SZATYNKA POLECA #4

Mamy dzisiaj 28 dzień lutego, więc zapraszam na subiektywny przegląd ciekawych linków, czyli Szatynkę ;)


1. Niesamowicie niesamowity zwiastun filmu z niesamowicie niesamowitą Anną Kendrick i jej głosem. Obejrzany przypadkiem i mój nowy must watch.

2. Kolejny motywujący post Karolki, która tym razem skupia się na pojedynczym dniu z życia.

3. Wywiad z Rachel van Dyken! Mówiłam to już nie raz i będę się powtarzać do znudzenia- nie mogłam uwierzyć, kiedy zobaczyłam, że tłumaczą "Ruin" ^^ Wywiad przeczytany, książka czeka na swoją kolej ;)

4. Ejotek wpadła na pomysł zacnej inicjatywy,aby już teraz zacząć odkładać pieniądze na Targi Książki. W moim wypadku jest to Kraków w październiku, gdzie spędzę swoje 18 urodziny ;D Także ja się przyłączę :)

5. Lista kilku darmowych banków zdjęć. Nie objętych prawami autorskimi, a jakże cudownymi <3
Kolejny wpis Króliczka, która tym razem pisze o zapamiętywaniu swoich snów.

6. Ta strona. Miałam wybrać konkretny wpis, ale to mnie przerosło.Ogólnie chodzi o naukę angielskiego, a ja mam na tym punkcie lekką obsesję ;)

7. 10 książek o miłości oczami Zakładki. Dzięki temu OTP zaczęłam oglądać "The 100" i jestem niesamowicie zakochana w Bellarke ♥

8. Najlepszy tumblr z książkami jaki widziałam :)

9. Denerwujące rzeczy w naszej blogosferze. Takich tekstów powstało mnóstwo i z kilkoma punktami zawsze się zgadzam, ale ten tekst mnie po prostu ujął. I w pewnych momentach rozbawił :D

10. Przeuroczy zwiastun Minionków

11. I na koniec perełka-Rekomendacje Jennifer L. Armentrout! Właśnie mojej Jennifer ♥ Doszłam do wniosku, że przeczytam wszystko, co ona poleca.

Polecam film: Anastazja. Jest to bajka niemniej jednak cudowna. Nie mogę uwierzyć, że tak długo zwlekałam z seansem. I piosenki ma cudne. I wszystko. Jedno wielkie wow.
Polecam muzykę: Lutowa playlista

Czytaj dalej

Sabrina Jeffries- "Narzeczeni mimo woli"


Oryginalny tytuł: The true about Stoneville
Rok polskiego wydania: 2012
Wydawnictwo: BIS
Seria: Diablęta z Hallstead Hall
Ocena: 7/10

  Romans historyczny to gatunek, który czytam już od dobrych kilku lat. Doskonale pamiętam tytuł książki, którą przeczytałam jako pierwszą. Dwukrotnie. I zastanawiam się czy nie zacząć po raz trzeci.
Przez ten czas poznałam historie lepsze i gorsze, a także te pomiędzy. Historię Olivera i Marii dzisiejszych gości, którzy goszczą na tapecie zaliczam do tej ostatniej kategorii.

  Oliver, markiz Stoneville jest nieogarniętym hulaką, który co wieczór spędza czas z inną kobietą. Brat czwórki rodzeństwa,sierota, wychowywany przez babkę, która to stawia mu ultimatum. Jeśli mężczyzna w ciągu roku nie znajdzie sobie żony, ta pozbawi go całego majątku. Zdesperowany Oliver postanawia znaleźć sobie fałszywą narzeczoną. Zbieg okoliczności sprawia, że zostaje nią panna Maria Butterfield, która przyjechała do Anglii w poszukiwaniu własnego narzeczonego. Farsa, którą mają odegrać, ma się szybko zakończyć. Jednak bohaterowie bardzo łatwo zapominają o tym, co jest prawdą, a co tylko grą...


  Jest to pierwsza książka pani Jeffries, którą miałam przyjemność czytać. Dialogi i kreowane przez nią postacie są proste i nieskomplikowane. Cała akcja rozgrywa się w Anglii i jeśli dobrze pamiętam jest to XIX wiek.

  Maria jest zagubioną sierotą, której matka zmarła przy porodzie, a ojciec umarł kilka tygodni wcześniej. Zdecydowana, aby odszukać swojego narzeczonego, wraz z kuzynem wyrusza na nieznany kontynent. Już samo to świadczy o jej odwadze. Zdana na siebie i w niektórych przypadkach na niesfornego Freddy'ego jest pewna, że uda jej się osiągną zamierzony cel. Wszystkie przeszkody pokonuje z łatwością, dopóki nie spotka Oliviera, który mocno zachwieje jej poczuciem wartości. Jeśli miałabym wskazać główną cechę charakteryzującą bohaterkę powiedziałabym, że to upartość. I lojalność.

  Oliver z kolei jest grą pozorów. Twardy hulaka bez uczuć, tak naprawdę w głębi duszy dalej jest chłopcem, który obwinia się za tragiczną śmierć rodziców. Jako najstarszy z rodzeństwa, przekonany jest, że musi chronić wszystko i wszystkich, nawet jeśli sam na tym cierpi. I najgorsze jest to, że nie daje tego po sobie poznać.

  Maria i Oliver są głównym wątkiem i główną osią książki. Nie ma w niej nic ponadto. Główny bohater, który z jakiegoś powodu nie może pokochać, nagle przechodzi cudowną przemianę i bach! Trafia go strzała amora. Nie mam nic przeciwko takim historiom. Co więcej- uwielbiam je w każdym wydaniu i praktycznie każdej epoce. Zresztą to widać ;)

  Główna rzecz, która przeszkadzała mi w odbiorze? Końcowe sceny i dialogi. Jeśli 3/4 książki było dobre, to później coś przeskoczyło i stało się słodkie. Jedno nie chce skrzywdzić drugiego, skutkiem czego oboje krzywdzą czytelnika.

  Romanse historyczne mają to do siebie, że są w porządku, dobrze się je czyta.. ale nic ponadto. Większość nie zostaje w pamięci na dłużej. Pamiętamy miłą historię, po której przeczytaniu nie odczuliśmy żadnych wielkich emocji. I wiem również, że o ile te "zwyczajne", współczesne romanse nie trafiają do każdego, to historyczne nie naprawią tego w żaden sposób. Chyba, że po prostu ja czytam te niewłaściwe.

  Książka jest pierwszą częścią cyklu Diablęta z Hallstead Hall. Kolejne opowiadają historie pozostałej czwórki rodzeństwa. I pomimo tych wszystkich "ale", które tutaj napisałam, wiem że sięgnę po następne części. Zżyte ze sobą siostry i bracia oraz nieustępliwa staruszka to coś co lubię ;)

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Kiedyś przeczytam
Czytaj dalej

Nora Roberts- "W samo południe"



Oryginalny tytuł: High Noon
Rok polskiego wydania: 2014
Wydawnictwo: Świat Książki
Ocena: 7/10

  Uwielbiam książki Nory Roberts, o czym niejednokrotnie mogliście się tutaj przekonać. Czy to romans, czy romans połączony z sensacją- czytam wszystko. No może z większym naciskiem na to drugie. Nie potrafię zliczyć ile razy wzięłam już książki Nory do ręki. Jednak jak dotąd zawiodłam się całkowicie jedynie dwa razy, co uważam za sukces, albo po prostu szczęście.
"W samo południe" nie zaliczam do kategorii bubli. Jest to dość dobrze skonstruowana treść z dreszczykiem emocji, do której przeczytania gorąco Was zachęcam.

  Phoebe MacNamara jest policyjnym negocjatorem. Na czym polega jej praca? Na rozmowie. Poznajemy ją w momencie, kiedy ratuje pewnego mężczyznę przed popełnieniem samobójstwa.
Jednak to dopiero początek. W jej otoczeniu zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Ktoś wygwizduje znajomą jej melodię, kładzie martwe zwierzęta przed progiem jej domu, grozi jej. Chcąc nie chcąc kobieta zaczyna się bać. Obawia się, że te incydenty mogą mieć związek z wydarzeniami z przeszłości. Do tego wszystkiego musi znaleźć czas na opiekę nad siedmioletnią córeczką, matką cierpiącą na agorafobię oraz randki z gorącym Duncanem. Kim jest osoba, która stoi za gnębieniem kobiety?

  Phoebe jest bardzo silną i wyrazistą osobowością. Ma swoje własne zdanie, jest uparta i często ma niewyparzony język. Jest również nieprzejednana, ale i cierpliwa. Tę ostatnią cechę widać szczególnie podczas opieki nad córeczką Carly oraz przy policyjnych negocjacjach.
Duncan ma głowę na karku i wielkie szczęście. Kilka lat temu niesamowicie poszczęściło mu się na loterii, skutkiem czego jest to, że obecnie może nazwać się milionerem. Jednak nie obnosi się  ztym na prawo i lewo czym u mnie na początku zapunktował.

