28 polskich książek, które chciałabym przeczytać

Zachęcona akcją #czytamcopolskie idę o krok dalej i tworzę listę książek polskich autorów, które chcę przeczytać. Jedna już taka na blogu jest- macie nawet zakładkę pod nagłówkiem, ale jest to spis wszystkich książek, które chciałabym poznać, tutaj wyszczególniłam tylko te nasze rodzime :)
Jeśli istnieje jakaś seria- brałam pod uwagę tylko pierwszy tom, bo nie wiem na ile mi się spodoba i czy będę chciała ją kontynuować :)
Kolejność przypadkowa.


Jak powietrze | Doktor Karolina | Bez pamięci | Dziewczyna o kruchym sercu |



Milaczek | Łatwopalni | Nie odchodź Julio | Inna bajka |



Pod skrzydłami matki mroku | Larista | Dotyk Północy | Kasacja |



Busem przez świat. Wyprawa pierwsza | Ameryka za 8 dolarów | Tajniki makijażu | Mówiąc inaczej |



Puszka Pandory | Szukając siebie | Skazani | Róża z Irlandii |



Uratuj mnie | Prawo pierwszych połączeń | Ezotero. Córka wiatru | Zdążyć przed świtem |



Pośród żółtych płatków róż | Zakład o miłość | Ups...No to wpadłam | Noce i dnie |


Jak widzicie jest tutaj pewna różnorodność- romanse, fantastyka, kryminał, coś od youtuberów oraz coś z klasyki. To taka moja topka, którą od dawna pragnę poznać albo książki, które  niedawno zwróciły mi w głowie. Lista na pewno będzie się powiększać, bo  polska literatura coraz bardziej się rozrasta i każdy może tu znaleźć coś dla siebie. A jak jest z Wami? Czy jakieś nasze typy się pokrywają? A może czytaliście, którąś z tych książek i wybitnie chcecie mi ją polecić albo odradzić? :)

Czytaj dalej

#czytamcopolskie

Isabelle wpadła na pomysł naprawdę genialnej akcji, którą być może znacie już pod szyldem #czytamcopolskie. Jest to inicjatywa, która polega na rozpowszechnianiu twórczości polskich autorów poprzez napisanie posta na swoim blogu. Chcemy pokazać, że polscy pisarze też mają potencjał i są lubiani przez bardzo szerokie grono czytelników. Cała zabawa trwa od 15.08 do 28.08 i bierze w niej udział prawie 50 blogerów! Z tego miejsca chcę podziękować organizatorce, że zgodziła się dopisać mnie do listy, pomimo tego że zgłosiłam się już po terminie- jesteś super :)
A o kim u mnie poczytacie? Zobaczcie sami:


Pani Marta Bilewicz to bardzo sympatyczna osoba, którą poznałam podczas lektury "Goniąc cienie". Moją opinię możecie przeczytać pod tym linkiem, aczkolwiek nie jest to jeden z moich lepszych tekstów :D Mimo wszystko jeśli Was zachęci to będzie super.

Bardzo lubię wyszukiwać mało znane nazwiska, dotyczy to każdej kategorii mojego życia, a książek już szczególnie. Pani Marta nie jest znana szerokiemu gronu odbiorców i dziwi mnie dlaczego. Przecież wplata w fabułę dużo dowcipu, tajemniczości, kryminału i romansu. Poza tym w jej twórczości znajdziemy dużo serca, pracy oraz jeszcze jedną pasję autorki, mianowicie malarstwo.



"Goniąc cienie" to jak dotąd jedyna, ale na pewno nie ostatnia książka Pani Marty którą przeczytałam i to na niej opieram swoje zdanie. Łączy w sobie wszystko to co lubię w książkach i sprawia, że lektura nie nuży czytelnika. Akcja dzieje się co prawda w Ameryce, a bohaterowie mają zagraniczne imiona, ale czy to w czymś przeszkadza? Wręcz przeciwnie.

Bardzo bym chciała gdyby chociaż jedna osóbka zainteresowała się Panią Martą i jej twórczością, a im będzie Was więcej, tym lepiej! Dajcie znać czy czytaliście, czy słyszeliście czy zamierzacie sięgnąć. Każdy Wasz komentarz jest na wagę złota :)


Ciekawostki:
Pani Marta pisze również bloga, którego możecie znaleźć pod nazwą Papuzie Pióro. A jak klikniecie tutaj, zobaczycie wywiad z autorką.


Czytaj dalej

10 mało znanych filmów, na które warto zwrócić uwagę



Krytykiem filmowym nie jestem i nigdy nie będę. Nie znam się na scenarzystach, reżyserach czy efektach specjalnych. Moje odczucia po konkretnym filmie są czysto subiektywne i tak też potraktujcie ten post. Jako moje osobiste rozliczenie z produkcjami, które naprawdę bardzo mi się podobały, mimo że ich tytuły zazwyczaj nie są znane szerszej publiczności. Zdaję sobie sprawę, że możemy mieć różne definicje słowa "mało znane", często nie śledzę nowinek na bieżąco, dlatego coś co znacie Wy, może być dotąd mi nieznane.

*******************


Keith
Znaleziony przypadkiem, pokochany całym sercem. A najśmieszniejsze jest to, że wcześniej nie miałam pojęcia, że to dramat. Liczyłam na romans, a dostałam tak piękną historię miłości dwójki ludzi, tak wzruszającą i tak łamiącą serce, że do tej pory wracam do niej tak często jak tylko mam ochotę. I ciągle polecam, jeśli chodzi o historie do popłakania.




October Baby
Bardzo poruszająca i w sumie dość refleksyjna opowieść o adoptowanej dziewczynie. Z tym, że tak naprawdę ta adopcja to dopiero początek, później zaczyna się rollercoaster. Też można popłakać, denerwować się na bohaterów i szufladkować za podjęte decyzje.
PS Teraz widzę, że ktoś pokusił się o tłumaczenie tytułu na Każde życie jest cudem. Szukajcie, a znajdziecie.



Randka z królową
Zaskakujący, zabawny i no-romantic. A przynajmniej dla mnie, gdyż widząc tytuł nastawiłam się na coś bardzo miłosnego, a największą miłością jest tam rodzina i poświęcenie. To odkrywanie własnej drogi, podążanie za marzeniami i wiara w ludzkie dobro. I dworskie realia. Naprawdę warto obejrzeć.



Barely Lethal
Zważając na rolę Hailee Steinfeld czy Jessici Alby, ten film już dawno powinien być nagłośniony, ja jednak nie odniosłam takiego wrażenia. Lekko zabawny, typowo młodzieżowy, z refleksyjnym przesłaniem. Ale na takie historie zawsze będzie popyt, a ta ma fajną obsadę i morał. Z tym, że nie jest ambitna ani łamiąca serce. Ot, typowy odmóżdżacz filmowy.



Choć goni nas czas
Kolejna opowieść o przemijaniu, o radzeniu sobie z bólem, o pokonywaniu trudności i spełnianiu własnych marzeń. Film bardzo motywujący do działania i ogromnie wzruszający. Jedno niepozorne spotkanie dwójki tak różnych od siebie mężczyzn, staje się początkiem pięknej przyjaźni i bolesnego końca. Ale poza tym gwarantuje Wam też mnóstwo śmiechu oraz nadziei.



Zaginiona Walentynka
Kolejna opowieść miłosna, a właściwie dwie zawarte w jednym filmie. Akcja toczy się dwutorowo, mamy szansę poznać uczucia osób rozdzielonych przez wojnę oraz uczucia osób, które chcą rozwikłać jej tajemnicę. Niby opowieść romantyczna, ale także niesamowity wyciskacz łez oraz genialna rola Betty White.



Drobna niedogodność
Mam słabość do zabawnych, wzruszających i mocno romantycznych historii, a ten film jest właśnie taki. I tak słodki jak ten gif. Ale w takim pozytywnym znaczeniu. No i główna rola męska- jest na co popatrzeć. Damska w sumie też nie zawodzi- jest taka naturalna i dziewczęca.



