Studio Accantus Book Tag



Wieki temu dostałam od Oli nominację do tagu, którego jest autorką i który zawiera w sobie Studio Accantus! Od kilku lat jestem wielką fanką studia, a dzisiaj jest właśnie ten dzień kiedy wracają z nowym sezonem i dlatego data opublikowania tagu jest w jakiś sposób szczególna. Jeśli jeszcze nie znacie Accantusa- polecam nadrobić!



1) Bartek Kozielski - autor o ogromnej wyobraźni
Jako, że aktualnie jestem w ciężkiej depresji spowodowanej książkami Leigh Bardugo, to właśnie ją uważam za najodpowiedniejszą osobę pasującą do tej kategorii.

2) Paweł Skiba - autor, który wydaje zdecydowanie za mało książek
Zdecydowanie za mało książek wydaje Morgan Matson. I z jednej strony niby to rozumiem- pisze mniej, ale bardziej skupia się na opowiadanych historiach, co sprawia że je uwielbiam, jednak ja chciałabym więcej i więcej <3

3) Dorota Kozielska - tajemniczy bohater, o którym niewiele wiadomo
Do tej kategorii wymyśliłam Ronana z "Króla kruków", bo po pierwszym ( i jedynym jak dotąd) przeczytanym tomie uważam go za osobę tajemniczą, taką która wiele o sobie nie mówi i intryguje.


4) Adrian Wiśniewski - bohater-psychopata
Kompozytor z "Behawiorysty". Nie bardzo chciałam go tutaj umieszczać, bo ani nie darzę go sympatią ani niczym innym, jednak wyobraźni psychopaty odmówić mu nie mogę.

5) Sylwia Banasik - autor, po którego książki sięgasz w ciemno, bo wiesz, że ci się spodobają
Na takie miano zasłużyła sobie Kasie West. Nieważne po jaką jej książkę sięgnę, zawsze będę zadowolona z lektury.

6) Jarek Kozielski - autor, który ma talent do tworzenia czarnych charakterów
To jedno z dwóch pytań, z którym naprawdę miałam problem. Po części mogę tutaj dopasować Marie Lu i jej trylogię "Malfetto", a właściwie pierwszy tom, który czytałam. Z założenia główni bohaterowie to czarne charaktery, jednak pałam do nich tak wielką sympatią, że nie wiem czy Adelina i reszta tutaj pasują... czy to może ze mną jest coś nie tak :D


7) Nowe wideo w każą środę - autor, którego książek nie możesz się doczekać
Po raz kolejny mogłabym tutaj podpiąć Morgan Matson, jednak nie chcę się powtarzać. Zawsze z wytęsknieniem czekam też na książki Kasie West, ale ona też się w tagu pojawiła. Dlatego stawiam na Jennifer L. Armentrout- wiele jej powieści dopiero przede mną, ale ta autorka zawsze tworzy fajnych bohaterów i ciekawe fabuły a do tego pisze niesamowicie lekko, przez co jej książki wręcz się połyka. Nigdy nie byłam rozczarowana.

8) Wideo specjalne - książka, którą przeczytałaś tylko dla rozrywki
Wiele książek czytam dla rozrywki, czasem dla zabicia nudy, ale na szczęście dużą ich część okazuje się warta mojej uwagi i książki są po prostu dobre. Przykład? "Układ" Elle Kennedy, "Caraval" Stephanie Garber czy "Chłopak na zastępstwo" Kasie West.

9) Z tej strony Bartek Kozielski, reżyser Studia Accantus... - książka, która nigdy ci się nie znudzi
Nie jestem w stanie powiedzieć czy książka, którą przeczytam wiele razy, dalej będzie dla mnie tak samo fajna, ale uważam że te które jestem w stanie czytać kilkukrotnie, w pewien sposób pretendują do tego miana. "Misja Ivy" na przykład. "Lato koloru wiśni" & "Zima koloru turkusu". "Taka sobie wróżka". I od niedawna również "Szóstka wron" i "Królestwo kanciarzy". Czy tak bardzo widać jak bardzo jestem zakochana w tej serii?



10) "Wszystko, czego pragnę to Ty" - książka, której premiery nie możesz się doczekać
Na chwilę obecną bardzo mocno czekam na trzeci tom serii Czaroziemie od Susan Dennard, czyli na "Krwiodzieja", który nawet nie wiem kiedy będzie miał zagraniczną premierę, a co dopiero mówić o polskiej. Tak samo mocno liczę, że Leigh Bardugo w przyszłości napisze trzeci tom "Szóstki wron", bo teraz nie potrafię przestać o tej książce myśleć. Z premier bliższych to oczywiście "Labirynt duchów" Zafóna i "Szczęście w miłości" Kasie West.

11) "Wcale nie, ależ tak" - książka z zabawnymi dialogami
"Lato koloru wiśni". "Zima koloru turkusu". "Układ". "Idealnie dobrani". "Szóstka wron". "Królestwo kanciarzy". Wiem, że robię się monotematyczna, ale co ja poradzę że tak mocno polecam te książki.

12) "Marzenie mam" - bohater, który dąży do zrealizowania jakiegoś celu
To pytanie uświadomiło mi, że praktycznie każdy bohater książek jakie czytam, ma pewien cel- znalezienie drugiej połówki, daleka podróż, obalenie złych rządów czy ocalenie kogoś bliskiego. Daniel Sempere chce odnaleźć tajemniczego Juliana Caraxa, Penryn ( "Angelfall")  szuka siostry, zresztą tak samo jak Scarlett ("Caraval"). Celem Aysel ("Moje serce i inne czarne dziury") jest śmierć, a Gii ( "Chłopak na zastępstwo") utrzymanie stworzonej przez nią farsy tak długo jak tylko się da.


13) "Belle" - bohaterka łamiąca męskie serca
Drugie z dwóch pytań, które przysporzyło mi problemów. Nie znam chyba takiej typowej kobiety, która podliczałaby swoje podboje. Po części pasuje mi tutaj Sheridan ("Ostatnie lato w Nebrasce"), przez to że na przestrzeni bodajże dwóch lat(?) miała kilku mężczyzn, których prędzej czy później odesłała z kwitkiem.

14) "Gdy wierzysz" - książka, która daje nadzieję
Choćbym bardzo chciała, to nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie inaczej niż: "Na krawędzi nigdy". To piękna powieść o poszukiwaniu siebie, spełnianiu swoich marzeń, radzeniu sobie z bólem i oczywiście dająca nadzieję. Jeśli jeszcze jakimś cudem jej nie znacie, albo nie słyszeliście - koniecznie zapiszcie sobie tytuł.

15) "Strasznie już być tym królem chcę" - ulubiony bohater-dziecko
Ciężko wybrać ulubionego bohatera-dziecko z kręgu książek, gdzie tych dzieci praktycznie nie ma. Dlatego cofnęłam się naście lat wstecz i odnalazłam Sarę Crewe z "Małej księżniczki". Swego czasu uwielbiałam tę dziewczynkę i czuję, że gdybym zrobiła reread tej książki, z pewnością Sarę pokochałabym na nowo.

16) "Niech nas będzie więcej" - kogo zapraszasz do zrobienia tagu?
Wszystkich fanów Studia Accantus, którzy chcieliby wykonać ten tag, a jeszcze tego nie zrobili ;)


Czytaj dalej

Camilla Lackberg- "Kaznodzieja" & "Kamieniarz"


Oryginalny tytuł: Predikanten, Stenhuggaren
Rok polskiego wydania: 2010
Wydawnictwo: Czarna Owca
Seria: Fjallbacka #2, #3
Ocena: 9/10 (Kaznodzieja), 8/10 (Kamieniarz)


  Książki Camilli Lackberg są dla mnie w pewien sposób szczególne. Pierwsza z nich którą przeczytałam, czyli "Księżniczka z lodu", sprawiła że przepadłam na kilka godzin i totalnie nie mogłam się oderwać. To nie są mocne i krwawe historie, które silnie oddziałują na wyobraźnię czytelnika, chociaż było kilka też i takich momentów. Ale przede wszystkim to fabularnie ciekawe historie, które łączą w sobie teraźniejszość i przeszłość. Autorka pokazuje, że wszystko co dzieje się teraz może mieć podłoże w dawnych latach- jakieś stare urazy, miłości czy długi. Wszystko już było, a teraz może jeszcze zatoczyć koło. I za to właśnie uwielbiam Lackberg.

  Postanowiłam opisać od razu drugą i trzecią część sagi kryminalnej o miasteczku Fjallbacka, ponieważ między czytaniem obu z nich miałam może dwutygodniową przerwę, a wrażenia mam bardzo do siebie zbliżone, więc nadarzyła się sytuacja idealna.

   "Kaznodzieja" opowiada o młodej kobiecie, której zwłoki odnaleziono w wąwozie, a które nawiązują do sprawy zaginięcia sprzed ponad dwudziestu lat. Natomiast "Kamieniarz" to historia dziecka, utopionej dziewczynki, której zwłoki ktoś wrzuca do morza. Kto i dlaczego zdobył się na takie okrucieństwo?

  W przypadku "Kaznodziei" zagadka kryminalna jak zwykle mnie nie rozczarowała- do samego końca zmieniałam zdanie co do tożsamości czarnego charakteru. Kiedy już myślałam, że ułożyłam układankę w całość, pojawiały się nowe okoliczności i moja teoria szła w krzaki. Być może dlatego byłam ostrożniejsza podczas lektury "Kamieniarza" i dwa razy dokładniej analizowałam każdy aspekt śledztwa, nic nie mogło być za proste. Ta moja skrupulatność doprowadziła do tego, że dość szybko domyśliłam się rozwiązania i samo zakończenie nie było dla mnie tak ogromnym szokiem, chociaż nie ukrywam był moment, który wzbudził we mnie odrazę dotyczącą człowieka i jego niektórych zachowań.

  Mimo tego, że "Kamieniarz" nie zaskoczył mnie tak bardzo jak "Kaznodzieja", to lektura tych książek to sama przyjemność. Pomijając rozwiązywanie zagadek, obserwujemy jak toczy się życie we Fjallbace, poznajemy jej mieszkańców i różne punkty widzenia. Już nawet przyzwyczaiłam się do charakterystycznego zabiegu autorki- urywania myśli jednego bohatera, wtedy kiedy następuje kulminacyjny moment i przerzucenie się na kogoś innego i inną perspektywę. Nadal bywa denerwująco, ale już nie na tyle, że chciałabym rzucić książką o ścianę.

  Kiedy zaczynałam moją przygodę z autorką, byłam święcie przekonana, że Erika i Patrick stworzą duet śledczy i razem będą rozwiązywali trudniejsze zagadki i sprawy dotyczące morderstw, jednak teraz niesamowicie się cieszę że tak się nie stało. Lubię członków policyjnej załogi, jednych bardziej, drugich mniej, ale jednak. Za to Erika to tak trudna do obdarzenia sympatią bohaterka, że głowa mała. W pierwszym tomie ją polubiłam, w drugim fantastycznie opracowała strategię jak mnie zdenerwować, a w tomie trzecim już nawet brakuje mi słów żeby ją zdefiniować. Ja nawet do końca nie jestem pewna co dokładnie mnie w niej irytuje, ale spędza za dużo czasu w domu, sama albo z dzieckiem i nie wyżywa się artystycznie, co potęguje jej nieznośność. Z jednej strony jestem w stanie ją zrozumieć, z drugiej widzę że w pewien sposób jest fabule potrzebna ze względu na jej związek z Patrickiem, ale nie zmienia to faktu, że najchętniej ograniczyłabym jej obecność w książkach do niezbędnego minimum.

  Tak jak wspominałam na początku- uwielbiam te książki za połączenie przeszłości z teraźniejszością. Bohaterowie są lepsi i gorsi, zagadki kryminalne czasem uda mi się rozwiązać, a czasem mnie szokują, ale wplecione do obecnej fabuły wydarzenia sprzed kilkudziesięciu lat to moje prywatne małe mistrzostwo. Jestem zachwycona takim zabiegiem o wiele bardziej niż brutalnymi i krwawymi akcjami, jakie mają miejsce w niejednej książce, chociaż nie ukrywam że i te bardzo lubię. Po prostu wiemy, że choć na początku imiona bohaterów nic nam nie mówią, to w jakiś sposób mają one związek z obecną fabułą i na końcu się połączą. Nasze zadanie polega na tym by odkryć tę zagadkę jeszcze przed autorką.

  Reasumując- obie książki bardzo mi się podobały i stanowią świetną kontynuację świetnego cyklu. To książki idealne na jesień, więc korzystajcie póki macie jeszcze do dyspozycji długie wieczory z kubkiem herbaty w ręce. Co prawda "Kaznodzieja" okazał się najlepszą z trzech dotąd przeczytanych tytułów autorki, jednak i "Kamieniarz" całkiem dobrze się spisał. Chciałabym, żeby autorka wreszcie wplotła do fabuły poprzednich bohaterów z poprzednich książek, bo jak na takie małe miasteczko gdzie wszyscy się znają i wszyscy plotkują, to mało jest doniesień z poprzednich tomów, o poprzednich zbrodniarzach. Ciągle marzy mi się również odwiedzenie Fllajbacki, to takie moje małe prywatne marzenie, które wierzę że uda mi się kiedyś spełnić ;)

