Podsumowanie miesiąca-październik 2018

Kocham październik. To mój ulubiony miesiąc w całym roku i za każdym razem powtarzam że jestem jesienną dziewczyną. Zeszłoroczny był cudowny, a ten chyba jeszcze bardziej. Dużo się pozmieniało, ale z każdą kolejną nowością czuję że to jest coś co uwielbiam, mimo iż często mnie przeraża. Najważniejszą dokonaną zmianą jest moja przeprowadzka do Krakowa na studia i po miesiącu edukacji w nowej dla mnie rzeczywistości- jestem zachwycona. Wielu ludzi z mojego otoczenia patrzy na mnie jak na inny gatunek, gdy mówię że kocham moje studia i nie żałuję wyboru, a moim zdaniem dobranie kierunku pod siebie a nie oczekiwania innych czy bliżej nieokreślony zysk jest bezcelowe.

Październik to miesiąc moich urodzin, w tym roku 21. Od kilku lat nikt nie zrobił dla mnie tortu, więc teraz upiekłam go sobie sama i doświadczyłam magii zdmuchnięcia świeczek, to chyba zawsze będzie miła chwila niezależnie od cyfry. Urządziłam małe przyjęcie, dostałam wspaniałe i trafione w mój gust prezenty, na dodatek kilka takich których się nie spodziewałam. Za to mój prezent od siebie dla siebie to był bilet na Kodaline, kupiony jeszcze w pierwszej połowie tego roku. Im bliżej było tej daty (14 października), tym bardziej nie mogłam uwierzyć że naprawdę na żywo posłucham ulubionych piosenek. Było magicznie. To nieprawdopodobne uczucie gdy spełnia się marzenia, napełniło mnie do euforią i chęcią do działania. A co więcej- jak tylko koncert się skończył, miałam ochotę wysłuchać go od początku i jeszcze raz i jeszcze. A jako że w ostatniej chwili moja towarzyszka się wykruszyła, udałam się tam sama...i poznałam zwariowaną fankę zespołu i książek. Uwielbiam takie momenty!

Październik to też miesiąc pięknej pogody, iście jesiennej. Spacerowałam i deptałam liście, spacerowałam... i jeszcze więcej spacerowałam. Tak bardzo to lubię, że ta aktywność fizyczna zdominowała całkowicie mój miesiąc. Cały miniony miesiąc był przepełniony nowościami i mam wrażenie że trwał o wiele dłużej niż te 31 dni, więc chyba naprawdę się w niego zaangażowałam. Były Krakowskie Targi Książki, a ja byłam bardzo podekscytowana moim wyjściem na nie, po raz ostatni byłam na nich cztery lata temu. Będąc akurat na miejscu nie chciałam ich opuszczać, udałam się tam w piątek i sobotę i nie mogę powiedzieć że to był błąd, ale mogłam je sobie odpuścić. Chyba takie imprezy są fajne gdy ogląda się je na zdjęciach, w rzeczywistości ileż można chodzić po stoiskach z książkami i w sumie nie mieć ochoty kupować książek? W takich sytuacjach mam przed oczami mój regał z nieprzeczytanymi tytułami, to skutecznie skraca moje zakupowe ciągotki. Więc w zasadzie kupiłam jedynie "Kontratyp" i bawełnianą torbę. Zobaczyłam Macieja Stuhra i przechodząc aż musiałam się uśmiechnąć, tylko ta kolejka do niego demotywowała. Chyba po prostu nie czuję się dobrze w takich zbiorowiskach ludzi, gdzie wszyscy idą jeden za drugim i przeciskają się między sobą- chociaż osobne wejście dla blogerów i plakietka z tego tytułu bardzo przypadły mi do gustu!

Mimo tylu pozytywnych słów na temat ostatniego czasu, muszę przyznać że nachodzą mnie pewne obawy dotyczące przyszłości tego miejsca, bo szczerze powiedziawszy tracę motywację i chęci do pisania czegokolwiek. Jednocześnie od pewnego czasu robię to z etykietką "na pamiątkę", bo fajnie jest wracać do napisanych wcześniej tekstów. Nie sądzę żebym opuściła Czytelnię na dobre, ale ograniczyłam tutaj swoją obecność, a dalej czuję że to za mało. Nie podejmuję pochopnej decyzji, chociaż podejrzewam że stanie na comiesięcznych podsumowaniach mojego życia i okazjonalnych wpisach raz-dwa razy w miesiącu.Może to tylko przejściowy kryzys,wszak w mojej blogowej karierze przezwyciężyłam ich już kilka i może po prostu to minie. A może teraz faktycznie jest już ten czas kiedy nadchodzi pora żeby coś zmienić albo odciąć się od pewnej wersji siebie, nic nie przesądzam, wszystko jak zawsze wyjdzie w trakcie.


Książki:

W zasadzie to ostatni tydzień października najbardziej obfitował w jakiekolwiek książki- zrobiłam sobie reread "Listów do utraconej" na którą poświęciłam trzy weekendowe godzinki, pokonałam lekturę na studia, przeczytałam oczywiście "Kontratyp" i zapoznałam się z "Jak zerwać z plastikiem", w sumie chyba pierwszym poradnikiem w moim życiu, co chyba świadczy o tym jak interesuje mnie ten temat. Oprócz tego zaczęłam "Fight Club" (nie skończyłam) i zagłębiałam się w uczelniane notatki.


Filmy:
Spędzając przy literach większą część miesiąca, wolałam w wolnym czasie polatać oczami po ekranie i też tę opcję najczęściej wybierałam. Początkowo moje typy były jednak totalnie nietrafione, większość filmów była w najlepszym wypadku przeciętna. Później było jednak coraz lepiej!

  1. CHWYĆ ŻYCIE ZA WŁOSY- mój kandydat na najgorszy film obejrzany w tym roku. Przewijał mi się długo na głównej stronie Netflixa, a moja współlokatorka powiedziała: "nawet niezły, możesz obejrzeć" i tak to się zaczęło. Nie ogląda się tego źle, wręcz przeciwnie- ma on  w sobie jakąś taką lekkość przez co nawet uważnie śledziłam losy Violet, ale były one po prostu do kitu. Poznajemy dorosłą kobietę, która ma kompleks dotyczący...jej włosów. Muszą być one zadbane, wyprostowane i perfekcyjnie ułożone, bo inaczej nie wyjdzie z domu. Nawet swojemu chłopakowi nie pozwala widzieć się w innym stanie, przez co ich związek zawsze jest jak pierwsza randka- bez zgrzytów, a z cudownym charakterem obojga. Violet była egoistyczną, zapatrzoną w swój wygląd kobietą, którą w dzieciństwie mocno skrzywdziła matka, wpajając jej zasadę "perfekcjonizm, albo nic". Ale chłopak z nią zrywa, a kobieta pogrąża się w rozpaczy i z tej rozpaczy pijana goli swoją głowę na łyso. To była jedyna budząca emocje scena w całym filmie i trwała około dwóch minut. Potem to przeżywa, chodzi w chustkach, nie może się z tym pogodzić- aż powoli, małymi kroczkami staje się bardziej świadoma swoich wyborów i separuje się od toksycznej matki, która chce dla córki swojej własnej wizji idealnego życia. Tworzy nowy związek (spoiler: a potem i tak zdradza swojego obecnego faceta ze swoim byłym, po czym wraca do tego zdradzonego) i ogólnie żyje sobie całkiem dobrze. Ten film ma mądre przesłanie: decyduj za siebie i nie pozwól kompleksom górować nad swoim życiem i wyglądem, ale jest przy tym tak bardzo nierealny i przerysowany że po prostu ciężko mi dobrze o nim myśleć. Uważam że byłby on bardziej wiarygodny gdyby dotyczył nastolatków- ta grupa rządzi się swoimi prawami, ale ukazanie trzydziestoparoletniej kobiety, dla której najważniejszą wartością w życiu są perfekcyjnie ułożone włosy, to dla mnie po prostu niewiarygodne w negatywnym tego słowa znaczeniu. Nawet jeśli wydźwięk miał być pozytywny.
  2. MIŁOSNY ALGORYTM- kolejna netflixowska produkcja, przy której znów żywiłam nadzieję że okaże się chociaż warta mojego czasu, ale nie. Kobieta tworzy randkową aplikację, która dobiera partnera na podstawie wcześniej udzielonych odpowiedzi, a nie np. zdjęcia profilowego, a jej szef wyczuwa w niej maszynkę do pieniędzy i razem próbują ją promować. Tak się składa że ten szef to maminsynek uzależniony od pieniędzy rodzicielki i raczej nieskory do pracy, ale postanawia odbudować swój wizerunek w jej oczach. No i dwójka głównych bohaterów na początku się nie znosi, a potem się w sobie zakochuje. Miłosny algorytm to film niskobudżetowy i to widać. Role aktorów to tak naprawdę role drewien, cała produkcja skupia się w zasadzie tylko na nich, a bohaterowie poboczni zostali dodani chyba tylko dlatego że tak się robi, nie przemyślano dla nich żadnej fabuły. Bardzo słaba komedia romantyczna i faktycznie tylko zmarnowałam na nią mój czas.
  3. SERCE NIE SŁUGA- tutaj miałam pozytywne nastawienie, ponieważ ostatnio gdy przyjaciółka wybierała film na który idziemy do kina i wybrała polską komedię romantyczną, to byłam naprawdę zadowolona i wracałam do seansu dwukrotnie (mowa o "Narzeczonym na niby"). Dlatego tym razem też zgodziłam się na jej typ... i niestety srogo się zawiodłam. Moje wrażenia idealnie ujmuje recenzja Sfilmowanych, ale w skrócie powiem tak: nierealny, ze źle rozwiniętymi wątkami pobocznymi i słodki aż do bólu. Najgorszy sort tego gatunku i mimo mojej całej sympatii do dwójki głównych aktorów, po prostu nie widzę w nim wiele dobrego- no może zakończenie które mimo wszystko trochę mnie zaskoczyło (mając na uwadze początek filmu, myślałam że skończy się inaczej).
  4. SŁODKI WYBÓR- akurat ten film ma chyba najbardziej oryginalny pomysł głównego wątku na fabułę, bowiem są nim debaty. Dwójka nastolatków z różnych stref społecznych rywalizuje między sobą o tytuł najlepszego mówcy i miejsce w wymarzonej szkole. Zawsze mają wybrany temat i osiem minut na omówienie go, przez co nawijają jak opętani; jednocześnie nie doświadczają uroków życia w liceum, ponieważ cały swój czas poświęcają na naukę i doskonalenie siebie. Fajny pod względem przesłania, że w życiu chodzi o coś więcej niż wyniki, ma uroczych bohaterów, ale mimo wszystko jest bardzo zwyczajny. Nie żałuję jednak poświęconego mu czasu, ponieważ z grona filmów od Netflixa, które widziałam w październiku-ten chyba prezentuje się najlepiej.
  5. NAOMI AND ELY'S NO KISS LIST- bardzo długo chciałam zobaczyć ten film i korzystając (jakżeby inaczej) z Netflixa za którego płacę, dałam sobie zielone światło. Pierwsza połowa filmu jest zła. Tak zła że rozważałam wyłączenie i brak powrotu. Jednak gdzieś w trakcie sytuacja zaczęła się zmieniać i produkcja nabierała kolorów. Naomi na początku jest księżniczką, która gdzieś ma uczucia większości znanych jej ludzi i wykorzystuje najlepszego przyjaciela by spędzał z nią czas, nawet jeśli on jest aktualnie zajęty. Myśli że świat kręci się wokół niej i naprawdę przykro na to patrzeć. Ely natomiast aparycją od razu skradł moje serce, sceny z jego udziałem kończyły się bezwiednym uśmiechem na mojej twarzy, mimo iż momentami zachowywał się jak dupek. Ach zapomniałam wspomnieć- Ely jest gejem i tytułowa lista skupia się na trzymaniu się z daleka od chłopaków, którzy w założeniu mogliby spodobać się któremukolwiek z nich- wiecie, przyjaźń ponad wszystko. I nagle ta zasada się łamie, a między przyjaciółmi następuje przełom. Ta część podobała mi się najbardziej- Naomi w końcu bierze się do pracy i ujawnia jakąś część swojego charakteru, natomiast Ely pokazuje bardziej poważną twarz, a nie śmieszkowatą jak na początku. Ogólnie niegłupi ten film, ale dalej nie jest to nic oszałamiającego.
  6. ILUZJA & ILUZJA 2- moi kandydaci na filmy miesiąca jak i roku! Bardzo długo polecano mi Iluzję, ale ja zawsze podchodziłam do niej sceptycznie, aż w końcu złapałam ją w telewizji i przepadłam! To opowieść o iluzjonistach, którzy wykorzystując swoje umiejętności wymierzają swego rodzaju sprawiedliwość, a jednocześnie przygotowują się do ważnej misji którą nadzoruje niewidzialny szef. Oczu nie mogłam od ekranu oderwać i to chyba jest najlepsza rekomendacja. Jest humor, są magiczne sztuczki i grupa naprawdę fajnych aktorów, szczególnie zwróciłam uwagę na Dave'a Franco, którego swego czasu mocno ignorowałam :) Oglądajcie, bo warto!
  7. KLER- raczej nie obejrzałabym tego filmu prędko, gdybym nie wyskoczyła na niego do kina,  a strasznie mi na tym zależało, bo to chyba jeden z najczęściej wybieranych typów ostatnich tygodni. Kler jest zabawny, to nie jest jakiś porywający reportaż o określonej grupie społecznej, dla mnie bardziej podchodzi to pod komedię, ale też trochę dramat. Dużo ostatnimi czasy słyszę o pedofilii wśród księży i w tym filmie bardzo mocno mnie to uderzyło, na tyle mocno że siedziałam wkurzona (co by nie użyć niecenzuralnego słowa) wpatrując się w ekran. Więc tak- wzbudził we mnie emocje, tym jednym tematem. Reszta jest może i cięższa, ale np. kwestie pieniędzy aż tak mnie nie poruszyły. No i tak jak wspominałam- były zabawne momenty, mój ulubiony to chyba użycie słów "wiara mi nie pozwoliła" w odniesieniu do użycia antykoncepcji. Ogólnie spoko, nie czuję się ani święcie oburzona, ani święcie zaskoczona, ani święcie zakochana.
  8. SZYBCY I WŚCIEKLI- jeden z największych filmowych hitów, który obejrzałam dopiero teraz, a o którym wszyscy mi truli żebym oglądała. No i tak- całkiem spoko film. Nie porwał mnie na tyle, żebym została fanką, ale przyjemnie się oglądało i z pewnością odpalę sobie kolejne części.
  9. NIE KUPISZ MIŁOŚCI- zobaczyłam go w jakimś filmie na youtubie, w którym polecano filmy podobne do "Do wszystkich chłopców..." i wybrałam akurat ten- jest to starsza produkcja, ale ja szalenie lubię filmy romantyczne osadzone w latach 80. Podobał mi się, nie jest taki do końca oczywisty jak się tego spodziewałam, nacieszyłam oczy pięknymi strojami i dobrze się bawiłam.
  10. HOTEL TRANSYLWANIA 3-piszę to z bólem serca, ale trzecia część jednej z ulubionych animacji mnie po prostu rozczarowała. Kilka razy miałam ochotę ją wyłączyć, ale przekonywałam się że potem w ogóle do niej nie wrócę. Wątek zakochanego Draculi, wakacji na statku i znikoma ilość fajnego humoru całkowicie odebrały mi przyjemność z oglądania.