  Jednak ich relacja wydawała mi się dość płytka. W przypadku innej autorki nie miałabym zastrzeżeń, jednak wiedziałam co czytam. To Nora Roberts. Uwielbiam jej postacie właśnie za to, że są tak bardzo nieszablonowe. Że wyróżniają się z tłumu innych. Że pomimo tego, że czytam romans między dwójką ludzi, to jest w nim szczypta "tego czegoś" co sprawia, że po dłuższym czasie potrafię przywołać w pamięci ich bezbłędny obraz. W tej konkretnej pozycji tego mi zabrakło. Niby wszystko było tak jak powinno, a jednak nie do końca. On jest milionerem, a ja mam lekką alergię na takich ludzi. Autorka sama zaznacza, że został nim tylko ze względu na fart, jednak to mnie drażniło. Przykładowo Cooper z "Czarnych wzgórz"- jest zwyczajnym facetem, bez milionów na koncie, ale to on o wiele bardziej rozgościł się w moim sercu. Nie mam pojęcia z jakiego elementu wynika moja niechęć do tego typu bohaterów, ale przypuszczam, że tak już mi zostanie na zawsze ;)

  Kiedy zobaczyłam, kto stoi za tymi wszystkimi incydentami i jak bardzo moje przypuszczenia odbiegały od rzeczywistości to byłam w szoku. Byłam święcie przekonana, ze idę właściwym tokiem rozumowania, a tu nie. Albo autorka chciała zmylić czytelników, albo ja mam zbyt bujną wyobraźnię ;) Ale choć się tego nie spodziewałam, to przyznaję- Nora odwaliła kawał dobrej roboty. Każdy element układanki idealnie pasował i nie było mowy o jakimkolwiek przeoczeniu.

  Co by nie mówić to głównym tematem książki nie jest romans między Duncanem i Phoebe, ani nawet ten morderca. Według mnie tutaj chodzi o rozmowę. O to jak ważna i potrzebna jest w naszym życiu, a jak często pomijana. Tak być nie powinno, bo gdy wszystko inne zawodzi, to rozmowa ratuje sytuację :)

  Jeszcze wspomnę, że tytuł książki jak i pewne wydarzenia nawiązują do filmu Freda Zinnemanna z 1952 roku pt. "W samo południe". Jeśli przeczytanie książkę dostrzeżecie wątek wspólny. A książka jest cegiełką, ponieważ liczy sobie 557 stron.

  Jeśli nie zaczęliście jeszcze przygody z powieściami Nory Roberts, to na pierwszy ogień poleciłabym coś innego, krótszego i lżejszego, abyście się w razie wypadku nie zrazili do jej twórczości. Jednak kto jest przekonany do tego stylu pisania, to jak najbardziej powinien sięgnąć po 'W samo południe". Gwarantuję śmiech oraz chwile przerażenia. A potem razem ze mną do towarzystwa obejrzyjcie sobie ekranizację tej książki pod tym samym tytułem. Nie wiem czy polecać czy nie, wszak ona jeszcze przede mną ;))

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Kiedyś przeczytam
Czytaj dalej

Joss Stirling- "Jak cię wykraść Phoenix?"


Oryginalny tytuł: Stealing Phoenix
Rok polskiego wydania: 2013
Wydawnictwo: Akapit Press
Seria: Bracia Benedict
Ocena: 6/10

  Po książki Joss Stirling miałam ochotę sięgnąć już od jakiegoś czasu. Kiedy więc zobaczyłam dwie z nich w bibliotece nie namyślając się dłużej zgarnęłam jedną i wyszłam. Dopiero w domu, gdy zaczęłam czytać zorientowałam się, że zamiast pierwszej,  pożyczyłam część drugą. Miałam jednak to szczęście, że są one połączone tylko bohaterami, więc kolejność nie gra roli.

  Yves jest jednym z siedmiu barci Benedict. Co ciekawe imię każdego z nich zaczyna się na kolejne litery alfabetu. Żeby nie było jednak nudno zaczynamy od końca. Jest Zed, Yves, Xavier, Will, Victor, Uriel i Trace. Rewelacyjnie prawda?
Ale wracając do tematu. Yves przyjeżdża do Anglii, gdzie już pierwszego dnia pobytu ktoś próbuje go okraść. Tym jegomościem okazuje się Phoenix. Nie dajcie się zwieść pozorom. Phoenix to imię damskie. W wyniku niecodziennego zbiegu okoliczności drogi tej dwójki przetną się nie raz i nie dwa.
Ach zapomniałam wspomnieć. Zarówno każdy z braci Benedict jak i Phoenix są sawantami. Ogólnie chodzi o to, że masz jakiś szczególny dar. Ktoś uzdrawia, ktoś ma zdolność telekinezy, a Yves natomiast igra z ogniem. Dosłownie. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze historia o Przeznaczonych- dwie osoby, chłopak i dziewczyna, urodzone mniej więcej w okolicach tego samego dnia mają się spotkać i kochać na zawsze. Brzmi banalnie, ale jest fascynujące.

  Jak już wspominałam opowieści Joss niezmiernie mnie ciekawiły. Jednak opis akurat tej konkretnej powieści wydał mi się z lekka przesadzony. Niby jest w nim zawarte wszystko co być powinno jednak czytając miałam wrażenie, że był niekompletny. Zwalam jednak winę na moje chwilowe zaćmienie, skutkiem czego zaczęłam czytać serię w odwrotnej kolejności.

  Phoenix- cóż nie do końca zyskała moją sympatię. Mieszka w miejscu gdzie trzeba kraść by przeżyć. Samo to w sobie nie jest złe, chociaż ja sama wybrałabym jednak mniej drastyczny sposób na życie. Jednak za każdym razem dziwiło mnie dlaczego nie chce rzucić tego wszystkiego w cholerę. Miała swoje wyjaśnienia i powody, które niemniej jednak wydawały mi się niewystarczające. Próbuje zgrywać twardzielkę typu "Sama sobie doskonale poradzę". To mi się podobało, pewnie dlatego, ze jest to nasza cecha wspólna, jednak nawet ja wiem kiedy lepiej odpuścić. A Phoenix nie. Zgrywała się jakby była małym dzieckiem, któremu odmówiono kupna zabawki.

  Za to jedyne określenie, które pasuje mi do Yvesa to słowo "kochany". Naprawdę. Taki słodki pod każdym względem. Jest bystry, zabawny i nosi okulary ( mam słabość do przystojnych chłopaków w okularach). Chce przekonać do siebie Phoenix, która w ogóle na to nie zasługuje. Ale on widzi w niej swoją Przeznaczoną i niemniej jednak wybaczam mu to.

  Ich relacja była urocza, chociaż momentami klasycznie irytująca. Phoenix ma w sobie coś z feministki, a Yves tego nie chce tolerować. Ale mimo wszystko podobało mi się. Może trochę się przejechałam i zawiodłam na moich oczekiwaniach, ale nie było źle i tragicznie.

  Pokochałam sposób w jaki autorka przedstawiła więzi rodzinne. Z jednej strony Phoenix nie mająca nikogo tak naprawdę, a z drugiej dziewięcioosobowa społeczność Benedictów. Podobało mi się to jak bardzo są zżyci ze sobą i jak wiele są w stanie poświęcić dla drugiego członka rodziny. Jak bardzo chcą ich wszystkich chronić i momentalnie przyjmują do swojego grona obcą osobę, tylko dlatego, że jest ważna dla jednego z nich. Imponuje mi to.

  A jeśli chodzi o same zdolności sawantów to powiem tak. Z jednej strony chciałabym znaleźć się z nimi wszystkimi w jednym pokoju, a z drugiej uciekałabym gdzie pieprz rośnie. Razem są niepokonani i nie mam pojęcia co by mogli wymyślić. Może nawet bym się przestraszyła. Z drugiej strony to musi być fascynujące doświadczenie.

  Powstało tak wiele książek o zdolnościach paranormalnych, a ja klęczę przed Joss Stirling i proszę o więcej. Bo książkę o Zedzie już przeczytałam. A Xavier  zyskał już tak wiele mojej sympatii, iż nie mogę się doczekać jego odrębnej opowieści. Polecam serię każdemu kogo choć trochę zainteresowałam. Bo pomimo kilkunastu wad jest warta poświęconego dla niej czasu.

