Susan Wiggs-"Ich pięcioro"

Udostępnij ten post





Autor: Susan Wiggs
Tytuł: "Ich pięcioro"
Rok polskiego wydania: 2013
Ocena: 9/10
Zdjęcie okładki pochodzi z: http://harlequin.pl/











Sięgając po tę książkę liczyłam, że będzie to krótki, nic nie znaczący i odmóżdżający romans, który szybko przeczytam, a jeszcze szybciej zapomnę. Nawet nie wiecie, jak bardzo się pomyliłam...


Lily pragnie być najlepszą nauczycielką na świecie. Temu podporządkowała całe życie. Samotna kobieta, która boi się miłości.

Sean marzy o karierze golfisty. Korzysta pełnymi garściami z uroków życia. Nieodpowiedzialny mężczyzna skupiony na swoich potrzebach.

Nawet gdyby się wcześniej znali, nie mieliby o czym rozmawiać. Tak różni, a nagle połączeni przez tragiczny splot wypadków. Tak obcy, że zadanie, które wyznaczył im los, wydaje się niemożliwe do spełnienia…

  Taki opis widnieje pod okładką książki na stronie harlequina. I przedstawia on tylko bardzo blady zarys całej historii, którą zaserwowała nam pani Susan Wiggs.

  Opowieść zaczyna się całkiem niewinnie. Lily- wzór idealnego nauczyciela, przygotowuje się do rozmowy z rodzicami pewnej dziewczynki, która ma kłopoty w szkole. I w tym momencie się rozdwajam. Jedna Ja myśli, że ta książka to będzie niewypał, coś co lepiej skończyć, zanim na dobre się zaczęło. Jednak druga Ja, wie że nie może przerwać czytania, wie że ta książka to może być coś naprawdę fajnego. 
I zawierzyłam tej drugiej stronie swojej osobowości. Pióro tej autorki zaskakiwało mnie z każdym kolejnym słowem, z każdym kolejnym zdaniem, z każdym kolejnym rozdziałem. Dosłownie połykałam słowa, którymi raczyła mnie pani Wiggs. 
I tu nagle następuje coś, co niby podświadomie do siebie dopuszczałam, a jednak i tak jest to dla mnie szok.
W tym momencie nie wiedziałam jeszcze czy autorkę pokocham, czy znienawidzę.

  Lily, to dla mnie osoba, o bardzo prostej osobowości. Niby katuje się zdarzeniami z przeszłości, niby kocha ład, porządek i nie myśli o założeniu rodziny. Nie mam pojęcia co autorka chciała w ten sposób pokazać. Wzruszyć czytelnika? Bo jeśli tak to coś się nie udało. Mnie to zachowanie drażniło.
Sean natomiast, to bardzo pozytywna postać. Od razu widać, że na niego autorka poświęciła więcej czasu i energii. Widać zmiany jakie w nim zachodzą oraz wewnętrzną walkę ze samym sobą.
A tym zadaniem, które "wyznaczył im los" jest opieka nad trójką dzieci- szesnastoletnim Cameronem, ośmioletnią Charlene i dwuletnią Ashley. I to oni chyba oni zgarnęli prawie całą pulę mojej sympatii.

„Satysfakcja i szczęście to dwie różne rzeczy.”

  Autorka kolejno pokazała jak każde z nich radzi sobie z bólem po stracie bliskiej osoby. Jak wygląda jego droga z wybojami i przeciwnościami od losu, zwana życiem.Nieważne w jaki sposób wyładujemy naszą frustrację, bo ona i tak na zawsze w nas zostanie. Nawet maleńka jej część.

  Dodatkowym plusem są opisy scen gry w golfa. Chociaż w tej kwestii jestem totalną ignorantką, to jednak czytałam zafascynowana. Minusem jest natomiast to, że praktycznie każda osoba była w jakiś sposób związana z tym sportem. A to brat, a to sąsiad, a to kolega z pracy.

  Popełniłabym błąd, gdybym napisała, że jest to opowieść o sile przyjaźni i sile miłości. Takich wartości można szukać w bajkach Disneya nie tu. Owszem występują tam oba te uczucia, jednak to nie one są tematem przewodnim utworu. "Ich pięcioro" to piękna opowieść o sile wybaczania, o rozpaczy, tragedii rodzinnej, o podnoszeniu się z upadku. I chociaż może zabrzmi to banalnie, to ta książka uświadomiła mi, jak słabo wygląda moja kolejna dwójka z chemii obok świadomości, że ludzie umierają. I teraz to wydaje mi się takie... egoistyczne. Smutne, ale prawdziwe.

„Smutek przeminie sam. Ale żeby docenić szczęście, trzeba je dzielić z drugim człowiekiem.” -Mark Twain

  Jeśli szukacie kolejnej, zwyczajnej opowieści o miłości, to tutaj jej nie znajdziecie. Zapraszam pod inny adres. Ta historia to coś więcej. To żal, smutek, płacz i łzy. To ból, a zarazem szczęście. To wzruszenie, które czasem, aż ściska za gardło.

Recenzja bierze udział w wyzwaniach:

9 komentarzy :

  1. Koniecznie muszę po nią sięgnąć!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zanim nadejdzie ciemność tej autorki mam, chcesz może się za nią wymienić?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ich pięcioro" nie posiadam na własność, także nie :D

      Usuń
  3. Ja również, z przyjemnością się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Opisz z wydawnictwa nie zachwyca, a Twoja recenzja już zachęca. Może za jakiś czas przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Patrząc na tę książkę przez głowę przeszła mi myśl, którą wyłożyłaś już w pierwszym zdaniu. Jak widać ja również się pomyliłam :) Z chęcią poszukam tej książki.

    Wesołych Świąt :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ładna okładka - nic innego mi przychodzi mi do głowy :) pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak napisałaś, że normalnie zapragnęłam wiedzieć CO BĘDZIE DALEJ!!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Cieszę się, że nie jest to typowa, zwyczajna powieść o miłości, lecz coś bardziej głębszego, dlatego z przyjemnością ją poznam.

    OdpowiedzUsuń