Seriale:
Po drodze wpadło kilka odcinków Przyjaciół, ale to by było tyle.

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu- 9,7 cm wpadło w październiku, do końca pozostało 29,2 cm
Wyzwanie biblioteczne- Jedynie moja lektura na studia była wypożyczona z biblioteki.

Inne:
Podsumowanie września
WWK Przeczytaj i podaj dalej
Kwartalny stos książkowy

Plany:
W listopadzie chciałabym WRESZCIE dokończyć "The revolution of Ivy" (problem polega na mojej małej motywacji do czytania w oryginale) oraz "Fight club" i "180 sekund". I jasne- chciałabym poczytać więcej, ale listopad zapowiada się szaleńczo, mam wtedy dwa projekty, a na grudzień kolejny zaliczeniowy który do prostych nie należy, także wiecie-priorytety :)


Czytaj dalej

Chyłka i Zordon, odcinek drugi subiektywnej opinii o mojej miłości do tej pary

Seria z Chyłką należy do ścisłego grona moich ulubieńców i jak pokazało doświadczenie znajdę na nią czas nawet w gorącym okresie nauki. W zeszłym roku popełniłam kilka słów na temat tomów      2-5, a z okazji przeczytania przeze mnie "Kontratypu" postanowiłam napisać moje uaktualnienie dotyczące tej serii, na podstawie części numer sześć, siedem i osiem (o matulu, to już naprawdę 8 tom!).

Czym innym jest czytać kompletną serię, albo posiadającą przynajmniej kilka tomów, a co innego być z nią w miarę na bieżąco i chwytać nowe informacje zazwyczaj wiosną i jesienią. Jakoś tak się przyjęło że co roku mogę spodziewać się dwóch nowych książek dotyczących jednej z moich ulubionych par w literaturze i dzieje się to właśnie na wiosnę i jesień. W zeszłym roku maratonowałam sobie to wszystko co miałam, teraz przeznaczam dwa dni z życia na lekturę i kolejne dwa na roztrząsanie tego co się wydarzyło. "Oskarżenie" i "Testament" wprowadziły mnie w stan euforii, "Kontratyp" jest małym słowem "niestety". Bo niestety coś mi nie do końca zagrało.

Wystarczająco pokręciłam tutaj wszystko, więc zaczynam jeszcze raz, od początku.
"Oskarżenie" przeczytałam jeszcze końcówką roku 2017. Wtedy doczytałam "Inwigilację" i zatęskniłam za bohaterami, a tom szósty mnie po prostu zmiótł. Wystawiłam mu wtedy 10 na 10 gwiazdek i dodałam serduszko sygnalizujące ulubioną powieść. Nie wiem czy teraz byłabym równie hojna, ale pewne jest że był to bardzo dobry tom i niesamowicie mnie pochłonął. Tak samo rzecz miała się z "Testamentem"- kupiłam ją po wizycie u dentysty (po leczeniu kanałowym, ale to tylko brzmi strasznie, w rzeczywistości boli tylko lekkość portfela po zabiegu) i zaczęłam czytać jak tylko dotarłam na peron i czekałam na pociąg do domu. Byłam głodna, zmęczona i przemoknięta (bo deszcz pojawia się zawsze jak wyciągnę parasolkę z torebki po kilkudniowym taszczeniu jej ze sobą), a Chyłka doskonale poprawiła mi humor. I to właśnie jest ogromna zaleta serii- mogę czekać miesiącami na nowy tom, a wystarczy pierwsze zdanie żebym poczuła się jak w domu. I z tego co wiem nie tylko mi towarzyszą takie odczucia- to coś naprawdę wspaniałego!

"Kontratyp" kupiłam kilka dni temu na KTK i w sumie zabrałam się za nią jeszcze tego samego wieczora. Wcześniej podchwyciłam kilka opinii, które mniej więcej dotyczyły wersji że tym razem autor przedobrzył i tego faktu dotyczy wcześniejsze słowo "niestety"- bo niestety muszę się z tym zgodzić. Zazwyczaj bardzo lekko traktowałam wyolbrzymione problemy i sytuacje z którymi zmagali się bohaterowie. Nie mówię że tak nie jest, ale ilość przykrych rzeczy jakie dotykają pakiet głównych bohaterów, przez całe życie nie dotknie przeciętnego człowieka, nawet w liczbie pojedynczej- wyciągniętego z książki problemu. W "Kontratypie" Chyłka jawiła mi się jako niezniszczalna jednostka, nawet w zetknięciu z pewnymi siłami (nie chcę spoilerować!), a najśmieszniejsze było to że koniec końców ja i tak byłam pewna tego, że jakoś z tych tarapatów wybrnie. Do tego przyzwyczaił mnie autor i w sumie gdyby mojej ulubionej bohaterce stało się coś nieodwracalnego byłabym zrozpaczona, ale również zaskoczona o wiele bardziej niż jakimkolwiek z licznych tradycyjnych zakończeń. Wiem że dopóki seria będzie kontynuowana, Chyłka napotka masę przeszkód i zawsze z nich wybrnie, nieważne jak irracjonalne by one były.

W "Kontratypie" autor poruszył wątek himalaizmu i szczerze powiedziawszy zainteresował mnie tym tematem i będę chciała kiedyś poszukać jakiejś ciekawej lektury dotyczącej tego tematu. I cieszę się że Pan Remigiusz dalej ma masę nowych pomysłów, życzę mu jak najlepiej bo jestem z grupy osób które zawsze będą czytały Chyłkę, niezależnie od tego jakie dosięgną ją problemy. Tym razem jednak pozostałam bez książkowego kaca, bez zniszczeń w sercu i nawet to zakończenie jakoś specjalnie mnie nie zaskoczyło. Dwa poprzednie tomy podobały mi się o wiele bardziej i liczę na to, że kolejny powróci na znane mi tory. A jak wszystko dobrze pójdzie to za rok o tej porze będziemy świętowali okrągłą, dziesiątą już powieść z tej serii co jest wręcz niewiarygodne! Wydaje mi się że pierwszy tom czytałam tak niedawno, a jednocześnie że Chyłkę i Zordona znam od zawsze.

"Kontratyp" mi się podobał, bez dwóch zdań. Jednakże tym razem zostałam trochę rozśmieszona tematem przewodnim, a w zasadzie jego wykonaniem. Z drugiej strony uwielbiam słowne potyczki głównej pary, teraz już w znaczeniu power couple i z niecierpliwością (jak zawsze) czekam na więcej. Te dialogi silnie na mnie działają i łamią moje serce, a potem je sklejają i uśmiecham się do tych zadrukowanych stron jak głupia. To jest bezsprzecznie jedna z moich ulubionych serii w ogóle.

Pozwolę sobie jeszcze wtrącić i utrwalić dla starszej wersji mnie kilka spostrzeżeń na temat rychłego serialu, a w zasadzie odczuć na temat aktorów i zaaranżowanych miejsc. Otóż- jestem na tak. Czuję ogromne podekscytowanie, jak na razie wszystko pasuje mi wręcz perfekcyjnie. Pani Magda Cielecka jest wręcz moją idealną wersją Chyłki pod względem wyglądu, a grę ocenię oczywiście po chociażby jednym odcinku. Filip Pławiak nie do końca jawi mi się jeszcze jako Zordon, bo ten w mojej wyobraźni miał aparycję kogoś typu Remigiusz Mróz, ale jest dobrze. Nie spodziewałam się go, znam aktora jedynie z Listów do M. (które uwielbiam!), jednakże sądzę że wybór jest super. Wszystkie te pomieszczenia, nora-obora i gabinet Kormaka- dalej na plus! Sam aktor grający Kormaka mnie zaskoczył, ale to chyba dlatego że mimo wskazówek autora inaczej go sobie wyobraziłam. Jak dotąd wszystko mi się podoba i bardzo się boję żeby tego nie zepsuli; pozostaję dobrej myśli wszak sam autor sprawuje pieczę na projektem :)
Czytaj dalej

KWARTALNY STOS KSIĄŻKOWY\\ LIPIEC-WRZESIEŃ 2018

Polubiłam robić te kwartalne stosy książkowe i jestem pewna że teraz nie ogarnęłabym tego całorocznego, który robiłam ostatnio- dziwnym trafem kupuję i dostaję więcej lektur niż pamiętam, a najczęściej zaraz po zakupie wędrują one na półkę i tam sobie leżą. Dlatego mam silną prośbę do samej siebie, aby do końca roku nie kupić żadnej nowej historii (no może "Kontratyp", jestem realistką i wiem że długo i tak nie wytrzymam), a czytać to co mam. A zanim to nastąpi utrwalam kolejną porcję książek, które trafiły do mnie od lipca do września tego roku.



  1. Remigiusz Mróz- "Testament" (biedronkowy zakup jeszcze z czerwca, ale nie załapał się do wcześniejszego postu. Jestem nieobiektywna jeśli chodzi o tę serię i kocham ją całym sercem, mimo iż inne książki autora jakoś mi nie pasują)
  2. Haley Tanner- "Vaclav i Lena" (kupiona z polecenia Oli w krakowskim Tak Czytam, choć nie ukrywam że od dawna miałam ochotę na tę historię)
  3. Helen Bryan- "Oblubienice wojny" (również polecona przez Olę)
  4. Huntley Fitzpatrick- "Moje życie obok" (zakup w Dedalusie, moja opinia tutaj)
  5. Jenny Colgan- "Spotkajmy się w kawiarni" (efekt Wakacyjnej Wymiany Książkowej, prezent od Karoliny)
  6. Jessica Park- "180 sekund" (druga książka od Karoliny, do tej pory nie jestem w stanie zmusić się do zniszczenia tak pięknie zapakowanej książki ;D)
  7. Kasie West- "Słuchaj swojego serca" (egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Feeria Young, moja opinia tutaj)
  8.  Kinga Tatkowska- "Szukając tego" (bardzo długo szukałam tej książki, aż natknęłam się na nią w rzeszowskim Tak Czytam za oszałamiającą cenę 9.90- jeśli jej szukacie to polecam zajrzeć do tej księgarni ;))
  9. Kasie West- "Dziewczyna, która wybrała swój los" (egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Feeria Young, moja opinia tutaj)
  10. Atticus- "Miała dzikie serce" (przejrzałam ją kiedyś pobieżnie i gdy kilka dni później znalazłam ją za 7 zł na matras.pl nie mogłam się oprzeć!)
  11. Ann Brashares- "Wszystko razem" (trochę polecała Ola, trochę wleciał we mnie sentyment do autorki, a trochę zachęciły pochlebne recenzje- również zakup w matrasie)
  12. C.J.Daugherty-"Zbuntowani" (dawno temu utknęłam na trzecim tomie, a uwielbiam tę serię! Chcę sprawdzić czy jest w stanie dalej mi się podobać- po raz kolejny zakup matrasowy)
  13. Robyn Schneider- "Dzień ostatnich szans" (spontanicznie dodana do koszyka, ta i trzy poprzednie książki kosztowały mnie około 40 zł, więc uznałam że mogę delikatnie poszaleć ;))
  14. J.A.Redmerski- "Drugie życie Izabel (egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Niezwykłe, moja opinia tutaj)
  15. Chuck Palahniuk- "Fight Club" (z całego stosu to chyba z tej jestem najbardziej dumna. Czaiłam się na nią już ze trzy lata i wreszcie wrzuciłam do koszyka, na razie jednak jej lektura idzie mi opornie)
Czy jest coś co szczególnie mi polecacie? Nie ukrywam że ostatnio nie mam ochoty na czytanie czegokolwiek dla siebie, ale może ktoś mnie zmotywuje? :)
Czytaj dalej