  Niesamowicie boli mnie serce, że nie będzie mi dane być na tegorocznych targach książki w Krakowie, gdzie między innymi ma pojawić się Camilla Lackberg właśnie. To przykre zrządzenie losu, że kiedy mogłabym pojechać to tego nie robię, bo nie ma żadnej interesującej mnie autorki, a kiedy mam plany, których nie mogę zmienić, to wszyscy się zjeżdżają. Ręce można załamać. Ale nie ma tego złego- uważam, że to nie ostatnia wizyta Camilli w Polsce i że jeśli musiałabym jechać na drugi koniec Polski, żeby zdobyć autograf, to pojadę ;)
Czytaj dalej

Leisa Rayven- "Zły Romeo"

Oryginalny tytuł: Bad Romeo
Rok polskiego wydania: 2017
Wydawnictwo: Otwarte
Seria: Starcrossed #1
Ocena: 7/10

  Cassie i Ethan znali się już przed tym, zanim zaczęli występować w tej samej sztuce na Broadwayu. Jednak ta znajomość to był jeden wielki rollercoaster emocjonalny, o którym dziewczyna wolałaby zapomnieć... a chłopak cały czas pamiętać.
Ethan skrzywdził Cassie, a ona nie potrafi mu tego wybaczyć. Boi się też, że ponowne dopuszczenie do siebie tego mężczyzny nie będzie już pomyłką, a głupim błędem za który zapłaci własnym strzaskanym sercem. Jednak kiedy w grę wchodzą emocje, tak ciężko pozostać obojętnym i nie dać się porwać fali uczuć. Jak potoczy się historia tej dwójki?

  Moje ulubione książki z gatunku NA jest bardzo ciężko pobić. W gronie najlepszych nie ma ich dużo, są za to same wyjątkowe historie, takie do których chcę wracać. Żywiłam nadzieję, że być może "Zły Romeo" dołączy do zestawienia tych, które stoją najwyżej w moim prywatnym podium, jednak tak się nie stało.

  Narracja w książce toczy się dwutorowo-poznajemy teraźniejszość i wydarzenia z przeszłości. Na początku mnie to denerwowało- kiedy zaczynało być ciekawie to akcja przeskakiwała w tył lub w przód i musiałam przebrnąć przez kilkanaście stron, żeby dowiedzieć się co było dalej. Potem odkryłam, że obie wersje relacji "Ethan-Cassie" ciekawią mnie w równym stopniu i moja irytacja rozpłynęła się w powietrzu. Teraz uważam, że jest to dobre posunięcie, ponieważ autorka nie odkrywa wszystkich kart na raz. Wydarzenia się nawzajem uzupełniają, a Leisa zadbała o to żeby czytelnik potrafił dopasować fragment układanki z przeszłości do akcji, która rozgrywa się aktualnie.

  Cassie to bohaterka bardzo zmienna, a czytelnik poznaje jej dwa oblicza. Jedno- kiedy jeszcze szalała na punkcie Ethana i miała pewną... obsesję dotyczącą jego osoby. Drugie- kiedy stała się twardą babką, która nie dopuści do tego, by ktokolwiek zanadto się do niej zbliżył, bo nauczyła się że to prowadzi tylko do bólu i rozczarowania. Sama nie wiem, którą wersję Cassie polubiłam bardziej, bo każda z nich miała lepsze i gorsze momenty, ale jedno jest pewne- nie jest to osoba, którą uwielbiam za cokolwiek. Jedynie mogę ją lubić i o niej czytać. Nie wyróżnia się ona niczym na tle masy innych książkowych dziewczyn- ani ciętym językiem, ani poczuciem humoru czy nawet osobowością.
Chociaż bardzo bym chciała, to również Ethana nie potrafię obdarzyć miłością. Sympatią owszem, ale niczym więcej. Nie zapisał się w mojej pamięci, był tylko mrukliwym i mało optymistycznym chłopakiem z kart książki. Jednak mimo, że nie pokochałam bohaterów miłością bezgraniczną, to jednak poznając ich poczynania i myśli nie miałam wrażenia "o matko, więcej nie zniosę". No może czasem. Ale chodzi mi o to, że są oni bardzo neutralni i tak jakby przekopiowani z kilku innych powieści NA. To nic złego, ale liczyłam na jakieś porywające dialogi czy zapadające w pamięć sceny, a czegoś takiego nie dostałam.

  Muszę jednak przyznać tej książce jedno- jest napisana w bardzo przystępny sposób. Kiedy wzięłam ją do ręki z zamiarem "tylko zerknę", po trzech godzinach nieprzerywanego czytania byłam już w połowie. I mimo, że są tam jakieś żenujące momenty i Cassie nie jest moją bratnią duszą, to nie żałuję, że poznałam tę historię.

  "Zły Romeo" to książka, którą czyta się dla samej idei czytania. Nie pozostawiła po sobie żadnych gorących uczuć, żadnych głębszych myśli, ale nie była też z kategorii tych najgorszych i najbardziej żenujących. To tytuł do poznania na raz, ciekawy i przyjemnie napisany, ale nic co zatrzymałoby się w pamięci na dłużej. Jednak mimo wszystko czuję po niej pewien niedosyt i liczę na to, że druga część- "Zła Julia" odkryje resztę kart i pozwoli mi poznać tajemnicę Cassie i Ethana.


---------------------------------------------------------
"Złego Romeo" poznałam dzięki Justysi, która zorganizowała Book Tour z tą książką ;) Dzięki, że mogłam wziąć udział! <3
Czytaj dalej

Fotorelacja z Wakacyjnej Wymiany Książkowej

Końcem lipca zakończyła się czwarta już edycja Wakacyjnej Wymiany Książkowej, którą organizowałam, jednak dopiero teraz znalazłam moment by opublikować zaległą fotorelację. Osób w tym roku było mniej, bo zaledwie 6, ale dzięki temu z każdą z dziewczyn miałam świetny kontakt. Wielkie dzięki, że zechciałyście wziąć udział i już teraz zapraszam do kolejnej edycji! <3

Asikowy Kącik dla Debby


Debby dla Asikowy Kącik




Dżoseffin dla Katherine Parker



Katherine Parker dla Dżoseffin



Dominika K. dla Oxfordki


Oxfordka dla Dominiki K.
Pozwólcie jeszcze, że dodam parę słów od siebie na temat paczki, którą przygotowała dla mnie Gosia ;) Wszystko dobrała pod niebieski ( nawet okładkę książki!), gdyż jest to mój ulubiony kolor <3 Dostałam słodycze, pierdołki na biurko, notes, zakładki i pocztówki które tak uwielbiam oraz granatową pluszową kulkę. I może to się wydawać dziwne, ale ta kulka ucieszyła mnie najbardziej :D Od dawna chciałam sobie taką kupić, ale jakoś zawsze było mi nie po drodze, więc gdy ją zobaczyłam to prawie skakałam z radości :D Żeby nie było- z reszty paczki cieszę się równie mocno, tym bardziej że od dawna odkładałam w czasie zakup "Dziesięciu płytkich oddechów". A kulkę zaczęłam nosić przy torebce i póki co robi furorę :D Gosia- raz jeszcze dziękuję i mam nadzieję, że książki ode mnie będzie Ci się świetnie czytało <3

A chętnych zapraszam do przyszłorocznej edycji!



Czytaj dalej

Adriana Popescu- "Serca w pułapce"

 
Oryginalny tytuł: Lieblingsgefühle
Rok polskiego wydania: 2016
Wydawnictwo: Media Rodzina
Seria: Ulubione momenty #2
Ocena: 5/10


  Layla wraca ze swojej fotograficznej podróży i już nie może doczekać się spotkania z Tristanem. Nie widziała ukochanego od dziewięciu miesięcy i mimo iż spełniła swoje małe marzenie, z przyjemnością wraca do swojego mężczyzny. Po powrocie czeka na nią jej własna wystawa, na której poznaje Davida Stillera-galerzystę, który może pomóc jej rozwinąć skrzydła i zaistnieć w artystycznym świecie. Tylko czy rzeczy, o których dotychczas marzyła Layla nie będą kosztować jej zbyt wiele? Jak postępować, aby nie zatracić pasji do fotografii i samej siebie?

  Muszę przyznać, że odkąd rok temu przeczytałam "Ulubione momenty", to bardzo nie mogłam doczekać się kontynuacji. Totalnie pochłonęła mnie opowieść o spełnianiu swoich marzeń, o kolekcjonowaniu ulotnych i pięknych chwil i wychodzeniu z własnej strefy komfortu. Wtedy była dla mnie ogromną inspiracją i do tej pory jestem wdzięczna za to, że miałam okazję ją poznać. Jednak teraz dochodzę do wniosku, że najlepiej bym zrobiła gdybym zapomniała o istnieniu tomu numer dwa i dalej mogła mówić o autorce w superlatywach. A tak niestety już nie potrafię.

