Nora Roberts- "Irlandzka krew"










  Oryginalny tytuł: Irish Thoroughbred
Rok polskiego wydania: 2011
Wydawnictwo: Mira
Seria: Irlandzka wróżka
Ocena: 4/10

  Życie Adelii Cunnane skończyło się w momencie śmierci jej ciotki. A przynajmniej tak myślała. Wiedziona impulsem odzywa się do dawno nie widzianego wujka, który nakazuje jej wsiąść w samolot i czym prędzej zjawić się w Ameryce. Młoda Irlandka stwierdziwszy, że tak naprawdę nic nie ryzykuje spełnia prośbę Paddy'ego i przylatuje do Marylandu. Tylko, że na farmie wujka pozna zagadkowego Travisa i nieodwołalnie się zakocha. Dodatkowo będzie musiała przekonać wszytskich, że umie pracować z końmi.

  "Irlandzka krew" to (jeśli dobrze wyczytałam) pierwsza książka Nory Roberts. Napisana w 1981 roku, wielokrotnie wznawiana, czytana do dziś. Teraz mamy rok 2015, czyli 34 lata od publikacji. 34 lata ciągłego pisania nowych książek przez Roberts. I muszę stwierdzić, że w tym wypadku idealnie sprawdza się powiedzenie "Praktyka czyni mistrza". Bo Nora niesamowicie zmieniła swoj styl, stworzyła go tak bardzo własnym, że łatwo to poznać.

  Sama Adelia i Travis jako główni bohaterowie są mdli. Łączy ich miłość do koni, a później do siebie nawzajem, jednak jak czytałam niektóre ich dialogi to po prostu były one śmiesznie naiwne.  W pewnych momentach mogłam odnieść wrażenie, że dzieci mogły stworzyć mądrzejsze zdanie. Z biegiem książki przyzwyczajałam się do tego, ale początkowy niesmak pozostał. I przyzwyczaić się to jeszcze nie to samo co polubić. Temu stwierdzeniu bliżej do tolerancji.

  Jeszcze jedną rzeczą, która mnie drażniła była jej niechęć do wszystkiego co amerykańskie. Przyjeżdża z prowincji, nie rozumie idei wielkich centr handlowych, ani maniakalnego kupowania czegokolwiek. Przyzwyczajona od dzieciństwa do skromności i korzystania ze wszystkiego najdłużej jak się da. Kurczę oszczędność, przyzwyczajenie, niechęć- wszystko rozumiem. Ale jak ktoś robi Ci prezent- dlaczego od razu trzeba odmawiać? Albo reagować impulsywnie, a potem zapomnieć nagle o wszystkich swoich obawach.?

  Wielki plus za kreację Irlandii. Jesteśmy w USA, ale pamiętamy o dobrych skrzatach i wróżkach. Pamiętamy o zielonej scenerii i muzyce. I bardzo dobrze.

  Reasumując- "Irlandzka krew" to niezbyt udany debiut autorki, i patrząc na jej późniejsze dokonania ciężko uwierzyć, że to jej dzieło. Każdy od czegoś zaczynał, jeden miał lepszy start, drugi gorszy. Ale jednak nie jest to jeszcze kategoria całkowitego dna. Nie za dużo mam też na ten temat do gadania, bo i książeczka króciutka. Tak czy inaczej, warto sięgnąć po tę książkę, jeśli jesteście fanami Roberts, albo czytaliście jej późniejsze książki. Warto porównać początek z dalszą twórczością. Jednak na pierwsze spotkanie odradzam, bo tylko się zrazicie, a nie na tym to polega :)

Recenzja bierze udział w wyzwaniu:
Kiedyś przeczytam

Czytaj dalej

Lisa Kleypas- "Ścieżka słońca"


Oryginalny tytuł: Rainshadow Road
Rok polskiego wydania: 2013
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Seria: Zatoka Friday #1
Ocena: 7/10

  Rok temu mieliście okazję przeczytać co sądzę na temat "Jeziora marzeń" Lisy Kleypas. Zainteresowanych zapraszam tutaj. Umieściłam tę książkę na liście Najlepszych 2014 roku, a to o czymś świadczy. Jest to druga część serii znad Zatoki Friday, o czym wtedy przekonałam się dopiero pod koniec. Cóż chyba już wtedy miałam zalążki by zaczynać serie od środka. Ostatnio coś weszło mi to nawyk ;)
Po rewelacyjnej dwójce przyszedł czas na rewelacyjną jedynkę. Postawiłam "Ścieżce słońca" dość wysoką poprzeczkę, uznając, że nie może być inaczej. Ale chyba jednak było.

  Lucy od dziecka pozostawała w cieniu młodszej siostry Alice. To ona była tą starszą z rodzeństwa, która musiała być grzeczna i odpowiedzialna za siebie i za Alice. Teraz ta krucha i nieporadna młodsza siostra oznajmia, że jest zaręczona...z chłopakiem Lucy. Wyszło dość niefortunnie, co tu dużo gadać. Jednak w tym momencie na drodze Lucy staje Sam Nolan- mężczyzna z TEJ rodziny, która na wyspie od zawsze była nielubiana. On i jego rodzeństwo- winorośle zawsze pijanych rodziców, nie miało łatwego dzieciństwa. Teraz ich ścieżki krzyżują się. Czy wyniknie z tego coś dobrego?

  Z wielką przyjemnością powróciłam w znajome strony. Zatoka Friday to miejsce gdzie marzenia się spełniają... czasami z pomocą dobrych duszków. To miejsce gdzie czas płynie wolniej, bardziej sielankowo. To magiczne miejsce.  Kiedy tam zawitasz, nie chcesz wyjeżdżać. A jeśli jednak musisz to zrobić, to nie możesz doczekać się przyjazdu.

  Lucy zajmuje się szkłem artystycznym. Robi witraże i inne cuda ze szkła. Ma to związek z pewnym wydarzeniem z przeszłości, które to utworzyło jej furtkę do tego zawodu. A może lepiej rzec-powołania. Przyznaję, że nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek miała w książce tak bezpośredni związek ze szkłem. Autorzy ciągle mnie zaskakują, wprowadzając różne typy fachów bohaterów. I dobrze, bo mam szansę chociaż w minimalnym stopniu poczytać o czymś nowym dla mnie.
Jednak Lucy to osoba bardzo potulna. Lubię bohaterki z pazurem. Takie, które potrafią odpyskować. A nawet jeśli nie na głos, to robią to w myślach. Lucy uważała na każdy krok, żeby przypadkiem kogoś nie zranić. Jestem w stanie to zrozumieć, ale ta jej chęć była wręcz obsesyjna. Poza tym tak łatwo się na wszystko zgadzała. Zaakceptowałam ją i jej sposób bycia, jednak nie darzę jej szacunkiem.

  Sam z kolei to troskliwy facet. Żadna z niego czarna owca, jest prostolinijny. Nie ma ukrytych zamiarów, od początku stawia sprawę jasno. Możliwe, że przekroczenie prędkości to dla niego grzech (okej-w tym momencie troszkę przesadzam). Nie jest nudny, ale po prostu taki grzeczny. Nie chce skrzywdzić Lucy, ale ma na nią oko. Ma troszkę zaniżone mniemanie o sobie, co widać w jego relacjach z innymi. Ale jak raz się zaangażuje to na zawsze.

  A i jeszcze jedno. Kevin to ten niewierny, który zasługuje na wszystko co najgorsze. Potrafię wybaczyć książkowym bohaterom, którzy dopuścili się zdrady, ale tylko jeśli mają motyw lub wiarygodne wytłumaczenie. "Sorry przespałem się z inną bo potrzebowałem rozrywki, ale teraz oprzytomniałem i wiem, że Cię kocham. I tak- wybaczam Ci to, że się na mnie gniewałaś" to nie wytłumaczenie, tylko marna próba powrócenia do łask. Taką osobę mam ochotę zmniejszyć i zdeptać butem.

  Wielkie brawa natomiast dla siostrzenicy Sama, którą wspólnie z braćmi się opiekuje. To uroczy, pogodny promyczek słońca. Mam słabość do małych dzieci ( o ile nie zaczną wrzeszczeć i nie chcą dać się uspokoić). Tak więc punkt dla Holly.

  Lisa Kleypas chciała stworzyć ciepłą opowieść o życiu mieszkańców małej wyspy i udało jej się to. Nie uniknęła niedociągnięć, ale każdemu przysługuje margines błędu. Ta książka jest naprawdę warta uwagi, dlatego ją polecam. Obyczajowa historia, która spodoba się mamie, babci, córce i przyjaciółce.

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Wyzwanie biblioteczne
Czytaj dalej

Konkurs z magazynami językowymi English Matters oraz Deutsch Aktuell

Często w komentarzach pod publikowanymi recenzjami na temat English Matters i Deutsch Aktuell pisaliście, że chcielibyście kiedyś przeczytać te magazyny. Jedni niemiecki, drudzy angielski ( z naciskiem na tych drugich :)).
Przez przypadek dostałam podwójne egzemplarze najnowszych wydań tych magazynów. Więc mam komplet dla Was :)

Co zrobić, żeby wziąć udział w konkursie?
Podać maila oraz wstawić link, bądź sam tytuł do piosenki, której ostatnio często słuchacie :)

Zasady:
1. Organizatorem konkursu jestem ja, autorka bloga czytelniadominiki.blogspot.com, natomiast fundatorem nagrody Wydawnictwo Colorful Media
2. Konkurs trwa od 26.03 do 07.04. 2015 roku.
3. Uczestnikami konkursu mogą być wyłącznie osoby mające adres korespondencyjny w Polsce.
4. Na adres zwycięzcy czekam 5 dni. Po tym czasie losuję inną osobę.
5. Zwycięzca zostanie wybrany poprzez losowanie.
6. Nagrodami w konkursie są magazyny English Matters 51/2015 oraz Deutsch Aktuell  69/2015.
7. Nagroda jest niepodzielna. Jedna osoba zgarnia oba magazyny.
8. Nie istnieje możliwość wymiany nagrody na jej pieniężny odpowiednik.
9. Aby zgłosić się do konkursu należy podać swój adres e-mail oraz wstawić link do ostatnio często słuchanej piosenki.

Wzór zgłoszenia:
Zgłaszam się
Mail:
Link do piosenki:
Baner (opcjonalnie):

Liczę na Was :*



Czytaj dalej

Kai Meyer- "Arkadia płonie"


Oryginalny tytuł: Arkadien brennt
Rok polskiego wydania: 2014
Wydawnictwo: Media Rodzina
Seria: Arkadia #2
Ocena: 9/10

W dwóch pierwszych akapitach występują spoilery. Czytasz na własną odpowiedzialność.

  Po dramatycznych wydarzeniach, które zwieńczyły "Przebudzenie Arkadii" przyszedł czas na przeczytanie drugiej części cyklu. Mam to szczęście, że posiadam całą trylogię, co jest naprawdę wygodnym rozwiązaniem. Nie muszę się zastanawiać, kiedy przeczytam następny tom, ani czy cokolwiek będę z poprzedniego pamiętać. Dlatego ledwo skończywszy jedynkę, zabrałam się za "Arkadia płonie". I muszę przyznać, że książka jest godną kontynuacją.

  Rosa po śmierci ciotki i siostry zostaje głową klanu Alcantara. Nie bardzo wie jak sobie  z tym wszystkim poradzić. Ma więcej pytań niż odpowiedzi, co skutkuje wycieczką do Nowego Jorku. Dziewczyna ma nadzieję, że matka zna odpowiedź na pytanie co łączyło jej ojca z TABULĄ, ale zamiast tego odkryje szokującą prawdę o nocy swojego gwałtu. W świecie kłamstw i półprawd, komu Rosa zdecyduje się zaufać? Czy podejmie dobre decyzje? A jeśli nie- jakie będą ich skutki?

Koniec spoilerów

  W blogosferze książkowej i okolicach, istnieje stwierdzenie, że często najlepsze w seriach są ich pierwsze tomy. Że w drugich poziom spada, a trzecie są po to, by jakoś ładnie zakończyć cykl. Gorzej jak tomów jest więcej. Temat się wyczerpuje, ale autorzy robią z tego tasiemce, żeby zarobić. Z niektórymi elementami tego stwierdzenia się zgadzam, co do innych  nie mam podstaw, żeby oceniać. Ale w przypadku Trylogii Arkadyjskiej z całą szczerością muszę powiedzieć, że tom drugi, jest zdecydowanie lepszy od swojej poprzedniczki.
"Przebudzenie Arkadii" jest swego rodzaju wprowadzeniem w cały przedstawiony świat. Poznajemy bohaterów, zalążki ich przeszłości i ich lęki, ale jest to zaledwie czubek góry lodowej. "Arkadia płonie" jest o wiele bardziej rozwinięta. Nie brak tutaj dynamiki, szybko pędzącej akcji. Nigdy w zupełności nie jesteśmy pewni, komu można zaufać, a kto nas oszukuje. Mamy feerię emocji- od smutku, przez złość i nienawiść, po chwile radości.

  Wyjaśniło się dużo niewiadomych. Kilka rozwiązań było radykalnych i szokujących, inne były nakreślone prosto, bez wielkiego wow. Jednak tutaj tajemnica goni tajemnicę, rodzi się w nas jeszcze więcej pytań, aniżeli odpowiedzi na nie. Nie wiemy co jest prawdą, a co iluzją.

  Nasi bohaterowie dorośli. Decyzje, które podejmują, są ciężkie i czasem naprawdę trudno uwierzyć, że mamy do czynienia z nastolatkami. Brzemię ich wyborów nie raz ich jeszcze przestraszy i sprawi, że poczują się zagubieni. Wątek romantyczny nie jest nachalny. Autor kreśli go na poboczu z dala od dorosłych spraw, kłamstw i zdrad. Uczucie Rosy i Alessandra rozwija się powoli, oboje uczą się sobie na wzajem ufać, co czasem bywa naprawdę trudne. Mocno im kibicuję.

  Pojawią się widma z przeszłości. Ktoś umrze, ktoś powróci, ktoś stanie się dla nas kompletną nowością. Do tego prawie cała akcja rozgrywa się na pięknej i słonecznej Sycylii. Tylko pozazdrościć ;)

  Myślę, że osoby zainteresowane tematyką mitów, powinny poznać tę historię. Tak samo jak Ci, którzy utknęli na pierwszym tomie. Naprawdę warto, po "Arkadia płonie" trzyma poziom, a nawet go zawyża. Ja robię sobie chwilową przerwę na inne lektury, a za niedługo znów powrócę do świata Rosy i coś Wam o nim opowiem :)

Recenzja bierze udział w wyzwaniu:
Kiedyś przeczytam
Czytaj dalej

Wyniki konkursu

źródło


Dałam sobie tydzień na ogłoszenie zwycięzcy, jednak sądziłam, że wyrobię się już na początku tygodnia. Niestety, nadmiar obowiązków sprawił, że nie byłam w stanie usiąść i na spokojnie poprzeglądać waszych zgłoszeń.

W sumie zdjęć dostałam 12, a zgłoszeń było 17. Nie wiem, dlaczego jest taka różnica, czyżby ktoś nie przeczytał regulaminu albo zapomniał ? :D
W każdym razie wybór był dość trudny, ale po debatach z samą sobą i selekcji zdjęć, zdecydowałam, że zwycięzcą zostaje :

Ula Jocz

Serdecznie Ci gratuluję :) Zaraz lecę wysłać maila, na adres czekam 3 dni, jeśli go nie dostanę wybiorę innego zwycięzcę.

Miłej soboty! ;)


Czytaj dalej

Filmowa Dominika: "Trzy metry nad niebem", "Anastazja", "To tylko seks", "Oświadczyny po irlandzku"

 Obiecałam tę notkę już w podsumowaniu lutowym... i kompletnie o niej zapomniałam. Dopiero kiedy przeglądałam jakie filmy obejrzałam w marcu ( a było ich 2) przypomniałam sobie te lutowe. Także zapraszam do poczytania kilku moich zdań i komentowania! ;))





Do twórczości Federico Moccia nigdy przekonana nie byłam i nie jestem teraz. "Trzy metry nad niebem" zaczęłam kiedyś tam oglądać... ale utknęłam w połowie i wcisnęłam pauzę. Nie podobało mi się i już. Jednak jedno z moich noworocznych postanowień brzmi "obejrzeć niedokończone filmy" ( tak jest ich więcej), więc się przełamałam. Pewnie większość z Was wie, że chodzi o to, że dziewczyna z dobrego domu spotyka niegrzecznego chłopaka i zakochuje się w nim, a na drodze ich uczucia stają konwenanse. Nic ambitnego i w sumie rewelacyjnego. Nie żałuję, że zobaczyłam do końca, ale wiem, że drugi raz po to już nie sięgnę. Nie rozumiem jak tyle osób uwielbia ten film, serio. Jest też podobno druga część i nawet podejrzewam jak się skończy i może kiedyś tam sobie obejrzę.
PS Nie wiecie może jak nazywała się piosenka, która leciała sobie w trakcie filmu ( nie pamiętam momentu), a później na napisach końcowych ( jako pierwsza chyba) ?

(Wyk.Mario Casas ,Maria Valverde; Premiera: 2010; Ocena: 5/10)






Jestem ignorantką jeśli chodzi o mało znane bajki. Znam "Króla Lwa" czy 'Małą Syrenkę" ( swoją drogą ta druga nie powala), ale na "Anastazję" trafiłam przez przypadek oczywiście. Zawdzięczam to mojemu ukochanemu Studio Accantus, które nagrało polski cover "Ta melodia gra we mnie" ....i przepadłam. Do tego stopnia, że tego samego wieczoru włączyłam bajkę i obejrzałam do końca. Calusieńką. I również przepadłam. Bez najmniejszych wątpliwości zaliczam ją do grona tych ulubionych. Aspekt historyczny to totalna klapa, ale kurczę przecież to nie o to chodzi w bajce dla dzieci czyż nie? Z mojej strony mam tylko nadzieję, że trafię na jeszcze więcej tych cudowności. I że będą one miały równie piękne ścieżki dźwiękowe <3

(Wyk.------ ; Premiera: 1997; Ocena: 10/10)









Dawno się tak na filmie nie bawiłam jak podczas seansu "To tylko seks". Mila Kunis i Justin Timberlake wymiatają! Para znajomych postanawia zostać "przyjaciółmi z korzyściami", co prowadzi do niesamowitych sytuacji. Problem pojawia się, kiedy zaczynają coś do siebie czuć. Wiem, wiem komedia jakich wiele. Coś tam coś tam zakochują się w sobie i happy end. Nie będę ściemniać, że to coś innego, ale to było tak masakrycznie zabawne, że aż głupie ;) Co mnie drażniło? Timberlake i jego wyraz zbolałego psa. Kiedy Kunis grała twardą sztukę, ten był taki nijaki. Ale mimo wszystko warto obejrzeć, chociażby dla poprawy humoru ;))


(Wyk. Justin Timberlake, Mila Kunis ; Premiera: 2011; Ocena: 7/10)







Oświadczyny po irlandzku jest trzecim tytułem lutowym o tematyce romantycznej. Tym razem poznajemy Annę, która wyjeżdża do Irlandii, aby tam zgodnie z tradycją - 29 lutego oświadczyć się swojemu wybrankowi. W czasie tej podróży spotka ją masa kompromitujących sytuacji, z których będzie próbowała wyjść z klasą. Czy to się uda?  Ten film również był zabawny. Perypetie Anny, która nie ma bladego pojęcia o życiu na wsi i Declana, który usilnie będzie przekonywał ją, że nie warto.  Jeden z tych tytułów, gdzie imiona bohaterów zapomnę już po kilku tygodniach, ale będę miło wspominać. Ale kurczę Irlandia i te widoki <3

(Wyk. Amy Adams, Matthew Goode; Premiera: 2010; Ocena: 7/10)








Jak widzicie ten miesiąc był typowo romantyczny, za to marzec jak dotąd prezentuje się raczej smutno i z naciskiem na przemyślenia... chociaż również wesoło ;))

PS Wyniki konkursu pojawią się na weekendzie. Przepraszam za obsuwę, ale naprawdę nie mam w tym tygodniu na nic czasu.
Czytaj dalej

Kai Meyer- "Przebudzenie Arkadii"


Oryginalny tytuł: Arkadien erwacht
Rok polskiego wydania: 2013
Wydawnictwo: Media Rodzina
Seria: Arkadia #1
Ocena: 8/10

  Rosa Alcantara nie jest grzeczną dziewczyną. Po dramatycznych wydarzeniach wyjeżdża z Nowego Jorku na Sycylię do dawno nie widzianej ciotki i swojej siostry Zoe. Na miejscu poznaje przystojnego Alessandra, który już od pierwszego spotkania zapada jej w pamięć. Jednak dotychczasowe życie Rosy zmieni się, kiedy dowie się, że należy do starego rodu dynastii arkadyjskich, gdzie to ludzi potrafią przeobrażać się w zwierzęta. I wtedy też Rosa poczuje co naprawdę oznacza nazywać się Alcantara.

  Och nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego ile przeróżnych emocji wywołała we mnie lektura tej książki! Od zniechęcenia, przez rozdrażnienie, smutek, złość i chwile radości, po wielką fascynację i zauroczenie historią. A w ogóle się tego nie spodziewałam. Miałam ochotę na coś fajnego, coś w miarę grubego, żebym nie musiała kończyć historii po kilku rozdziałach oraz coś z zakresu fantastyki. Wybór padł na "Przebudzenie Akradii" i kurczę nie żałuję ani jednej minuty spędzonej z  tą książką. Chociaż miałyśmy trudne momenty i czytałam to ponad półtora tygodnia ( a to tylko przez brak czasu) to wiem, że ta opowieść jest naprawdę wyjątkowa.

  Pozwólcie, że zacznę od przedstawienia Wam cytatu, który po prostu mnie urzekł.


"- Moje miejsce przy oknie, więc i moja żaluzja.

- Co za bzdura. Przecież okno nie należy do Pani miejsca.
- A chmury do pana programu rozrywkowego."


  Już teraz widzicie, że Rosa nie jest typem posłusznej i grzecznej bohaterki, której wszystko jest obce. Jest bezczelna, wygadana i kradnie. Nie ma w niej nic prostego. Jest zagubiona i rozdarta, ale na pewno nie jest milutka. Pod wpływem dalszych wydarzeń po części ewoluuje i zmienia się w osobę poważniej stąpającą po ziemi, jednak w dalszym ciągu może pochwalić się twardym charakterem.
Jest w szoku, kiedy dowiaduje się rewelacji na temat swojej rodziny i jej udziale w tej całej Arkadii. Jest gotowa chronić tych, których kocha i nie zawaha się sięgnąć po ekstremalne rozwiązania.

  Alessandra z kolei nie mieliśmy okazji AŻ tak dobrze poznać. Pomagał Rosie, narażał się dla niej na niebezpieczeństwo, ale tak naprawdę to odniosłam wrażenie, że istniał sobie ot tak. Nie wiemy jakie motywy nim kierują, ani o tym co robi w czasie, kiedy czytelnik go nie podgląda. Sama kilkakrotnie zastanawiałam się czy nie ma on jakiś ukrytych zamiarów i wierzcie mi- skończyłam drugą część i dalej nie jestem co do tego całkowicie pewna. Jednak był bohaterem, który mnie po prostu skradł, pomimo tych niedociągnięć autora.

  Sam mit ( bądź nie mit) o Arkadii jest jak dla mnie strasznie poplątany. Tak jakby Kai Meyer miał mnóstwo pomysłów, wprowadził każdy, ale nie rozwinął go na tyle bym mogła to poczuć. Może zbiera napięcie i będzie wielkie wow w ostatniej części, na co po cichu liczę.

  W tej książce nie mamy pojęcia kto jest tym dobrym, a kto nie. Kto ma ukryte zamiary wobec nas, a kto jest szczery. Z Rosą przebywałam non stop, więc co do niej nie mam wątpliwości, ale inni? Możesz uważać kogoś za dobroczyńcę, kiedy to w następnym rozdziale okazuje się, że grubo się mylisz. I tak w kółko.

