Debbie Macomber- "Sklep na Blossom Street"

Udostępnij ten post



Oryginalny tytuł: The shop on Blossom Street
Rok polskiego wydania: 2007 i 2012 
Wydawnictwo: Mira
Seria: Blossom Street #1
Ocena: 8/10

Kiedy Bóg zamyka drzwi, to otwiera okno.

   Lydia Hoffman już dwukrotnie wyszła zwycięsko z walki z rakiem. Spragniona odrobiny normalności w swoim życiu, decyduje się otworzyć sklep z włóczkami. Na prowadzony przez nią kurs robienia na drutach zapisują się trzy kobiety -diametralnie od siebie różne.
Jacqueline można nazwać damą z wyższych sfer. Paskudnie bogata, chłodna, wywyższająca się nad innych osoba, która chce zrobić na drutach coś dla wnuczki w ramach pogodzenia się z jedyną synową.
Carol od lat stara się z mężem o dziecko. Postanawia wydziergać kocyk dla nienarodzonej osóbki, uważając to za znak od Boga.
Alix jest fałszywie oskarżona o nielegalne posiadanie narkotyków. Wie, że robótka może pomóc jej uwolnić się z odpracowania zarządzonych przez sąd godzin pracy społecznej.
Każda z nich ma inny cel i inne marzenia. Kobiety jednak nie spodziewają się, że podczas kursu nauczą się przede wszystkim przyjaźni.

   Swoją przygodę z twórczością Debbie Macomber planowałam od zaczęcia serii Cedar Cove. Jednak "Sklep na Blossom Street" wypatrzyłam za 8 zł i nie mogłam się powstrzymać. Sięgnęłam po nią pod wpływem impulsu i nie żałuję, ani jednej minuty spędzonej przy tej książce.

   Gdyby autorka poświęciłaby całą książkę kursie robienia na drutach to wyszedł by z tego... poradnik. Ale jeśli się o tym czyta, to wypadłoby znać podstawy. Debbie założyła, że każdy czytelnik będzie wiedział jak posługiwać się włóczką, co jest trochę krzywdzące dla czytelnika takiego jak ja, który kompletnie nie wie o co chodzi w tym całym dzierganiu  Z jednej strony troszkę żałuję, że ten wątek nie został rozwinięty, bądź  co bądź na okładce mamy włóczki, w opisie włóczki, zaczyna się wszystko od włóczek, ale jak się pracuje z taką włóczką, to za bardzo nie wiem w dalszym ciągu. Jednak choć ten aspekt mnie zawiódł, to inne wszystko wynagrodziły. Barwni i tak bardzo inni od siebie bohaterowie, różne miejsca akcji czy chociażby dialogi.

   Opowieść poznajemy z czterech punktów widzenia. Każda z kobiet opowiada nam cząstkę swojego życia, co wpłynęło na lepszy jej odbiór przez czytelnika. Wiadomo co się dzieje z każdą z nich, jakie mają marzenia, plany i cele życiowe. Z kim się spotykają, a z kim kłócą. I to jest rewelacyjny zabieg! Uwielbiam kiedy narracja jest prowadzona z kilku perspektyw, bo to daje mi lepszą możliwość poznania i sądzenia bohaterów. Dlatego jestem więcej niż zadowolona z wyboru pani Macomber. Szkoda jedynie, że narracja była trzecioosobowa, a nie pierwszoosobowa, gdyż jestem zwolenniczką tej drugiej, jednak po pewnym czasie i przeczytaniu masy książek można się do tego przyzwyczaić.

   Kiedy Alix kończyła swój rozdział czułam niedosyt. Ale kiedy zaczynałam poznawać dzień kolejnej z bohaterek czułam się szczęśliwa. I tak praktycznie przez całą książkę. Podałam przykład Alix, ale jak widać jest ona tylko przykładem. W miejsce jej imienia mogłabym wstawić imię którejkolwiek z reszty bohaterek i też byłoby sprawiedliwie. Dlatego nie wiem jak pani to zrobiła  Debbie, ale czuję się zła, że mój czas przy tej książce się skończył i jednocześnie szczęśliwa, że mam na półce kolejną część.

   Bohaterki są różnorodne, każda z nich reprezentuje inny poziom na drabinie społecznej, ale przy wspólnym dzierganiu odnajdują wspólny język. Czyż to nie cudowne? Poza tym akcja rozgrywa się  na wielu płaszczyznach, a kobiety są wystawiane na wiele różnych stresujących sytuacji.

   Nie sugerujcie się tym, że być może jest to powieść dla mam i babć. Wydaje mi się, że ta obyczajówka jest dobra dla każdego i mocno podnosi na duchu. Daje wrażenie, że można osiągnąć wszystko dzięki wierze w niemożliwe. Okładka jest prześliczna, a treść równie piękna. Dlatego gorąca namawiam Was do przeczytania tej ciepłej opowieści o przyjaźni, miłości, bólu, stracie i marzeniach.

12 komentarzy :

  1. Chcę przeczytać, bo lubię takie obyczajówki, które mnie odstresowują.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem dlaczego, ale książki tej autorki kojarzą mi się z wakacjami:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zazdroszczę zakupu książki za taką cenę. Z chęcią przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupiłam ją na stronie nieprzeczytane.pl , mają tam konkurencyjne ceny, polecam ;)

      Usuń
  4. O, to idealna książka na prezent dla mojej przyjaciółki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pierwszy raz spotykam się z książką o tematyce włóczek i robienia na drutach. Wiesz nawet przez myśl mnie nie przeszło, że mogłaby to być powieść dla mam czy babć. Kiedyś sama w miarę możliwości dziergałam sweterki dla lalek Barbie ( co jak teraz sobie przypominam, było nieco dziwaczne).
    Kiedyś może sięgnę po tę powieść, może być naprawdę interesująca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi robota z włóczką od razu kojarzy się właśnie z mamą lub babcią ;) Chciałabym się kiedyś nauczyć dziergać, ale znając moją wątłą cierpliwość nie uda mi się :)

      Usuń
  6. Boże. Tez kompletnie nie znam się na dzierganiu i tym podobnych. :D To totalnie nie mój świat, nie miałabym cierpliwości by siedzieć i się bawić włóczką, aczkolwiek podziwiam osoby, które potrafią się dość skupić. :)
    W każdym razie, książka wygląda sympatycznie, ale na razie robię sobie przerwę od obyczajówek, a przynajmniej tak do wakacji, bo już szkoła mnie wykańcza... normalnością. Potrzebuję akcji, fantasy, czegoś ponad naturalnego. :)
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja bym się chętnie nauczyła robić coś na drutach, ale mam słomiany zapal i małe pokłady cierpliwości ;D

      Usuń