Filmowa Dominika: "Jak ukraść Księżyc?", " Kac Vegas", "Zakochana złośnica", " DUFF [ # ta brzydka i gruba ]"

Narobiłam sobie zaległości w opisywaniu wrażeń po obejrzanych filmach, więc nareszcie czas to nadrobić. Zastanawiałam się czy nie podawać wybiórczo tylko kilku wartych lub niewartych oglądania produkcji, ale szybko porzuciłam ten zamysł. Czasem oglądam mniej, czasem więcej, poza tym lubię napisać coś o każdym z nich. A jeśli wróciłabym do starego wzorca- jeden film, jedna dłuższa notka ( jak np. tutaj -polecam ! ) to też by nie przeszło, po niestety nie znam się kompletnie na filmach i tych wszystkich fachowych określeniach ;)) Jak coś się zmieni, to się zmieni, na razie pozostajemy przy tym co było ;)







Uwielbiam Minionki. Serio. Te stworki można pokochać za kilkusekundowe filmiki jakich w internecie pełno i tak było w moim przypadku. Dopiero w połowie czerwca obejrzałam pierwszą, filmową wersję ich przygód i uważam, że są jeszcze bardziej kochane. Jednak w "Jak ukraść Księżyc" cała fabuła skupia się głównie na postaci Gru, jego obsesji do kradzieży, a później miłości do trzech sierotek. Nastawiłam się na Minionki, a tych jest strasznie mało, mam nadzieję, że dwójka i trójka wszystko zrekompensują. Mimo to jednak było śmiesznie, zabawnie i uroczo przede wszystkim za sprawą dziewczynek :)

(Wyk. Steve Carell, Jason Segel- głosy; Premiera: 2010; Ocena: 8/10)








Nie jestem pewna czy w normalnych okolicznościach obejrzałabym ten film, jednak zostałam dość skutecznie jak widać namówiona ;) Ogólnie sprawa ma się tak: czterech facetów spędza w Las Vegas wieczór kawalerski jednego z nich, a potem się okazuje, że zgubili pana młodego. Najfajniejsze jest to, że sami nic nie pamiętają, więc widz razem z nimi odkrywa prawdziwy ciąg zdarzeń. Było nawet śmiesznie, trochę za bardzo przesadzili może z tym humorem, ale po obejrzeniu doszłam do dwóch wniosków. Po pierwsze: Bradley Cooper jest przystojny. Po drugie: nikt na trzeźwo nie napisałby takiego scenariusza :) A jeśli tak to wielki szacun za wyobraźnię :D

(Wyk. Bradley Cooper, Ed Helms,; Premiera: 2009; Ocena: 7/10)








Zakochana złośnica, to jeden z tych tytułów, którzy pewnie wszyscy poza mną widzieli. I ja naprawdę dość długo przymierzałam się do oglądania, cały czas z marnym skutkiem. Dwie siostry, całkowicie od siebie różne dostają zakaz umawiania się na randki. O ile Katherinie, tej zamkniętej w sobie to nie przeszkadza, to Bianca jest tym faktem naprawdę zdruzgotana. Zakaz minie kiedy Katharina znajdzie sobie chłopaka. Jak to jest z tymi facetami, że na zdjęciu wcale nie zachwycają, a w filmie się rozpływam? Uśmiech Heath'a jest najsłodszy na jaki mogłam trafić ^^ Sama opowieść jest naiwna, rodem z komedii romantycznych "na raz", ale chyba właśnie o to chodziło. Nic ambitnego, na jednorazowy seans, trochę głupie, ale mimo wszystko można obejrzeć ;)

(Wyk. Julia Stiles, Heath Ledger; Premiera: 1999; Ocena: 7/10)





The DUFF to z kolei pozycja, na którą nabrałam ochoty zaraz po obejrzeniu zwiastuna i za każdym razem ( tak widziałam go kilkakrotnie) podobał mi się identycznie. Już on sam był śmieszny, więc byłam ciekawa jak to będzie dalej. Bianka przez przypadek dowiaduje się, że jest DUFF- czyli tą brzydką i grubą jak podaje hasztag ;) Tak naprawdę odzwierciedla on osoby w grupie znajomych, które muszą się dwa razy więcej wysilać by zasłużyć na uwagę innych, podczas gdy reszcie paczki przychodzi to z łatwością. Chce przestać być DUFF, dlatego prosi swojego sąsiada Wesa, o pomoc w metamorfozie. Jak łatwo się domyślić, mamy wątek romantyczny i w ogóle, ale jak dla mnie film ma bardzo, bardzo głęboko ukryte dno. Czasem każdy z nas pewnie dostaje wrażenia, że gdzieś nie pasuje i może stara się zmienić swoje postępowanie aby się przypasować. Chodzi po prostu o to by być sobą i na szczęście nasza Bianka dostrzegła to na czas :)

(Wyk. Mae Whitman,Robbie Amell ; Premiera: 2015; Ocena: 9/10)



Czytaj dalej

C.J.Daugherty- "Zagrożeni"


Oryginalny tytuł: Night School #3: Fracture
Rok polskiego wydania: 2014
Wydawnictwo: Otwarte/ Moondrive
Seria: Nocna Szkoła #3
Ocena: 9/10

SPOILERY:

   Wydarzenia końcowe w "Dziedzictwie" sprawiły, że Allie zamknęła się w sobie, nie umie poradzić sobie ze stratą najlepszej przyjaciółki i ciągle się o to obwinia.  Na dodatek w Cimmeri przestaje się czuć bezpiecznie. Szpieg Nathaniela dalej pozostał niewykryty i co gorsze jest to ktoś z zaufanych ludzi. Allie wraz z przyjaciółmi próbuje na własną rękę odnaleźć zdrajcę i pomścić śmierć Jo. Jednak czy zaślepienie zemstą to dobre rozwiązanie?

  Rok temu pojawiła się tutaj moja opinia na temat "Dziedzictwa" ( klik ), która nie była zbyt pochlebna. Pisałam tam, że autorka obniżyła poziom i ta część niespecjalnie mną zawładnęła. To był jeden z powodów, dla których tak długo odkładałam poznanie dalszych losów Allie i reszty.

W trzecim tomie doskonale widać jak wielką przemianę przeszła Allie od pierwszego tomu do teraz. Stała się dojrzała, chociaż niepozbawiona ciągot do nieposłuszeństwa. Kieruje nią chorobliwa wręcz troska o przyjaciół. Tutaj jednak nie wszystko wychodzi jej na dobre. Rozpaczliwie katuje się wiedzą, że nie pomogła Jo, kiedy ta jeszcze żyła, dlatego chce to zrobić teraz. Przyrzeka sobie, że znajdzie szpiega i zrobi krzywdę Nathanielowi, który jest odpowiedzialny za śmierć jej przyjaciółki. Jednak te wewnętrzne monologi dziewczyny, doprowadzają czytelnika na skraj rozpaczy. Momentami miałam dość Allie i jej " jestem to winna Jo". Maniakalnie katuje się poczuciem winy, pozwala by ono nad nią zawładnęło. Najwyraźniej widać to w pierwszych kilku rozdziałach, później ta wiedza spada na dalszy plan.

   To co mi się podobało to wątek miłosny. A raczej jego znikoma ilość.  Wy wiecie, że ja jestem team Carter i żaden Sylvain świata tego nie zmieni. A w trzecim tomie Allie jest singielką. Ciągnie ją do obu chłopaków jednocześnie, jednak z umiarem. Chce naprawić swoją relację z Carterem, dlatego proponuje mu przyjaźń. Może teraz wypływa na wierzch moja romantyczna natura, ale oni ewidentnie chcą być razem, tylko boją się do tego przyznać. Sam Sylvain mówi nawet, że nie może być wyjściem awaryjnym, gdy z Carterem jej nie wychodzi. I nie wierzę, ze to mówię, ale w tym momencie daję Francuzowi wielki plus. Więc ten wątek miłosny to raczej podchody. Nie ma w nim gwałtownych zwrotów akcji, autorka nie ustawia sytuacji typowo dla fanów Cartera, ani typowo dla fanów Sylvaina. 

   W "Zagrożonych" ciągle towarzyszy nam napięcie. Nie znamy imienia szpiega, wszyscy próbują go odnaleźć, wzajemne zaufanie znika z prędkością światła. Mamy też nakreśloną sytuację jak to naprawdę było z Nathanielem, dlaczego stał się osobą skorą do władzy zdobytej przemocą. I nie ukrywam, że z chęcią przeczytałabym jedną, osobną książkę napisaną z jego perspektywy. Poznałabym motywy jego postępowania, decyzje które podejmował, czy ma skrupuły, czy nie. To byłaby świetna sprawa. I wracając do wątku szpiega- mam wrażenie, że autorka spekulacjami na temat nauczycieli Cimmeri, chce czytelników wyprowadzić w pole. Nie potrafię pozbyć się wrażenia, że będzie to ktoś z uczniów, mam nawet kilka typów. Prawdę mówiąc liczyłam, że to kto jest zdrajcą okaże się w trzecim tomie, a tu nic. Trzeba przeczytać "Zbuntowanych" :)

Tym co początkowo przeszkadzało mi w czytaniu, był fakt, że rok to mimo wszystko szmat czasu i dużo wydarzeń z poprzedniej części po prostu zapomniałam. Z każdym kolejnym rozdziałem coraz bardziej jednak rozjaśniało mi się w głowie, i chociaż  nie pamiętam wszystkich szczegółów, to nie jest to aż tak rzucające się w oczy.

