Sabrina Jeffries- "Narzeczeni mimo woli"

Udostępnij ten post


Oryginalny tytuł: The true about Stoneville
Rok polskiego wydania: 2012
Wydawnictwo: BIS
Seria: Diablęta z Hallstead Hall
Ocena: 7/10

  Romans historyczny to gatunek, który czytam już od dobrych kilku lat. Doskonale pamiętam tytuł książki, którą przeczytałam jako pierwszą. Dwukrotnie. I zastanawiam się czy nie zacząć po raz trzeci.
Przez ten czas poznałam historie lepsze i gorsze, a także te pomiędzy. Historię Olivera i Marii dzisiejszych gości, którzy goszczą na tapecie zaliczam do tej ostatniej kategorii.

  Oliver, markiz Stoneville jest nieogarniętym hulaką, który co wieczór spędza czas z inną kobietą. Brat czwórki rodzeństwa,sierota, wychowywany przez babkę, która to stawia mu ultimatum. Jeśli mężczyzna w ciągu roku nie znajdzie sobie żony, ta pozbawi go całego majątku. Zdesperowany Oliver postanawia znaleźć sobie fałszywą narzeczoną. Zbieg okoliczności sprawia, że zostaje nią panna Maria Butterfield, która przyjechała do Anglii w poszukiwaniu własnego narzeczonego. Farsa, którą mają odegrać, ma się szybko zakończyć. Jednak bohaterowie bardzo łatwo zapominają o tym, co jest prawdą, a co tylko grą...


  Jest to pierwsza książka pani Jeffries, którą miałam przyjemność czytać. Dialogi i kreowane przez nią postacie są proste i nieskomplikowane. Cała akcja rozgrywa się w Anglii i jeśli dobrze pamiętam jest to XIX wiek.

  Maria jest zagubioną sierotą, której matka zmarła przy porodzie, a ojciec umarł kilka tygodni wcześniej. Zdecydowana, aby odszukać swojego narzeczonego, wraz z kuzynem wyrusza na nieznany kontynent. Już samo to świadczy o jej odwadze. Zdana na siebie i w niektórych przypadkach na niesfornego Freddy'ego jest pewna, że uda jej się osiągną zamierzony cel. Wszystkie przeszkody pokonuje z łatwością, dopóki nie spotka Oliviera, który mocno zachwieje jej poczuciem wartości. Jeśli miałabym wskazać główną cechę charakteryzującą bohaterkę powiedziałabym, że to upartość. I lojalność.

  Oliver z kolei jest grą pozorów. Twardy hulaka bez uczuć, tak naprawdę w głębi duszy dalej jest chłopcem, który obwinia się za tragiczną śmierć rodziców. Jako najstarszy z rodzeństwa, przekonany jest, że musi chronić wszystko i wszystkich, nawet jeśli sam na tym cierpi. I najgorsze jest to, że nie daje tego po sobie poznać.

  Maria i Oliver są głównym wątkiem i główną osią książki. Nie ma w niej nic ponadto. Główny bohater, który z jakiegoś powodu nie może pokochać, nagle przechodzi cudowną przemianę i bach! Trafia go strzała amora. Nie mam nic przeciwko takim historiom. Co więcej- uwielbiam je w każdym wydaniu i praktycznie każdej epoce. Zresztą to widać ;)

  Główna rzecz, która przeszkadzała mi w odbiorze? Końcowe sceny i dialogi. Jeśli 3/4 książki było dobre, to później coś przeskoczyło i stało się słodkie. Jedno nie chce skrzywdzić drugiego, skutkiem czego oboje krzywdzą czytelnika.

  Romanse historyczne mają to do siebie, że są w porządku, dobrze się je czyta.. ale nic ponadto. Większość nie zostaje w pamięci na dłużej. Pamiętamy miłą historię, po której przeczytaniu nie odczuliśmy żadnych wielkich emocji. I wiem również, że o ile te "zwyczajne", współczesne romanse nie trafiają do każdego, to historyczne nie naprawią tego w żaden sposób. Chyba, że po prostu ja czytam te niewłaściwe.

  Książka jest pierwszą częścią cyklu Diablęta z Hallstead Hall. Kolejne opowiadają historie pozostałej czwórki rodzeństwa. I pomimo tych wszystkich "ale", które tutaj napisałam, wiem że sięgnę po następne części. Zżyte ze sobą siostry i bracia oraz nieustępliwa staruszka to coś co lubię ;)

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Kiedyś przeczytam

9 komentarzy :

  1. Uwielbiam relaks, który gwarantują mi romanse historyczne. Chyba zawsze będę ich miłośniczką. Mimo wielu wad, które widzi trzeźwy umysł, jakoś mi to nie przeszkadza :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba jeszcze nie miałam okazji czytać typowego historycznego romansu, a jak już, to była to raczej powieść z historią w tle, bez romantycznej otoczki . :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Może ta książka jakoś mnie nie przyciąga, to ostatni akapit :) Może być ciekawie, więc czytaj i pisze recenzję, żebym wiedziała, czy przeczytać :)
    Bardzo fajna recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też lubię romanse historyczne ;) klimat zupełnie mi odpowiada, ciekawa jestem, czy ta książka przypadłaby mi do gustu

    OdpowiedzUsuń
  5. Chyba tym razem sobie odpuszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda, że pod koniec jest za słodko. Nie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam całą te serie. Ogólnie bardzo lubię autorkę:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Muszę przyznać, że opis mnie zachęcił. Czyli mam spodziewać słodziutkiego romansu? Okay. Jestem gotowa :3

    OdpowiedzUsuń
  9. Też uwielbiam romans historyczny. I to chyba właśnie ze względu na to co ty zauważyłaś - że miło się to wszystko czyta, ale po - można przejść ponownie do porządku dziennego, nie myśląc, że coś umknęło w lekturze. Taki mało ambitny gatunek, ale wystarczająco dobry i obrazowy, by myślami przenieść się do którejś z epok. ;)
    O tej książce nie słyszałam, ale uwielbiam takie cykle skupiające się na rodzeństwie i ich partnerach, także kiedyś postaram się przeczytać. :)
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń