Carina Bartsch- "Zima koloru turkusu"

Udostępnij ten post



Oryginalny tytuł: Tϋrkisgrϋner Winter
Rok polskiego wydania: 2015
Wydawnictwo: Media Rodzina
Seria: Lato koloru wiśni #2
Ocena: 9/10


 UWAGA ! DUŻO SPOILERÓW !

  Jak ja mam cokolwiek napisać o tej książce, kiedy każdą komórką mojego ciała czuję, ze skończyło się coś dobrego, coś na co tak długo czekałam, coś co wprawiało mnie w stan euforii i smutku jednocześnie?

  Emely i Elyas to dość skomplikowana relacja. Wszystko zaczęło się siedem lat temu, kiedy nawzajem się skrzywdzili i przez cały ten czas jedno obwiniało drugiego. Nie potrafili sobie przebaczyć, a teraz ponownie się spotkali. Wydawać by się mogło, że wyjaśnienie przeszłych nieporozumień wyjdzie im na korzyść, ale nie przewidzieli, że znów zaczną coś do siebie czuć.
Tak właśnie zakończyło się "Lato koloru wiśni". W dość nieoczekiwany, spektakularny sposób. Założę się, że wiele czytelniczek szukało jeszcze kilku dodatkowych stron, a kiedy uświadomiły sobie, że one nie istnieją, zaczęły wyklinać autorkę za przerwę w TAKIM momencie. Uwierzcie, to zakończenie można zakwalifikować jako najgorsze i najlepsze dla książki jednocześnie. Ale spotykamy się ponownie w "Zimie koloru turkusu". Elyas odcina się od Emely, Luca przestaje do niej pisać, a ona czuje, że kompletnie nie rozumie sytuacji. Kiedy wyjdzie na jaw skrywany sekret, który dla czytelniczek jest oczywisty, a dla Emely niekoniecznie, dziewczyna kompletnie się załamie. Jak zachować się w takiej sytuacji?

  Ktokolwiek, kto był na moim blogu w okresie od lipca do października, prawdopodobnie chociaż raz natknął się na nawiązanie do "Lata koloru wiśni". Nie tak dawno, bo trzy tygodnie temu pojawiła się świetna wydawniczo-blogerska inicjatywa, przedstawienia dwóch rozdziałów pierwszej części, z perspektywy Elyasa. Przyjęliście to ciepło, ale sądzę, że nie ja jedna lamentowałam na temat tego, jak żyć do października ;) Dlatego tak wielkim szczęściem napełniła mnie przesyłka od Wydawnictwa Media Rodzina, w sam raz na koniec tygodnia, która zawierała w sobie moją ukochaną "Zimę koloru turkusu".

  Jeśli powiem, że kocham Carinę Bartsch, jej styl pisania, kreację bohaterów, dobór piosenek i miejsca akcji- nie przesadzę ani odrobinę. Po pierwszej części długo nie mogłam się otrząsnąć, a ulubione sceny odżywały wciąż na nowo w mojej głowie. Niejednokrotnie zastanawiałam się w jaki sposób autorka rozwinie wątek Luki, ale w żadnym proponowanym przeze mnie scenariuszu nie pojawił się ten właściwy. Ale o tym za chwilę.

  "Lato koloru wiśni" zaskoczyło mnie swoim obrotem spraw, ale podczas lektury niejednokrotnie zadawałam sobie pytanie "Jak Emely może być taka ślepa i nie widzieć tego co oczywiste?". Odpowiedź nasunęła się podczas czytania drugiej części. Jak trafnie podsumował to Elyas:

"Bałaś się mnie, a nie Luki. Jemu ufałaś, mnie-ani na chwilę. Luca i ja byliśmy dla ciebie jak ogień i woda. Dwóch facetów, tak różnych jak to tylko możliwe. Nie widziałaś między nami żadnego związku. W twojej głowie byliśmy jak czerń i biel."

  Teraz muszę się z nim zgodzić. Elyas nie pokazał się Emely z tej drugiej, wrażliwszej strony, ponieważ zwyczajnie mu na to nie pozwoliła, i właśnie dlatego nie potrafiła połączyć w całość elementów układanki, którą czytelniczki rozgryzły już dawno.

  Luca. Tajemniczy internetowy znajomy, który jest jednym z głównych filarów opowieści. Każda z nas miała pewnie swoją własną teorię na temat tego, w jaki sposób ta tajemnica ujrzy światło dzienne. Ja miałam ich kilka, bardziej lub mniej spektakularnych i niewybaczalnych, ale nie wyobraziłam sobie tej właściwej. Przynajmniej nie w szczegółach. Liczyłam, że albo Elyas sam się przyzna, albo sam strzeli sobie w stopę, albo Emely się domyśli. Nie sądziłam, że ona podsłucha rozmowę i zmusi go do gadania. Nie żebym była zawiedziona. Liczyłam na coś bardziej dramatycznego, ale w sumie cieszę się, że tego nie dostałam. Bo jeśli tak właśnie by było, mogłabym uznać ten element za kiczowaty i podobny do wielu już używanych wcześniej. Carina  przedstawiła to realistycznie, nie dostałam wrażenia, że "tak jest tylko w książkach". Przeciwnie. Taka sytuacja może się zdarzyć każdemu z nas i nie będzie ani przesadzona, ani nierealna. Co więcej: ciągle odnoszę wrażenie, że Emely i Elyas istnieją naprawdę. Pod zmienionymi imionami krążą ulicami Berlina i inspirują autorkę. Czy to tak bardzo nierealne stwierdzenie?

"Zacząłem zadawać sobie pytanie, czy rzeczywiście wszystko zaczęło się od nowa, czy może nigdy się nie skończyło."

  I tutaj z całą mocą uderzyło mnie to jak bardzo Elyas schrzanił sytuację. Jak bardzo zawiódł Emely. Lubię czytać o takich zakrętach życiowych, ale ten był wręcz namacalny. Razem z Emely odczuwałam jej ból, wściekłość i miłość do tego głupka. Jestem pewna, że na jej miejscu, również bardzo ciężko byłoby mi przebaczyć chłopakowi.

  Do czego mogę się przyczepić? Praktycznie do niczego. Brakowało mi jedynie rozwiązania dwóch nurtujących mnie kwestii. Po pierwsze, mocno zastanawia mnie co Elyas chciał podarować Emely na święta. Do końca liczyłam na to, że zagadka się wyjaśni, że mężczyzna da jej ten podarunek na ostatnich kartach, a tu nic.  Po drugie, sądziłam też, że Emely w jakiś sposób nawiąże, spyta się go o jego potencjalną wyprowadzkę z Berlina. A na tym polu też cisza. Ale to są szczegóły, a pytania należy kierować do samej autorki, może kiedyś mi się to uda.

"-Emely, tylko nie wymiotuj w mustangu, dobrze?
- Nie martw się, połknę."


  Przeczytać kilka zdań tej książki i poczuć się tak, jakby po długiej wędrówce wracało się do domu. Nic się nie zmieniło. Ten sam sarkazm, to samo poczucie humoru, które idealnie wpasuje się w moje gusta, ci sami ukochani bohaterowie. Jednak im dalej brnęłam w głąb książki, sarkastycznych momentów było mniej, a pojawiło się jakby więcej melancholii. Tylko nie takiej typowej dla romansu, ale wyważonej. W dalszym ciągu mogłam się śmiać, ale czasami było to podszyte jakimś smutkiem i tęsknotą. A wiecie dlaczego? Ta książka to emocjonalny rollercoaster. Śmiejesz się przez łzy, po to by w następnej chwili tylko płakać. Bardzo mocno i osobiście odczuwasz te same uczucia, których doświadczają bohaterowie: gniew, smutek, rozpacz, tęsknotę, radość. Do tej pory znałam kilka autorek, które potrafiłyby wprowadzić mnie w taki stan. Carina jest kolejną. I jestem przekonana, że nie znajdę już podobnej książki do "Lata koloru wiśni" i "Zimy koloru turkusu". One są wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju. I po raz kolejny utwierdzam się w swoim przekonaniu, że uwielbiam twórczość niemieckich autorów. Poważnie.

  Nie jestem pewna co mam myśleć o zakończeniu. Jest tak jakby idealne. Nic na siłę, wszystko spokojnie, bez nacisków. Jeśli Carina by chciała, zdecydowanie mogłaby do tego dopisać jeszcze jedną część, bo końcówka pozostała w pewien sposób otwarta, ale nie tak spektakularnie jak w "Lecie koloru wiśni". Myślę jednak, że do tego nie dojdzie, że sami mamy sobie dopowiedzieć ciąg dalszy, nad czym z jednej strony ubolewam, a z drugiej uważam za najlepsze rozwiązanie. Dość już mamy na rynku serii pisanych na siłę, pod publikę.

  Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała jeszcze o piosenkach. Tak samo jak w poprzedniej części, one występują i tutaj. Poprzednio upatrzyłam sobie czterech ulubieńców, dzisiaj kolejną czwórkę. Z tym, że dwie z nich znałam już wcześniej, ale teraz może już na zawsze będą mi kojarzyć się z tą książką. Dla chętnych: utworzyłam playlistę z piosenkami z "Zimy koloru turkusu", pewnie nie wyłapałam wszystkich, a na pewno nie tych, które powtórzyły się z poprzednią częścią. Dajcie znać, które lubicie :)

  Dlatego jeśli jeszcze Was nie przekonałam, ani nie zrobiła tego żadna inna blogerka, to nie wiem kiedy ulegniecie. Poczytajcie jeszcze moją opinię na temat "Lata koloru wiśni", potem przeglądnijcie akcję Pomiędzy Latem, a Zimą, a jak będziecie już zdecydowani to weźcie udział w moim konkursie, gdzie można wygrać jeden z 18 tytułów, w tym "Lato koloru wiśni". A ja z niecierpliwością będę czekać na jakikolwiek tekst napisany przez Carinę. Cokolwiek. Bardzo ładnie proszę.

PS Strona 292- zerknijcie koniecznie, uwielbiam ją :)


"Powieści nie służą tylko do czytania. Trzeba je poczuć" (Piękny tekst na okładce. Uwielbiam)





Za egzemplarz recenzencki i możliwość dowiedzenia się do tam słychać u Emely i Elyasa, serdecznie dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina :)





32 komentarze :

  1. Niestety, nie czytałam pierwszej części, więc nie mogłam przeczytać recenzji :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dobrze postępujesz ! Zajrzyj jak przeczytasz obie :)

      Usuń
  2. Recenzja świetna, tylko sporo spoilerów (zdradziłaś kilka ważnych momentów nawet dla czytelników którzy mają za sobą pierwszą część). Poinformowałabym więc na początku, że spoilery hasają na wolności. Książki nie mogę się doczekać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież na samym początku wyraźnie pisze, że są spoilery.

      Usuń
  3. Nie przeczytałam recenzji ponieważ mam książkę w najbliższych planach ;) ale świetny lakier na paznokciach, pod kolor książki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, mi samej się to rzuciło w oczy jak zrobiłam zdjęcie :D

      Usuń
  4. Mam za sobą pierwszy tom, drugi przede mną dlatego na razie nie czytałam recenzji. Jak tylko przeczytam wszystkie książki z biblioteki, to "Zima koloru turkusu" będzie pierwszą książką po która sięgnę. Już się nie mogę doczekać :D Pozdrawiam.

    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och jak ja Ci zazdroszczę, że to wszystko jeszcze przed Tobą ^^

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Nie może tylko na pewno, to cudowna perełka :)))

      Usuń
  6. Świetnie się zapowiada, muszę się rozejrzeć za pierwszą częścią.

