Nora Roberts- "Wyspa Trzech Sióstr"

Udostępnij ten post


Oryginalny tytuł: Dance upon the air
Rok polskiego wydania: 2012
Wydawnictwo: G+J
Seria: Trzy Siostry #1
Ocena: 6/10

  Żeby zrozumieć historię Wyspy Trzech Sióstr, musisz cofnąć się w czasie i poznać pewną legendę. Legendę, która głosi, że trzysta lat temu, trzy prześladowane czarownice w obawie przed zdemaskowaniem stworzyły wyspę. Bezpieczne schronienie, wolne od trosk i lęków. Teraz ten ląd nazywany jest Wyspą Trzech Sióstr. A historia lubi się powtarzać.

  Nell Channing przybywa na Wyspę Trzech Sióstr, aby uciec przed apodyktycznym mężem, który stosuje wobec niej przemoc. Przeżyła wiele strasznych chwil, teraz jednak jest gotowa przestać uciekać i stworzyć sobie dom. Wykorzystuje to, że umie rewelacyjnie gotować , zakłada małą firmę poznaje nowych przyjaciół, spotyka miłość... oraz dowiaduje się, że jest czarownicą.

  Nora Roberts jest jedną z moich ulubionych autorek romansów. Czytam ją od dobrych kilku lat, wiadomo ma lepsze i gorsze twory, zawsze jednak udaje jej się wybrnąć. Nigdy nie potrafię jednoznacznie określi, czy bardziej lubię kryminały, romanse czy może fantastykę w jej wydaniu. Może najlepiej zlepkę kilku naraz. Faktem jednak jest, że dwie powieści wstecz od Nory, które czytałam były niedopracowane. Nie myślałam nad tym długo, bo przecież każdemu autorowi wychodzi czasem coś gorszego, może to po prostu był mój pech. Jednak kiedy "Wyspa Trzech Sióstr" również okazała się małym niewypałem, zaczęłam zadawać sobie pytanie "Kiedy to się popsuło?".

  Nell jako bohaterka jest mdła, nijaka i bardzo przesłodzona. Wiele wycierpiała, i chyba tylko to ją usprawiedliwia. Przybywa na wyspę nie mając pieniędzy, ani znajomych, zdobywa pracę i wychodzi na prostą. Tutaj mnie zdobyła, ponieważ zawsze podziwiam ludzi, którzy wbrew trudnej życiowej sytuacji sobie radzą. Ale idąc krok dalej- jej odwaga i upór wydawały mi się przerysowane, a ślepa wiara Mii po prostu komiczna. Wyobraź sobie, że jedziesz do kompletnie obcego miejsca, bez grosza przy duszy, jakoś tam dajesz sobie radę i ktoś nagle oznajmia Ci że jesteś czarownicą. A ty jakby nigdy nic, wierzysz tej osobie, nie okazujesz ani grama sceptycyzmu czy wątpliwości. No bez kitu.

Dialogi są bardzo niedopracowane, nie wiem czy to wina tłumacza czy samej autorki, ale widać w nich bardziej dziecięcą niż dorosłą mowę. Czasem widziałam prześwity jakiejś lepszej strony pisarskiej, lepszego warsztatu i to dało mi nadzieję, że będzie lepiej. Niestety moja radość każdorazowo szybko się skończyła, aż zaczęłam wierzyć, że będzie tak do końca książki. I było.

  Romans między miasteczkowym szeryfem- Zackiem, a Nell wypadł nawet nie najgorzej, chociaż odniosłam wrażenie, że wszystko potoczyło się za szybko. Tak jakby autorka miała zarys książki, zaczęła go rozpisywać, ale przez niecierpliwość wiele popsuła, co wyszło oczywiście na niekorzyść książki.

  Bohaterowie nie zapadają jakoś szczególnie w pamięć, tylko Nell momentami mnie irytowała, a reszta była mi naprawdę obojętna. W zasadzie Ripley wyłamała się ze schematu, miała charakterek i chociażby tylko dla niej przeczytam kolejną część.

  Jestem starsza ( prawda), mądrzejsza ( mogę polemizować) oraz bogatsza w przeczytane treści ( stuprocentowo TAK!). Wiem, kiedy książka mi się nie podoba i potrafię wytknąć jej wady. Wszak nie ma książek idealnych ( chociaż te zbliżone do ideału- owszem). A "Wyspa Trzech Sióstr" mnie zawiodła. Zwątpiłam, czy Nora dalej pisze tak dobrze, czy może tylko ja trafiam na te gorsze tytuły, albo w nieodpowiednim czasie.  Faktem jest, że historia Nell mnie nie wciągnęła, odliczałam ile stron zostało mi do końca. I chociaż koncepcja była fajna, to jednak trochę patetyczna. Nie żałuję czasu spędzonego przy tej książce ( chociaż pewnie powinnam, bo ostatnio ten jest na wagę złota), bo przynajmniej wiem na czym stoję. Żałuję jedynie, że się pospieszyłam i zakupiłam od razu całą trylogię z myślą, że przecież to na pewno będzie dobre, lepiej mieć już na półce. A tak naprawdę wolałabym wypożyczyć z biblioteki, a za zaoszczędzone pieniądze kupić coś lepszego. Chociaż może Nora dopiero musi się rozkręcić i dalsze części będą bardziej intrygujące?

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Kiedyś przeczytam

6 komentarzy :

  1. Książka o czarownicach może być ciekawa, ale czemu nie dodałaś żadnego zdjęcia? I ta słaba ocena, aż strach czytać. I piszesz o bohaterce że jest nijaka a u mnie kwintesencją są właśnie bohaterowie i nie wiem czy mi się spodobało.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcie się pojawi jak tylko rozwiążę problem z bloggerem. Nie pozwala mi na ich dodawanie. Mam tylko nadzieję, że to chwilowe. :)

      Usuń
  2. A widzisz, moim zdaniem to jedna z niewielu dobrych powieści Nory Roberts...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja muszę się przekonać, czy z wiekiem natrafiam na te gorsze powieści czy po prostu styl autorki mi już nie podchodzi :( A szkoda by było .

      Usuń
  3. Myślałam nad tym, żeby rozpocząć przygodę z tą autorką. Wiem, że pisze dobre romanse, ale nie wiem od czego zacząć? Od jakiej książki? Co mogłabyś mi polecić na debiut z tą autorką? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o typowe romanse to seria o MacGregorach sprawdzi się idealnie. Jeśli o romans z nutką fantastyki to bardzo podobała mi się Trylogia Klucze, oraz Znak Siedmiu. Zaś połączenie romansu z kryminałem- zdecydowanie "Koniec rzeki", "Czarne wzgórza", albo "Noc na bagnach Luizjany" :))

      Usuń