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Wyzwanie biblioteczne
Czytaj dalej

11 PROBLEMÓW KSIĄŻKOHOLIKA TAG

Oliwia zdecydowała się nominować mnie do rewelacyjnej zabawy, w której stoję przed kilkoma dylematami. Nie wiedziała chyba wtedy jeszcze, że dość dobrze się na ten temat rozpiszę ;) Ciężkie jest życie książkoholika- zapraszam do poznania 11 problemów, z którymi borykać się może większość z nas i przeczytania moich odpowiedzi ;)

Źródło

1. Masz 20 tysięcy nieprzeczytanych książek na swoich półkach. Czym kierujesz się przy wyborze tej, którą będziesz czytać w następnej kolejności?
To co czytam w następnej kolejności jest uzależnione tylko od tego, na co mam w danym momencie ochotę. Choć często układam sobie listy TBR ,nigdy nie wiem tak do końca po jaką książkę sięgnę najpierw. Czasem jest tak, że książka leży na półce już od dłuższego czasu, zawsze przechodzę obok niej obojętnie, aż nagle mam olśnienie. "O! Na Ciebie w tym momencie mam ochotę!". I wtedy zaczynam czytanie. Chyba, że zaczęłam już kilka książek jednocześnie, wtedy stopuję. 
Jak mam dobry humor czytam romanse, i wszystko co szczęśliwe. A jak mam gorszy dzień, sięgam po płaczki, dramaty etc.

2. Jesteś w połowie książki, która Ci się nie podoba. Odkładasz ją, czy mimo wszystko czytasz dalej?
Czytam dalej. Nie mam w zwyczaju odłożyć książki, choćby nie wiem jakim bublem była. W końcu kto wie, co czeka mnie na końcu ? 

3. Zbliża się koniec roku, a Ty jesteś tak blisko, lecz tak daleko spełnienia swojego postanowienia odnośnie do ilości przeczytanych lektur. Starasz się szybko nadrobić zaległości? Jeśli tak, w jaki sposób?
Jeśli są to jedna-dwie książki to staram się przeczytać, Jednak mimo wszystko zawsze chcę, żeby czytanie było dla mnie przyjemnością. Pewnie, że lubię brać udział w wyzwaniach, ścigać konkurencję, ale staram się robić to wszystko  z głową na karku. Jeśli nie mam siły/czasu/ochoty czytać brakującej liczby książek, to po prostu tego nie robię.

4. Okładki książkowej serii, którą kochasz, nie pasują do siebie. Co robisz?
Wkurza mnie takie coś. Niby nie powinno się zwracać uwagi na okładkę, ale to też jest część książki. Ładnie się prezentuje, przyjemniej wziąć taką książkę do ręki. Co robię? Nie mam mocy sprawczej, żeby pozmieniać wszystko tak, żeby mi się podobało, jednak jeśli nie mam wyjścia ( czytaj: wydawnictwo nie planuje zrobić nic w tej sprawie) to układam na półce niepasujące do siebie wydania i przyjmuję do wiadomości, że na tym polu przegrałam ;)

Źródło

5. Wszyscy kochają książkę, za którą osobiście nie przepadasz. Z kim podzielisz się swoimi prawdziwymi uczuciami?
Z każdym kto zechce mnie słuchać ;) Zdecydowanie piszę o tym tutaj, na blogu ( np. "Powód by oddychać". Praktycznie każdy chwali, a ja kurczę jestem na nie) i dzielę się z koleżankami. 

6. Czytając książkę w miejscu publicznym, zbiera Ci się na płacz. Co robisz?
Miałam raz taką sytuację, kiedy siedziałam w autobusie i czytałam.. coś. Był wzruszający moment, a ja odłożyłam lekturę na czas, kiedy będę w domu. Nie potrafiłabym się rozpłakać w miejscu publicznym. Chyba, że ze śmiechu ;)

7. Właśnie zostaje wydany dalszy ciąg książki, którą pokochałeś/aś. Okazuje się jednak, że wiele rzeczy zdążyłeś/aś już zapomnieć. Czy będziesz chciał/a przeczytać pierwszą książkę jeszcze raz? Nie przeczytasz kontynuacji? Postarasz się znaleźć streszczenia/recenzje na różnych stronach np. lubimyczytać?
Miałam tak z "Szeptem". Przeczytałam trzy pierwsze części, a czwartą dopiero po roku czasu. Nie dlatego, że nie była wydana, tylko po prostu nie mogłam się zmobilizować. I początkowo miałam zamiar czytać wszystko od początku, ale doszłam do wniosku, że jak przeczytam ponownie trzy pierwsze części, to ponownie stracę mobilizację do czytania "Finale". Dlatego odświeżyłam sobie tylko te najważniejsze informacje, czytając "na chybił trafił". Wyszło nieźle. Trochę pamiętałam, a to co zapomniałam przypomniałam sobie w trakcie ;)

Źródło

8. Nie chcesz, aby KTOKOLWIEK pożyczał Twoje książki. Co mówisz osobie, która Cię o to prosi?
To pytanie jest trudne . Bo mi jest cholernie ciężko odmówić komukolwiek czegokolwiek. Czasem mówię prosto z mostu, że nie, ale często zdarza mi się kręcić. Mówię np. że pożyczyłam tę książkę innej osobie i chwilowo jej nie mam. I mam nadzieję, że ta osoba zapomni o całej sprawie i nie będzie się upominać. 

9. W ostatnim miesiącu zabierałeś/aś się za czytanie 5 różnych książek, ale nie udało Ci się ich dokończyć. Co robisz, aby przezwyciężyć swój kryzys czytelniczy?
Ohoho pytanie bardzo na czasie. Obecnie czytam trzy książki naraz, dwie  z nich już około dwa tygodnie i za nic nie mogę ich dokończyć. Nie dlatego, że nie oferują mi niczego ciekawego, ale brakuje mi siły/motywacji/czasu/ochoty ( wybierz poprawne). A najgorsze jest to, że chcę zacząć czytać kolejnych kilka. Co robię? Raczej czekam. Czekam, aż kryzys minie i będę mogła swobodnie wrócić do czytania. Ewentualnie czytam "na siłę", ale wiem, że na dłuższą metę to się nie sprawdza.

10. Wydanych zostaje mnóstwo nowych książek, które bardzo chcesz przeczytać. Ile z nich naprawdę kupisz?
Mam zasadę "półroczną". Często jest tak, że napalam się na jakieś książki, czytam je i fascynacja mija. Albo kupuję i czekają na swoją kolej dobre kilka miesięcy, chociaż tak bardzo chciałam je przeczytać. Dlatego uznałam, że jeśli po 6 miesiącach, dana książka dalej będzie mnie przywoływać i będę nią strasznie podekscytowana, to wtedy ją kupię. Ale powiem Wam jeszcze, że  nie zawsze stosuję się do tej zasady. Bywa i tak, że jest to kontynuacja, którą MUSZĘ mieć natychmiast. Niby staram się hamować, ale nie zawsze to idealnie wychodzi ;) I jeszcze jedno- prawie nigdy nie kupuję książek, zaraz po premierze, a już na pewno nie wtedy, gdy panuje wokół niej cały ten medialny szum :)

11. Jak długo po zakupie książki, którą bardzo chciałeś/aś przeczytać, może ona przeleżeć na Twojej półce nietknięta?
To zależy od punktu pierwszego tak naprawdę. Jeśli mam ochotę na nowo zakupioną książkę, to ją czytam, a jeśli nie, to potrafi ona przeleżeć trochę czasu. Mam na półce książki, które oczekują na swoją kolej już ponad rok, ale też i takie które przeczytałam zaraz po zakupie. Dlatego zdecydowałam przyłączyć się do wyzwania Kiedyś przeczytam, które jak dotąd konsekwentnie realizuję ;)

Do wspólnej zabawy zapraszam:
Oraz każdą inną chętną osobę ;)
Liczę na Was dziewczyny ;*




Czytaj dalej

Sarah J.Maas-"Zabójczyni i Władca Piratów" & "Zabójczyni i Czerwona Pustynia"



Oryginalny tytuł: The Assassin and the Pirate Lord & The Assassin and the Desert
Rok polskiego wydania: 2013/2014 r. 
Wydawnictwo: Uroboros
Ocena: 8/10


  Kojarzycie "Szklany tron"? Tę nie bijącą rekordów popularności, a podobno bardzo dobrą książkę?
Otóż, ta książka posiada jeszcze 4 nowelki. Krótkie opowiadania, których akcja dzieje się przed wydarzeniami właściwymi, czyli tymi ze "Szklanego tronu" właśnie. I to o nich dzisiaj chciałabym coś napisać ;)

  Poznajcie Celaenę Sardothien. Groźną, zaledwie szesnastoletnią zabójczynię. W pierwszej nowelce dziewczyna ma odebrać dług od tytułowego Władcy Piratów. Gotowa wykonać misję szybko i bez żadnych komplikacji, zmienia plany kiedy dowiaduje się, że zapłata ma być liczona nie w pieniądzach, a niewolnikach. Celaena decyduje się zrobić wszystko by do tego nie dopuścić. Jaką cenę przyjdzie jej za to zapłacić?

