, wystąpiły z nową inicjatywą, nowym blogiem, na którego polecam zajrzeć.



Oprócz tego bardzo serdecznie zapraszam Was na konkurs z okazji moich osiemnastych urodzin- tyle też tytułów jest do wyboru :)

http://czytelniadominiki.blogspot.com/2015/09/konkurs-swietuj-razem-ze-mna.html

I dziękuję za 300 obserwatorów ! Dokładnie wczoraj wybiła ta piękna liczba. Nawet nie wiecie ile radości mi to sprawia. Poza tym również we wrześniu stuknęło mi 100 followersów na instagramie-zapraszam :) Myślę nad jakąś niespodzianką z tych dwóch okazji :)

tak wielkie love <3

Teraz Wasza kolej. Jak Wam minął wrzesień?
Czytaj dalej