    OdpowiedzUsuń
  7. Drugi tom okazał się naprawdę wspaniałą kontynuacją tej serii. Mam nadzieję, że autorka napisze wkrótce kolejną książkę :)
    Historia z perspektywy Elyasa też byłaby świetna :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och ile ja bym dała by coś tylko czekało na tłumaczenie polskie <3 Co do historii z perspektywy Elyasa pochodzę sceptycznie, niby podobały mi się te dwa rozdziały, ale mimo wszystko to nie Emely ;))

      Usuń
  8. Przeczytałam twoją recenzję choć nie czytałam żadnej z części to jednak zamierzam przeczytać ją jak tylko przeczytam książki które aktualnie zalegają mi na półce :) Oczywiście zacznę od "Lata koloru wiśni" bo jak już czytać to od początku :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj to szkoda, bo mocno sobie wszystko zaspoilerowałaś :(

      Usuń
  9. Jeszcze nic nie czytałam autorki, więc czemu nie:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Skoro dużo spoilerów, to niestety na razie nie mogę przeczytać twojej recenzji, ponieważ od dłuższego czasu mam w planach "Lato koloru wiśni" :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Widzę że zdecydowanie warto zapoznać się z ta serią. Bardzo mam na nią ochotę, niestety nie wiem tylko kiedy dane będzie mi sięgnąć po ta historie- mam nadzieję ze będzie to jak najprędzej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuję, że bardzo by Ci się podobało ^^

      Usuń
  12. No tak dzięki załamuj mnie jeszcze bardziej! Nie czytałam 1 części nawet. W żadnej bibliotece nie ma!!! :(( A z kasą kiepsko i mam doła. Cholernie chcę przeczytać tę książkę. I tak oczywiście, że pamiętam twoją recenzję, to przez Ciebie mam taką ochotę ją przeczytać. Jak kiedyś w końcu przeczytam "Lato koloru wiśni" może i zabiorę się za tą.
    Pozdrawiam (załamana) :(
    http://kochamczytack.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie ! Wiem co to za uczucie. Nawet nie wiesz jak bardzo cieszę się, że przekonałam Cię do tej książki, ale będę podwójnie szczęśliwa, jeśli uda Ci się ją przeczytać ^^ Trzymam kciuki !

      Usuń
  13. Przeczytanie tej książki będę odkładać jak najbardziej jest to możliwe, bo nie jestem przygotowana na rozstanie z bohaterami ;(

    papierowe-strony.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mogłam się powstrzymać przed natychmiastowym czytaniem i niczego nie żałuję tak bardzo jak tego, że to już się skończyło :(

      Usuń
  14. Wyczuwam u Ciebie książkowego kaca ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A weź w ogóle ! Nie potrafię się skupić na lekcjach ani na niczym, bo ciągle kac męczy :D

      Usuń
  15. Kochana nie czytam jak dużo spojlerów:* Ale... chciałam napisać, że czytam 1 tom, tylko nie mam czasu dokończyć, bo październik to jakiś zły miesiąc dla mnie:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie październik też jest ciężki, przeczytałam jak dotąd trzy książki, w tym właśnie "Zimę koloru turkusu", którą połknęłam w weekend ;)

      Usuń
  16. Zaciekawiłaś mnie tą książką, muszę zacząć czytać od pierwszej części!
    Jeżeli chodzi o skomplikowane relacje to polecam młodzieżówkę "Czy wspomniałam, że Cię kocham" Estelli Maskame.
    Znalazłam na fb również konkurs, w którym można ją wygrać - podaję adres, może komuś się przyda ;) https://www.facebook.com/Stylowi/photos/a.211480155616343.42162.208083029289389/832240890206930/?type=3

    OdpowiedzUsuń
  17. Recenzji nie przeczytałam, przyznaję się bez bicia! Dlaczego? Bo jeszcze nie przeczytałąm książki. Skandal! Lato koloru wiśni bardzo mi się podobało i muszę jak najszybciej zdobyć Zimę :D

    OdpowiedzUsuń