Stephanie Evanovich- "Miłość w rozmiarze XXL"

Udostępnij ten post





Autor: Stephanie Evanovich
Tytuł: "Miłość w rozmiarze XXL"
Rok polskiego wydania: 2014
Ocena: 7/10








  Szczerze mówiąc fabuła książki spodobała mi się już dobre kilka miesięcy temu, kiedy zobaczyłam ją w zapowiedziach. Ładna okładka, tak jakoś pozytywnie nastraja, a niebanalny tytuł zachęca do czytania.

  Kiedy przewrotny los znajduje Ci w samolocie miejsce obok przystojnego faceta- powinnaś być szczęśliwa.
Jednak kiedy posiadasz kilkanaście ( w porywach do kilkudziesięciu ) kilogramów nadwagi, świat już nie jest taki kolorowy. Czujesz się niezręcznie, pasażer obok czuje się niezręcznie. Nieprzyjemna sytuacja.
Taki pech ( albo i szczęście- zinterpretuj dowolnie) przydarza się Holly. Dziewczyna zajmuje miejsce obok osobistego trenera najjaśniejszych gwiazd. I choć wygląd nie pomaga zyskać jej sympatii Logana, zaskakuje go swoją bystrością i dowcipem. Nieoczekiwanie mężczyzna proponuje Holly trening, dzięki któremu zrzuci niepotrzebne kilogramy. Zaintrygowana dziewczyna postanawia przyjąć propozycję. Co z tego wyniknie?

  Holly to bardzo zawzięta kobieta. Wie co chce osiągnąć i stara się to zdobyć za wszelką cenę. Pokazuje, że wszystko, całe nasze życie zależy od tego jakie decyzje podejmujemy. To my kształtujemy naszą przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. I tylko my możemy  je odmienić. I to było to rewelacyjne. Ta pasja jaką kobieta wkładała we wszystko co robiła. Ten upór i determinacja, aby osiągnąć cel. 

  Logan za to jest nieznośny, irytujący, często zaślepiony głupotą, ale nie umyka mu to co ważne. Osiemdziesiąt procent swojego czasu poświęca na treningi- swoje i innych, a słowa "podnoszenie naprzemienne" czy "zdrowe odżywianie" są na stałe wpisane do jego słownika. Umie się jednak zatroszczyć o drugą osobę. 

  Jednak gdy tych dwoje się spotyka,to powstaje jedno wielkie nieporozumienie. Nie rozumiem, jak autorka mogła stworzyć tak wspaniałe postacie osobno, a duet wyszedł taki... zwyczajny. Oczekiwałam fajerwerków, wielkiego szaleństwa, a dostałam coś co można nazwać czymś przeciętnym. Niby się dobrze dogadują, niby jest ta chemia pomiędzy nimi, ale odniosłam wrażenie, że to wszystko jest sztuczne, pisane na siłę. Tak jakby autorka znalazła pomysł na fabułę, ale nie umiała wykorzystać jego potencjału w całości i pisała tylko po to, aby napisać te trzysta kilka stron.

  Język jest przystępny, zrozumiały dla każdego czytelnika. Są słowa i terminy, których nie rozumiałam ( związane głównie z treningami), jednak nie ma to kolosalnego wpływu na całościową ocenę.

  Pamiętajmy, że żyjemy w XXI wieku. Jest to era głównie ludzi szczupłych. Reklamy pokazują osoby wysportowane, w telewizji rzadko kiedy spotykamy kogoś z nadwagą, a na co dzień zżera nas zazdrość, że nie możemy być inni niż jesteśmy. Jednak, co to byłoby za życie gdyby wszyscy byli jednakowo piękni, szczupli i młodzi? To nie byłoby przeżywanie, lecz funkcjonowanie. 

  "Miłość w rozmiarze XXL" to opowieść, dzięki której zaczniesz doceniać siebie i swoje możliwości. Być może zdasz sobie sprawę, że zanim osiągniesz jeden sukces, przewrócisz się kilkakrotnie. Ale to ma być pozytywny bodziec do działania. I tego Nam wszystkim życzę.

"Czasami, nie dostając tego, czego chcemy, dostajemy to, co jest nam naprawdę potrzebne"

Recenzja bierze udział w wyzwaniach:
Przeczytam tyle,ile mam wzrostu 143,2-2,1=141,1
Czytam Literaturę Amerykańską
Book lovers

--------------------------------------------------
Dzisiejszy dzień zaliczam do udanych. Przekonałam się, że nie jest ważne  to jak koszmarnie się zaczął, ale to, że były w nim takie momenty, które sprawiły, że poczułam się lepiej. O wiele lepiej ;)
Obiecana "Miłość w rozmiarze XXL" opublikowana, a teraz do kolejki wepchnęła się "W szponach mrozu"- czyli druga część Akademii wampirów. Oczekujcie :P
Poza tym obejrzałam ekranizację Akademii wampirów i jestem szczerze zachwycona Zoey ( czyli Rose) :D
A jak tam u Was?

18 komentarzy :

  1. Niezbyt lubię romanse, niemniej jednak może kiedyś sięgnę po tę książkę. Lubie takie zestawienia przeciwieństw^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja ledwo żyję w ostatnim czasie, ale niedługo mam nadzieję, że wrócę do żywych:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Powieść która nastraja pozytywnie i przywraca wiarę w siebie? Jestem na tak!

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że związek bohaterów jest taki ...zwyczajny. Nie mniej jednak, książka nadal mnie kusi:) Zaś co do ekranizacji "Akademii Wampirów" słyszałam kilka negatywnych opinii, dlatego pozytywnie mnie zaskoczyłaś swoimi słowami:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W "Akademii" jest się do czego przyczepić, uwierz mi :))
      To jednak nie zmienia faktu że Zoey jest niesamowita :)

      Usuń
  5. Czytałam powieść około daty jej premiery - więc już trochę czasu temu. Pamiętam, że powieść miała swoje lepsza momenty (kiedy się ją pochłaniało) i mniej dopracowane (przez które po prostu chciało się przebrnąć). Coś w tym jest, że duet wyszedł - jak wyszedł. Czasem tak bywa, że bohaterowie po połączeniu się w parę nie tworzą już niczego nowego. Nie wiem czy wrócę kiedyś do tej powieści. Na pewno zapamiętam ją i ilość tych bardziej śmiałych scen :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eee nie tak znowu dawno :) Kilka miesięcy :)))
      Ja nie sądzę, żebym miała do tej książki powrócić :)

      Usuń
  6. Miałam już okazję spotkać się z tą książką i mogę powiedzieć tyle, że nie porywa. Można miło spędzić czas, ale nie jest to coś, co czyta się z zapartym tchem, nie mogąc doczekać się zakończenia. Może to przez sam tytuł, który od razu zdradza wszystko?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już po tytule wiedziałam na co się porywam i nie żeby jakoś mi to przeszkadzało :))
      Sam w sobie jest niezły :)

      Usuń
  7. Z chęcią przeczytam książkę. Mam problem z samoakceptacją. Może książka pomoże.
    Też po filmie byłam zachwycona Zoey.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że każdy z nas ma większy bądź mniejszy problem z akceptowaniem siebie. Też tak czasem mam, a potem przychodzi czas kiedy uważam, że jestem niesamowita ( tak ta skromność ^^). Książka motywuje, ale nie sądzę, aby taki romans mógł pomóc.
      A Zoey rządzi!

      Usuń
  8. Chyba nie dla mnie ta książka :c
    A co do "Akademii..." to też podobała mi się Zoey :D Super to wszystko zagrała. Polubiłam też Dominica Sherwooda, który grał Christiana ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kocham Christiana w obu wersjach- tej filmowej i tej papierowej♥

      Usuń
  9. Brzmi ciekawie, chociaż nie do końca takie książki lubię. Może kiedyś przeczytam, gdy akurat nie będę miała pomysłu co czytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze znajdzie się coś do czytania ^^

      Usuń