  Zaczęłam czytać tę opowieść z nie do końca sprecyzowanymi uczuciami. Wiadomo, słyszałam że Maas pisze dobrze i jej powieści się pochłania. Jednak co innego słyszeć, a co innego się o tym przekonać. Rzeczywiście autorka ma "to coś" co sprawia, że lektura się nie dłuży i nie sposób się od niej oderwać. Bohaterowie wykreowani przez nią są wyraziści, a akcja ciekawa. Zwłaszcza Celaena jest doskonałym przykładem. Na samym początku jest egoistyczną, samolubną snobką, która nie widzi niczego szerzej. Ma zawężone pole działania, jest ślepa na uczucia innych. I mogłabym powiedzieć, że nawet pomimo tego, że jej serce mięknie na widok tych wszystkich niewolników, to w dalszym ciągu jest twarda. Jednak jest w niej coś takiego.. miłego, coś co sprawia, że nie można jej skreślić od razu na starcie. Czytelnik chce się przekonać co będzie dalej, jak ułożą się wydarzenia. I to się chwali.

  Mamy też postać Sama, również zabójcę, który w tym tomie towarzyszy Celaenie. I ojejku on jest taki świetny, że aż to bije po oczach. Od razu zauważyłam, że coś czuje do naszej głównej bohaterki, choć ona tego nie widzi. Zrobiłby dla niej naprawdę wiele, popełnił największe głupstwo, jednocześnie nie pozostając zakochanym głupcem, a mądrym chłopakiem.

  Nowelkę czyta się niesamowicie szybko, to tylko godzinka z życiorysu, a jak dobrze zagospodarowana. Pozostaję wierna i gorąco kibicuję Samowi i Celaenie, uważając ich za jedną z lepszych par w literaturze.

  "Zabójczyni i Czerwona Pustynia", czyli nasza druga opowieść to dalsze losy naszych bohaterów. Celeana zostaje wysłana na pustynię, do Milczących Zabójców i ma otrzymać list polecające od ich samego mistrza. Jak tylko się tam zjawia, wie że nie będzie to łatwe zadanie. Dodatkowo, ktoś zagraża ich fortecy, a w szeregach może być szpieg. W co tym razem wpakuje się Celaena?

  Drugą część uważam za minimalnie gorszą od poprzedniej. Dlaczego? Już tłumaczę. Główna bohaterka przechodzi lekką przemianę. Milczący Zabójcy testują jej spostrzegawczość, wytrzymałość i siłę, zarówno fizyczną jak i duchową. Zaczyna docierać do niej, że nie zawsze zabójstwo jest najlepszym rozwiązaniem. Celaena się zmienia, zaczyna doceniać i dostrzegać wiele rzeczy. Poddaje analizie swoje uczucia i dotychczasowe poglądy. I to jest dobre, bo pomimo tego wszystkiego nie traci swojej charakterystycznej zgryźliwości.

  Jednak tutaj niestety autorka wytrąciła Sama. Mojego Sama, do którego Celaena tak często wraca myślami i rozważa jego zachowania. Był w książce taki jeden moment, który czytałam w kółko, i w kółko, ciągle nie mogąc się nim nasycić.  Bo jedyne co mi zostało to wspomnienia głównej bohaterki, a nie chłopak w fizycznej odsłonie. I to dlatego troszeczkę jej ujmuję.

  Jednak choć uważam Sama i Celaenę za świetną parę, to wiem, że w tej faktycznej akcji "Szklanego tronu" chłopaka nie ma. Nie mam pojęcia co się z nim dzieje, jednak pojawiają się dwaj inni. To jest główny powód, dla którego waham się wziąć do ręki tę serię, jednak czuję, że i tak to zrobię, ponieważ Sarah J.Maas pisze genialnie. I myślę, że się nie zawiodę. Dlatego polecam te dwie nowelki wszystkim. Szczególnie fanom "Szklanego tronu", bo to uzupełnienie jest naprawdę dobre. Ale osoby, które tak jak ja nie miały wcześniej styczności z tą powieścią, śmiało mogą zacząć od opowiadań. To tylko plus minus 100 stron i godzinka z życia. A naprawdę warto :)

Książki biorą udział w wyzwaniu:
Wyzwanie biblioteczne
Czytaj dalej

Walentynkowa fotorelacja z wymiany

Dzisiaj Walentynki. Jak tak patrzę i przeglądam różne blogi to widać wysyp różnych propozycji na to święto- najlepsze filmy, książki, pary etc. Nie widzę w tym nic złego, bo uwielbiam to czytać i sama miałam stworzyć coś podobnego, jednak w porę przypomniałam sobie, że nie zrobiłam jeszcze fotorelacji z wymiany ! A że była ona Walentynkowa, uważam dzisiejszy dzień za idealny do mojego zamierzonego celu.
Także nie przedłużając- zapraszam wszystkich do oglądania, podziwiania i komentowania ;)
PS Jeżeli nie pomyliłam się w moich obliczeniach, nie mam jeszcze zdjęć trzech paczuszek, ale nie martwcie się! Możecie je (fotki) wysłać w późniejszym terminie, obiecuję, że je tutaj wstawię :)



12. Prezent Dominiki (mój)
13. Prezent Justyny



Myślę, że wszystko jest w porządku, jeśli jednak coś się nie zgadza to dajcie znać ;)

I jeszcze mała informacja. Przed organizacją wymiany pytałam Was co sądzicie o tym pomyśle. Była ankiet, z której dowiedziałam się, że 16 z Was myśli o Walentynkach,  1 osoba stawiała na Dzień Kobiet, 1 osoba mówiła "nie" wymianom, a 4 osoby stwierdziły, że mogę zorganizować obie. Jednak uznałam, że skoro do Dnia Kobiet został mniej niż miesiąc, wszystko odbywało by się na wariackich papierach. Tym bardziej, że teraz kończą mi się ferie i zaczyna w sumie dość intensywna nauka. Szczerze powiedziawszy pewnie nawet nie miałabym czasu by to organizować.

Dlatego postanowiłam, że następna zabawa będzie miała miejsce na przełomie maja/czerwca pewnie, temat jeszcze nieokreślony, choć pomysłów mam mnóstwo. Pamiętajcie też, że uwielbiam rozmowy z Wami wszystkimi i Wasze sugestie, także jeśli macie jakiś pomysł na temat wymiany to piszcie śmiało :)

Pozdrawiam Was ciepło :)
Dominika
Czytaj dalej

Jennifer Echols- "Miłość,flirt i inne zdarzenia losowe"




Oryginalny tytuł: The boys next door ; Endless summer
Rok polskiego wydania: 2013 r.
Wydawnictwo: Jaguar
Ocena: 6/10

  Z twórczością Jennifer Echols odbyłam już trzy spotkania podczas lektury "Love     story", "Odlot" oraz "Uratuj mnie". Są to tak naprawdę zwykłe młodzieżówki, ale czyta się je z wielką przyjemnością. I tak oto dzisiaj, w klimacie przed- walentynkowym prezentuję Wam już czwartą z pięciu wydanych jak dotąd w Polsce książek Jennifer.

  Lori od dawna jest zakochana w Seanie. Starszy od niej sąsiad, dla którego Lori zawsze była kumpelą. Sean mam dwóch braci- Camerona i Adama. Ten drugi jest przyjacielem dziewczyny, którego ona prosi o niecodzienną przysługę. Ma on udawać chłopaka Lori, aby jego brat był zazdrosny. Prosty i łatwy w wykonaniu plan. Tylko czasem z planami jest tak, że nie wypalają. Bo Lori nie wie, że Adam jest w niej zakochany i zrobi wszystko by nie dopuścić do jej związku z Seanem. Jednak kiedy to wyjdzie na jaw czy nie będzie za późno dla Lori, by uświadomiła sobie najważniejszą prawdę?

  Z książkami Jennifer Echols mam ten problem, że niby mi się podobają, ale jednak czegoś im brakuje. Jakiegoś bliżej nieokreślonego elementu, który sprawi, że historia będzie wyjątkowa. Ale wbrew wszystkiemu, bardzo chętnie wracam do tych historii, pozwalam im się porwać na kilka godzin.

  Lori to bohaterka, którą niesamowicie ciężko jest zrozumieć. Każdy miał kiedyś szesnaście lat i w sumie ja na pewno nie jestem tą osobą, która powinna to oceniać, wszak nie tak dawno i ja byłam w tej grupie. Jednak mam wrażenie, że autorka oglądnęła o jedną przesłodzoną komedię romantyczną za dużo. Stworzyła  z Lori rozhisteryzowaną intrygantkę, która obsesyjnie myśli o zdobyciu wymarzonego chłopaka. Jak w głupich amerykańskich komediach. A potem jest jeszcze bardziej naiwna i uparta. Myśli, że sama wszystko potrafi naprawić, skutkiem czego wszystko plącze się jeszcze bardziej.

  Na okładce pisze, że "Adam ma ADHD, wisiorek z trupią czaszką,jest czarną owcą rodziny Vaderów i młodszym bratem Seana...". Powiedziałabym, że tylko połowa z tych informacji jest tak dogłębnie prawdziwa. Owszem nosi wisiorek, ponieważ to Lori mu go podarowała. Owszem jest młodszym bratem Seana, który totalnie go wkurza. Ale ADHD? Czasem się nie kontrolował, jednak w książce tak na serio to łatwo było o tym zapomnieć. Nie było na te zaburzenia jakiegoś szczególnego nacisku, który mógłby być powodem na umieszczenie tej informacji na okładce. Czarna owca rodziny Vaderów? Jeśli brać na poważnie te wszystkie informacje, które czyniły z Adama tę owcę, to każdy z nas mógłby nią być. Chłopak jest opiekuńczy, czasem może za bardzo, ale widać po nim, że zależy mu na Lori.

  Narracja jest pierwszoosobowa, z podziałem na rozdziały Lori i rozdziały Adama. Oboje są dopuszczeni do głosu, by pisać o swoich uczuciach z ich własnej perspektywy. I oboje mają paskudną cechę nazywaną "najpierw robię, później myślę".

  Mniej więcej w połowie książka dzieli się na dwie części. Pierwsza z nich to starania Lori o Seana, druga to starania Lori o Adama. I tak naprawdę to ta książka mogła by się zakończyć o wiele wcześniej, w połowie drugiej części. Reszta informacji to było trochę takie pisanie na siłę, aby zapełnić puste kartki.

  Nie pokładałam w tej książce AŻ tak wielkich nadziei , więc nie jestem rozczarowana. Dostałam to na co liczyłam, ani więcej ani mniej. Teraz usilnie poszukuję ostatniej jak na razie książki Jennifer wydanej w Polsce i niesamowicie nie mogę doczekać się lektury! I czekam na premierę czegoś nowego, mam nadzieję, że jeszcze w tym roku ;)
Czy polecam? To zależy od tego, czy lubicie takie młodzieżowe historie na tyle, by nie bać się ewentualnego  rozczarowania. Bo zdaję sobie sprawę z tego, że pewnie większości z Was, ta książka się nie spodoba. Ale ta mniejszość- cóż liczę, że jednak przeczytacie i wyrazicie swoją opinię :)

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Kiedyś przeczytam
Czytaj dalej

Abbi Glines- "O krok za daleko"



Oryginalny tytuł: Fallen Too Far
Rok polskiego wydania: 2013 r.
Wydawnictwo: Pascal
Seria: Rosemary Beach, Za daleko #1
Źródło okładki: http://lubimyczytac.pl/
Ocena: 8/10

  "O krok za daleko" to książka, o której było dość głośno. Ja sama na początku nie byłam przekonana co do niej. Taka sobie okładka, opis tak bardzo podobny do innych- cóż nic specjalnego. Do czasu aż przeczytałam recenzję Sherry. Coś mnie tknęło i w żadnym wypadku tego nie żałuję. To był dobrze wykorzystany czas.

  Blair właśnie straciła matkę. Jej ostatnim źródłem pomocy jest dawno niewidziany ojciec, do którego właśnie się wybiera. Na miejscu poznaje Rusha, swojego przybranego brata, który nie jest zachwycony widokiem dziewczyny. Okazuje się, że chłopak skrywa własne tajemnice, które mogą załamać Blair. Na dodatek do głosu dojdzie siła pożądania siebie nawzajem. Ciekawi jesteście jak młodzi dorośli poradzą sobie  z tą sytuacją? Jedynym wyjściem jest sięgnięcie po "O krok za daleko".

  Cała historia rozpoczyna się w momencie kiedy Blair koczuje w samochodzie pod domem swojego ojca. Już wtedy uderzyło mnie jak silną musi być osobą. Po śmierci matki, bez pomocy ojca jest zdana sama na siebie. Musi spakować cały swój dobytek ( chociaż dużo tego nie ma) i wyruszyć w nieznane. Nie wie co ją spotka na miejscu, czy wróci z poczuciem porażki czy raczej osiągnie sukces.

  Rush z kolei, na początku nie zyskał mojej sympatii. Wybredna i chamska osobowość, która codziennie wypuszcza ze swojego łóżka nową dziewczynę. I pod pewnym względem byłam lekko zdziwiona moją niechęcią do niego, gdyż najczęściej to właśnie tacy chłopacy zyskują moje uznanie.
Na szczęście po kilku rozdziałach zobaczyłam jego drugą stronę. To jak ważna jest dla niego ochrona swojej siostry Nan i pewna zaborczość wobec Blair kompletnie mnie ujęło. I przepadłam.
Jego początkowe zachowanie zostaje dokładnie objaśnione pod koniec książki, kiedy to wyjaśnia się pewien sekret. Całkowicie zrozumiałam jego rozdarcie między dwiema ważnymi dla niego rzeczami i było mi go nawet żal.

  Choć jest to historia Rusha i Blair i to ta dwójka jest główną osią książki, to nie zapominajmy o tych pobocznych postaciach. Grant-brat Rusha zauroczył mnie swoją troskliwością i chęcią pomocy zupełnie obcej dziewczynie, a Woods... byciem Woodsem po prostu. ;) Ten drugi doczekał się już swojej historii w polskiej wersji, natomiast na Granta nadal czekamy ( lekka aluzja do jak najszybszego wydania książki) ;)

  Styl Abbi jest prosty, jednak tak przeładowany emocjami, że w pewnych momentach to aż boli. Kiedy czytałam ostatnie rozdziały miałam tylko nadzieję, że autorka nie skrzywdzi ich jeszcze bardziej. No bo tak nie można. Z racji tego, że czytałam tę książkę jako e-booka ( a wiedzcie, że tego nie lubię) wstrzymuję się z czytaniem następnych części, aż zakupię ich papierowe wersje. I słowo daję, że jeśli Abbi w drugiej, albo trzeciej części wymyśli coś tak druzgocącego i postawi przed bohaterami jeszcze większe kłody, to dołączy do grona tych najulubieńszych. W zasadzie to czuję, że tak zrobi, więc równie dobrze można powiedzieć, że już jest w tej grupie ;)

  Nie zrażajcie się tak ja jak niezbyt piękną okładką ( która w zasadzie po przeczytaniu wydaje się być lepsza niż przed ;)) czy dość schematycznym opisem. Sięgnijcie po tę książkę i dajcie się porwać fali emocji. Nie bójcie się, bo naprawdę warto.

Czytaj dalej

Moja wymiankowa paczka

Z radością informuję, że w niedzielę ( a teoretycznie dzień wcześniej) zakończył się termin wysyłania paczek :) Mam nadzieję, że wszyscy wywiązali się z obietnicy- dostałam zdjęcia prezentów już od kilku osób, czekam na resztę i zaczynam tworzyć fotorelację :)

Dzisiaj rozpakowałam swoją paczkę i powiem Wam, że kocham tę zabawę! Często zaczynam wątpić w sens organizowania takich wymian, ale kiedy widzę Wasze zdjęcia, kiedy czytam tak bardzo miłe słowa czy sama rozpakowuję mój prezent to zastanawiam się co mnie opętało, żebym chciała z tego zrezygnować? :)


Prezenty przygotowała dla mnie Iza. Już raz Ci dziękowałam, zrobię to raz jeszcze- także dziękuję ! :)
Jak widzicie dostałam książkę, której jeszcze nie czytałam, śliczną zakładkę, list, pocztówki oraz słodycze. Mnóstwo słodyczy ( i dietę szlag trafił :D). Iza świetnie wpasowała się w mój gust :)

Liczę na Was- pamiętajcie o zdjęciach- można stworzyć post na blogu, albo po prostu podesłać mi je na maila ( dominika.justyna@poczta.onet.pl).

Już teraz zapraszam Was również do kolejnej wymianki, która jeszcze nie ma terminu, ani jednego konkretnego motywu przewodniego. Jest tego naprawdę mnóstwo, mam głowę pełną pomysłów, zobaczymy do z tego wyjdzie :)

A już jutro zapraszam Was na recenzję. Buziaki :)
Czytaj dalej

Anna Klara Majewska- "Rok na Majorce"



Oryginalny tytuł: Rok na Majorce
Rok polskiego wydania: 2013 r.
Wydawnictwo: Wielka Litera
Ocena: 6/10


   Czy Wy też czasem marzycie o ucieczce? Wiecie- takiej na całego. Zostawić wszystko za sobą. Pracę, szkołę, rodzinę, przyjaciół i te osoby, które tak bardzo zalazły za skórę? Cóż te ostatnie zwłaszcza ;) Wyruszyć w podróż, gdzie wszystko jest takie inne. Ja na przykład bardzo bym chciała coś takiego zrealizować. Nasila się to głównie w chwilach, kiedy jestem zła na wszystkich i na wszystko wokół mnie. Wtedy kiedy czuję, że nagle cały wszechświat jest przeciwko mnie.
Niestety pragnienia pozostają pragnieniami, aczkolwiek Anna Klara Majewska dała mi podgląd na życie innej osoby, która w ten spektakularny sposób powiedziała, że ma dość.