   Okładka jest bardzo ładna, na równi z tą z czwartej części. Nie przepadam za okładkami gdzie widać czyjąś całą twarz, bo to pozbawia mnie możliwości wyobrażenia sobie wyglądu bohaterki. Tak jakby wydawca narzucał nam, jak ma wyglądać Allie, Carter i Sylvain. A jednak w przypadku tej serii podoba mi się to. Nie wyobrażam sobie innych okładek. Przyzwyczaiłam się do tego, że bohaterzy wyglądają dla mnie tak jak na obrazku.

   "Zagrożeni" są świetną kontynuacją. Nie trzeba zwlekać roku, żeby ją poznać ;) Liczę tylko na to, że autorka nie nawali i nie zawiedzie mnie w dwóch kolejnych tomach.

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Wyzwanie biblioteczne
Czytaj dalej

Liebster Blog Award

Dostałam nominacje od kolejnych dwóch blogerek, tak się złożyło, że obie to Gabrysie :) Za wyróżnienie dziękuję i zapraszam do czytania odpowiedzi:)




Pytania od Gabrysi nr 1

1. Jakie jest twoje ulubione zajęcie oprócz czytania książek?
Bardzo lubię piec ciastka, układać puzzle, spacerować, oglądać filmy i pisać.

2. Twój ulubiony kolor?
Jeszcze niedawno powiedziałabym, że jest to kolor niebieski, ale teraz mam problem z określeniem ulubionego. Lubię wszystkie kolory, może z naciskiem na granatowy, biały i czarny ;))

3. Cytat, który idealnie opisuje twój aktualny nastrój?

"- Dziękuję, ale nie tak wygląda szczęście.
- No to jak?
- Wschody słońca nad przystanią. Lody w upalny dzień. Szum fal na ulicy. Mój pies zwijający się w kłębek na kanapie obok mnie. Wieczorne spacery. Świetne filmy. Burze z piorunami. Dobry cheeseburger. Piątki. Soboty. Nawet środy. Moczenie nóg w wodzie. Spodnie od piżamy. Japonki. Pływanie. Poezja. Brak uśmiechniętych buziek w e-mailu." 
"Tak wygląda szczęście"- Jennifer E. Smith

4. Ulubiony film na podstawie książki?
Zawsze mam problem ze słowem "ulubiony" bo o to miejsce zawsze walczy ze sobą kilka rzeczy ( w tym wypadku tytułów). Igrzyska śmierci ( konkretniej pierwsza część Kosogłosa, mam nadzieję, że za niedługo dwójka też dołączy do tego grona ), Lemoniada Gada ( o wiele lepsze od książki ), Zorza polarna ( na podstawie książki Nory Roberts ). Właśnie dotarło do mnie jak wiele  razy oglądałam film bez znajomości książki, której nie znam do teraz O.o

5. Ile książek liczy twoja biblioteczka?
Zabawne- to już trzecie takie pytanie, które mi zadano w ciągu ostatniego tygodnia. Za pierwszym razem liczbę podałam ogólnikowo, a teraz specjalnie je policzyłam. Jest ich 143, w tym 16 to lektury szkolne i inne takie :)

6. Ulubiony napój?
Herbata i niegazowane napoje.

7. Jaki jest rzecz, z którą nie możesz się rozstać na dłużej niż 10 minut?
Moje okulary/ soczewki. Rozstaję się z nimi tylko na czas snu :)

8. Jeśli miałabyś napisać do siebie list z przyszłości, co by w nim było?
Ta odpowiedź pozostanie moją tajemnicą :)

9. Jak dużo książek potrafisz przeczytać w ciągu tygodnia?
To zależy, ponieważ muszę brać pod uwagę różne czynniki. Rok szkolny, wakacje ( ogólnie czas wolny), czas, chęci, nastrój. Najwięcej w ciągu tygodnia przeczytałam chyba 4 lub 5 średniej grubości książek :)

10. Kiedy zaczęłaś czytać książki?
Czytałam od dziecka, jednak tak bardziej nałogowo to wtedy kiedy miałam 12- 13 lat :)

11.Uprawiasz jakiś sport? Jaki?
Nie. Lubię grać w badmintona, ale to by było na tyle ;)


Pytania od Gabrysi nr 2

1. Wolisz zawarte w książkach długie i rozbudowane opisy czy krótkie?
To zależy czego dotyczy opis i jak ten temat poprowadzi autor. Ale niezależnie od wszystkiego zawsze dręczą mnie rozbudowane na kilka stron opisy przyrody.

2. Czy wygląd bloga tworzyłaś sama?
Nie, pomagała mi inna blogerka :) Ja jedynie wprowadzałam poprawki jak np. ostatnio kolor tła :D

3. Gdybyś musiała przygarnąć jakieś zwierze do domu, ale nie domowe, to jakie zwierzę by to było? (tygrys, krokodyl, żyrafa).
Tygrys i krokodyl odpadają na wstępie. Żyrafa? Ewentualnie, ale chyba jednak wybrałabym misia koalę :)

4. Wolałabyś być czarodziejem czy wampirem?
A zawód dobrej wróżki jest już zajęty? W takim razie wybieram czarodzieja :)

5. Ile książek liczy Twoja biblioteczka?
Odpowiadałam już kilka pytań wcześniej- 143 :)

6. Pożyczyłaś kiedyś komuś książkę i bardzo tego żałowałaś?
Ooo tak. :) W ogóle ostatnio odkryłam, że niechętnie pożyczam moje książki komukolwiek. Trzeba natrafić na mój dobry nastrój, kiedy mówię sobie, że książka żyje wtedy kiedy jest czytana, a nie kiedy leżakuje u mnie na półce :D

7. Czy zawsze zwracasz uwagę na to, jakie opisy są zawarte w książkach czy jacy są bohaterowie? 
Chodzi mi o to, że czasami akcja może być tak świetna, że tylko na tym się skupiamy.
To zależy. Są takie książki, które połykam ze względu na świetną akcję ( "Aż po horyzont"- pal licho sześć bohaterów, oni tam podróżują po Stanach ! <3), ale też i ze względu na bohaterów ( "Lato koloru wiśni"- bohaterowie za każdym razem  doprowadzają mnie do śmiechu. Tak- ulubione momenty czytałam niejednokrotnie :D).

8. Zdarzyło Ci się kiedyś rzucić książką? Specjalnie lub odruchowo w przypływie gniewu?
Nie nigdy i mam nadzieję, że nigdy mi się to nie zdarzy, gdyż uważam to za jeden z gorszych grzechów książkoholika. Jak jestem wkurzona, zazwyczaj albo krzyczę na każdego kto mi się nawinie pod nogi, albo piszę o tym co mnie zdenerwowało, a potem to kasuję, albo po prostu idę na spacer :D

9. Gdybyś mogła dokonać wyboru, to jaką śmierć byś wybrała? Nie liczy się śmierć ze starości.
Wiele razy rozmyślałam o tym jaką śmierć bym wybrała jakbym miała na to wpływ. Nie wiem jak się czuje człowiek, który umiera i czy jest tego świadomy właśnie w tym konkretnym momencie. Dlatego wyobrażam sobie moją śmierć jako śmierć przez sen.

10. Postać, w której zakochałaś się od pierwszych stron i taka, którą od pierwszych stron znienawidziłaś.
W której zakochałam się od pierwszych stron? Daemon Black ! Elyas Schwarz <3 Moje miłości, chyba mam słabość do koloru czarnego :P
Którą znienawidziłam? Nie jestem pewna czy jakakolwiek postać zasługuje na to miano. Nie lubię wielu osób, ale żeby od razu nienawidzić?

11. Kiedy chcesz napisać post to siadasz i od razu go kończysz czy czasami schodzi Ci się z nim na przykład 2 dni?
To zależy. Najczęściej od weny, ale nie tylko. Czasem siadam, napiszę dwie opinie i mam werwę na więcej, ale blokuje mnie brak czasu, albo przemęczone oczy. Czasem jak nie mam czasu piszę na raty, a LBA czy inne takie zabawy najczęściej tworzą się bardzo długi czas :D Ale najczęściej jest tak, że moje opinie piszę w tym samym dniu, co je publikuję :)

Przepraszam dziewczyny, że Was tak ponumerowałam, mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe :))
Teraz przyszedł czas na moje pytania :)

1. Ile stron liczy ostatnio przeczytana przez Ciebie książka i jaki ma tytuł?
2. Czy założenie bloga było dla Ciebie spontaniczną decyzją, czy starannie ją najpierw rozważyłaś?
3. Czy gdy zakładałaś bloga, to jakaś inna blogerka, inny blog był dla Ciebie inspiracją, źródłem motywacji? Jeśli tak to jaki?
4. Jaka okładka ostatnio tak Ci się spodobała, że najchętniej siedziałabyś przed monitorem kilka godzin i po prostu się na nią gapiła?
5. Czy masz konto na lubimyczytać? Jaka książka została ostatnio przez Ciebie oznaczona jako "chcę przeczytać"?
6. Na jaką książkę i film czekasz najbardziej w drugiej połowie roku?
7. Czy jest jakiś zagraniczny tytuł, który chętnie zobaczyłabyś na polskich półkach?
8. Jaki film mogłabyś mi polecić?
9.Piosenka, której ostatnio słuchasz nałogowo to...
10. Co sądzisz o promowaniu konkretnych książek? Koszulki, mnóstwo konkursów, długopisy itp.? Uważasz to za przesadę czy jesteś jak najbardziej za?
11. Czy sięgasz tylko po nowości i popularne, polecane przez wszystkich książki, czy może lubisz te te starsze, nieznane wielu osobom tytuły?

Chciałabym, żeby na moje pytania odpowiedzieli:
Ania
Gosia
Ola
Julia
Ewelina
Michalina


EDIT: Kochani ! Byłabym bardzo wdzięczna za wypełnienie ankiety na temat książkowych wymian organizowanych przeze mnie 
Emotikon smile
Wklejam linka i liczę na Waszą pomoc :) 
Czytaj dalej

James Dashner- "Próby ognia"

 

Oryginalny tytuł: The Scorch Trials
Rok polskiego wydania: 2012
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Seria: Więzień labiryntu #2
Ocena: 6/10

Spoilery:

   Streferzy myśleli, że to koniec. Że po znalezieniu wyjścia z labiryntu będą mogli  odzyskać pamięć i żyć w spokoju. Jednak " ludzie z góry" mają dla nich całkowicie inne plany. Młodzi mężczyźni dowiedzą się, że istnieje żeńskie odzwierciedlenie ich grupy, która miała za zadanie przebyć inny labirynt. Teraz mogą być dla siebie wzajemnym niebezpieczeństwem. Ale to nie to zaprząta ich głowy. Bowiem czeka ich kolejne zadanie, które ma na celu wyłonienie najsilniejszych i najwytrwalszych zawodników. Będą oni musieli przejść przez najbardziej wyschnięty i spalony obszar Ziemi, bez widoku na ratunek i pomoc z zewnątrz.
Teraz przyszedł czas na Próby Ognia.

  Szkoda mi Thomasa i jego przyjaciół. Pełni nadziei i wiary w lepsze jutro, mozolnie podejmowali trudy wyjścia z labiryntu, a kiedy w końcu im się to udało, dowiadują się, że to nie koniec. Że teraz czeka ich jeszcze trudniejsze zadanie, wymagające jeszcze większej siły, zaparcia i woli przetrwania.
Dodatkowo wciąż nie odzyskali swoich ukradzionych wspomnień i nie wiedzą co jest prawdą, a co kłamstwem.  Zdezorientowani, mający więcej pytań niż odpowiedzi wyruszają przed siebie, w nieznane.

   Każdy z bohaterów w tym tomie po swojemu ewaluował. Thomas stał się bardziej skryty, przepełniony brzemieniem odpowiedzialności i w pewien sposób dojrzalszy. Nie rozumie dlaczego musi wędrować w słońcu, ale wie, że doprowadzi go to do końca, jakikolwiek by on nie był. Minho z jednego z moich ulubieńców staje się pełnym niewypowiedzianej złości bohaterem, który napełniał mnie frustracją. Za bardzo chce być kimś kim nie jest, co nie wychodzi mu na dobre. Teresa natomiast zagubiła się w gąszczu nowych dziewcząt. Początkowo byłam mocno zirytowana sposobem jej postępowania, a później je jakoś zrozumiałam i ta postać mi kompletnie zobojętniała. Nie czuję co niej nic- ani sympatii, ani antypatii. Teraz jest jednym z tych nijakich bohaterów, którzy choć nie wiadomo co zrobią, nie odzyskają już naszego szacunku czy zaufania.

   Skoro o postaciach mowa- do zacnego grona dołączyli nowi. Streferzy uczą się kim są Poparzeńcy, czym jest Pożoga, a w odkrywaniu zagadek pomaga im m.in Brenda. Bezpretensjonalna, urocza, pełna zapału dziewczyna, której polubienie sprawiło mi jednak trochę czasu. Nie od początku się do niej przekonałam. Pałałam do niej bezsensowną złością, która co prawda wtedy miała swój powód, jakże głupi. Breda stała się jedną z moich ulubionych postaci drugiej części i mam nadzieję, że jeszcze się z nią zobaczę.

   Sam styl pisarski w "Próbach ognia" mnie nie zachwycił. Bardzo ciężko było mi się "wbić" w tę historię, o czym świadczy przede wszystkim to, że z przerwami czytałam ją dobre półtora miesiąca. Do pewnego okresu nie byłam pewna czy wytrzymam jeszcze jedno zdanie wypowiedziane przez Minho, czy jeszcze jeden argument przemawiający za wyjątkowością Thomasa. Sam koniec, kilkadziesiąt ostatnich stron były naprawdę mocne i trzymające w napięciu, ale reszta jak dla mnie jest dość przeciętna.

   Co ciekawe, większości osób, książka ta bardzo się podobała, przez co czuję się odosobniona w moich wrażeniach. Nie jest oczywiście tragicznie, ale biorąc pod uwagę sukces tej trylogii, mogłoby być lepiej. Mój entuzjazm na poznanie zakończenia nadal się utrzymuje, ale mimo wszystko nie taki wysoki jak jeszcze w pierwszej części. Nie umniejsza to jednak faktu, że wyczekuję ekranizacji, która już we wrześniu :)

Recenzja bierze udział w wyzwaniu:
Wyzwanie biblioteczne
Czytaj dalej

Becca Fitzpatrick- "Black Ice"



Oryginalny tytuł: Black Ice
Rok polskiego wydania: 2014
Wydawnictwo: Otwarte/Moondrive
Ocena: 9/10

   To miała być niezapomniana wycieczka. Tylko ona, jej przyjaciółka Korbie i góry. Piękne, majestatyczne góry Teton. Jednak los przygotował dla Britt niespodziankę. Staje się zakładniczką dwóch niebezpiecznych mężczyzn i żeby wyjść cało z tej historii musi ich przeprowadzić wzdłuż gór Teton. I zadać sobie pytanie: komu teraz można zaufać?

   Becca Fitzpatrick w Polsce jest znana głównie z serii Szeptem, która opowiada o upadłym aniele i ludzkiej dziewczynie. Mniej więcej. "Black Ice" to coś zgoła odmiennego, w czym autorka chciała spróbować swoich sił. Thriller młodzieżowy jaki stworzyła wyszedł jej rewelacyjnie i już teraz mogę powiedzieć, że uwielbiam obie twarze autorki.

"- Każdy musi mieć jakieś sekrety - oznajmił. - Dzięki nim jesteśmy podatni na ciosy."

   Kiedy wszyscy czytali tę książkę w okresie zimowym, ja pozostawałam daleko w tyle.Teraz kiedy mamy lato i temperaturę niebezpiecznie balansującą na krawędzi 30 stopni, ja zabieram się lekturę z iście zimowym i mroźnym klimatem. Ale myślę, że pora roku nie ma tu nic do rzeczy, a "Black Ice" wywołuje w każdym czasie takie same doznania .

   Britt jest osobą, która w obecności ojca i brata daje się sobą zaopiekować. Jest grzeczna, ułożona i spokojna. Pozostawiona sama sobie w gęstych lasach, zdana na łaskę i niełaskę swoich złych towarzyszy podróży staje się dziewczyną, jaką możliwe, że każdy chciałby być. Samodzielna, mądra, stanowcza, przebiegła. Wie jak niebezpieczne są góry Teton o tej porze roku i wie, że najgorsze co może teraz zrobić to działać bez planu i pozwolić zbirom ujść z życiem.
Jej przyjaciółka Korbie to jej totalne przeciwieństwo. Nastawiona na flirt i bycie ozdobą dla świata dziewczyna, która nijak nie potrafi sobie poradzić z zagrożeniem. Jest jak bezwolna, szmaciana lalka, która daje sobą pomiatać innym. Na całe szczęście tej postaci w książce nie było tak dużo.

   Pojawia się też oczywiście wątek miłosny. Można wręcz rzec, że trójkąt miłosny, ale nie razi on tak w oczy i można go sobie spokojnie zignorować. Z jednej strony jest Calvin, były chłopak Britt, który razem z dziewczynami miał spędzić zimową przerwę. Z drugiej strony mamy Masona, wcale nie tak  kryształowego chłopaka, który ma na względzie przede wszystkim dobro Britt. Wie, że dziewczyna potrzebuje tylko jego wsparcia, a nie pomocy na każdym kroku. Ceni ją jak równą sobie. Z tych dwóch to Mason od razu skradł moje serce i pozostał w nim do końca.

"- Znowu gimanstykujesz swój język? Myślałem, że masz już dość po zeszłej nocy.
- Niech cie piekło pochłonie!
-Wybacz, kochanie, ale już w nim jesteśmy."

   Jednocześnie toczy się sprawa rozwikłania tajemniczych śmierci młodych dziewcząt. Zostały one zamordowane w górach Teton przez nieznanego złoczyńcę, a Britt ma powody sądzić, że jest to jeden z jej porywaczy.

   Becca Fitzpatrick bez problemu stworzyła w książce genialny, lekko mroczny i niebezpieczny nastrój. Wytworzyła w nas złudne poczucie bezpieczeństwa, pozwoliła wierzyć w kłamstwo, jednocześnie dając nam kilka dróg wyboru. W tej książce nie ma rzeczy oczywistych. Jak już rozwiążesz jedną zagadkę, pojawia się następna, a za chwilę okazuje się, że ta pierwsza ma kompletnie inne zakończenie niż obstawialiśmy. Zimowa sceneria dodająca smaczku, gwarantuje niezapomniane wrażenia i dreszczyk strachu przez większą część książki.