  I kurczę- Alessandro Carnevare. Czy tylko dla mnie brzmi to tak... dostojnie? Tak cudownie? I imię piękne i nazwisko jak u arystokraty. ( Mam słabość do ładnych męskich imion ;) )

  Komu polecam książkę? Każdemu, kto lubi opowieści związane z mitologią. W tym wypadku grecką. Każdemu kogo choć troszeczkę zachęciłam do tej lektury. Każdemu kto lubi powieści niemieckie. Po prostu czytajcie i dzielcie się wrażeniami z lektury. Ja jestem już po drugiej części i mogę zdradzić, że uważam ją za lepszą niż jej poprzedniczka ;)

A dla chętnych zapraszam jeszcze do poczytania 10 powodów, dla których warto usiąść nad Trylogią Arkadyjską  podanych przez Zrecenzowaną ;)

Recenzja bierze udział w wyzwaniu:
Kiedyś przeczytam
Czytaj dalej

The 100 - sezon 1 i 2


  Jestem w kompletnej rozsypce. Jakbym wiedziała, że tak to się skończy, że tyle uczuć i ile skrajnych
emocji wzbudzi we mnie ten serial nie zaczęłabym go oglądać. Chociaż może to nieprawda. Nie mam pojęcia jak bym postąpiła. Mam podpuchnięte oczy, które jeszcze niedawno były fontanną z łez. Jestem na skraju załamania... ale dobrze mi z tym. Wbrew wszystkiemu jestem szczęśliwa, że wcisnęłam przycisk "play" kilka tygodni temu. Może teraz nie potrafię się do tego stuprocentowo przyznać, ale wiem, że za niedługo będę gotowa.

  Nie mogę powiedzieć, że Setka zmieniła w drastyczny sposób moje życie. Nie mogę też powiedzieć, że to najlepszy serial jaki kiedykolwiek oglądałam, ponieważ jest to jedyny serial w jakim kiedykolwiek dotrwałam do końca drugiego sezonu. Jednak myślę, że to właśnie jest bardzo dobrą rekomendacją dla wszystkim niedowiarków.

  Wojna nuklearna zniszczyła życie na Ziemi. Jest ona teraz mocno napromieniowana, ale ludzie żyją. Tylko w kosmosie. W miejscu, które nazywamy Arką. Jednak jest już prawie 100 lat po katastrofie. Na Arce wychowało się kilka pokoleń i powoli zaczyna brakować im tlenu. W tym celu na Ziemię zostaje wysłana grupa 100 nastoletnich przestępców, którzy mają sprawdzić, czy Ziemia nadaje się do zamieszkania. Po pewnym czasie Ci z góry zaczynają wierzyć. Ponieważ Setka żyje. Problem w tym, że nie są oni jedynymi ludźmi na planecie. I żeby przetrwać muszą zabijać.

  Mamy  Ziemian, Górników oraz naszą Setkę. W drugim sezonie pojawia się tajemnicze Miasto Światła oraz Mount Weather. Nasi bohaterowie zostaną wystawieni na ciężką próbę zaufania. Każdy z nich ma własne motywy i powody, by chronić tych, których kocha. Jak daleko się posuną?

Uwaga! Możliwe delikatne spoilery. Staram się tego unikać, ale wolę być pewna, że nie napiszę nic co mogłoby Wam zepsuć seans. :)

 Zacznę chyba od tego, że jestem niesamowicie zadowolona z aktorów. Clarke, nasza główna bohaterka jest zaledwie osiemnastoletnią dziewczyną. Zresztą jak każdy z Setki. W czasie trwania serialu zmienia się, ewoluuje na samodzielną i waleczną kobietę. To samo mogę powiedzieć o reszcie bohaterów. Bellamy, którego początkowo nienawidziłam z biegiem wydarzeń stał się moim ulubieńcem. Octavia przeszła całkowity test przetrwania. Każdy z nich chce by nie tylko przetrwać, ale też ŻYĆ.

  Serial powstał na podstawie książki Kass Morgan, o tym samym tytule. Ostatnio wydali ja w Polsce, pod lekko zmienionym tytułem, jednak z  tą samą cudowną okładką. Mam w planach jej przeczytanie, w bliżej nieokreślonym terminie :)



  Zaczynając przygodę z serialem byłam mocno nieświadoma tego co się tam może dziać. Pierwszy sezon jest bardzo obfity w śmierć, ale  drugi to kompletna rzeź. Ludzie zabijają się wbijając sobie nóż w pierś, strzelają do siebie. I jest krew. Dużo, dużo krwi. W tych najbardziej drastycznych momentach po prostu przenosiłam wzrok na inny obszar, albo po prostu zamykałam oczy. Bo ja i krew to fatalne połączenie. Ale wytrwałam. Co więcej ja żyłam tymi ludźmi i ich losami. Nawet nie wiecie jak mnie ściskało w środku, kiedy nie byłam pewna co się wydarzy za dwie minuty. W krytycznych momentach po prostu nie mogłam wytrzymać ze zdenerwowania i emocji. A jak umierał ktoś kogo polubiłam było mi niesamowicie przykro.

  Włączyłam ten serial z myślą o odpoczynku. W życiu bym nie pomyślała, że wytrwam do drugiego sezonu i będę śledzić losy bohaterów z zapartym tchem. Wcisnęłam "play" z nastawieniem na kilka odcinków, a tu ani się nie obejrzałam klikałam na pierwszy odcinek drugiego sezonu.

  A chcę zaznaczyć, że głównym elementem, dla którego to włączyłam było zdjęcie Bellarke ( Bellamy & Clarke). Jestem paskudną romantyczką i liczyłam przede wszystkim na wątek miłosny tej dwójki. Nie dostałam do końca tego na co liczyłam, ale naprawdę łatwo było o tym zapomnieć. Bo akcja goni akcję, w każdym odcinku coś się dzieje, nie ma czasu na ten wspomniany wyżej odpoczynek.


Ciężko jest pisać o tym wszystkim nie zdradzając fabuły i wydarzeń  z obu sezonów. Ostrzegałam przed spoilerami, a i tak się ich wyrzekam. Ale żeby to wszystko streścić i opisać, to trzeba to zobaczyć. Nie ma innej opcji.  Dlatego serdecznie zachęcam KAŻDEGO do obejrzenia The 100. Tylko radzę Wam poczekać do wakacji, albo nawet do września. Ponieważ trzeci sezon startuje w październiku bodajże. Ja zdobyłam kolejny powód, by czekać na mój najukochańszy miesiąc w roku. I nareszcie zrozumiałam te wszystkie osoby, które z utęsknieniem wypatrują nowego sezonu serialu. Zawsze trochę mi ich było żal, że tak uzależnili się od głupiego serialu i jego bohaterów. A teraz sama należę do tej grupy.

Jeśli nadal nie jesteście przekonani, to obejrzyjcie chociaż ten serial dla przystojnych chłopaków! No ludzie- tam jest Bellamy <3

Oglądajcie Setkę. Polecajcie znajomym. I rodzinie. Zachwycajcie się. Dzielcie się opinią. Poczujcie te wszystkie emocje, ten ból, tę radość. A potem dziękujcie, że znaleźliście ten serial.





Zdjęcia znalazłam na  http://www.filmweb.pl/ oraz tu . A zdjęcie okładki książki pochodzi z lubimyczytac.pl
Czytaj dalej

Richard Paul Evans- "Szukając Noel"


Oryginalny tytuł: Finding Noel
Rok polskiego wydania: 2012
Wydawnictwo: Znak
Ocena: 8/10


  Wyobraźcie sobie sześcioletnią wersję siebie. Jesteście z wizytą u ukochanej babci. Pijecie kakałko- takie, które babcia robi najlepsze. I wyglądacie przez okno. A za oknem zapada zmrok i pada śnieg. Obserwujecie padające na ziemię płatki śniegu i jesteście tym zachwyceni. Czujecie się tak jakby taki moment był dany nam na zawsze. Takie uczucie towarzyszyło mi podczas czytania "Szukając Noel" Richarda Paula Evansa. Niedzielny poranek i dobra kojąca lektura, to takie chwile, które lubię najbardziej. Mam czas, nie trzeba się nigdzie spieszyć, mogę sobie spokojnie poleniuchować, bez żadnych wyrzutów sumienia.
Jednak starsze wersje siebie samych znają już bardzo ważną prawdę życiową: nic nie trwa wiecznie, a dobre chwile należy zbierać. I tę książkę można zaliczyć również do tej kategorii. Nigdy nie wiemy co się wydarzy, jesteśmy odpowiedzialni za raz podjęte przez nas decyzje. Piętno własnych wyborów może się za nami ciągnąć przez bardzo długi czas.

"Zwykle, zanim życie wręczy nam swoje najwspanialsze prezenty, owija je starannie w największe przeciwności losu."

  "Szukając Noel" to opowieść o Marku, o Macy, o zagubionej dziewczynce. To opowieść o tacie, o mamie, o rodzeństwie. To opowieść o poszukiwaniu tej części siebie, którą dawno temu zaprzepaściliśmy.

  Dwójka głównych bohaterów poznaje się w momencie, kiedy Markowi psuje się samochód, a Macy udziela mu schronienia. Proponuje mu coś do picia oraz rozmowę. Chłopak wybiera obie opcje. I tak dowiadujemy się, że niedawno zmarła jego ukochana matka, że ojciec zawsze był wobec niego chłodny i obojętny. Że on sam pracuje jako woźny, kiedy wszyscy myślą o nim jako o studencie. Że pasjonuje się muzyką. Że po drodze zgubił gdzieś samego siebie. I na tym jednym spotkaniu ich znajomość mogłaby się zakończyć. Jednak Bóg ma wobec nich inne plany. Krzyżuje ich ścieżki na tyle często, iż dowiadujemy się, że Macy została adoptowana jako mała dziewczynka, że uciekła od tej rodziny. Że przygarnęła ją do siebie obca kobieta, która natychmiast pokochała ją odwzajemnioną miłością. I w końcu czytelnik znajduje odpowiedź na pytanie: Kim jest tytułowa Noel?

"Gdy spotkasz wreszcie tę jedyną osobę, z którą pragniesz spędzić resztę swoich dni, zaczynasz marzyć o tym, by reszta twoich dni rozpoczęła się jak najszybciej."

  Zadziwiające w tej książce jest to, ile tam jest wiary. To ona podtrzymuje głównych bohaterów, wtedy gdy wszystko się sypie. To ona pomaga im wydostać się z gruzów beznadziejności i stawia z powrotem na nogi. To ona daje im siłę do każdej walki, którą muszą stoczyć. Tyle pięknych cytatów, tyle pięknych porównań, tyle pięknych słów. Tyle uczuć, które da się poczuć jedynie wtedy, kiedy maksymalnie skupimy się na książce.

 Autor pokazuje nam kilka sposobów na bycie rodzicem i dzieckiem. Wizja toksyczna, wizja obojętna, wizja odpychająca, wizja kochająca bezgranicznie. Tak wiele odcieni miłości, zarówno tej relacji mężczyzna-kobieta, jak i tych innych, aczkolwiek wcale nie mniej spektakularnych.

  Związek Macy i Marka miał w sobie ten urok, że tu w żadnym wypadku nie było gromu z jasnego nieba. Ich uczucie z każdą stroną rosło w siłę, w moc. Było takie delikatne i bezbronne, jednocześnie będąc do bólu prawdziwym.

"Okazuj dobro wszystkim ludziom, bo nigdy nie wiesz, jaki krzyż przyszło im dźwigać ani jak bardzo potrzebują twojego wsparcia."

 Po skończeniu tego tytułu czułam się...lekko. To była dość odświeżająca, choć krótka historia. Zawiera w sobie dużo ważnych prawd i bez wątpienia powinniście ją przeczytać. Autor jest mężczyzną i jestem pod wrażeniem tego jak doskonale wstrzelił się w kobiecy gust. Tę książkę może przeczytać córka, mama, babcia, przyjaciółka i każda powinna być pod wrażeniem. Nie ma ograniczenia wiekowego, mówiącego, że jeśli masz 25 lat, ta książka nie jest dla Ciebie. Bo jest. I jest również dla Twojej mamy i babci. Ta cudowna opowieść chwyci Was za serce i poszybujecie w górę. Nieobciążeni zbędnym balastem. Tylko pamiętajcie-  dobre chwile nie mają opcji "powtórz", więc wykorzystajcie ten czas jak najlepiej.

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Kiedyś przeczytam

Przypominam o konkursie!



Czytaj dalej

Joss Stirling- "Kim jesteś Sky?"


Oryginalny tytuł: Finding Sky
Rok polskiego wydania: 2013
Wydawnictwo: Akapit Press
Seria: Bracia Benedict #1
Ocena: 8/10

  Kilkanaście dni temu opublikowałam moją opinię na temat książki "Jak cię wykraść Phoenix?". Jest to druga część serii o braciach Benedict i jak wiecie ja zaczęłam czytać ją w odwrotnej kolejności. Najpierw część druga, później pierwsza. Nie przeszkadza to zbyt w odbiorze, bo to co łączy cykl to bohaterowie. Jednak to w "Kim jesteś Sky?" wchodzimy w świat sawantów i Przeznaczonych, to tutaj wszystko mamy jasno wyjaśnione.

  Zed jest najmłodszym z ferajny Benedictów. Przystojny rozrabiaka, szczerze oddany swojej rodzinie i wszystkiemu co kocha. Sky... Sky nawet nie pamięta swojego prawdziwego imienia. Została adoptowana przez Sally i Simona kiedy była dzieckiem i tak już pozostało. Nie pamięta nic ze swojej przeszłości, wszystko zawdzięcza swoim adopcyjnym rodzicom. Kiedy przeprowadza się do Kolorado i spotyka Zeda jej życie staje na głowie. Dziewczyna dowiaduje się o sobie rzeczy, które wolałaby trzymać w ukryciu, w swojej podświadomości. Jednak jest to niemożliwe. Konfrontacja z własnymi demonami pomoże jej w odnalezieniu się w nowej roli i... zapewni, że Zedowi można ufać.

  W porównaniu do poprzedniej przeczytanej przeze mnie książki pani Stirling, "Kim jesteś Sky?" wypada o wiele lepiej. Znalazłam tutaj coś czego w opowieści o Phoenix mi brakowało. Silną bohaterkę, która swoją siłę udowadnia wtedy gdy się czegoś boi. Ale stawia temu czoło. Nie ma tutaj obojętności czy pogodzenia się ze swoim losem. Czasem niewiedza jest błogosławieństwem i tak właśnie uważa Sky, jednak jest gotowa coś w sobie zmienić. I to mi się podobało. Dziewczyna miała kontrolę nad swoim losem, choć często w to wątpiła. To w niej samej tkwiło rozwiązanie zagadki.
Jej związek z Zedem na początki nie jest oczywisty. Krzyczy na chłopaka, uważa że on"ma z nią jakiś problem", często się kłócą. Jednak widać, że mogą na siebie nawzajem liczyć. Zazdroszczę takiej relacji z drugą osobą, kiedy nigdy nie wątpisz w to czy można jej ufać, czy ona nas nie skrzywdzi.

  W tej części odkrywamy śnieżną Amerykę w stanie Kolorado. Państwo Benedict prowadzą ośrodek narciarski ( czy jakkolwiek się to nazywa), więc jesteśmy świadkami wzlotów i upadków Sky, oraz wyrafinowanej jazdy Zeda. Ujawnia się też zazdrość starszych braci, kiedy to dowiadują się, że to najmłodszy z nich pierwszy spotkał swoją Przeznaczoną.

