"Dziewczyna, którą kochały pioruny"-Jennifer Bosworth

Udostępnij ten post

  

Oryginalny tytuł: Struck
Rok polskiego wydania:  2013
Wydawnictwo: Amber
Ocena: 2/10


  Mam na imię Mia. I zdradzę Wam tajemnicę. Nie do końca jestem normalną dziewczyną. Dla mnie normalność to pojęcie względne, może oznaczać wiele rzeczy. Moja normalność to to, że ciągle jeszcze żyję. Zapytacie pewnie "dlaczego ciągle? dlaczego jeszcze?". Otóż przyciągam pioruny. Jestem jak słup, który ściąga na siebie całe wyładowanie, całą błyskawicę. Po pewnym incydencie przeniosłam się z rodziną do Los Angeles. Tutaj czułam się bezpiecznie. Do czasu kiedy trzęsienie Ziemi wszystko zniszczyło. Ludzie, którzy nie zginęli podzielili się na dwa wrogie obozy, które bardzo chcą mieć mnie w swojej drużynie. Dlaczego? Czy to ma jakiś związek z tym, że przyjmuję błyskawice? Co wspólnego ma z tym tajemniczy chłopak-Jeremy? Jaką rolę odegra Wieża? I co jest mi przeznaczone?

  "Dziewczyna, którą kochały pioruny" zapowiadała się intrygująco. Miało być dużo grozy, dużo tajemnicy, dużo mrocznych scen. Oczywiście wisienką na torcie miał okazać się związek Mii i Jeremy'ego, którego po prostu nie dało się nie odgadnąć. Liczyłam na naprawdę dobrą lekturę, która pozostawi mnie w stanie szoku, może nawet spowoduje u mnie książkowego kaca. A tu lipa. Bo to co dostałam nie spełniło nawet w połowie moich oczekiwań.

  Zacznijmy od samej wizji przyszłego świata. Dwa wyznania, gdzie nie wiadomo kto czego pragnie, jaki jest cel, ani co czeka nas na końcu. Skończyłam książkę i nie wiem o co dokładnie chodziło. Po co było tyle kłótni, tyle śmierci? Przecież to bezsenswne. Odniosłam wrażenie, że autorka wpadła na pomysł :"O napiszę sobie o błyskawicach", dodała do tego jaką tam główną bohaterkę, która ma odegrać bardzo ważną rolę w przepowiedni i tyle. Kropka. Jaka ma być rola Mii? Nie wiem tego kurczę, więc olśnijcie mnie proszę.

  Druga sprawa to bohaterowie. Płytcy, nijacy, bez żadnego charakteru. Mia chce odgrywać rolę pewnej siebie i odważnej dziewczyny, ale w tym co robi jest bardziej żałosna niż twarda. Często zmienia zdanie, nie wie w co wierzyć. Są bohaterki, które w obliczu tragedii sobie nie radzą. Ale jeszcze nie spotkałam się z taką głupotą i beznadziejnością.
  Jeremy miał być kolejnym ucieleśnieniem moich marzeń. Imię to jedyna rzecz, która mnie zachwyciła. On był jeszcze gorszy niż Mia. Odniosłam wrażenie, że w chwilach kiedy go ze mną nie było, uczył się porządnie chodzić lub mówić, żeby zrobić na mnie chociaż minimalne wrażenie. Cóż liczą się chęci.
  Matka Mii i jej brat Parker to kolejne dwie tragiczne postacie, które mogłabym opisać jako taką substancję, którą gdziekolwiek nie wlejesz to się tam dopasuje. Wierzą we wszystko, co każdy mówi, tylko biednej Mii nie chcą słuchać, nie mają do niej zaufania. Ludzie! Gdzie się schowały silne postacie, które mogłyby uratować tę książkę??

  Narracja jest pierwszoosobowa i do tej pory nie zdecydowałam czy to dobrze czy źle. Może gdyby wkleić punkt widzenia kilku poszczególnych osób, to wyszłoby lepiej? 
Książka ciągnęła mi się niesamowicie, ciągle ją zamykałam, by za chwilę ją otworzyć przekonując siebie, że jak ją skończę nie będę musiała jej więcej oglądać. Podziałało.

  Nie wiem o co chodziło w zakończeniu,to było takie lanie wody. Pisanie na siłę, nie wiem żeby było więcej stron? Pisze się dla przyjemności, a nie dla szpanu. Chyba czas, żeby to w końcu kilka osób zrozumiało.

  Daję książce dwa punkciki, za oryginalny pomysł autorki na fabułę i nic więcej. Ostrzegam Was- lepiej tego nie czytajcie, chyba, że macie stalowe nerwy, lub zamiłowanie do słabych książek.

----------------------------------------------------------------------------------------------------
Jeszcze w tym tygodniu ukaże się fotorelacja z Targów Książki, na których (wciąż nie mogę uwierzyć) byłam ^^ Czekam tylko na zdjęcia :))

Recenzja bierze udział w wyzwaniach:
Wyzwanie biblioteczne
Czytam Literaturę Amerykańską
Book lovers

20 komentarzy :

  1. Musiałabym przeżywać naprawdę niemały kryzys książkowy, by sięgnąć po tak słabą pozycję. Niby wiem, że gusta są różne, mi mogłaby się spodobać, ale... nie wiem, czy ktoś zdołałby mnie do niej przekonać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w tym momencie nawet kijem bym jej nie tknęła :D Pozostawiła po sobie strasznie złe wspomnienia

      Usuń
  2. Słyszałam o tej książce już jakiś czas temu i muszę przyznać, że początkowo miałam ochotę po nią sięgnąć. Jednak przeczytałam już kilka mało pochlebnych recenzji i Twoja również taka jest, także odpuszczę sobie. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Słyszałam wiele o tej książce, ale z tego gatunku chyba już wyrosłam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nawet jeśli nie, to nie warto do niej sięgać :)

      Usuń
  4. Jedna z książek, które w zamierzchłych czasach chcialam przeczytać, ale potem zobaczyłam opinie o niej i... i tak słabej jeszcze nie widziałam. W każdym razie nie jestem masochistką do tego stopnia, żeby samej sprawdzać, jak kiepska jest Dziewczyna, którą kochały pioruny....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, o piorunach jeszcze nie czytałam wtedy nic, więc mnie ciągnęło. Niestety...

      Usuń
  5. Będę ją omijać szerokim łukiem skoro taka marna :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Słyszałam o tej książce, i o niej zapomniałam. I chyba dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Słyszałam o tej książce, ale nie mam zamiłowania do słabych pozycyj, więc ominę szerokim łukiem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Już od początku wiedziałam, że ta książka nie należy to tych w moim stylu. Twoja recenzja tylko to potwierdza.

    namalowac-swiat-slowami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypuszczam, że nie tylko moja recenzja. Czuję, że jest więcej osób z takim zdaniem jak ja :)

      Usuń
  9. O nie, podziękuję...
    A tak btw. nie znoszę narracji pierwszoosobowej. Według mnie książka na tym wiele traci, jest zbyt wiele gderania, narzekania, przemyśleń, a mało akcji. Wiele lektur zyskałoby na tym, gdyby pisano je w narracji trzecioosobowej (jak seria "Rywalki").

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zależy od pisarza. Są tacy, którzy umieją to zrobić dobrze, a przy niektórych to tylko ręce załamywać :(

      Usuń
  10. Kiedyś bardzo chciałam tę książkę przeczytać, ale jakoś tak wypadła mi z głowy i chyba dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może komuś się podoba, jednak ja odradzam :)

      Usuń