UWAGA SPOILER- ZAZNACZ MYSZKĄ, ABY ODCZYTAĆ :)
W tekście specjalnie napisałam imię Masona, a nie Jude'a, aby osobom, które powieści nie czytały, nie psuć przyjemności z odkrywania tej zagadki :)



Recenzja bierze udział w wyzwaniu:
Wyzwanie biblioteczne
Czytaj dalej

Rachel Van Dyken- "Utrata"


Oryginalny tytuł: Ruin
Rok polskiego wydania: 2015
Wydawnictwo: Feeria
Seria: Zatraceni #1
Ocena: 8/10


SPOILERY!!!

   W wyniku niefortunnego wypadku rodzice Kiersten zginęli, z czym dziewczyna nie może się pogodzić. Zżera ją poczucie winy i moc niewypowiedzianych słów. Jej życie ma ustalony schemat: wstać, uczyć się, jeść, spać. To życie ucieka jej między palcami, a dziewczyna ma tego świadomość i nic z tym nie robi. Do czasu aż poznaje Wesa. To on uczy ją, że życie trzeba faktycznie przeżyć,a nie tylko przez nie przepłynąć. Z jego pomocą Kiersten odkrywa, że trzeba dać się ponieść fali i zapoczątkować szereg  radosnych zdarzeń. Młodzi zakochują się w sobie, jednak Wes skrywa pewien sekret, po którym dziewczyna może się już nigdy nie podnieść.

"Może nie perfekcja życia, a jego chaos sprawia, że rzeczy nabierają znaczenia?"

   Tym tytułem byłam mocno podekscytowana, gdy zobaczyłam go na goodreadsie kilka miesięcy temu. Dlatego byłam bardzo zdziwiona i szczęśliwa, gdy zobaczyłam że polskie wydawnictwo pokusiło się o jej przetłumaczenie i wydanie u nas. Trochę mi zeszło z poznaniem tej historii, ale wiecie co? Warto było.

   Narracja prowadzona jest z dwóch punktów widzenia: Wesa i Kiersten, dlatego już po kilku pierwszych stronach dowiadujemy się jaki ciężar niesie na swoich barkach chłopak. Moja pierwsza myśl? Przecież to niesprawiedliwe, tak nie może być.

"Trudno jest żyć - łatwiej jest umrzeć. Zamykasz oczy i więcej ich nie otwierasz. Co w tym trudnego? Nic- tyle tylko, że cholernie trudno zostawić tych, których się kocha."

   Temat choroby poruszany był już w wielu książkach i autorom póki co to się nie nudzi. Każdy z nich przedstawia to inaczej: jedni zaprzeczają, inni walczą, kolejni uczą się z tym żyć.
Ja wiem jak głupio może to zabrzmieć, ale bardzo lubię czytać książki traktujące o chorobie, śmierci, przemijaniu. Zetknąć się z tym na żywo to koszmarne przeżycie, ale książki uwielbiam. Nie wiem z czego to wynika. Są one zazwyczaj melancholijne, ale też radosne. Bo osoby z wyrokiem śmierci uczą się doceniać każdy dany im dzień i wykorzystują go na maksa. To szalenie motywujące dla czytelnika i poruszające dla człowieka.

"Chciałem, powinienem, mogłem. 
To jest w ludzkiej naturze zakładać, że możemy kontrolować to co się dzieje z naszym życiem, ale prawdą jest, że...
Życie biegnie swoim torem i czasami jest za późno. Cholera, czasami jest za wcześnie. Czasami podejmujemy złe decyzje, tak samo jak czasami podejmujemy dobre. Tych trzech słów ludzie używają, gdy coś nie idzie po ich myśli. Nie kwestionują niczego, gdy wszystko się układa. Zadają sobie takie pytania gdy wszystko się sypie."

   Rachel Van Dyken ufa Bogu i widać, że sama bezpośrednio, bądź niebezpośrednio zetknęła się z chorobą. Uczucia, którymi czytelnik darzy Kiersten i Wesa, wynikają z tego, że autorka sama ich bezgranicznie kocha. Przekazuje im jak najlepsze cechy, co sprawia, że z każdą stroną coraz trudniej było mi pogodzić się z tym co nieuniknione. Na próżno szukać w Wesie chamstwa i próżności, a w Kiersten zakłamania i wycofania. Oboje borykają się  z trudnymi dla nich problemami i oboje mają na ich zwalczanie inny pomysł. Ale jak są razem to wszystko idzie im łatwiej. I to jest cudowne.

   Rachel Van Dyken w jednej, stosunkowo krótkiej historii umieściła wiele ważnych porad ujętych cytatami, które warto zapamiętać. Nie rażą one w oczy, nie są nachalne. One doskonale wpasowały się w opowieść.
Zakończenie dosłownie wbiło mnie w fotel. Bo ja naprawdę przewidywałam inny koniec.


"Nie poddawaj się. Czasami myślimy, że Bóg napisał koniec, a tak naprawdę to dopiero początek."

   I nie myślcie sobie czasem, że to smutna historia. Bo w niektórych momentach można płakać ze śmiechu ( pierwsze spotkanie Wesa i Kiersten ♥). Teraz z niecierpliwością wyczekuję momentu, kiedy poznam "Toxic", czyli historię Gabe'a, podobno jeszcze lepszą od jedynki.

   "Utratę" przeczytałam dzięki akcji Book Tour, którą zorganizowała Michalina, a do mnie przywędrowała od Minni :) Obu dziewczynom bardzo dziękuję- za zorganizowanie akcji i za wybranie mnie jako kolejnej czytelniczki :)



Czytaj dalej

Doggy Book Tag

Dwukrotnie zostałam nominowana do zabawy Doggy Book Tag-przez Anię i Dominikę. Generalnie chodzi w niej o to, by dopasować cechę psa do książki ;) Nic trudnego, a ja mam słabość do takich zabaw ;) Zabawa wygrzebana z zakamarków postów roboczych- z kilkumiesięcznym opóźnieniem :D

1. Jamnik, czyli niemiłosiernie dłużąca się książka.
Jest to "Córka burzy" od Richelle Mead. Akademia wampirów mi się podobała ( utknęłam na trzecim tomie ekhem), na "Kroniki krwi" mam niesamowitą ochotę... a ta o Eugenie to cóż niewypał. Chyba sobie wmawiam, że Mead tego nie napisała po prostu ;D

2. Chart, czyli książka z pędzącą akcją.
"Rebeliant" Marie Lu. Choć akcja sama w sobie rozwijała się powoli, ale z impetem, to tutaj zwracam uwagę na to jak szybko się czyta tę książkę. Nawet się nie spostrzegłam, a już byłam na ostatniej stronie.

Każdy dzień oznacza nowe dwadzieścia cztery godziny.

Z każdym kolejnym dniem wszystko na nowo staje się możliwe.
Obojętnie, czy żyjesz, czy giniesz, możesz mieć tylko jeden dzień naraz.

3. Rottweiler, czyli książka z dużą ilość agresji.
Nie wiedziałam na którą dokładnie część trylogii się zdecydować, więc ujmę cały cykl "Igrzysk śmierci". Nic więcej dodawać nie trzeba.

4. Chihuahua, czyli najcieńsza przeczytana książka.
Waham się między "Oskarem i Panią Różą", "Małym Księciem", a "Opowieścią wigilijną". To będzie któraś z nich :)

5. Dog, czyli najgrubsza przeczytana książka.
"Dom na Skarpie Nory Roberts. Swoją drogą świetna książka, jedna z pierwszych opisywanych tutaj na blogu ;))

6. Dalmatyńczyk, czyli książka z mnóstwem różnych wątków. 
Chwilowy zanik pamięci. Ktoś coś? :D 

7. Basset, czyli najbardziej wzruszająca książka.
"Ich pięcioro"- Susan Wiggs oraz "Na krawędzi nigdy" J.A.Redmerski. Cudownie wzruszające, dające do myślenia i przeze wszystkim mądre książki.

8. K9 lub Szarik, czyli najlepsza ekranizacja książki.
Chociaż sama książka nie zachwyca, ekranizacja wyszła im lepiej, czyli "Piękne istoty". Do tego Igrzyska Śmierci oraz Gwiazd naszych wina.

9. York, czyli przesłodzona książka.
Bez dwóch zdań i czasu do namysłu oznajmiam, że jest to "Piękna katastrofa" od Jamie McGuire. Dużo "Gołąbków" oraz dużo "Chyba go nie lubię. A jednak lubię. Matko szaleję za nim" zrobiło swoje.

10. Kundelek, czyli książka, która nie jest zbyt popularna, ale mnie zachwyciła.
Zdecydowanie "Jezioro marzeń" Lisy Kleypas! Rewelacyjna książka, o której pewnie mała część z Was słyszała, a jeszcze mniejsza ją czytała, a warto :) 

Tak prezentuje się mój Doggy Book Tag. Jeśli jesteście chętni do wykonania go u siebie-zapraszam!
Nie nominuję nikogo konkretnego, liczę, że sami podejmiecie decyzję. :)

Dzisiaj tak krótko i rozrywkowo, a to dlatego, że nie jestem w stanie wysiedzieć przy laptopie, kiedy mamy taką ładną pogodę ^^ Recenzja "Utraty" czeka na dokończenie, ale nie mam weny. Michalina wybacz za obsuwę w czasie- gwarantuję Ci, że wszystko będzie najpóźniej do poniedziałku ;) Także takim luźnym postem mówię Wam dobranoc i do zobaczenia :*

Czytaj dalej

Maggie Stiefvater- "Wyścig śmierci"


Oryginalny tytuł: The Scorpio Races
Rok polskiego wydania: 2012
Wydawnictwo: Wilga
Ocena: 8/10


   Co roku na wyspie Thisby odbywa się Wyścig Skorpiona. Jest to niebezpieczny i krwiożercy pęd o władzę, sławę i pieniądze. Jeźdźcy dosiadają koni wodnych, które co roku wylęgają się z morza. Sean kilkakrotnie wygrał wyścigi. W tym roku walczy o niezależność i o ukochanego rumaka.
Kate z kolei jest pierwszą dziewczyną, która odważyła się wziąć udział w gonitwie. Jej celem jest zatrzymanie ukochanego domu oraz brata. Dla każdego z nich stawka jest wielka. Kogo tym razem ogłosimy zwycięzcą Wyścigu Skorpiona?

   Jestem wielką zwolenniczką powiedzenia "oczekiwanie zwiększa apetyt". Często sama siebie hamuję przed zakupem upragnionej rzeczy wmawiając sobie, że jak jeszcze poczekam, będę bardziej szczęśliwa i zadowolona. Nie mam pojęcia skąd u mnie takie przekonanie, ale w niektórych wypadkach marzę by z nim skończyć. Na przykład w sprawie "Wyścigu śmierci".

   Bardzo, bardzo długo czekałam na możliwość przeczytania tej książki. A jak tak się długo czeka to z człowiekiem dzieją się niewyobrażalne rzeczy. Stają się uzależnieni od czytania jednej konkretnej powieści i innych tytułów nie dopuszczają do głosu. Stwarzają sobie własne wyobrażenie na temat książki, wymyślają własne losy bohaterów. A kiedy wreszcie trzymają wymarzoną perełkę w dłoniach szaleją ze szczęścia. Źle jednak jest wtedy, kiedy dostajemy coś zgoła innego niż to co sobie wymyśliliśmy.

   I tak właśnie kończy się wiara w moje powiedzenie. Jestem lekko rozczarowana. Nie dlatego, że to zła książka. A dlatego, że sama dopuściłam do tego, by mogła się taka stać.


"Czasami wystarczy, że dzieli się z kimś swoją wściekłość, żeby poczuć się lepiej."

   Kate jest silną, niezależną, odpowiedzialną, a przede wszystkim młodą dziewczyną, której pragnieniem jest zatrzymanie brata na wyspie. Konie wodne doprowadziły do śmierci jej rodziców, przez co starannie ich nienawidzi. Tak bardzo stara się połączyć pozostałych członków jej rodziny, że momentami była dla nich aż za dobra i za bardzo pobłażliwa. Przypominała mi taką osobę, której jako jedynej zależy na wszystkim.

   Sean nie ma nikogo, oprócz Corra. Corr to koń wodny, dzięki któremu chłopak kilkakrotnie wygrał wyścigi. Stał się jego przyjacielem, jako jedyny potrafi go ujarzmić, a przede wszystkim nie boi się go jak inni mieszkańcy wyspy. Jest cichy, spokojny, odpowiedzialny, skrupulatnie i małymi kroczkami dąży do spełnienia swoich marzeń. Potrafi postawić na swoim jeśli tego wymaga sytuacji, ale duma nie przeszkadza mu przyznać racji innym osobom.

   Między dwóją nawiąże się delikatna, romantyczna nić. Stanowią oni dla siebie wzajemne oparcie i podporę w trudnych chwilach. Zawsze mogą na siebie liczyć, chociaż początek ich znajomości najlepszy nie był. Jednak to jedna z tych par, która nie wzbudza w czytelniku głębszych emocji. Kibicujemy im, ale bez wielkiego entuzjazmu. Nie zauważyłam między nimi przysłowiowej chemii, na którą tak bardzo liczyłam.

"Mam wrażenie,że moje serce jest pełne wszystkich początków i końców,a zarazem puste."

   Zawiedziona jestem też faktem, iż sam wyścig przewinął się w ledwie kilka końcowych stron. Cała reszta to przygotowania do niego, szkolenia, upomnienia, wątpliwości czy niedopowiedzenia. Na co liczyłam? Na faktyczny wyścig, który zajmie autorce, przynajmniej jedną trzecią książki. Na jakiekolwiek WIELKIE emocje, kibicowanie, uczucia. Liczyłam na wszystko tylko nie na to co dostałam. Autorce udało się mnie zaskoczyć, jednak nie w tym sensie w jakim bym chciała.

  Jednak styl pisania Maggie Stiefvater jest plastyczny, można z łatwością wyobrazić sobie scenerię, którą ona kreuje; mądry- bo nie brakuje w nim inspirujących cytatów czy scen mających szansę zaistnieć w realnym życiu; oraz autentyczny- widzimy, że bohaterowie mają wady, słabości i są tacy jak my. Jednocześnie Maggie prowadzi akcję z końmi wodnymi- stworzeniami, które w literaturze jeszcze nie miały szansy zaistnieć.

  "Wyścig śmierci" nie okazał się tym na co liczyłam, ale mimo wszystko był bardzo dobry. Mam nadzieję, na poznanie innych książek autorki, a tych u nas w Polsce nie brakuje ;)


Czytaj dalej

Robert Kilen- "Krew Illapa"


Oryginalny tytuł: Krew Illapa
Rok polskiego wydania: 2014
Wydawnictwo: Bellona
Seria: Krew Illapa #1 ?
Ocena: 6/10

  Czy Wy widzicie tę okładkę? Tę cudną, hipnotyzującą okładkę? Utrzymaną w ciemnych, zwodniczych i mrocznych kolorach? Zwiastuje ona szereg intryg i zawirowań, które czekają czytelnika po przewróceniu strony. Gotowi na mieszankę wybuchową?

  Ta powieść to gra. Gra o największą stawkę, o odnalezienie rzeczy najważniejszej. Udział w niej bierze maksimum ludzi- Maksymilian Keller, jego przyjaciel Piotr, Urika, Tupac, Alida. Osoby z wyższych kręgów, Ci bogaci i Ci biedniejsi. A każdy z nich jest świadomy niebezpieczeństwa oraz bogactwa jakie daje wygrana. Tylko czym jest ta RZECZ NAJWAŻNIEJSZA? Złoto, pieniądze, sława, może uczucie?

  Autor już od początku wrzuca nas na głęboką wodę. Nowych bohaterów poznajemy z prędkością światła i bardzo łatwo o pomyłkę. Kto jest kim? Jak się nazywał ten, a jak tamten bohater? Kiedy już mniej więcej zorientowałam się w bohaterach poznałam około 1/3 książki. Teraz przyszła pora na historię. Dlaczego ludzie tak walczą by zdobyć tę rzecz najważniejszą? Dlaczego są gotowi za nią zabijać? Nigdy tak do końca nie wiadomo kiedy i gdzie autor kogoś wyeliminuje.
Jest to błądzenie we mgle, podawanie fałszywych tropów, dezorientowanie czytelnika, ale również i bohaterów. Cel uświęca środki czyż nie?

  Te wyżej podane czynniki, powodują, że w opowieść ciężko się wbić, nietrudno o pomyłkę i zniechęcenie, ale cierpliwych czeka naprawdę świetna końcówka. Ostatnie kilkadziesiąt stron udowodniło mi, że książka ma naprawdę wielki potencjał, a zakończenie pozostało otwarte. Czekam teraz na kontynuację, ponieważ jestem prawie pewna, że takowa się pojawi.

  Jeśli chodzi o uwielbiany przeze mnie wątek miłosny, to trzeba go znaleźć między wierszami. Autor nie podaje niczego wprost, jest to szukanie niejasnych sygnałów, oraz czynów. Czy jestem zawiedziona tym faktem? Troszeczkę, jednak zdaję sobie sprawę z tego, że to nie wątek romantyczny był głównym zamierzeniem autora. Jeśli pojawi się w kontynuacji, będę szczęśliwa. Ale jeśli nie- nie będę też z tego powodu rozpaczać, bo historia i bez tego się broni.

