Liz Carlyle- "Jeden mały grzeszek"

Udostępnij ten post



 Oryginalny tytuł: One Little Sin
Rok polskiego wydania: 2007
Wydawnictwo: BIS
Seria: Rodzina MacLachlanów
Ocena: 7/10


  Od romansu z historią w tle nie lubię oczekiwać dużo. Wiem, że są to książki niewymagające, mające za zadanie jedynie jakoś wypełnić czas czytelnika. A przynajmniej mój. Jakoś tak się złożyło, że na palcach jednej ręki mogę policzyć te, które szczególnie zapady mi w pamięć. Dlatego otwierając "Jeden mały grzeszek" sądziłam, że to będzie przeciętna książka z niezbyt zachęcającą okładką. Jednak tak miałam ochotę na ten konkretny gatunek, że bez wahania sięgnęłam po ten tytuł.

  W deszczową i burzową noc do domu sir Alastaira puka młoda kobieta z niespodzianką na rękach. Twierdzi ona, że to dziecko jest owocem wspólnie spędzonej nocy jego i matki dziewczyny. Alaistair nie ma serca wyrzucić ich z domu, dlatego proponuje, żeby się u niego zatrzymały. Jednak z każdym kolejnym dniem jego przekonanie, że Sorcha może być faktycznie jego córką nabiera na sile. A on sam przywiązuje się do jej ślicznej siostry- Esmee. I nagle wszystko może zostać mu odebrane. Jak jeden z największych rozpustników zachowa się w sytuacji utraty ważnych dla niego osób?

  Jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością Liz Carlyle, ale z pewnością nie ostatnie. Autorkę mogę już śmiało zaliczyć do grona tych, które może nie są najwspanialsze, ale zdecydowanie potrafią przyciągnąć czytelnika ciekawym tematem oraz zręcznym językiem, który sprawia, że książkę się wręcz połyka w całości. Niektóre wątki rozwinęłabym inaczej, bohaterów postawiła w innych sytuacjach życiowych, ale w ogólnym rozrachunku wychodzi okej. "Jeden mały grzeszek" przeczytałam w 3 godziny, co świadczy samo o sobie.

  Bohaterowie nie są idealni, dręczą ich wyrzuty sumienia i poczucie winy. Widzimy jak stopniowo ewoluują, uczą się ze sobą rozmawiać, jednocześnie zakochując się w sobie. Ich uczucie nie jest jak gwałtowny skok do wody. Oni płynnie i powoli się w nim zanurzają, aż są gotowi przyznać, że strzała amora dosięgła także ich. Także Sorcha, nieznośna dziewczynka odgrywa w ich relacji istotną rolę, nie dając wytchnienia głównym bohaterom.

  Ujawniła się tutaj również moja skłonność do ładnych imion. A raczej ich brak. Alaistair, Sorcha? Naprawdę? Książka u mnie niesamowicie punktuje, jeśli imiona bohaterów podobają mi się. Pod tym względem "Jeden mały grzeszek" traci w moich oczach, ale nie jest to nic co bardzo przeszkadza w czytaniu.

  "Jeden mały grzeszek" jest drugą częścią serii, jednak ja dowiedziałam się o tym dopiero po czasie. Nie przeszkadza to jednak w zrozumieniu treści, gdyż każda książka jest osobną historią. Jasne, występują w niej epizodycznie osoby z wcześniejszej, ale jest to tak znikome, że nawet łatwo o tym zapomnieć.

  Ten tytuł zaliczam do bardzo udanych, a jeśli Liz pisze tak cały czas to jestem skłonna dać jej wysokie miejsce w moim rankingu romansów historycznych. A słyszałam, że tak właśnie jest. Wielbicielkom gatunku na pewno się spodoba, jednak  reszta niech się lepiej trzyma z daleka, bo może nawet nie przebrniecie przez tę książkę.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu:
Kiedyś przeczytam

9 komentarzy :

  1. O proszę, a ja spodziewałabym się jakiegoś mdlego romansu. Mnie imiona szczegolnie nie urzekają w tym wypadku, ale sama książka musi byc lekka i przyjemna ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakoś nie przekonują mnie powieści z historią w tle, nie umiem się na to przestawić. Ciężko trawię wszystko, co z historią związane, prócz starożytności. Jeszcze ta okładka - nic, co mogłoby mi się podobać, nic zachęcającego, nawet nie wskazuje mi na romans. I masz rację, imiona są trochę, nie będę używać mądrych słów, do kitu.
    dianabookgeek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Może kiedyś się skuszę, ale póki co mam tyle książek pożyczonych z biblioteki, że na tę (o ile by była) pewnie nie miałabym miejsca.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie czytałam jeszcze romansu historycznego, więc nie wiem, czy lubię ten gatunek :)
    Mi imiona nie przeszkadzają :)

    OdpowiedzUsuń
  5. romans historyczny?Jestem jak najbardziej na tak :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo lubię takie książki:) Muszę jej poszukać:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka zapowiada się ciekawie, myślę, że sięgnę kiedyś po pierwszy tom.

    OdpowiedzUsuń
  8. A tam! Alaistar moim zdaniem jest bardzo ciekawym imieniem, ale to żeńskie rzeczywiście niezbyt ładne. :) W każdym razie, lubię ten gatunek powieściowy, ale podejrzewam, że z tą książką nie nie zapoznam, bo mam tyle książek w kolejce, że w życiu się z tego wszystkiego nie wygrzebię. :)
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo chętnie przeczytam, bo brzmi naprawdę intrygująco :)
    Thievingbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń