Nora Roberts- "Irlandzka krew"

Udostępnij ten post










  Oryginalny tytuł: Irish Thoroughbred
Rok polskiego wydania: 2011
Wydawnictwo: Mira
Seria: Irlandzka wróżka
Ocena: 4/10

  Życie Adelii Cunnane skończyło się w momencie śmierci jej ciotki. A przynajmniej tak myślała. Wiedziona impulsem odzywa się do dawno nie widzianego wujka, który nakazuje jej wsiąść w samolot i czym prędzej zjawić się w Ameryce. Młoda Irlandka stwierdziwszy, że tak naprawdę nic nie ryzykuje spełnia prośbę Paddy'ego i przylatuje do Marylandu. Tylko, że na farmie wujka pozna zagadkowego Travisa i nieodwołalnie się zakocha. Dodatkowo będzie musiała przekonać wszytskich, że umie pracować z końmi.

  "Irlandzka krew" to (jeśli dobrze wyczytałam) pierwsza książka Nory Roberts. Napisana w 1981 roku, wielokrotnie wznawiana, czytana do dziś. Teraz mamy rok 2015, czyli 34 lata od publikacji. 34 lata ciągłego pisania nowych książek przez Roberts. I muszę stwierdzić, że w tym wypadku idealnie sprawdza się powiedzenie "Praktyka czyni mistrza". Bo Nora niesamowicie zmieniła swoj styl, stworzyła go tak bardzo własnym, że łatwo to poznać.

  Sama Adelia i Travis jako główni bohaterowie są mdli. Łączy ich miłość do koni, a później do siebie nawzajem, jednak jak czytałam niektóre ich dialogi to po prostu były one śmiesznie naiwne.  W pewnych momentach mogłam odnieść wrażenie, że dzieci mogły stworzyć mądrzejsze zdanie. Z biegiem książki przyzwyczajałam się do tego, ale początkowy niesmak pozostał. I przyzwyczaić się to jeszcze nie to samo co polubić. Temu stwierdzeniu bliżej do tolerancji.

  Jeszcze jedną rzeczą, która mnie drażniła była jej niechęć do wszystkiego co amerykańskie. Przyjeżdża z prowincji, nie rozumie idei wielkich centr handlowych, ani maniakalnego kupowania czegokolwiek. Przyzwyczajona od dzieciństwa do skromności i korzystania ze wszystkiego najdłużej jak się da. Kurczę oszczędność, przyzwyczajenie, niechęć- wszystko rozumiem. Ale jak ktoś robi Ci prezent- dlaczego od razu trzeba odmawiać? Albo reagować impulsywnie, a potem zapomnieć nagle o wszystkich swoich obawach.?

  Wielki plus za kreację Irlandii. Jesteśmy w USA, ale pamiętamy o dobrych skrzatach i wróżkach. Pamiętamy o zielonej scenerii i muzyce. I bardzo dobrze.

  Reasumując- "Irlandzka krew" to niezbyt udany debiut autorki, i patrząc na jej późniejsze dokonania ciężko uwierzyć, że to jej dzieło. Każdy od czegoś zaczynał, jeden miał lepszy start, drugi gorszy. Ale jednak nie jest to jeszcze kategoria całkowitego dna. Nie za dużo mam też na ten temat do gadania, bo i książeczka króciutka. Tak czy inaczej, warto sięgnąć po tę książkę, jeśli jesteście fanami Roberts, albo czytaliście jej późniejsze książki. Warto porównać początek z dalszą twórczością. Jednak na pierwsze spotkanie odradzam, bo tylko się zrazicie, a nie na tym to polega :)

Recenzja bierze udział w wyzwaniu:
Kiedyś przeczytam

22 komentarze :

  1. Ostatnio przeczytałam książkę tej autorki. Muszę przyznać, że Roberts potrafi wprowadzić irlandzki klimat do swoich powieści. Okładka książki śliczna, jednak ocena zie zachęca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie. A okładka jest naprawdę urocza, taka już wiosenna. A jaką książkę Nory przeczytałaś? :))

      Usuń
  2. Nie znam tej autorki i raczej nie przeczytam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że mogłoby Ci się spodobać :)

      Usuń
  3. O, przeczytałabym pierwszą książkę Nory :) najbardziej lubię jej serię o Eve Dallas

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z kolei nie czytałam jeszcze nic z serii o Eve Dallas, ale mówią, że dobra ;)

      Usuń
  4. Nora Roberts to kompletnie nie moje klimaty. Podziękuje. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Chyba zapoznam się z innymi dziełami tej autorki skoro ten według ciebie nie był udany :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z mojej strony mogę Ci polecić Trylogię Klucze, Mac Gregorowie, Znak Siedmiu oraz pojedyncze: Czarne Wzgórza czy Koniec Rzeki :D

      Usuń
  6. słabo :)
    Do tej pory nie przeczytałam ani jednej książki autorki - nie wiem kiedy się przełamie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już Ci się uda, to polecam coś innego niż "Irlandzką krew" :D

      Usuń
  7. Mam zamiar poznać pióro tej pani, ale zdecydowanie nie będę zaczynać od tego tytułu. :) Chyba wolałabym coś lepszego, po którym będę mieć pewność, że Nora Roberts zyskała moją sympatię. ;)
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Czarne wzgórza"! Albo "Koniec rzeki" czy "Dom na Skarpie" :) Te są dobre ;)

      Usuń
  8. Autorka ma swoje wzloty i upadki, ale naprawdę lubię ją czytać :) Tej jeszcze nie znam, zatem chętnie to nadrobię :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dobrze, że autorka tak poprawiła poziom , skoro debiut niezbyt udany.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeszcze nie słyszałam o tej pisarce, ale może kiedyś uda mi się sięgnąć po jakąś jej książkę. Okładka bardzo mi się podoba :))
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka bardzo ładna, taka typowo wiosenna :)

      Usuń
  11. Zazwyczaj jest tak,że debiuty nie należą do najlepszych książek spośród twórczości danego autora . Chociaż wyjątki się zdarzają ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że bywają wyjątki ;) Mimo wszystko cieszę, się, że poznałem ten debiut :)

      Usuń