Richard Paul Evans- "Szukając Noel"

Udostępnij ten post


Oryginalny tytuł: Finding Noel
Rok polskiego wydania: 2012
Wydawnictwo: Znak
Ocena: 8/10


  Wyobraźcie sobie sześcioletnią wersję siebie. Jesteście z wizytą u ukochanej babci. Pijecie kakałko- takie, które babcia robi najlepsze. I wyglądacie przez okno. A za oknem zapada zmrok i pada śnieg. Obserwujecie padające na ziemię płatki śniegu i jesteście tym zachwyceni. Czujecie się tak jakby taki moment był dany nam na zawsze. Takie uczucie towarzyszyło mi podczas czytania "Szukając Noel" Richarda Paula Evansa. Niedzielny poranek i dobra kojąca lektura, to takie chwile, które lubię najbardziej. Mam czas, nie trzeba się nigdzie spieszyć, mogę sobie spokojnie poleniuchować, bez żadnych wyrzutów sumienia.
Jednak starsze wersje siebie samych znają już bardzo ważną prawdę życiową: nic nie trwa wiecznie, a dobre chwile należy zbierać. I tę książkę można zaliczyć również do tej kategorii. Nigdy nie wiemy co się wydarzy, jesteśmy odpowiedzialni za raz podjęte przez nas decyzje. Piętno własnych wyborów może się za nami ciągnąć przez bardzo długi czas.

"Zwykle, zanim życie wręczy nam swoje najwspanialsze prezenty, owija je starannie w największe przeciwności losu."

  "Szukając Noel" to opowieść o Marku, o Macy, o zagubionej dziewczynce. To opowieść o tacie, o mamie, o rodzeństwie. To opowieść o poszukiwaniu tej części siebie, którą dawno temu zaprzepaściliśmy.

  Dwójka głównych bohaterów poznaje się w momencie, kiedy Markowi psuje się samochód, a Macy udziela mu schronienia. Proponuje mu coś do picia oraz rozmowę. Chłopak wybiera obie opcje. I tak dowiadujemy się, że niedawno zmarła jego ukochana matka, że ojciec zawsze był wobec niego chłodny i obojętny. Że on sam pracuje jako woźny, kiedy wszyscy myślą o nim jako o studencie. Że pasjonuje się muzyką. Że po drodze zgubił gdzieś samego siebie. I na tym jednym spotkaniu ich znajomość mogłaby się zakończyć. Jednak Bóg ma wobec nich inne plany. Krzyżuje ich ścieżki na tyle często, iż dowiadujemy się, że Macy została adoptowana jako mała dziewczynka, że uciekła od tej rodziny. Że przygarnęła ją do siebie obca kobieta, która natychmiast pokochała ją odwzajemnioną miłością. I w końcu czytelnik znajduje odpowiedź na pytanie: Kim jest tytułowa Noel?

"Gdy spotkasz wreszcie tę jedyną osobę, z którą pragniesz spędzić resztę swoich dni, zaczynasz marzyć o tym, by reszta twoich dni rozpoczęła się jak najszybciej."

  Zadziwiające w tej książce jest to, ile tam jest wiary. To ona podtrzymuje głównych bohaterów, wtedy gdy wszystko się sypie. To ona pomaga im wydostać się z gruzów beznadziejności i stawia z powrotem na nogi. To ona daje im siłę do każdej walki, którą muszą stoczyć. Tyle pięknych cytatów, tyle pięknych porównań, tyle pięknych słów. Tyle uczuć, które da się poczuć jedynie wtedy, kiedy maksymalnie skupimy się na książce.

 Autor pokazuje nam kilka sposobów na bycie rodzicem i dzieckiem. Wizja toksyczna, wizja obojętna, wizja odpychająca, wizja kochająca bezgranicznie. Tak wiele odcieni miłości, zarówno tej relacji mężczyzna-kobieta, jak i tych innych, aczkolwiek wcale nie mniej spektakularnych.

  Związek Macy i Marka miał w sobie ten urok, że tu w żadnym wypadku nie było gromu z jasnego nieba. Ich uczucie z każdą stroną rosło w siłę, w moc. Było takie delikatne i bezbronne, jednocześnie będąc do bólu prawdziwym.

"Okazuj dobro wszystkim ludziom, bo nigdy nie wiesz, jaki krzyż przyszło im dźwigać ani jak bardzo potrzebują twojego wsparcia."