"Moje życie obok"- Huntley Fitzpatrick


Oryginalny tytuł: My life next door
Rok polskiego wydania: 2016
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Seria: Moje życie obok #1
Ocena: 7/10


  "Moje życie obok" jest kolejną książką z mojej prywatnej listy książek o których polskie tłumaczenie bardzo ładnie proszę- pojawiła się nawet jako pierwsza w pierwszej edycji, co świadczy o tym jak bardzo na nią czekałam i jak nikłe szanse na wydanie jej wróżyłam. A tu proszę! Jest i to nawet nie jedna, a dwie- bo drugi tom też doczekał się miejsca na polskich półkach i na pewno chcę po niego sięgnąć.

  Samantha Reed prowadzi całkiem inne życie niż rodzina Garrettów- jest ono poukładane, ciche i sterylne. Dlatego tak bardzo lubi siadać na dachu i obserwować swoich głośnych sąsiadów u których zawsze coś się dzieje, aż pewnego razu przyłapuje ją na tym Jace Garrett i rodzi się między nimi więź. Jednak gdy w grę wchodzą uczucia, nawet najprostsza sytuacja staje się milionem skomplikowanych połączeń, zwłaszcza że są ludzie którym związek Sam i Jace'a jest nie na rękę.

  Przepiękna okładka i opis który z marszu mnie zainteresował, skrywają historię która jest interesująca, jednak nie tak angażująca jak bym się spodziewała. Dwójka głównych bohaterów, czyli Jace i Samantha z miejsca budzą sympatię- on jako jeden z licznego rodzeństwa jest bardzo zdyscyplinowany i zawsze umie pomóc, jest miły i troskliwy a jednocześnie wzbudza w głównej bohaterce poczucie bezpieczeństwa i stabilności. Samantha jest cicha i raczej nauczona słuchać poleceń, co jednak jest dla niej opcją wygodniejszą, bo pozwala unikać niepotrzebnych kłótni. Tych dwoje pięknie się dopełnia i idealnie pokazuje głębię pierwszej, szczerej miłości która spodobała mi się od pierwszy stron i to wrażenie utrzymało się aż do końca.

  Również lekkość z jaką napisana jest powieść sprawia że czyta się ją zaskakująco szybko, a momentami ciężko było mi ją odłożyć bez informacji do dalej. Od początku czuć swobodę i urok letnich dni, ale podszyte są one takim niepokojem który nasila się wraz ze wzrostem liczby stron. I prawdą jest, że pewien zwrot fabularny zaskoczył i mnie, osobę która dość szybko przewiduje takie akcje...i podobał mi się. Właśnie to charakteryzuje tę historię- wydaje się być niewinna i prosta, ale po przeczytaniu można dojrzeć że jest też mądra i między stronami przemyca stwierdzenie, że nie warto oceniać po pozorach i że rodzina jest najważniejsza. Niby proste, a tak często się o tym zapomina.

  O co mi jednak chodzi z tym niezaangażowaniem czytelnika w opowieść? Gdyby chodziło o jakąkolwiek inną książkę to nawet nie zwróciłabym na to uwagi- widziałabym wartościową i ciekawą powieść dla młodzieży. Ja jednak okropnie długo czekałam na możliwość przeczytania tej historii i w mojej głowie już widziałam ją z etykietką "wow", co niestety nie jest prawdą. "Moje życie obok" to bardzo dobra lektura dla nastolatków, ale żeby teraz totalnie zachwycić mnie młodzieżówką, to chyba po prostu trzeba jeszcze czegoś więcej. Nie zmienia to jednak faktu że mam ochotę sięgnąć po "Grę miłości", drugi tom tej opowieści tym razem przedstawiający nam parę innych bohaterów- siostrę i przyjaciela Jace'a- już nie mogę się doczekać!