Lemoniada Gada
Dość długo nie miałam ochoty na ten film ( na początku nawet myślałam, że to serial), ale gdy już go obejrzałam to przepadłam. Łączy w sobie wiarę w realizację marzeń, radzenie sobie z odtrąceniem i byciem "tą inną". Pokazuje historię piątki nieznajomych, którzy z biegiem czasu stają się sobie najważniejsi na świecie. Świetnymi piosenkami tak niesamowicie napędza do ruszenia się z fotela i zrobienia tego, na co od dawna ma się ochotę.



Romans na dwie noce
W zestawieniu królują filmy, które nigdy nie podejrzewałabym o bycie "fajnymi". Tak jest i tym razem. Romans na dwie noce odtrącał mnie rolą Milesa Tellera, którego szczerze powiedziawszy nie lubię. I w sumie moja opinia aż tak bardzo się nie zmieniła, ale tutaj grał takiego życiowego przegrywa, spokojnego faceta- i od samego słuchania tego co on mówi i jakim tonem- no spróbujcie się nie zaśmiać ;) 



Pakt Milczenia
Nienawidzę oglądać horrorów, a Pakt Milczenia właśnie ma taką etykietkę. Historia jego poznania jest długa, ale ogólnie chodziło o to, że główny bohater to mój idealny Patch z serii "Szeptem" i tylko dlatego się przemogłam. Z tym, że nawet dla mnie to nie był taki typowy horror. Jasne, było parę strasznych scen, ale ogólnie to takie trochę fantasy. Czyli dla mnie się nadaje.



Mój post to dopiero połowa sukcesu. Dzielcie się ze mną w komentarzach tytułami takich mało znanych filmów- czyjeś polecenia to naprawdę dobra sprawa. I podrzucajcie pomysły na kolejne Top 10- mam trochę swoich typów, ale może to Wy podsuniecie mi coś godnego uwagi? ;)

Wszystkie gify zaczerpnęłam z grafiki google.
Czytaj dalej

Blake Crouch- "Wayward Pines. Szum" + ponowne wyniki konkursu



Oryginalny tytuł: Pines
Rok polskiego wydania: 2014
Wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
Seria: Wayward Pines #1
Ocena: 5/10


  Istnieją seriale, które kopią głęboką dziurę w Twoim sercu i sieją spustoszenie w Twojej głowie. Mimo że zapewniają Ci dużo stresu i mnóstwo nieprzespanych nocy, Ty wciąż darzysz je głębokim uczuciem. I nie dopuszczasz do siebie myśli, że to może się kiedyś skończyć. A jednak. Zostajesz osamotniony, cierpisz w przedziwny sposób i jedyną słuszną rzeczą jaką powinieneś zrobić... jest napisanie książki.

  Tak mniej więcej przedstawia się historia Blake'a Crouch'a, autora powieści"Wayward Pines". Pomysł na stworzenie takiej totalnie odjechanej powieści narodził się w momencie zakończenia emisji Miasteczka Twin Peaks, serialu który mężczyzna darzył szczególnym uczuciem. A przynajmniej ja tak to zinterpretowałam. "Wayward Pines" to dwadzieścia lat pisania i próba stworzenia czegoś klimatycznie podobnego do Miasteczka Twin Peaks. Trochę szalona wizja, ale dlaczego nie?

  Agent specjalny Ethan Burke jedzie do Wayward Pines, aby odszukać dwójkę zaginionych kolegów po fachu. Jednak coś od początku idzie źle i mężczyzna staje się uczestnikiem wypadku, po czym traci świadomość. Odzyskuje ją w szpitalu, gdzie nikt nie wie kim są jego przyjaciele, gdzie są jego rzeczy, ani jak się stąd wydostać. Ląduje o szeryfa, który udziela mu prostej odpowiedzi: Z Wayward Pines nie można wyjechać. Tylko, że upór mężczyzny daje o sobie znać. A im bardziej się stara, tym bardziej dociera do niego, że coś tu nie gra. Miasteczko jest dziwne, mieszkańcy przestraszeni, a wokół dzieją się niewytłumaczalne rzeczy.

  Muszę przyznać, że boję się tutaj cokolwiek napisać. Każde zdanie może stać się spoilerem, a w tym wypadku lepiej nie wiedzieć nic, niż wiedzieć za dużo. Ta książka to jedna wielka niewiadoma. Widzicie opis i zastanawiacie się o co tutaj może chodzić. Jeśli bardzo, ale to bardzo chcecie poznać tę historię, unikajcie każdej recenzji, ponieważ ktoś niechcący może Wam zepsuć niespodziankę.

  Jeśli miałabym podać jednoznaczny gatunek powieści, wahałabym się przy thrillerze, kryminale i dystopii. "Wayward Pines" nie jest podobna do żadnej z książek, które dotąd czytałam. Klimat ma naprawdę mocny, trzymający w napięciu. Groza ma za zadanie pobudzić szare komórki czytelnika i razem z bohaterem dążyć do poznania prawdy. Ta fajna otoczka jest naprawdę ciekawie zbudowana, a zapewniam Was, że nie spodziewacie się takiego zakończenia, jakie zaserwował nam autor.

  Jednak choć mogłabym wypisać naprawdę dużo punktów przemawiających za poznaniem "Wayward Pines", to jest jeden element, który tak niesamowicie mi wybrudził opinię o książce, że za nic nie potrafię wymazać go z pamięci. Ethan Burke. Główny bohater powieści, z którym spędziłam ponad 300 stron, i którego mogłabym zakopać żywcem. Na początku podpadł mi swoją niewiernością wobec żony, którą podobno kocha bezgranicznie. Nie mam szacunku, ani zrozumienia dla takich osób, więc tutaj mamy pierwszy zarzut. Kolejne wynikają prawdopodobnie z tego, że został on nakreślony męską ręką. I o ile zazwyczaj podoba mi się to, że autorzy płci przeciwnej kreują naprawdę dobrych bohaterów, to tutaj zastanawiałam się jak to mogło się stać. Co poszło nie tak? Ethan jest tak przerysowany, tak bardzo skupiony na sobie i tak odważny, że dla mnie to zakrawało na bycie papierową postacią, a bardzo tego nie lubię.

  W ogólnym rozrachunku oceniam książkę jako takiego przeciętniaka. Podobał mi się klimat i samo zakończenie, ale na drugiej szali mamy okropnie irytującego Ethana, a ważne jest z kim spędzam większość czasu w książce. I jeśli ten ktoś działa mi na nerwy, to nijak nie potrafimy znaleźć porozumienia. Decyzję co do czytania pozostawiam Wam i liczę, że jaki nie byłby Wasz wybór- nie będziecie zawiedzeni.


PS Na podstawie książek w 2015 roku powstał serial. Jestem właśnie w trakcie podejmowania decyzji: "Chcę to zobaczyć czy nie?". Myślicie, że warto?

-------------------------------------------------------
Z racji tego, że poprzednia zwyciężczyni rozdawajki nie zgłosiła się po odbiór nagrody, ta przepada na rzecz uczestnika o numerze:

 czyli:

Czekam 5 dni na adres:  dominika.justyna@poczta.onet.pl


Czytaj dalej

Abigail Gibbs- "Kolacja z wampirem"



Oryginalny tytuł: Dinner with a Vampire 01. The Dark Heroine
Rok polskiego wydania: 2013
Wydawnictwo: Wydawnictwo Muza
Seria: Mroczne Bohaterki #1
Ocena: 9/10

  Kiedy kilka lat temu wszystkich dookoła opanował wampirzy szał, ja uciekałam w świat historii romantycznych, obyczajowych i jak najmniej paranormalnych. Nie to, że uważałam je za głupie. Po prostu wtedy moje książkowe priorytety przedstawiały się inaczej, wolałam poznać dziesiątą z rzędu historię dwójki zakochanych, niż czytać o wampirach. Ma to swoje dobre i złe strony. Dobre- bo teraz mogę spokojnie rozkoszować się gatunkiem paranormal, w szczególności właśnie o wampirach. A złe? Cóż gdybym zaczęła wcześniej, więcej bym już przeczytała. Jednak wierzcie mi- historie takie jak "Kolacja z wampirem" skutecznie wynagradzają mi moją małoletnią ignorancję.