 Po skończeniu tego tytułu czułam się...lekko. To była dość odświeżająca, choć krótka historia. Zawiera w sobie dużo ważnych prawd i bez wątpienia powinniście ją przeczytać. Autor jest mężczyzną i jestem pod wrażeniem tego jak doskonale wstrzelił się w kobiecy gust. Tę książkę może przeczytać córka, mama, babcia, przyjaciółka i każda powinna być pod wrażeniem. Nie ma ograniczenia wiekowego, mówiącego, że jeśli masz 25 lat, ta książka nie jest dla Ciebie. Bo jest. I jest również dla Twojej mamy i babci. Ta cudowna opowieść chwyci Was za serce i poszybujecie w górę. Nieobciążeni zbędnym balastem. Tylko pamiętajcie-  dobre chwile nie mają opcji "powtórz", więc wykorzystajcie ten czas jak najlepiej.

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Kiedyś przeczytam

Przypominam o konkursie!



24 komentarze :

  1. Dość przekonująco zachęcasz do książki. Będę ją miała na uwadze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam tę historię:) to jedna z moich ulubionych książek tego autora:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede mną jeszcze długa droga, ale również mam na uwadze inne jego książki :)

      Usuń
  3. Ciekawe, może sięgnę po tę książkę, wydaję się być przyjemna.
    Świetna recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję i zachęcam do lektury :)

      Usuń
  4. Nie ma nic lepszego od kakaa ( nie mam pojęcia, jak się odmienia) babci:) Zapowiada się ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kakao, kakaa- ważne że wiemy o co chodzi i jest pyszne <3

      Usuń
    2. Nie odmienia się ;)

      Usuń
  5. Uwielbiam autora i większość jego książek, jednak tej nie miałam jeszcze okazji czytać. Jednak na pewno nadrobię.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten autor zawsze mnie porusza, a tego tytułu nie czytałam, więc chętnie to nadrobię.

    OdpowiedzUsuń
  7. A mnie ta książka nie tylko nie zadowoliła, co wręcz rozczarowała. Dla mnie była całkiem banalna, przewidywalna i niestety do bólu cukierkowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różne są gusta. A czytałaś inne jego książki ? :))

      Usuń
  8. Koniecznie muszę przeczytać w końcu którąś z książek Evansa. Tyle się naczytałam o tym autorze!

    czytelnia-cynki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, teraz nic tylko czytać :)

      Usuń
  9. Zawsze gdy widzę książkę pana Evansa powtarzam sobie, że przeczytam ją innym razem. Że teraz jeszcze nie pora. Ale w końcu zrozumiałam, że jednak warto spróbować sięgnąć po jego książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że mogłam się do tego przyczynić :)

      Usuń
  10. Ogólnie rzecz biorąc mam spory problem z przezwyciężeniem się do sięgnięcia po twory pana Evansa. Głównie dlatego, że Sparks na razie nie zabłysnął u mnie zbyt chwalebnie, a podobno Evans pisze podobnie do niego. I jestem w kropce, bo z jednej strony bardzo bym chciała poznać kolejnego autora, a z drugiej boję się, że znów stwierdzę, że te obyczajowe książki są o niczym. :/
    Może przyjdzie czas, kiedy wybaczę Sparksowi, albo przekonam się do Evansa. ;)
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci że ja i Sparks to kompletnie niedobrana para. Przeczytałam dwie jego książki i stwierdzam, że zdecydowanie bardziej wolę filmy na ich podstawie. Jak dla mnie jest zbyt... cukierkowo i tak jakby autor nie potrafił się wczuć w tę powieść. Za to Evans bardzo mi się spodobał. Pisze lekko, z uczuciem, potrafi zawrzeć wszystkie konieczne emocje. Sparksowi planuję dać jeszcze jedną szansę, ale nie liczę na wiele. Za to wiem, że z Evansem będę miała wiele udanych spotkań. Cóż przynajmniej na to liczę ;))

      Usuń
    2. Mam pytanie. Jakie książki Sparksa przeczytałaś? Jestem ciekawa, które wydały ci się cukierkowe. ;)

      Usuń
    3. To powiem ci, że mnie uspokoiłaś. :) W takim razie, myślę że o ile pamięć pozwoli - sięgnę po jakiś jego twór we wakacje. :) A może do tego czasu zrecenzujesz jeszcze jego jakąś książkę i wtedy moja skleroza polegnie ^^

      Usuń
  11. Właśnie takie są książki Evansa :) Jego książki są lekkie, niezobowiązujące, ale i bardzo pouczające :)

    OdpowiedzUsuń