  Także i tutaj mamy zagrożenie ze strony tych złych sawantów. Strach pomyśleć co by było, gdyby oni istnieli w rzeczywistości. Mamy porwanie i desperacką próbę ucieczki. Autorka testuje zaufanie nasze oraz wykreowanych bohaterów. "Kim jesteś Sky?" to bardzo dobra, wręcz elektryzująca lektura, która jest wprowadzeniem do całej serii o sawantach. Polecam każdemu, nie tylko nastolatkom, ale również starszym czytelnikom. Śmiech i dobra zabawa gwarantowane! :)

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Wyzwanie biblioteczne

Czytaj dalej

Top 10: książki, które chcielibyśmy otrzymać w prezencie


"Top 10 to akcja, przy okazji której na blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta.". Inicjatorką całej zabawy jest Kreatywa

Długo się wzbraniałam przez rozpoczęciem tego rodzaju rankingów, ponieważ myślałam, że wciąż jeszcze za mało książek przeczytałam, by tworzyć takie TOP-y. Jednak ostatnio doszłam do wniosku, że z łatwością sobie poradzę. Tak więc dzisiaj tematycznie- z okazji Dnia Kobiet pokazuję Wam 10 książek, których pragnę najbardziej ;)


"Wyścig śmierci" to książka, na której punkcie mam lekkiego bzika. Tak wiele razy przeczytałam cytaty, okładką nie potrafię przestać się zachwycać, a sam pomysł na fabułę jest fantastyczny. "Mara Dyer" znajdowała się na liście "do przeczytania" jeszcze przed polskim wydaniem. Teraz już u nas jest, a ja nie potrafię się zmobilizować do czytania. "Kamień pogan" to boska książka, nawet cała trylogia. Przeczytane, a teraz na półce brakuje mi 1 i 3 części. Koniecznie w twardej oprawie. Na "Zapomniałam, że Cię kocham" natrafiłam przypadkiem i niedawno, ale od razu się zakochałam. Ciekawa jestem jak to jest stracić pamięć ;) "Maybe someday" obowiązkowo w angielskiej wersji językowej i tej konkretnej okładce. Może jeszcze w twardej oprawie. Nie mogę przeboleć polskiej okładki (premiera w maju tego roku), to ta będzie zawsze jedyną właściwą. "Kroniki krwi"- historia alchemików, jakoś powiązana z Akademią wampirów" tej autorki. Adrian <3 . "Klucz światła" to kolejna w tym zestawieniu przeczytana książka, ale tak samo jak Znak Siedmiu muszę mieć całą trylogię na półce. Również w twardych okładkach ;D "Utrata" to stosunkowo nowa książka, ale ja tak bardzo liczyłam na to, że wydadzą "Ruin" po polsku, że nie mogłam uwierzyć jak do tego doszło. A teraz stosując moją zasadę półroczną powstrzymuję się od kupna..na razie. :) "Dziewczyna, która chciała zbyt wiele" to ostatnia książka Jennifer Echols, która została mi do przeczytania po polsku i chyba ta najbardziej wyczekiwana. "Lato drugiej szansy"- po spektakularnym wow podczas czytania "Aż po horyzont" ta pozycja nie może pozostać niezauważona :)

Tak prezentuje się moje pierwsze Top 10. Nawet nie wiecie jak bardzo ograniczyłam tę listę ;) Kolejne będą się pojawiały wtedy, kiedy nie będę miała siły/czasu/ochoty na pisanie opinii na temat przeczytanych książek. Tak planuję przynajmniej :)
Co Wy chcecie przeczytać z tej listy? A może już czytaliście i możecie śmiało polecać? :)


Czytaj dalej

Agnieszka Lingas-Łoniewska- 'Brudny świat"


Oryginalny tytuł: W USA: "Dirty world"
Rok polskiego wydania: 2014
Wydawnictwo: Novae Res
Ocena: 5/10

  Od bardzo dawna chciałam poznać twórczość Pani Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. Na półce "do przeczytania" mam co najmniej 5 jej książek, a jedna już za mną. Mowa tu o "Brudnym świecie". Jak głosi okładka najbardziej popularne fan-fiction. Wydane nawet w USA. A może najpierw u USA, a później u nas. Podobno dramat, który złamie niejedno serce. Moje złamał. Ale dostała nie do końca to na co czekałam.

  Kati jest tekściarką. Pisze teksty piosenek. Zostaje zatrudniona przez najbardziej popularny na świecie zespół Semtex. Jego wokalistą jest boski Tommy Cordell- bożyszcze tysięcy kobiet. Wzajemne pociąganie tej dwójki sprowadzi na nich wiele nieszczęść, oraz podłoży pod nogi wiele kłód.  Każde z nich ma własne problemy i tajemnice. Niesie bogaty bagaż doświadczeń. I niezmiennie ucieka przed demonami z przeszłości. Czy związek tak różnych od siebie osób ma szansę powodzenia? Czy sława Tommy'ego i skromność Kati nie będą ze sobą kolidować? Dlaczego powieść nazwana jest dramatem? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w książce, a tymczasem zapraszam do poczytania moich wrażeń.

  Narracja  jest pierwszoosobowa, opowiadana naprzemiennie przez Kati i Tommy'ego. To dobry pomysł, ponieważ mamy szansę zajrzeć do głowy obojgu bohaterom, nie zastanawiając się co miało na myśli to drugie. Czytelnik od samego początku ma przewagę na Kati i Tommym, gdyż po części zna dręczące ich tajemnice i skrywane sekrety. A to czego nie wie, może sobie łatwo dopowiedzieć, jak było w moim przypadku. Miałam kilka pomysłów na temat tego co niedopowiedziane i jak się okazało były one w dużej mierze słuszne.

  Nasza dwójka bohaterów i ich dialogi to tak naprawdę jedyne co mi bardzo przeszkadzało. Co z tego, że jedyne skoro najważniejsze. Odniosłam wrażenie, że byli oni marionetkami sterowanymi przez dziesięcioletnie dzieci. Ich rozmowy to cukier, lukier i naiwność razem wzięte. Nawet ich imiona: Tommy i Kati mnie irytowały. Dlaczego nie Tom i Kate? Dlaczego to musiały być zdrobnienia??

"Jak wyjdę, to przyjadę do ciebie. To może być późna noc, ale chyba mnie wpuścisz? 
-Nie wiem, nie wpuszczam facetów po dwudziestej drugiej.
-Dobra, to położę się na wycieraczce i będę skrobał w drzwi, wyjąc do księżyca""
(jeden z ciekawszych cytatów ;D)

  Książka w dużej mierze opowiada o muzyce. No bo popularny zespół, piosenki itepe. Jednak autorka skupiła się bardziej na istniejących już piosenkach, które dopasowała do konkretnych scen, aniżeli stworzyła własne. Wiecie- mam słabość do facetów, którzy grają np. na gitarze. Lubię czytać o tym jak siada na podłodze, bierze do ręki gitarę i zaczyna improwizować. Najlepiej gdy sądzi, że nikt go nie słyszy. Tutaj nie dopatrzyłam się żadnego tekstu, a ta scena z gitarą pojawiła się chyba jeden raz. Mimo wszystko te wybrane do książki piosenki niesamowicie mnie usatysfakcjonowały. Na końcu książki znajduje się nawet lista z wykorzystanymi piosenkami. Niektóre znałam, niektóre poznałam, inne pokochałam.

  Jeśli patrzymy już na muzykę, to w Semtexie znajduje się nie tylko Tommy. Jest też jego brat Trevor, który z kolei umawia się z siostrą Kati-Amie. A inny kolega, z inną koleżanką. Nie jest to troszkę naciągane? Tak nagle, wszyscy po kolei zaczynają coś do siebie czuć?

  Dlaczego nazywamy książkę dramatem? Bo nie wyobrażam sobie użyć innego słowa w odniesieniu głównie do ostatnich rozdziałów. Poza tym jest jeszcze Jimmy- chłopczyk, który przeżywa wielki dramat i jego było mi szkoda najbardziej.

  Największą moją sympatię zyskał prolog i epilog. Ten ostatni zwłaszcza, ściśle powiązany z wydarzeniami go poprzedzającymi sprawił, że się popłakałam. Zawierał w sobie tak wiele emocji, tak wiele miłości i tłumionych uczuć, że nie dało się inaczej. Gdyby cała książka była utrzymana w tak dojrzałym i pięknym klimacie z pewnością trafiłaby na listę moich ulubionych. I do tego jeszcze nawiązanie do "Wichrowych wzgórz"- ewidentnie nabrałam ochoty, aby zrobić do tej książki drugie podejście, tym razem ukończone sukcesem.

  Przejechałam się trochę na tej książce, postawiłam jej chyba dość wysoką poprzeczkę. Jednak w żadnym wypadku nie zraziłam się do czytania kolejnych książek Pani Agnieszki oraz reszty polskich autorów. Co to to nie. Będę czytać dalej, aż przekonam się czego oczekuję od polskiej literatury.