  Jestem początkującą osobą, czytającą polskie książki, dlatego nie potrafię obiektywnie stwierdzić, jak na takim tle wypada "Krew Illapa". Dla mnie było to w miarę przyjemne spotkanie i z chęcią poznam dalsze losy bohaterów. Ciężki początek nie musi zniechęcać :)

  Robert Kilen stworzył coś czego jeszcze nie czytałam. Pomieszał wątek historyczny, z kryminalnym i narzucił powieści takie tempo, że łatwo stracić orientację. Ale jest to przede wszystkim ciekawa opowieść, szczególnie powinna przypaść do gustu fanom gatunku powieści sensacyjnej i jej odłamów.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu:
Kiedyś przeczytam

Czytaj dalej

Liebster Blog Award

Zaledwie wczoraj dostałam nominację od SecondLife-books, a dziś już na nią odpowiadam ;) Zapraszam ;)

1. Na ekranizację której książki nie możesz się doczekać?
Papierowe miasta <333 Jeśli zerkniecie na moją opinię na temat tej książki , zobaczycie, że nie ma szczególnie wysokiej oceny i początkowo była tylko taka sobie. Jednak z perspektywy czasu sądzę, że ten tytuł był naprawdę świetny, a film zapowiada się CUDOWNIE <3 Zwiastun mogę oglądać cały czas :)

2. Którego autora książki już więcej nie przeczytasz?
Kiedy skończyłam drugą książkę Nicholasa Sparksa, powiedziałam sobie dość. Teraz się waham czy dać mu jeszcze jedną szansę, czy zostawić rzeczy takimi jakie są. Nie podoba mi się jego styl pisania.

3. Najgorsza ekranizacja?
Nie ma chyba takiej ekranizacji, która zawiodła by mnie od początku do końca.

4. Książki fizyczne vs. czytnik ?
Chociaż nie mam zastrzeżeń do wersji elektronicznej, to jednak stawiam na książki papierowe.

5. Jaka jest twoja ulubiona książka polskiego autora?
Kilka lat temu zaczytywałam się w serii miętowej od Ewy Nowak i "Krzywe 10" albo "Wszystko tylko nie mięta" zasługują na wyróżnienie. A ponowną przygodę z polskimi autorami dopiero zaczynam :)

6. Którą książkę przeczytasz jeszcze nie raz? I dlaczego?
"Pułapkę uczuć" Colleen Hoover, ponieważ za każdym razem uświadamia mi istotne rzeczy. Zawsze wtedy kiedy o nich zapominam. "Obsydiana" Jennifer L. Armentrout, ponieważ daję pozytywnego kopa, masę dobrej energii, dobrego humoru i po prostu jest świetna. I książki Janette Rallison- magia, romans i sentyment :)

7.Jaki jest twój ulubiony gatunek literacki?
Romans. Romans z kryminałem. Romans z fantastyką. Albo cokolwiek co ma chociażby minimalny wątek miłosny.

8. Od jakiej książki zaczęła się twoja miłość do czytania?
Na to pytanie nie potrafię odpowiedzieć :)

9. Która postać książkowa mogła by być twoja drugą połówką?
Każdy męski bohater, którym się zachwycam. Wypisze tylko imiona okej? Daemon, Holder, Will, Carter, Elyas, Andrew, Ty, Patch, Jace, Rush, Grant, Peeta, Alex, Day, Lucas, Sean... i pewnie wiele innych, o których zapomniałam :D

10. Po jakiej książce ostatnio miałeś/miałaś "kaca książkowego"?
"Lato koloru wiśni"- Carina Bartsch

11. Okładki jakiej serii podobają ci się najbardziej?
"Dotyk Julii" i reszta, seria "Szeptem", okładki polskich wersji książek Cory Carmack ;) A to i tak tylko trzy przykłady ;)

Na mnie czeka jeszcze kilka zaległych nominacji, nie martwcie się wszystko mam zapisane ;)
Czytaj dalej

Michelle Hodkin- "Mara Dyer. Tajemnica"


Oryginalny tytuł: The Unbecoming of Mara Dyer
Rok polskiego wydania: 2014
Wydawnictwo: YA!
Seria: Mara Dyer #1
Ocena: 9/10

   Ja wiem, że ta książka posiada tak dużo opinii pozytywnych jak i negatywnych na jej temat. Wiem też, że dla niektórych pozostaje neutralna, a jeszcze inni w ogóle nie są do jej czytania przekonani. Ale dzisiaj znieście proszę jeszcze jedną, kolejną w gąszczu innych opinii, moją pisaninę na temat bardzo tajemniczej książki. Gotowi?


"- O Boże, prześladujesz mnie jak zaraza! - warknęłam. 
- Kunsztownie wymyślona, koronkowo subtelna i totalnie epicka alegoria dysonansu poznawczego - orzekł. - Cóż, dzięki. To jeden z najbardziej wyszukanych komplementów, jakie usłyszałem. 
- Nie odróżniasz dżumy od cholery, Noah.
- Bo dla mnie to jedna cholera."

   Mara nie pamięta wypadku, w którym zginęli jej przyjaciółki i chłopak. Nie wie też dlaczego, oni zginęli, a dziewczyna żyje. Przeprowadza się wraz z rodzicami i braćmi w nowe miejsce. Nowy początek, nowa szkoła, nowi znajomi. A wśród nich Noah, szkolne bożyszcze, które interesuje się akurat nią. Mara zaczyna mieć przebłyski wspomnień z tej koszmarnej nocy. Jednak wie, że za tym kryje się coś więcej. Zaczyna się bać samej siebie i wie, że rozpaczliwie i za wszelką cenę musi dowiedzieć się prawdy.


   "Mara Dyer. Tajemnica" już samą okładką jest w stanie przyciągnąć czytelnika. Pamiętacie przecież jakie powstało ogólne zamieszanie i radość, że wydają ją u nas w Polsce, kiedy już praktycznie straciliśmy nadzieję. Promują bestsellerową powieść, nie zmieniają okładki, każdy się zachwyca- musi w tym być jakiś haczyk-myślałam. Ale kiedy widziałam kolejny, świetny zresztą cytat z książki, wszystkie wątpliwości zanikały i pojawiała się paląca potrzeba, by poznać tę historię.

"Jak miałam mu odpowiedzieć? Noah, mimo że jesteś draniem i dupkiem, a może własnie dlatego, mam ochotę zedrzeć z ciebie ubranie i mieć z tobą dzieci."

   Cała opowieść jest przeprowadzona z punktu widzenia Mary. Znamy jej przebłyski wiedzy na temat koszmarnej nocy, razem z nią się boimy oraz odkrywamy, że uważa się za szaloną. I szczerze powiedziawszy momentami bałam się o zdrowie psychiczne nie tylko Mary, ale i swoje. I w sumie Michelle też. Jak można stworzyć coś tak bardzo tajemniczego, przypominającego najgorsze koszmary, a jednocześnie tak bosko cudownego?

   Zarówno Noah jak i Mara są sarkastyczni, obdarzeni zdolnością natychmiastowego reagowania na zaczepki i zawsze mogą na siebie liczyć. Noah jest obrzydliwie bogaty, chociaż wypiera się tego stwierdzenia i mówi, że to pieniądze nie jego, a jego ojca. Czyż nie jest cudowny?

"- Powinieneś powiedzieć: „Nade wszystko zależy mi, żebyś była szczęśliwa. Dlatego zrobię wszystko, nawet gdyby to oznaczało rozstanie”.
- Wybacz, nie jestem aż tak wielkoduszny."

   "Mara Dyer. Tajemnica" to tytuł o niezdefiniowanym przeze mnie gatunku? Kryminał, thriller, romans? A może coś ze zjawiskami paranormalnymi? W każdym razie jeszcze nigdy nie czytałam takiej książki.

   Kompletnie nie mam pojęcia w jakim kierunku pójdzie autorka by rozwinąć i zakończyć tę historię. Bo sam finał pierwszej części jest niepokojący, mroczny i zaskakujący. Nie mogę przewidzieć co będzie dalej, bo tego się po prostu nie da zrobić. Na jakie zjawiska postawi Michelle Hodkin i czym mnie jeszcze zaskoczy? Na pewno będzie dreszczyk niepokoju, na który czekam z radością. Ale co poza tym? Nie mam bladego pojęcia.


Czytaj dalej

Sandy Hall- "Musimy coś zmienić"




Oryginalny tytuł: A Little Something Different
Rok polskiego wydania: 2015
Wydawnictwo: Pascal
Ocena: 7/10

  Zamknij oczy. Wyobraź sobie, że właśnie widzisz  dwie osoby. Panią Iks i Pana Igrek. Jedno z nich siedzi na ławce, drugie niedbale opiera się o mur szkoły. I oboje na siebie zerkają, szkoda tylko, że właśnie wtedy kiedy to drugie nie patrzy. A Ty stoisz kilka metrów dalej i czujesz się trochę jak intruz. Bo podglądasz coś, czego pewnie nie powinieneś. Ale z drugiej strony nie masz się czego wstydzisz. Nie szpiegujesz. Jesteś tylko przypadkowym widzem, który obserwuje tę scenę i gorąco kibicuje tej dwójce.
Nie wiesz jednak, że kiedy oni rozchodzą się, każde w swoją stronę, obserwuje ich także okoliczna ekspedientka, pies przywiązany do drzewa, czy kierowca samochodu. I każde z nich ma własną teorię na ten temat, własne spostrzeżenia. Chciałbyś je poznać?

  "Musimy coś zmienić" to historia dwójki ludzi, rozgrywająca się na przestrzeni kilku miesięcy. Jednak opowiedziana jest nie przez samych zainteresowanych, a przez obserwatorów. 14 różnych punktów widzenia, 14 ludzi, którzy są zdecydowanie doprowadzić tę dwójkę do szczęśliwego związku. I ani słowa od Lei i Gabe'a.

