Anna Klara Majewska- "Rok na Majorce"

Udostępnij ten post



Oryginalny tytuł: Rok na Majorce
Rok polskiego wydania: 2013 r.
Wydawnictwo: Wielka Litera
Ocena: 6/10


   Czy Wy też czasem marzycie o ucieczce? Wiecie- takiej na całego. Zostawić wszystko za sobą. Pracę, szkołę, rodzinę, przyjaciół i te osoby, które tak bardzo zalazły za skórę? Cóż te ostatnie zwłaszcza ;) Wyruszyć w podróż, gdzie wszystko jest takie inne. Ja na przykład bardzo bym chciała coś takiego zrealizować. Nasila się to głównie w chwilach, kiedy jestem zła na wszystkich i na wszystko wokół mnie. Wtedy kiedy czuję, że nagle cały wszechświat jest przeciwko mnie.
Niestety pragnienia pozostają pragnieniami, aczkolwiek Anna Klara Majewska dała mi podgląd na życie innej osoby, która w ten spektakularny sposób powiedziała, że ma dość.

  Magda to rozwódka, pokłócona ze swoim kochankiem,  z wykształcenia architekt. Ma dziesięcioletniego syna Michała oraz zwariowaną koleżankę Rosę, która to właśnie zaprasza ją na Majorkę. Po początkowych trudnościach kobieta znajduje dom, nowego mężczyznę, nietuzinkowych przyjaciół oraz uroczą kawiarenkę. W jakim kierunku potoczy się jej życie na idyllicznej wyspie?

  Główna bohaterka nie bawi się w żadne podchody. Jest zdecydowana, pewna siebie i z radością porzuca dotychczasowe życie. Miewa chwile załamania, kiedy to wszystko idzie nie po jej myśli, jednak jest tylko człowiekiem. Kocha swojego syna nad życie. Jednak jest też zarozumiała. Na samym początku książki można odnieść wrażenie, że sprzedałaby duszę diabłu za parę nowych, markowych butów. Jak sama opisuje- nie ma ich gdzie trzymać. Kiedy miała zły dzień-wybierała się po nowe szpiki. Ale to musiały być drogie, znanej marki buty. Czy tylko ja nie przykładam, aż takiej wagi do butów? Drażniło mnie to niemiłosiernie.
Fakt drugi- Magda po pewnym czasie zajmie się zarobkowym wypiekiem ciast. Aż dojdzie do wniosku, że umniejsza to jej zawodowi architekta. Nie wiem dlaczego, ale ta postać była mi całkowicie obca. Nie umiałam wczuć się w jej sytuację, nie dałam rady zrozumieć kierujących nią zachowań czy nieprzemyślanych impulsów.
Jej syn to również rozpieszczony dzieciak, który jest przerażony na myśl, że będzie musiał iść pieszo do szkoły. Można wręcz dojść do wniosku, że jeśli nie jesteś tacy jak oni, to jesteś nikim.

  Akcja na Majorce rozgrywa się w rok, jednak wszystko dzieje się tak szybko i momentami chaotycznie, że łatwo można się zgubić. W jednym momencie mamy Boże Narodzenie, a w drugim Wielkanoc.

  Ivanka i Zdenko to są właśnie Ci przyjaciele, których Magda poznaje na wyspie. Pominąwszy kwestię imion ( która w tej książce naprawdę rozśmiesza), mają oni dość ciekawe charaktery. Ivanka- matka trójki ( albo dwójki, już nie pamiętam) dzieci, szukająca kogoś kto potrafiłby się o nią zatroszczyć, to zwariowana kobieta, której wszędzie pełno. Ma milion pomysłów na minutę i jeden z nich naprawdę udaje jej się wraz z Magdą zrealizować.
Ale mimo tego, że każdego bohatera powinnam umieć opisać chociażby jednym zdaniem to byli oni płascy. W sensie, że bez nakreślonego jakiegoś wzorca, nie potrafiłam tak do końca wczuć się w ich sytuację, przejąć ich roli czy jakkolwiek to można nazwać. Tacy nijacy troszeczkę.

  Irytujące były też bardzo częste wstawki w kilku językach. Polskie zdanie, a nagle wtrącenie z hiszpańskiego. Za chwilę z niemieckiego. A na osłodę angielski.

  Książka nie jest tak całkiem zła, jednak do najlepszych nie należy. A szkoda, ponieważ była to pierwsza od dłuższego czasu książka polskiej autorki, po którą sięgnęłam. I cóż czegoś mi zabrakło.
Nie sądzę również żebym z wielkim entuzjazmem sięgnęła po dalsze losy Magdy, o których dowiedziałam się zupełnie przypadkowo, jak byłam w połowie lektury.
Uważam, że osoby lubujące się w polskiej literaturze, powinny po tę pozycję sięgnąć, chociażby dla porównania, czy własnej przyjemności. Jednak osoby, które trzymają się od naszego rodzimego pisarstwa z daleka, powinny zacząć od czegoś innego. Od czego? Nie wiem. Dopiero na nowo odkrywam polskie książki, więc jeśli będę coś polecać to dopiero w późniejszym terminie.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu:
Kiedyś przeczytam

18 komentarzy :

  1. O tak, ucieczka, to to o czym marzę każdego dnia ;D przynajmniej na wakacje ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z racji tego, że polskiej twórczości przeczytałam mniej niż mam palców u jednej ręki to tą książkę sobie odpuszczę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie przekonują różne opinie, że warto. To zależy od autora- w amerykańskiej czy jakiejkolwiek innej literaturze też zdarzają się buble ;)

      Usuń
  3. Mam tą książkę na półce, ale jakoś nie mam ochoty jej czytać. Mogłabym mieć jedną parę butów i byłabym szczęśliwa, dlatego tym bardziej nie rozumiem podejścia głównej bohaterki. Czyli wychodzi na to, że będę musiała się zmusić do "Roku na Majorce" (a na półce leży od września) ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ani ja! Widziałam ją również w Twoim wyzwaniowym stosiku, ale powiem Ci, że możesz zastosować zasadę "Im wcześniej przeczytam, tym później nie będę musiała się zmuszać " :))

      Usuń
  4. Ja bym nie potrafiła zostawić rodziny i przyjaciół, ale na kilka miesięcy z chęcią bym uciekła. Dziwne imiona i te językowe wstawki do książki mnie nie zachęcają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze trudno jest się rozstać z najbliższymi :)

      Usuń
  5. Przyznam, że trochę zmylił mnie tytuł. myślałam, że będzie to raczej książka podróżnicza :) A o przygodach Magdy chyba nie mam ochoty czytać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wtrącenia w tych językach na pewno by mi nie przeszkadzały ,ale chaotyczne wydarzenia raczej tak.Odpuszczę sobie tę książkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie ma za co :) Zastanawiam się tylko co w nich jest takiego, że po przeczytaniu ludzie chodzą szczęśliwi jakby coś zażyli. Ale to dobrze! Lepiej się uśmiechać niż płakać :)
    Pozdrawiam również ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś szczera i takie listy przeładowane Tobą, aż miło się czyta :)

      Usuń
    2. Cieszę się, że umiliłam Ci czas :)

      Usuń
  8. Oj, ja i polscy pisarze nie mamy za dobrych... przygód wspólnych więc tą książkę stanowczo sobie odpuszczam. Za dużo rozczarowań z rodzimymi autorami doznałam, by teraz chwytać się czegoś przeciętnego. ;) Jeśli o polskie twory chodzi, ja stawiam na "Wiedźmina". Koniec kropka. :D
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O "Wiedźminie" słyszałam, czytałam, ale sama historii nie poznałam. Na pewno jest dobra :))

      Usuń
  9. Dostałam w prezencie, przeczytałam z trudem, Majorki tam tyle co kot napłakał. Banał, nuda i masa wulgarnych skojarzeń.

    OdpowiedzUsuń