  Magda to rozwódka, pokłócona ze swoim kochankiem,  z wykształcenia architekt. Ma dziesięcioletniego syna Michała oraz zwariowaną koleżankę Rosę, która to właśnie zaprasza ją na Majorkę. Po początkowych trudnościach kobieta znajduje dom, nowego mężczyznę, nietuzinkowych przyjaciół oraz uroczą kawiarenkę. W jakim kierunku potoczy się jej życie na idyllicznej wyspie?

  Główna bohaterka nie bawi się w żadne podchody. Jest zdecydowana, pewna siebie i z radością porzuca dotychczasowe życie. Miewa chwile załamania, kiedy to wszystko idzie nie po jej myśli, jednak jest tylko człowiekiem. Kocha swojego syna nad życie. Jednak jest też zarozumiała. Na samym początku książki można odnieść wrażenie, że sprzedałaby duszę diabłu za parę nowych, markowych butów. Jak sama opisuje- nie ma ich gdzie trzymać. Kiedy miała zły dzień-wybierała się po nowe szpiki. Ale to musiały być drogie, znanej marki buty. Czy tylko ja nie przykładam, aż takiej wagi do butów? Drażniło mnie to niemiłosiernie.
Fakt drugi- Magda po pewnym czasie zajmie się zarobkowym wypiekiem ciast. Aż dojdzie do wniosku, że umniejsza to jej zawodowi architekta. Nie wiem dlaczego, ale ta postać była mi całkowicie obca. Nie umiałam wczuć się w jej sytuację, nie dałam rady zrozumieć kierujących nią zachowań czy nieprzemyślanych impulsów.
Jej syn to również rozpieszczony dzieciak, który jest przerażony na myśl, że będzie musiał iść pieszo do szkoły. Można wręcz dojść do wniosku, że jeśli nie jesteś tacy jak oni, to jesteś nikim.

  Akcja na Majorce rozgrywa się w rok, jednak wszystko dzieje się tak szybko i momentami chaotycznie, że łatwo można się zgubić. W jednym momencie mamy Boże Narodzenie, a w drugim Wielkanoc.

  Ivanka i Zdenko to są właśnie Ci przyjaciele, których Magda poznaje na wyspie. Pominąwszy kwestię imion ( która w tej książce naprawdę rozśmiesza), mają oni dość ciekawe charaktery. Ivanka- matka trójki ( albo dwójki, już nie pamiętam) dzieci, szukająca kogoś kto potrafiłby się o nią zatroszczyć, to zwariowana kobieta, której wszędzie pełno. Ma milion pomysłów na minutę i jeden z nich naprawdę udaje jej się wraz z Magdą zrealizować.
Ale mimo tego, że każdego bohatera powinnam umieć opisać chociażby jednym zdaniem to byli oni płascy. W sensie, że bez nakreślonego jakiegoś wzorca, nie potrafiłam tak do końca wczuć się w ich sytuację, przejąć ich roli czy jakkolwiek to można nazwać. Tacy nijacy troszeczkę.

  Irytujące były też bardzo częste wstawki w kilku językach. Polskie zdanie, a nagle wtrącenie z hiszpańskiego. Za chwilę z niemieckiego. A na osłodę angielski.

  Książka nie jest tak całkiem zła, jednak do najlepszych nie należy. A szkoda, ponieważ była to pierwsza od dłuższego czasu książka polskiej autorki, po którą sięgnęłam. I cóż czegoś mi zabrakło.
Nie sądzę również żebym z wielkim entuzjazmem sięgnęła po dalsze losy Magdy, o których dowiedziałam się zupełnie przypadkowo, jak byłam w połowie lektury.
Uważam, że osoby lubujące się w polskiej literaturze, powinny po tę pozycję sięgnąć, chociażby dla porównania, czy własnej przyjemności. Jednak osoby, które trzymają się od naszego rodzimego pisarstwa z daleka, powinny zacząć od czegoś innego. Od czego? Nie wiem. Dopiero na nowo odkrywam polskie książki, więc jeśli będę coś polecać to dopiero w późniejszym terminie.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu:
Kiedyś przeczytam
Czytaj dalej

Sarah Addison Allen- "Słodki zapach brzoskwiń"


Oryginalny tytuł: The Peach Keeper
Rok polskiego wydania: 2012 r.
Wydawnictwo: Znak
Seria: Zaczytaj się
Ocena: 7/10

  Willa i Paxton. Wydawać by się mogło, że nic nie połączy dwóch tak różnych kobiet. Willa, była Królowa Przekrętów, obecnie prowadzi sklep z ekologiczną odzieżą. I Paxton związana zobowiązaniami młoda kobieta, która chce odetchnąć. Czy tajemnica sprzed ponad siedemdziesięciu lat nawiąże między nimi nić porozumienia i zmusi do współpracy?

  Dużo czytałam o tym, że książki Pani Allen są warte lektury, że pisze ciekawie i z sensem, Tyle osób je polecało, że i mnie to skusiło. Mój wybór padł na "Słodki zapach brzoskwiń", książkę, którą mam w swojej kolekcji. Liczyłam na dobrą rozrywkę i właśnie to dostałam.

  Tytuł jest dość specyficzny. Ciężko jest się połapać o co w nim chodzi, dopóki nie pozna się całej historii, dopóki nie pozna się szczegółów. Wiedzcie jednak, że brzoskwinie odegrają w tej historii bardzo ważną rolę.

  Willa i Paxton, choć uważają się za całkiem od siebie różne, wcale takie nie są. Obydwie są silne i wytrwałe, każda na swój sposób. Chcą odciąć się od swojej przeszłości, zapomnieć o niej i żyć własnym życiem. Są uprzedzone względem siebie, jednak gotowe ofiarować sobie pomoc.  Pewne wydarzenie zapoczątkuje ich coraz cieplejszą relację, która z biegiem czasu przekształci się w przyjaźń.

  Główne postacie męskie to Sebastian- homoseksualny przyjaciel Paxton i jej brat Colin. Mężczyźni choć dobrze odegrali swoją rolę i niecierpliwie wyczekiwałam momentów z nimi, byli jednak dość przeciętni. Nie wyrywali się na pierwszy plan, gdyż nie jest to historia tylko o miłości. Główne skrzypce, gra tutaj kobieca przyjaźń i tajemnica z przeszłości. I to było super. Ostatnio szukam właśnie takich opowieści, gdzie jest wątek historii rodzinnej. Często zastanawia mnie jaka zagadka gnębić będzie bohaterów i jak sobie  z nią poradzą.

  Mamy jeszcze Georgie- cierpiącą na demencję staruszkę i Aghatę- niewidomą babcię Paxton. Czy tylko one wiedzą, co wydarzyło się siedemdziesiąt pięć lat temu? A może, ktoś zabrał już tę tajemnicę do grobu?

  Historia jest dobra, przedstawiona w interesujący sposób, jednak nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że wszystko działo się za szybko. Za szybko nastąpił pierwszy pocałunek Colina i Willi, za szybko nastąpiło rozwiązanie zagadki. Autorka mogła trochę zwolnić i przedłużyć książkę, nadajć jej jeszcze bardziej specyficzny klimat.

  Mimo kilku wad i niedociągnięć z przyjemnością polecam tę książkę. Babci, mamie, córce, przyjaciółce czy sąsiadce. Jest to, dość krótka jednak ciepła opowieść o przyjaźni, o wybaczaniu o popełnianiu błędów. Uważam, że zwolenniczki takich historii nie będą zawiedzione. A ja tymczasem będę polować na inną książkę od Sarah Addison Allen. Jakieś propozycje? :)

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Kiedyś przeczytam


Czytaj dalej

Styczniowy stosik, czyli nowi domownicy :)

Zajrzałam w archiwum bloga i zobaczyłam, że ostatni stosik pojawił się tutaj końcem sierpnia! Nie spodziewałam się, że to tyle czasu już minęło.

Dlatego nie przedłużając, zapraszam was do oglądania mojego skromnego stosiku, czyli książek, jakie przybyły do mnie w styczniu :)



1. "Buntownik"-Jay Crownover- byłam okropnie nakręcona na tę książkę. Już przeczytane i wrażenia wkrótce :) Rossman ;D

2. "Brudny świat"- Agnieszka Lingas- Łoniewska- Od dawna chciałam ją przeczytać, więc jak nadarzyła się okazja, to kupiłam ją po promocyjnej cenie. Gandalf.

3. "Legenda"-Nora Roberts- Druga część "Wyspy Trzech Sióstr", które jeszcze przede mną :) Gandalf.

4. "Czarodziejskie więzy"-Nora Roberts- i kolejna, trzecia część. Również Gandalf.

5. "Tak krucho..."-Tammara Webber- czyli "Tak blisko..." opowiadane z punktu widzenia Lucasa. Biedronka i tym razem nie zawodzi :)

6. "Endgame.Wezwanie"- Frey &Johnson-Shelton- wygrana w konkursie u Sebastiana. Na razie tylko przeglądnęłam, ale wnętrze jest fascynujące :)

Tak więc w styczniu przywędrowało do mnie 6 książek, w tym 5 to zakup własny.
Jak na razie mam w planach kilka innych książek, więc nieprędko pewnie zobaczycie te tytuły zrecenzowane ( no może z wyjątkiem "Buntownika" ) :)


Czytaj dalej

Rebecca Donovan- "Powód by oddychać"




Oryginalny tytuł:  Reason to Breathe
Rok polskiego wydania: 2014
Wydawnictwo: Feeria young
Seria: Oddechy #1
Ocena: 6/10

  W blogerskim i okołoblogerskim świecie krąży mnóstwo opinii na temat "Powodu by oddychać". I z tego co widziałam zwykle są to ochy i achy. U mnie tego nie znajdziecie, ponieważ w moim subiektywnym odczuciu ta lektura na to nie zasługuje. Nie będzie żadnego wystawnego obiadu i śpiewaniu peanów pochwalnych na jej cześć. Co najwyżej mogę zetrzeć z niej kurz, co w sumie nie będzie aż takim wyróżnieniem, bo wszystkie moje książki są tak traktowane.

  Emma mieszka w Connecticut, miejscu gdzie wszyscy dbają w zasadzie tylko o własny wizerunek. I o to jak postrzegają ich inni ważni i wpływowi ludzie. W miejscu gdzie wszystko ma być doskonałe, bez żadnych blizn i siniaków. Tam gdzie pozorowanie idealnego życia, powoli staje się dla Emmy uciążliwe. I właśnie w tym trudnym życiu, dla dziewczyny pojawia się światełko w postaci chłopaka. Evan, bo tak ma na imię za wszelką cenę chce odkryć prawdę. Jednak kiedy to się stanie, nic nie będzie tak łatwe, z zarazem trudne jak poprzednio. A co jeśli dodatkowo do głosu dojdzie miłość?

  Początkowo, kiedy zobaczyłam tę książkę w zapowiedziach, przeszłam obok niej obojętnie. Ot ładna okładka, ciekawy tytuł, nawet nie pamiętam czy wiedziałam wtedy o czym będzie fabuła. Potem jednak jak za naciśnięciem magicznego guzika przełączyłam się na tryb "Muszę poznać tę historię"! I w zaskakująco szybkim czasie mi się udało. Jednak już od pierwszych rozdziałów czułam, że coś jest nie tak. Chyba już wtedy przeczuwałam, że nie będę usatysfakcjonowana z lektury.
Bo wiecie- bardzo często chcę przeczytać książkę przedpremierowo i zazdroszczę osobom, które tę możliwość mają. Często jestem totalnie nakręcona na konkretny tytuł i chcę mieć go natychmiast. Ale się powstrzymuję i tak się nie dzieje. Przyzwyczaiłam się do tego, że musi minąć kilka miesięcy, żebym spokojnie przeczytała i kupiła mój egzemplarz. Przypuszczalnie dlatego, że książka zostaje maksymalnie reklamowana. Tyle osób namawia, a ja jak tylko widzę okładkę po raz kolejny, to mam ochotę wrzeszczeć.
Ale "Powód by oddychać" wygrałam w konkursie. Byłam niesamowicie szczęśliwa z tego powodu i dumna, że wybrano właśnie mnie. Dlatego nie potrafiłam się powstrzymać i praktycznie od razu zaczęłam lekturę.
To nie była najmądrzejsza decyzja. Teraz to wiem, jednak czasu nie cofnę. Tak wiele osób poleca "Powód by oddychać", a dla mnie ta książka była tylko dobra z minusem.

  I tym oto przydługim wstępem przechodzimy do sedna sprawy. Emma, nasza główna bohaterka jest uwikłana w toksyczny układ rodzinny. Mieszka u swojego wujostwa, które ledwo toleruje jej obecność. Jest poniżana, zaczyna wątpić w swoją wartość. A znosi to dlatego, że kocha. Wyraźnie widać to, ile dla miłości do kogokolwiek jesteśmy w stanie znieść. Sądzi, że wyrwie się z tego piekiełka bezproblemowo, wie jednak, że musi  minąć trochę czasu. Nie potrafiłam się tak dogłębnie wczuć w jej sytuację, ledwo przeszłam przez płyciznę. Dlatego jej rozmyślania i metody, którymi się kierowała były dla mnie... dziecinne.  Mam wrażenie, że kiedy powinnam ułożyć usta w podkówkę i powiedzieć "Biedna Emma. Tyle przeszła, tak mi jej żal", to ja powstrzymywałam uśmiech. Jej decyzje były irracjonalne, jednak była uparta. A ja też jestem uparta, więc wiem ile kosztuje urażona duma i przyznanie się do porażki. Ile trzeba taką osobę namawiać do zmiany decyzji. To była nasza wspólna cecha.

  Evan z kolei to przystojniak, nie zaprzeczę. Nosi koszule z podwiniętymi rękawami, które podkreślają jego muskulaturę. Rewelacyjnie. Cóż, przynajmniej dopóki się nie odezwie. Czułam, że autorka na siłę chciała zrobić z niego faceta, który jeździ na motorze i słucha dobrej muzyki, jednak kiedy się odzywał, to tak jakby czar prysł. Niby rozsądny, ale tak naprawdę to elokwencja nie jest jego mocną stroną.

  Mam też zastrzeżenia do Sary-przyjaciółki Emmy. Bogata, popularna, wie co jest modne w danym sezonie, na dodatek śliczna i potrafi zdobyć każdego chłopaka. A no i ma pokój wielkości piętra w moim domu, o ile nie większy. Jakim cudem ona i Emma się zakumplowały?  Ten akapit, akurat wynika z moich osobistych uprzedzeń, ponieważ na własnej skórze doświadczyłam, ze osoba pokroju Sary nie potrafi być zdolna do długotrwałego chociażby koleżeństwa z Emmą. Ja to tak odbieram.

  Jednak to co utrzymuje książkę na tym "dobrym z minusem poziomie" to Carol. Nie potrafię i pewnie nigdy nie będę potrafiła zrozumieć motywów, które nią kierowały i tego wszechobecnego okrucieństwa. Jak można tak postępować? W jednej chwili Twój głos ocieka słodyczą, a w drugiej wyglądasz jak największe czarne charaktery świata razem. Jak tak można?

  Reasumując- tak jak powiedziałam książkę oceniam na "dobry z minusem". Moja opinia może być uzależniona od wielu czynników- może nieodpowiedni czas, nieodpowiednie nastawienie, a może po prostu nie mój autor. Jednak nie potrafię tej książki stanowczo odradzić, ponieważ widzę, ilu osobom "Powód by oddychać"  się podobał.  Nawet nie wiecie, jak się źle czuję z tym, że jestem chyba jedyną jak dotąd czytelniczką, której oczekiwań ta książka nie spełniła. Mimo wszystko napisać "Polecam z całego serca" to też za dużo jak dla mnie. Powiedzmy więc, że jestem neutralna wobec tego tytułu. Zostawiam decyzję Wam. Bo ta książka takim całkowitym gniotem nie jest- tylko po prostu mnie zawiodła.

  Aha i jeszcze jedno. Jak wiecie jest kontynuacja tej książki, którą pewnie przeczytam, bo chcę zobaczyć jak potoczą się dalsze losy Emmy. Jednak wbrew wszystkiemu, nie rozumiem koncepcji pisania trylogii ( czy jakkolwiek to nazwać). Trzy obszerne tomy, służące opowiedzeniu jednej historii? Nie można było tego zamknąć w jednej ciut grubszej?



Czytaj dalej

Zapowiedzi- luty 2015 #8



 Ada jest zastępcą redaktora naczelnego w popularnym nowojorskim magazynie. Sukcesy w pracy przyćmiewa jednak osobista tragedia. Dwa lata temu kobieta straciła w wypadku ukochanego męża i córeczkę.

Uciekając przed bolesną codziennością, Ada postanawia zamieszkać na barce w Seattle. Tam niespodziewanie znajduje tajemniczą skrzynię i wpada na trop mrocznego sekretu sprzed lat. Pół wieku wcześniej młodziutka Penny właśnie w tym miejscu przeżywała wielką zakazaną miłość. Pewnego dnia jednak dziewczyna nagle zniknęła…

Ada rozwiązuje tajemnicę zaginięcia Penny z pomocą Alexa, przystojnego fotografa zajmującego pobliską barkę. Stopniowo zaczyna spędzać z nim coraz więcej czasu, poznając historię, która zaskakująco splata się z jej losami.

Czy Ada będzie miała odwagę pokochać na nowo?
Kim była Penny i dlaczego nikt w okolicy nie chce o niej mówić?
Po przeczytaniu fenomenalnych "Marcowych fiołków" nie potrafię już przejść obojętnie obok tej autorki. :)

Autor: Sarah Jio
Tytuł: "Dom na jeziorze"
Wydawnictwo: Znak/Między słowami

Data premiery: 16.02.2015 r.





Kolejna, po Pułapka uczuć, część trylogii opowiadającej o miłosnych perypetiach Layken Cohen i Willa Coopera.

Layken i Willa łączy więcej niż typowe młode pary. Mają za sobą podobne doświadczenia, podobne potrzeby. Oboje stracili rodziców i muszą poradzić sobie z wychowaniem młodszego rodzeństwa, zbyt wcześnie osieroconego.
Wygląda na to, że są dla siebie stworzeni. Ich związek rozpada się jednak w momencie, gdy na drodze Willa pojawia się Vaughn, jego dawna miłość. Chłopak utrzymuje z nią kontakt, mimo że wie, iż Layken może mu nie wybaczyć kłamstw.
Czasami dwoje ludzi musi się rozstać, by zdać sobie sprawę z tego, jak bardzo siebie potrzebują. Czy Willowi uda się naprawić to, co zniszczył, zanim rozstaną się z Layken na zawsze i już nigdy więcej nie zobacza?


"Pułapka uczuć" mnie zmiażdżyła, złamała i dała kilka cennych wskazówek. Była jeszcze lepsza niż 'Hopeless". Zaraz po przeczytaniu nie mogłam usiedzieć na miejscu, gdy 
dowiedziałam się, że jest kontynuacja, ale teraz? Zastanawiam się czy nie lepiej by  było zostawić tę niesamowitą historię tak jak jest, w jednym tomie. Ale i tak przeczytam "Nieprzekraczalną granicę", bo mimo wszystko jestem ciekawa :)


Autor: Colleen Hoover
Tytuł: "Nieprzekraczalna granica"
Wydawnictwo: W.A.B.
Data premiery: 18.02.2015 r.





Kiersten nie jest zwykłą dziewczyną. Ścigają ją koszmarne echa wydarzeń sprzed dwóch lat. Od tamtej pory woli unikać zobowiązań, a smutek jest jedynym znanym jej – i dlatego bezpiecznym – uczuciem. Gdy poznaje Westona, wydaje się, że dzięki niemu wyjdzie z ciemności na słońce.

Ale nie wie, że czas nie jest jej sprzymierzeńcem. Choć Wes sądzi, że potrafi ją ocalić, to dając jej wszystko, jednocześnie wszystko zniszczył. Próbował ją ostrzec, ale jak można przygotować się na coś takiego? 

Czasami musisz się śmiać, by nie wybuchnąć płaczem. A czasami, gdy myślisz, że to już koniec – to jest dopiero początek…


Ileż ja czekałam na tę książkę. Ileż o niej czytałam. Ileż to razy zmieniałam zdanie, kiedy postanawiałam czytać w oryginale. I nagle widzę, że polskie wydawnictwo ją wydaje. Szok. Chwila niedowierzania, a potem wielka radość!

Autor: Rachel Van Dyken
Tytuł: "Utrata"
Wydawnictwo:  Feeria

Data premiery: 04.02.2015 r.





Czasami, aby pójść naprzód, trzeba najpierw sięgnąć głęboko w przeszłość. Przekonał się o tym Dean Holder. Przez wiele lat zmagał się z poczuciem winy, że kiedyś pozwolił odejść małej dziewczynce. Od tego czasu szukał jej uparcie, ale nie spodziewał się, że gdy ponownie się spotkają, ogarną go jeszcze większe wyrzuty sumienia.

Losing Hope to historia trojga młodych ludzi naznaczonych przez traumatyczne doświadczenia. Każde z nich wybrało inny sposób na to, by sobie z nimi poradzić – nie każde z nich wybrało życie.




Uzupełnienie "Hopeless" ( wybaczcie ale jak dla mnie to nie jest żadna kontynuacja), czyli wszystko widziane oczami Holdera. I do tego dodatek- historia o Six! Wszystko od Colleen Hoover! Szkoda tylko, że tej nowelki nie wydają w wersji papierowej. Chociażby  jako kilkanaście ostatnich stron LH :(

Autor: Colleen Hoover
Tytuł: "Losing hope"
Wydawnictwo: Otwarte/Moondrive

Data premiery: 04.02.2015 r.





Piękna wyspa, tajemniczy mężczyzna, i mnóstwo sekretów

Pewnego dnia Alix Madsen, świeżo upieczona absolwentka architektury, dowiaduje się, że daleka znajoma jej matki, Adelaide Kingsley, wymieniła ją w testamencie. Z jakiegoś powodu kobieta chciała, by Alix spędziła rok w jej domu na urokliwej wyspie Nantucket. Alix jest zaskoczona propozycją i nie zamierza z niej skorzystać. Niebawem jednak jej życie wywraca się do góry nogami – porzucona przez chłopaka, zmienia zdanie i wyjeżdża na wyspę. Tam czeka ją niespodzianka, tuż po zejściu z promu dostrzega swojego idola – sławnego architekta Jareda Montgomery’ego. Początkowo myśli, że on spędza na Nantucket wakacje, ale szybko okazuje się, że mężczyzna dziedziczy dom Kingsleyów i nie jest zadowolony z jej przybycia… Co łączy Alix Madsen z wyspą Nantucket? I przede wszystkim jaką tajemnicę kryje stary dom?



Wyspa, mężczyzna i sekrety. Mi nic więcej do szczęścia nie potrzeba ;D


Autor: Jude Deveraux
Tytuł: "Prawdziwa miłość"
Wydawnictwo: Black Publishing

Data premiery: 25.02.2015 r.





Connor O’Dwyer, w którego krwi płyną legendy i tradycje Irlandii, z dumą nazywa Hrabstwo Mayo swoim domem. Tam mieszka i pracuje jego siostra Branna, tam jego kuzynka Iona odnalazła prawdziwą miłość, a przyjaciele tworzą krąg niemożliwy do przerwania.
Krąg, który niespodziewanie zmienia kształt przez długo wyczekiwany pocałunek.

Meara Quinn jest najlepszą przyjaciółką Branny, jej siostrą pod każdym względem – oprócz krwi. Ścieżki Meary i Connora przecinają się prawie codziennie, kiedy on prowadzi turystów na spacery z sokołami, a ona z końskiego grzbietu pokazuje przyjezdnym uroki okolicy. Meara ma oczy Cyganki i ciało bogini… na co Connor nie zwraca uwagi, dopóki dotknięcie śmierci nie doprowadzi pary przyjaciół do wybuchu namiętności.

Wiele kobiet znajdowało drogę do łóżka Connora, ale jeszcze żadna nie odnalazła klucza do jego serca. Jak na złość, Mearze wystarcza sama namiętność, boi się zaryzykować łączącą ich przyjaźń – dla czegoś więcej. Jednak wkrótce Connor pozna w pełni siłę daru, który płynie w jego krwi. I będzie potrzebował przy swym boku przyjaciół oraz rodziny, gdy jego przeszłość nadciągnie niczym mgła, zagrażając wszystkiemu, co kocha.

Druga część nowej historii o rodzinie O'Dwyer. Nie czytałam nawet jeszcze pierwszej, ale mimo wszystko to Nora Roberts!


Autor: Nora Roberts
Tytuł: "Zaklęty w cień"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Data premiery: 03.02.2015 r.




Rowdy, utalentowany tatuażysta, nie zamierza się angażować emocjonalnie w żaden związek, odkąd zostawiła go dziewczyna, którą kochał. Nagle w jego życiu pojawia się jej siostra, Salem. I przypomina mu o wszystkim, co stracił.

Salem ucieka od wspomnień o dzieciństwie pozbawionym miłości. Ma tylko jedno dobre wspomnienie – Rowdy’ego, chłopaka z sąsiedztwa bez pamięci zakochanego w jej siostrze. Nie przypuszcza, że tak daleko od domu spotka go znowu. Czy zdoła go przekonać, że wtedy wybrał niewłaściwą dziewczynę? Czy zada mu nowy ból?

Skończyłam wczoraj "Buntownika" od Jay Crownover, a "Rowdy" to już 5 tom. Tytułowy chłopak to jeden z kolegów Rule'a :) Już nie mogę się doczekać!

Autor: Jay Crownover
Tytuł: "Rowdy"
Wydawnictwo: Amber

Data premiery: 05.02.2015 r.



To tylko te najbardziej wyczekiwane przeze mnie książki, a znając życie jeszcze zapomniałam pewnie o jakiejś ;)
A Wam co wpadło w oko?


Opisy i zdjęcia pochodzą ze strony www.lubimyczytac.pl

Czytaj dalej