Czytaj dalej

WYMIANA KSIĄŻKOWA PRZECZYTAJ I PODAJ DALEJ // 6

W ostatnich miesiącach systematycznie robiłam książkowe porządki i odkładałam tytuły, które po prostu chciałabym oddać. Część z nich udało mi się sprzedać, kilkanaście oddałam do mojej biblioteki, ale dalej ich liczba mnie przytłacza. Wielka Wymiana Książkowa to inicjatywa w której za każdym razem biorę udział i zawsze znajduję coś fajnego, ale teraz chciałam ją sobie odpuścić. Chcę oczyścić moje półki, a nie na miejsce jednej książki znaleźć kolejną, uznałam jednak że szkoda mi zrezygnować z takiej fajnej tradycji i postanowiłam że niektóre z niżej pokazanych książek mogę wymienić sposobem dwie lub trzy moje za Waszą jedną- to będą te obok których pojawi się gwiazdka. Mam nadzieję że i tym razem nie wyjdę z pustymi rękami i Wam życzę tego samego :)



1. "Spętani przeznaczeniem"- Veronica Roth- stan bardzo dobry, egzemplarz recenzencki przed korektą
2. "Drugie życie Izabel"- J.A.Redmerski- stan bardzo dobry
3. "Tak krucho"-Tammara Webber- stan bardzo dobry
*4. "Jak być szczęśliwym (albo chociaż mniej smutnym)"- Lee Crutchley- stan dobry, kilka początkowych stron jest wypełnionych przeze mnie
5. "Drużyna Róży"- Marie Lu- stan bardzo dobry
6. "Mroczne umysły"- Alexandra Bracken- stan dobry, mocno zagięty grzbiet
7. "W śnieżną noc"- John Green, Maureen Johnson, Lauren Myracle- stan bardzo dobry
8. "Piękny nieznajomy"- Christina Lauren-stan bardzo dobry




*9&10. "Niezgodna" i "Zbuntowana"- Veronica Roth- stan bardzo dobry, wymiana jedynie w komplecie
*11. "Z życia dzieci wzięte"-Robert Trojanowski- stan idealny
*12. "Słodkie kłopoty"-Susan Mallery- stan idealny
13. "Dobrani"- Ally Condie- stan bardzo dobry
14."Znajdę Cię Crystal"- Joss Stirling- stan bardzo dobry
15. "Księga portali"- Laura Gallego- stan idealny
*16. "W objęciach chłodu"- John Marsden- stan bardzo dobry
17. "Carrie Pilby. Nieznośnie genialna"- Karen Lissner- stan bardzo dobry
18. "Toxic"- Rachel van Dyken- stan bardzo dobry



*19. "Run, Mummy, Run"- Cathy Glass- stan dobry, pieczątka szkoły językowej w środku, wersja anglojęzyczna
20. "Upadli"- Lauren Kate- stan dobry
21. "Załącznik"-Rainbow Rowell- stan bardzo dobry
22. "Zapomniałam, że Cię kocham"- Gabrielle Zevin- stan bardzo dobry
23. "Prawo przyciągania"- Simone Elkeles- stan bardzo dobry
24."Mara Dyer. Tajemnica"- Michelle Hodkin- stan bardzo dobry
*25&26&27. "Wyspa trzech sióstr", "Czarodziejskie więzy", "Legenda"- Nora Roberts- stan idealny, wymiana tylko w komplecie
*28. "Wszystko jest możliwe"- Nora Roberts- stan idealny, wydanie kieszonkowe
*29. "Zagraj ze mną"- Nora Roberts- stan idealny, wydanie kieszonkowe
*30. "Błękitna zatoka"- Nora Roberts- stan idealny, wydanie kieszonkowe
*31. "Kasacja"-Remigiusz Mróz- stan bardzo dobry, wydanie kieszonkowe


STAN IDEALNY- książka nowa, nieczytana
STAN BARDZO DOBRY- książka raz przeze mnie przeczytana, ale wygląda na nówkę sztukę
STAN DOBRY- książki pochodzące z wymian, widać lekkie zagięcia okładek, jednak nie jest to nic co utrudniałoby czytanie

Psst! Możliwy odbiór osobisty w Krakowie ;)
Czytaj dalej