  Droga na szczyt zawsze niesie ze sobą jakieś konsekwencje. Nigdy nie dążyłam do tego by być sławną czy popularną, dla mnie wiąże się to ze zbyt wielką odpowiedzialnością i jestem pewna, że w takiej sytuacji czułabym się mocno niekomfortowo. Layla ma ten problem, że chce mieć ciastko i zjeść ciastko. Kobieta pragnie uznania, pragnie poczucia że ludzie kochają jej zdjęcia i ją samą, a jednocześnie pragnie powrotu do korzeni, do swojego dawnego życia. Nie zauważa, że w jej przypadku te dwie rzeczy się wzajemnie wykluczają i dalej brnie przed siebie, przekonana że wszystko się ułoży. Szkoda tylko, że po drodze zapomina o swojej pasji, a decyduje się na fotografowanie pod dyktando. Powoli też traci swoje wcześniejsze przyjaźnie- w drugim tomie naprawdę bardzo mało miejsca autorka poświęciła dla Beccie, Thomasa czy Marco, a ja naprawdę ich lubiłam.

  Poznajemy za to kilka nowych twarzy- na przykład takiego Davida Stillera. Muszę przyznać, że nie jestem w stanie obdarzyć sympatią tego nastawionego na zyski i prestiż galerzysty, tak samo jak nie potrafię zaakceptować faktu iż bezceremonialnie staje pomiędzy Laylą i Tristanem. Dla mnie pozostaje przede wszystkim aroganckim bufonem, który sądzi że pieniądze są ważniejsze od ludzkich uczuć. Nową postacią jest także Stella- ta dziewczyna początkowo również nie wzbudzała mojej sympatii, momentami miałam wrażenie, że to taka Layla 2.0. Zapatrzona w Tristana fotografka, która jednak naprawdę zyskuje przy bliższym poznaniu. Pozostaje jeszcze Tristan- postać, którą znamy już oczywiście z tomu pierwszego; chłopak który skradnie serce niejednej dziewczynie. Uwielbiam jego samego, jego podejście do życia i to, że w przeciwieństwie do Layli nie gubi swoich zasad i wierzy w marzenia.

  Jak tak teraz sobie myślę, to dochodzę do wniosku że książka opiera się praktycznie tylko na czwórce bohaterów: na Layli, Tristanie, Davidzie i Stelli. Nie jest to minus, jednak uważam że "Serca w pułapce" są przeładowane dramatyzmem i pisane na siłę. A przynajmniej znaczna część. Pierwsze 200 stron to była dla mnie droga przez mękę. Nieustanne kłótnie, domniemane osoby trzecie i niesamowicie oporna akcja. Naprawdę momentami zastanawiałam się co się stało z autorką, co się stało z Laylą i Tristanem, których znałam i co się stało z tą historią. Później zaczyna robić się lepiej- wtedy wreszcie wracamy do winnic, do spadających gwiazd, do ulubionych momentów, do gry w prawdę czy zadanie i to jest właśnie to, za co tak bardzo polubiłam autorkę. Za te nieuchwytne uczucia, za opowieść o byciu sobą.

  Rozumiem, że Adriana Popescu chciała rzucić światło na to, co się dzieje kiedy Twoje życie diametralnie zmienia się o 180 stopni i o tym, jak łatwo się zagubić i być dla innych, a nie dla siebie. Jednak nie wynikło z tego nic fajnego. Ciągłe kłótnie bohaterów, podejrzenia wobec siebie, rzucane oskarżenia- nie zawsze bywa idealnie, i fajnie że autorka chciała na to spojrzeć z drugiej strony, ale to nie jest przedstawione w dobry sposób. Książkę można by było skrócić, ująć jej nieco przerysowania i nadać jej lekki i swobodny ton pierwszej części. "Serca w pułapce" czytałam z przerwami cały sierpień- naprawdę nie tak to sobie wyobrażałam. Ta książka nie jest zła, ale mając porównanie z pierwszym tomem, który naprawdę zapadł mi w pamięci- to wydarzenia, które się tutaj rozgrywają są wręcz okrutne dla czytelnika. A przynajmniej ich część.

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina!





Czytaj dalej