   Pierwsze rzeczą, która zachęca czytelnika, do sięgnięcia po ten tytuł to PRZEŚLICZNA okładka, utrzymana w pastelowej kolorystyce, którą wielbię. Jak weźmiecie ją do ręki przekonacie się, że nawet teksturę ma delikatną, taką co przewiduje lekką i przyjemną lekturę. "Musimy coś zmienić" to nowość na polskim rynku wydawniczym i nowość w dziedzinie pisania. Nie kojarzę, aby ktoś wcześniej wpadł na pomysł stworzenia historii miłosnej dwójki ludzi, nie dopuszczając ich przy tym do głosu.  Główne skrzypce grają tutaj przyjaciele, rodzeństwo, nauczycielka kreatywnego pisania, kierowca autobusu, a nawet wiewiórka. I choć jasne jest, że podpatrujemy rozmowy Lei z współlokatorką, czy Gabe'a z bratem, to nie mamy jednak dostępu do bezpośrednio towarzyszących im uczuć, do tego czego nie wyznają przyjaciołom. Wszystko co wiemy, wiemy od obserwatorów.

"-Hej, hej, hej !- mówię i przeklinam w myślach. Z pewnością oglądałam zbyt dużo powtórek Alberta.- Zaczynamy- obwieszczam i klaszczę.
Przynajmniej nie dodałam słowa "impreza" w ostatnim zdaniu. Kiedyś powiedziałam: "Zaczynamy tę imprezę", po czym zaczęłam udowadniać, że pisanie może przypominać przyjęcie, tyle, ze niezakrapiane alkoholem i z ograniczoną możliwością tańczenia."

   Ciężko było mi się przyzwyczaić do takiej narracji. Miałam zakodowane w głowie, że jest to romans między Leą, a Gabe'em i przyłapywałam się na tym, że gubiłam się w rozmowach poszczególnych osób. Sądziłam, że poznaję myśli Lei, a były to myśli jej współlokatorki Maribel.

   Ta czternastka widzów jakby na siłę próbowała wyszukać coś czego nie było. Bawili się w swatów, w niektórych przypadkach było to trochę podejrzane, jakby autorka była na prochach i pisała nie od rzeczy. Jakby chciała stworzyć postać, która wręcz psychopatycznie próbuje nakłonić kogoś do związku. To było trochę szalone i straszne.

   Co do historii samej w sobie jest ona strasznie... nieśmiała. To najlepsze określenie jakiego mogłabym użyć. Zarówno Lea jak i Gabe są strachliwi i dużo czasu minie zanim będą w stanie normalnie rozmawiać. Poza tym chłopak ukrywa tajemnicę, ale nie jest to nic tak spektakularnego jak na to liczyłam.

"Jestem najstarszą ławką na tym dziedzińcu, ale nikt mnie nie szanuje. Chciałabym powiedzieć, że moja praca jest porywająca, ale rzadko zdarza się coś ciekawego. Czasem usiądzie na mnie naprawdę doskonały tyłek, jednak nie wszystkie pośladki mi się podobają." ( Tak- ławka też ma swój głos. Zdziwieni?)

"Musimy coś zmienić" jest często porównywane do "Eleonory i Parka" Rainbow Rowell. Podobieństwa widzę i ja, chociażby typ okładki czy płochliwość bohaterów, jednak na dłuższą metę to stwierdzenie się nie sprawdza.  Są to dwie różne od siebie książki i niech tak zostanie.

   Ciekawym dodatkiem do powieści jest wywiad z autorką umieszczony na końcu książki oraz pytania do samodzielnego rozważenia, do dyskusji. Z pytań do Sandy szczególnie zapadło mi w pamięć to, że książka powstawała przez 6 dni. Oczywiście z wcześniejszym planem i w ogóle, ale mimo wszystko bardzo szybko. Natomiast kwestie do dyskusji są świetnym urozmaiceniem. Uwielbiam jak autor oprócz treści dodaje coś od siebie. Czy to playlisty, czy chociażby podziękowania.



   Sandy Hall ma lekkie pióro, jej powieść połknęłam w zaledwie trzy godziny, jednak jest to typ lektury "na raz". Szybko przeczytasz, szybko o niej zapomnisz. Tak więc nie jest to zła książka. Ma parę minusów, które mogą odstraszyć, ale jest przede wszystkim miłą odskocznią. Polecam ją każdemu kto lubi historie o miłości, dla niektórych tej pierwszej.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

A dla Was mam bardzo dobrą wiadomość ! "Musimy coś zmienić" jest tytułem, który przeczytałam w ramach akcji Book Tour, który zorganizowała Iza. Regulamin zabawy podany został TUTAJ. Ja otrzymałam książkę od Alicji z bloga RECENZENT, i w tym miejscu bardzo jej dziękuję, że to mnie wybrała :) I Izie również dziękuję za zorganizowanie całej akcji. :) A co najfajniejsze u niej na blogu wystartował już drugi BT tym razem z debiutancką powieścią Alicji ;) Zapraszam do zgłaszania się, bo taka książka z imionami blogerów jest naprawdę wspaniałą pamiątką !


A "Musimy coś zmienić" już jutro wędruje do kolejnej blogerki, którą wybrałam. Śledźcie blogi :D


Czytaj dalej

Carina Bartsch- "Lato koloru wiśni"




Oryginalny tytuł: Kirschroter Sommer
Rok polskiego wydania: 2015
Wydawnictwo: Media Rodzina
Ocena: 9/10

  Emely ma 23 lata, studiuje literaturoznawstwo, uwielbia  twórczość Chucka Palahniuka, posiada dość charakterystyczny gust muzyczny i niesamowicie sarkastyczne poczucie humoru. Ale najbardziej ze wszystkiego kocha swoją przyjaciółkę- Alex, która właśnie przeprowadza się do Berlina i zaczyna studiować na tej samej uczelni co Emely. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że ta najlepsza kumpela wprowadza się do mieszkania swojego starszego brata- Elyasa. Powiedzieć, że Emely nie lubi tego osobnika byłoby wielkim niedopowiedzeniem. Przez wydarzenie z przeszłości, w którym Elyas mocno skrzywdził Emely, dziewczyna starannie unika go od siedmiu lat. Aż do teraz. Czy można na nowo zakochać się w kimś kto tak bardzo Cię zranił? A może lepiej dać szansę internetowemu znajomemu-Luce, który zdaje się tak dobrze ją rozumieć?

  "Lato koloru wiśni" zainteresowało mnie w dużej mierze dzięki opinii jednej z blogerek i od tego czasu nie mogłam usiedzieć na miejscu jak tylko zdołałam sobie przypomnieć samą fabułę książki.
A kiedy wreszcie trzymałam ją w rękach moja euforia nie znała granic.

  Skończyłam tę książkę w jeden dzień. Książkę, która ma prawie 500 stron. Nie przypominam sobie, żeby zdarzyło mi się to kiedykolwiek wcześniej. Ale wiecie co? Nie ma innej możliwości. Tego tytułu po prostu nie da się zacząć, a potem odłożyć na jakiś czas. Strony połyka się w zastraszającym tempie, nie wiesz kiedy mija ten czas i zastanawiasz się jak to możliwe, że prawa strona grzbietu robi się coraz chudsza.

"-Jesteś jak cukier, Elyas- wymamrotałam.
-Słodki?- W jego głosie brzmiało radosne zaskoczenie.
- Nie, klejący !- odpowiedziałam i zakończyłam rozmowę."

  Wielu jest autorów, którzy stosują w swoich książkach zabieg sarkazmu. Ale wiadomo są Ci dobrzy i Ci gorsi. Osobiście posiadam kilka takich osób, które potrafią mnie zadziwić i rozśmieszyć, używając sarkastycznych sformułowań. A Carina Bartsch już po kilku pierwszych stronach bezapelacyjnie do nich dołączyła. Możecie teraz odnieść wrażenie, że to jest główny i najważniejszy powód, dla którego jestem tak bardzo zakochana w tej książce. I będziecie mieli stuprocentową rację. Jednak istnieje coś jeszcze.

"Wieczór z Elyasem... Mój Boże, czy od razu powinnam popełnić samobójstwo czy dopiero potem? To bardzo trudny wybór."

  Nie dając nam czasu do namysłu, Carina od pierwszych stron wrzuca nas na głęboką wodę i pozwala poznać Emely, Elyasa oraz Alex. Każde z nich ma inny, wyjątkowy charakter. Alex "skacze jak kauczuk po okolicy", jest żywiołowa, bardzo uczuciowa i wszystko mocno przeżywa. Kocha swojego brata, przyjaciółkę oraz zakupy. I jest też taką naiwną idiotką, ale tylko i wyłącznie w pozytywnym sensie. Pod pewnymi względami przypominała mi małe dziecko, które prosi o wymarzoną zabawkę, dopóki jej nie dostanie. Ale jest przy tym tak bardzo urocze, że nie sposób mu odmówić.
Elyas. Mogłabym pisać epopeję na temat tego jaki jest. Uczciwy, zaradny, troskliwy, ma poczucie humoru. Ironiczne oczywiście. Walczy o to na czym mu zależy, ale bardzo łatwo też go zranić. Ukrywa się pod maską złotego chłopca, ale w głębi duszy marzy tylko o jednej osobie. A Emely utwierdzona w przekonaniu, że została przez chłopaka skrzywdzona nie chce go dopuścić zbyt blisko siebie.

"-Ale to działa-powiedział pewnym siebie głosem- Lecisz na mnie.
-Lecę na ciebie jak zepsuty szybowiec"

  Potyczki słowne między Elyasem a Emely przypominały mi mecz tenisa. Rzucasz oczami raz w prawo, raz w lewo, nie wiedząc komu tym razem się poszczęści, a kto upadnie.

"-Wiesz co? Gdyby w słowniku były obrazki, obok słowa "dupek" znajdowałoby się twoje zdjęcie.
-Wow- zaśmiał się- Można by pomyśleć, że mnie nie cierpisz.
-Mogę tylko zasugerować, byś zaufał swojej intuicji."

  Przez lekturę przebijają się świetne samochody, ciekawa muzyka, pocałunki w policzek oraz... Berlin! Cała akcja rozgrywa się właśnie w tym mieście, w Niemczech. Autorka również jest Niemką, co zdecydowanie działa na jej korzyść. Jeszcze nigdy całkowicie nie zawiodłam się na książce, napisanej przez osobę, pochodzącą właśnie stamtąd. Nie wiem czy to zasługa tego, że wybieram akurat te dobre tytuły, czy oni po prostu tak dobrze piszą. Mimo wszystko poproszę o więcej.
Więcej niemieckich pisarzy, i zdecydowanie więcej Cariny Barstch. Ludzie jak można TAK skończyć książkę??? To wręcz niedopuszczalne. Musiałam kilka razy czytać zakończenie, ażeby się upewnić, czy aby na pewno dobrze przeczytałam. Czuję wielki niedosyt. Z niecierpliwością czekam na drugą część historii- "Zima koloru turkusu" i na więcej niespodzianek, które przyszykuje nam Carina.

Za możliwość poznania losów Emely i Elyasa, NIESAMOWICIE dziękuję pani Marcie i                     Wydawnictwu Media Rodzina. 



Czytaj dalej

Majowo- czerwcowe nabytki

Tak jak wczoraj zapowiadałam, dzisiaj przyszedł czas na coś, co tygryski lubią najbardziej ^^ Stos książek, które zasiliły moją biblioteczkę na przełomie maja i czerwca. Zapraszam ;)



1. "Wyścig śmierci"- Maggie Stiefvater- jedyna pozycja z kwietnia, dlatego, że zapomniałam ją pokazać ostatnio. Wymiana na lubimyczytac.pl

2. "Maybe someday"- Colleen Hoover- przedpremierowy zakup na znak.com.pl

3. "Eleonora & Park"- Rainbow Rowell- również zakup na znak.com.pl. Swoją drogą mocno spontaniczny ;)

4. "After. Płomień pod moją skórą"- Anna Todd- wygrana w konkursie u Eweliny

5. "Malfetto. Mroczne piętno"- Marie Lu- prezent od siebie dla siebie, kupiony ze względu na dwa lata prowadzenia bloga ;)

6. "Dotyk Julii"- Tahereh Mafi- prezent od Katherine w ramach Amerykańskiej Wymiany Książkowej ;)

7. "Ostatnia wola Sonji"- Asa Hellberg- kolejna książka wymiankowa, tym razem od Vyar. :)

8. "Sekretny pamiętnik Mirandy Cheever"- Julia Quinn- złapana za 5 zł na kiermaszu Biedronkowym. Bardzo chcę mieć pozostałe dwie części, chociaż okładki mają paskudne...

9. "Lato koloru wiśni"- Carina Bartsch- czyli mój pierwszy egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Media Rodzina ( bardzo dziękuję ♥). CUDOWNA ! Recenzja już w poniedziałek ;)

Tak się prezentują moje zdobycze, z każdej jestem niezmiernie zadowolona. Czytaliście coś? ;)
Czytaj dalej

Zapowiedzi- lipiec 2015 #13

W tym miesiącu, zapowiedzi pojawiają się z jednodniowym poślizgiem, a to wszystko przez to, że cierpię na chroniczny brak czasu ;) Nie ma mnie w domu, siedzę na polu. A jak w domu się pojawię to raczej czytam niż piszę i tak się sprawy mają :D Poza tym w dalszym ciągu mam problemy z dodawaniem zdjęć z laptopa i robię to z drugiego komputera, co lekko doprowadza mnie do szału. Ale zgodnie z tematem- zapowiedzi ^^ 






"Origin" to OBOWIĄZKOWA pozycja na mojej liście czytelniczej, jednak tak jak było z wcześniejszymi tomami,  chwilowo wstrzymuję się od zakupu. Wiecie- oczekiwanie zwiększa apetyt i te sprawy ;D "Grając w miłość" to kolejny, szósty (?) już tom Rosemary Beach, tym razem opowiadający o Grancie. Moim ukochanym i jednym z najulubieńszych bohaterów. ^^ "Fangirl", czyli kolejna, nowa Rowell. Oby była bardziej szałowa i mniej cukierkowa od swojej poprzedniczki.
I na sam koniec coś co tygryski lubią najbardziej, czyli "Jesteś zagadką". To chyba nowe nazwisko u nas, a fabuła skupia się mniej więcej na facecie cierpiącym na amnezję. I okładkowo sądzę, że będzie też coś romansopodobnego ;)

Dwie pozycje z początku, a dwie z końca miesiąca, takie rzeczy ;) W tym miesiącu w sumie skromnie, bo tylko 4 tytuły, ale uważam, że to i tak dość :D

Już na jutro zaplanowałam stosik ze zdobyczami z maja i czerwca, i wierzcie mi-jest na co popatrzeć ;)

A dzisiaj życzę Wam dobrej nocy :*
Czytaj dalej

Podsumowanie miesiąca- czerwiec 2015

Po dość czytelniczym maju ( przeczytałam 12 książek ) wiedziałam,  że czerwiec spędzę raczej ubogo. I w sumie jeśli patrzeć na ilość to szału nie ma. Ale jeśli spojrzeć na grubość czy na ilość stron- o to proszę państwa jest rewelacyjnie :)

Ubiegły miesiąc był dla mnie przede wszystkim czasem zapinania wszystkiego na ostatni guzik. Poprawiłam wszystko to, co tylko dałam radę, niektóre rzeczy odpuściłam, ale i tak jestem z siebie dumna, ponieważ drugą klasę technikum ukończyłam z średnią 4.5. Nie wszystko się udało, wiem już do jakich przedmiotów pasuje się przyłożyć w kolejnym roku... ale o to będę się martwić dopiero za dwa miesiące :)

Poza tym w czerwcu po raz kolejny odwiedziłam mój cudowny Kraków, tym razem na dwa dni. Tak się złożyło, że wyjazd wypadł akurat w urodzinowe święto mojego bloga, co było swoistą nagrodą dla mnie ;) Ale i tak oprócz tego kupiłam książkę :D

Co do urodzin bloga- były i to już kolejne, drugie. Obszerniej rozpisałam się w specjalnym ku temu poście, także chętnych raz jeszcze zapraszam-tutaj. Odbył się też konkurs, wyniki już na blogu.

Z istotniejszych informacji, jak pewnie zauważyliście, lekko odświeżyłam wygląd bloga. W sumie to tylko tło i kolory napisów, ale jak dla mnie jest super. Osiągnęłam zamierzony efekt- lekko, dziewczęco oraz wakacyjnie :)

Wzięłam też udział w Bookathonie. Była to moja pierwsza tego typu akcja i cóż przeczytałam prawie 700 stron, więc to dla mnie sukces :D Co czytałam ? Dashnera i Todd.

I jeszcze jedna ważna informacja- dostałam swój pierwszy egzemplarz książki do recenzji ! Podekscytowanie wielkie, a jak zaczęłam czytać ten tytuł ( już z obrazka widać, który to :)), to rosło z każdym zdaniem :)

Książki:



  • "Black Ice"- Becca Fitzpatrick
  • "Wyścig śmierci"- Maggie Stiefvater
  • "Krew Illapa"- Robert Kilen
  • "Lato koloru wiśni"- Carina Bartsch
  • "Próby ognia"- James Dashner
Przeczytałam także znaczną część "After. Płomień pod moją skórą" Anny Todd, jednak nie udało mi się skończyć.

Filmy:
-Jak ukraść Księżyc?
-Kac Vegas
-Drobna niedogodność ( po raz kolejny)
-Zakochana złośnica
-The DUFF [#ta brzydka i gruba]
-Dla Ciebie wszystko
-Lemoniada Gada (po raz etny)
-Dzwoneczek i bestia z Nibylandii

Seriale:
Pomińmy ten punkt :D

Inne:
Podsumowanie miesiąca
Lista par wymiankowych
Zapowiedzi
Szatynka poleca
LBA
Post rocznicowy
Filmowa Dominika
Moja wymiankowa paczka
Tea Book TAG
10 książek na 10 miesięcy roku szkolnego-podsumowanie
Wyniki konkursu

Wyzwania:
Kiedyś przeczytam- 1 książka ze stosiku mniej :)
Wyzwanie biblioteczne- z czerwcu dwie książki były z biblioteki, ale na lipiec coś czuję, że będzie lepiej. Przytargałam do domu 4 tytuły :)
10 książek na 10 miesięcy roku szkolnego- jako, że rok szkolny się skończył, to wyzwanie też. Moje postępy możecie zobaczyć w wyżej podlinkowanym tekście.

Plany:
Przede wszystkim skupiam się na pozycjach bibliotecznych, dwóch innych książkach, które do mnie przywędrują, ale o tym za niedługo i dokończeniu "After".
 
Czytaj dalej