  Violet Lee wiedzie zupełnie zwyczajne życie nastolatki. Chodzi na imprezy, spotyka się z przyjaciółmi oraz uczęszcza do szkoły. A przynajmniej tak przedstawiało się jej życie dopóki nie została świadkiem masowego morderstwa. Zostaje uprowadzona i przetrzymywana przez stary i bardzo wpływowy klan wampirów o charyzmatycznym nazwisku Varn. Zieje z niej głęboka nienawiść do ich gatunku oraz do królewskiego następcy tronu- Kaspara. Jednak żeby zostać człowiekiem wśród wampirzej społeczności, musi zacisnąć zęby i liczyć na cud. W międzyczasie przekonuje się, że nieumarli wśród których żyje, mają nierzadko więcej serca niż jakikolwiek inny człowiek. Dodatkowo Violet odkrywa przepowiednię o Mrocznych Bohaterkach, oraz sekret który zna jej ojciec, zaprzysięgły wróg wampirów. W świetle tych wydarzeń przyjdzie jej zdecydować- czy to co zawsze uważała za pewnik, na pewno jest dla niej dobre?

  "Kolacja z wampirem" to taka książka, której zakończenie możesz przewidzieć czytając jedynie opis, a jednak i tak po drodze zaskakuje Cię milionem innych, małych rzeczy. Humorem, dialogami, zwrotami sytuacji, tajemnicami i super klimatem. I mając w głowie mnóstwo negatywnych komentarzy pod jej adresem, nastawiasz się na coś okej, ale bez szału. Dość mam książek "okej, ale bez szału". Lubię czytać lektury, które mnie porwą, które mnie zaciekawią i które sprawią, że z niecierpliwości co stanie się na kolejnej stronie, nie będę mogła spokojnie wysiedzieć na miejscu. "Kolacja z wampirem" taka właśnie się dla mnie stała. Taką jedną wielką bańką, w której złościłam się na bohaterów i razem z nimi. Kiedy wyśmiewałam lub pochwalałam ich decyzje. Kiedy cieszyłam się na myśl o romantycznej schadzce dwójki ludzi. To takie małe momenty, które sprawiły, że pokochałam tę opowieść całym sercem i niesamowicie ubolewam, że nie mam na półce drugiego tomu. Jeszcze.

  Abigail Gibbs jest młoda, ma zaledwie dwadzieścia dwa lata, jeśli dobrze liczę. Zaserwowała mi kawał dobrej powieści, która już znalazła się w gronie ulubionych. Mimo tak małego doświadczenia stworzyła coś co zaskakuje rozwinięciem i mnogością różnych wątków, które jednak potrafi umiejętnie wpleść w fabułę i prowadzić. I choć niby ten wątek romantyczny miał być centrum wszystkiego, to odnoszę wrażenie że choć ważny, to trochę opadł w cień przy tych wszystkich tajemnicach, zagadkach i ich rozwiązaniach.

  Nie chcę mówić za dużo i nie chcę też popaść w przesadę pod tytułem "najlepsza książka ever". Bo mimo że jest to opowieść ciekawa, wciągająca i z dużą ilością dobrego humoru, który uwielbiam, to jednak nie niesie ze sobą jakiś ważnych, ponadczasowych treści. Jest świetna w swojej kategorii, w gatunku paranormal romance. I to właśnie tym fanom polecam ten tytuł. Nie rozczarują się też miłośnicy dobrego humoru czy wątków romantycznych, jednak reszta może poczuć się oszukana.
Nie każda książka trafia do każdego, wiadomo. Do mnie trafiła, a jak to będzie z Wami?

 Dobra, książka książką, ale ja idę teraz zakopać się pod kołdrę w poczuciu beznadziei, że seria o Mrocznych Bohaterkach ma mieć podobno 9 tomów, w Polsce są dwa, a o reszcie ani widu, ani słychu. Ktoś jest ze mną?


Czytaj dalej