Czytaj dalej

Jay Crownover- "Buntownik"


Oryginalny tytuł: Rule
Rok polskiego wydania: 2014
Wydawnictwo: Amber
Seria: Naznaczeni Mężczyźni #1
Ocena: 7/10

Uwaga! Możliwe drobne spoilery!
  Byłam najlepszą przyjaciółką Remy'ego. Przygarnął mnie do siebie, kiedy byłam samotna i zagubiona. Od tej pory byliśmy nierozłączni. Wszyscy błędnie myśleli, że byliśmy parą. Wolne żarty. Remy był dla mnie jak starszy brat, nigdy nie widziałam w nim materiału na swojego chłopaka. Co innego Rule- brat bliźniak Remy'ego. Wytatuowany, wiecznie zbuntowany czarny charakter w rodzinie Archerów. Jednak to w nim się zakochałam. I tylko ja o tym wiedziałam. I Remy. Ale on zabrał moją tajemnicę do grobu. Teraz rodzina Archerów jest w fatalnym stanie. A ja doprowadzę do tego, że to się zmieni. I postaram się również zmienić uczucia Rule'a względem mnie.

  "Buntownik" był na liście "obowiązkowo przeczytać", odkąd zobaczyłam go w zapowiedziach. Wytatuowany bad-boy i dziewczyna z charakterem. I do tego skrycie w nim zakochana. Lubię takie historie.

  Shaw jest dziewczyną z dobrego domu. Wszyscy tam uczą jak być idealnym i jak najlepiej się prezentować. Dziewczyna dusi się. I pewnego dnia spotyka Remy'ego, który zaprasza ją do swojej rodziny. Po jego śmierci, kolejny raz wyrywa się z rodzinnej klatki i wyjeżdża na studia. Do miasta, w którym pracuje Rule. I żeby nie było niejasności- nie Shaw nie jest jakąś zakochaną i naiwną małolatą. Jest dojrzała, uczciwa i wie co to znaczy praca. Ma charakter, potrafi być zadziorna i ma własne zdanie. Jednak w głębi duszy jest poraniona. Rodzice nie rozumieją jej próśb i nie doceniają starań, najlepszy przyjaciel umiera, a ukochany facet  uważa ją za dziewczynę swojego brata. Nie ma lekko.

  Rule za to odgrywa twardziela. Co tydzień nowa laska do towarzystwa, picie, imprezy oraz wizerunek człowieka kompletnie wytartego z uczuć. Na dodatek pracuje w salonie tatuażu, sam posiada na ciele mnóstwo rysunków i szokuje fryzurą. Jednak kiedy dochodzi do spotkań z Shaw jest wobec niej opiekuńczy i pod pewnymi względami zaborczy. Również dręczą do wspomnienia z przeszłości, które dodatkowo potęguje fakt, że własna matka uważa go za nic niewartego człowieka, który zabił własnego brata. Nie ma lekko.

  Poznajemy ich w momencie kiedy Shaw wyciąga kompletnie skacowanego chłopaka z łóżka, aby zaciągnąć go siłą na rodzinne śniadanie. Wtedy też widzimy jaką niechęcią matka darzy swojego syna. Dla mnie było to kompletnie nie do przyjęcia. Co to za matka, by tak krzywdzić swoje dziecko? W najgorszy z możliwych sposobów-emocjonalnie. Kim trzeba być?
Nie podobała mi się też reakcja ojca Rule'a, który twierdzi, że nie wiedział, iż stosunki syna z matką, są w tak opłakanym stanie. Nie mogę w to uwierzyć. Czy trzeba było mu jednoznacznego i dosadnego zdania, które by mu to uświadomiło? Polubiłam tego starszego człowieka, ale w pewnym momentach przydałby mu się dar spostrzegawczości.

  Wracając do Shaw i Rule'a. Podobało mi się to ich początkowe stadium znajomości, kiedy to byli tylko przyjaciółmi. Bez nacisku, spokojnie. Ale kiedy dziewczyna decyduje się zmienić łączący ich układ, dosłownie pakując mu się do łóżka, to poczułam lekkie odrzucenie. Ja rozumiem- zakochana do szaleństwa, zdeterminowana by go chociaż pocałować, ale to przekracza wszelkie granice. Również reakcja Rule'a nie należy do ciekawych momentów. Po początkowym zdziwieniu przyjmuje do wiadomości to, że spał z Shaw. A potem oboje zaczynają tworzyć związek. Ma on niesamowite wzloty i upadki, jednak to Shaw starała się za bardzo, a Rule tylko trochę. Dziewczyna na siłę próbuje utrzymać związek na powierzchni, co tylko mu szkodzi.
 
  Niesamowicie polubiłam drugoplanowych bohaterów- przyjaciółkę Shaw-Aiden, kumpli Rule'a- Jet'a, Rowdy'ego oraz brata -Rome'a. Są o nich już osobne historie, więc z pewnością do nich zajrzę. Tym bardziej, że wszystkie te historie są oznaczone nurtem NA, a ten póki co mi się nie znudził.

  Choć książka nie do końca spełniła moje oczekiwania i w moim odczuciu ma pewnie więcej słabych niż mocnych stron, to w stylu pisania pani Crownover jest coś takiego, co sprawia, że od książki ciężko jest się oderwać. Mogła być lepsza? Mogła. Ale to nie zmienia faktu, że i tak przyjemnie się ją czytało.

  Z pewnością mogę polecić ją tym osobom, które lubują się w takich gatunkach, lubią romantyczne historie, ale nie boją się również konfrontacji bohaterów z przeszłością i własnymi demonami. Na pewno się tutaj odnajdziecie ;)

Czytaj dalej

marcowy stosik

Stoik pojawił się ostatnio na początku lutego, pojawia się i teraz, co jak dla mnie jest wyczynem ;)
Co prawda znajduje się w nim tylko 5 książek i to są wszystkie jakie zasiliły moją biblioteczkę w lutym :)


1.  "W stylu Valentine"-Adriana Trigiani- z wymiany walentynkowej od Izy :)

2. "Coś do ocalenia"-Cora Carmack- mam paskudny nawyk czytania serii od środka. Tak było i teraz. Kupiłam, ale nie mogłam się oprzeć i przeczytałam. Powalająca. Wstępnie polecam :) Biedronka.

3. "Przypadkowe szczęście"-Abbi Glines- żałowałam i nie mogłam sobie wybaczyć, że nie kupiłam serii Rosemary Beach o Rushu i Blair jak była w Biedronce, tak teraz, żeby nie być rozczarowaną zakupiłam tę o Woodsie. Oczywiście Biedronka.

4. "Pocałuj mnie gdy zasnę"- Linda Howard- lubuję się w książkach tej pani, a i ta brzmi fajnie. Okoliczny sklep za zawrotną cenę 7 zł :)

5. "Pocałunek Kier"-Lynn Raven- wygrana w konkursie u Gabrysi :)

Jak się ma bilans lutego? 3 książki kupione, 1 z wygranej, 1 z wymiany. Mamy 3:2 :D

Tymczasem zapraszam na konkurs :)
Czytaj dalej

Zapowiedzi- marzec 2015 #9

Okej. Nastał marzec, nastały nowe książki. Większość z nich miałam na oku już wcześniej, a kilka z nich co całkowita nowość dla mnie. Dziś zapowiedzi startują w lekko zmienionej formie, jako, że ta poprzednia była dość pracochłonna, niemiła dla oka, (ponieważ czasami miała kilometry informacji) oraz zawierała dużo rzeczy, których praktycznie nikt nie czyta, bo wie o co chodzi ( chociażby opis). Dlatego dzisiaj mam nadzieję, że jest lepiej, przejrzyściej. Jak zawsze wyselekcjonowałam tylko te, które prędzej czy później przeczytam :)


"Cztery sekundy do stracenia" to książka z gatunku tych "nie czytałam poprzednich części, ale kiedyś tam przeczytam". Poza tym mam wielgaśną słabość do okładek wydawnictwa Filia. Wszystkich.  "Znajdę Cię Crystal"- na blogu za niedługo pojawi się recenzja pierwszej części ( którą przeczytałam jako drugą, ale pomińmy to). Jestem zakochana w braciach Benedict, a Xavier- mmmmm <3  Co do "Althea & Oliver" to już teraz można przeczytać recenzje przedpremierowe tej książki. Należy do serii REAL LIFE, z której poprzednia "Zac & Mia" również mnie kusi. "Kochani dlaczego się poddaliście?", czyli zgadzam się z każdym zdaniem wygłoszonym na temat okładki, ale treść mimo wszystko mnie fascynuje. "Talon" jest o smokach. I ludziach. I w ogóle ma cudną okładkę i świetny opis. Ostatnia, ale wcale nie najmniej oczekiwana "Tabula rasa" zachwyca prostotą okładki, tytułem i treścią. Pomysł może i nie jest oryginalny, ale i tak wiem, że ma szansę mi się spodobać :)

Tak to wygląda. Jak dla mnie jest przejrzyściej, czytelniej i ładniej ;) Dajcie znać co sądzicie :) No i na co czekacie ;)
Czytaj dalej

Konkurs z okazji 200 obserwatorów

Nawet nie wiecie jak bardzo się cieszę. Może tego nie widać, ale jestem bardzo, ale to bardzo szczęśliwa! Obserwuje mnie już 200 osób! Mówi się, że statystyki bloga się nie liczą, ale każdy nowy obserwator, każde wejście czy każdy komentarz powoduje u mnie wielki uśmiech na twarzy :)
Dziękuję!

Na Facebooku pisałam, że kiedy liczba obserwatorów wybije 200 to coś tam się pojawi. Dzisiaj patrzę, a tutaj już mamy 202 osoby ;) Dlatego zgodnie z obietnicą, zapraszam na konkurs!

Zadanie konkursowe:

Długo zastanawiałam się jak powinno brzmieć zadanie konkursowe. Polecić mi książkę? Mam ich do czytania aż nadto. Piosenkę? To by było za proste. Cytat? Cytaty mają największe znaczenie wtedy kiedy znamy książkę. Dlatego postanowiłam, że zadanie konkursowe będzie polegało na zrobieniu zdjęcia. Zdjęcia książki bądź książek. Stawiam na Waszą kreatywność-pokażcie mi jak i co czytacie!
Mogą to być zdjęcia archiwalne, bądź robione specjalnie na użytek konkursu. To ja wybiorę najlepsze zdjęcie i przyznam nagrodę.


Regulamin:

1.Organizatorką konkursu i sponsorem nagrody jestem ja- Doomisia♥, autorka bloga
 http://czytelniadominiki.blogspot.com/ . Nagrodę wysyłam na mój koszt.
2. Konkurs trwa od 01.03-15.03.2015 r.
3. Uczestnikami konkursu mogą być wyłącznie osoby mające adres zamieszkania w Polsce. Nie wysyłam nagrody za granicę.
4. Wyniki zostaną ogłoszone w ciągu 7 dni od daty zakończenia konkursu.
5. Zwycięzcę wybieram ja, zgodnie z moją subiektywną opinią.
6. Na adres zwycięzcy czekam 3 dni. Jeśli po tym czasie go nie otrzymam, wybiorę inną osobę.
7. Nagrodą w konkursie jest jedna z 3 książek : "Łza" Lauren Kate, "Irlandzka krew" Nory Roberts lub "Run Mummy Run" Cathy Glass.Dwie książki są w języku polskim, ostatnia w angielskim.
8. Książki były czytane przynajmniej raz ( oprócz Cathy Glass, ta za to ma pieczątkę szkoły językowej), jednak utrzymane są w bardzo dobrym stanie.
9. Nie istnieje możliwość wymiany książki na ekwiwalent pieniężny.
10. Aby konkurs się odbył musi zgłosić się przynajmniej 5 osób.
11. Obowiązkowo należy podać adres e-mail, wybrać tytuł książki, którą chciałoby się otrzymać oraz obserwować bloga. Polubienie mojego Facebooka i dodanie baneru nie jest obowiązkowe.
12. Zadanie konkursowe, czyli zdjęcie wysyłacie ( z tego samego maila co w zgłoszeniu)  na adres dominika.justyna@poczta.onet.pl . Na każde zgłoszenie odpowiadam w ciągu dwóch dni, także jeśli nie dostaniecie odpowiedzi zwrotnej napiszcie jeszcze raz :)

Formularz zgłoszeniowy:
Zgłaszam się!
Mail:
Obserwuję bloga jako:
Baner (opcjonalnie):
Lubię na FB jako: (opcjonalnie):
Wybieram:




Powodzenia! I pamiętajcie- niech los zawsze Wam sprzyja :)



Czytaj dalej

Podsumowanie miesiąca- luty 2015

Aż trudno mi uwierzyć, że luty już się skończył. Dopiero pisałam podsumowanie stycznia. Szok.
Ale choć to było tylko 28 dni, to uważam je za bardzo dobrze wykorzystane.

Tradycyjnie nadrobiłam styczniowe recenzje i zalegam z siódemką lutowych. Muszę to chyba kiedyś zmienić.

Prywatnie? Miałam dwa tygodnie ferii, które skończyłam 15 lutego. Tak jak chciałam poznałam wiele ciekawych książek. Ciężko było wrócić do szkoły, pierwszy dzień to istna katorga ( chociaż nie narzekam, bo po raz pierwszy od bardzo dawna skończyłam około 12 ;D), ale teraz już wróciło przyzwyczajenie codziennego wstawania. Pomimo tego, że piszę mnóstwo sprawdzianów i kartkówek to wolę ciężką pracę od nudy i związanych z nią rozmyślań.

Udało mi się też zdobyć tytuł szkolnej wicemistrzyni ortografii ( to brzmi lepiej niż drugie miejsce w konkursie ;P) z czego jestem bardzo zadowolona. A we wtorek o 8 rano trzymajcie kciuki za kolejny konkurs, tym razem z angielskiego ;)

W lutym przeżyłam ( i w sumie po części dalej przeżywam) coś typu duchowego załamania (?). Wszystko mi nie odpowiada, nic mnie nie cieszy, tracę wiarę w swoje możliwości, która tylko czasem się regeneruje, po czym dalej zostaje zdeptana. Po okresie gimnazjum sądziłam, że to już za mną, ale najwidoczniej się myliłam. To pierwszy poważny kryzys od bardzo dawna i tak szczerze to jestem trochę zaniepokojona. Z jednej strony to dobrze, bo ostro wzięłam się do nauki, uczę się organizować swój czas, jestem zaprogramowana na osiąganie satysfakcjonujących mnie wyników, ale dzień bez uśmiechu, albo co gorzej z wymuszonym uśmiechem to dla mnie dzień stracony. A ostatnio mam tylko takie.

Jednak nie popadajmy w melancholię, wszystko się ułoży, tymczasem zapraszam do oglądania stosiku przeczytanych książek w lutym ;) Było to 10 książek ;)



Jak widzicie mam do napisania aż 7 opinii! 

Filmy:
-Trzy metry na niebem
-Anastazja
-To tylko seks
-Oświadczyny po irlandzku

Chcielibyście poczytać co o nich sądzę?

Seriale:
-The 100

Tak dobrze widzicie. Przełamałam się i oglądam serial. Już zbliżam się do końca drugiego sezonu, a opinię zobaczycie na pewno ;)

Inne:

Wyzwania:
Kiedyś przeczytam-  7 książek przeczytane w lutym! Jestem niezmiernie zadowolona z wyniku ;)
Wyzwanie biblioteczne- W lutym tylko 1 książka pochodziła z biblioteki. Za to w marcu już planuję więcej ( przekonałam się do opcji "zarezerwuj książkę". Zmęczyło mnie czekanie, aż będzie ona dostępna )
10 książek na 10 miesięcy roku szkolnego- na tej liście chwilowo poległam. Jednak dwie książki z tej listy są ściśle powiązane z biblioteką ;)

Tak prezentuje się moje podsumowanie lutego. Przyzwyczajcie się, że podsumowania u mnie zawsze są długie i na każdy temat. Nie lubię jak coś mi umyka ;D
A jak u Was?

PS Z okazji 200 obserwatorów coś się szykuje ;)

Czytaj dalej